Łowca nareszcie się pojawił.
Victoria wpatrywała się uważnie w ekran monitorujący recepcję. Mimo eleganckiego garnituru od Armaniego mężczyzna wyglądał na rasowego drapieżcę. Wysoki i ciemnowłosy, poruszał się z niedbałą arogancją. Nie rozglądał się, był całkowicie skupiony na celu – wiedziała, że nie mógł się doczekać chwili, gdy znajdą się razem w jednym pomieszczeniu, sam na sam.
Zatarła ręce i cicho zamruczała. Rada Najwyższa raz jeszcze postanowiła na nią zapolować. Victoria uśmiechnęła się z pogardą. Ten łowca miał w sobie potężną magię, wyczuwała ją nawet przez dzielące ich ściany. Napuścili na nią wytrawnego maga, co świadczyło o tym, że w końcu przestali ją lekceważyć. To jej pochlebiało. W końcu celowo złamała prawo, rozmyślnie drażniła się z tą samą władzą, która odebrała jej Dariusa. Teraz miała ponieść karę z rąk mężczyzny pewnym krokiem zmierzającego do jej biura. Wybór Rady nie mógłby jej bardziej ucieszyć.
Po wejściu do gabinetu uśmiechnął się do recepcjonistki, zanim zamknęła za nim drzwi, a potem odwrócił się do Victorii i zdjął okulary przeciwsłoneczne.
Mój Boże.
Założyła nogę na nogę, żeby powstrzymać nagłe pulsowanie między udami. Mężczyzna przeszył ją spojrzeniem szarych oczu. Był tak przystojny, że aż kusiło ją, by wstać, podejść bliżej i otrzeć się o niego.
Naturalnie, nie mogła tego zrobić. Najpierw musiała sprawdzić, czy jej gość ujawni swoją tożsamość, czy też uzna za stosowne udawać. Rada nadal nie zdawała sobie sprawy z tego, ile mocy pozostawił jej Darius; nie miała pojęcia, jak potężna była jego magia.
Jej spojrzenie powędrowało do biurka, do oprawionego w kryształ portretu mężczyzny z uroczym dołeczkiem oraz czułym uśmiechem. Na olejnej miniaturze miał piękne jasne włosy o złocistym połysku. Widok Dariusa przywołał ból i tęsknotę, które tak dobrze znała. To tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że postępuje słusznie. Myśl o jego straconym życiu napełniła ją pragnieniem zemsty.
Gdy gość podszedł do biurka, Victoria wstała i wyciągnęła rękę. Łowca uścisnął ją nieśpiesznie, mimowolnie zdradzając dotykiem swoją siłę.
– Witam, panie Westin – powiedziała cicho.
Zamierzała podziękować Radzie za ten dar, kiedy już się z nim rozprawi. Mężczyzna miał śniadą skórę, kruczoczarne włosy i wyglądał jak ucieleśnienie seksu. Było oczywiste, dlaczego odnosił sukcesy jako łowca. Już nie mogła się doczekać.
Max Westin odrobinę za długo trzymał w uścisku dłoń Victorii. Spojrzenie szarych oczu jasno dawało do zrozumienia, że zamierza ją posiąść i poskromić. Jak wszystkie kotki, Victoria lubiła się bawić, więc cofając rękę, lekko musnęła koniuszki palców gościa. Jego źrenice rozszerzyły się niemal niedostrzegalnie. Wiedziała, że może go mieć, jeśli naprawdę się przyłoży.
Taki właśnie miała zamiar. Do zadań specjalnych Rada wybierała tylko najlepszych, najbardziej utalentowanych łowców, a Victoria doskonale wiedziała, że klęska elitarnych wysłanników Rady wyjątkowo drażni jej członków. Przyszła pora, by ponownie im przypomnieć, jak potężny był Darius i jak wiele stracili przez jego niepotrzebną ofiarę.
– Witam, pani St. John – odezwał się Max szorstkim, przyjemnym dla ucha głosem.
Wszystko w tym mężczyźnie wydawało się nieco szorstkie i surowe.
Victoria bez słowa wskazała mu ręką krzesło przed biurkiem o szklanym blacie. Gdy rozpiął guzik marynarki i usiadł, nie uszło jej uwagi, jak granatowe spodnie podkreślały umięśnione uda i pokaźną męskość.
