Dani Collins - Kim jest panna młoda?

Popołudniowe słońce wpadające przez okna klubu jachtowego znajdującego się na niewielkiej wysepce na Morzu Egejskim oślepiło Vivekę Brice, mimo że jej twarz zakrywał welon. Nieświadom tożsamości prowadzonej do prowizorycznego ołtarza panny młodej, znienawidzony ojczym nie miał pojęcia, że za chwilę jego misterny plan legnie w gruzach. Zbyt podniecony wizją lukratywnej fuzji, nie zauważył nawet, że Viveka podszyła się pod siostrę. Zmrużyła oczy, starając się poprzez zasłonę welonu i oślepiające słońce dostrzec księdza i otaczający go tłumek gości. Celowo unikała patrzenia na imponującą sylwetkę wysokiego pana młodego. Najważniejsze, że jej ukochana siostrzyczka uniknęła przymusowego ślubu z całkowicie obcym człowiekiem, powtórzyła w myślach, próbując uspokoić bijące nerwowo serce.
Teraz zapewne Trina leciała już niewielkim samolotem wynajętym przez Stephanosa, który czekał na nią na jednej z wysp położonych dalej na północ, gdzie zaraz po wylądowaniu wezmą ślub. Viveka musiała więc podtrzymywać iluzję, by dać Trinie i Stephanosowi jak najwięcej czasu, zanim Grigor zorientuje się w oszustwie i rozpęta piekło. Czuła, jak jej żołądek ściska się boleśnie. Miała nadzieję, że w zatoce czeka już na nią wynajęta potajemnie łódź. Nie znosiła morskich podróży, ale nie stać jej było na nic innego ‒ większość swych oszczędności oddała siostrze, by ta mogła ewakuować się z wyspy samolotem. Reszty pieniędzy starczyło jedynie na motorówkę ze sternikiem.
Cóż, postanowiła twardo, zagryzę zęby i przepłynę choćby całe morze, żeby tylko uciec przed Grigorem. Odetchnęła nieco, gdy stanęli w końcu przed ołtarzem i Grigor oddał jej lodowatą dłoń Mikolasowi Petridesowi. Gdy ich palce się zetknęły, Viveka poczuła, jak przeskakuje pomiędzy nimi iskra. To tylko nerwy, tłumaczyła sobie, albo zwykłe wyładowanie energii statycznej. Dłoń Mikolasa zadrżała delikatnie. Czy on także to poczuł? Ciepłe, silne palce otuliły jej rękę i ogrzały ją natychmiast. Uderzyły ją siła i spokój, jakimi emanował. W rzeczywistości wydawał się jeszcze potężniejszy i bardziej męski niż na zdjęciach. Zdecydowanie zbyt męski dla jej osiemnastoletniej siostry.
Zauważyła, że próbował przeniknąć wzrokiem warstwy tiulu, tak jakby podejrzewał, że czeka go jakaś niespodzianka. Jego pięknie rzeźbiona twarz o prostym, greckim nosie zdradzała napięcie, a spojrzenie stalowoszarych oczu przeszywało ją mimo warstwy welonu.
Nasze dzieci miałyby niebieskie oczy, przemknęło jej przez myśl, kiedy pierwszy raz zobaczyła jego zdjęcie w internecie. Szybko się jednak zganiła, zamiast siedzieć bezczynnie i wpatrywać się w zdjęcie przystojnego syna zamordowanego greckiego gangstera. Trina zdołała ubłagać Grigora, by poczekał ze ślubem do jej osiemnastych urodzin, a ceremonię, jak najbardziej kameralną, zorganizował w Grecji. Niechętnie, ale zgodził się na jej warunki, licząc zapewne na to, że z wdzięczności jego córka nie będzie więcej protestować przeciwko poślubieniu obcego mężczyzny. Oszałamiająco przystojnego i emanującego magnetyczną energią, zauważyła Viveka, zerkając na Mikolasa przez tiul.
Sama już nie wiedziała, czy drży z podniecenia, czy ze strachu. Obie z siostrą odziedziczyły smukłą, kobiecą sylwetkę po matce, ale Trina, po ojcu, miała o wiele ciemniejszą karnację i ciepłe brązowe oczy. Viveka robiła, co mogła, by ukryć swe blade ramiona, jasnomiodowe włosy i błękitne oczy pod warstwami półprzezroczystego welonu.
Muzyka ucichła, słychać było jedynie szuranie i szmer, który przebiegł przez salę. Viveka poczuła, jak jej skóra wilgotnieje, a serce zaczyna bić jak oszalałe. Przecież tylko udaję, za chwilę będzie po wszystkim, próbowała się uspokoić w myślach. Kiedyś nawet rozważała zostanie aktorką, ale wraz ze śmiercią matki musiała dorosnąć w ekspresowym tempie, co oznaczało porzucenie mrzonek o artystycznej przyszłości. Zanim jeszcze skończyła piętnaście lat, zarabiała na siebie, szorując podłogi i zmywając naczynia w tym właśnie klubie żeglarskim. Mimo to coraz bardziej agresywny Grigor wyrzucił ją wkrótce z domu. Upewnił się także, dzięki swym rozległym układom towarzysko-biznesowym, że nikt na wyspie jej nie zatrudni. Tym samym udało mu się rozdzielić siostry, które, choć przyrodnie, były sobie niezwykle bliskie. Trina miała zaledwie dziewięć lat, ale wykazała się niespodziewaną dojrzałością. „Jedź, nie martw się o mnie. Uciekaj z Grecji” ‒ powiedziała. Viveka, w odruchu desperacji, skontaktowała się z angielską ciotką, od której matka otrzymywała kartki na święta. Hildy, samotna starsza pani, zgodziła się ją przyjąć, choć nie bez zastrzeżeń. Mimo to Viveka była jej wdzięczna, a myśl o samodzielności i sprowadzeniu kiedyś siostry do Londynu pozwalała jej przetrwać trudne chwile.
