Mówiono, że Alessandro Di Sione zwolnił kiedyś pracownika za to, że przyniósł mu kawę dwie minuty później, niż szef polecił mu to zrobić, no i za to, że napój był pięć stopni chłodniejszy niż zazwyczaj. Krążyły też pogłoski, że Di Sione odprawił długoletnią kochankę krótkim machnięciem ręki, każąc jej zgłosić się do sekretariatu po pożegnalny prezent. Nie brakowało również plotek, jakoby Alessandro ział ogniem, sypiał w lochu i czerpał energię z dusz skazanych na wieczne potępienie.
Nic więc dziwnego, że gdy jego nowa tymczasowa asystentka weszła do gabinetu, tuż za dziadkiem szefa, wyglądała tak, jakby za drzwiami już czekała na nią szubienica. Naturalnie nikomu nie przyszłoby nigdy do głowy, by bronić Giovanniemu Di Sione wstępu do jakiegokolwiek miejsca. Żadna osobista asystentka, choćby wyposażona w atomową charyzmę, nie ośmieliłaby się stanąć na drodze dziadka Alessandra. Jednak ta młoda kobieta, która zajęła to stanowisko tylko na parę tygodni, nie miała pojęcia, z kim ma do czynienia.
Przestraszyła się, że Giovanni to intruz, a on nie zamierzał niczego jej wyjaśniać, ponieważ nie widział ani potrzeby, ani sensu takiego działania.
- Bardzo przepraszam, panie Di Sione – wykrztusiła zdyszana, przyciskając dłoń do mało imponującego biustu.
Alessandro mruknął coś w odpowiedzi, z wyraźną dezaprobatą, i uniósł jedną ciemną brew. Dziewczyna trzęsła się ze zdenerwowania jak wystraszony szczeniak.
– Czy mam wrócić do pracy? – spytała drżącym głosem.
Gdy skinął głową, pośpiesznie i z nieskrywaną ulgą wycofała się za drzwi.
– Widzę, że znowu jesteś w ruchu – zauważył Alex, nie bawiąc się w sentymenty, na które nigdy nie było miejsca w jego stosunkach z dziadkiem.
– Minęło już trochę czasu od mojej ostatniej terapii, więc czuję się lepiej.
– Bardzo się cieszę.
– Nie zachowujesz się zbyt uprzejmie wobec swojej asystentki – rzekł Giovanni, siadając na krześle naprzeciwko biurka wnuka.
– Mówisz tak, jakbyś uważał, że kiedykolwiek zależało mi na zachowaniu pozorów, a przecież obaj wiemy, jak jest naprawdę.
– Tak, ale wiem też, że nie jesteś taki straszny, jak udajesz. – Giovanni odchylił się do tyłu i oparł ręce na kolanach.
Miał dziewięćdziesiąt osiem lat, co samo w sobie nie wskazywało na to, by pozostało mu jeszcze dużo czasu, a poza tym niedawno białaczka znowu zaatakowała go po siedemnastu latach remisji.
Celem jego życia było odzyskanie każdej z utraconych kochanek. Opowieści o tych skarbach od dziecka były częścią świadomości Alexa. Jakiś czas temu Giovanni obarczył swoje wnuki obowiązkiem odnalezienia zaginionych skarbów.
– Może i nie – powoli odparł teraz młodszy mężczyzna.
– W każdym razie w mojej obecności nie ośmielasz się zachowywać w okropny sposób.
– Co mam powiedzieć, nonno? Pewnie jesteś jedynym człowiekiem na świecie, który budzi w ludziach większe przerażenie niż ja.
Giovanni machnął ręką.
– Pochlebstwem daleko ze mną nie zajedziesz – rzekł. – I dobrze o tym wiesz.
Tak, Alex faktycznie dobrze o tym wiedział. Dziadek był biznesmenem, człowiekiem, który po przybyciu do Ameryki zaczął od zera, opierając się na swoim doskonałym wyczuciu trendów handlowych.
– Nie mów mi tylko, że ogarnęła cię nuda i postanowiłeś znowu zająć się naszą firmą transportową!
– Nie, nic z tych rzeczy – westchnął Giovanni. – Ale mam dla ciebie zadanie…
Alex kiwnął głową.
– Czyżby nadszedł czas, bym zaczął się rozglądać za kochanką?
– Zostawiłem tę ostatnią dla ciebie – oświadczył dziadek. – To obraz.