Oblizała wargi, a Max uśmiechnął się półgębkiem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie sposób mu się oprzeć, przez co wydał się Victorii jeszcze atrakcyjniejszy. Doceniała pewność siebie, podobnie jak odrobinę okrucieństwa, a i tego mu nie brakowało. Jego ciemna aura zdradzała, że nie stronił od czarnej magii. Wątpiła, by dawał się wodzić Radzie za nos.
Od razu przypadł jej do gustu.
Usiadła wygodniej i tak ułożyła nogi, żeby mógł je podziwiać.
– Muzeum pragnie wyrazić najszczersze ubolewania z powodu utraty pani naszyjnika – zaczął Max.
Victoria uśmiechnęła się do niego. A zatem nie zamierzał zdradzać swojej tożsamości. Wspaniale.
– Nie wygląda pan na kustosza – powiedziała.
– Jestem tu w imieniu firmy ubezpieczeniowej obsługującej muzeum – odparł gładko. – To oczywiste, że strata tych rozmiarów wymaga śledztwa.
– Bardzo mnie to cieszy.
Obserwując go spod rzęs, uświadomiła sobie, że z trudem zachowywał powściągliwość. Jego pełne usta przywodziły na myśl grzeszne rozkosze. Victoria lubiła takich nieskromnych i energicznych mężczyzn. Ten był nieco zbyt sztywny jak na jej gust, ale odrobina perswazji powinna temu zaradzić. Wszyscy w końcu się poddawali. To właśnie ta część gry nieodmiennie ją rozczarowywała – kapitulacja.
– Jak na kobietę, która właśnie straciła bezcenną biżuterię, wydaje się pani niezwykle opanowana – zauważył Westin.
Victoria podkuliła palce u stóp. Miał tak głęboki i nieco zachrypnięty głos, jakby dopiero wstał z łóżka.
– Histeria do niczego nie prowadzi – oznajmiła, wzruszając ramionami. – Poza tym jest pan tutaj, żeby znaleźć naszyjnik, i wydaje się pan kompetentny. Czym miałabym się przejmować?
– Tym, że go nie odnajdę. Pani wiara w moje umiejętności mi pochlebia i przyznaję, że nie jest bezpodstawna. Sprawdzam się w swoim fachu, ale czasami nie wszystko jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.
To było wyraźne ostrzeżenie.
Victoria wstała i podeszła do olbrzymiego okna, które zajmowało niemal całą ścianę za biurkiem. Choć stała plecami do Westina, czuła na sobie jego gorące spojrzenie. Dotknęła pereł na szyi i zapatrzyła się na niebo nad miastem.
– Jeśli nie zdoła pan odzyskać naszyjnika, sprawię sobie nowy – powiedziała. – Wszystko da się kupić, proszę pana.
– Nie, nie wszystko.
Zaintrygowana, odwróciła się do niego i ze zdumieniem ujrzała, że zmierza w jej kierunku. Po chwili stanął tuż obok i również zapatrzył się na widok za oknem, czuła jednak, że jest skupiony na niej i szuka jej słabości.
Nie mogąc oprzeć się niebezpieczeństwu, musnęła Westina ramieniem. Jej nozdrza wypełnił męski zapach jego skóry – mieszanka bardzo kosztownej wody kolońskiej. Victoria oddychała płytko, serce biło szybciej niż zwykle. Nie chcąc tracić dystansu, odsunęła się o krok. Od dawna nie miała silnego mężczyzny. Od zbyt dawna. Inni łowcy byli zręczni i uwodzicielscy, Westin jednak dysponował poza tym siłą i potężną mocą.
– Max? – zwróciła się do niego po imieniu, aby zburzyć dzielący ich mur.
– Tak?
Obejrzał się przez ramię, a kiedy odeszła od okna, ruszył za nią, przypominając jej, że to on jest tutaj drapieżcą.
Victoria pomyślała, że zapowiada się dobra zabawa. O ile tylko Max zechce wziąć w niej udział.
– Zjedz ze mną kolację – zaproponowała.
– U mnie – odparł natychmiast.
Podeszła do barku i wyciągnęła z lodówki dwie szklane buteleczki mleka. Był to celowy wybór, który miał dać mu do zrozumienia, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, o co tutaj chodzi. Z pewnością on wie wszystko o jej dotychczasowych poczynaniach, ale czy rozumie, dlaczego tak postępowała?
