Król Rashad El-Amin Kuaraishi patrzył na zdjęcia rozłożone na biurku. Po dziadku odziedziczył bardzo wysoki wzrost – górował nad większością ludzi o głowę. Po matce, znanej bliskowschodniej piękności, miał czarne włosy, długie ciemne rzęsy i regularne rysy twarzy. Media społecznościowe kochały go, co nieodmiennie wzbudzało w nim zażenowanie.
– Kobieta idealna – oświadczył żarliwie jego główny doradca Hakim. – Nowa królowa i miejmy nadzieję, że również nowa dynastia! Od tej chwili fortuna będzie patrzeć na Dharię z uśmiechem.
Jego królewski pracodawca nie wykazywał aż takiego entuzjazmu, ale również nie stawiał oporu. Rashad od zawsze wiedział, że ma obowiązek ożenić się i spłodzić dziecko. Niestety, nie miał na to wielkiej ochoty. Raz już był żonaty, w bardzo młodym wieku, i znał wszystkie pułapki małżeństwa. Wiedział, że życie z kobietą, z którą zupełnie nic go nie łączy, jest nieustającym źródłem stresu, a jeśli nie uda mu się szybko począć dziecka, stres jeszcze się zwielokrotni i w związku pojawi się rozczarowanie.
Nie, małżeństwo zupełnie nie pociągało Rashada. Miał tylko nadzieję, że jego przyszła żona okaże odrobinę rozsądku i każde z nich będzie wiodło swoje życie we względnym spokoju. Po doświadczeniach z pierwszą żoną, która oplatała go jak bluszcz, nie spodziewał się od kobiety wsparcia. Pamiętał również bardzo burzliwe małżeństwo rodziców. Mimo wszystko wiedział, że stabilność kraju zależy od tego, czy mu się uda stać się przykładem dla narodu.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat ludzie w Dharii wiele przecierpieli i teraz pragnęli nie innowacji, lecz spokoju, powrotu do tradycyjnych zwyczajów i nieśpiesznego trybu życia. Ojciec Rashada próbował ślepo zaszczepiać zachodnie zwyczaje w tym bardzo konserwatywnym kraju. W rezultacie jego rządy zmieniły się w tyranię i armia musiała wystąpić w obronie konstytucji w imieniu i ze wsparciem ludu. Świadectwem tej ludowej rewolucji były ruiny pałacu dyktatora w mieście Kashan oraz przywrócenie monarchii.
Bomba podłożona w samochodzie zabiła prawie całą rodzinę Rashada. Po tym wydarzeniu wuj ukrył go na pustyni, by zapewnić mu bezpieczeństwo. Rashad był wtedy zaledwie sześcioletnim, wystraszonym chłopcem, o wiele bardziej przywiązanym do angielskiej niańki niż do rodziców, których rzadko widywał. Jednak w zamęcie po zamachu i wprowadzeniu stanu wojennego niańka również zniknęła. Pałac został splądrowany, służba rozproszyła się i życie, jakie Rashad znał dotychczas, wywróciło się do góry nogami.
– Wasza wysokość, czy mógłbym coś zasugerować? – zapytał Hakim.
Rashad przez chwilę miał wrażenie, że jego doradca zamierza wrzucić zdjęcia wszystkich potencjalnych narzeczonych do pudełka i wyciągnąć jedno na chybił trafił. Zapewne nie byłaby to najgorsza metoda, pomyślał cynicznie. W końcu małżeństwo to i tak loteria.
– Proszę – mruknął i zacisnął usta.
Hakim z uśmiechem otworzył teczkę, którą dotychczas trzymał pod pachą, i Rashad zobaczył precyzyjnie narysowany klejnot.
– Pozwoliłem sobie poprosić królewskiego jubilera, żeby spróbował odtworzyć Nadzieję Dharii.
Rashad patrzył na rysunek ze zdumieniem.
– Przecież ten klejnot zaginął. Jak można go odtworzyć?