– Obraz? – Alex podniósł przycisk do papieru i postukał palcem w szklaną powierzchnię. – Nie jesteś chyba zapalonym kolekcjonerem clownów na aksamicie czy czegoś w tym rodzaju?
Dziadek zaśmiał się cicho.
– Nie. Szukam Utraconej miłości.
 Alessandro zmarszczył brwi.
– Moja znajomość historii sztuki z całą pewnością nie jest pierwszorzędna, ale ten tytuł coś mi mówi…
– I powinien. Co wiesz o zniesławionej królewskiej rodzinie z Isolo D’Oro?
– Gdybym przypuszczał, że czeka mnie egzamin, przed twoim przyjściem przeleciałbym parę źródeł.
– Odebrałeś bardzo kosztowną edukację w prestiżowej szkole z internatem, prawda? Nie chciałbym nawet podejrzewać, że moje pieniądze poszły na marne.
– W szkole pełnej nastoletnich chłopców, którzy znaleźli się daleko od domu, lecz bardzo blisko sąsiedniej szkoły dla dziewcząt w takiej samej sytuacji, jak sądzisz, czego się uczyliśmy?
– Dzieło sztuki, o którym mówię, pozostaje w bezpośrednim związku z tematem, który najwidoczniej całkowicie cię wtedy pochłaniał. Utracona miłość to wyjątkowo skandaliczny fragment historii królewskich rodów. Na dodatek nikt nigdy go nie widział.
– Poza tobą, rzecz jasna.
– Jestem jednym z nielicznych, którzy mogą potwierdzić jego istnienie, faktycznie.
– Człowiekiem-zagadką.
– To prawda. – Giovanni z uśmiechem skinął głową. – Cóż, mam za sobą tyle lat życia, że moja wiedza o rozmaitych skandalach nikogo nie powinna chyba dziwić, nie sądzisz?
– Nie mam pojęcia. Moje życie składa się głównie z długich dni za biurkiem.
– Moim zdaniem to marnowanie młodości i męskich sił.
Tym razem to Alex parsknął śmiechem.
– Jasne! Przecież to nie ty poświęciłeś młodość na stworzenie biznesowego imperium, prawda?
– Mój drogi, przywilejem ludzi starych jest umiejętność dostrzegania w przeszłości rzeczy, których młodzi nie umieją dostrzec w teraźniejszości, i oczywiście podejmowanie prób uświadamiania młodszego pokolenia.
– A przywilejem młodych jest ignorowanie takich rad i ostrzeżeń, czy tak?
– Może. – Giovanni uśmiechnął się lekko. – Tak czy inaczej, tym razem uważnie mnie posłuchaj, dobrze? Bardzo mi zależy na tym obrazie. To moja ostatnia utracona kochanka. Moja utracona miłość.
Alex spojrzał na dziadka, jedyny męski autorytet, jaki znał. To Giovanni pokazał mu prawdziwy sens etyki pracy i dumy osobistej. To on zajął się Alexem i jego rodzeństwem po śmierci ich rodziców, i zapewnił im coś znacznie więcej niż życie naznaczone piętnem braku stabilizacji i zaniedbania. To dzięki niemu byli dumni ze swojego nazwiska i nie uważali, że pewne rzeczy po prostu im się należą.
Ojciec Alexa był bezużytecznym, rozwiązłym playboyem, lecz Giovanni, wychowując osierocone wnuki, naprawił wszystkie błędy, jakie sam popełnił w wychowaniu syna.
– Krótko mówiąc, zamierzasz wysłać mnie na łowy, tak? – zagadnął młody mężczyzna.
– Tak. Za dużo czasu spędzasz w pracy, więc potraktuj to jako interesującą przygodę, coś w rodzaju poszukiwania zaginionego skarbu.
Alex znowu wziął do ręki przycisk do papieru.
– Powinienem potraktować to jako biznesową transakcję, bo tym to przecież będzie. Zawsze byłeś dla mnie bardzo dobry i zdaję sobie sprawę, że gdyby nie ty, pewnie zszedłbym na złą drogę i został lumpem albo, co byłoby jeszcze gorsze, idiotą spędzającym życie na piciu szampana w towarzystwie takich samych nierobów.
– Dobry Boże, co za koszmarna perspektywa!
– Zwłaszcza że balowałbym za twoje pieniądze, prawda?
