– Jakie wymagania ma pan w stosunku do przyszłej małżonki?
Szejk Zayn Al-Ghamdi utkwił niewidzący wzrok w przytwierdzonym do ściany jego gabinetu monitorze. Od dawna wiedział, że będzie się musiał ożenić, świadomość tę wbijano mu do głowy od wczesnego dzieciństwa – miał poślubić kobietę, która powinna jak najlepiej sprawdzić się w roli jego żony oraz oddanej sprawie kraju szejkini.
Oczywiście wiedział, że jej zadaniem będzie przede wszystkim wydanie na świat dzieci i utwierdzenie dziedzictwa jego rodu. Reszta jej egzystencji miała polegać głównie na podtrzymywaniu stworzonego przez innych wizerunku.
Kiedy przed tygodniem Benjamin zaprosił szejka i dwóch pozostałych mężczyzn, aby razem opracować strategię działania przeciwko plotkom wywołanym rozkładówką w magazynie „Celebrity Spy!”, Zayn zasugerował, że wszystkie jego problemy zakończyłyby się, gdyby się ożenił i zaczął płodzić potomków.
Jego trzej towarzysze, Benjamin Carter, Dante Mancini oraz Xander Trakas, w pierwszej chwili popatrzyli na niego w taki sposób, jakby nagle wyrosły mu rogi i ogon, lecz po pewnym czasie dostrzegli sens jego argumentacji.
Teraz jednak, w obliczu pytania postawionego przez niejaką panią Young, bajecznie bogatą swatkę poleconą przez Xandera, szejk nagle stracił pewność siebie. Wyjątkowo trudno było mu przyjąć do wiadomości, że w jedynej dziedzinie jego życia, nad którą miał jakąś kontrolę, musiał się podporządkować wyrokom ferowanym przez jakiś marny tabloid. Niestety, za sprawą brudnego skandalu, dotyczącego ich czterech, wizerunek szejka został prawie całkowicie zniszczony. Jego rodzice, którzy już się wycofali z życia politycznego, uważali, że publikacja „Celebrity Spy!” bardzo niekorzystnie wpłynęła na panującą w Khaleej atmosferę, a rodzina narzeczonego siostry Zayna, Mirah, zaczęła napomykać o zerwaniu zaręczyn.
Młodsza o dziesięć lat od szejka Mirah była jedynym jasnym promykiem w jego samotnym życiu. Rodzice zawsze byli dla niego chłodnymi, odległymi bytami i w gruncie rzeczy tylko siostra okazywała mu uczucie.
– Jakie są pańskie wymagania? – powtórzyła swatka.
Z piersi szejka wyrwało się ciężkie westchnienie.
– Moja przyszła narzeczona powinna być atrakcyjna i młoda – zaczął. – Wystarczająco atrakcyjna, abym mógł bez wstrętu patrzeć na nią przez następne pięćdziesiąt lat. I zdrowa, bo najważniejsze jest to, by mogła urodzić mi dzieci. Krótko mówiąc, tuż po dwudziestce.
Pani Young bez słowa zabrała się do robienia notatek, lecz Zayn dostrzegł pionową zmarszczkę między jej brwiami.
– Czy widzi pani w tym jakiś problem? – zagadnął.
– Kobiety rodzą dzieci nawet w tak zaawansowanym wieku jak trzydzieści lat, wasza wysokość.
– Tak, ale kobiety koło trzydziestki zazwyczaj miewają już zbyt zdecydowane poglądy – odparł. – Nie bardzo chcą i potrafią przystosować się do nowych warunków życia. Niewykluczone też, że nie odpowiadałbym ich wyobrażeniu idealnego mężczyzny.
Pani Young nie prychnęła pogardliwie, lecz Zayn czuł, że miała wielką ochotę to zrobić.
– Czyli piękna, ale niezbyt bystra – mruknęła.
– Tak. I musi być dziewicą.
Oczy swatki zapłonęły szczerym oburzeniem.
– To już jakieś barbarzyństwo!
– Nie, to jedyna gwarancja uniknięcia skandali i oszczerstw pod adresem mojej żony w przyszłości – rzekł twardo.
– Dziewictwo nie jest konieczne. Bardzo dokładnie sprawdzamy przeszłość kobiet, których kandydatury wysuwamy.