– Można zrobić kopię tego pierścienia. To był potężny symbol monarchii, najcenniejszy z klejnotów koronnych, ale po tak długim czasie nie ma prawie żadnej szansy na odnalezienie oryginału – stwierdził Hakim poważnie. – Moim zdaniem teraz jest na to odpowiednia chwila. Nasi poddani poczują się bezpieczniej, gdy zobaczą, że podtrzymujemy tradycje…
– Nasi poddani wolą słuchać bajek niż pogodzić się z rzeczywistością i przyznać, że mój świętej pamięci ojciec nie nadawał się do sprawowania władzy, a jego rząd był do gruntu skorumpowany. – Szczerość i bezpośredniość Rashada zawsze zdumiewały bardziej dyplomatycznie nastawionego Hakima. Na jego brodatej twarzy odbiła się konsternacja.
Rashad podszedł do okna, za którym rozciągały się ogrody doglądane przez armię służby. Pierścień, nazywany przez ludność kraju Nadzieją Dharii, zawsze noszony był przez króla przy uroczystych okazjach. Wspaniały ognisty opal w pomarańczowoczerwonym odcieniu, osadzony w złotej obrączce, na której wygrawerowano święte słowa, roztaczał niemal mistyczną aurę. Do rodziny wniosła go prababka Rashada, niezwykle oddana dobroczynności i z tego powodu uwielbiana przez poddanych. W innych krajach królowie nosili korony lub berła, ale w Dharii siła i autorytet monarchii historycznie i emocjonalnie związane były z pierścieniem. Klejnot zaginął, gdy pałac został splądrowany, i choć poszukiwano go przez wiele lat, nigdy nie został odnaleziony. Z pewnością zniknął na zawsze i Rashad rozumiał punkt widzenia Hakima: lepsza dobra kopia niż nic.
– Każ wykonać kopię – rzekł melancholijnie.
Fałszywy pierścień dla fałszywego króla, pomyślał cynicznie. Nie potrafił zapomnieć, że nie urodził się jako następca tronu Dharii. Był najmłodszym z trzech synów. Jego dwaj starsi bracia zginęli razem z rodzicami. Rashad został wtedy w domu i okazało się, że ocaliło mu to życie. Popularność, jaką cieszył się wśród poddanych, nie przestawała go zdumiewać, musiał jednak nieco skorygować swoje ideały, żeby stać się człowiekiem, jakiego ten kraj potrzebował.
Kiedyś bardzo chciał się zakochać. Ożenił się i wielka miłość trwała całe pięć minut, a potem zaczęła się jej powolna, bolesna agonia. Nie, Rashad nie miał ochoty powtarzać tego doświadczenia. Kiedyś wierzył również, że pożądanie jest czymś złym, ale zanim zakończył edukację na brytyjskim uniwersytecie, wielokrotnie padł jego ofiarą. Mimo wszystko cieszył się, że dane mu było zaznać seksualnej wolności, zanim wrócił do domu i przejął obowiązki władcy kraju, gdzie obowiązywały sztywne protokoły dworskie. Rashad żył w złotej klatce, której, o dziwo, wielu ludzi mu zazdrościło. Owszem, jego naród z pewnością przychylnie odniesie się do rekonstrukcji pierścienia, a oczekiwania wobec niego jeszcze wzrosną.
 
Podeszła do nich blondynka w średnim wieku i Polly spojrzała na swoją siostrę Ellie z wymuszonym uśmiechem. Krótka ceremonia pogrzebu matki właśnie się zakończyła i kościół był niemal pusty.
Dla obu sióstr było to smutne i frustrujące wydarzenie. Ellie, dwa lata młodsza od Polly, w ogóle nie pamiętała matki, Polly zaś zachowała z pierwszych lat życia niejasne wspomnienie uśmiechu i zapachu perfum. Siostry Dixon wychowała babcia, która zmarła przed kilkoma miesiącami. Przez ponad dziesięć lat nie wiedziały nawet, czy ich matka żyje, aż pewnego dnia zupełnie obca kobieta powiedziała im o śmierci Annabel Dixon. To było jak grom z jasnego nieba.
