– Jeżeli zrobisz to dla mnie, będę twoja, a wraz ze mną wszystko, co mam – powiedziała kobieta. W blasku świec jej jasnooliwkowa skóra zdawała się miękka i gładka jak aksamit, a w oczach czarnych jak węgle jarzył się srebrzysty płomień. Piękna i pewna siebie, wyczuwała, jak on rozpaczliwie jej pragnie.
Spowijał ją duszny zapach perfum o egzotycznej nucie piżma i ambry, a na szyi połyskiwały najkosztowniejsze z klejnotów. Była córką indyjskiego księcia i prawnuczką angielskiego hrabiego, dumną i mściwą, a serce jej pałało nienawiścią do mężczyzny, który ją odtrącił. – Wykorzystał mnie cynicznie, a potem porzucił – i za to zapłaci życiem! Tylko jego śmierć jest w stanie zadośćuczynić za krzywdę, jaką mi wyrządził…
Przysunęła się do swego rozmówcy, pozwalając mu zachłysnąć się jej zapachem. Umiała doprowadzać mężczyzn do szaleństwa, była tego świadoma, i mogła zdobyć każdego – z wyjątkiem tego, którego naprawdę pragnęła, a który nią wzgardził. Mógł zostać jej kochankiem, poślubić ją i zamieszkać z nią w jej pałacu. On jednak oświadczył wprost, że jej nie kocha, czym boleśnie ją zranił. Dlatego dostanie nauczkę. Przekona się na własnej skórze, że nie można od niej odejść ot tak! Już ona się postara o to, aby miał długą i bolesną śmierć za to, że ją opuścił.
Ten tu, żałosny dureń, pożerający ją głodnym wzrokiem, nie był jedynym, któremu obiecała swoje względy. Miał też własne powody, aby stać się narzędziem jej zemsty. Wybrała go bardzo starannie, chcąc mieć pewność, że zrobi, o co tylko go poprosi – oczywiście za obietnicę wysokiej nagrody. Był na szczęście chciwy i równie mściwy jak ona.
– Pamiętaj, że skrzywdził ciebie tak samo jak mnie – syknęła. – Dlatego pojedziesz za nim do Anglii i zrobisz to, o co cię prosiłam. A kiedy tu wrócisz, będziesz miał wszystko, czego tylko zapragniesz… a nawet więcej…
– O tak, spełnię twe życzenie, najsłodsza pani, gdyż, szczęśliwym zrządzeniem losu, pewne sprawy wzywają mnie do Anglii. Wrócę po obiecaną nagrodę, kiedy tylko spełnię twoją prośbę.
Okrutny uśmieszek przemknął przez usta księżniczki. Serce jej było zimne jak lód, odkąd je złamano, i nie czuła nic, prócz nienawiści. Poza nagrodą ten dureń dostanie coś jeszcze, czego się nie spodziewa. Zatrzyma go przy sobie, tylko dopóki się jej nie znudzi, a potem…
On tymczasem ukląkł przed nią i ucałował rąbek jej kosztownej sukni.
– Przysięgam wymierzyć sprawiedliwość temu, który jest twoim i moim wrogiem, o pani – oświadczył. – Już wkrótce świat stanie się uboższy o tego głupca.
Gdy to usłyszała, zimny dreszcz przebiegł jej po plecach i zapragnęła cofnąć swe nienawistne słowa. Niestety, tylko krwią można ugasić ogień trawiący jej duszę.
Po wyjściu posłańca zaczęła krążyć po pokoju zdenerwowana. Opuściła ją pewność, która kazała szukać zemsty, a wkrótce zrozumiała, że śmierć ukochanego nie ukoi jej bólu. Wręcz przeciwnie. Ogarnęła ją czarna rozpacz. Osunęła się na kolana i płakała, póki nie ucichła burza w jej duszy. Wtedy pojęła, że oszukała samą siebie. Nie chciała przecież, aby jej najdroższy umarł, lecz aby z nią był, kochał ją i uśmiechał się do niej czule.
Musi natychmiast przywołać głupca, który tak ochoczo zgodził się zabić, i nakazać mu, żeby tego nie robił.
Podniosła oczy i ujrzała słońce na niebie. Było już za późno! Statek wyszedł z portu i wkrótce grzech zbrodni obarczy jej sumienie.
Krzyknęła rozpaczliwie i osunęła się bez zmysłów na marmurową posadzkę.

– Co ja widzę, listy! – ożywił się William, wicehrabia Salisbury, na widok Jane wchodzącej do pokoju. – Jest może coś dla mnie, siostrzyczko?
– Tak, chyba trzy – odparła ze znaczącym uśmieszkiem. – Jeden z nich pachnie perfumami panny Bellingham… Ciekawe, o czym też młoda rozsądna dama może pisać do ciebie?
