Uspokój się, durniu, skarcił się w myślach i z wysiłkiem odwrócił wzrok. Ostatnie, czego mu było trzeba, to dać się zauroczyć kurtyzanie, której oczekiwania były zapewne równie niewiarygodne jak jej uroda. Podejrzewał też, że miała serce ciepłe i wrażliwe jak kamień.
– Nie wydaje się przejęta – zauważył tonem ostrzejszym, niż zamierzał. – Czy kiedykolwiek ktoś ją pokonał?
– Jeszcze nie – przyznał Aubrey. – To jednak nie zniechęca dżentelmenów. Jak widzisz, wielu chciałoby spróbować swoich sił. Spójrz, właśnie zaczynają.
W tym momencie fechmistrz z namaszczeniem wskazał palcem jednego z kandydatów, pozostali zaś się oddalili, nie kryjąc rozczarowania.
Szermierze ustawili się do walki. Wystarczyło kilka sekund, by lady Belle z łatwością oraz lekką pogardą rozbroiła oponenta. Następnie z konsekwentnie obojętną miną podniosła wzrok, powiodła nim po twarzach zachwyconych widzów i nieoczekiwanie skrzyżowała spojrzenia z Jackiem.
Po plecach Jacka przebiegły ciarki. Przez długą chwilę obserwowali się z uwagą, aż wreszcie lady Belle oderwała od niego wzrok. Ignorując chór mężczyzn, którzy ją przywoływali, ominęła upokorzonego przeciwnika, ukłoniła się fechmistrzowi i wymaszerowała z sali.

Belle spokojnym, równym krokiem ruszyła do drzwi, myśląc o wysokim, szczupłym oficerze o ciemnych włosach, którego szkarłatny mundur zwrócił jej uwagę. Nie rozpoznała tego człowieka, co oznaczało, że od niedawna bawił w Londynie. Jak sądziła, był to kolejny znudzony arystokrata, poszukujący jakiejś rozrywki. Tak bardzo pragnęła, by te bezużyteczne nieroby wreszcie dały jej spokój!
Już kilka razy odmówiła lordowi Rupertowi i nie potrafiła zliczyć, ilu innym kandydatom powiedziała stanowcze „nie”. Chyba nie mogłaby jaśniej dać wszem wobec do zrozumienia, że nie jest zainteresowana przyjmowaniem ofert od kogokolwiek.
Nie zamierzała rezygnować z niedawno odzyskanej wolności. Choć minął już miesiąc, ta świadomość nieustannie dodawała jej skrzydeł. Po prawie siedmiu długich, bolesnych latach jej życie należało wyłącznie do niej, choć musiała przyznać, że nie ma jeszcze konkretnego pomysłu na to, co z nim zrobić.
Najważniejsze, że była wolna! Uśmiechnęła się z satysfakcją na wspomnienie przeciwnika, który leżał u jej stóp, twarzą do podłogi. Tak, cokolwiek będzie robiła w życiu, z całą pewnością już nigdy nie zda się na łaskę żadnego mężczyzny.
Jej dama do towarzystwa, Mae, starsza, pulchna kobieta o spłowiałych blond lokach, pogodnych, niebieskich oczach i sukni o skandalicznie wyzywającym dekolcie, dobitnie świadczącym o poprzednim zawodzie, cierpliwie czekała w przebieralni.
– Czy lekcja się udała? – zapytała.
– Owszem – potwierdziła Belle, ściągając z siebie męski strój. – Armaldi zauważył, że powinnam nieco skorygować pozycję i dzięki temu poprawiłam pchnięcie.
– Szybko się uporałaś z przeciwnikiem. – Mae wręczyła jej suknię. – Któż nim był tym razem?
– Wexley. Równie dobrze mogłabym walczyć z rzepą. Ten człowiek ma drewniane nadgarstki, fatalną pozycję i nędzne pojęcie o taktyce. Szczęśliwie nigdy nie był w wojsku.
