Wszystko zaczęło się od trzech słów.
– Jestem w ciąży.
Zaabsorbowana własnymi problemami Claire gwałtownie zderzyła się z cudzą rzeczywistością i spojrzała na przyjaciółkę ze zdumieniem. Czy Beatrice naprawdę powiedziała, że jest w ciąży? W ciąży, czyli będzie miała dziecko. Enceinte. Jej umysł samoistnie przeszedł w tryb obronny i zaczęła myśleć po francusku. W chwilach kryzysu po francusku wszystko brzmiało lepiej.
Po chwili nadeszły kolejne fale szoku. O ile nie chodziło o Najświętszą Panienkę, ciąża oznaczała, że wcześniej musiało zajść coś innego. Beatrice była jedną z najlepszych przyjaciółek Claire. Bawiły się razem w dzieciństwie, razem debiutowały w towarzystwie i nie miały przed sobą żadnych sekretów. Tymczasem okazało się, że Beatrice miała kochanka i nic jej o tym nie powiedziała, a jeśli sądzić po twarzach Evie i May, nie powiedziała również im. Blade i oszołomione, wpatrywały się w Beatrice, szukając słów, które byłyby odpowiednie do tej sytuacji. Bea, również blada, siedziała nieruchomo, czekając na to, co zaraz usłyszy.
Dzisiejsze spotkanie na malutkim poddaszu miejskiego domu Evie Milham miało być takie samo jak zawsze. Zamierzały poużalać się nad własnym losem, ponarzekać na brak męskiej uwagi i inteligencji, zjeść ciasto i wrócić do domu, a za tydzień znów się spotkać w tym samym celu. Podtrzymywały ten pokrzepiający rytuał od czasu debiutu w towarzystwie, kiedy jeszcze miały wielkie nadzieje – z pewnością większe niż teraz, po trzech latach spędzonych na rynku matrymonialnym bez żadnych adoratorów.
Któraś w końcu musiała coś powiedzieć. Nawet May, zwykle szybka w słowach, teraz zapomniała języka w gębie. Claire zauważyła, że Beatrice mocno zaciska dłonie na kolanach, czekając na ich werdykt, i naraz zrozumiała, że Bea czeka na wyrok skazujący. Z pewnością zastanawiała się w tej chwili, która z przyjaciółek odsunie się od niej pierwsza. Zapewne przekazała już nowinę rodzinie i wiedziała, czego może się teraz spodziewać: odrzucenia i towarzyskiej banicji. W porównaniu z jej sytuacją problemy Claire bladły. Beatrice musiała zmagać się z czymś o wiele trudniejszym i nie powinna zostać z tym sama.
Claire chciała jej pomóc, ale nie miała pojęcia jak. Potrzeba dowiedzenia się czegoś więcej pomogła jej odzyskać głos.
– Jak? Kiedy? A przede wszystkim z kim? – wybuchnęła lawiną pytań.
Te pytania z pewnością były niedyskretne, ale nie mogła już ich cofnąć. Zwykle cicha i spokojna Evie rzuciła jej karcące spojrzenie i wzięła Beatrice za rękę.
– Bea, nie musisz nam tego mówić.
Bea potrząsnęła ciemną głową.
– Owszem, muszę. Macie prawo wiedzieć, bo będziecie musiały podjąć decyzję. – Popatrzyła na wszystkie twarze po kolei i wzięła głęboki oddech. Claire patrzyła na nią ze ściśniętym sercem. Miała ochotę powiedzieć, że wszystko się jakoś ułoży, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Możliwe, że życie Beatrice Penrose już nigdy się nie ułoży.
– W zimie poznałam przyjaciela naszego sąsiada, który przyjechał do niego z dłuższą wizytą – zaczęła opowiadać Beatrice. – Właściwie wynajął dom. Zapewne miał swoje powody, by pozostawać w Susseksie, a nie w Londynie czy w jakimś innym bardziej interesującym miejscu. Zwiodła mnie jego przystojna twarz, dobre maniery i to, że został zaakceptowany przez miejscowe towarzystwo. Nikt nie zadawał mu żadnych pytań, ja też nie. – Palce Beatrice nieobecnym ruchem szarpały fałd spódnicy. – Na wsi zimą jest nudno, a jego obecność była nowa i podniecająca. Jeszcze żaden mężczyzna nie okazywał mi tylu względów co on.
