Głosy w końcu przycichły i Caroline zaczęła zapadać w półsen, kiedy usłyszała lekkie pukanie do wychodzących na balkon drzwi. Natychmiast usiadła w pościeli i zasłoniła dłonią usta, żeby nie krzyknąć. Gdy ponownie rozległo się stukanie w szybę, wstała, narzuciła szlafrok i podeszła do drzwi. Znowu omal nie krzyknęła na widok niewyraźnej postaci widocznej po drugiej stronie.
– Ach, to ty. – Po chwili westchnęła, wpuszczając do pokoju Gabriela, który najwyraźniej zdążył się przebrać i nie wyglądał jak mnich, tylko rozbójnik.
– Spodziewałaś się kogoś innego?
– Nie, ale i nie ciebie w tym stroju. Jak długo tu stałeś?
– Wystarczająco długo. Na szczęście twoja służąca mnie nie dostrzegła, kiedy zamykała drzwi. A poza tym co miałem włożyć? W habicie nie poradziłbym sobie ze wspinaczką. – W tym momencie zauważył minę Caroline. – Tak, byłem na balkonie, kiedy szykowałaś się do snu, ale nie podglądałem. Nie interesuje mnie widok nagiej łydki czy czegoś równie podniecającego.
– I, jak rozumiem, przywykłeś raczej do tego, że jesteś we wnętrzach sypialni, a nie na zewnątrz – rzuciła gniewnie, a on odchrząknął, co mogło oznaczać przyznanie się do winy. – Wolałabym, żebyś mnie tak nie zawstydzał. Po prostu byłam zaskoczona, to wszystko. Myślałam, że raczej ukryłeś się w głębi domu.
– Przecież tam pełno służby, nadto nie mam pojęcia, gdzie konkretnie szukać Woodruffe’a.
Gabriel mówił tak cicho, że Caroline musiała się do niego zbliżyć.
– Zajmuje pokój w drugim skrzydle, w dodatku na innym piętrze, o co sama się postarałam. Będziesz musiał przejść przez cały korytarz, ale teraz nie powinno to być kłopotliwe wejść na schody i to będzie drugi pokój po prawej stronie.
– Dobrze, drugi po prawej. – Skinął głową. – Rozumiem, że udało ci się podać mu środek nasenny?
– Tak, na tyle dużo, że powinieneś w spokoju przeszukać całe pomieszczenie. – Caroline lekko się wzdrygnęła i dodała: – Pomyślałam nawet, że mogłabym dosypać więcej, ale morderstwo chyba nie jest najlepszym wyjściem z sytuacji. – Znowu poczuła, że zbiera się jej na histeryczny śmiech. Muszę nad sobą zapanować, nakazała sobie w duchu. Sytuacja jest nad wyraz poważna, trzeba uważać.
– Czy ja wiem? – mruknął Gabriel.
Coś w jego głosie sprawiło, że się zaniepokoiła.
– Tylko żartowałam, zupełnie niepotrzebnie.
Gabriel położył dłonie na jej barkach.
– Ale jakże trafnie.
– Broda wygląda bezsensownie w zestawieniu z tym ubraniem – powiedziała pierwsze, co przyszło jej do głowy. – Jest tak okazała, że łaskocze mnie, chociaż nie stoję tuż przy tobie.
– Też jej nie lubię. Najchętniej bym ją zgolił.
– Ciebie też łaskocze? – zdziwiła się.
– Tak. Poza tym wcale ci się nie spodoba, jak zrobię coś takiego.
Pocałunek ją zaskoczył. Wyglądało na to, że Gabriel jest zdziwiony tym, co zrobił, bo nie zachowywał się zbyt pewnie. Broda była miękka, ale nie tak bardzo jak jego włosy, które Caroline poczuła pod palcami.
To mój drugi pocałunek w życiu, pomyślała. W dodatku zupełnie inny od pierwszego. W tym mogła się zatracić. Świat wokół zawirował, a jej zabrakło tchu w piersi. To było zupełnie nowe doznanie, coś, czego nie doświadczyła wcześniej, a kiedy Gabriel ją puścił, myślała, że osunie się na podłogę, ale w porę zauważył, co się dzieje, i ją podtrzymał.
