- Dasz radę – powtarzała w kółko, żeby dodać sobie otuchy.
Akurat. Przystając teraz przed wejściem do Cumberland Mills Memorial Hospital, Vivian czuła, jak opuszcza ją odwaga. Był to ten sam szpital, w którym siedem lat wcześniej, przed wyjazdem do Monachium, zaliczyła rezydenturę.
Nic się nie zmieniło. Wszechobecny słodki zapach magnolii przypomniał jej, jak boso biegała po trawie, a ojciec, siedząc na huśtawce na werandzie, grał na gitarze. Wraz z tym zapachem wróciło bolesne wspomnienie człowieka, który lata temu porzucił ją i jej matkę.
Westchnęła. Nie czas i nie miejsce na wspomnienia.
Nie było to łatwe, bo na każdym kroku w Nashville wracały refleksje dotyczące nietrafionych decyzji oraz wyrządzonych krzywd. Bała się tego miasta i dlatego wyjeżdżała z zamiarem, że już nigdy tu nie wróci.
Ale wróciła. Do punktu wyjścia.
Jesteś tu dla mamy. Niczego nie zaczynasz od nowa.
Mimo to odbierała to jak drugą szansę. Jakby z powodu złych decyzji jej karma zmusiła ją do powrotu i zaczęcia od początku.
No niezupełnie od początku. Zmieniła się i jest silniejsza. Podczas rezydentury czuła się tak niepewnie, że musiała otoczyć się aurą pewności siebie. Koledzy mieli ją za nieprzystępną, z kolei wytrawni chirurdzy za zbyt potulną, by mogła sprawdzić się jako chirurg.
Tylko jeden człowiek ją przejrzał.
Nie myśl o nim. Zacisnęła palce na pasku torby. Już nie jest tamtą dziewczyną ze wschodniego Nashville, z dzielnicy o złej reputacji. Teraz jest światowej klasy neurochirurgiem i diagnostą.
Z wysoko uniesioną głową weszła do szpitala. Jednego z największych i najlepszych w Nashville.
Wewnątrz nic się nie zmieniło.
- Doktor Maguire! Witamy.
Przez atrium szedł ku niej ordynator chirurgii, doktor Isaac Brigham. Przybyło mu tylko kilka siwych pasemek na głowie. Wyglądał dokładnie tak samo jak wtedy, gdy był już chirurgiem prowadzącym, a ona przestraszoną rezydentką marzącą, by wtopić się w tło. Dzięki niemu bardzo się zmieniła.
Zawsze pamiętaj, że jesteś rekinem i musisz przeć do przodu. Tego ją nauczył i tym się kierowała, podejmując decyzję o wyjeździe do Niemiec.
Ale w tej chwili wcale nie czuła się jak rekin.
- Miło pana widzieć – powiedziała, podając mu dłoń. Skłamała. Może i miał ją za rekina, może był świetnym chirurgiem, ale był też dwulicowy. Lepiej nie wchodzić mu w drogę. Nie ufała mu.
- Mów mi Isaac – zaproponował. Wysławiał się z akcentem charakterystycznym dla Belle Meade, miasta bogaczy. Całkiem odmiennym od tego, od którego ona za wszelką cenę starała się odciąć, bo przyciągał pogardliwe spojrzenia, sprawiał, że czuła się jak śmieć i nie na miejscu.
Uśmiechnęła się.
- Nie wiem, czy potrafię. Bo to pan mnie wytypował do stypendium w Monachium. Był pan moim mentorem, a ja się pana bałam.
- Bałaś się mnie?! – zapytał ze śmiechem. – Docierały do mnie pewne informacje z Monachium. Od początku wiedziałem, że masz do tego smykałkę, chociaż miewałem chwile zwątpienia. Byłaś taka cicha i nieśmiała. Odzywałaś się ledwie szeptem.