– Dawni przyjaciele czy kochankowie zwykle ponownie pojawiają się w życiu kobiety i powodują mnóstwo zamieszania, w najlepszym razie. Warunek zachowania dziewictwa aż do zawarcia małżeństwa uniemożliwia powstanie trudnych sytuacji.
– No, dobrze – westchnęła pani Young. – Piękna, młoda, łagodna i na dodatek dziewica. Sama nie wiem, czy to najłatwiejszy, czy raczej najtrudniejszy mariaż, jaki kiedykolwiek przyszło mi zaaranżować, wasza wysokość…
– Chce pani powiedzieć, że nie jest w stanie znaleźć kobiety, która spełniałaby te warunki?
– Nic z tych rzeczy. Zastanawiam się tylko, czy miłość ma do odegrania jakąś rolę w tym związku.
– Prowadzi pani agencję matrymonialną dla najbogatszych ludzi na świecie, prawda? – rzucił szejk. – Czy miłość odgrywa jakąś rolę w ich związkach?
– Byłam ciekawa pańskiego zdania, po prostu.
– Jakieś idiotyczne, oderwane od rzeczywistości pomysły na pewno nie przyczynią się do szczęścia w moim małżeństwie. Chcę mieć żonę, która podporządkuje się moim decyzjom we wszystkich dziedzinach życia i w pewnym stopniu pomoże mi w działalności politycznej.
– Jako coś w rodzaju ozdoby?
– Idealnej ozdoby – uzupełnił, rozbawiony błyskiem gniewu w oczach swojej rozmówczyni.
Od dawna wiedział, że w życiu mężczyzny takiego jak on żona może być jedynie uroczym dodatkiem.

Dwa tygodnie później

Przez całe swoje starannie zaplanowane dorosłe życie Amalia Christensen nigdy nie wyobrażała sobie, że pewnego upalnego dnia znajdzie się pod gabinetem panującego szejka, Zayna Al-Ghamdi, we wspaniałej rezydencji władców kraju jej ojca, Khaleej.
W okresie, kiedy mieszkała ze swoją matką w Skandynawii, w Khaleej zaszło wiele pozytywnych zmian. Infrastruktura stała tu teraz na tak wysokim poziomie, że kraj mógł śmiało rywalizować z krajami Zachodu, i gdyby nie stały lęk o bliźniaczego brata, Aslama, Amalia poświęciłaby się głównie robieniu zdjęć na prawo i lewo oraz umieszczaniu ich na Instagramie. Pałac o rdzawych murach i niezliczonych kopułach i wieżyczkach, stojący w samym centrum rozległych, zadbanych ogrodów, jednym bokiem stykający się z przepiękną złocistą plażą, był naprawdę niezwykłym elementem krajobrazu.
Jednak przez wszystkie lata, kiedy z całego serca pragnęła odwiedzić Khaleej, Amalii nie przyszło oczywiście do głowy, że wróci tu w tak dramatycznych okolicznościach. Wielka uroda tego kraju i jej powrót do korzeni były pozbawione wszelkiego sensu, ponieważ u jej boku nie było Aslama.
Gdyby tylko przyjechała tu w ubiegłym roku, gdyby tylko zrozumiała skalę gniewu i niepokoju brata…
Minęły dwa miesiące od jej przybycia do Sintar, stolicy Khaleej, zanim w końcu udało jej się umówić na rozmowę z urzędnikiem z pałacu. W międzyczasie była na jednym krótkim widzeniu w więzieniu i wysłuchała opowiedzianej przez brata historii, odbyła kilka zwięzłych, pełnych napięcia rozmów telefonicznych z ojcem, wydobyła od przyjaciół Aslama informację, kto był inicjatorem nieszczęsnej przygody, i wreszcie poprosiła swego szefa, Massimiliana, by wykorzystał prywatne i biznesowe koneksje i załatwił jej to spotkanie.
Massi roześmiał się i zapytał, czy dzięki temu odzyska najlepszą asystentkę, jaka kiedykolwiek dla niego pracowała. Amalia zadowolona, że nie spisał jej na straty z powodu długiego urlopu, obiecała szybko wrócić do pracy, chociaż doskonale wiedziała, że mimo topniejących oszczędności nie wyjedzie z Khaleej, dopóki Aslam nie odzyska wolności.
