To były odważne myśli. Teraz jednak brakowało jej odwagi. Spoglądała przez okienko samolotu na chmury pod sobą. Wciąż trudno było jej uwierzyć, że pierwszy raz siedziała w samolocie. Wuj George nie życzył sobie wycieczek na kontynent, a później jej nigdy na to nie było stać.
Inni pasażerowie sprawiali wrażenie doświadczonych. Byli to biznesmeni z teczkami, Arabowie w tradycyjnych białych diszdaszach i chustach na głowie przytrzymywanych kółkiem, nazywanym igal, jak dowiedziała się od Faisala.
Arabowie przyglądali się stewardesom. Felicia nie zazdrościła już im życia w podróży – były dla niej tylko trochę bardziej eleganckimi kelnerkami. Jedna dokładnie wytłumaczyła jej, jak korzystać ze słuchawek, w których mogła posłuchać do wyboru ośmiu kanałów muzycznych albo ścieżki dźwiękowej filmu wyświetlanego na ekranie.
Czekał ją długi, sześciogodzinny lot, a w chwili lądowania czas przesunie się o dodatkowe trzy godziny do przodu ze względu na zmianę strefy czasowej. Wielu doświadczonych pasażerów już spało.
Felicia zaczęła nawet oglądać film, ale napięcie nie opuszczało jej od startu, więc po chwili straciła zainteresowanie fabułą i zaczęła przyglądać się towarzyszom podróży. Faisal nalegał na bilet w pierwszej klasie i teraz Felicia była mu za to wdzięczna. W klasie ekonomicznej pełno było całych arabskich rodzin i przeraźliwie płakało mnóstwo niemowląt.
W ładowni czekały jej bagaże w nowiutkich walizkach ze ślicznymi plakietkami i drobne upominki dla matki i sióstr Faisala. Nic nie kupiła dla jego wuja i zrobiła to specjalnie. Nie spotykali się jako przyjaciele, więc wolała nie dawać mu pretekstu do uznania tego grzecznościowego gestu za próbę wkupienia się w jego łaski.
A może właśnie tego oczekiwał od niej Faisal? – pomyślała zaraz. Może powinna wykorzystać swój urok, żeby nabrał do niej przekonania? Ta myśl nie dawała jej spokoju, aż rozbolała ją głowa. W końcu porzuciła nieprzyjemny temat złośliwego wuja i skupiła się na reszcie jego rodziny.
Dla matki, która uwielbiała swojego jedynego syna, przygotowała perfumy, a dla młodszej siostry, szykującej się do ślubu, modny zestaw do makijażu z najnowszymi cieniami do powiek i szminkami. Większy problem miała ze starszą siostrą – Felicia wiedziała, że ma małe dziecko, a jej mąż zarządza oddziałem rodzinnego banku w Arabii Saudyjskiej. Kupiła jej piękny kryształowy przycisk do papieru, który zauważyła w drogim londyńskim sklepie.
Przycisk tak się jej spodobał, że Felicia miała ochotę zachować go dla siebie. Niestety, jej skromny budżet nadwątliły już wydatki na pozostałe prezenty i nie mogła sobie pozwolić na kupienie drugiego. I tak sprawiła sobie na podróż całkiem nową garderobę, bo chciała, żeby Faisal był z niej dumny. Wydała dużą część oszczędności, które odkładała, odkąd zaczęła pracować.
Kiedy samolot zaczął się zniżać, a biznesmeni – szeleścić papierami, Felicia zrozumiała, że zbliżają się do lądowania. Poprawiła makijaż w toalecie, żeby nos się jej nie świecił w słońcu. Miała bardzo jasną cerę i musiała uważać na oparzenia. Z premedytacją użyła mniej makijażu niż zazwyczaj, żeby nie urazić miejscowej tradycji. Potem krytycznie zlustrowała swoje odbicie, czy przypadkiem nie wypadnie blado na tle arabskich piękności. Faisal opowiadał jej, że w świecie arabskim kobiety z Kuwejtu były uznawane za najpiękniejsze i Felicia nie chciała dawać sobie powodu do wstydu.
Spojrzała w niespokojne zielone oczy swojego odbicia, przesłonięte niezwykle długimi rzęsami na tle białej skóry. Naturalne wypieki delikatnie barwiły jej kości policzkowe, zmysłowe usta błyszczały od szminki. Rozpuściła włosy, które w łagodnych falach opadły jej na ramiona i przy każdym ruchu migotały jak jedwab. Nie była pewna, czy nie lepiej byłoby spiąć je w dyskretny kok; tak wyglądałaby znacznie porządniej. Przez drzwi usłyszała jednak wezwanie do zapięcia pasów, więc tylko skropiła nadgarstki zimną wodą, psiknęła ulubionymi perfumami i wróciła na miejsce.