Claire ze zrozumieniem skinęła głową. Czuła się winna przez to, że jej tam nie było. Jej rodzina spędzała zimę w Lake District. Nie było jej i nie mogła ostrzec Beatrice przed niebezpieczeństwem. Nie było również May, która wraz z rodziną przebywała w mieście, ani Evie, która wyjechała w odwiedziny do jednej ze swoich sióstr. Bea została sama.
Claire, podobnie jak pozostałe przyjaciółki, dobrze wiedziała, jak czuje się dziewczyna, na którą dżentelmeni z tego czy innego powodu nie zwracają uwagi. Ona sama miała talent do języków, a większość dżentelmenów z trudem opanowała tylko jeden. Evie do tego stopnia nie lubiła ostentacji, że stawała się zupełnie niewidoczna, a May wiedziała zbyt wiele, miała ostry język i dar do podsłuchiwania. Wiedziała wszystko o wszystkich, dlatego bali się jej mężczyźni, którzy woleli, by ich sekrety pozostawały w cieniu.
– Chodziliśmy na długie spacery i rozmawialiśmy o wszystkim… o roślinach i zwierzętach, o ostatnich odkryciach Królewskiej Akademii Nauk. On naprawdę słuchał tego, co miałam do powiedzenia. – Wzrok Beatrice stał się nieco zamglony. Claire dostrzegła na jej twarzy smutek i nostalgię. Nie potrafiła tego zrozumieć. Bea powinna nienawidzić swojego kochanka. Przecież ten łajdak zrujnował ją, zostawił brzemienną… zniszczył całe jej życie!
– Okazało się, że słuchanie to najlepszy sposób uwodzenia, zwłaszcza że słuchając, patrzył na mnie tymi swoimi oczami, szarymi jak zimowe niebo. Byłam pewna, że ceni mnie i szanuje.
Claire zasłoniła usta dłonią, tłumiąc smutne westchnienie. W zamian za pozory szacunku Beatrice oddała temu mężczyźnie najcenniejsze, co miała – swoją reputację. I gorzko się zawiodła.
Beatrice wbiła wzrok w kolana i na jej ustach pojawił się blady, gorzki uśmiech.
– Najgorsze jest to, że to nie mogło być tylko złudzenie. Z całą pewnością do pewnego stopnia uważał mnie za interesującą. Nawet teraz, w obliczu katastrofy, nie jestem do końca przekonana, czy on rzeczywiście nic do mnie nie czuł. Nie można chyba do tego stopnia udawać uczuć. Ale pewnie już nigdy się tego nie dowiem. – Odruchowo położyła rękę na brzuchu. Ten gest nie uszedł uwagi Claire.
– Który to miesiąc, Bea?
– Osiem tygodni.
Dwa miesiące. Wystarczająco długo, by mieć pewność. A Bea nigdy się nie myliła. W przeciwieństwie do Claire zawsze jasno wiedziała, w jakim kierunku zmierza.
– Gdzie teraz jest ojciec dziecka? – zapytała May, jak zwykle od razu przechodząc do sedna sprawy. Claire i Evie wymieniły zaniepokojone spojrzenia. Obawiały się, że May posunęła się za daleko, ale ta nie dała się zbić z tropu. – Musimy przecież wiedzieć – stwierdziła rezolutnie. – Wyjdziesz za niego?
Bea z wdziękiem wzruszyła ramionami.
– To zupełnie teoretyczne pytanie. Być może bym to zrobiła, gdyby tu był i gdyby nasz romans cokolwiek dla niego znaczył.