Szum fal błękitnej zatoki, łagodnie uderzających w biały piasek plaży, podkreślał panującą w korytarzu śmiertelną ciszę. Znajomi mówili jej, że w pałacu zawsze panuje ruch i gwar, tymczasem ona widziała zaledwie parę osób. Nie miała pojęcia, co się tu właściwie dzieje. Nigdy nie była rojalistką, jednak niedawne exposé czterech kawalerów, z których jednym był szejk Zayn, wzbudziło jej zainteresowanie. Najwyraźniej młody szejk prowadził niezwykle bujne i barwne życie prywatne z dala od czujnego oka konserwatywnych mediów Khaleej oraz trudów sprawowania władzy.
Amalia natknęła się na kilka artykułów, opublikowanych po sławetnym wystąpieniu młodych, bogatych i wpływowych kawalerów, które otwarcie kwestionowały pozytywny wizerunek szejka w oczach jego narodu.
Znowu zerknęła na zegarek i podniosła się z wygodnej sofy. Złociste elementy mozaiki lśniły w świetle. Zerknęła za siebie, upewniła się, że hol jest pusty i przez szeroki łuk weszła do długiego korytarza, prowadzącego na dziedziniec. Cały korytarz wyłożony był śnieżnobiałymi marmurowymi płytami. Amalia przystanęła na moment i pod wpływem nagłego impulsu zdjęła pantofle. Dotyk chłodnego kamienia, lekki wietrzyk od zatoki i niezwykła uroda otoczenia uspokoiły ją i odświeżyły.
Po ponad trzygodzinnym oczekiwaniu na urzędnika, który miał ją przyjąć, nie licząc godziny spędzonej w recepcji, Amalia rozpoznała plan działania miejscowej administracji – głównym punktem strategii było maksymalne zmęczenie petenta.
Przeszła przez cienisty dziedziniec z rzędem fontann i lekko kołyszących się na wietrze palm, zastanawiając się, co robić. Wciąż miała nadzieję, że znajduje się na właściwej ścieżce. Ktoś musiał przecież wiedzieć, że znalezione przy Aslamie narkotyki nie należały do niego. Zerknęła przez ramię i zorientowała się, że znacznie oddaliła się od miejsca, w którym czekała na wyznaczone spotkanie.
Nagle drgnęła, ponieważ z lewej strony dobiegły ją podniesione głosy. Trochę wystraszona, pchnęła pierwsze drzwi po prawej i wślizgnęła się do środka.
W pomieszczeniu panował półmrok. Potknęła się o coś, wyciągnęła przed siebie ręce i natknęła się na ścianę. Minęło parę sekund, zanim jej wzrok przyzwyczaił się do innego oświetlenia. Pokój nie był tak ciemny, jak jej się początkowo wydawało. Duży świetlik po przeciwnej stronie przepuszczał do środka promienie słońca, w których bez trudu dostrzegła siedzącego na podobnym do tronu fotelu mężczyznę. Po plecach przebiegł jej dreszcz, zupełnie jakby nieoczekiwanie znalazła się w pobliżu drapieżnika. Jasnobrązowe oczy mężczyzny na moment spoczęły na pantoflach, które trzymała w ręku, i przeniosły się na jej bose stopy.
– Dlaczego nosi pani buty w ręku?
W przeciwieństwie do pałacowych urzędników, z którymi do tej pory miała okazję się zetknąć, ten człowiek mówił po angielsku z akcentem typowym dla klasy wyższej. Jego chłodny baryton był jak krople wody opadające na jej rozgrzaną skórę.
Nie patrząc na niego, poczuła jego intensywne spojrzenie na swoich wargach.
– Ja… Wyszłam na dziedziniec i zrobiło mi się okropnie gorąco…
– Właśnie widzę.
Suchy ton, jakim wypowiedział to krótkie zdanie, sprawił, że szybko podniosła wzrok. Jego inteligentne, władcze brązowe oczy były szeroko rozstawione i ocienione ciemnymi, zdecydowanymi liniami brwi. I lśniły rozbawieniem.
– A dlaczego wyszła pani na dziedziniec?
To wreszcie rozwiązało jej język.
– Zmęczyło mnie czekanie. Gdybym miała siedzieć jeszcze chwilę dłużej, pośladki całkiem by mi się spłaszczyły, tak długo to trwało.
– Mam nadzieję, że pałacowe meble nie wyrządziły trwałej szkody pani… pani pośladkom.
– Nie, wszystko z nimi w porządku – odparła.