‒ Ja, Mikolas Petrides…
Na dźwięk głosu Mikolasa przeszył ją dreszcz. Jak zaczarowana wsłuchiwała się w przysięgę wygłaszaną zdecydowanym, głębokim głosem. Otaczał ją jego zapach, pikantny, zmysłowy. Dopiero po chwili zorientowała się, że w pomieszczeniu zapadła pełna napięcia cisza. Odchrząknęła, próbując znaleźć sposób, by wiarygodnie naśladować głos Triny, o wiele wyższy niż jej własny. Chwila prawdy zbliżała się nieuchronnie. Łamiącym się, cienkim głosikiem powtórzyła przysięgę małżeńską, w efekcie unieważniając ślub i fuzję firm, na której tak zależało Grigorowi.
Choć ta niewielka zemsta nie mogła jej wynagrodzić utraty matki, i tak sprawiła Vivece satysfakcję. Wymieniając obrączki z Petridesem, zdała sobie sprawę, że będzie musiała jakoś oddać mu pierścionek zaręczynowy i obrączkę. Dotyk jego silnych, ciepłych dłoni koił jej rozedrgane nerwy, zauważyła nawet, że jeden z jego paznokci wyglądał na uszkodzony. Gdyby naprawdę się kochali i brali prawdziwy ślub, wiedziałaby, jak historia kryje się za zniekształconym paznokciem jej wybranka… Do oczu Viveki napłynęły łzy; jak prawie każda młoda kobieta marzyła o dniu, w którym rozpocznie nowe życie u boku kochającego mężczyzny. Tym trudniej przychodziło jej odgrywanie tej farsy. Na szczęście za chwilę wszystko miało się wydać.
‒ Możesz pocałować pannę młodą.
Viveka zamarła.

Mikolas zgodził się na ślub wyłącznie ze względu na dziadka. Nie uległ sentymentom ani manipulacjom, nie żenił się też z miłości, w której istnienie nie wierzył ‒ na miłość powoływali się niedojrzali ludzie, którzy potrzebowali wymówki, by uprawiać seks bez poczucia winy. On sam z premedytacją unikał emocjonalnego zaangażowania. Nawet do dziadka nie czuł nic oprócz wdzięczności ‒ starszy pan postanowił uratować swego wnuka przed przemocą panującą na ulicy dopiero, gdy badania genetyczne potwierdziły łączące ich pokrewieństwo. Mikolas odpłacił mu lojalnością i, tak jak obiecał, nigdy nie złamał prawa.
Erebus Petrides urodził się w dobrej rodzinie, ale w trudnych czasach. Robił wszystko, by przetrwać, nie zawsze legalnie. Za przejście do półświatka zapłacił najwyższą cenę ‒ stracił syna, dlatego pojawienie się w jego życiu Mikolasa potraktował jako szansę na odkupienie win. Stopniowo przekazywał wnukowi stery swego imperium o wątpliwej reputacji, by ten uczynnił z niego w pełni legalny, choć nadal lukratywny biznes. Zadanie okazało się niełatwe, ale fuzja ze znaną i szanowaną na świecie wielką firmą Grigora miała przypieczętować sukces Mikolasa. Wprawdzie musiał słono zapłacić Grigorowi, ale w zamian uzyskał prawo do zarządzania jego firmą. Musiał tylko spełnić jeszcze jeden warunek i ożenić się z córką Grigora, który w ten sposób chciał sprawić, że firma pozostanie w rodzinie. Mikolas uznał ślub za jeszcze jedną umowę do zawarcia i specjalnie się nie sprzeciwiał, zdając sobie sprawę, że żonaty biznesmen zawsze wydawał się bardziej godny zaufania. Z panną młodą spotkał się przed ślubem dwukrotnie ‒ młodziutka, nieśmiała dziewczyna wydała mu się ładna, ale nie wzbudziła w nim żadnych emocji.
Tymczasem stojąca przed nim, zasłonięta welonem postać, gdy tylko ujrzał ją w drzwiach, zelektryzowała go, sam nie wiedział dlaczego. Zaskoczył go nagły wybuch żądzy, całkowicie poza jego kontrolą. Nawet zapach perfum, które wcześniej wydały mu się raczej zbyt dziewczęce, teraz pobudzał jego zmysły swym ciepłym, podniecającym aromatem. Panna młoda poruszała się z dojrzałą pewnością siebie, której uprzednio nie zauważył. Przeszyło go znane, choć nieco zapomniane pragnienie, tęsknota głębsza niż czysto fizyczny pociąg. Poczuł, jak wzbiera w nim panika, a wraz z nią mroczne wspomnienia odrzucenia i samotności. Otrząsnął się szybko. Mikolas zadrżał z podniecenia. Niecierpliwymi palcami chwycił brzeg welonu. Czuł się jak dziecko rozpakowujące gwiazdkowy prezent. Próbował sobie wmówić, że reagował tak żywiołowo, bo właśnie spłacał dług wdzięczności wobec dziadka. Żałował jedynie, że starszy pan nie czuł się wystarczająco dobrze, żeby przybyć na wyspę i wziąć udział w ceremonii. Mikolas podniósł welon i zamarł.