W tym momencie przypomniał się jej ciemnooki kapitan i poczuła ucisk w piersi. Nie, powiedziała sobie stanowczo i lekko pokręciła głową. Nie była nim zainteresowana.
– Och, niemal zapomniałam. – Mae wyciągnęła z torebki zapieczętowany list. – Jakiś chłopak przyniósł to dla ciebie.
Belle przejrzała pismo, kiedy Mae zajmowała się zapinaniem guzików na jej plecach.
– Napisał to pan Smithers, mój prawnik – powiedziała Belle i zmarszczyła brwi. – Mam udać się do niego jak najszybciej. Chyba odwiedzę go w drodze do domu.
– Czego on może chcieć, Belle? – zapytała Mae z lekkim niepokojem. – Ten człowiek zajmuje się twoimi finansami, prawda? Mam nadzieję, że wszystko w porządku.
– Bez obaw, moja droga. W ubiegłym miesiącu konsultowałam się z nim w pewnych sprawach. Wszystkie nasze inwestycje mają się całkiem dobrze.
– Jesteś taka inteligentna. Z pewnością masz rację. Fundusze i inwestycje! – Starsza dama westchnęła. – Za moich czasów damy interesowały się klejnotami, sukniami i powozami. Jesteś pewna, że nie byłoby bezpieczniej przyjąć jakąś propozycję? Tyle ich miałaś w tym miesiącu. A sama przyznasz, że niektórzy dżentelmeni są doprawdy uroczy.
Belle odpowiadała na to pytanie już wielokrotnie, więc z pewnym trudem powściągnęła irytację.
– Długimi latami odkładałam każdego pensa i przekazywałam wszystkie oszczędności Smithersowi, by lokował je w możliwie wiarygodne i pewne inwestycje. Nic nam nie grozi, zwłaszcza że otrzymałam w spadku dom z wyposażeniem. Nie potrzebuję następnego opiekuna.
– Wiem, że nie byłaś szczególnie szczęśliwa z lordem B., ale z pewnością mogłabyś znaleźć kogoś odpowiedniejszego. Doprawdy, chyba nie zamierzasz żyć bez mężczyzny?
Belle czuła, że traci resztki cierpliwości.
– Dlaczego wciąż się upierasz, bym wzięła sobie kochanka? – burknęła. – Przecież dobrze wiesz, jak niewiarygodne są ich miłosne przysięgi!
– W młodości to ja byłam kapryśna i niestała, nie moi mężczyźni. Zmieniałam ich jak rękawiczki, wystarczyło, że otrzymałam atrakcyjniejszą ofertę. Ale co do ostatniego… – Mae westchnęła. – Trudno winić Darlingtona za brak stałości. Przybywało mi lat, a tak to już jest na świecie, że mężczyźni zwracają się ku młodszym kobietom.
Belle pomyślała, że już nie musi godzić się na reguły tego świata.
– Wybacz, że cię upominam – oznajmiła pojednawczo, choć miała ochotę na kłótnię. – Darlington poniósł niepowetowaną stratę, gdyż z pewnością nigdy nie znajdzie nikogo o równie cudownym usposobieniu i wielkim sercu.
Mae uśmiechnęła się do Belle.
– Kochane z ciebie dziecko – powiedziała, a jej oczy zaszkliły się od łez wzruszenia. – Nie wiem, co bym zrobiła, gdybyś nie ulitowała się nade mną po tym, jak mnie porzucił. Nie byłam tak mądra jak ty i kiedy już sprzedałam wszystkie klejnoty…
– Byłaś jedyną kobietą, która odniosła się do mnie serdecznie, w pierwszym roku po tym, jak Bellingham przywiózł mnie do stolicy. Myślałam wówczas, że umrę z samotności. – I ze wstydu, dodała w myślach Belle. – Nigdy nie miałam tak dobrej przyjaciółki. A poza tym przecież to ty mi doradziłaś, żebym przyjmowała wszystkie prezenty, którymi mnie obsypywał, i odkładała je na później. Dzięki twojej mądrej radzie nie przymieramy teraz głodem.
