Catherine Mann – Żar tropików

Mama Portii Soto miała takie powiedzonko: doktory nie rosną na drzewach. Może dając jej osobliwe imię miała nadzieję, że odwróci ono uwagę od ewentualnych braków w urodzie? I że córkę los w końcu pobłogosławi oświadczynami dwukrotnie od niej starszego, wziętego specjalisty w jakiejś rzadkiej i poszukiwanej dziedzinie medycyny? Chociażby podologa?
Mama Portii na pewno jednak nie przewidziała takiej oto sytuacji: jej córka siedzi pod niebotyczną palmą i obserwuje, jak doktor Easton Lourdes zwisa na ugiętych kolanach z gałęzi i stara się wyplątać z roślinnej gęstwiny dzięcioła wielkodziobego. Tego wybitnego weterynarza bez reszty pochłaniało ratowanie zagrożonych gatunków i dążenie, by mogły żyć w swoim naturalnym środowisku. Oddanie, z jakim w jego pracy asystowała mu Portia, zdawało się być dla niego sprawą drugorzędną.
Spomiędzy konarów starego czarnego mangrowca łypały na nią maleńkie gwiazdy. Fioletowe niebo zachodzącego słońca zmieniało kolor na coraz ciemniejszy. Zmierzch był dla Portii ulubioną porą dnia. Przez parną gęstwinę drzew zaczynały się przedzierać pierwsze dźwięki wydawane przez nocne ptaki. Wszystko wyglądało ładniej, było bardziej wyraziste niż w blasku słońca.
Rezerwat zmieniał się w raj. Spowijało go tajemnicze piękno. Portia w życiu nie wyobrażała sobie, że kiedyś znajdzie się w tak czarownym miejscu.
Jedyną przeszkodą w napawaniu się chwilą była obecność doktora Lourdesa. Przy nim Portia czuła się nieswojo. Szczerze mówiąc, z tego Eastona było niezłe ciacho. Przystojny i seksowny w swoisty nieuładzony sposób. Bajecznie bogaty dziedzic rodowej fortuny i genialny weterynarz, specjalista od rzadkich i egzotycznych gatunków.
A także niepodejrzewający niczego ojciec dziecka, które Portia nosi pod sercem. Tak, dwa miesiące temu zdarzył im się w czasie tropikalnego sztormu namiętny epizod. Od tamtej nocy ze wszystkich sił starała się ich relacjom przywrócić zawodowy charakter, by zachować swą z takim trudem wywalczoną niezależność. Niełatwe zadanie. Tym bardziej że Easton, gdy tylko myślał, że ona tego nie widzi, ścigał ją melancholijno-zmysłowym wzrokiem. Ale to nigdy nie uchodziło jej uwadze.
Portia też była zdania, że lekarze nie rosną na drzewach. Ale ta złota myśl ani trochę nie pomagała jej w ogarnięciu chaosu, który – jak jej się wydawało – zaczynał wkradać się w jej życie. A zanim powie swemu jednorazowemu kochankowi, że będzie mieć z nim dziecko, bardzo chciała określić sobie jakąś własną wizję przyszłości. Czas płynął nieubłaganie…
Do zbliżenia doszło pod wpływem stresu i lęku związanego z tropikalną nawałnicą. Przypadkowy numerek nie był jej typowym zachowaniem. A już na pewno nie z własnym szefem. Była dziewczyną z zasadami i sama przed sobą nie chciała przyznać, że Easton ją pociąga. A oddała mu się tylko dlatego, że był to dla obojga jedyny sposób, aby złagodzić napięcie i przerażenie spowodowane nieoczekiwaną i gwałtowną burzą.
Tamta noc była wspaniała, ale ranek już o wiele mniej. Portia panikowała na myśl, że może stracić swą ukochaną pracę, a także dlatego, że seks z Eastonem okazał się dla niej silnym i istotnym doświadczeniem. A nie miała czasu na emocje ani tym bardziej na związek. Starała się żyć z dnia na dzień, aby tylko jakoś wyjść na swoje pod względem finansowym. Zwłaszcza od czterech lat, gdy jej brat zaczął studia.
Ale teraz nie miała wyboru. Musi zapewnić swojemu dziecku przyszłość i względny dobrobyt. Chciała, by jego dzieciństwo różniło się od jej własnego. Jej rodzice byli lekkomyślni, nie potrafili planować, za nic mieli dobro swojego potomstwa.
Musi coś z sobą zrobić. Oczywiście nie zostawi teraz szefa, bez jej pomocy nie dałby sobie rady. Położyła rękę na wciąż jeszcze płaskim brzuchu. Typowy strój badacza terenowego – luźny T-shirt i szorty bojówki – nosiła zawsze w wersji nienagannie wyprasowanej.
– Możesz poświecić mi bardziej na lewo? – wyrwał ją z zamyślenia męski głos.
– Jasne. O ile?
– No, na lewo.
Jak zwykle mało konkretnie. Wprost kochała takie wskazówki.
– Ale o ile? Dziesięć centymetrów? Trzydzieści?
– Po prostu przesuwaj reflektor, a ja ci powiem, kiedy się zatrzymać.
To już lepiej. Portia zauważyła, że zachowania, które niegdyś uważała u niego za normalne, zaczynają ją coraz bardziej irytować.