– Wszystko w porządku? – zapytał zaniepokojony.
Skinęła głową, bo nie mogła wydobyć z siebie głosu.
– Do licha! Wcale tego nie chciałem.
Wargi jej zadrżały i pociągnęła nosem.
– Chyba nie było tak źle?
– Nie – odparła. – Nawet dobrze.
– Tylko ta broda…
– Jest dosyć miękka. – Powstrzymała chęć, by pogładzić go po brodzie. Rozumiała, że Gabriel nie przywiązuje dużej wagi do pocałunku. Zapewne pomógł mu pozbyć się napięcia związanego z nocną wyprawą. W jej przypadku było zupełnie inaczej. Wolała jednak nie mówić tego głośno.
– No tak… – Gabriel odsunął się nieco dalej, a ona rozejrzała się wokoło.
– Będziesz potrzebował lampy. Możesz wziąć tę z mojego stolika. Może pójdę z tobą, żeby trzymać straż przed drzwiami?
– A jeśli ktoś przyjdzie? Nie, to zbyt ryzykowne. Jak wyjaśnisz, skąd się tam wzięłaś?
– Powiem, że chciałam koniecznie zobaczyć narzeczonego – odparła. – Ojcu się to spodoba.
– I natychmiast cię za niego wyda, żeby uniknąć skandalu – zakończył Gabriel. – Macie chyba jakiegoś zaprzyjaźnionego biskupa, który zająłby się formalnościami?
Caroline aż się wzdrygnęła.
– To powiem, że usłyszałam dziwny dźwięk i że chciałam to sprawdzić.
– Bez wołania o pomoc?
– Do głowy mi nie przyszło, że mogę jej potrzebować – odparła, wzruszając ramionami. – Uznałam, że to jakieś niezamknięte okno albo coś podobnego.
Gabriel westchnął ciężko.
– No dobrze, możesz iść, jeśli uważasz, że to pomoże.
Wyszła za nim na ciemny korytarz, opierając się pokusie, żeby złapać go za rękę. Dom był z pozoru cichy, ale co jakiś czas rozlegały się w nim trzaski lub piski, jakby budynek był żywy i czuwał nad swymi mieszkańcami. Docierały do niej też jęki wiatru, który grał w kominie, a także uderzenia gałęzi wiązu o balustradę jednego z balkonów.
Gabriel poruszał się niczym duch, ona też starała się być bardzo cicho. Mijając główne zejście, zerknęli w dół schodów, gdzie przy drzwiach spał pełniący wartę lokaj. Obok zajmowanego przez niego fotela stała zapalona lampa. Przeszli dalej i kiedy w końcu dotarli do pokoju Woodruffe’a, Gabriel przyłożył ucho do drzwi.
– Śpi – szepnął do Caroline.
Po chwili uchylił drzwi i wśliznął się do środka. Została sama w półmroku korytarza i tylko zapach Gabriela, który wciąż unosił się w powietrzu, świadczył o tym, że to nie jest sen.

Woodruffe nawet się nie rozebrał. Leżał wyciągnięty na łóżku i chrapał za dwóch. Gabriel spojrzał z niesmakiem na jego wielki brzuch i pomyślał ze zgrozą, że Caroline ma zostać żoną tego człowieka. W tym momencie morderstwo wcale nie wydawało mu się takim złym rozwiązaniem. Przywołał się do porządku i szybko odwrócił wzrok, po czym zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Trudno mu się jednak było skoncentrować, bo wciąż myślał o pocałunku i o tym, jak bardzo pragnął Caroline, jak chciał ją tulić, pieścić, czuć najmocniej, jak to tylko możliwe. Na szczęście udało mu się w porę powściągnąć i zachował się jak dżentelmen. Musi uważać, by jej nie skompromitować, bo może to stać się jej nieszczęściem. Powinien był od razu stanowczo wyprosić ją ze swojego domu, jak tylko ją zobaczył, bo teraz już nie potrafił o niej zapomnieć.