W sercu Claire wezbrał podziw dla hartu ducha przyjaciółki. Nawet z dzieckiem w drodze Bea nie zniżyłaby się do małżeństwa z człowiekiem, dla którego była tylko przelotną przygodą. Jej moralny kompas zawsze pewnie wskazywał północ; nie zgadzała się na żadne kompromisy. Była to godna pozazdroszczenia cecha. Claire kiedyś również ją posiadała, potrafiła być sobą nawet w obliczu dezaprobaty towarzystwa, ale w ciągu ostatnich trzech lat zatraciła tę umiejętność – o ironio, być może dlatego, że zanadto próbowała ją chronić. Sama nie wiedziała, kiedy właściwie zaczęła zbaczać z kursu. Może wtedy, gdy odrzuciła oświadczyny Rufusa Sheridena, uznając, że skoro jest wyjątkowa, tak właśnie powinna być traktowana? A może to się zaczęło po sprawie z Cecilią Northam? Tak czy owak, dalej wszystko potoczyło się siłą rozpędu i teraz Claire sama już nie wiedziała, kim właściwie jest i na co ją stać.
Policzki May okryły się rumieńcem.
– Co za skończony łajdak! Żeby zostawić cię samą w ciąży! Powinien zrobić, co należy! – zawołała z oburzeniem.
Beatrice potrząsnęła głową i odrzekła miękko:
– May, on nic nie wie. Wyjechał, zanim… cóż, zanim ja sama się dowiedziałam. Proszę, nie osądzaj go pochopnie. – Powiodła wzrokiem po twarzach przyjaciółek, zapewne odczytując ich myśli. Łatwo było obrzucać błotem nieobecnego. – To był najpiękniejszy tydzień mojego życia. Przynosił mi kwiaty, a ja na widok jego uśmiechu zupełnie traciłam rozsądek. Nie uwiódł mnie, to ja sama weszłam w jego ramiona. Przez całą zimę chodziliśmy na długie spacery, a potem przez tydzień spotykaliśmy się potajemnie w opuszczonych chatach i na ciepłych stryszkach z sianem. Pewnego dnia powiedział, że ma coś do załatwienia w mieście oddalonym o jeden dzień jazdy, i już nie wrócił.
– Mamy jeszcze trochę czasu. To dobrze – stwierdziła Evie pocieszająco, wciąż trzymając Beę za rękę. Evie w każdej sytuacji potrafiła się zdobyć na optymizm. – Dziecko urodzi się około Bożego Narodzenia. Do końca sezonu nic nie będzie po tobie widać. W tym roku nosi się dość obfite suknie. Mogę je zacząć przerabiać już teraz. – Evie rozkwitała, gdy miała w ręku igłę, a przed sobą kupon materiału, ale te słowa oznaczały coś więcej: żadna z nich nie zamierzała porzucić przyjaciółki w potrzebie. Teraz już wszystkie uśmiechały się do Beatrice, okazując wsparcie.
W oczach Beatrice zebrały się łzy. Otarła je bezradnie.
– A niech to! Nie miałam zamiaru płakać. Dość się już napłakałam przez ostatni tydzień. Dziękuję, bardzo wam wszystkim dziękuję. Nie spodziewałam się tego.
– A czego się spodziewałaś? – odrzekła Claire z urazą. – Sądziłaś, że cię porzucimy i zostawimy samą z kłopotami? Po tym wszystkim, przez co przeszłyśmy razem, powinnaś chyba wiedzieć, że jesteśmy twarde.
May również położyła dłoń na dłoni Beatrice.
– Byłaś przy mnie, gdy cała rodzina zapomniała o moich urodzinach. Zrobiłaś mi tort i podwędziłaś butelkę brandy z gabinetu ojca. – Claire przypominała sobie ten dzień. Brat May został nominowany na członka rządu i rodzice pojechali z nim do Londynu, by to uczcić, zostawiając córkę samą w domu. May kończyła wtedy siedemnaście lat. To były ostatnie urodziny jej dzieciństwa.
Beatrice udało się lekko uśmiechnąć.
– Przypominam sobie, że dość mocno się wtedy upiłyśmy.