– Stop.
A więc dziesięć centymetrów. Nie można było tego od razu powiedzieć? Westchnęła. Była rozdrażniona, mdliło ją, w dodatku nabrzmiałe piersi bolały jak cholera. Potrzebuje natychmiast nowego większego stanika.
– Dobrze go teraz widzisz?
– Praaawie…
Zawsze gdy robił coś ważnego, w nieco teatralny sposób przeciągał sylaby. I to też ją w nim pociągało.
Nagły trzask rozdarł ciszę nocną. Portia patrzyła w plątaninę gałęzi, starając się dostrzec, co się dzieje. Jak na zwolnionym filmie widziała spadającego z mangrowca Eastona. Głuchemu odgłosowi uderzającego o ziemię ciała towarzyszyło nagłe zamilknięcie chóru nocnych ptaków. Zupełnie jakby zaciekawił je los lekarza.
Przerażona poczuła, jak drętwieją jej kończyny. Szybko się jednak opanowała. On się nie ruszał, a w ciemności nie mogła dostrzec, czy oddycha.
– Easton! – zawołała, błagając w duchu, by odpowiedział.
Leżał pod drzewem z rozrzuconymi kończynami. Jeszcze trochę, a wylądowałby na sterczących poplątanych korzeniach. Mógłby się na któryś z nich nadziać!
Przykucnęła, żeby mu się przyjrzeć. Dzięki Bogu, oddychał. Wyczuła też miarowy puls. Niestety nie reagował na jej dotyk.
Położyła mu rękę na ramieniu i delikatnie nim potrząsnęła. Tak bardzo chciała, żeby nic mu nie było. Potrzebowała go. A jak coś mu się stanie? I tak przyszłość rysowała się przed nią niezbyt jasno, a jeżeli w dodatku ojciec dziecka leży tu przed nią nieprzytomny i nie wiadomo, co z nim będzie? A jak nie zdąży mu powiedzieć o ciąży, a on zapadnie w śpiączkę? A jeśli…
A jeśli on otworzy te swoje błękitne oczy o odcieniu lapis lazuli i będzie na nią patrzył tak po szelmowsku? Jak właśnie teraz?
– Nic mi nie jest, ale nie ruszaj się – wymamrotał, unosząc prawy kącik ust w poufałym uśmieszku.
Ciemne włosy wiły mu się wokół głowy, na której drobne gałązki uformowały coś w rodzaju korony. Wyglądał jak leśny bożek, mitologiczny władca. W dodatku cholernie seksowny. Przypomniała jej się spędzona z nim noc. Jak on ją wtedy obejmował…
Starannie unikała od tamtego czasu jego dotyku, chcąc powrócić do normalnej zawodowej relacji. Aż do chwili, gdy odkryła, że nosi jego dziecko. Wtedy wszystko się skomplikowało…
Teraz chciałaby uciec, wdrapać się na najbliższe wysokie drzewo. Nie wiedziała, jak długo uda się jej pracować na odludziu, w spartańskich warunkach. I w dodatku ukrywać prawdę. Czy zdoła w tym czasie zarobić tyle pieniędzy, by potem żyć w miarę niezależnie? Ogarnął ją nagły strach, ale go przezwyciężyła. Tak jak to robiła niemal codziennie w ciągu ostatnich tygodni.
Tak, musi mu powiedzieć. On na to zasługuje. Ale najpierw powinna iść do lekarza potwierdzić diagnozę. A potem wszystko jakoś się ułoży.
Nie będzie łatwo, to prawda. Jej ciało do dziś reaguje gwałtownie na każde wspomnienie tamtej szalonej nocy, na bliskość Eastona, jego zapach. Jak teraz. Aż się zwija z pożądania.
Leżał na plecach, wpatrywał się w nią jasnoniebieskim spojrzeniem, dotknął kosmyka jej włosów.
– Boże, jaka z ciebie piękna kobieta.
– Nie mów tak.
Przysięgła sobie nigdy nie przykładać do wyglądu takiej wagi, jaką przykładała matka.
– Myślisz, że to nieszczere? – Nadal się w nią wpatrywał.
– Może i szczere, nieważne. Nie flirtuj, weź się do roboty. Co z dzięciołem?
Krzywiąc się z bólu, uniósł się, by usiąść. Na szczęście upadek nie zaszkodził ptaszydłu, toteż Easton dumnie wyciągnął przed siebie złożone dłonie, w których – jak w gniazdku – uchronił się rzadki okaz fauny.
– Wygląda na to, że nic mu się nie stało, przynajmniej nie w trakcie tego upadku. Musimy go zawieźć do kliniki, żeby sprawdzić, dlaczego nie mógł latać.
– Ja poprowadzę. Ty na razie nie powinieneś. W końcu dopiero co spadłeś z wysokiego drzewa – mówiła szybko.
Wzruszył ramionami.
– Jasne, siadaj za kierownicą. Nigdy ci tego nie zabraniałem.
– Większość mężczyzn lubi prowadzić samemu – odparła, mając na myśli własnego ojca, który uważał, że matka jest zbyt roztargniona i nie można ufać jej jako kierowcy.
Wstała, otrzepując spodnie z liści.
