Tamara podniosła się z ociąganiem i odgarnęła z twarzy rozpuszczone płowe włosy. Zazwyczaj nosiła je upięte, ale i tak gorące słońce Karaibów rozjaśniło już co bardziej niesforne kosmyki. Miała szare oczy, a kształt owalnej twarzy przywodził na myśl klasyczną doskonałość. Rozejrzała się dookoła leniwie. Często przybierała odrobinę znudzony wyraz twarzy, co przyciągało uwagę mężczyzn. Rutynowani podrywacze szybko jednak rezygnowali, kiedy okazywało się, że jej chłód nie jest jedynie pozą.
Od strony morza niósł się z łagodną tropikalną bryzą śmiech plażowiczów, a od basenu dobiegało ją pluskanie i dziecięce głosy. Tutaj jednak, w ogrodach luksusowego kompleksu wypoczynkowego na wyspie Saint Stephen’s mogła cieszyć się otaczającym pięknem sama.
Tamara odłożyła lekturę i zerknęła na zegarek. Do lunchu zostało już niewiele czasu. Książka pozwalała bronić się przed niepożądanym towarzystwem. Takie niedogodności wiązały się nieodłącznie z samotnym urlopem, tym razem bowiem Malcolm nie mógł z nią pojechać.
Na myśl o Malcolmie popatrzyła na pierścionek z brylantem, który nosiła na palcu lewej ręki. Kamień był na tyle duży, że na pierwszy rzut oka zdradzał wysoką wartość, ale zarazem nie raził ostentacją. Cały Malcolm! – pomyślała i mimowolnie ściągnęła brwi z wyrazem zniecierpliwienia. Zdziwiła się, kiedy zdała sobie sprawę z natury ogarniających ją emocji. Dotąd wydawało się jej, że jest szczęśliwą narzeczoną.
Westchnęła ciężko. Być może dawała się jej we znaki tropikalna atmosfera rajskiej wyspy oraz widok młodych par, spędzających tu miesiąc miodowy czy starszych małżeństw, które wybrały się na pierwsze wspólne wakacje bez dorosłych już dzieci i na nowo odkrywały czar swojego towarzystwa.
Wśród gości hotelowych były też rodziny z dziećmi, ale dominował tu zmysłowo leniwy nastrój, który skłaniał Tamarę do wątpliwości i ujawniał głęboko dotąd skryte wahanie. Zgodziła się poślubić Malcolma między innymi dlatego, że był rzetelny i godny zaufania, mimo że brakowało mu zarazem wyobraźni i seksualnego magnetyzmu. A właśnie takich cech oczekiwała od kandydata na męża. W wydawniczym środowisku, w którym obracała się jako asystentka w redakcji literackiej, nieraz miała okazję przyglądać się małżeństwom zawieranym pospiesznie z szalonej miłości, które po kilku miesiącach kończyły się rozwodem. Taka perspektywa jej nie kusiła. Chciała żyć w związku podobnym do tego, jaki stworzyli jej rodzice.
Westchnęła cicho, wspominając radość i śmiech, jakie otaczały ją do piętnastego roku życia. Wtedy jej rodzice zginęli tragicznie w wypadku samochodowym, a ona trafiła pod kuratelę ciotki ojca, Lilian Forbes. Ciocia Lilian miała dobre intencje, lecz wychowanie rozchwianej emocjonalnie nastolatki było zadaniem ponad jej siły. Miała chłodny temperament i podchodziła z dystansem do gorących uczuć, jakie Tamara dzieliła dotąd z rodzicami. Wkrótce Tamara też nauczyła się skrywać je za fasadą chłodnego, ironicznego uśmiechu i mimowolnie przejęła od opiekunki niechęć do okazywania bliskości. Dla chłopców stała się wyniosła i nieprzystępna, więc zniechęcała ich do siebie, a zarazem nabierała przekonania, że nie jest równie atrakcyjna, jak jej koleżanki.
Żeby zrekompensować sobie tę stratę, skoncentrowała się na karierze, podczas gdy inne dziewczęta z wioski, w której mieszkała, wyszły za mąż i założyły rodziny. Mając dwadzieścia sześć lat, czuła się wolna od emocji, które dla koleżanek stanowiły istotę życia, i z radością przystała na zaręczyny Malcolma.