– Chanel numer pięć to moje ulubione – zauważyła mijana stewardesa. – Za chwilę wylądujemy.
Felicia poczuła gniecenie w żołądku, kiedy wielki odrzutowiec opadł na ziemię. Silniki zahuczały na wstecznym ciągu i już po chwili kołowali spokojnie po płycie lotniska.

Kiedy opuściła samolot, zalał ją żar i hałas międzynarodowego lotniska. Niepewnie ruszyła za innymi do odprawy paszportowej. Urzędnik uśmiechnął się do niej z sympatią i porównał zdjęcie w paszporcie.
Felicia miała na ramieniu bliznę po obowiązkowym szczepieniu, a w torebce za radą Faisala chowała tabletki, które miały jej pomóc znieść upał. Wszyscy poza nią najwyraźniej świetnie się orientowali, jak przejść formalności. Wszędzie dookoła słyszała język arabski, gdzieniegdzie przetykany praktycznym angielskim taksówkarzy i bagażowych.
Felicia rozglądała się zdesperowana. Faisal obiecywał, że ktoś po nią wyjdzie na lotnisko, ale nie wspomniał, kto to mógłby być. Może jeden z szoferów przyjechał tu właśnie po nią?
Rozważała właśnie z całą powagą, czy nie powinna udać się do informacji turystycznej, kiedy ruszyła w jej stronę wysoka postać, rozgarniając kłębiący się tłum.
– Panna Gordon? – Mężczyzna był sporo wyższy nawet od Faisala i mówił głosem człowieka nawykłego do wydawania poleceń. Tylko przez wymuszoną grzeczność nadał wypowiedzi ton pytania. Felicia skonstatowała ponuro, że nie musiał dawać jej z miejsca do zrozumienia, że nie jest tu mile widziana.
Uśmiechnęła się mdło, czując ucisk w żołądku, kiedy nieuprzejmie zlustrował ją wzrokiem. Żałowała teraz, że nie upięła włosów. Było już na to jednak za późno. Mogłaby chociaż udawać przejętą czekającym ją spotkaniem. Tymczasem nie pozostała nieznajomemu dłużna i przypatrzyła mu się krytycznie.
Czy to krewny Faisala, a może tylko pracownik, którego po nią posłano?
– Moje bagaże – mruknęła niechętnie. On tymczasem oszczędnym, eleganckim gestem podciągnął mankiet nieskazitelnego szarego garnituru i niecierpliwie popatrzył na złotego roleksa. Ten arogancki, męski gest wywołał u Felicii niepokój, chociaż nie umiałaby powiedzieć dlaczego.
– Ali się zajmie bagażami – odparł. – Proszę za mną.
Wziął ją za ramię i poprowadził przez tłum. Nawet niedoświadczona Felicia wyczuła w nim przywódczy charakter. Miał na sobie drogie ubranie, a jego ruchy cechowało zdecydowanie człowieka, który częściej wydaje, niż przyjmuje polecenia. Niewątpliwie piastował ważne stanowisko.
Nieco oszołomiona hałasem i blaskiem słońca, Felicia ruszyła za nim do oczekującego na nich mercedesa. Kiedy przyspieszył kroku, została w tyle i goniła go upokorzona rolą potulnej, arabskiej kobiety. On jednak zwolnił po chwili i poczekał na nią.
Był wciąż nieprzystępny. Co więcej, zdawał się czerpać przyjemność z jej niepewności i rozgorączkowania. Uśmiechnął się nawet ironicznie, kiedy obok przystanęło dwóch Arabów, żeby się jej przyjrzeć.
– Proszę się nie obawiać – uspokoił ją z sarkastyczną przesadą. – Minęły już czasy, kiedy Arabowie padali do nóg jasnowłosym ślicznotkom z Północy. Teraz już rozumieją, że blada cera niekoniecznie idzie w parze z czystym sumieniem.
W jaskrawym słońcu jego czarne, gęste włosy niemal połyskiwały granatem, jak skrzydła kruka. Opadały mu na kołnierz koszuli. Nie nosił przyciemnianych okularów i Felicia zauważyła ze zdziwieniem, że jego oczy są szare jak Morze Północne zimą, a nie brązowe. Pomimo upału zadrżała, chłodny dreszcz przebiegł jej po plecach.
– Za trzy godziny odlatuje samolot powrotny, gdyby się pani rozmyśliła – zauważył.