- Już mi przeszło. – Uśmiechnęła się zadowolona, że wieści o jej osiągnięciach docierały do Cumberland Mills, bo zdawała sobie sprawę, jak to podbuduje jej opinię.
Jej celem było zająć miejsce Brighama. Nie było tajemnicą, że szykuje się do odejścia na emeryturę, a większość chirurgów miała nad nią sporą przewagę. Byli cenieni i pochodzili z zamożnych rodzin. To przemawiało za nimi, podczas gdy ona stanowiła wielką niewiadomą. Postawiła sobie za punkt honoru to zmienić.
- Oprowadzę cię po neurochirurgii – zaproponował. - I przedstawię twojemu pacjentowi. To VIP.
- VIP?
Przytaknął.
- Od czegoś musisz zacząć. Słyszałem, że jesteś wytrawnym diagnostą.
- Podobno. Proszę zaznajomić mnie z tym przypadkiem.
- Będziesz pracowała z jednym z moich najlepszych neurochirurgów. To nietypowy przypadek, więc będziesz miała okazję sprawdzić się jako diagnosta.
Współpraca z „najlepszym neurochirurgiem” oznaczała jedno. Rywalizację.
- Kim jest ten VIP?
- Gary Trainer, gwiazda muzyki country, wschodząca gwiazda. Od kiedy przywieziono go dwa dni temu, ma dziwne objawy neurologiczne.
- Rezonans? – zapytała.
- Oczywiście. Jak już powiedziałem, to VIP, a jego wytwórnia płytowa chce, żeby jak najszybciej kontynuował trasę koncertową.
Jasne. Muzycy zawsze chcą wrócić na scenę. Ojciec nie przestawał o tym mówić.
- Hank, zostań dłużej, proszę. Tylko trochę dłużej.
- Sandro, nie mogę. Muszę grać. Zobaczysz, odniosę sukces jak Ray Castille. Będę taki sławny jak Castille.
Potrząsnęła głową.
- Muzycy... Wszyscy są sami – westchnęła.
Brigham przytaknął. W milczeniu jechali windą na najwyższe piętro.
- Tutaj znajdują się apartamenty dla hospitalizowanych VIP-ów – powiedział, a ona poczuła się dziwnie, spoglądając na luksusowo urządzone wnętrza.
Przypomniało się jej, ile razy nie otrzymały pomocy, godziny spędzone w zatłoczonej poczekalni izby przyjęć oraz niebotyczne rachunki za leczenie po tym, jak matka targnęła się na życie, których spłacenie zajęło całe lata, bo karetka przywiozła ją do szpitala, na jaki nie było ich stać.
Szli długim korytarzem. Przez uchylone drzwi zauważyła grupę stażystów w trakcie obchodu. Ciekawe, z kim przyjdzie mi rywalizować, pomyślała. Wyeliminuje tę osobę, gdy tylko uda się jej zdiagnozować ważnego pacjenta tak, by mógł pojechać w trasę.
Brigham zapukał do drzwi.
- Można?
- Zapraszam, doktorze. Podobno z mojego powodu ściągnął pan specjalistę aż z Niemiec – odpowiedział męski głos.
- Dla pana wszystko, co najlepsze – odparł Brigham.
Vivian weszła do pokoju. Jej uśmiech błyskawicznie zgasł na widok lekarza stojącego przy łóżku Trainera.
Poczuła się przygwożdżona spojrzeniem tych znajomych ciemnych oczu. Trochę zmiętoszony, krótsze włosy... Dobrze mu w takich krótkich. No i już nie taki chudy jak podczas rezydentury. Chłopięce rysy ustąpiły miejsca bardziej męskim, dojrzałym, a mimo to był tak samo przystojny jak dawniej.
Reece. Poznała go na ostatnim roku rezydentury, bo przeniesiono go z innego szpitala. Tylko on przebił się przez jej pancerz. To on wskazywał jej wtedy drogę. Był opoką.
- Kogo obchodzi, skąd jesteś? Liczy się wyłącznie, dokąd zmierzasz.