– Masz całkowitą rację. – Giovanni pokiwał głową, nie kryjąc rozbawienia. – Wyłącznie dzięki mnie wyszedłeś na ludzi, oczywiście. A teraz poważnie: musisz odzyskać dla mnie ten obraz. Zużyłem dziś całą energię, żeby włożyć skarpetki i przyjść tu do ciebie, więc raczej trudno oczekiwać, że wyruszę w podróż nad Morze Śródziemne, aż na Aceenę…
– Na Aceenę? – powoli powtórzył Alex.
W gruncie rzeczy bardzo niewiele wiedział o tej małej wyspie, słynącej z białych plaż i kryształowo czystej wody.
– Tak, chłopcze. I nie mów mi tylko, że nie wiesz, gdzie to jest, bo będę musiał zażądać zwrotu pieniędzy od szkoły, która podjęła się twojej kosztownej edukacji.
– Wiem, gdzie się znajduje Aceena, nonno, ale główną atrakcją wyspy jest tani alkohol, który przyciąga tłumy studentów podczas międzysemestralnych przerw.
– Tak, to efekt uboczny doskonałego położenia Aceeny. Jednak niezależnie od tego, to właśnie tam udała się na wygnanie rodzina D’Oro.
– W czasie przerwy międzysemestralnej?
– Daj spokój z tymi żartami – westchnął Giovanni. – Chociaż w pewnym sensie masz rację, bo dzieci królowej Lucii wydają się bezustannie wytwarzać wokół siebie atmosferę towarzyskiego skandalu, gdziekolwiek się pojawią. Sama królowa mieszka na wyspie z wnuczką. Według pogłosek to ona została uwieczniona na obrazie i to ona była jego ostatnią właścicielką. Tak słyszałem.
Alexowi nie podobało się, że dziadek traktuje go jak głupca. Giovanniemu nawet nie przyszłoby do głowy, żeby wysyłać go na Aceenę, gdyby w grę wchodziły wyłącznie pogłoski.
– Odnoszę wrażenie, że sporo wiesz o tym królewskim rodzie – zauważył.
– Wiele łączy mnie z Isolo D’Oro. Byłem tam kiedyś i zachowałem miłe wspomnienia z tego pobytu.
– Fascynujące, doprawdy.
– Nie musisz być zafascynowany, Alessandro, wystarczy, że spełnisz moje polecenie.
Giovanni wydał polecenie, natomiast Alex miał je spełnić, jasne. Giovanni wychował Alexa, dał mu pracę i wpoił mu przekonania, dzięki którym młody mężczyzna szedł od jednego sukcesu do drugiego. Gdyby nie Giovanni, Alex były nikim. Więc skoro marzeniem starszego pana było odzyskanie obrazu, Alex nie zamierzał kwestionować sensu tej szczególnej misji. Jego upór spowodował sporo cierpień w rodzinie, wystarczy.
– Skoro tego chcesz, dziadku…
– Ktoś mógłby pomyśleć, że gramy w jakimś łzawym filmie – mruknął Giovanni.
– Poszukiwanie zaginionego obrazu, ukrytego na pięknej wyspie przez skazaną na banicję rodzinę królewską? My naprawdę gramy w łzawym filmie, to chyba jasne!
 
ROZDZIAŁ DRUGI
 
– Jakiś mężczyzna chciałby się zobaczyć z królową Lucią.
Księżniczka Gabriella podniosła wzrok znad książki i ściągnęła brwi. Siedziała na taborecie w bibliotece i zupełnie się nie spodziewała, że ktoś zakłóci jej chwilę spokoju. Większość służby wiedziała, że kiedy jest w bibliotece, nie należy jej przeszkadzać.
Zdjęła okulary, potarła oczy i rozprostowała nogi.
– Rozumiem – powiedziała. – Ale dlaczego temu człowiekowi wydaje się, że może się tu zjawić bez uprzedzenia i otrzymać audiencję u królowej?
– To Alessandro Di Sione, amerykański biznesmen. Mówi, że przyjechał tu w sprawie… W sprawie Utraconej miłości.
Gabriella zerwała się na równe nogi, na sekundę straciła równowagę, ponieważ zakręciło jej się w głowie, lecz zaraz ją odzyskała.
– Dobrze się pani czuje? – zapytał służący, Lani.
– Doskonale. – Księżniczka machnęła ręką. – Chodzi mu o Utraconą miłość, o obraz?
