− Nic dziwnego, że Sofia nie umie wykrzesać z siebie pasji na scenie. Bo choć długo ją znamy, chyba nikt nie widział, żeby ona się z kimś spotykała, prawda?
Sofia Koslow nie miała zwyczaju podsłuchiwać, ale słysząc szeptaninę koleżanek w samolotowej salonce, przystanęła na chwilę niezauważona. Była solistką Baletu Nowojorskiego i wraz z grupą tancerek tego zespołu wracała do Ameryki z tygodniowych występów w Kijowie prywatnym odrzutowcem jej ojca. Chociaż koleżanki skwapliwie skorzystały z propozycji luksusowej podróży, ich zawiść wobec Sofii i jej błyskotliwych sukcesów baletowych najwyraźniej nie osłabła.
Przycisnąwszy do piersi sfatygowany egzemplarz „Snunocy letniej”,odnalazła wzrokiem siedzącego z przodu ojca, który na szczęście wciąż był pochłonięty telekonferencją biznesową. Pochodzący z Ukrainy Witalij Koslow towarzyszył tancerkom w tournée do jego kraju rodzinnego, a ponieważ nie miał częstych okazji widywania się z córką, postanowił tę wspólną podróż wykorzystać, by wywrzeć na nią presję.
Próbował ją mianowicie przekonać, by wreszcie pomyślała o założeniu rodziny i dała mu wnuki, które kiedyś może bardziej niż ona będą zainteresowane przejęciem jego działającego na skalę globalną imperium biznesowego.
− Antonia, to nie fair z twojej strony – dobiegł Sofię komentarz innej baletnicy, która nawet nie próbowała ściszyć głosu. – W sezonie żadna z nas nie ma czasu na randki. Ja od roku nie miałam kochanka, ale to przecież nie znaczy, że w tańcu nie potrafię się zdobyć na emocje.
Wracaj na miejsce, powiedziała sobie Sofia, obawiając się, że koleżanki ją zauważą. Nie była jednak w stanie zrobić kroku, więc tylko wbiła wzrok w notatki z Szekspira, udając, że jest zaczytana, bo przygotowuje się do roli Tytanii.
− Ale z Sofią to inna sprawa, bo ona nawet nie wie, czym jest romans – ciągnęła Antonia Blakely. – I jej tatuś musiał najwyraźniej uznać, że z córeczki robi się zasuszona stara panna, skoro… − Antonia teatralnie zwiesiła głos – skoro na własne uszy słyszałam, jak rozmawia ze swatką, którą dla niej wynajął.
Sofia poczuła taki skurcz żołądka, że niemal upuściła książkę. Ojciec od ponad roku chciał skorzystać z usług pośredników matrymonialnych, by wydać ją za mąż, a ona stanowczo wybijała mu ten pomysł z głowy. Co więcej, podczas tego pobytu na Ukrainie nasilił na nią nacisk, by pomyślała wreszcie o założeniu rodziny.
Dla niej najważniejsze były sukcesy zawodowe i wyjścia za mąż nie brała pod uwagę. Czy zatem tatuś bez jej wiedzy i zgody zwrócił się do swatki? Znów zerknęła na siedzącego oligarchę, który zbił fortunę, bo zawsze wierzył w swoją nieomylność, zawsze był pewien własnych racji. Tak, to w jego stylu, pomyślała z lękiem, on jest zdolny podjąć kroki za jej plecami.
− Naprawdę? – dopytywała się koleżanka Antonii. – Wynajął prywatną swatkę?
− No jasne. Bogacze nie korzystają z serwisów internetowych dla zwykłych zjadaczy chleba. Oni szukają sobie partii we własnym środowisku – skwitowała Antonia irytującym tonem osoby, która zawsze wie wszystko najlepiej. – I zobaczycie same, że jeśli papa Koslow postawił na swoim, to na lotnisku na jego ukochaną córunię będzie czekał jakiś konkurent, równie majętny jak ona.