– Byłaś przy mnie, gdy obie moje siostry brały ślub – dodała Evie cicho. – Miałam tyle roboty z naszywaniem koronek i pereł na ich suknie, że zabrakło mi czasu na przygotowanie własnej. A ty siedziałaś ze mną przez całą noc i pomogłaś mi skończyć moją sukienkę na czas.
– Do tej pory na widok igły przechodzi mnie zimny dreszcz! – zaśmiała się Beatrice.
Claire również dołożyła dłoń do dłoni przyjaciółek.
– Byłaś przy mnie, gdy odrzuciłam oświadczyny Sheridena i w innych chwilach. – Głos nieco jej się załamał. Odchrząknęła. – Byłaś przy nas wszystkich. Byłaś jak klej, który spajał nas w chwili potrzeby. W żadnym razie nie pozwolimy, żebyś teraz została sama.
Nie chodziło tylko o urodziny czy o wykończenie sukni. Były razem wtedy, gdy nie było przy nich nikogo innego. Każda z nich czuła się kiedyś porzucona przez rodzinę, osamotniona, i wiedziała, jak bolesna jest myśl, że może to być przedsmak przyszłości. Żadna nie miała nadziei na olśniewający mariaż. Najbardziej pożądani dżentelmeni w towarzystwie ignorowali je, traktowali jak powietrze i skupiali uwagę na niewinnych debiutantkach o różanej cerze. Cały świat wokół nich pędził do przodu, a one zostawały z tyłu, bo ze względu na nadmierną inteligencję, nieśmiałość albo przebojowość nie spełniały kryteriów przyjętych w towarzystwie.
May cofnęła dłoń i pierwsza przerwała milczenie.
– Musimy uczcić to, że Beatrice będzie miała dziecko. To przecież radosna wiadomość. – Wyciągnęła spod krzesła koszyk piknikowy. – Wiem, czym to uczcimy: cydrem i czekoladowymi ciastkami!
Claire uśmiechnęła się z wdzięcznością. May doskonale wiedziała, na co Beatrice ma ochotę i nie chodziło o czekoladki, lecz o świętowanie. Dziecko może zostało poczęte w nieco nieortodoksyjny sposób, ale było jasne, że Bea będzie je kochać – że już je kocha.
Dzbanek z cydrem i ciasteczka wędrowały dokoła stołu, aż w końcu na talerzu pozostał tylko jeden mały kwadracik. May postukała się palcem w podbródek.
– Komu przypadnie ten ostatni kawałek? Może zagramy w nieszczęścia?
Beatrice roześmiała się i wyciągnęła rękę do talerza.
– To bardzo proste. Ja jestem tu najbardziej nieszczęśliwa. Będę miała dziecko, a jego ojciec zniknął.
May jednak odsunęła talerz poza zasięg jej ręki.
– To nie wystarczy. Twoje dziecko może nie będzie miało ojca, ale będzie miało trzy ciotki, które już się nie mogą doczekać, żeby je rozpieszczać. To ja powinnam dostać ciasteczko. Rodzice straszą, że jeśli sama nie znajdę sobie męża, to za rok wydadzą mnie za tego zezowatego wikarego Ely. – Przycisnęła rękę do czoła i westchnęła przesadnie głośno, Claire jednak dobrze wiedziała, że to nie jest zabawne. Widziała tego wikarego. Miał czterdzieści pięć lat, garbił się i spoglądał ponuro spod przymrużonych powiek, a w niedzielnych kazaniach bezustannie piętnował grzech i nawoływał do opamiętania. Trudno było sobie wyobrazić bardziej nieodpowiedniego towarzysza dla wygadanej May. Trudno było również uwierzyć, że przyjaciółka mogłaby się zgodzić na taki los. Na pewno znajdzie jakieś wyjście. May zawsze potrafiła znaleźć jakieś wyjście.
Teraz do licytacji włączyła się Evie, która najwyraźniej nie miała ochoty rezygnować z ciasteczka albo też nie chciała, by May zaczęła się pogrążać w żalu nad sobą. Claire pomyślała, że pod tym względem wszystkie były podobne. Żadna nie chciała pozwolić, by inne cierpiały.