Była piękna. Najpierw uwagę przyciągały zmysłowe usta o górnej wardze nieco większej niż dolna, potem pięknie zarysowany prosty nos, a na końcu wielkie błękitne oczy o bystrym, śmiałym spojrzeniu. Stała przed nim kobieta, nie dziewczyna, i nie była to Trina.
‒ Kim ty, u diabła, jesteś?
Zebrani w sali goście wstrzymali oddech.
Grigor zerwał się na równe nogi i wrzasnął:
‒ Co to ma znaczyć?! Gdzie jest Trina?!
No właśnie, pomyślał Mikolas, gdzie jest Trina? Bez prawowitej panny młodej nie mogła się odbyć upragniona fuzja! Oniemiały ze zdumienia obserwował, jak błękitnooka piękność blednie, a potem kryje się za jego plecami przed nadciągającym niczym tornado Grigorem.
‒ Ty mała zdziro ‒ syknął jego niedoszły teść. Wyglądał raczej na wściekłego niż na zaskoczonego. Najwyraźniej znał uzurpatorkę. ‒ Gdzie ona jest?
Mikolas uniósł dłoń, by powstrzymać wymachującego pięściami Grigora. Już miał zażądać od niego wyjaśnienia, gdy powietrze przeszył dźwięk alarmu przeciwwłamaniowego. Odwrócił się błyskawicznie, ale zobaczył jedynie rąbek białej sukni uciekającej przez wyjście awaryjne fałszywej panny młodej.

Viveka biegała prawie codziennie, była więc wysportowana, a adrenalina krążąca w żyłach dodawała jej mocy i szybkości niezbędnych w ucieczce. Niestety sukienka, buty na wysokim obcasie i przerwy pomiędzy deskami pomostu nie ułatwiały jej zadania. Ślizgając się i potykając, biegła najszybciej, jak potrafiła, i szukała wzrokiem czekającej na nią łodzi. Nawet nie zauważyła, o co zahaczyła sukienką, ale w sekundę straciła równowagę i runęła do wody. Zdążyła jeszcze nabrać powietrza, zanim otoczyła ją zimna, mętna woda. Idiotycznie wielka suknia i tiulowy welon nasiąkły natychmiast i pociągnęły ją w dół.
Tylko nie panikuj, pomyślała, próbując się wyplątać z warstw tkaniny krępujących jej ruchy. Bez powodzenia. Mamo! Tak musiała się czuć jej matka, walcząc o życie, z dala od brzegu, zaplątana w wieczorową suknię… Nie panikuj! Viveka próbowała poruszyć nogami, co pogorszyło tylko sytuację ‒ obcasy wbiły się w materiał i unieruchomiły ją zupełnie. To koniec, pomyślała z przerażeniem, utonę kilka metrów od brzegu, tuż pod pomostem! Grigor będzie zachwycony…
Nagle poczuła, że jej nadgarstek ociera się o coś szorstkiego, czyżby słup wspierający pomost? Wiedziała, że za chwilę zabraknie jej powietrza, musiała spróbować coś zrobić. Po omacku szukała dłonią wsparcia, ale potrzeba nabrania powietrza stawała się nieznośna, jej płuca ściskał palący ból. Boże, pomyślała i zamknęła oczy. I wtedy zdarzył się cud ‒ silna dłoń chwyciła ją za rękę i pociągnęła gwałtownie do góry. Walczyła ze sobą, żeby nie nabrać wody do płuc, z całych sił pomagała swemu wybawcy, by jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię. Pierwszy oddech, który wypełnił jej płuca życiodajnym tlenem, sprawił, że z jej piersi wyrwał się szloch ulgi. Kiedy otworzyła oczy, przez warstwy oblepiającego jej twarz welonu przeszyło ją srogie spojrzenie stalowoszarych oczu. Mikolas. Pociągnął ją wyżej i zacisnął jej palce na rampie jachtu. Vivece udało się unieść drugą dłoń i chwycić zimny stalowy reling. Całym ciałem przywarła do boku jachtu i, ciężko oddychając, próbowała zebrać myśli. Na pomoście zaczęli się zbierać gapie pokrzykujący po grecku i angielsku: „Ma ją!”, „Uratował ją!”, „Udało mu się!”.
Viveka drżała z zimna i szoku, a nasiąknięta suknia wydawała jej się tak ciężka, jakby wykonano ją z ołowiu. Z trudem utrzymywała dłonie na śliskim relingu. Czuła jednak, że silne ramię Mikolasa unoszącego się bez wysiłku na wodzie, mimo że miał na sobie garnitur, nie pozwoli jej utonąć.
‒ Co ty wyprawiasz, do diabła? I kim ty jesteś?!
‒ Jestem jej siostrą… ‒ Viveka zachłysnęła się wodą i zakasłała. ‒ Nie chciała za ciebie wyjść – dokończyła, oddychając ciężko.
‒ To powinna była odmówić. ‒ Podciągnął się i usiadł na rampie do nurkowania, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie.