– Ja nie jestem taki jak większość. Ale słusznie zauważyłaś, właśnie zaliczyłem upadek z drzewa – powiedział, zdejmując z siebie resztki drobnych gałązek.
Portia miała nadzieję, że prowadzenie potężnej półciężarówki wymusi na niej skupienie i opanowanie. A tego potrzebowała teraz najbardziej na świecie.
– Niezły z ciebie kierowca – stwierdził. – Ja prowadzę gorzej, nawet jeśli nie zaliczyłem przedtem lądowania na tyłku po połamaniu kilku gałęzi.
– Serio? Nie znam faceta, który byłby w stanie przyznać się do czegoś takiego – powiedziała, poprawiając jedną ręką niesforny kosmyk włosów, który wymknął się z końskiego ogona. Porządek musi być.
– W takim razie jestem bardziej ufny niż inni. – Uśmiechnął się filuternie.
– Albo mniej arogancki – odparła, unosząc brwi.
– Chyba tak – powiedział, siadając na miejscu pasażera. – Prosiłaś mnie o rozmowę. Teraz mamy urwanie głowy z tym dzięciołem, ale w drodze powrotnej możemy pogadać na spokojnie. O czym chciałaś rozmawiać?
Powiedzieć mu teraz o ciąży, ot tak? Inaczej to sobie wyobrażała. Sama chciałaby wybrać okoliczności, w których to nastąpi. Nie kiedy ma się pod opieką ranne dzikie stworzenie. A obok siebie seksownego poturbowanego faceta.
– To chyba nie jest najlepszy moment.
– Dlaczego? Jeśli to ważna sprawa, mów od razu.
– Teraz musimy zająć się obowiązkami – odparła, zaciskając usta.
Nie może go we wszystkim słuchać. Jej matka uzależniła się totalnie od mężczyzny i co? Facet jako bankrut skończył w więzieniu, a ona została z niczym. Portia przysięgła sobie, że nie zaangażuje się w żaden związek, dopóki nie usamodzielni się finansowo. Nigdy też się u nikogo nie zadłuży. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jako samotnej matce będzie jej trudniej spełnić te dane samej sobie obietnice.
– Czy to sprawa osobista? – zapytał, mrużąc oczy.
– Tego nie powiedziałam.
– Czy dotyczy nocy sprzed sześciu tygodni, kiedy szalała tropikalna burza? – Po jego twarzy przemknął łakomy uśmieszek.
Niezłą ma facet intuicję. Tym bardziej trzeba się mieć na baczności.
– Nie mówmy o tym teraz.
– Od samego początku nie chciałaś o tym rozmawiać. Kiedy przyjdzie na to czas? Widzę, że strasznie uparta z ciebie istota.
Wiedziała, że nie może odwlekać tej rozmowy w nieskończoność, ale teraz wciąż była zdenerwowana jego upadkiem. I wolała najpierw potwierdzić ciążę u lekarza, a dopiero potem odbyć rozmowę, która z pewnością wywróci jej życie do góry nogami.
Zgadza się, chciała odwlec ten moment. Bo gdy tylko powie Eastonowi o dziecku, bezpowrotnie utraci wyłączność na kontrolę nad swoim życiem.
Doktor Easton Lourdes odchylił oparcie do tyłu. W głowie ciągle mu się kręciło. Głównie z powodu upadku, ale również przez siedzącą obok kobietę i wspomnienie chwil, gdy z zamkniętymi oczami chłonął jej bliskość. Gdy dwa lata temu zaczęła z nim pracować, od razu podejrzewał, że jej uładzona powierzchowność kryje ognisty temperament. Ale aż do nocy spędzonej z nią w czasie burzy nie miał pojęcia, czym może być ogień!
Portia Soto. Najlepiej zorganizowana sekretarka i asystentka na świecie. Kobieta, która aż do niedawna potrafiła okiełznać jego ekscentryczną duszę. Tamtej namiętnej nocy pokazała jednak, jak dzika potrafi być, gdy tylko rozpuści te swoje zazwyczaj gładko upięte włosy.
Ale już nazajutrz ponownie ściągnęła karmelowobrązowe pasma w koński ogon. Jeszcze ciaśniejszy niż zwykle.
Potrzebował sekretarki. Jego firma The Lourdes Family Wildlife Refuge szybko zdobyła międzynarodowe uznanie jako ośrodek badań i działań mających na celu ratowanie ginącej przyrody. On kierował stroną naukową, a kontaktami zewnętrznymi miała się zajmować jego asystentka. Tak więc musiał mieć sekretarkę. Ale chciał także mieć ją, Portię. Jak to pogodzić?
Gdyby tyko rozumiał świat ludzi tak dobrze, jak zwierzęta. Dzieciństwo spędził z bogatymi, wędrującymi po świecie rodzicami. Poznał wiele stworzeń, także najdziwniejszych. Podpatrywał je, uczył się ich bezsłownego niepisanego języka. Nigdy jednak nie nauczył się nawiązywania kontaktów z ludźmi spoza kręgu jego najbliższych – rodziców i starszego brata. Gdy tylko zaczynał się z kimś zaprzyjaźniać, jego rodzina pakowała walizki i przenosiła w inne, zazwyczaj jeszcze bardziej egzotyczne miejsce.