– To nie twoja sprawa. – Will sięgnął po koperty.
Lady Jane March roześmiała się i przez moment droczyła z bratem, trzymając listy poza zasięgiem jego ręki. Smukła i elegancka, miała w sobie coś, co rozświetlało każde otoczenie, w jakim się znalazła, a jednak nawet jej uroda i wrodzony wdzięk nie były w stanie ukryć smutku, wyzierającego z jej cudownych oczu.
Jane zdecydowała się zamieszkać z Willem po przedwczesnej śmierci męża, który zginął przed dwoma laty na polu bitwy. Zabójczo przystojny Harry był jednym z adiutantów Wellingtona, a jego tragiczna śmierć złamała jej serce. Wtedy to John, hrabia Sutherland, jej przyrodni brat i głowa rodziny, zaproponował, aby zamieszkała z nim i jego żoną Gussie. Jane wybrała jednak Williama, młodszego od niej o rok, gdyż, jak to określiła „jako jedyny nie będzie obchodził się z nią w białych rękawiczkach ani też nie spróbuje jej tyranizować”.
– Nie wątpię, że za miesiąc będziesz chciał mnie odesłać na drugi koniec świata – zwróciła się do Willa, witającego ją po przyjeździe do tak zwanej mniejszej posiadłości ich ojca, będącej obecnie jego własnością. – Gussie doprowadziłaby mnie jednak do szału, a John… sam wiesz, jaki on jest…
– Oj tak – przyznał Will z westchnieniem. – Nieznośny pedant! Biedna mama drżała przed nim, dopóki nie poślubiła Porky’ego…
– Niech Bóg błogosławi księcia Roshithe – powiedziała Jane z wymownym uśmiechem. Ich matka po kilkuletnim wdowieństwie została ukochaną i wielce rozpieszczaną drugą żoną. Na ślub zdecydowała się po zamążpójściu córki, gdyż, jak stwierdziła, jej najdroższy William nie potrzebuje matczynej pomocy, aby znaleźć sobie żonę. Miał przecież spory majątek odziedziczony po dziadku ze strony matki, jak również spadek po ojcu, w którego skład wchodziły: dom w mieście, domek myśliwski w Szkocji oraz hektary ziemi gdzieś w Yorkshire. Był z pewnością zamożniejszy niż jego starszy, przyrodni brat, nigdy też nie prosił Johna, aby spłacał jego długi. Mimo to John nie przepuścił żadnej okazji, by go pouczać, jak ma zarządzać majątkiem.
– Z twoją urodą i fortuną będziesz miał większy kłopot z opędzaniem się od panien niż ze znalezieniem sobie żony – powiedziała Willowi matka przed wyjazdem w podróż poślubną z szaleńczo w niej zakochanym drugim mężem. Porky, czyli tłuścioszek, bo tak, mimo szacownego tytułu, wciąż nazywali go przyjaciele i rodzina, dał się owinąć ich mamie wokół małego palca i był szczęśliwy, mogąc ją wielbić i rozpieszczać. Kochał ją nad życie i martwił się, że jej ojciec wolał jako zięcia jej pierwszego męża, gdyż ten był hrabią. Prawdę powiedziawszy, żeniąc się z ukochaną, Porky nie miał raczej szans na dziedziczenie tytułu czy majątku. Dopiero seria pechowych i niespodziewanych zgonów w rodzinie sprawiła, że został spadkobiercą tytułu książęcego oraz rodowych dóbr – choć wcale nie był z tego zadowolony.
– Po diabła mi ta stara rudera Roshithe’ów – burczał, gdy dotarła do niego ta wiadomość. – Jaki pożytek z tytułu i wiejskiej rezydencji? Nigdy w życiu tam nie byłem, nawet w jej pobliżu, i teraz też się tam nie wybieram.
– Zgódź się… zrób to dla mnie… sprawisz mi wielką przyjemność – powiedziała jego małżonka. – Jako księżna, zajmę wyższe miejsce w hierarchii niż żona Johna, a to się jej nie spodoba…
Porky, co trzeba mu zapisać na korzyść, nie próbował już więcej protestować. Skoro tytuł księżnej Roshithe odpowiada jego ukochanej żonie, to i jemu także. Wiedział niejedno o przytykach i aluzjach, jakie musiała znosić z ust Gussie – w końcu tylko hrabiny. Dlatego, zamiast dalej narzekać, wydał wielki bal i zaprosił wszystkich, którzy się liczą, po czym z cichą satysfakcją patrzył, jak Gussie zmuszona jest dygać przed swoją teściową – czego nie robiła od dnia, w którym jej mąż, John, został hrabią.