Dlaczego nawet w mokrym garniturze wyglądał jak bohater filmów akcji? Nie była w stanie spojrzeć mu w oczy, nie tylko ze względu na welon. Ostrożnie puściła jedną ręką reling i odgarnęła wreszcie tiul z twarzy. Dopiero wtedy dostrzegła łódź krążącą w pobliżu. Czyżby to jej szansa na ucieczkę? Wolną ręką zaczęła gorączkowo rozpinać guziki sukienki. Spętana metrami mokrej tkaniny nie miała szans dopłynąć do łodzi, ale gdyby udało jej się uwolnić od sukni…
Mikolas wstał, bez słowa chwycił ją za ramiona i wyciągnął z wody, sapiąc przy tym wystarczająco głośno, żeby ją urazić. Mimo to wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczyma. Uratował jej życie. Nikt, od śmierci matki, nie zrobił dla Viveki nic podobnego. Grigor, zamiast opiekować się pasierbicą, pastwił się nad nią, a ciotka znosiła jej obecność z zimną obojętnością. Po tylu latach walki o przetrwanie Viveka miała grubą skórę, ale zupełnie nie potrafiła sobie poradzić z bezinteresowną życzliwością. Była wzruszona. Głos Grigora brutalnie sprowadził ją z powrotem na ziemię. Musiała uciekać! Rozerwała resztę guzików na gorsecie i zaczęła pospiesznie ściągać przeklętą sukienkę. Ku jej zaskoczeniu, Mikolas, przeklinając pod nosem, pomógł jej zdjąć mokre ubranie. Zanim jednak zdążyła wskoczyć z powrotem do wody, złapał ją w talii i podniósł do góry jak szmacianą lalkę.
‒ Nieee! ‒ krzyknęła.

Ta wariatka wyrywała się z takim wigorem, że prawie kopnęła go w twarz! Mikolas chciał przecież jedynie postawić ją na głównym pokładzie! Dlaczego tak walczyła? Czy myślała, że wrzuci ją z powrotem do morza? W końcu Grigor bez ceregieli złapał ją za ręce i wciągnął na pokład, ale ona nie przestawała wierzgać i krzyczeć. Wariatka! Mikolas wspiął się po schodkach, żeby dołączyć do szamoczącej się pary. Dopiero teraz zauważył, że Grigor potrząsa nią, a potem uderza ją mocno w twarz! Poczuł, jak krew ścina mu się w żyłach. Zareagował odruchowo ‒ złapał Grigora za rękę i wykręcił ją, zmuszając go, by ukląkł. Kobieta zasłoniła się ręką, jakby oczekiwała, że otrzyma kolejny cios. Głupia reakcja, gwarantująca złamaną rękę, nic więcej, pomyślał ponuro Mikolas. Grigor wstał niezgrabnie i rzucił mu mordercze spojrzenie. Tymczasem przemarznięta syrena, niezauważona, jak jej się wydawało, ruszyła z powrotem w kierunku rampy do nurkowania. O nie, moja droga, pomyślał Mikolas. Nie pozwolę ci wszystkiego zepsuć, a potem zniknąć w otchłani. Złapał ją w ostatniej chwili.
‒ Zostaw mnie! ‒ krzyczała, gdy przerzucał ją sobie przez ramię. Była lekka, ale umięśniona i silniejsza, niż mu się pierwotnie wydawało, a do tego śliska. Mikolas minął oniemiałego Grigora, zszedł z łodzi i ruszył pomostem w kierunku swojego jachtu. Tłumek gapiów rozstępował się przed nim, nikt nie śmiał stanąć mu na drodze. Tylko mokra syrena nie przestawała walić pięściami w jego plecy.
‒ Uspokój się, mam dosyć tego cyrku ‒ warknął przez zaciśnięte zęby, nie zatrzymując się nawet na chwilę. ‒ Zaraz powiesz mi, gdzie jest moja niedoszła żona i dlaczego postanowiłaś się pod nią podszyć.

Viveka nie przestawała się trząść. Grigor uderzył ją, w miejscu publicznym, przy wszystkich! Ludziom zebranym na pomoście prawdopodobnie widok zasłaniały inne łodzie, ale Mikolas widział wszystko! Mogłaby teraz zadzwonić po policję i nareszcie miałaby świadka, którego nie mogliby już ignorować. Chociaż policjanci siedzieli w kieszeni Grigora, nie zrobią więc nic, co mogłoby go zdenerwować. Zresztą, Mikolas i tak pewnie nie pozwoliłby jej pójść na posterunek, zżymała się w myślach. Był niesamowicie silny. Kiedy ją niósł, wydawało jej się, że jego ramiona zaciskają się wokół niej niczym stalowe obręcze. Spod maski obojętności, którą przybrał, wyzierała onieśmielająca, ledwie kontrolowana furia. Viveka przestała wierzgać i skuliła się.
‒ Puść mnie ‒ poprosiła najspokojniej, jak potrafiła.
Mikolas nie odpowiedział. Wniósł ją na pokład ogromnego jachtu wyglądającego jak statek kosmiczny. Natychmiast otoczyła ich obsługa, której wydał serię krótkich komend. Grecka mafia, pomyślała Viveka. Dopiero gdy znaleźli się w łazience przyległej do elegancko urządzonej, przestronnej kabiny, postawił ją na ziemi. Puścił wodę w prysznicu.
‒ Rozgrzej się.