– Miło, że tak uważasz – odparła Mae. – Ale tak naprawdę nie odróżniłabym funduszu od inwestycji.
– Dość już tego. Powiedz mi lepiej, czy nie miałabyś chęci iść na lody, kiedy będę rozmawiać z prawnikiem? Byłabym ci ogromnie wdzięczna, gdybyś wsiadła do powozu od frontu budynku i pojechała do Guntera, podczas gdy ja wymknę się tylnym wyjściem. Poprosiłam Meadowsa o sprowadzenie dorożki. Nie chcę, żeby ciągnęły za mną tłumy mężczyzn.
Jako wielbicielka wszelkich słodyczy Mae rozpromieniła się na wzmiankę o lodach.
– Czy na pewno nie chcesz iść tam ze mną? – zapytała. – Do prawnika mogłybyśmy zajrzeć później.
– Nie, kochana, gdyż dokądkolwiek pojedzie mój powóz, zawsze zbiera się przy nim tabun irytujących dżentelmenów. Poza tym powiem ci, że w tej nowej sukni wyglądasz po prostu rozkosznie. Jestem pewna, że ten i ów zechce się zatrzymać, by z tobą poflirtować. Niech Darlingtona zeżrą wyrzuty sumienia.
– Cóż, w czerwieni zawsze mi było do twarzy i szczęśliwie nie utraciłam figury. Powiadali o mnie, że mam najbardziej imponujący biust w stolicy i chyba nadal niczego mu nie brakuje. Prawda, że jesteście śliczne, moje słoneczka? – Mae z czułością pogłaskała się po pokaźnym, przypudrowanym dekolcie, który z daleka przyciągał zainteresowane spojrzenia. – I pomyśleć, że Frederic porzucił mnie dla tej smarkuli z opery, najbardziej pazernego i nieczułego dziewuszyska na świecie. Chcę wierzyć, że każdego dnia pluje sobie w brodę, nikczemnik jeden.
Belle uściskała przyjaciółkę.
– Jestem tego absolutnie pewna – odparła. – A teraz ruszaj odciągnąć ode mnie tłumy.
– Powiem ci tylko, skarbie, że najwyraźniej postanowiłaś uczynić z siebie kogoś pokroju kwakierki! – oświadczyła Mae z przyganą, lustrując Belle wzrokiem. – Rzecz jasna, zawsze wyglądasz pięknie, nieważne, co na siebie włożysz. Trochę jednak nie pojmuję, czemu chowasz się w szarościach, bez jednej wstążeczki, i w dodatku ze stójką, tak jakbyś w żadnym razie nie chciała pokazać choćby skrawka skóry!
Pokręciła głową, ewidentnie uznawszy zachowanie Belle za niezrozumiałe.
– Teraz mogę się ubierać tak, jak lubię najbardziej. – Belle wzruszyła ramionami.
Mae popatrzyła na nią z zadumą.
– Czy to ci wystarczy? – spytała cicho. – Nie chcę cię drażnić, ponownie poruszając ten temat, i możesz mnie nazwać niepoprawną romantyczką, za którą się zresztą uważam, ale nie wiem, jak zamierzasz żyć bez mężczyzny u boku. Przecież jesteś taka młoda! Nie skazuj się na coś, co jest tak… nienaturalne!
Belle podeszła do drzwi, uśmiechając się z wysiłkiem.
– Nie miałaś okazji słyszeć, co mówią nieżyczliwe mi osoby. Nie wiesz, że jestem najbardziej nienaturalną kobietą w Anglii?

Aubrey z samego rana załomotał do drzwi Jacka, słusznie przewidując, że jego przyjaciela ogarną wątpliwości w związku z wyzwaniem rzuconym Belle.
– Poczęstuj się piwem – zaproponował Jack, ukrywając uśmiech.
– Z miłą chęcią. – Aubrey usadowił się w fotelu. – Postanowiłem wpaść wcześniej i sprawdzić, czy jesteś przygotowany.