Jane i Will przyglądali się towarzyskim triumfom ich ukochanej mamy z dyskretnym zadowoleniem i cieszyli się jej radością. Poślubiona dla pozycji i majątku, nie miała łatwego życia z nadętym pierwszym mężem oraz równie nadętym pasierbem, dzieckiem jego pierwszej żony, pochodzącej z lepszej, acz znacznie mniej zamożnej rodziny. Helen, ich matka, wniosła mężowi ogromny posag i na szczęście, dzięki mądrym klauzulom ojca, gdy owdowiała, mogła zatrzymać większą część dla siebie oraz swoich dzieci, Willa i Jane. Jeśli chodzi o Johna, uznano, że ma dosyć własnych środków – aczkolwiek, gdyby go o to zapytać, pewnie by się z tym nie zgodził. A choć uważał, że nie wypada mu o tym wspomnieć, krzywił się na wielkie sumy, trwonione, by zaspokoić próżność jego macochy, bo tak to nazywał.
Zajęta przeglądaniem poczty, Jane uświadomiła sobie nagle, że Will jakby się waha. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
– Czuję, że czegoś ode mnie chcesz. Mów, o co chodzi.
– Moja najdroższa Jane – mruknął Will z szelmowskim błyskiem w oku. – Jak ty mnie dobrze znasz… Chodzi o Melię Bellingham. Nie będzie mogła przyjechać w przyszłym miesiącu do Londynu, gdyż jej ciotka zachorowała w ostatniej chwili… No, chyba że zgodzisz się być jej przyzwoitką. Proszę cię, zgódź się, Jane. Melia tak bardzo cieszyła się na tę wizytę…
– Amelia Bellingham nie powinna była pisać do ciebie, Will. To jej ciotka musi napisać do mnie, jeżeli chce, abym zaopiekowała się jej bratanicą.
– Głowę dam, że list od pani Bellingham jest wśród twojej poczty. Zresztą, dlaczego ty zawsze dostajesz całe stosy listów, a ja najwyżej dwa lub trzy, i to głównie rachunki…
– Pewnie dlatego że prowadzę rozległą korespondencję – odparła Jane, tłumiąc śmiech. – To moje główne zajęcie… chyba że jedziemy do Londynu odwiedzić mamę, a wizyta u niej to jeden ciąg balów i proszonych kolacji…
– Mama uwielbia przyjmować gości; ma mnóstwo przyjaciół.
– Oczywiście, że tak – rzuciła sucho Jane. – Wszyscy ustawiają się w kolejce na wystawne kolacje, wydawane przez Porky’ego. Nie pojmuję, jak ona to robi, że nigdy nie przytyła nawet funta, choć niemal co dnia jest wystawiona na kulinarne pokusy.
– Po prostu je jak ptaszek; zawsze tak robiła – wyjaśnił Will. – Ty, Jane, jesteś taka sama i nigdy nie utyjesz. No więc, zaprosisz Melię do nas, prawda?
– Ależ oczywiście, skoro tego sobie życzysz. Przecież to twój dom, mój kochany. Jestem tu tylko gościem i uważam, że możesz zapraszać, kogo chcesz…
– Dobrze wiesz, że nie mógłbym zaprosić panny Bellingham – powiedział Will. – Ona musi mieć przyzwoitkę… A ty znasz ją od zawsze… dorastałyście razem.
– Przyjaźniłam się z jej starszą siostrą. – Jane cicho westchnęła, gdyż na wzmiankę o Beth Bellingham napłynęły wspomnienia o Harrym. Beth była w nim zakochana, podobnie jak większość dziewcząt tamtej wiosny, ale on świata nie widział poza Jane. Tak bardzo jej go brakowało. Nocami dojmujący ból przeszywał jej serce. – Lubię Melię, Will, i z przyjemnością ją zaproszę. – Przerzuciła pocztę, otworzyła list od ciotki Melii i sięgnęła po pióro, aby natychmiast odpisać. Gdy skończyła, zadzwoniła na lokaja i podała mu kopertę.
– Flowers, proszę, każ to natychmiast wysłać.
– Oczywiście, milady. – Lokaj spojrzał na nią z oddaniem i skłoniwszy się, wyszedł.
Will wiedział, że cała służba uwielbia Jane. Gdy się kiedyś ożeni, jego żonie nie będzie łatwo, ponieważ to Jane była w jego domu niekwestionowaną panią. Cieszyło go to, dopóki sobie nie uświadomił, że zaczyna poważnie myśleć o małżeństwie.
– No więc? – zapytała Jane, podnosząc się z krzesła i zamykając biurko przywiezione z Francji. – Czy już wkrótce mam ci życzyć szczęścia?