Kate Hewitt - Gwiazdy nad Akropolem

Popołudniowe słońce wpadające przez okna klubu jachtowego znajdującego się na niewielkiej wysepce na Morzu Egejskim oślepiło Vivekę Brice, mimo że jej twarz zakrywał welon. Nieświadom tożsamości prowadzonej do prowizorycznego ołtarza panny młodej, znienawidzony ojczym nie miał pojęcia, że za chwilę jego misterny plan legnie w gruzach. Zbyt podniecony wizją lukratywnej fuzji, nie zauważył nawet, że Viveka podszyła się pod siostrę. Zmrużyła oczy, starając się poprzez zasłonę welonu i oślepiające słońce dostrzec księdza i otaczający go tłumek gości. Celowo unikała patrzenia na imponującą sylwetkę wysokiego pana młodego. Najważniejsze, że jej ukochana siostrzyczka uniknęła przymusowego ślubu z całkowicie obcym człowiekiem, powtórzyła w myślach, próbując uspokoić bijące nerwowo serce.
Teraz zapewne Trina leciała już niewielkim samolotem wynajętym przez Stephanosa, który czekał na nią na jednej z wysp położonych dalej na północ, gdzie zaraz po wylądowaniu wezmą ślub. Viveka musiała więc podtrzymywać iluzję, by dać Trinie i Stephanosowi jak najwięcej czasu, zanim Grigor zorientuje się w oszustwie i rozpęta piekło. Czuła, jak jej żołądek ściska się boleśnie. Miała nadzieję, że w zatoce czeka już na nią wynajęta potajemnie łódź. Nie znosiła morskich podróży, ale nie stać jej było na nic innego ‒ większość swych oszczędności oddała siostrze, by ta mogła ewakuować się z wyspy samolotem. Reszty pieniędzy starczyło jedynie na motorówkę ze sternikiem.
Cóż, postanowiła twardo, zagryzę zęby i przepłynę choćby całe morze, żeby tylko uciec przed Grigorem. Odetchnęła nieco, gdy stanęli w końcu przed ołtarzem i Grigor oddał jej lodowatą dłoń Mikolasowi Petridesowi. Gdy ich palce się zetknęły, Viveka poczuła, jak przeskakuje pomiędzy nimi iskra. To tylko nerwy, tłumaczyła sobie, albo zwykłe wyładowanie energii statycznej. Dłoń Mikolasa zadrżała delikatnie. Czy on także to poczuł? Ciepłe, silne palce otuliły jej rękę i ogrzały ją natychmiast. Uderzyły ją siła i spokój, jakimi emanował. W rzeczywistości wydawał się jeszcze potężniejszy i bardziej męski niż na zdjęciach. Zdecydowanie zbyt męski dla jej osiemnastoletniej siostry.
Zauważyła, że próbował przeniknąć wzrokiem warstwy tiulu, tak jakby podejrzewał, że czeka go jakaś niespodzianka. Jego pięknie rzeźbiona twarz o prostym, greckim nosie zdradzała napięcie, a spojrzenie stalowoszarych oczu przeszywało ją mimo warstwy welonu.
Nasze dzieci miałyby niebieskie oczy, przemknęło jej przez myśl, kiedy pierwszy raz zobaczyła jego zdjęcie w internecie. Szybko się jednak zganiła, zamiast siedzieć bezczynnie i wpatrywać się w zdjęcie przystojnego syna zamordowanego greckiego gangstera. Trina zdołała ubłagać Grigora, by poczekał ze ślubem do jej osiemnastych urodzin, a ceremonię, jak najbardziej kameralną, zorganizował w Grecji. Niechętnie, ale zgodził się na jej warunki, licząc zapewne na to, że z wdzięczności jego córka nie będzie więcej protestować przeciwko poślubieniu obcego mężczyzny. Oszałamiająco przystojnego i emanującego magnetyczną energią, zauważyła Viveka, zerkając na Mikolasa przez tiul.
Sama już nie wiedziała, czy drży z podniecenia, czy ze strachu. Obie z siostrą odziedziczyły smukłą, kobiecą sylwetkę po matce, ale Trina, po ojcu, miała o wiele ciemniejszą karnację i ciepłe brązowe oczy. Viveka robiła, co mogła, by ukryć swe blade ramiona, jasnomiodowe włosy i błękitne oczy pod warstwami półprzezroczystego welonu.
Muzyka ucichła, słychać było jedynie szuranie i szmer, który przebiegł przez salę. Viveka poczuła, jak jej skóra wilgotnieje, a serce zaczyna bić jak oszalałe. Przecież tylko udaję, za chwilę będzie po wszystkim, próbowała się uspokoić w myślach. Kiedyś nawet rozważała zostanie aktorką, ale wraz ze śmiercią matki musiała dorosnąć w ekspresowym tempie, co oznaczało porzucenie mrzonek o artystycznej przyszłości. Zanim jeszcze skończyła piętnaście lat, zarabiała na siebie, szorując podłogi i zmywając naczynia w tym właśnie klubie żeglarskim. Mimo to coraz bardziej agresywny Grigor wyrzucił ją wkrótce z domu. Upewnił się także, dzięki swym rozległym układom towarzysko-biznesowym, że nikt na wyspie jej nie zatrudni. Tym samym udało mu się rozdzielić siostry, które, choć przyrodnie, były sobie niezwykle bliskie. Trina miała zaledwie dziewięć lat, ale wykazała się niespodziewaną dojrzałością. „Jedź, nie martw się o mnie. Uciekaj z Grecji” ‒ powiedziała. Viveka, w odruchu desperacji, skontaktowała się z angielską ciotką, od której matka otrzymywała kartki na święta. Hildy, samotna starsza pani, zgodziła się ją przyjąć, choć nie bez zastrzeżeń. Mimo to Viveka była jej wdzięczna, a myśl o samodzielności i sprowadzeniu kiedyś siostry do Londynu pozwalała jej przetrwać trudne chwile.