Czy Westin wiedział, że umierający Darius w ostatnim tchnieniu oddał jej całą swoją moc i sprawił, że Victoria stała się o wiele silniejsza niż przeciętny chowaniec? Czy wiedział, że jej mag ją kochał, i że dzięki tej miłości mogła sama decydować o sobie?
Zanim Victoria otrzymała dar od swojego pana, była jak inni chowańcy. To Rada decydowała o parowaniu ich z magami, niezależnie od woli samych chowańców. Niektórzy z nich źle się czuli w takich układach, ale jej poszczęściło się za pierwszym razem. Pokochała Dariusa czystą, bezwarunkową miłością. Teraz, ze względu na tę miłość, Victoria była zbyt potężna, żeby pojmano ją wbrew jej woli. Przez dwa wieki, odkąd utraciła Dariusa, żaden mag nie zdołał jej poskromić. Była pewna, że Westin też sobie z nią nie poradzi. Już raz kochała, i to mocno. Nie mogłaby obdarzyć taką miłością innego maga.
Kołysząc biodrami i uśmiechając się uwodzicielsko, odwróciła się do Westina.
– A może u mnie? – spytała.
– Nie. – Wyjął butelkę z jej wyciągniętej dłoni, celowo dotykając przy tym jej palców. – Victorio.
Wypowiedział jej imię tak władczo, że niemal poczuła obrożę na szyi. Łowcy nie trzymali chowańców, po schwytaniu przekazywali ich niższej rangi magom. Victoria poprzysięgła sobie, że już nigdy nie pozwoli się tak potraktować.
Oboje stali nieruchomo, mierząc się wzrokiem. Przechyliła głowę. Nie miała zamiaru ukrywać zainteresowania Maxem, i tak nic by z tego nie wyszło – na pewno zdążył już zauważyć sterczące sutki pod zieloną jedwabną bluzką, do tego oddychała szybko, lekko oszołomiona jego bliskością.
Westin był wysoki, muskularny i bardzo skupiony. Tylko ciemny kosmyk włosów na czole dodawał łagodności surowym rysom. Gdyby nie miała do czynienia z łowcą, rzuciłaby się na niego, tak bardzo go pragnęła.
Spojrzenie Westina powędrowało do jej piersi. Uśmiechnął się zaborczo.
– Idę o zakład, że lepiej gotuję – powiedział i delikatnie musnął dłonią jej ramię.
Przeszył ją dreszcz.
– Nie przekonasz się, jeśli do mnie nie przyjdziesz. – Zrobiła nadąsaną minę.
Odsunął się, a jego urok błyskawicznie wyparował.
– Albo u mnie, albo będę zmuszony odmówić – warknął.
Victoria żałowała, że nie jest w swojej kociej postaci, bo wtedy mogłaby trzepnąć go ogonem. Max Westin najwyraźniej przywykł, że zawsze dostaje to, czego chce. Był samcem alfa, jak wszyscy łowcy.
Miał jednak pecha, bo trafił swój na swego.
– Jaka szkoda – powiedziała szczerze.
Była rozczarowana, ale spotkanie u niego nie wchodziło w grę. Kto wie, jakie tam rzucił zaklęcia i czym konkretnie dysponował? Gdyby się zgodziła, sama wpakowałaby się do klatki.
Zignorowała podniecenie, które poczuła na tę myśl.
– Zmieniłaś zdanie? – Jego zdumienie było wręcz namacalne.
Zbyt rzadko słyszał odmowę.
– Zaprosiłam pana na kolację, a pan obwarował moje zaproszenie restrykcjami – oświadczyła oficjalnie i lekceważącym gestem wskazała drzwi. – Nie toleruję ograniczeń.
Tym razem to ona wysłała mu ostrzeżenie.
Kiedy nawet nie drgnął, głośno zamruczała. Słysząc ten dźwięk, Westin zacisnął zęby. Victoria zrozumiała, że nie jest mu obojętna, i poczuła się nieco lepiej mimo świadomości, że będzie zmuszona poczekać, nim go zdobędzie.