Rozejrzał się dookoła. Musi działać. Ma przecież całkiem sporo do zrobienia, a Caroline stoi pod drzwiami i ktoś może ją tam znaleźć. Zaczął przetrząsać rzeczy Woodruffe’a, ale ostrożnie, aby nie wyszło na jaw, że w nich szperał. Przyszło mu też do głowy, że jak już pomyślnie zakończy tę sprawę, to wybierze się do Paryża, żeby się dobrze zabawić. Tak jak to jest tylko możliwe w tym mieście!
Zauważył kuferek podróżny, który jeszcze nie do końca rozpakowany stał przy szafie. Powinien był się tym zająć służący barona, ale ten najwyraźniej mu na to nie pozwolił. Ciekawe dlaczego? Gabriel postawił lampę tak, żeby nie świeciła śpiącemu w twarz, i zaczął przeglądać zawartość walizeczki. Od razu pod cienką warstwą ubrań natknął się na dokumenty. Woodruffe chyba uważał, że w domu Knightona nie musi zachować ostrożności. Były tam głównie rachunki, przeważnie drugie lub trzecie upomnienia, a także list do zarządcy barona, który dość sporo ważył w dłoni Gabriela.
– Ciekawe – mruknął i zajrzał do środka.
W środku znajdowała się złamana czerwona pieczęć, która tłumaczyła ciężar pakunku, oraz zezwolenie na zawarcie małżeństwa, i to najwyraźniej jakieś specjalne. Gabriel zaczął przeglądać inne papiery. Na samym dole bagażu znalazł obsceniczne rysunki, na tyle obrzydliwe, że trzymał je dwoma palcami, jakby bał się ubrudzić. Nie należał do świętoszków, ale nawet jak dla niego to było za dużo. Od razu było widać skłonność Woodruffe’a do bezbronnych, związanych albo zakutych w kajdany kobiet i do stosowania wobec nich wymyślnych tortur. Spakował z powrotem te rzeczy, a potem wziął lampę i przeszukał sekretarzyk i szafkę przy łóżku. Baron chrapał, posapując. Dawka laudanum okazała się nad wyraz skuteczna.
W końcu Gabriel poczuł się wręcz brudny z powodu przebywania w tym pokoju i z ulgą wyszedł na korytarz, gdzie czekała Caroline.
– Znalazłeś coś?
Aż za dużo! – pomyślał. Przyjrzał się jej smukłej sylwetce, rozpuszczonym włosom i drobnym stopom w adamaszkowych domowych pantoflach. Caroline wyglądała jak ofiary męskich perwersji, które widział na rysunkach u Woodruffe’a.
– Nie tutaj. Wróćmy do twojej sypialni.
Kiedy znaleźli się na miejscu, zamknął drzwi na klucz i rozejrzał się dookoła. Caroline wydała mu się w tej chwili bardzo kusząca, zwłaszcza że rozchyliły się poły jej szlafroka, ukazując głębokie wycięcie nocnej koszuli.
– Zawiąż mocniej pasek – polecił.
Potrząsnęła głową.
– Nie jest mi zimno.
– Zawiąż!
Posłuchała go w końcu, a potem popatrzyła na niego ciekawie.
– Znalazłeś coś?
– Nic szczególnego – odparł. Nie zamierzał mówić jej o obscenicznych rysunkach. – Czy twojemu ojcu bardzo zależy na ziemiach Woodruffe’a? Czy są bardzo cenne?
– Nie, to zwykłe łąki. W dodatku nie najlepszej jakości. Nie sądzę, by były zbyt dużo warte.
– Wygląda na to, że Woodruffe ma długi. Dostaniesz spory posag, prawda? Na pewno przewyższy on wartość tej ziemi.
– Oczywiście. Zresztą, to moje pieniądze, do których ojciec nie ma prawa i w gruncie rzeczy mu na nich nie zależy. Zależy mu natomiast na tych ziemiach, gdyż w ten sposób powiększy posiadłość i będzie mógł zrealizować związane z nią plany.
Gabriel westchnął ciężko.
– To fatalnie. Wygląda na to, że obaj uważają małżeństwo za dobry interes. Woodruffe ma specjalne zezwolenie.
– Specjalne zezwolenie? To znaczy, że może się ożenić w każdej chwili, z kim zechce, prawda?
– Właśnie.