Dopiero teraz dotarło do niej, jak idiotyczny ton przybrała ta rozmowa, i na jej policzki wypełzł gorący rumieniec. Przez głowę przemknęła jej myśl, że gdyby miała pod ręką dżina, jednego z tych, którzy pojawiali się w opowieściach jej ojca, poleciłaby mu, by przeniósł ją w jakieś inne miejsce. Albo przynajmniej pozwolił rozpocząć tę wymianę zdań jeszcze raz.
– Nie chciałam przeszkodzić…
– Nie ma pani mnie za co przepraszać – rzucił. – Zdaję sobie sprawę, że oczekiwanie na oficjalne spotkanie trwa tu dłużej niż powinno.
Ton irytacji w jego głosie mógłby wskazywać, że chce ją przeprosić za ten stan rzeczy, lecz Amalia nie miała takich złudzeń.
Wsunęła stopy w pantofle i podniosła dłoń, by sprawdzić, czy jej włosy nie wymknęły się spod spinek i gumki. Nie, koński ogon nadal był na swoim miejscu.
Z mocno bijącym sercem spojrzała na swego rozmówcę. Naprawdę wyglądał jak król, jak władca tego pałacu i całego kraju. I nagle uświadomiła sobie, że rzeczywiście ma przed sobą władcę, człowieka, który urodził się, aby zasiąść na tronie. Tak, stała twarzą w twarz z jego królewską wysokością szejkiem Zaynem Al-Ghamdi, władcą Khaleej, błyskotliwym mężem stanu, a także fascynującym playboyem, który, zdaniem „Celebrity Spy!”, lubił szybkie samochody, najnowszą technologię i piękne kobiety.
Instynkt podpowiadał jej, by wymamrotać przeprosiny, odwrócić się na pięcie i wybiec z pokoju. Element zaskoczenia znajdował się w jej posiadaniu i gdyby szybko wróciła do tej części pałacu, gdzie czekała na rozmowę w sprawie brata, być może bez większego trudu udałoby jej się wymknąć na zewnątrz.
Opanowała emocje. Rozmawiała z szejkiem, człowiekiem, który miał w ręku całą władzę, tym samym, który odpowiadał, choć pewnie tylko pośrednio, za niesprawiedliwe uwięzienie Aslama.
Czy miała jakąkolwiek szansę spotkać go znowu i poprosić o wysłuchanie? Jasne, że nie. I właśnie dlatego nie zamierzała podkulić ogonka i rzucić się do ucieczki. Wstrzymała oddech, gdy podniósł się z fotela, przeszedł na drugą stronę pokoju i stanął za ogromnym biurkiem z białego dębu. Wielka energia tego człowieka i jego dominująca osobowość wydawały się wibrować w powietrzu. Kątem oka dostrzegła srebrny serwis do herbaty, stojący na niskim stoliku z boku, i poczuła, że gardło ma suche jak pieprz. Można by pomyśleć, że wypowiedziała to spostrzeżenie na głos, ponieważ szejk zbliżył się do stołu, napełnił wysoki pucharek napojem i podszedł do nieproszonego gościa.
Najpierw poczuła aromat drzewa sandałowego, a potem bijącą od niego falę ciepła. Może zresztą to ostatnie brało się tylko z panującego w jej wnętrzu zmieszania i niepewności. Nie podobały jej się te uczucia. Stała nieruchomo, rozedrgana i wzburzona. Gdzie się podziała ta twarda Amalia, na której całkowicie polegał Massi? Gdzie była kobieta, którą koledzy i współpracownicy nazywali „dotknięciem spokoju w oku cyklonu”?
– Proszę się napić – odezwał się szejk. – Ludzie, którzy przyjeżdżają do naszego kraju, często zapominają, że nawet w pomieszczeniu nadal znajdują się pod wpływem bardzo wysokiej temperatury.
Było to pełne wyraźnie wyczuwalnej arogancji polecenie. Cóż, lepiej, żeby uznał, że jej mózg ucierpiał z powodu upału niż z powodu jego bliskości.
– Nie jestem cudzoziemką.
Omiótł ją chłodnym spojrzeniem.
– Nie wygląda pani na tutejszą.
Wzięła pucharek z jego ręki i wychyliła go do dna. Zimny cytrynowy sorbet przyjemnie schłodził jej gardło, od razu poczuła się lepiej.
– Dziękuję – powiedziała. – Potrzebowałam tego.