– A raczej się upewnić, że przybędę.
– W to nie wątpiłem. – Aubrey nalał sobie piwa do kufla. – Dałeś słowo. Pomyślałem, że będę ci towarzyszył. Jakkolwiek patrzeć, jestem kimś w rodzaju twojego sekundanta.
– Co więcej, sam mnie zgłosiłeś na ochotnika do pojedynku – zauważył Jack z ironią.
– Odmówiłbyś, gdybyś chciał, ale który mężczyzna oparłby się pokusie zdobycia pocałunku Belle? A ty masz największe szanse.
Jack zamierzał zaprotestować, jednak uczciwość nakazała mu milczeć. Z pewnością chciałby zatriumfować tam, gdzie inni mężczyźni polegli, lecz w głębi duszy najbardziej pragnął poczuć smak kobiety, która go intrygowała i pociągała. Przez większość nocy przewracał się z boku na bok, marząc o ustach Belle.
Zamiast cokolwiek powiedzieć, uraczył się potężnym łykiem piwa.
– Zapłaciłem dorożkarzowi, żeby zaczekał – oznajmił Aubrey, opróżniwszy kufel. – Biorąc pod uwagę twoją reputację szermierza, galeria powinna pękać w szwach. Musimy jechać natychmiast, jeśli chcemy znaleźć wolne miejsca.
– Wolałbym raczej stanąć z boku i obserwować lekcję, nie rzucając się w oczy.
– Słusznie, powinieneś poznać słabe strony przeciwniczki… – zgodził się Aubrey. – Z pewnością cieszysz się, że wygrasz zakład, a przy okazji jeszcze zaznasz odrobiny intymności z damą o niezrównanej urodzie. Kto wie, może przekonasz ją do pogłębienia damsko-męskiej zażyłości?
– Na to bym nie liczył! – Jack roześmiał się. – Wątpię, by moje nader skromne umiejętności zrobiły wrażenie na kobiecie o tak rozległym doświadczeniu.
– Czy te wszystkie rozkoszne Francuzki i Hiszpanki nie nauczyły cię żadnych sztuczek?
– Skąd! – Jack pokręcił głową. – Bujna wyobraźnia płata ci figla, Aubrey. Żołnierze głównie tkwią w błocie, grzęzną w piasku albo mokną na deszczu, a nocą śpią na wilgotnej ziemi lub w zapchlonych ruderach. Bynajmniej nie baraszkują z cudzoziemskimi pięknotkami.
Aubrey sięgnął po mundur Jacka.
– Bardzo cię proszę, nie niszcz moich chłopięcych złudzeń… – Westchnął. – Jeśli jednak wpadniesz w oko Belle, pamiętaj, że miałem swój udział w zacieśnieniu waszych relacji.
– Z pewnością o tym nie zapomnę. – Jack zapiął uniform i przypasał szablę.
Postanowił nie puszczać wodzy wyobraźni, która uparcie podsuwała mu wizję kuszącej Belle i namiętnego pocałunku.
Gdy podchodzili do dorożki, drogę zastąpił im Edmund Darnley.
– Witajcie! – powiedział. – Uznałem, że nie od rzeczy będzie wesprzeć cię przed potyczką, Jack.
– Jedź z nami – zaproponował Aubrey. – Jack obiecał, że przedstawi mnie Belle, jeśli nie uda mu się zdobyć jej względów.
– Zamierzasz zdobyć względy Belle? – Edmund spojrzał ze zdumieniem na Jacka.
– Aubrey jak zwykle wyciąga pochopne i bezzasadne wnioski – odparł Carrington. – Nie ma mowy o niczym poza skromnym całusem. Dodajmy, że jeszcze nie pokonałem Belle, więc lepiej wstrzymajmy się z rozważaniami.
– W takim razie wsiadajmy, byś mógł w spokoju zastanowić się nad odpowiednią taktyką – zaproponował Aubrey.