Nie myśl o nim. To niemożliwe. Mimo decyzji o wyjeździe myślała o nim każdego dnia. Skrzywdziła go i on to wie. Wtedy ważniejsza była dla niej kariera zawodowa. I tak będzie zawsze. Polegała na swoich umiejętnościach, medycynie oraz na sobie. Nie wierzyła w miłość, bo to zawsze kończy się zawodem.
Nie szukała związków damsko-męskich. Jednak poznawszy Reece’a, kompletnie o tym zapomniała.
Wspomnienia...
- Zmęczona? – zagadnął.
- Tak. To był bardzo długi dyżur. Musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza. – Odwróciła wzrok w nadziei, że Reece odejdzie, ale tak się nie stało. – Pomóc ci?
Wzruszył ramionami.
- Też chciałem trochę odetchnąć. Lubię zapach magnolii.
- Ja też. Kojarzy mi się z domem rodzinnym.
- Skąd jesteś? – zapytał.
- Z Nashville.
- Ja też.
Nieoczekiwanie zerwał kwiat magnolii i nim się obejrzała, wsunął jej za ucho. Zadrżała, gdy dotknął jej policzka.
- Co ty wyprawiasz?! – wykrztusiła speszona.
- Nie wiem, ale do ciebie pasuje.
Nawet teraz, siedem lat później, czuła na policzku ciepło jego dłoni. I pamiętała, jak bardzo chciała go wtedy pocałować. Co on jeszcze robi w Nashville? Wyobrażała sobie, że przyjmie ofertę pracy w jakimś większym mieście. Nie wierzyła, gdy się zaklinał, że nie ruszy się stąd. Zapowiadał się na świetnego chirurga, więc doznała szoku, natknąwszy się na niego w szpitalu Cumberland Mills. Jedyny facet, przed którym się otworzyła. Facet, dla którego mogła stracić głowę.
Czy on to pamięta? Przecież dlatego wyjechała.
Przeraziła się, czując, że jest w nim zakochana. Bała się utracić nad sobą kontrolę. Więc gdy nadarzyła się okazja wyjechać do Monachium, skwapliwie z niej skorzystała.
Nie szukała miłości, a po tym, jak zostawiła Reece’a, nawet na nią nie zasługiwała. Reece oczekiwał trwałości. Korzeni. To ją przerażało, nie chciała ani trwałego związku, ani korzeni. Bo jedno i drugie nie trwa wiecznie.
Wystarczył jej przykład rodziców.
Więc uciekła do Niemiec. Zostawiła mu list, ale gdy teraz przeszywał ją spojrzeniem, poczuła, że to nie wystarczyło.
Ta rozłąka nic nie zmieniła, bo myślała o nim nieustannie, żałując tego, co się stało. Nie spodziewała się, że nadal będzie pracował dla doktora Brighama. Reece miał taki potencjał! Nie widzi tego? W Cumberland Mills jego talent się marnuje!
Do diabła z korzeniami! Dlatego tu został? Owszem, Cumberland Mills do bardzo dobry szpital, ale nie wiodący w dziedzinie neurochirurgii. Gdyby Reece wybrał inną placówkę, mógłby dla ich specjalności zrobić dużo więcej.
- Panie Trainer, doktorze Castle, przedstawiam panom doktor Vivian Maguire, neurochirurga i diagnostę, uczennicę doktora Mannheima z Monachijskiego Centrum Neurologii. – Brigham dumnie wypiął pierś. – Była także moją rezydentką.
- Pamiętam – powiedział lodowatym tonem Reece. – Byliśmy w tej samej grupie.
Zaczerwieniła się.
- Tak, byliśmy w tej samej grupie.
Brigham ściągnął brwi.
- Faktycznie, zapomniałem, przepraszam. Jasne, że się znacie. Fantastycznie.
Fantastycznie? Owszem, znają się, ale Reece patrzy na nią jak na intruza. Dziwi mu się? Zapracowała na to.