Miałaby się rozmyślić? Felicia popatrzyła na niego podejrzliwie. Czy tego właśnie oczekiwał? Może właśnie dlatego obchodził się z nią tak nieuprzejmie? Wuj Faisala musiał mu ufać. Zacisnęła usta, kiedy wyobraziła sobie, jak dyskutują o niej otwarcie we dwóch. Nie miała wątpliwości, że chociaż ubierał się na zachodnią modłę, mężczyzna ten miał równie konserwatywne poglądy, co wuj Rashid.
Kiedy popatrzył na nią znowu, sprawiała już odmienne wrażenie. Uniosła brodę i odwzajemniła mu się odważnym spojrzeniem, tłumiąc obawy. Słońce zniżało się nad horyzontem z zaskakującą prędkością. Zbyt była przyzwyczajona do spokojnych zachodów na Północy.
– Nie wracam – odpowiedziała stanowczo.
W zapadłej między nimi ciszy wyraźnie dawało się wyczuć napięcie. Mężczyzna z kamienną twarzą otworzył drzwi samochodu.
– Proszę wsiadać, panno Gordon – zarządził szorstko. – Do willi jest godzina drogi.
Nie rozumiała, dlaczego chciał, by czuła się jak głupia dziewczynka. Wbrew autorytarnemu zachowaniu nie mógł mieć więcej niż trzydzieści dwa albo trzy lata, czyli był od niej zaledwie dziesięć lat starszy.
Szofer – który zapewne nosił imię Ali – zjawił się po chwili z jej bagażami. Pochował je do bagażnika i już po chwili mknęli równą asfaltową drogą z lotniska w kierunku samego Kuwejtu.
Felicia zerknęła ukradkiem na milczącego towarzysza podróży. Musiał zdawać sobie sprawę z jej zdenerwowania, ale nie zrobił nic, żeby poczuła się pewniej. Doskonale, pomyślała z mściwą złością. Nie będzie przerywała krępującego milczenia. Arab poprawił się nieznacznie, przymknął oczy i nagle zwrócił się do niej. Zarumieniła się ze wstydu, że pomyśli, że go przez cały czas obserwowała. Utrapienie z tym nieznośnym człowiekiem!
– Faisal na pewno przygotował cię na spotkanie z naszą kulturą i naszymi obyczajami – zagaił nieskazitelną angielszczyzną. Felicia podejrzewała, że uczęszczał do doskonałej szkoły.
– To prawda, opowiadał mi o rodzinie – przyznała z równie wymuszoną ogładą co on. Zamilkła, po czym dodała, niby niezobowiązująco: – Wspominał też o swoim wuju. Czy pan go zna?
– Z tonu pani głosu wnioskuję, że zdążyła już pani wyrobić sobie zdanie na jego temat – odparł chłodno. – Mimo to odpowiem na pani pytanie. Tak, znam go.
– Czy pan również jest przeciwny naszym zaręczynom? – ciągnęła ponuro Felicia.
– Zaręczynom?
Felicia nie była pewna, czy istotnie zacisnął ze złością usta, spoglądając na jej pozbawiony pierścionka palec.
– Faisal na nie nalegał – wypaliła ze złością. – Ja jednak wolałam zaczekać na zgodę rodziny.
– Jak uprzejmie! – zadrwił. – Trzeba jednak pamiętać, że zawarcie małżeństwa bez zgody Rashida doprowadziłoby do utracenia przez Faisala niezwykle hojnego spadku. Może pani o tym słyszała?
Felicia, wstrząśnięta, nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Po chwili zaczerwieniła się na myśl o tym, co chciał przez to powiedzieć. Zacisnęła pięści z bezsilności. Bolało ją, że podejrzewał, że przekonała Faisala, aby zaczekał na zgodę wuja, bo zależało jej na pieniądzach. Poczuła się oszukana.
– Wyszłabym za Faisala również wbrew woli wuja! – Felicia podniosła głos. – Ten spadek nic dla mnie nie znaczy. Kocham go i nie zależy mi na jego pieniądzach!
– To dlatego masz się przypodobać Rashidowi? Czy mówił pani, że jest podobna do jego babki? Te same złote włosy i zielone oczy…
Zdradziły ją rumieńce. W milczeniu spoglądał na nią z pogardą.
– Pani niewdzięczna misja jest z góry skazana na niepowodzenie, panno Gordon. Faisal dobrze wie, że Rashid nie wyrazi zgody na zaręczyny. Nie wiem, czy to nie jego kolejna intryga, aby odzyskać przynależną mu część spadku… Ile pani dostała, żeby tu przyjechać…?
– Pan jest bezlitosny! – wybuchła Felicia. – Kocham Faisala, a on kocha mnie…
– Doprawdy, wzruszające! Jednakowoż Rashid nigdy na to nie przystanie.
Jego arogancja doprowadziła Felicię do furii.
– Skąd pan to wie? Dlaczego mówi pan w jego imieniu!?