Easton poruszył szyją, coś mu zachrobotało w kręgosłupie i napięcie związane z wypadkiem ustąpiło. Wyprostował się więc, żeby móc na nią patrzeć. Żelowy lakier na paznokciach Portii nie stracił nic ze swojej doskonałości. Dłonie miała prawidłowo ułożone na kierownicy masywnego auta. Każdy instruktor nauki jazdy mógłby być z niej dumny. Jej brązowe sarnie oczy z uwagą śledziły drogę.
Działa w przemyślany sposób, tak należałoby jego zdaniem określić Portię. Rozsądna i zawsze na miejscu. Ale jest też w niej dzikość, nad którą w pełni zresztą panuje.
Mimo wyglądu kobiety, która dopiero co wyszła od manikiurzystki, dobrze pasowała do otoczenia, jakim był stworzony przez jego rodzinę rezerwat dzikich zwierząt. Easton wniósł do tej inicjatywy swoje kwalifikacje naukowca i weterynarza, specjalisty od egzotycznej fauny, a jego brat Xander zajmował się zarządzaniem i pozyskiwaniem funduszy.
Bo ratowanie ginących gatunków wymaga wielu działań na niwie towarzyskiej, jak również odnajdywania się w świecie polityki. Spokój i opanowanie Portii oraz jej zdolności organizacyjne stanowiły tu, jak twierdził Xander, nieocenione wsparcie. A Eastonowi pozostawało jedynie raz na kilka miesięcy wbić się w smoking i uczenie dyskutować w ważnym gronie na ulubione naukowe tematy.
Większość czasu mógł więc spędzać w terenie, w praktyce ratując konkretne zwierzęta i prowadząc badania. Dzięki Portii i rodzinnej zasobności mógł się zajmować tylko tym, co naprawdę lubił robić.
A chciał się tym zajmować razem z Portią.
Przeniósł wzrok z jej twarzy na oświetloną łagodnym żółtym światłem drogę do kliniki. Rezerwat rozciągał się na przestrzeni kilku hektarów na Key Largo, niewielkiej wysepce archipelagu na południe od Florydy. Założenie go było według Eastona koniecznością w obliczu narastającej urbanizacji i masowego ruchu turystycznego.
Był wielkim szczęściarzem. Każdy dzień przynosił mu spełnienie marzeń. Realizował swoją autentyczną pasję weterynarza z powołania. Bogata rodzina to doprawdy błogosławieństwo losu. Nie trzeba pracować dla pieniędzy, można pozwolić sobie na luksus kierowania się dobrem ogółu i instynktem niesienia pomocy.
Portia była idealną asystentką – uporządkowana, oddana pracy. Kogoś takiego potrzebował wolny duch, za jakiego uważał się Easton. Ale jako mężczyzna pragnął jej i to powodowało, że ich współpraca stawała się coraz to większym wyzwaniem.
Dawniej jakoś udawało mu się oderwać od niej wzrok oraz myśli i wrócić do pracy. Ale od kilku tygodni było inaczej. Jej obecność go rozpraszała. Ciągle pojawiało się w jego myślach wspomnienie tamtej nocy. Mogłoby się zdarzyć, że miałby dwie w jednej: supersekretarkę i cudowną kochankę jednocześnie. Ale nie z Portią takie numery. Jasno dała mu do zrozumienia, że nie zaprasza go ponownie do łóżka. Wysłała nawet w tej sprawie po tamtej nocy krótkiego esemesa i nie odpowiadała na żadne zaczepki, o ile nie dotyczyły obowiązków służbowych.
A jemu na każde wspomnienie bycia z nią serce zaczynało bić jak oszalałe. Cóż, trzeba je jakoś uspokoić.
– Myślisz, że ptak złamał sobie skrzydło? – odezwała się Portia.
– Być może, trzeba będzie je prześwietlić – odparł rozczarowany oficjalnym tonem jej pytania.
– Cieszę się, że będziemy mogli mu pomóc.
Do bólu konkretna, skupiona na pracy. Jak zwykle. Ani śladu czegoś bardziej osobistego.
Zaparkowała. Gdy odwróciła się do niego, dojrzał w jej twarzy coś w rodzaju troski. Czyżby naprawdę aż tak martwił ją jego upadek?
Tak bardzo chciał poczuć dotyk jej nagiej skóry, pogładzić dłonią te cudowne krągłości. Choć gdy teraz omiótł wzrokiem jej biust, wydał mu się obfitszy niż półtora miesiąca temu. Czyżby coś źle zapamiętał? A może ta mroczna noc pośpiesznego zbliżenia w ogóle mylnie utrwaliła mu się w pamięci? Może wszystko przebiegło inaczej?
Poczuł, że przestrzeń między nimi staje się duszna, naładowana elektrycznością. W jej oczach dostrzegł iskierkę. Zrobi wszystko, by z tej iskry rozgorzał płomień.
Pocałował ją. Boże, zrobił to, chociaż nie chciał jej wystraszyć. Ale, cholera, to było wspaniałe. Ujął jej twarz w dłonie. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że odda mu pocałunek. Ale nie. Cofnęła się śmiertelnie blada, otworzyła drzwi i nie tyle wysiadła, co wyskoczyła z samochodu z prędkością błyskawicy...