To nie jest Reece Castle, jakiego zapamiętała, ale przecież i ona się zmieniła.
- Za to ja nie miałem przyjemności poznać swojej nowej pani doktor – odezwał się Gary Trainer, spoglądając na nią z szerokim uśmiechem.
Uścisnęła wyciągniętą dłoń. To był próbny całkiem silny uścisk. Gary go odwzajemnił, a przynajmniej się starał. Ha, sztywne mięśnie, lekkie, nieznaczne drżenie.
Komuś innemu by to umknęło, ale nie jej.
- Miło mi pana poznać. Praca z zespołem pańskich lekarzy to dla mnie przyjemność. – Zerknęła na Reece’a, ale on zapatrzony był w swój tablet.
Unikał jej wzroku. Nie chciał być w centrum zainteresowania, za wszelką cenę unikał kłopotliwych sytuacji. Powtarzał jej, że ma być silna i walczyć o swoje, ale sam tego nie robił. Nie lubił też zmian. Na zewnątrz się zmienił, ale wewnątrz pozostał dawnym Reece’em.

Czuł, że Vivian na niego patrzy, ale nie robiło to na nim żadnego wrażenia. Oszukiwał się.
Nie mógł uwierzyć, że to Vivian. Tak, wiedział, że do szpitala przyleci diagnosta z Niemiec, ale nie podejrzewał, że to właśnie ona. Okazała się niepodobna do dawnej Vivian, tej nieśmiałej i zdystansowanej dziewczyny sprzed siedmiu lat. Teraz była uosobieniem pewności siebie.
Albo arogancji.
Niesforne rude włosy spięła w kok, miała na sobie designerski kostium, ale spoglądając w jej zielone oczy, poczuł, że to za mało, by ukryć przed nim dziewczynę, która dorastała w podejrzanej dzielnicy Nashville.
Tej, która wolała boso biegać po trawie.
Tej, w której się zakochał. Ale ta fasada mu uzmysłowiła, że tamtej Vivian już nie ma, a ta nowa jest mu obca. Źle się czuł w jej obecności.
W czasach rezydentury często mówiła, że jej marzeniem jest praca u doktora Mannheima. On o tym nie marzył, ale łudził się, że uczucie zatrzyma ją w Nashville. A jednak wyjechała. Nie on jeden zamknął się w skorupie, ale ona po prostu uciekała od swoich problemów.
Załamał się owego poranka, kiedy obudziwszy się, zobaczył jej list. Wyjechała, nie pytając go, czy z nią pojedzie. Co gorsza, musiał zwrócić pierścionek zaręczynowy, bo akurat tego dnia miał zamiar o wszystkim jej opowiedzieć, niczego nie ukrywając. Do tej pory z nikim o tym nie rozmawiał.
Gdyby mu zaproponowała wspólny wyjazd, pojechałby z nią. Nie, nie zdecydowałby się na to.
Nie marzył o Niemczech.
Tak przynajmniej sobie wmawiał, usprawiedliwiając jej wyjazd. Że to jedyny powód, dla którego o to go nie poprosiła i dla którego on by nie wyjechał.
Okłamywał się. Pojechałby z nią, ale odmówiła mu tej szansy. Nie chciała, by jej towarzyszył, to fakt.
Mimo upływu czasu nadal go to bolało.
Była jego najlepszą przyjaciółką, jedyną osobą, przed którą się otworzył, jedyną, która pokonała mur, jakim się otoczył. I co? Wyjechała. Dostał nauczkę.
Drugi raz takiego błędu nie popełni. Sądząc po tym, co zaszło między nim i ojcem, drugiej szansy się nie dostaje.
- Niech się pani bierze do roboty – powiedział Trainer z uśmiechem. – Przepraszam, doktorze Castle, ale znudziło mi się codziennie oglądać pańskie szpetne oblicze.