Nie poruszył się ani nie odezwał. Powoli podniosła wzrok i popatrzyła na niego. Lekko uniósł ciemną brew, nie odrywając wzroku od jej twarzy, w jego oczach pojawił się sarkastyczny błysk, może dlatego, że podała mu opróżniony pucharek, jakby był służącym. Czyżby jego przekonanie o własnej ważności było tak wielkie, że obraził go jej najzupełniej niewinny gest?
Jego brązowe oczy przypominały oczy groźnego drapieżnika. Mocno zarysowana szczęka, wysokie kości policzkowe i prosty nos nadawały jego twarzy twardy wyraz, który wcale się jej nie podobał. Usta miał szerokie, wargi wąskie.
Amalia była wysoka, lecz on górował nad nią o co najmniej dziesięć centymetrów. Skóra jego szyi miała ciemnozłocisty ton, taki sam jak twarz, zupełnie jakby był wykutym ze szlachetnego metalu pomnikiem.
Wsunął palec pod jej brodę i uniósł ją lekko.
– Bardzo bacznie mi się pani przygląda, chociaż wcześniej była pani mocno zmieszana.
Zarumieniła się gwałtownie.
– Nie byłam zmieszana.
– Nie? – Znowu uniósł brew. – Wiele kobiet ulega zmieszaniu na mój widok.
– Robi pan wrażenie człowieka, któremu trzeba patrzeć prosto w oczy, wasza wysokość.
Uśmiechnął się lekko.
– To dość śmiałe stwierdzenie. Jak się pani nazywa?
– Christensen.
– Rodzice nie dali pani imienia?
Ze zdziwieniem zorientowała się, że nie ma ochoty mówić mu, jak ma na imię. Nie wiedziała, skąd wzięło się w niej to uczucie.
– Amalia Christensen – powiedziała po długim milczeniu. – Moje zmieszanie było pewnie efektem odwodnienia, teraz czuję się już normalnie.
Odwróciła się, jak ostatni tchórz, i zaczęła spacerować po pokoju. Na ścianie wisiał zakrzywiony sztylet, długości prawie jej ramienia, którego ostrze lśniło w popołudniowym słońcu. Dziewczyna podeszła bliżej i z podziwem musnęła palcami rękojeść sztyletu.
Otaczający szejka zapach i jego ciepło bezustannie atakowały jej zmysły.
–To kindżał z piętnastego wieku, prawda? – odezwała się, starając się zmniejszyć istniejące między nimi napięcie. – Mężczyźni nosili je przy pasach. Były symbolem statusu, znakiem uznania i najwyższej sprawności w walce.
– Tak – odparł sucho.
– Symbolem męskiego autorytetu, mówiąc współczesnym językiem – dodała.
Wyglądało na to, że nawet nie musieli patrzeć na siebie, bo i tak wytwarzali tę dziwaczną, niezrozumiałą atmosferę. Czy chodziło tu o jakieś wzajemne przyciąganie? A może jej serce galopowało jak szalone wyłącznie z powodu lęku?
– Teraz to tylko okazy sztuki dekoracyjnej – rzekł. – Studiowała pani historię Khaleej, przygotowując się do tej rozmowy? Muszę przyznać, że mocno mnie pani zaskoczyła i oczywiście jest to zaskoczenie niezwykle przyjemne i korzystne.
Do tej rozmowy? Rozmowy z nim, z szejkiem? Pierwszy raz od dwóch miesięcy szczęście opowiedziało się po jej stronie. Jego wysokość miał chyba mylne wrażenie, że ona ubiega się o pracę w jego pałacu i być może wcale nie powinna wyprowadzać go z błędu.
Czy krótka zwłoka zaszkodzi Aslamowi? Naprawdę nie miała pojęcia, co powinna zrobić.
– Nie dostałem pani dokumentów od pani Young.
Amalia zarumieniła się jeszcze mocniej i pośpiesznie wyjęła telefon z torby.
– Mogę od razu wysłać waszej wysokości moje résumé.
– Nie, to trochę zbyt dziwne, nawet jak dla mnie – machnął ręką.
O co właściwie mogło mu chodzić?
– Proszę opowiedzieć mi o sobie – polecił. – Jestem ciekaw, dlaczego pani Young wskazała panią jako kandydatkę, skoro najwyraźniej nie ma pani żadnych królewskich koneksji ani innych plusów…

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Szejk szuka żony
Autor Tara Pammi
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 15-06-2018
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635440

Napisz recenzję