Nieśpiesznie podniósł butelkę i wypił mleko. Na widok jego poruszającej się grdyki Victorii zaschło w ustach. Westin postawił pustą butelkę na blacie biurka, podszedł do Victorii, po czym wziął ją za rękę. Jego dotyk ją palił, mimo że Westin miał chłodną skórę, równie chłodną jak spojrzenie. Wiedziała, że przemyśli swoją taktykę i wróci.
A ona będzie na niego czekała.
Znowu delikatnie musnęła palcami jego dłoń i ją puściła.
– Do zobaczenia wkrótce, Max – szepnęła.

Wyszedł z hotelu St. John, klnąc, na czym świat stoi. Zazgrzytał zębami i z trudem zapanował nad erekcją, która groziła mu kompromitacją na zatłoczonym chodniku.
Victoria St. John sprawiała kłopoty.
Wiedział to już w chwili, gdy Rada wezwała go do siebie. Zlecenie początkowo go zdumiało – w końcu poskramianie zdziczałych chowańców było zajęciem dla młodszych, mniej zdolnych magów.
Gdy spotkał swoją ofiarę, zrozumiał, dlaczego to właśnie jego wybrali.
Nie mógł przestać o niej myśleć. Przebiegła i swawolna Victoria poruszała się z naturalną kocią gracją. Miała krótkie czarne włosy i nieco skośne, zielone oczy, które uznał za niezwykle kuszące. Setki razy widział jej zdjęcia i choć doceniał urodę, nie czuł nic więcej. W kontakcie osobistym okazała się jednak zmysłowa i seksowna. Była nieco zbyt szczupła jak na jego gust, niedostatecznie zaokrąglona, ale te nogi, nieprawdopodobnie długie… Miał niezachwianą pewność, że wkrótce Victoria opasa nimi jego biodra, gdy będzie ją brał.
Dała mu jednak do zrozumienia, że nie pójdzie mu tak łatwo.
Wiedziała, kim on jest, a zatem pogłoski o jej mocy okazały się prawdziwe. Miał do czynienia z niezwykłym chowańcem.
Pokręcił głową. Darius postąpił jak idiota. Chowańców należało prowadzić silną ręką albo dziczeli, tak jak Victoria po śmierci swojego maga. Już od dwóch wieków przy każdej okazji prowokowała Radę Najwyższą.
Prowokowała także jego.
Zaintrygowany Max przypomniał sobie wszystkie informacje, które zebrał, zanim zjawił się w jej hotelu. Victoria była jednym z najbardziej prominentnych chowańców. Sprytne posunięcia finansowe sprawiły, że z kierowniczki motelu stała się właścicielką jednej z największej sieci luksusowych hoteli w kraju. Dopóki żył jej mag, była powszechnie szanowaną członkinią magicznej społeczności. Dzikie zachowania Victorii po śmierci Dariusa utwierdziły jednak Radę w przekonaniu, że przy łączeniu w pary należy się kierować chłodną kalkulacją, a nie podszeptami serca. Od czasu do czasu między magiem a chowańcem rodziło się uczucie, jednak przy interwencji Rady działo się to znacznie rzadziej.
Max skręcił za róg w boczny zaułek. Dzięki magii w mgnieniu oka pokonał drogę do swojego penthouse’a. Był bardzo zdenerwowany, więc zamiast odpocząć, zaczął nerwowo krążyć po pomieszczeniu. Nie wątpił, że Victoria St. John sama ukradła własny naszyjnik. Żaden śmiertelnik nie zdołałby tego dokonać, zabezpieczenia w muzeum były zbyt skomplikowane. Victoria włamała się do muzeum ze świadomością, że bezczelność tego czynu sprowadzi na nią kolejnego łowcę. Rada Najwyższa robiła wszystko, co w jej mocy, żeby ukryć istnienie magii przed ludźmi. Trzeba było położyć kres lekceważeniu praw magicznej społeczności.
Tylko dlaczego Victoria postępowała w ten sposób? Tego właśnie nie potrafił zrozumieć. Musiał istnieć inny powód poza brakiem maga. Przecież była bardzo opanowana, w interesach zawsze kierowała się rozumem, nie emocjami. Owszem, należało ją poskromić, ale kontrolowała swoje poczynania. Był zdecydowany odkryć motywację Victorii, zanim przekaże ją do dyspozycji Rady.