Reece prychnął śmiechem, a rezydenci za jego plecami też się uśmiechnęli. Na policzkach Vivian dostrzegł rumieniec. Nigdy nie umiała przyjmować komplementów. Utrzymywała, że to forma słabości albo że na nie nie zasługuje. Ale one były uzasadnione. Była piękna. Zdążył już zapomnieć, jak bardzo. Zapomniał, jak zielone są jej oczy. Niczym szmaragdy.
Wysoka i elegancka. I nadal cholernie pociągająca.
Złamała ci serce. Nie wolno o tym zapominać. Pod maską urody kryje się osoba tak samo zahartowana jak on.
Kiedy ją poznał, była nieśmiała i zamknięta w sobie, ale się w niej zakochał. Po uszy. Do tego stopnia, że nie czuł potrzeby ukrywania, kim jest. Uwielbiał ją i jak dureń łudził się, że i ona go uwielbia. Całe szczęście nie przyznał się jednak, kim jest... Uczucie nie wystarczyło, by ją zatrzymać. Powinien o tym wiedzieć, mając za przykład swoją matkę. Kobietom nie wolno ufać.
Vivian rosła w skrajnie odmiennym środowisku niż on i podobnie jak on wolała o tym nie rozmawiać. Może tylko tyle, że jak on w dzieciństwie była zostawiona sama sobie, więc trudno było nazwać to prawdziwym dzieciństwem. Poza tym kto by rozmawiał o dzieciństwie, gdy był seks?
Teraz, siedem lat później, nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego się zaprzyjaźnili i co ich połączyło. Pragnienie miłości?
- Gary, szanuję twoje odczucia. – Zerknął na Vivian. – Masz rację, że przyjemniej oglądać doktor Maguire.
Wyraźnie speszona zaczerwieniła się jeszcze bardziej, a on poczuł, że znalazł się na polu minowym. Nie należało wdawać się z nią w dyskusję na oczach pacjenta oraz rezydentów. Ma z nią współpracować. Poza tym nie mają sobie nic więcej do powiedzenia. To zamierzchła przeszłość.
Czyżby?
- Chyba czas, żebym poznała resztę personelu i zorientowała się, gdzie jest mój gabinet. Miło było pana poznać, panie Trainer.
- Dla pani jestem Gary.
- Okej, Gary. – Uścisnęła mu dłoń, po czym zwróciła się do Reece’a. – Doktorze, na pewno jeszcze będzie okazja, żebyśmy porozmawiali.
Przytaknął bez słowa. Patrzył za wychodzącą kobietą z poczuciem winy, że potraktował ją tak chłodno.
To twoja rywalka. Nie wolno o tym zapominać, ale chociaż wcale mu nie zależy na stanowisku Brighama, nie po to harował przez tyle lat w Cumberland Mills, by teraz bez walki ustąpić pola Vivian. Brigham się z nim liczy, więc jeżeli Vivian chce kierować chirurgią, będzie musiała jemu i wszystkim innym udowodnić, że na to zasługuje.
Lata temu ruszyła na podbój świata, gardząc Cumberland Mills, a on wie o tym szpitalu absolutnie wszystko.
Podejrzewał, że wróciła wyłącznie po to, żeby zająć miejsce Brighama. Jego miejsce.
Odsunął od siebie tę myśl. Zaproponowano mu to stanowisko, ale odrzucił tę ofertę. Nie miał najmniejszego zamiaru dorównywać reputacji Brighama. Pewnych zaszłości nie da się puścić w niepamięć, a ojciec raz po raz mu wytykał, że jest do niczego. To stanowisko nie jest dla niego. Ani dla Vivian.
Powrót Vivian do Nashville to tylko nic nieznaczący incydent, jedynie zaskoczenie. Vivian nie jest zagrożeniem ani konkurencją, a już na pewno nie pokusą…

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Lekarze z Nashville
Autor Amy Ruttan
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 30-03-2018
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635372

Napisz recenzję