Sofia z trudem złapała powietrze i zaklęła pod nosem. Przede wszystkim to bzdura, że jest bogata. To, że jej ojciec należy do najbogatszych ludzi na świecie, nie znaczy, że ona ma majątek. Do śmierci matki, która zmarła, gdy Sofia miała trzynaście lat, nie spędziła pod jego dachem ani jednej nocy. Podobnie jak jej matka, która nie przyjmowała od niego pomocy materialnej, ona też od lat nie brała od niego pieniędzy.
Nie brała ich, bo chciała być od niego niezależna. Nie godziła się, by ojciec kierował jej życiem. Bez reszty poświęciła się baletowi, dla niej sztuka była ważniejsza od spraw materialnych. Taniec zapewniał jej wolność od wszechwładzy ojca.
On zresztą zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie kontrolować jej wyborów życiowych. Nawet Witalij Koslow, mimo całej jego arogancji, nie poważyłby się na to, by na oczach dwudziestu koleżanek z zespołu zaaranżować jej spotkanie z kandydatem do ręki. To chyba wykluczone, prawda?
Z zamyślenia wyrwał ją sygnał w jej komórce. Szybko wygrzebała ją z kieszeni, wyłączyła dźwięk, wróciła na swój fotel i spojrzała na ekran.
To była wiadomość tekstowa od jej najbliższej przyjaciółki, Jasmine Jackson, która pracowała w public relations i zgodziła się zadbać o wizerunek zawodowy Sofii oraz jej kontakty z mediami. Jasmina napisała do niej w sprawie wywiadu, który Sofia zgodziła się udzielić miesięcznikowi „Dance”.
„Dziennikarka i fotograf będą na ciebie czekać w hali przylotów. Pamiętaj, masz wyglądać jak gwiazda wracająca z zagranicznego tournée! Zrób makijaż i błagam, nie pokazuj się w stroju do jogi”.
Na myśl, że czeka ją spotkanie z prasą, gdy jest wymęczona podróżą i zdenerwowana komentarzami koleżanek, ogarnęła ją panika. Ale idąc za radą Jasmine, sięgnęła do torby po kosmetyczkę. I próbowała pocieszać się w duchu, że może Antonia opacznie zrozumiała rozmowę jej ojca. Poza tym wspomniała mu przecież, że po przylocie spodziewa się rozmowy z prasą, więc ojciec, choć jest apodyktyczny, chyba nie będzie chciał jej wprawić w zakłopotanie i oszczędzi jej niezręcznego spotkania z wyswatanym absztyfikantem.
Ale z drugiej strony, niewykluczone, że zdecydował się pójść na całość. Może postanowił przedstawić jej tego faceta w obecności kamer, bo liczy na to, że przy dziennikarzach ona nie będzie się przeciwstawiać własnemu ojcu?
Nie, to niemożliwe. Na coś takiego nawet on się nie odważy. Następna wiadomość od przyjaciółki przyszła, gdy trzymała w ręku szminkę.
„Uwaga: ten fotograf współpracuje z tabloidami. O ciebie się nie martwię, ale może warto ostrzec resztę zespołu? Powodzenia!”.
Koła samolotu dotknęły ziemi. Wobec nadchodzącej katastrofy makijaż na nic się nie zda, pomyślała, zamykając kosmetyczkę. Bo jeśli Antonia nie myliła się co do zamysłów tatusia i reporter pracujący dla tabloidów będzie świadkiem jej kłótni z ojcem, to ta afera zdarzyłaby się w fatalnym momencie i mogłaby zaważyć na jej losach zawodowych.
Pokrzyżować jej karierę.
Bo do Nowego Jorku przyjechał właśnie wybitny francuski choreograf, Idris Fortier, i w nadchodzącym tygodniu ma skompletować obsadę do spektaklu baletowego, który chce wystawić w tym mieście.
Sofia, podobnie jak wiele lecących z nią koleżanek, zamierzała się ubiegać o główną rolę w tym przedstawieniu. W bezwzględnej rywalizacji o angaż one wykorzystają każdą okazję, by ją wyeliminować z gry.
Próbując się uspokoić, zaczęła głęboko oddychać. To dobrze, pocieszała się w duchu, że podsłuchała plotkujące tancerki, bo dzięki temu jest przygotowana na to, co za sprawą jej ojca może się wydarzyć na lotnisku.