Cat Schield – Każdy pocałunek, każdy dotyk

Nate Tucker wysłał dźwiękowca na kawę, a sam wyciągnął się na kanapie w reżyserce West Coast Records, zamknął oczy i skupił na piosence, którą przed chwilą skończył nagrywać. Po latach pracy potrafił wychwycić każdy niuans, wyregulować tony, poprawić jakość brzmienia. Niestety z własnym głosem nie mógł zrobić nic; za bardzo nadwyrężył go podczas trwającej rok światowej trasy koncertowej, którą odbył ze swoim zespołem Free Fall.
Liczył, że po trzech tygodniach odpoczynku struny głosowe same się naprawią, ale tak się nie stało. Zaplanowany na jutro zabieg był nieuchronny. Psiakrew, kolejna rzecz, na którą nie miał czasu.
Odkąd wrócił do Las Vegas, był zawalony pracą. Całe szczęście, że w trasie skomponował kilka utworów na następną płytę.
Nagle zadzwonił telefon. Nate zerknął na wyświetlacz i usiadł. Od trzech dni usiłował złapać Trenta Caldwella, przyjaciela i partnera biznesowego. Byli wspólnikami w wytwórni Ugly Trout Records, w wytwórni West Coast Records, którą Trent kupił od swojej rodziny, oraz współwłaścicielami, razem z Kyle’em Tailorem, klubu nocnego Club T.
Przesiadłszy się na fotel, Nate ściszył muzykę.
- Nareszcie – powiedział, nie tracąc czasu na powitanie. – Gdzie byłeś?
- Za kilka dni Savannah zaczyna film, więc zabrałem ją i Dylana do ekskluzywnego spa.
Niedawno Trent zaręczył się. Sądząc po jego głosie, był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Odkąd odnowił kontakt z dawną ukochaną i dowiedział się, że ma syna, zmienił się nie do poznania.
Po swoich ostatnich doświadczeniach z Mią Nate doskonale rozumiał tę przemianę. Poczuł ukłucie zazdrości. Miał sławę i pieniądze, ale bogactwo go nie pociągało; zawsze najważniejsza była muzyka. A potem zobaczył, jak przyjaciel traci głowę dla Savannah i nagle tworzenie muzyki przestało mu wystarczać.
- W każdym razie dopiero teraz przeczytałem twoje esemesy o spotkaniu z Ivy Bliss. Zwariowałeś?
- O co ci chodzi? – spytał niewinnym tonem Nate.
Ivy Bliss, dziecięca gwiazda filmowa, obecnie gwiazda muzyki pop, miała czterooktawową skalę głosu. Pięć lat temu podpisała kontrakt z West Coast Records i nagrała dwie płyty, które się nieźle sprzedały. Na skutek nieudolnego zarządzania produkcja kolejnej się opóźniała, a w konsekwencji fani stracili zainteresowanie. To było, zanim Nate z Trentem przejęli kontrolę w firmie.
Obaj chcieli przywrócić wytwórni jej dawną wielkość. Nowa płyta Ivy byłaby świetna na początek, ale to nie dlatego Nate zadzwonił do ojca, a zarazem menedżera dziewczyny.
- O to, że przez dwa miesiące, kiedy towarzyszyła ci w trasie, ciągle na nią narzekałeś.
- A, o to.
- Tak, o to… - W tle rozległo się dziecięce gaworzenie. – Dylan, tatuś rozmawia z wujkiem. Chcesz wujkowi zaśpiewać swoją nową piosenkę? Dobra…
Nate słuchał ze ściśniętym gardłem. Był producentem muzycznym, pisał, komponował, śpiewał. Odniósł sukces, o jakim nawet nie marzył, lecz czegoś mu wciąż brakowało.
- Super – pochwalił, kiedy występ dobiegł końca.
- Ma dopiero rok, a już zaczyna mówić.
- Ale uczysz go migać? – Nate, który w dzieciństwie nauczył się języka migowego, by móc porozumiewać się ze swoją niedosłyszącą matką, pokazał Trentowi kilka podstawowych znaków, takich jak: daj, jeść, bawić, jeszcze, spać.
- Oczywiście. A wracając do Ivy. Dlaczego chcesz wyprodukować jej nowy album?
- Dziewczyna ma ogromny talent.
- I paskudny charakter.
Nate przypomniał sobie, jak osiem lat temu siedemnastoletnia Ivy występująca w musicalu na Broadwayu zdobyła jego numer i przez cztery miesiące wysyłała mu namiętne esemesy oraz seksowne zdjęcia. Najpierw uprzejmie ją prosił, by tego nie robiła, potem przestał reagować. Gdy to też nie odniosło skutku, zadzwonił do jej ojca. Od tego momentu kontakt się urwał.
- Po prostu jest rozpieszczona. Jak większość młodych gwiazdek.
- Skieruj ją do Savana albo Blanca. Obaj z nią pracowali…
I dlatego nie będą chcieli ponownie podjąć współpracy, pomyślał Nate. Ivy Bliss faktycznie miała trudny charakter. Wszystko wiedziała najlepiej, a najlżejsza krytyka wywoływała w niej atak furii.
- Nie przesadzaj. Damy sobie radę.
Trent nie był jednak w ciemię bity.