Ponownie westchnął i rozejrzał się wokół. W pogrążonym w półmroku lofcie panowała niemal idealna cisza, wszystkie zaklęcia ochronne funkcjonowały bez zarzutu. Niektórym z magów niższej rangi ściany w kolorze łagodnej szarości i ciemne sofy wydawały się ponure, zimne, ale Maxa uspokajały. Wchłaniał energię tego miejsca przy każdym oddechu. Łatwiej byłoby mu poskromić Victorię tutaj, gdyż w lofcie miał pod ręką swoje narzędzia, jednak zdawał sobie sprawę, że trzeba czegoś więcej, aby odnieść sukces tam, gdzie wszyscy zawiedli.
Poskromienie Victorii wymagało nietypowego podejścia. Jej moc została wzmocniona, co wyjaśniało, dlaczego przez dwa wieki zdołała uniknąć pojmania. Musiał ją posiąść, nie tylko fizycznie, ale pod każdym względem. Należało ją zdominować, tak jak wszystkich dobrych chowańców, ale sama powinna tego pragnąć. Musiała poddać się z własnej woli, ciałem i duszą, żeby pojawiła się obroża, gdyż moce Victorii nie pozwoliłyby na pojmanie bez przyzwolenia.
Gdy Max myślał o wszystkim, co jej zrobi, czuł, jak magia szybciej krąży w jego żyłach. Nie mógł się doczekać poskromienia Victorii. Nie chodziło o samo zadanie, ale o kobietę, z którą miał do czynienia. Gdy wyobrażał sobie jej całkowitą uległość, puls przyśpieszał. Widział w jej oczach ogień i pogardę dla siły przeciwnika, nie wynikały one jednak z ignorancji, lecz z podniecenia samą grą.
Po raz pierwszy groziła mu porażka i to zaostrzało jego apetyt.
Zastanawiał się, komu przydzielą Victorię, kiedy już trafi przed oblicze Rady. Była silna, silniejsza od innych chowańców, a on nie chciał jej łamać. Złamanym chowańcom brakowało życiowej energii niezbędnej do tego, by się na cokolwiek przydawały.
Max poczuł, że jeżą mu się włosy na karku. Oznaczało to jedno – lada chwila miał zostać wezwany.
Spotkałeś się ze zdziczałą?- spytała Rada, setki głosów przemawiających unisono.
– Nie jest zdziczała – sprostował. – Jeszcze nie.
Nie da się jej oswoić. Wielu próbowało. Wielu zawiodło.
Zawahał się, po czym oznajmił:
– Kazaliście mi ją pojmać. Na to się zgodziłem. Nie zabiję jej, dopóki nie spróbuję jej pojmać. Jeśli chodzi wam o pospolite zabójstwo, poszukajcie kogoś innego.
Nie ma innych łowców z twoją mocą, oznajmili. Dobrze o tym wiesz.
– Więc pozwólcie mi spróbować ją ocalić. Jest niezwykła. Szkoda byłoby ją stracić. – Przeczesał włosy palcami i odetchnął głęboko. – Zrobię, co konieczne, jeśli nie będzie innego wyjścia.
Akceptujemy twoją propozycję.
To powinno go uspokoić, tak się jednak nie stało.
– Zdecydowaliście, dokąd mam ją zawieźć?
Naturalnie.
Zacisnął zęby, słysząc tę wymijającą odpowiedź. Poczuł zazdrość, choć nie miał ku niej podstaw. Związek dominanta z poddaną w każdym wypadku kierował się innymi regułami i wymagał całkowitego zaufania. Max nie czuł się zbyt pewnie.
– W takim razie pozwólcie mi działać.
Gdy tylko przestał wyczuwać obecność Rady, natychmiast zapragnął zawezwać Victorię swoją mocą i przystąpić do poskramiania, ale się opanował. Pośpiech był niewskazany, mógł mu pokrzyżować szyki. Max uwielbiał polowanie i poskramianie, wiedział jednak, że na wszystko przyjdzie pora. Odpowiednia dominacja wymaga czasu, a wizyta Rady uświadomiła mu, że musi się śpieszyć. Miał co najwyżej kilka tygodni.
Max jęknął cicho, czując podniecenie. Kilka tygodni z Victorią.
Był gotów.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł 7,90 zł 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Zniewolenie
Autor Sylvia Day
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 22-04-2015
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327610485

Napisz recenzję