W obecności prasy nie pozwoli sobie na żaden fałszywy krok i kłótnię z tatusiem zostawi na później. Musi bowiem pamiętać, że stoi przed życiową szansą, jaką stworzyłaby jej główna rola w spektaklu Idrisa Fortiera.
Tak więc na lotnisku, niczym na scenie, zawalczy o to, by zaprezentować się przed prasą od najlepszej strony, bo wizerunek publiczny ma kluczowe znaczenie dla kariery w balecie.
I tym razem nikt jej nie zarzuci braku ekspresji scenicznej.

− Nie rób głupstwa dlatego, że ponosi cię złość – Quinn McNeill próbował przemówić do rozsądku swemu najmłodszemu bratu, Cameronowi, gdy szli do terminalu w Teterboro, na największym w rejonie Nowego Jorku lotnisku obsługującym prywatne samoloty.
Mimo że Quinn miał odlecieć w interesach do Europy Wschodniej dopiero za parę godzin, z manhattańskiej siedziby McNeill Resorts zabrał się na lotnisko razem z Cameronem. I odwołał kilka służbowych spotkań, by wyperswadować bratu tę decyzję.
− Nic mnie nie ponosi – odparł Cameron. − Spójrz na mnie – dodał, rozpinając szary płaszcz. − Czy ja sprawiam wrażenie zdenerwowanego?
Owszem, pomyślał Quinn. Ze strony ojca bracia McNeillowie mieli szkockie korzenie, obaj byli niebieskoocy i ciemnowłosi.
− Jasne, że nie – ciągnął sarkastycznie Cameron. – Skoro mam kiedyś odziedziczyć po dziadku udziały w naszym konsorcjum, na czym zresztą w ogóle mi nie zależy, to muszę się zgodzić na jego dyktat. Ale on wpoił nam posłuszeństwo, a ponieważ chce, żeby firma została w rodzinnych rękach, to będę tańczył w rytm jego muzyki.
Przed paroma dniami trzech braci McNeillów: Quinna, Camerona i Iana wezwał prawny pełnomocnik dziadka, by odczytać im jego ostatnią wolę wraz z wprowadzoną właśnie klauzulą uzupełniającą.
Postanowienie, że każdy z jego wnuków ma odziedziczyć jedną trzecią udziałów w globalnej korporacji McNeill Resorts, nie uległo zmianie i dla nikogo zaskakujące nie było. Malcolm McNeill od lat przygotowywał ich bowiem do przejęcia sterów w biznesie, jako że jego jedyny syn, a ich ojciec, okazał się niezdolny do prowadzenia interesów i wiadomo było, że nie otrzyma praw spadkowych.
Co więcej, wnukowie z powodzeniem zajmowali się własnymi biznesami i żadnemu z nich w gruncie rzeczy nie zależało na przyrzeczonym im spadku.
Ale najmłodszy Cameron, który był najmocniej z dziadkiem związany, najboleśniej odczuł wywartą na nich presję. Patriarcha bowiem uzupełnił swą wolę nową klauzulą, na mocy której każdy z wnuków otrzyma swe udziały pod warunkiem zawarcia małżeństwa, a gdyby rozpadło się ono przed upływem roku, byłby zmuszony do rezygnacji ze spadku.
Toteż powodowany nadmiernym poczuciem posłuszeństwa Cameron, by spełnić wolę dziadka, uznał, że poślubi kobietę, której nie widział na oczy, wybraną z listy cudzoziemek dostępnej w internetowym serwisie matrymonialnym. Miał zresztą nadzieję, że jego desperacki krok pozwoli Malcolmowi zrozumieć bezsens jego wymogu i w rezultacie dziadek tę klauzulę wycofa.
Jeśli Cameron na to się zdecydował, bo był w gorącej wodzie kąpany, to Quinn uznał, że lepiej wziąć na przeczekanie, licząc na to, że dziadek, który zresztą cieszył się dobrym zdrowiem – bo po spotkaniu swego prawnika z wnukami wyprawił się na parę tygodni w biznesową podróż do Chin – jednak ten zapis odwoła. Ale tak czy inaczej na razie, czyli do jego powrotu, ewentualne negocjacje z Malcolmem zostały siłą rzeczy zawieszone.