Przyjaciele zajęli miejsca w dorożce i niedługo potem weszli do sali ćwiczeń, która zgodnie z przewidywaniami Aubreya pękała w szwach. Jack skinął głową Montclare’owi oraz kilku innym znajomym i zignorował lodowate spojrzenie Ruperta.
Po kilku minutach zjawił się fechmistrz wraz z uczennicą. Belle, ponownie w bryczesach i koszuli, ze złocistymi włosami ściągniętymi do tyłu, całkowicie zignorowała tłum, skupiając uwagę na florecie.
Jack odetchnął głęboko i powiedział sobie, że nie może się dekoncentrować, choć jego spojrzenie nieustannie wędrowało ku zgrabnym pośladkom Belle, wyraźnie widocznym pod ciasnymi spodniami z cienkiej skórki.
Musiał przyznać sam przed sobą, że ogromnie pragnie tego pocałunku. I nie tylko pocałunku.
Pokręcił głową, żeby otrząsnąć się z marzeń, które go nagle przytłoczyły. Musiał myśleć tylko o walce.
Mistrz i jego podopieczna zajęli miejsca. W trakcie lekcji Belle poruszała się równie szybko i zwinnie, jak podczas poprzedniej potyczki z Armaldim, lecz tym razem pojedynek zakończył się bez wyraźnego rozstrzygnięcia.
– Buono, mia bella – powiedział Armaldi. – Jak rozumiem, teraz staniesz do następnej potyczki.
– Raczej nie – odparła Belle. – Doskwiera mi dzisiaj lekka zadyszka.
Jack, który już szedł w kierunku parkietu, nagle zamarł. Nie spodziewał się, że Belle zrezygnuje z walki. Ogarnęło go dość niedorzeczne rozczarowanie i musiał mocno zacisnąć usta, żeby nie przyłączyć się do okrzyków sprzeciwu.
– Ależ musi pani przyjąć wyzwanie! – Ansley padł przed nią na kolano. – Dała pani słowo!
– Poza tym ktoś wyjątkowy pragnie potykać się z panią – dodał Aubrey, a Jack westchnął ciężko. – To żołnierz i weteran spod Waterloo. Chyba nie odmówi pani komuś tak zasłużonemu? Ten bohaterski obrońca Anglii bardzo pragnie stanąć z panią w szranki, gdyż liczy na zwycięstwo o niebo słodsze niż to, którym delektował się na polu bitwy.
Belle rozejrzała się i dostrzegła Jacka. Jej uważne spojrzenie sprawiło, że zadrżał z emocji.
– To pan – powiedziała w końcu.
– W istocie rzeczy, to ja – przyznał z ukłonem. – Kapitan Jack Carrington, padam do nóg. A jeśli wykaże się pani odpowiednią sprawnością, być może już niedługo naprawdę ujrzy mnie pani u swych stóp.
Jej usta drgnęły, ale w następnej chwili jakiś mężczyzna z widowni podszedł i zdjął frak, najwyraźniej gotów sam stanąć do walki.
– Nieuczciwe jest zmuszanie Belle do walki z żołnierzem zawodowo parającym się szermierką! – oświadczył nieznajomy i posłał Jackowi groźne spojrzenie.
– Co ty wygadujesz, Waterfield? Twoim zdaniem Belle nie potrafi stawić mu czoła? – wykrzyknął Aubrey. – Nie dość, że to aroganckie, to na dodatek niegodne dżentelmena!
Kiedy Waterfield tłumaczył się gęsto, że wcale nie miał zamiaru kwestionować umiejętności Belle, w ogólnym harmidrze dał się słyszeć donośny głos lorda Ruperta:
– Pan Waterfield ma rację, kapitanie. Jak podkreślił pański przyjaciel, walczył pan niedawno, do tego na śmierć i życie. W takiej sytuacji nie uchodzi, by rzucał pan wyzwanie lady Belle, która fechtuje rzadko i dla rozrywki. Jestem zmuszony prosić pana o rezygnację z pojedynku.
– Łatwo cię przejrzeć, Rupercie! – zawołał Aubrey ostro. – Chcesz, by odstąpił od walki, gdyż się boisz, że może wygrać!