– Mogę odmówić – powiedziała Caroline, ale w jej głosie pobrzmiewała niepewność.
Gabriel ujął jej dłoń i odsłonił ramię. Siniaków już prawie nie było widać.
– Jeśli ojciec raz cię uderzył, łatwiej mu będzie zrobić to ponownie. A Woodruffe’a… – Jak wytłumaczyć tego rodzaju rzeczy niewinnej dziewczynie? – Wręcz podnieca go zadawanie bólu i cierpienia. Lubi to, a jak mu się przeciwstawisz, tylko pobudzisz go do dalszego działania.
Caroline zadrżała.
– Chyba nie chcę wiedzieć, co to znaczy ani jak to odkryłeś. – Wysunęła dłoń z ręki Gabriela. – W takim razie będę musiała uciec. Miałam nadzieję, że da się tego uniknąć, ale wszystko wskazuje na to, że nie. Anthony i tak jest głównie w szkole i będzie musiał się nauczyć sobie radzić. Grozi mu najwyżej to, że ojciec będzie go zaniedbywał.
Zamyśliła się na chwilę.
– Chyba nie umiesz włamywać się do sejfów, prawda? – spytała. – Klejnoty mojej mamy i babki znajdują się w sejfie w gabinecie ojca. To moje dziedzictwo. Nie chciałabym ich sprzedawać, ale pewnie będę zmuszona spieniężyć przynajmniej część tej biżuterii. Naturalnie, poszukam też pracy.
– Umiem otwierać zamki – odparł Gabriel, który musiał się do tego uciekać w dzieciństwie i wczesnej młodości. – Przynajmniej niektóre z nich. To zależy, jak bardzo są skomplikowane.
Caroline popatrzyła na niego z bezbrzeżnym zdziwieniem.
– Naprawdę jesteś pozbawiony skrupułów – rzuciła, lecz zaraz się zreflektowała. – Nie chcę cię krytykować.
O dziwo, te słowa jednak go dotknęły.
– Naprawdę? – spytał chłodno.
Co się ze mną dzieje? – zastanawiał się. – Dlaczego tak zależy mi na jej opinii? Przecież wcześniej nie przejmowałem się tym, co o mnie mówili w towarzystwie. Miałem za nic swoją reputację.
– Tak, wiem, że chcesz mi pomóc i doceniam to wszystko, co dla mnie robisz. Nie musiałeś zostać pustelnikiem czy posuwać się do przeszukania pokoju Woodruffe’a…
Caroline ma rację, uznał w duchu Gabriel. Włamanie się do sejfu oznaczałoby złamanie prawa, mimo że biżuteria do niej należy.
Powinien się więc z tego wycofać. Najlepiej od razu.

Jeśli się wycofam, to będzie lepiej dla niej i dla mnie, upewniał się w duchu Gabriel. Nigdy wcześniej tak bardzo nie angażowałem się w sprawy jakiejś kobiety. Nigdy nie traktowałem tego tak emocjonalnie.
Kobiety pragną poznania męskich myśli i dusz. Jego matka odkryła, jaka jest dusza jej męża, i to zaważyło na całym małżeństwie, doprowadziło ją do załamania, a potem nadużywania alkoholu i w końcu śmierci. Gabriel wypełnił złożoną matce obietnicę i pomógł braciom dorosnąć, ale wzięcie na siebie odpowiedzialności za kobietę stanowiło dla niego nie lada ciężar.
Uczucia są niebezpieczne. Można kogoś zranić. Powinien więc zrezygnować, zanim będzie za późno. Jednak łatwiej było podjąć decyzję, niż wprowadzić ją w życie. Zirytowany tą rozterką, westchnął w duchu i postanowił raz jeszcze przemyśleć całą sprawę.
Caroline szybko uczyła się ostrożności. Wcześniej była gotowa oddać się tylko po to, żeby ratować majątek brata. Teraz, w obliczu grożącego jej niebezpieczeństwa w postaci małżeństwa z obmierzłym baronem, w jej błękitnych oczach czaiły się pytania i wątpliwości. Coś, czego nie dostrzegał wcześniej.
– Jak sądzisz, co powinienem robić? – odezwał się w końcu. – Czy bronić ciebie, czy raczej uważać, żeby samemu nie zrobić nic złego?