Jednak przyjęła oświadczyny nie tylko dlatego, że uważała za słuszne, aby wyjść za mąż. Londyn nie przypominał malutkiej miejscowości, w której się wychowywała. Było tu wielu mężczyzn, którzy chętnie poznaliby bliżej taką tajemniczą i wyniosłą kobietę, ale Tamara nie umiała się pozbyć nieufności wobec ich uwodzicielskich zabiegów.
Podobało się jej nawet to, że Malcolm formalnie przedstawił ją swoim rodzicom, po czym zaprosił ją do nich raz jeszcze, żeby lepiej się poznali. Pułkownik Mellors i jego żona okazali się uprzejmi, ale niezbyt wylewni. Tamara wyczuła, że woleliby, aby ich syn związał się z kobietą ze swoich kręgów. Nie było to dla niej zaskoczeniem. Chociaż miała dobrze płatną posadę i doskonale sobie radziła w życiu, nie obracała się w wyższych sferach. Tymczasem ojciec Malcolma był właścicielem wielkiego majątku, który zamierzał przekazać synowi, choć na razie Malcolmowi wystarczała pozycja partnera zarządzającego w rodzinnej firmie, która uprawniała go do korzystania z firmowych pieniędzy, mieszkania w Londynie i luksusowego bmw.
Życie z Malcolmem zapowiadało się spokojnie, jak rejs leniwą rzeką, i właśnie w tej chwili Tamara zaczęła się zastanawiać, czy chciałaby ograniczać się do tak nieciekawej egzystencji.
Ogarnął ją niepokój. Podniosła się i przespacerowała w kierunku plaży. Była wysoka i smukła, ale otaczała ją nieprzenikniona aura chłodu. Poprzez pnie palm, które ocieniały złoty półksiężyc piasku zobaczyła jedną z par, które przyleciały z nią tym samym samolotem. Mieli zaledwie po dwadzieścia kilka lat i odbywali podróż poślubną. Niekłamana radość, którą czerpali ze swojego towarzystwa, boleśnie zmąciła jej spokój. Zdała sobie sprawę, że jej rodzice także nie pragnęliby dla niej takiego związku, jak ten, który dzieliła z Malcolmem.
Młode małżeństwo bawiło się w podwodnego berka, raz po raz wynurzając się ze śmiechem na powierzchnię. Malcolm zaś nie cierpiał publicznie okazywać uczuć. Jak więc wyglądałby ich miesiąc miodowy? Proponował już, żeby spędzili go w Algarve, gdzie przyjaciele jego rodziców mieli luksusową willę, a pola golfowe cieszyły się świetną renomą.
Czy właśnie tego ona sama chciała? Męża, który poświęca się grze w golfa, podczas gdy jego młoda żona rozgrywa partyjki brydża z żonami jego przyjaciół?
Tamara wolała nie zanurzać się w podobnych rozważaniach. Zebrała swoje rzeczy i poszła się przebrać do lunchu. Większość gości nic sobie nie robiła z wymogów elegancji i zasiadała do posiłku w zwykłych codziennych ubraniach, ale Tamara chciała najpierw wziąć chłodny prysznic i zmyć z siebie olejek po tak gorącym poranku. Wolała usiąść przy jedzeniu odświeżona, w chłodnym zakątku. Jej skóra zwykle pięknie i szybko się opalała, ale Tamara jeszcze nigdy nie była tak blisko równika i wolała nie kusić losu słonecznymi oparzeniami, dlatego chroniła ją dodatkową warstwą olejków z filtrem.
Kompleks hotelowy był bardzo atrakcyjny. Cały teren ogrodu usiany był rodzinnymi domkami w otoczeniu drzew jakarandy, bugenwilli, hibiskusa i passiflory. Tamara zajęła jednak pokój w hotelu – co prawda podwójny, bo miała z nią początkowo przyjechać koleżanka z wydawnictwa, którą jednak w ostatniej chwili przeniesiono do biura w Nowym Jorku, krzyżując jej urlopowe plany.
Malcolm zachęcał ją do tego wyjazdu. Sam był zbyt zajęty i czekał z urlopem do podróży poślubnej. Tamara już dwa lata nie brała wolnego. Jej ciotka chorowała i wymagała opieki. Po śmierci ciotki natomiast potrzebowała czasu, żeby ochłonąć.