‒ Ja, Mikolas Petrides…
Na dźwięk głosu Mikolasa przeszył ją dreszcz. Jak zaczarowana wsłuchiwała się w przysięgę wygłaszaną zdecydowanym, głębokim głosem. Otaczał ją jego zapach, pikantny, zmysłowy. Dopiero po chwili zorientowała się, że w pomieszczeniu zapadła pełna napięcia cisza. Odchrząknęła, próbując znaleźć sposób, by wiarygodnie naśladować głos Triny, o wiele wyższy niż jej własny. Chwila prawdy zbliżała się nieuchronnie. Łamiącym się, cienkim głosikiem powtórzyła przysięgę małżeńską, w efekcie unieważniając ślub i fuzję firm, na której tak zależało Grigorowi.
Choć ta niewielka zemsta nie mogła jej wynagrodzić utraty matki, i tak sprawiła Vivece satysfakcję. Wymieniając obrączki z Petridesem, zdała sobie sprawę, że będzie musiała jakoś oddać mu pierścionek zaręczynowy i obrączkę. Dotyk jego silnych, ciepłych dłoni koił jej rozedrgane nerwy, zauważyła nawet, że jeden z jego paznokci wyglądał na uszkodzony. Gdyby naprawdę się kochali i brali prawdziwy ślub, wiedziałaby, jak historia kryje się za zniekształconym paznokciem jej wybranka… Do oczu Viveki napłynęły łzy; jak prawie każda młoda kobieta marzyła o dniu, w którym rozpocznie nowe życie u boku kochającego mężczyzny. Tym trudniej przychodziło jej odgrywanie tej farsy. Na szczęście za chwilę wszystko miało się wydać.
‒ Możesz pocałować pannę młodą.
Viveka zamarła.

Mikolas zgodził się na ślub wyłącznie ze względu na dziadka. Nie uległ sentymentom ani manipulacjom, nie żenił się też z miłości, w której istnienie nie wierzył ‒ na miłość powoływali się niedojrzali ludzie, którzy potrzebowali wymówki, by uprawiać seks bez poczucia winy. On sam z premedytacją unikał emocjonalnego zaangażowania. Nawet do dziadka nie czuł nic oprócz wdzięczności ‒ starszy pan postanowił uratować swego wnuka przed przemocą panującą na ulicy dopiero, gdy badania genetyczne potwierdziły łączące ich pokrewieństwo. Mikolas odpłacił mu lojalnością i, tak jak obiecał, nigdy nie złamał prawa.
Erebus Petrides urodził się w dobrej rodzinie, ale w trudnych czasach. Robił wszystko, by przetrwać, nie zawsze legalnie. Za przejście do półświatka zapłacił najwyższą cenę ‒ stracił syna, dlatego pojawienie się w jego życiu Mikolasa potraktował jako szansę na odkupienie win. Stopniowo przekazywał wnukowi stery swego imperium o wątpliwej reputacji, by ten uczynnił z niego w pełni legalny, choć nadal lukratywny biznes. Zadanie okazało się niełatwe, ale fuzja ze znaną i szanowaną na świecie wielką firmą Grigora miała przypieczętować sukces Mikolasa. Wprawdzie musiał słono zapłacić Grigorowi, ale w zamian uzyskał prawo do zarządzania jego firmą. Musiał tylko spełnić jeszcze jeden warunek i ożenić się z córką Grigora, który w ten sposób chciał sprawić, że firma pozostanie w rodzinie. Mikolas uznał ślub za jeszcze jedną umowę do zawarcia i specjalnie się nie sprzeciwiał, zdając sobie sprawę, że żonaty biznesmen zawsze wydawał się bardziej godny zaufania. Z panną młodą spotkał się przed ślubem dwukrotnie ‒ młodziutka, nieśmiała dziewczyna wydała mu się ładna, ale nie wzbudziła w nim żadnych emocji.
Tymczasem stojąca przed nim, zasłonięta welonem postać, gdy tylko ujrzał ją w drzwiach, zelektryzowała go, sam nie wiedział dlaczego. Zaskoczył go nagły wybuch żądzy, całkowicie poza jego kontrolą. Nawet zapach perfum, które wcześniej wydały mu się raczej zbyt dziewczęce, teraz pobudzał jego zmysły swym ciepłym, podniecającym aromatem. Panna młoda poruszała się z dojrzałą pewnością siebie, której uprzednio nie zauważył. Przeszyło go znane, choć nieco zapomniane pragnienie, tęsknota głębsza niż czysto fizyczny pociąg. Poczuł, jak wzbiera w nim panika, a wraz z nią mroczne wspomnienia odrzucenia i samotności. Otrząsnął się szybko. Mikolas zadrżał z podniecenia. Niecierpliwymi palcami chwycił brzeg welonu. Czuł się jak dziecko rozpakowujące gwiazdkowy prezent. Próbował sobie wmówić, że reagował tak żywiołowo, bo właśnie spłacał dług wdzięczności wobec dziadka. Żałował jedynie, że starszy pan nie czuł się wystarczająco dobrze, żeby przybyć na wyspę i wziąć udział w ceremonii. Mikolas podniósł welon i zamarł.