Rupert puścił jego słowa mimo uszu.
– Lady Belle to kobieta, choć przyznaję, dość nietypowa. – Nie odrywał wzroku od Jacka. – Osiągnęła w fechtunku bardzo wiele, lecz nie można oczekiwać, by osoba jej płci dysponowała siłą i umiejętnościami potrzebnymi do pokonania wytrawnego szermierza.
Belle wpatrywała się w przestrzeń, pozornie obojętna na tę wymianę zdań. Kiedy jednak usłyszała słowa Ruperta, wbiła w niego złowrogie spojrzenie.
– Czyżby wasza lordowska mość uważał mnie za tak marnego rywala? – spytała z oburzeniem. – W takim razie czas, bym stawiła czoło komuś o najwyższych umiejętnościach. Panie kapitanie, jestem do pańskiej dyspozycji.
Na widowni rozległy się okrzyki entuzjazmu, a Jack spokojnie podszedł do rozradowanego Aubreya, który pomógł mu zdjąć frak i wręczył floret.
Lord Rupert chciał zaprotestować, ale Armaldi uciszył zebranych wymownym gestem.
– Dama podjęła decyzję – ogłosił.
Jack ponownie ukłonił się Belle.
– Zebrani tu dżentelmeni nie mogą się doczekać naszego pojedynku, a i ja chętnie poznam pani umiejętności – powiedział.
– W to nie wątpię – odparła, obrzucając go lodowatym spojrzeniem. – En garde, kapitanie!

Zatem pan Carrington ma na imię Jack, pomyślała Belle, nieśpiesznie przestępując z nogi na nogę w poszukiwaniu dogodnej sposobności do ciosu. Zauważyła go natychmiast – obserwował ją i nieświadomie utrudniał skupienie całej uwagi na lekcji.
Dobrze, że rzucił jej wyzwanie. Była rozzłoszczona i zdenerwowana, miała ochotę atakować, a podczas nauki z Armaldim zawsze się przed tym powstrzymywała.
Postanowiła udawać amatorkę i zwabić Jacka w pułapkę, by na koniec doprowadzić do jego upokarzającej klęski. Wtedy da jej spokój i na dobre będzie mogła o nim zapomnieć.
Mijały jednak minuty, a Jack nie dawał się sprowokować. Belle uznała, że w takiej sytuacji nie pozostało jej nic innego, jak tylko zmienić taktykę i zacząć normalnie walczyć.
W przeciwieństwie do jej wcześniejszych przeciwników, Carrington naprawdę znał się na rzeczy. Władał floretem z ogromną finezją i dorównywał samemu mistrzowi Armaldiemu. Dlatego Belle doszła do wniosku, że pora rozstrzygnąć tę potyczkę. Natarła z całą mocą, zmuszając Jacka do cofnięcia się o kilka kroków. Choć zajadle atakowała, on ograniczał się do kontrowania jej ciosów i nie popełnił ani jednego błędu, który mogłaby bezlitośnie wykorzystać.
Czuła, że opada z sił. Zerknęła na widownię. Mężczyźni powstawali z krzeseł, wymachiwali pięściami i krzyczeli niczym w gorączce. Pomyślała z irytacją, że kapitan bawi się z nią i wcale nie traktuje jej poważnie. Najwyraźniej nie widział powodu, by w pełni korzystać ze swoich umiejętności. Stroił sobie z niej żarty, a inni patrzyli i zachęcali go do przedłużania widowiska.
Ogarnięta furią, zmrużyła oczy i zapragnęła tylko jednego: zemsty za wszystkie krzywdy, które ją spotkały ze strony mężczyzn.
Z zaciśniętymi zębami i grymasem na twarzy ruszyła do gwałtownego ataku.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł 7,90 zł 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Kurtyzana
Autor Julia Justiss
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 09-03-2018
Ilość stron 384
Oprawa Miękka
ISBN 9788327634788

Napisz recenzję