Weszła do obszernego holu z terakotową podłogą i mnóstwem doniczkowej zieleni. Recepcjonista z uśmiechem wydał jej klucz do pokoju. Obsługa hotelowa była niezwykle uprzejma i pomocna. Tamara uśmiechnęła się w odpowiedzi i szybkim krokiem wspięła się po schodach na swoje piętro.
Zgodnie z miejscowym prawem na wyspie nie wolno było wznosić budynków wyższych niż jednopiętrowe. Tamara z przyjemnością wyglądała przez okna, z których widok zasłaniały tylko kępy palm kołyszących się w morskiej bryzie. Zrzuciła kostium i z zadowoleniem przyjrzała się swojej skórze, która przybierała już złotawy odcień miodu. Malcolm nie lubił bikini, podobnie jak ciocia Lilian, więc Tamara nigdy sobie takiego nie kupiła. W hotelowym butiku dojrzała jednak kilka interesujących kompletów. Ze sobą przywiozła tylko nieciekawy, granatowy kostium, który na tle barwnych ubrań innych gości robił konserwatywne i niezbyt gustowne wrażenie.
Hotelowe prysznice miewały swoje humory, ale tego dnia ciśnienie wody było znośne i chłodny strumień padający na gorącą skórę sprawił jej dużą przyjemność. Kiedy wyszła z łazienki, przyjrzała się sobie w lustrze. Miała pełne i jędrne piersi, bladoróżowe sutki na tle mlecznobiałej skóry. Próbowała sobie wyobrazić, że dzieli z Malcolmem sypialnię, ale nie umiała utrzymać w myślach tego obrazu. Zła na siebie, wyjęła wąską bawełnianą sukienkę z garderoby i zaczęła się energicznie czesać. Związała włosy w prosty kok i włożyła luźne espadryle.
W jadalni panował większy tłok, niż się spodziewała. Na szczęście i tutaj zabrała ze sobą lekturę i miała nadzieję, że uda jej się samotnie zająć jeden z małych stolików w odległej części sali, przy oknach wychodzących na morze. Jednak w chwili, kiedy była pośrodku jadalni, zawołała ją ciemnowłosa, puszysta kobieta o miłej powierzchowności i czarującym uśmiechu.
– Tamaro! – Pomachała jej. – Przyłącz się do nas!
Skinieniem głowy wskazała wolne krzesła przy stoliku zajętym tylko przez nią i jej męża. Tamara nie miała innego wyjścia, jak usiąść obok George’a Partingtona i przyjąć jadłospis z jego rąk.
George i Dot lecieli z Tamarą tym samym samolotem i przedstawili się jej jeszcze na lotnisku. Byli bezpośredni i łatwo nawiązywali znajomości. Tamara miała przeczucie, że w przeciwieństwie do niej poznali już większość z pozostałych gości.
Kompleks hotelowy był dość nowy i w bieżącym sezonie agencje turystyczne po raz pierwszy dołączyły go do swojej oferty, dlatego zaledwie kilka osób z ich samolotu kierowało się właśnie tutaj. Byli wśród nich młodożeńcy, których Tamara obserwowała na plaży, dwie pary, zawsze trzymające się razem, oprócz tego dwie młode przyjaciółki oraz pewien mężczyzna, który podobnie jak ona podróżował sam. Tamara zwróciła na niego uwagę już na londyńskim lotnisku.
– Spróbuj sałatki z krewetek i awokado – zachęciła ją Dot. – Jest po prostu przepyszna! Minęło już kilka dni, a ja ciągle nie mogę się przyzwyczaić do widoku awokado, które sobie rosną, ot tak, na drzewach.
Zerknęła bezceremonialnie na pierścionek zaręczynowy Tamary.
– Przyjechałaś sama, prawda? – zaciekawiła się.
– Tak – ucięła Tamara. Wolała jak najmniej o sobie mówić i ucieszyła się, kiedy Dot skoncentrowała uwagę na mężczyźnie, który właśnie wszedł do restauracji.
Ubrany był w czarne jeansy i czarną lnianą koszulę, przez co wydawał się nie na miejscu pośród kolorowego tłumu. Różnił się od urlopowiczów nie tylko ubraniem, chociaż Tamara nie umiałaby wyjaśnić, na czym dokładnie polegała jego odmienność. Czarne włosy opadały mu na kołnierz koszuli, a gęste rzęsy skrywały oczy przed zaciekawionymi spojrzeniami.