- Zaraz, zaraz, zadurzyłeś się w niej? Siostra wspominała, że podczas trasy jakieś dziewczę wpadło ci w oko, ale do głowy mi nie przyszło, że to Ivy.
- I słusznie, że nie przyszło. – Nate wzdrygnął się na samą myśl, po czym zmienił temat. – Jest drugi powód, dlaczego próbowałem cię złapać: idę jutro do szpitala.
- Co się stało?
- Mam polipy na strunach głosowych. Trzeba je usunąć.
- Brzmi to poważnie.
- E tam. Spędzę w szpitalu dwie, trzy godziny. Po prostu dzwonię cię uprzedzić, że przez parę dni będę… niesprawny.
- Chcesz, żebym cię zawiózł?
- I trzymał za rękę? – spytał Nate, sarkazmem usiłując pokryć napięcie. – Nie żartuj.
- Okej. Ale wiedz, że w każdej chwili…
- Wiem.
Godzinę później Nate wkroczył do sali konferencyjnej, ale to nie Ivy z ojcem menedżerem czekała na niego, lecz Mia Navarro, jej siostra bliźniaczka, a jednocześnie asystentka. Miał ochotę porwać ją w ramiona, wyznać jej na ucho, że ostatnie trzy tygodnie bez niej to był koszmar. Ale nie mógł. Dokonała wyboru – i wybrała siostrę.
- Co słychać? Jak się miewasz? – spytał, szukając oznak, że też cierpi. Odetchnął z ulgą: nie sprawiała wrażenia szczęśliwej.
- Świetnie. Ivy dostała zaproszenia do „The Tonight Show” i „Ellen”. Poza tym jest przejęta występem podczas wręczania nagród American Music Awards. I oczywiście waszą współpracą.
Nate z trudem powściągnął zniecierpliwienie. W trasie dużo z Mią rozmawiał, starał się na nią nie naciskać, by jej nie wystraszyć. Często zastanawiał się, co go ciągnie do tej mądrej spokojnej dziewczyny, która woli tkwić w cieniu siostry. Może jej uśmiech? Bo kiedy się uśmiechała, zapominał o wszystkich kłopotach.
Niestety nie zdołał jej przekonać, by odeszła od Ivy, a przecież miała światu wiele do zaoferowania. Była niesamowicie utalentowaną tekściarką: to jej piosenki Ivy wykonywała. Oczywiście tej informacji nigdzie na płycie nie zamieszczono. Kiedy to odkrył, chciał iść do Ivy i żądać, aby ujawniła prawdę.
Mia wpadła w panikę, błagała, by tego nie robił. Nie przeszkadza jej, że wszyscy myślą, że Ivy sama pisze teksty. Mógłby to zrozumieć, gdyby chodziło o jedną płytę, ale dwie?
- Nie pytałem, co u Ivy. Pytałem, jak ty się miewasz.
- Dobrze. – O Ivy potrafiła mówić godzinami, o sobie nie.
- A tak naprawdę? – Chciał wiedzieć, czy za nim tęskniła. Znali się niecałe trzy miesiące, a nie wyobrażał sobie życia bez niej.
- Naprawdę. Słowo.
- Czym się zajmowałaś?
Wzruszyła ramionami.
- Tym, co zawsze.
Czyli spełniała życzenia siostry.
- Mam nadzieję, że Ivy dała ci chociaż kilka dni wolnych?
- Śpiewała na imprezie charytatywnej w South Beach. Przedłużyłyśmy pobyt o dwa dni, żeby poleżeć sobie na plaży.
Była na każde zawołanie siostry. To cud, że kiedy Ivy dołączyła do jego trasy, on i Mia zdołali znaleźć czas dla siebie. Ukrywali się jak para nastolatków. Z początku bawiło go to, ale potem zaczęło irytować. Tym bardziej że Ivy traktowała Mię jak podwładną, nie siostrę. Nie umiała docenić jej poświęcenia, szlachetności, pomocy.
- Żałuję, że się rozstaliśmy. – Postąpił krok w jej stronę, ona zaś się cofnęła.
- Prosiłeś o coś, czego nie mogłam ci dać.
- Chciałem, żebyś pojechała ze mną do Vegas.
- Wszystko działo się za szybko. Znaliśmy się zaledwie dwa miesiące. – To samo powiedziała trzy tygodnie temu. – Poza tym nie mogłam zostawić Ivy.
- Znalazłaby inną asystentkę – odparł tak jak ostatniego ranka po wspólnie spędzonej nocy.
Końcowym przystankiem na trasie było Sydney. Zszedłszy ze sceny po bisie, Nate upewnił się, że Ivy jest zajęta, po czym porwał Mię do hotelu nad zatoką. Pili szampana, rozmawiali i po raz pierwszy się kochali. Ale gdy tylko wzeszło słońce, Mia natychmiast zadzwoniła do Ivy i zaczęła tłumaczyć się ze swojej nieobecności.
- To moja siostra – rzekła, niemal cytując samą siebie. – Potrzebuje mnie.
Ja cię potrzebuję! – chciał zawołać, ale ugryzł się w język. Wiedział, że mając do wyboru: być szczęśliwą z nim czy być potrzebną siostrze, Mia wybierze siostrę.