− Cam, posłuchaj – przekonywał brata Quinn – dziadkowi tak bardzo zależy na tym, żeby firma została w rękach rodziny, że najprawdopodobniej zrezygnuje z tego warunku.
− Dziadek nie będzie żyć wiecznie, a jego ostania wola ma przecież moc prawną – odparł Cameron. – I chyba zdajesz sobie sprawę, że ja nie chcę dopuścić do przejęcia mojej części przez zewnętrznego inwestora, prawda?
− Rozumiem, ale uważam, że zdołamy przełamać jego upór w tej sprawie. Dziadek, mam nadzieję, dojdzie w końcu do wniosku, że zmuszanie nas do małżeństwa może doprowadzić do niepotrzebnych perturbacji w firmie.
− Chcesz mi wmówić, że moje małżeństwo się rozpadnie? Przecież nie po to skorzystałem z pośrednictwa matrymonialnego, skoro bez trudu mógłbym sam sobie znaleźć kandydatkę na żonę.
Faktycznie, Cameron nie bez powodu miał opinię playboya obracającego się wśród najpiękniejszych kobiet na świecie.
− Próbujesz mnie przekonać, że zależało ci na poważnych związkach? Ciekawe od kiedy?
− Nie chcę partnerki, która będzie interesowna – jęknął Cameron. – Takich kobiet spotkałem całe mnóstwo.
− Ale z tą dziewczyną może być tak samo, bo niewykluczone, że dzięki małżeństwu z tobą będzie na przykład chciała załatwić sobie amerykańskie obywatelstwo.
W drzwiach do terminalu minęli się z grupą roześmianych biznesmenów.
Quinn przepuścił swego brata przodem.
− Co ty naprawdę możesz wiedzieć o tej kobiecie? – ciągnął. − Nigdy nie zamieniłeś z nią słowa i może się nawet okazać, że ona nie zna angielskiego.
Jaka szkoda, że nie ma z nami Iana, przemknęło Cameronowi przez myśl. On umiałby przekonać Quinna, że pomysł znalezienia żony przez pośredników wcale nie jest głupi. Ale Ian był tego dnia zajęty, więc wybijanie mu tego z głowy pozostawił najstarszemu bratu.
− Wiem sporo. Wiem, że nazywa się Sofia, że jest Ukrainką i że jej tak samo jak mnie zależy na małżeństwie – odparł, wyciągając komórkę. – No i zobacz sobie jej zdjęcie.
Brat zerknął na ekran. Piękna kobieta z fotografii miała wysokie kości policzkowe, nagie ramiona, szare oczy, blond włosy i na szyi elegancki naszyjnik.
Quinn odniósł wrażenie, że gdzieś ją kiedyś widział. Może jest modelką?
− Podejrzewam, Cam, że to zdjęcie pochodzi z jakiegoś pisma i Sofia się pod nie podszywa. Zrobienie takiej fotografii kosztuje kupę pieniędzy. I przyznaj się, czy to ty opłaciłeś jej przelot prywatnym samolotem? – spytał jeszcze, choć to nie była jego sprawa.
− Zwariowałeś? Sama załatwiła sobie transport albo ją w tym wyręczył agent matrymonialny. I powtarzam, ona jest Ukrainką, więc kto wie, może będzie umiała nam pomóc w naszych interesach w Europie Wschodniej. Dobrze jest mieć w rodzinie kogoś, kto zna ukraiński, a jak się ożenię, to dziadek, mam nadzieję, powierzy mi przeprowadzenie modernizacji naszych hoteli w tamtym regionie.
Powiedział to z pokerową miną i pewnie tylko żartuje, uznał Quinn. Ale po nim można się spodziewać wszystkiego. Cameron bywa nieobliczalny, więc całkiem możliwe, że za chwilę wybuchnie śmiechem albo odwróci się na pięcie i po prostu się ulotni.
− Przestań się wygłupiać. Nie dam sobie wmówić, że cały ten porąbany pomysł ma zalety praktyczne – powiedział, próbując spiorunować Camerona wzrokiem, ale jego brat patrzył jak zahipnotyzowany przez okno terminalu na płytę lotniska, więc Quinn podążył za jego wzrokiem.