Była piękna. Najpierw uwagę przyciągały zmysłowe usta o górnej wardze nieco większej niż dolna, potem pięknie zarysowany prosty nos, a na końcu wielkie błękitne oczy o bystrym, śmiałym spojrzeniu. Stała przed nim kobieta, nie dziewczyna, i nie była to Trina.
‒ Kim ty, u diabła, jesteś?
Zebrani w sali goście wstrzymali oddech.
Grigor zerwał się na równe nogi i wrzasnął:
‒ Co to ma znaczyć?! Gdzie jest Trina?!
No właśnie, pomyślał Mikolas, gdzie jest Trina? Bez prawowitej panny młodej nie mogła się odbyć upragniona fuzja! Oniemiały ze zdumienia obserwował, jak błękitnooka piękność blednie, a potem kryje się za jego plecami przed nadciągającym niczym tornado Grigorem.
‒ Ty mała zdziro ‒ syknął jego niedoszły teść. Wyglądał raczej na wściekłego niż na zaskoczonego. Najwyraźniej znał uzurpatorkę. ‒ Gdzie ona jest?
Mikolas uniósł dłoń, by powstrzymać wymachującego pięściami Grigora. Już miał zażądać od niego wyjaśnienia, gdy powietrze przeszył dźwięk alarmu przeciwwłamaniowego. Odwrócił się błyskawicznie, ale zobaczył jedynie rąbek białej sukni uciekającej przez wyjście awaryjne fałszywej panny młodej.

Viveka biegała prawie codziennie, była więc wysportowana, a adrenalina krążąca w żyłach dodawała jej mocy i szybkości niezbędnych w ucieczce. Niestety sukienka, buty na wysokim obcasie i przerwy pomiędzy deskami pomostu nie ułatwiały jej zadania. Ślizgając się i potykając, biegła najszybciej, jak potrafiła, i szukała wzrokiem czekającej na nią łodzi. Nawet nie zauważyła, o co zahaczyła sukienką, ale w sekundę straciła równowagę i runęła do wody. Zdążyła jeszcze nabrać powietrza, zanim otoczyła ją zimna, mętna woda. Idiotycznie wielka suknia i tiulowy welon nasiąkły natychmiast i pociągnęły ją w dół.
Tylko nie panikuj, pomyślała, próbując się wyplątać z warstw tkaniny krępujących jej ruchy. Bez powodzenia. Mamo! Tak musiała się czuć jej matka, walcząc o życie, z dala od brzegu, zaplątana w wieczorową suknię… Nie panikuj! Viveka próbowała poruszyć nogami, co pogorszyło tylko sytuację ‒ obcasy wbiły się w materiał i unieruchomiły ją zupełnie. To koniec, pomyślała z przerażeniem, utonę kilka metrów od brzegu, tuż pod pomostem! Grigor będzie zachwycony…
Nagle poczuła, że jej nadgarstek ociera się o coś szorstkiego, czyżby słup wspierający pomost? Wiedziała, że za chwilę zabraknie jej powietrza, musiała spróbować coś zrobić. Po omacku szukała dłonią wsparcia, ale potrzeba nabrania powietrza stawała się nieznośna, jej płuca ściskał palący ból. Boże, pomyślała i zamknęła oczy. I wtedy zdarzył się cud ‒ silna dłoń chwyciła ją za rękę i pociągnęła gwałtownie do góry. Walczyła ze sobą, żeby nie nabrać wody do płuc, z całych sił pomagała swemu wybawcy, by jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię. Pierwszy oddech, który wypełnił jej płuca życiodajnym tlenem, sprawił, że z jej piersi wyrwał się szloch ulgi. Kiedy otworzyła oczy, przez warstwy oblepiającego jej twarz welonu przeszyło ją srogie spojrzenie stalowoszarych oczu. Mikolas. Pociągnął ją wyżej i zacisnął jej palce na rampie jachtu. Vivece udało się unieść drugą dłoń i chwycić zimny stalowy reling. Całym ciałem przywarła do boku jachtu i, ciężko oddychając, próbowała zebrać myśli. Na pomoście zaczęli się zbierać gapie pokrzykujący po grecku i angielsku: „Ma ją!”, „Uratował ją!”, „Udało mu się!”.
Viveka drżała z zimna i szoku, a nasiąknięta suknia wydawała jej się tak ciężka, jakby wykonano ją z ołowiu. Z trudem utrzymywała dłonie na śliskim relingu. Czuła jednak, że silne ramię Mikolasa unoszącego się bez wysiłku na wodzie, mimo że miał na sobie garnitur, nie pozwoli jej utonąć.
‒ Co ty wyprawiasz, do diabła? I kim ty jesteś?!
‒ Jestem jej siostrą… ‒ Viveka zachłysnęła się wodą i zakasłała. ‒ Nie chciała za ciebie wyjść – dokończyła, oddychając ciężko.
‒ To powinna była odmówić. ‒ Podciągnął się i usiadł na rampie do nurkowania, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie.