Caroline milczała, a on zadał sobie w duchu pytanie, od kiedy to dba, żeby nie zrobić nic złego. Nie powinien udawać, że jest szczególnie moralny.
– Rozumiem, że zastanawiasz się teraz, z kim się związałaś. Wiedziałaś, że nie jestem święty, kiedy do mnie przyszłaś, i że nie trzymam się za bardzo ogólnie wyznawanych zasad. W tej chwili rozważasz, czy warto to wykorzystać, żeby dobrać się do skóry ojcu i Woodruffe’owi.
– Nie, nie – odparła, czując, że ma mętlik w głowie.
Zależało jej na tym, żeby z jej powodu Gabriel nie wszedł w konflikt z prawem. Coraz bardziej uświadamiała sobie, że znalazła się w sytuacji, z której nie ma łatwego wyjścia. – Zresztą, to ja cię zapytałam, czy potrafiłbyś otworzyć sejf – dodała, chcąc być wobec niego w porządku.
– Cóż, możesz tu zostać i wyjść za Woodruffe’a – zauważył.
W odpowiedzi energicznie pokręciła głową.
– Albo zostać i odmówić wyjścia za mąż.
Tym razem wzruszyła ramionami i zaraz dotknęła policzka w obronnym geście. A więc to tak! – odgadł Gabriel. Ojciec posunął się do tego, że uderzył ją w twarz! Zapragnął znowu zagrać z Knightonem w karty, co było najprostszym i najpewniejszym sposobem na to, by zrujnować tego okrutnika. Myśl o tym, żeby go zabić, też wydawała się kusząca. Znacznie bardziej kusząca niż jakiś czas temu. Przypomniał sobie leżącego u jego stóp ojca, pozbawionego siły i władzy, zupełnie bezbronnego. Zacisnął dłonie do bólu, a potem odetchnął głęboko, aż wspomnienia przyblakły.
– Możesz też uciec samodzielnie albo z moją pomocą. Jak wolisz. To pierwsze będzie znacznie trudniejsze, bo z tego, co mówiłaś, wynika, że nie masz kogo prosić o pomoc.
Jak to się stało, że dał się wmieszać w tę sprawę? Naturalnie, stopniowo, inaczej nie byłoby to możliwe. Nagle poczuł się odpowiedzialny za istotę przeciwnej płci. Nie miał już wyjścia – musiał pomóc Caroline.
– To prawda – wyznała, starając się zapanować nad drżeniem głosu. – Możliwe, że będę musiała uciec, i zrobię to z twoją pomocą albo bez niej. Na początku trzeba będzie znaleźć sobie tanie mieszkanie, a nie wiem, jak się to robi. Mam świadomość, jak wiele ryzykuję, ale wygląda na to, że jeśli tu zostanę, może być tylko gorzej. – Gabriel uśmiechnął się do niej zachęcająco, dodała więc: – Oczywiście, ryzyko będzie mniejsze, jeśli skorzystam z twojej pomocy. Zresztą, ufam ci w pełni, bo zniszczyłeś moje niemądre zobowiązanie.
– Nie zapominaj, że cię pocałowałem, i to dwa razy – powiedział, coraz bardziej świadom, że pragnie od niej więcej. Dużo więcej.
Caroline wzruszyła ramionami.
– Zauważyłam, że mężczyźni mają taką tendencję. To przecież nic nie znaczy.
Zamierzała zignorować jego pocałunki? Gabriel musiał przywołać poczucie humoru i resztki dystansu do własnej osoby, żeby się nie rozgniewać. Ta dziewczyna była zupełnie inna niż kobiety, które wcześniej znał. Powinien się z tym pogodzić.
– Będę bezpieczniejsza przy tobie, niezależnie od tego, czy odzyskam klejnoty – dodała po chwili. – Pozostaje tylko jeden problem. Nie będzie to dla ciebie sytuacja komfortowa.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł 7,90 zł 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Niespodziewane małżeństwo sir Gabriela
Autor Louise Allen
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 23-03-2018
Ilość stron 272
Oprawa Miękka
ISBN 9788327634801

Napisz recenzję