– May, masz jeszcze rok. Przez rok wszystko może się zdarzyć. Może pojawi się jakiś książę i złapiesz go na męża ot, tak. – Pstryknęła palcami. – Ty masz jeszcze czas, a ja nie. Andrew wrócił do domu i opowiada wszystkim, że chce się jak najszybciej ożenić.
– Przecież to dobra wiadomość – rzekła Claire z łagodnym uśmiechem. – Po dwóch latach wrócił i zamierza się ustatkować.
– Skoro od lat nie zwracał na mnie uwagi, to dlaczego miałby mnie zauważyć teraz? – westchnęła Evie z przygnębieniem. Wszystkie wiedziały, że od dawna bez wzajemności podkochuje się w przyjacielu z dzieciństwa, Andrew Adairze. – Kiedy go nie było, to przynajmniej wiedziałam, że nic nie mogę zrobić, ale jeśli się ożeni, będę musiała porzucić wszelką nadzieję. Chyba tego nie zniosę. – Evie wzdrygnęła się.
Claire doskonale potrafiła sobie wyobrazić, o czym myśli przyjaciółka. Przez całe życie musiałaby spotykać Andrew i jego żonę w Little Westbury i patrzeć, jak dorastają ich dzieci. To były uroki życia w małych społecznościach. Nie dało się stamtąd uciec, chyba że Evie wyszłaby za mąż i przeprowadziła się gdzieś indziej. Zresztą to nie byłoby złe rozwiązanie. Zdaniem Claire, Andrew Adair nie był wart jej uczucia i mógłby jej przynieść tylko rozczarowanie.
– On dopiero zaczyna się rozglądać. Szukanie żony zabiera mężczyznom mnóstwo czasu – stwierdziła May pogodnie. – Pamiętacie wicehrabiego Banninga? Szukał ponad trzy lata, zanim się wreszcie ożenił. Przykro mi, nie dostaniesz ciasteczka. Ty też masz jeszcze czas, podobnie jak ja. – Zerknęła ukradkiem w stronę Claire, która zastygła. Nie. Nie tutaj. Nie dzisiaj. To było jej prywatne piekło i nie była jeszcze gotowa opowiedzieć o wszystkim pozostałym przyjaciółkom. Żałowała, że w ogóle wspomniała o tym May. Próbowała przekazać jej wzrokiem ostrzeżenie, ale May albo tego nie zauważyła, albo postanowiła zignorować. – Powiedz im, kochana. Przynajmniej dostaniesz ciasteczko.
To wystarczyło, by przyciągnąć uwagę Beatrice.
– O co chodzi, Claire?
Claire pomyślała że chyba zabije May.
– Nic takiego. – Spojrzała na May groźnie. – Wszystkie mamy na głowie o wiele większe zmartwienie. Powinnyśmy się skupić na Beatrice.
– Nie, nie powinnyście – odrzekła Beatrice stanowczo. – Macie jeszcze siedem miesięcy na martwienie się o mnie. Poza tym dobrze mi teraz zrobi, jeśli przestanę się skupiać na sobie. Mów, May.
– Chodzi o Lashleya – wyjaśniła May. – Słyszałam z bardzo wiarygodnego źródła w ministerstwie spraw zagranicznych, że ma wyjechać na dyplomatyczną posadę do Wiednia, a Cecilia Northam zamierza pojechać razem z nim jako jego żona.
Claire omal nie jęknęła na głos. „Bardzo wiarygodne źródło” oznaczało, że May usłyszała tę nowinę od swojego brata Prestona, który przyjaźnił się z sir Owenem Danversem, szefem korpusu dyplomatycznego na Europę Środkową. Skoro Preston tak powiedział, to musiała być prawda, choć Claire życzyłaby sobie, żeby było inaczej.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Lekcje francuskiego
Autor Bronwyn Scott
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 25.05.2018
Ilość stron 272
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635488

Napisz recenzję