Dlaczego nawet w mokrym garniturze wyglądał jak bohater filmów akcji? Nie była w stanie spojrzeć mu w oczy, nie tylko ze względu na welon. Ostrożnie puściła jedną ręką reling i odgarnęła wreszcie tiul z twarzy. Dopiero wtedy dostrzegła łódź krążącą w pobliżu. Czyżby to jej szansa na ucieczkę? Wolną ręką zaczęła gorączkowo rozpinać guziki sukienki. Spętana metrami mokrej tkaniny nie miała szans dopłynąć do łodzi, ale gdyby udało jej się uwolnić od sukni…
Mikolas wstał, bez słowa chwycił ją za ramiona i wyciągnął z wody, sapiąc przy tym wystarczająco głośno, żeby ją urazić. Mimo to wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczyma. Uratował jej życie. Nikt, od śmierci matki, nie zrobił dla Viveki nic podobnego. Grigor, zamiast opiekować się pasierbicą, pastwił się nad nią, a ciotka znosiła jej obecność z zimną obojętnością. Po tylu latach walki o przetrwanie Viveka miała grubą skórę, ale zupełnie nie potrafiła sobie poradzić z bezinteresowną życzliwością. Była wzruszona. Głos Grigora brutalnie sprowadził ją z powrotem na ziemię. Musiała uciekać! Rozerwała resztę guzików na gorsecie i zaczęła pospiesznie ściągać przeklętą sukienkę. Ku jej zaskoczeniu, Mikolas, przeklinając pod nosem, pomógł jej zdjąć mokre ubranie. Zanim jednak zdążyła wskoczyć z powrotem do wody, złapał ją w talii i podniósł do góry jak szmacianą lalkę.
‒ Nieee! ‒ krzyknęła.

Ta wariatka wyrywała się z takim wigorem, że prawie kopnęła go w twarz! Mikolas chciał przecież jedynie postawić ją na głównym pokładzie! Dlaczego tak walczyła? Czy myślała, że wrzuci ją z powrotem do morza? W końcu Grigor bez ceregieli złapał ją za ręce i wciągnął na pokład, ale ona nie przestawała wierzgać i krzyczeć. Wariatka! Mikolas wspiął się po schodkach, żeby dołączyć do szamoczącej się pary. Dopiero teraz zauważył, że Grigor potrząsa nią, a potem uderza ją mocno w twarz! Poczuł, jak krew ścina mu się w żyłach. Zareagował odruchowo ‒ złapał Grigora za rękę i wykręcił ją, zmuszając go, by ukląkł. Kobieta zasłoniła się ręką, jakby oczekiwała, że otrzyma kolejny cios. Głupia reakcja, gwarantująca złamaną rękę, nic więcej, pomyślał ponuro Mikolas. Grigor wstał niezgrabnie i rzucił mu mordercze spojrzenie. Tymczasem przemarznięta syrena, niezauważona, jak jej się wydawało, ruszyła z powrotem w kierunku rampy do nurkowania. O nie, moja droga, pomyślał Mikolas. Nie pozwolę ci wszystkiego zepsuć, a potem zniknąć w otchłani. Złapał ją w ostatniej chwili.
‒ Zostaw mnie! ‒ krzyczała, gdy przerzucał ją sobie przez ramię. Była lekka, ale umięśniona i silniejsza, niż mu się pierwotnie wydawało, a do tego śliska. Mikolas minął oniemiałego Grigora, zszedł z łodzi i ruszył pomostem w kierunku swojego jachtu. Tłumek gapiów rozstępował się przed nim, nikt nie śmiał stanąć mu na drodze. Tylko mokra syrena nie przestawała walić pięściami w jego plecy.
‒ Uspokój się, mam dosyć tego cyrku ‒ warknął przez zaciśnięte zęby, nie zatrzymując się nawet na chwilę. ‒ Zaraz powiesz mi, gdzie jest moja niedoszła żona i dlaczego postanowiłaś się pod nią podszyć.

Viveka nie przestawała się trząść. Grigor uderzył ją, w miejscu publicznym, przy wszystkich! Ludziom zebranym na pomoście prawdopodobnie widok zasłaniały inne łodzie, ale Mikolas widział wszystko! Mogłaby teraz zadzwonić po policję i nareszcie miałaby świadka, którego nie mogliby już ignorować. Chociaż policjanci siedzieli w kieszeni Grigora, nie zrobią więc nic, co mogłoby go zdenerwować. Zresztą, Mikolas i tak pewnie nie pozwoliłby jej pójść na posterunek, zżymała się w myślach. Był niesamowicie silny. Kiedy ją niósł, wydawało jej się, że jego ramiona zaciskają się wokół niej niczym stalowe obręcze. Spod maski obojętności, którą przybrał, wyzierała onieśmielająca, ledwie kontrolowana furia. Viveka przestała wierzgać i skuliła się.
‒ Puść mnie ‒ poprosiła najspokojniej, jak potrafiła.
Mikolas nie odpowiedział. Wniósł ją na pokład ogromnego jachtu wyglądającego jak statek kosmiczny. Natychmiast otoczyła ich obsługa, której wydał serię krótkich komend. Grecka mafia, pomyślała Viveka. Dopiero gdy znaleźli się w łazience przyległej do elegancko urządzonej, przestronnej kabiny, postawił ją na ziemi. Puścił wodę w prysznicu.
‒ Rozgrzej się.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł 7,90 zł 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Kim jest panna młoda?, Gwiazdy nad Akropolem
Autor Dani Collins, Kate Hewitt
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 02-03-2018
Ilość stron 320
Oprawa Miękka
ISBN 9788327634436

Napisz recenzję