- To rozpieszczona egoistka! – zirytował się. – Zgodziłem się wyprodukować jej album wyłącznie z powodu ciebie!
Mia wytrzeszczyła oczy, lecz nic nie powiedziała.
Ciszę przerwał dzwonek telefonu.
- Przepraszam, muszę odebrać. To Ivy.
- Ma się rozumieć – mruknął ironicznie i skrzyżował ręce na piersi.
Ku jego zaskoczeniu włączyła tryb głośnomówiący.
- Ivy, jestem u Nate’a. Włączyłam tryb głośnomówiący.
Po chwili w pokoju rozległ się znajomy sopran.
- Cześć, Nate. Czy Mia przeprosiła cię za moją nieobecność i spytała, czy nie spotkałbyś się ze mną wieczorem na drinka, żebyśmy mogli omówić płytę?
- Jeszcze nie – odparł.
- W takim razie sama zapytam. Nie wpadłbyś do mnie około ósmej?
Przeklął pod nosem.
- Skoro chcesz rozmawiać o płycie, dlaczego nie przyszłaś do studia, tak jak się umawialiśmy?
- Nie stresuj jej – powiedziała Mia, używając języka migowego.
W trasie odkryli, że oboje potrafią migać. Znajomość języka, którego nikt inny nie znał, bardzo ich zbliżyła. Teraz jednak Nate udał, że nie widzi, co Mia mówi.
- Mia nie powiedziała ci, że jestem umówiona z Mayfair Cosmetics? Szukają nowej ambasadorki, ale na razie to tajemnica.
- Może kolacja? – zamigała Mia.
Nate powściągnął złość. Zaproponował Ivy współpracę, by widywać się z Mią. Liczył, że tym razem przekona ją, aby dokonała właściwego wyboru.
- Spotkajmy się na kolacji. Zarezerwuję stolik na ósmą.
- Doskonale.
- Prześlę Mii adres. Mam nadzieję, że się pojawisz. – Ignorując przerażenie w oczach Mii, rozłączył się. – Współpracuję z kilkunastoma artystami. Jeśli Ivy zamierza marnować mój czas, niech znajdzie innego producenta.
- Och, nie. Zależy jej na tobie. Dopilnuję, żeby więcej się nie spóźniała.
- Przyrzekasz?
Wyciągnął rękę. Mia z powagą podała mu swoją. Przeszył go dreszcz.
- Przyrzekam.
Modliła się o to, by Nate nie wyczuł, że ręka jej drży. Przez kilka cudownych sekund nie myślała o Ivy; istniał tylko on, ten wysoki charyzmatyczny mężczyzna o oczach w kolorze burzowych chmur.
Odkąd sięgała pamięcią, zawsze była niewidzialna. Dlaczego ktoś miałby zwracać uwagę na pospolicie wyglądające dziecko, kiedy obok stała piękna utalentowana Ivy? Różnica między bliźniaczkami stała się jeszcze bardziej wyraźna, kiedy Ivy otrzymała rolę w serialu telewizyjnym, potem na Broadwayu i w końcu zaczęła robić karierę piosenkarską.
Mia żyła w jej cieniu. Aż nagle poznała Nate’a. Nigdy by nie przypuszczała, że ktoś tak popularny jak wokalista Free Fall może się nią zachwycić. Nie widział w niej siostry Ivy Bliss, lecz istotę o własnych zainteresowaniach i marzeniach. Nic dziwnego, że straciła dla niego głowę.
Ale dwa miesiące później trasa dobiegła końca. Mia nie miała wyjścia, musiała odrzucić propozycję Nate’a. Ostatniego dnia w Sydney strasznie się na nią zezłościł. Oskarżył, że zwodziła go, udając, że jej na nim zależy. Słuchała go oszołomiona. Naprawdę komuś takiemu jak Nate mogło zależeć na takiej szarej myszce?
Zważywszy na jego osiągnięcia w branży muzycznej, zdumiało ją, że Nate ma zaledwie trzydzieści jeden lat. Był świetnym wokalistą, tekściarzem, producentem. Jako producent był sześć razy nominowany do nagrody Grammy, którą zdobył dwukrotnie. Jego zespół nominowany był do różnych nagród dwadzieścia dziewięć razy; zdobył osiem, między innymi kilka Grammy oraz nagrodę AMA w kategorii najlepszy zespół rockowy.
- Wszystko w porządku? – Nadal ściskał jej dłoń.
- Tak. – Wyszarpnęła rękę i cofnęła się, wpadając na krzesło. – Myślałam o tym, jakie Ivy ma szczęście, mogąc z tobą pracować.
- Mia… - Uśmiech znikł z twarzy Nate’a. – Tam, w Sydney…
- Nie wracajmy do tego – przerwała mu, siląc się na lekki ton. – To był cudowny szalony czas, o którym nigdy nie zapomnę.
- Chciałem…
- Nie, Nate, proszę. – Marzyła, by się do niego przytulić. – Musimy skupić się na Ivy i jej nowym albumie. Biedaczka jest przerażona zmianą emploi. Tłumaczyłam jej, że jesteś najlepszy w branży…
- Nie obchodzi mnie Ivy. Zaproponowałem jej współpracę tylko po to, żeby spędzać więcej czasu z tobą.
Mia potrząsnęła głową.