– Nic nie wiem o tym obrazie…
– Ale ja wiem. – Gabriella pożałowała, że nie ma pod ręką swojego dziennika. – Ja wiem o tym obrazie wystarczająco dużo, oczywiście poza tym, czy aby naprawdę istnieje.
Nigdy nie pytała babki o obraz. Starsza pani zawsze traktowała otoczenie z czułą łagodnością, ale i pewną rezerwą, natomiast plotki na temat obrazu i jego powstania były najzwyczajniej w świecie skandaliczne.
– Proszę wybaczyć, ale świadomość, czy coś istnieje, czy nie, jest chyba w takim wypadku sprawą absolutnie podstawową.
– Nie w moim świecie – wymamrotała Gabriella.
Dobrze wiedziała, że w kwestii tajemnic genealogicznych sama możliwość zaistnienia czegoś była niezwykle ważna. Czasami legenda stanowiła punkt wyjścia do zbierania informacji i dokonywania istotnych odkryć, a dość często potwierdzenie istnienia czegoś było bynajmniej nie pierwszym, lecz ostatnim etapem procesu.
Jeśli chodzi o wygnanie jej rodziny z Isolo D’Oro, mity, ludowe opowieści, pogłoski i plotki były zazwyczaj źródłem każdego znaczącego odkrycia.
– Co mam zrobić z naszym gościem? – Lani odchrząknął cicho.
Gabriella miała wielką ochotę przekazać gościowi wiadomość, że jej samej oraz jej babki nie ma w domu, było jednak oczywiste, że Alessandro Di Sione wie o Utraconej miłości, a ona chciała się dowiedzieć, jaki jest zakres tej wiedzy. Musiała odkryć, o co właściwie chodzi temu Amerykaninowi. Jeśli był to spec od wyciągania pieniędzy, a właśnie tak najprawdopodobniej było, powinna się postarać, by jej babka nie padła ofiarą bandyckich żądań.
– Porozmawiam z nim – zdecydowała. – Nie będziemy niepokoić królowej, nie ma powodu.
Wyminęła służącego i ruszyła przed siebie długim, wyłożonym puszystym bordowym dywanem korytarzem. Zdawała sobie sprawę, że nie powinna boso witać nieznajomego, bo raczej nie przystoi to księżniczce. Jak dotąd, swoją publiczną rolę spełniała bez zarzutu – już jako małe dziecko nauczono ją dobrych manier, więc nawet kilka godzin uśmiechania się i przyjaznego machania ręką do zgromadzonych przychodziło jej bez najmniejszego trudu. Jednak kiedy była w domu, tutaj, w cudownie odizolowanej rodzinnej posiadłości na Aceenie, dobre maniery zamykała w garderobie, razem z kreacjami od najsławniejszych projektantów mody, wyjmowała spinki ze starannie upiętych włosów i przynajmniej przez krótki czas wreszcie mogła być sobą. Gabriellą. Podniosła dłoń do twarzy i dotknęła okularów, których oczywiście nigdy nie nosiła publicznie. No, trudno. Nie zależało jej, aby wywrzeć dobre wrażenie na tym człowieku. Chciała tylko zadać mu parę pytań i pozbyć się go.
Minęła imponujące wejście do rezydencji, nawet nie starając się przygładzić włosów. Di Sione został już wpuszczony do środka, rzecz jasna. Ledwo na niego spojrzała i już wiedziała, z kim ma do czynienia.
Był… Cóż, niewątpliwie był kimś, kto przykuwa uwagę. Przypomniała sobie, jak kiedyś w jakimś muzeum weszła do małej sali, w której wyeksponowano jeden jedyny obraz. Na tym obrazie skupiała się uwaga wszystkich, którzy tam wchodzili. To dzieło sztuki było absolutnie wyjątkowe, godne najwyższego podziwu i w porównaniu z nim inne eksponaty wydawały się nijakie, zupełnie nieciekawe.
Ten mężczyzna był jak obraz pędzla mistrza nad mistrzami, jak obraz Michała Anioła albo van Gogha. Jego twarz stanowiła studium ostrych linii i kątów – wydatne kości policzkowe, twarda, świadcząca o uporze dolna szczęka, ocieniona ciemnym zarostem, zmysłowe wargi. Szerokie ramiona, muskularna klatka piersiowa i szczupła talia, długie nogi o atletycznych udach.