– A oto i Zachary Fletcher! – szepnęła Dot do George’a, po czym zwróciła się do Tamary: – Zaproś go do naszego stolika. Jest niesamowicie seksowny!
Tymczasem George próbował bezskutecznie złowić spojrzenie Zachary’ego.
– Rozmawialiśmy z nim wczoraj w barze – ciągnęła Dot jak urzeczona. – O, wcale nie zwrócił na nas uwagi!
Jęknęła rozczarowana, kiedy mężczyzna poszedł do stolików w głębi sali i usiadł niemal całkowicie ukryty, w samym kącie pomieszczenia.
Nawet chód odróżniał go w tym tłumie. Tamara była zdumiona, że mężczyzna o tak muskularnej posturze porusza się z miękką gracją. Mięśnie grały pod czarnym materiałem koszuli, a jeansy opinały potężne uda. Tamara ze zdziwieniem zauważyła, że bezwiednie wstrzymała oddech, studiując ostre rysy jego twarzy, które nie zdradzały oznak jakichkolwiek emocji. Wydawał się jej tylko nazbyt cyniczny jak na swoje trzydzieści parę lat.
– Niesamowicie seksowny – powtórzyła Dot, a Tamara zdała sobie niechętnie sprawę, że starsza koleżanka ma rację. Mężczyzna roztaczał wokół siebie aurę zmysłowości, która nie uszła uwadze nawet jej. Wszystkie kobiety w restauracji co do jednej ukradkiem spoglądały w jego stronę, kiedy przechodził przez salę. Tamarę ogarnął niesmak na tak wyraźne oznaki zainteresowania wobec kogoś, kto wyraźnie nie był nimi w najmniejszym stopniu zainteresowany.
Podniósł wzrok tylko na chwilę, żeby złożyć zamówienie. Tamara zwróciła uwagę, że jego prawe ramię układa się odrobinę nienaturalnie.
– Przyjechał tutaj, żeby odzyskać siły po wypadku – wyznała Dot podekscytowana. – Był w armii! Och, nie zdradził nam tego, ale niechcący zerknęłam w jego dokumenty, kiedy przechodziliśmy kontrolę paszportową.
Trudno było Tamarze uwierzyć w jej słowa. Zachary nie wyglądał na człowieka zdolnego poddać się surowej wojskowej dyscyplinie. W przeciwieństwie do pułkownika Mellorsa, ojca Malcolma, który najchętniej pasem rozwiązywałby wszystkie problemy wychowawcze, Zachary sprawiał wrażenie samotnika, który z własnej woli wybrał życie z dala od innych. Nosił nawet długie włosy, które musiały naruszać jakiś wojskowy regulamin.
Nieznajomy podniósł nagle oczy i uchwycił spojrzenie zaskoczonej Tamary. Przez dłuższą chwilę patrzył na nią przenikliwie i z taką siłą, że kiedy wreszcie odwrócił wzrok, Tamara zadrżała.
Kiedy skończyli jeść lunch, odprowadziła Partingtonów przez lobby i razem z Dot przystanęła przy butiku.
– Popatrz na ten kostium! – Dot westchnęła, wskazując nieskromne skrawki materiału w kolorze jaskrawej fuksji. – Chciałabym mieć twoją figurę! Może go przymierzysz…?
Jej oczy błyszczały.
– Spraw przyjemność sobie i narzeczonemu!
– Nie mogę…
– Jasne, że możesz. Wejdę z tobą, George może chwilę zaczekać.
Dot niemal wepchnęła Tamarę do sklepiku i zaordynowała atrakcyjnej ciemnowłosej sprzedawczyni, że chciałyby zobaczyć bikini z wystawy.
– To francuski kostium – wyjaśniła dziewczyna łagodnym głosem i zwróciła się do Tamary: – Ta barwa będzie pięknie współgrała z pani włosami. Myślę, że znajdzie się u nas rozmiar dla pani. Przebieralnia jest za zasłonką.
Wskazała w głąb sklepu i Tamara z ociąganiem poszła w tamtym kierunku. Żałowała, że już na wstępie nie odmówiła Dot. Nie umiałaby jednak tego zrobić na czas, zachowując pozory uprzejmości, a Tamara zbyt lubiła Dot, żeby robić jej przykrość z tak błahego powodu.