- Nie mów tak. Ona potrzebuje kilku przebojów. – Może wtedy uwierzy w siebie i pozwoli jej żyć własnym życiem?
- Jak długo zamierzasz być jej pachołkiem? Nie chcesz robić tego, co ciebie uszczęśliwia?
- Oczywiście, że chcę. – Sądziła, że to się stanie, kiedy Ivy przejdzie do pierwszej ligi. – Kiedyś zrealizuję swoje marzenia.
- Obyś nie czekała zbyt długo.
Zadrżała od intensywnego spojrzenia Nate’a.
- Muszę iść. – Wcale nie miała ochoty się rozstawać. – Przyślesz esemes z adresem restauracji?
- Tak. – Odprowadził ją do drzwi.
- Miło było cię znów zobaczyć – powiedziała, ledwo powstrzymując się, aby nie rzucić mu się na szyję.
To by tylko skomplikowało ich relacje.
W trasie ukrywali, że coś ich łączy, spotykali się za plecami Ivy. Tego wymagała sytuacja. Zresztą Ivy zajęta była swoimi występami, flirtowaniem z członkami Free Fall oraz udzielaniem się w mediach społecznościowych. W Las Vegas będzie skupiona na pracy z Nate’em.
Po wyjściu ze studia Mia przystąpiła do spraw, jakie siostra jej zleciła, kiedy usłyszała w komórce charakterystyczne brzęczenie. Zawahała się, ale pomyślała, że jednak powinna odebrać. Już i tak zignorowała kilka esemesów od Ivy.
- Gdzie się podziewasz? Wysłałam ci z tuzin wiadomości! – Poza sceną milutka gwiazda muzyki pop przeistaczała się w nieznośną diwę.
- Przepraszam, że nie oddzwoniłam – bąknęła Mia. Prawdę rzekłszy, była tak pochłonięta myślami, że nie zwróciła uwagi na esemesy. – Ruch na drodze był straszny…
- Skoro tkwiłaś w korku, mogłaś zadzwonić. Zresztą mniejsza o to. Opowiadaj, bo umieram z ciekawości! Co mówił Nate?
- Jest bardzo podekscytowany waszą współpracą.
- Ale co dokładnie powiedział?
- Że nagracie superalbum – skłamała Mia, wiedząc, że siostra wściekłaby się, gdyby usłyszała, co naprawdę Nate mówił.
W telefonie rozległ się pisk radości.
- Wiedziałam! Zadurzył się we mnie!
- Co? – Mia o mało nie wpadła w samochód przed sobą, kiedy siedzący w nim kierowca nacisnął na hamulec, by nie zderzyć się z SUV-em, który zajechał mu drogę.
- Nate. Zabujał się – oznajmiła zadowolonym tonem Ivy. - Podrywał mnie w trasie, wiesz?
- Podrywał? – Mii zrobiło się słabo. – Kiedy?
- Bez przerwy. Jak mogłaś tego nie zauważyć?
- Nie wiem – mruknęła Mia, zadowolona, że siostra nie widzi jej twarzy.
- Nie mówiłam ci o tym, ale ostatni wieczór w Sydney… - Ivy zawiesiła głos, budując napięcie.
- Co z tym ostatnim wieczorem?
- Spędziliśmy go razem.
Mia nie powstrzymała się i zaklęła.
- Przepraszam, o mało nie huknęłam w auto przed sobą. Jak ci ludzie jeżdżą…
- Słyszałaś, co powiedziałam?
- Że spędziłaś z Nate’em ostatni wieczór w Sydney. – Mia jęknęła w duchu. Jak dobrze, że już nie są z sobą. Skoro Ivy go sobie upatrzyła, nie wybaczyłaby jej, gdyby dowiedziała się, że coś ją łączy z producentem.
- Powinnam była ci powiedzieć.
- A nie powiedziałaś, bo…? – spytała ostro Mia, skręcając na parking.
- Chciałam być pewna, że coś z tego wyniknie. Teraz, kiedy wyraził chęć wyprodukowania mojej płyty, wiem, że mu na mnie zależy – rzekła triumfalnie Ivy. – O której wrócisz? – Mimo że głównie skupiała się na sobie, lubiła wiedzieć, gdzie Mia jest i co porabia.
- Za jakieś pół godziny. Muszę wstąpić na Rodeo Drive, żeby oddać ciuchy, których nie chcesz zatrzymać.
Relacje między siostrami różnie się układały, raz lepiej, raz gorzej. Zanim kariera Ivy nabrała przyspieszenia, były sobie naprawdę bliskie - nic dziwnego, w końcu spędziły dziewięć miesięcy w jednym brzuchu. Ale Mia pragnęła się wreszcie uwolnić. I po dzisiejszym spotkaniu z Nate’em uświadomiła sobie, że nie chce z niego zrezygnować.
Z początku po prostu lubiła towarzystwo Nate’a. Wokalista grupy Free Fall był nie tylko muzycznym geniuszem, ale miał cudowne dołeczki w policzkach oraz ciało, na widok którego serce biło szybciej...

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Żar tropików, Każdy pocałunek, każdy dotyk
Autor Catherine Mann, Cat Schield
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 27.04.2018
Ilość stron 320
ISBN 9788327635327

Napisz recenzję