Tak, był absolutnie idealny.
Zamrugała nerwowo i pokręciła głową. Ciekawe, co pobudziło ją do tych wyjątkowo długich i romantycznych rozważań…
– Halo? – odezwała się. – W czym mogę pomóc?
Jego ciemne oczy ogarnęły jej sylwetkę krótkim i całkowicie pozbawionym zainteresowania spojrzeniem.
– Chcę porozmawiać z królową Lucią na temat Utraconej miłości.
– Wiem, powiedziano mi już o tym, obawiam się jednak, że królowa nie udziela teraz audiencji.
Gabriella poprawiła okulary i skrzyżowała ramiona na piersi. Wyprostowała się, starając się przybrać przynajmniej z grubsza królewską pozę, w czym nie do końca pomagał jej strój, złożony z czarnych legginsów i luźnego t-shirtu.
– I wysłała… Poddaję się. Kim pani jest? Dyżurną nastolatką, która właśnie wybiera się na zakupy, czy kimś takim?
Gabriella prychnęła lekceważąco.
– Jestem księżniczka Gabriella D’Oro – oznajmiła. – I skoro mówię, że moja babka nie może się z panem widzieć, to proszę przyjąć to do wiadomości. To jest mój dom i z przykrością muszę panu zakomunikować, że nie ma tu dla pana miejsca.
– Dziwne. Wydaje mi się, że czego jak czego, ale miejsca tu nie brak.
– Może i dziwne, ale prawdziwe. Ostatnio mieliśmy wątpliwą przyjemność gościć tu aż zbyt wielu amerykańskich biznesmenów. Musielibyśmy pomieścić pana na strychu, a tam tylko by się pan zakurzył.
– Doprawdy?
– Doprawdy.
– Na to nie mogę przystać, w żadnym razie. Mam na sobie nowy garnitur i nie chcę zbezcześcić go warstwą kurzu.
– Więc może powinien się pan oddalić…
– Pokonałem sporą odległość, by porozmawiać z pani babką. Może to panią zaskoczy, lecz nie przyjechałem tu po to, by przerzucać się zabawnymi uwagami. Chcę pomówić z królową o tym obrazie.
– Tak, już pan to mówił. – Gabriella lekko ściągnęła brwi. – Z przykrością informuję, że ten obraz nie istnieje. Nie jestem pewna, co właściwie pan o nim słyszał…
– Mówił mi o nim mój dziadek, który jest kolekcjonerem. Chcę nabyć obraz w jego imieniu i jestem gotowy zaoferować wysoką sumę. Sądzę, że przedstawiciele okrytego niesławą królewskiego rodu śmiało mogliby rozważyć moją propozycję.
– Serdeczne dzięki za troskę, ale jakoś sobie radzimy – chłodno wycedziła księżniczka. – Jeżeli pragnie pan przeznaczyć tę wysoką sumę na cele charytatywne, chętnie przedstawię panu listę odpowiednich organizacji.
– Nie, dziękuję. Dobroczynność to jedynie efekt uboczny całej tej operacji. Zależy mi na obrazie i, jak już wspomniałem, koszty nie mają tu wielkiego znaczenia.
Gabrielli zaschło w ustach, lecz mimo tego nie mogła powstrzymać potoku słów.
– Muszę pana rozczarować. Mamy tu wiele obrazów, ale z pewnością nie ten, o który panu chodzi. Nie wiem, czy ma pan świadomość, że ów obraz najprawdopodobniej w ogóle nie istnieje.
– O, mam świadomość, że pani rodzina chciałaby zataić fakt jego istnienia przed opinią publiczną, jak najbardziej. Podejrzewam też, że całkiem sporo wie pani na ten temat.
– Nie – dziewczyna znowu poprawiła okulary. – Jestem tylko dyżurną nastolatką, która właśnie wybiera się na zakupy. Jaką wiedzę może posiadać ktoś taki jak ja, zwłaszcza w porównaniu z pańską ponadczasową mądrością?
– Mnóstwo interesujących informacji na temat Justina Biebera?
– Nie jestem pewna, kto to taki.
– Nie do wiary! Dziewczęta w pani wieku uwielbiają go.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł 7,90 zł 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł W poszukiwaniu Utraconej miłości
Autor Maisey Yates
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 27-07-2018
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327636577

Napisz recenzję