Przebierając się w różowe bawełniane trójkąciki słyszała, jak Dot wyjaśnia sprzedawczyni, że przyjechali tutaj z George’em świętować srebrne gody.
– Mamy dwójkę dzieci i oboje już wzięli ślub, więc uznaliśmy, że teraz albo nigdy, zanim pojawią się wnuki… – dowiedziała się, zawiązując sznureczki od majtek. Popatrzyła na siebie w lustrze.
W półmroku przebieralni jej ciało opalizowało jak jedwab, a tam gdzie nie dotknęło jej słońce, skóra wydawała się prawie przezroczysta. Top okrywał jej pełne piersi fasonem, który dodatkowo uwypuklał zmysłowość jej kształtów.
– Gotowa?
Tamara ostrożnie wyszła na zewnątrz. Czuła się niezręcznie i pierwszy raz odkąd przestała być nastolatką, chciałaby nie być taka wysoka. Miała wrażenie, że odsłania zdecydowanie za dużo, i mimowolnie rozglądała się za czymś, czym mogłaby okryć swoje długie nogi i skrawki materiału nieprzyzwoicie udające ubranie.
– Tamaro, wyglądasz fantastycznie! – zawołała z podziwem Dot. – Musisz je kupić. Na plaży wszyscy oniemieją z zachwytu!
– Nie sądzisz, że jest odrobinę zbyt śmiały…? – sprzeciwiła się słabo Tamara, ale Dot machnęła na to ręką.
– Jest śliczny – oceniła dobitnie. – Poza tym nie wstydź się tego cudownego ciała, możesz być z niego dumna. Poczekaj tylko, aż narzeczony cię w tym zobaczy…!
– Malcolm nie pochwala takich ubiorów – odparła cicho Tamara i ze zdziwieniem spostrzegła, że Dot zmarszczyła brwi z niesmakiem.
Kiedy sprzedawczyni podeszła do telefonu, Dot nachyliła się do Tamary.
– Może to nie mój interes, bo w końcu dopiero się poznaliśmy, ale nie lubię ukrywać tego, co myślę. W ten sposób oszczędza się wielu późniejszych problemów. Czy twoja rodzina jest zadowolona z twoich zaręczyn?
Tamara zamarła. Nie była przyzwyczajona do tego, żeby ktokolwiek otwarcie zadawał jej osobiste pytania. Zaraz jednak zezłościła się na samą siebie i odpowiedziała chłodno:
– Nie mam rodziny. Oboje rodzice nie żyją. Zapewniam cię jednak, że nikt nie miałby powodu, aby go nie zaakceptować. Co więcej – dodała szorstko – niejedna by się ze mną zamieniła, taką jest świetną partią.
– Nie mówiłam o sprawach materialnych – odparła Dot, nie zwracając uwagi na to, że Tamara zdradza oznaki zaniepokojenia. – Miałam na myśli to, że chcesz poślubić mężczyznę, który najwyraźniej nie cieszy się twoim ciałem, a raczej się jego wstydzi. Myślałam, że takie podejście do seksu już dawno odeszło do lamusa.
– To że Malcolm nie jest maniakiem seksualnym, wcale nie oznacza, że nie możemy być razem szczęśliwi – odcięła się sztywno Tamara.
Dot pokręciła tylko głową zakłopotana, jakby nie mogła uwierzyć własnym uszom.
– Oj – odrzekła smutno – mam nadzieję, że wiesz, co robisz. Zamierzasz się odciąć od jednej z największych radości w życiu. Kiedy poznałam George’a, obyczaje były inne. Brakowało swobody, którą teraz możemy się cieszyć. Jednak od samego początku po prostu czułam do niego fizyczny pociąg. Miałam koleżanki podobne do ciebie, które za późno się spostrzegły, że małżeństwo bez pożądania jest nudne i jałowe. Wybacz mi, proszę, że mówię tak otwarcie. Widzę, że cię dotknęłam. Przypominasz mi jednak moją córkę…


Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł 7,90 zł 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Wakacje na Karaibach
Autor Penny Jordan
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 03-08-2018
Ilość stron 224
Oprawa Miękka
ISBN 9788327637932

Napisz recenzję