W drzwiach samolotu, który właśnie wylądował, pojawili się pierwsi pasażerowie. Jedna z kobiet szamotała się na schodkach ze swoim wydymanym porywami wiatru szalem.
− To chyba ona – mruknął zamyślony Cameron. – Cholera jasna, że też nie pomyślałem o kwiatach – dodał, po czym rzucił się biegiem do kontuaru odprawy paszportowej, na którym stał wazon z piękną wiązanką egzotycznych kwiatów.
Quinn, który kątem oka obserwował, jak jego brat uwodzi siedzącą za kontuarem funkcjonariuszkę, by podebrać jej kilka czerwonych orchidei, uwagę skupił na kobiecie i jej zmaganiach z szalem. Choć połowa jej twarzy kryła się za ciemnymi okularami, miała blond włosy i pełne usta jak ta dziewczyna na zdjęciu.
Z tego samolotu wysiadło około dwudziestu osób, w większości młodych i pięknych pasażerek.
Towarzyszący kobiecie zmagającej się z szalem elegancki, znacznie od niej starszy mężczyzna, pomagał jej schodzić po stopniach. Smukła, wiotka jak trzcina, zachowywała się tak, jakby zawsze była w centrum uwagi.
Quinn jakoś nie umiał się w tym wszystkim połapać, wizerunek przyszłej pani McNeill kompletnie go bowiem zaskoczył.
− Faktycznie, jest bardzo szczupła, ale nie wpadłem na to, żeby zapytać o jej wzrost – szepnął mu do ucha Cameron.
− No dobra, ale kto was sobie przedstawi? – spytał Quinn z niepokojem, patrząc na pasażerki przechodzące szybko przez kontrolę paszportową. – Twoja agentka z biura matrymonialnego?
− Jej tu nie będzie. – Cameron strzepnął pyłek z kołnierza koszuli i z determinacją w oczach przełożył kwiaty do drugiej ręki. – Pośredniczka tylko mnie poinformowała, kiedy mam być na lotnisku.
− Cam, nie pakuj się w to, bardzo cię proszę. – Quinn jeszcze próbował mu wyperswadować oświadczyny, choć wiedział, że nic jego brata od tego nie odwiedzie. – Albo przynajmniej spróbuj rozgryźć, kim ona jest naprawdę, zanim ją zaprowadzisz do urzędu stanu cywilnego.
− Jej zdjęcie świetnie oddało stan faktyczny: Sofia to fantastyczna laska – odparł trzeźwo Cameron, jakby podziwiał zdjęcie przedstawiające któryś z nowych hoteli.
Tymczasem Quinn nie umiał się zdobyć na aż taki chłodny dystans, bo kobieta zrobiła na nim ogromne wrażenie. Była pięknością o subtelnej urodzie, poruszała się z niezwykłym wdziękiem i biła od niej pewność siebie. Jednym słowem przyszła żona brata zauroczyła go od pierwszego wejrzenia.
− Musisz przyznać, że jej oferta nie była na wyrost – dorzucił Cameron, zerkając na fotografa i dziennikarkę z identyfikatorem, którzy najwyraźniej na kogoś czekali w hali przylotów.
Po chwili Quinn bezradnie obserwował scenę, w której jego młodszy czarujący brat witał na płycie lotniska smukłą Ukrainkę bukietem kwiatów oraz – nie, oczy niestety go nie myliły – wręczył jej małe pudełeczko.
Czyżby wręczył jej pierścionek? Co gorsza, ten fotograf robił im zdjęcia, więc najwyraźniej prasa zjawiła się tutaj właśnie z powodu tego wydarzenia.
Ciekawe, czy to Cameron powiadomił prasę? Czy chciał, żeby dziadek dowiedział się z gazet o jego oświadczynach?
− Sofio, wprost nie mogłem się doczekać przybycia mojej narzeczonej – dobiegły go słowa brata.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Taniec zmysłów
Autor Joanne Rock
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 11.05.2018
Ilość stron 160
ISBN 9788327635334

Napisz recenzję