– Jeżeli Melia po powrocie z Londynu nie zmieni zdania, to tak – odparł Will. – Przecież szczerze pragniesz mego szczęścia, prawda, Jane? Wiem, że to trochę krępujące dla ciebie, ale…
– Nonsens – przerwała mu. – Zbyt długo nadużywałam twojej cierpliwości. Mam przecież własny, wygodny dom kilka mil od Johna i Gussie; pewnie też poszukam domu w Bath, gdy zdecyduję się osiąść gdzieś na stałe. Powinnam była zrobić to już rok temu, gdy tylko zdjęłam żałobę.
– Ale jak chcesz mieszkać całkiem sama? – zaniepokoił się Will. – Wiem, że wolałbyś nie mieszkać z Johnem, ale Gussie nie jest aż taka zła… albo mama…
– Wolałabym nie wchodzić jej w paradę – odparła Jane ze śmiechem. – A Gussie w dwa tygodnie doprowadziłaby mnie do szału!
– Mogłabyś przecież zostać tutaj. Melia tak cię lubi…
– Ja ją też, i niech tak zostanie – powiedziała cicho Jane. – Nie, mój najdroższy braciszku, nie będę utrudniać życia twojej żonie. Muszę tylko znaleźć sobie kogoś do towarzystwa…
– Pewnie tak, ale z kim byłabyś w stanie wytrzymać? Nie należysz do szczególnie cierpliwych, Jane.
– Cierpliwa to ja na pewno nie jestem – przyznała. – Ale… pamiętasz kuzynkę Sarah? Pewnie nie, bo kiedy do nas przyjechała, przebywałeś w szkole z internatem. Było to na krótko przed śmiercią papy…
– Ach tak, przypominam ją sobie z pogrzebu. Taka wysoka, chuda i raczej nieładna… Jej matka ciągle czegoś od niej chciała, zmieniając jej życie w piekło.
– Ciotka Serafina zmarła miesiąc temu, a kuzynka Sarah napisała do mnie z pytaniem, czy nie wiem o jakiejś odpowiedniej dla niej posadzie. Pomyślałam sobie, że ją tu zaproszę, aby się przekonać, czy będziemy w stanie znosić się nawzajem. Jeśli tak, zamieszkam z nią w Bath.
– Wyobrażasz sobie, co John powiedziałby na to? Sarah Winters nie może zostać twoją damą do towarzystwa. Jest na to za młoda i nie ma żadnych koneksji.
– W moim domu nie będą jej potrzebne. Byłam przez rok mężatką. Jako lady March, jestem finansowo niezależną wdową i tak zamierzam żyć… Po wolności, jaką miałam w małżeństwie i potem tutaj, u ciebie, myślisz, że mogłabym zamieszkać z Johnem i jego żoną?
Will przyglądał jej się przez dłuższą chwilę, po czym pokiwał głową.
– Wiem, że nie mogłabyś, Jane, ale wszyscy będą temu przeciwni… nawet mama.
– Mama chce, abym znów wyszła za mąż. Jeżeli z nią zamieszkam, będzie mnie przedstawiała wszystkim znajomym kawalerom i nie da za wygraną, dopóki nie ulegnę. Wyszłam za mąż z miłości, Will, i nie zrobiłabym tego z żadnych innych powodów. Zbyt wysoko cenię sobie niezależność.
– Nie sądzisz, że lepiej byłoby wyjść za kogoś, kogo mogłabyś choćby szanować, jeśli nie pokochać? Miałbyś duży dom i męża, który by cię wspierał…
– O czymś takim nie potrafię nawet myśleć w tej chwili – przerwała mu Jane. – Wiem, że minął już rok, od kiedy zdjęłam żałobę, ale nadal opłakuję Henry’ego. Wciąż o nim myślę i chciałabym…
– Oczywiście, że tak. – Will stropił się. – Jak w ogóle mogłem powiedzieć coś takiego? Wybacz mi, kochanie.
Przepraszał szczerze, a Jane równie szczerze odpowiedziała mu, że nie ma za co. Rozstali się potem – Jane poszła napisać do kuzynki Sarah, a Will udał się do stajni. Chciał pojeździć na kupionym niedawno młodym ogierze, którego trenował, aby na nim wystartować w wyścigach.
Mijając stajnie, pogwizdywał wesoło, zadowolony ze świata, w jakim przyszło mu żyć. Wszyscy uważali go za szczęściarza, on zaś nie widział powodów, by szczęście miało go kiedykolwiek opuścić. Melia wyjdzie za niego i chętnie zamieszka z nim na wsi, zadowalając się rzadkimi wizytami w Londynie – dokładnie tak, jak to sobie wymarzył.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Jak uwieść przyzwoitkę
Autor Anne Herries
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 09-03-2018
Ilość stron 272
Oprawa Miękka
ISBN 9788327634795

Napisz recenzję