– Kim jestem? – powtórzył znacznie spokojniej i spojrzał na nią, mrużąc oczy. – Ależ, panno Gordon, chyba już pani to odgadła? To ja jestem wujem Faisala. Szejk Rashid al-Hamid al-Sabah, do usług.
Słysząc kpiący ton, Felicia dziękowała Bogu, że zapadał już zmierzch i jej zaszokowany wyraz twarzy ukrywał półmrok. Musiała przyznać, że to wszystko wyjaśniało. Jednak wyobrażała sobie Rashida jako znacznie starszego. Dała się wpuścić w maliny! Co gorsza, teraz przyglądał się jej zmieszaniu z rosnącym rozbawieniem.
Pan nie może być Rashidem! – chciała zaprotestować. Spodziewała się mężczyzny w średnim wieku z siwiejącą brodą i w tradycyjnych białych szatach. Tymczasem spotkała mężczyznę w drogim europejskim garniturze i o eleganckiej aparycji.
Zwabił ją w pułapkę, a ona ochoczo w nią weszła – wciąż jednak mogła mu coś wyjaśnić.
– Naprawdę kocham Faisala – rzekła drżącym głosem. – Kochałam go jeszcze, zanim się dowiedziałam, że jest pana siostrzeńcem.
Popatrzyła mu prosto w oczy, ale to ona pierwsza spuściła wzrok.
– A ja się zastanawiam, czy to w ogóle coś znaczy.
Felicia zamilkła. Już i tak udało mu się pociągnąć ją za język. Nie zamierzała dawać mu satysfakcji i przyznawać się do łatwowierności.
Przejeżdżali właśnie przez śródmieście. Felicia pomimo niesprzyjającej atmosfery wyjrzała przez okno, nie zwracając uwagi na milczącą dezaprobatę Rashida. Faisal mówił jej, że rodzinna posiadłość znajduje się w połowie drogi między Kuwejtem a Al-Dżahrą. Wuj posiadał najwyraźniej willę w oazie, która była od wieków domem ich plemienia.
– To ulica Zatoki Perskiej – poinformował ją Rashid. – Biegnie wzdłuż wybrzeża. Jeśli wytężysz wzrok, możesz dojrzeć pałac Seif.
Naburmuszona Felicia z satysfakcją go zignorowała i uparcie niczym nieprzejęta wyglądała dalej leniwie przez okno. Jednak po chwili wytrącił ją z równowagi zawodzący jęk, który przeszył narastającą w samochodzie ciszę.
– To muezin – wyjaśnił jej z uśmieszkiem Rashid. – O zmierzchu wyznawcy Mahometa modlą się zwróceni twarzą w kierunku Mekki. Proszę się jednak nie spodziewać, że zobaczy ich pani wyciągniętych jak niegdyś na ulicy, panno Gordon. Obecnie życiem rządzą znacznie bardziej przyziemne sprawy.
– Przecież pan jest chrześcijaninem! – impulsywnie zaprotestowała Felicia. Zamilkła speszona, kiedy gniewny grymas wykrzywił jego twarz.
– Mocą chrztu, to prawda – przyznał. – Proszę jednak nie popełnić błędu; żyję w zgodzie z prawami mojej rodziny, którym żona Faisala musi się także poddać. Podobnie jak on sam. I jeszcze jedno: niezależnie od tego, co Faisal pani naopowiadał, angielska krew w moich żyłach nie sprawi, że spojrzę na panią życzliwiej.
Felicia zauważyła zacięty wyraz jego ust i zrozumiała, że żartuje. Była załamana. Obiecywała Faisalowi, że przekona do siebie wuja, a tymczasem ośmieszyła się.
Odwróciła się i przygryzła wargę, przełykając upokorzenie, podczas gdy potężna limuzyna niosła ich przez przedmieścia, gdzie kontrastowały ze sobą najprzeróżniejsze style architektury. Kiedy Rashid opuścił szybę, żeby wyrzucić niedopałek cygara, Felicię uderzyło gorące powietrze wieczoru przepojone zapachem cytrynowych drzew.
– Pani nadal obrażona? – zagaił, gdy milczenie się przedłużało. – A przecież Faisal nie omieszkał podkreślić, jak ważne jest dla was zyskanie mojego poparcia.
– Oboje przecież wiemy, że to mi się nigdy nie uda – odparła bez zastanowienia Felicia. – Teraz rozumiem, dlaczego zgodził się pan na tę wizytę. Chciał nas pan rozdzielić i udowodnić mu, że nie będzie ze mnie dobrej żony, zasiać w nim wątpliwości!

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Podróż po miłość
Autor Penny Jordan
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 06-04-2018
Ilość stron 224
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635884

Napisz recenzję