Ta obca kobieta, Vanessa James, wolontariuszka z hospicjum, gdzie zmarła ich matka, czuła się w tej sytuacji równie nieswojo jak one. Szczerze przyznała przez telefon, że próbowała przekonać Annabel, by skontaktowała się z córkami i porozmawiała z nimi przed śmiercią. Z drugiej strony przyznawała, że w ostatnich tygodniach życia ich matkę trudno było zrozumieć, toteż takie spotkanie mogło być dla obu stron bardzo przygnębiające.
– Zarezerwowałam stolik na lunch w hotelowej restauracji – oznajmiła Vanessa, ściskając ich dłonie. – Bardzo mi przykro, że poznajemy się w takich nieszczęśliwych okolicznościach.
Polly zupełnie nie miała apetytu i zaproponowała, żeby zrezygnowały z lunchu.
– To było ostatnie życzenie waszej matki. Zostawiła na to pieniądze – odrzekła Vanessa łagodnie. – To ona was zaprasza, nie ja.
Blada twarz Polly zaczerwieniła się z zażenowania, co było jeszcze bardziej widoczne przy jasnych, niemal białych włosach.
– Nie chciałam być niegrzeczna...
– Z całą pewnością masz wiele powodów, żeby nie czuć się swobodnie w tej sytuacji – stwierdziła sucho Vanessa. – Pozwólcie, że opowiem wam o ostatnich latach waszej matki.
Opowiedziała im o śmiertelnej chorobie, która niedługo po czterdziestych urodzinach odebrała Annabel niezależność i swobodę ruchów. Od tamtej pory ich matka mieszkała w domu opieki i zmarła w hospicjum, gdzie poznała ją Vanessa.
– To takie smutne – westchnęła Ellie, odrzucając z czoła rude włosy. W jej zielonych oczach błysnęło współczucie. – Gdybyśmy o tym wiedziały, mogłybyśmy jej pomóc.
– Ale Annabel nie chciała tego.. Wiedziała, że przez wiele lat pielęgnowałyście babcię i nie zamierzała stawać się dla was kolejnym obciążeniem. Była bardzo niezależna.
Przez dłuższą chwilę wszystkie trzy kobiety siedziały w milczeniu, wpatrując się w karty dań.
– Podobno studiujesz medycynę – powiedziała Vanessa do Ellie. – Annabel była bardzo dumna, gdy o tym usłyszała.
– A skąd się dowiedziała? Przecież już od lat nie kontaktowała się z babcią.
– Jedna z kuzynek waszej matki jest pielęgniarką. Kilka lat temu rozpoznała ją w szpitalu i opowiadała, co słychać w rodzinie. Annabel jej również kazała przyrzec, że nic wam nie powie.
– Ale dlaczego? Przecież potrafiłybyśmy zrozumieć, jak ona się czuje! – wybuchnęła Ellie.
– Nie chciała, żebyście ją widziały i zapamiętały chorą. Zawsze była piękną kobietą i zostało jej trochę próżności – wyjaśniła Vanessa łagodnie.
Polly wiedziała, że ona sama nie dokonała nic, z czego matka mogłaby być dumna. Życie zawsze jakoś krzyżowało jej plany i nadzieje. Gdy Ellie wyjechała na uniwersytet, ona musiała zostać w domu, żeby zająć się chorą babcią. Była zadowolona, że zdobyła się na to poświęcenie. Jej młodsza siostra zawsze była bardzo inteligentna i miała powołanie, by pomagać innym. Ellie niechętnie zostawiała ją samą z babcią, ale doprawdy, dlaczego obydwie miałyby stracić szansę na wykształcenie? Ellie zawsze błyszczała w szkole, a Polly radziła sobie średnio.
– Miałam wielką nadzieję, że jesteście w kontakcie ze swoją młodszą siostrą i przyprowadzicie ją tu dzisiaj – oświadczyła Vanessa i obydwie siostry szeroko otworzyły oczy ze zdumienia.
– Jaką młodszą siostrę? – zawołała Polly.
Vanessa spojrzała na nie z zaskoczeniem i wyjaśniła, że mają jeszcze jedną siostrę, która trafiła do rodziny zastępczej, gdy Annabel nie mogła się już nią zajmować. Dziewczynka była o cztery lata młodsza od Polly i babcia nie chciała już się nią opiekować.
– Nie miałyśmy pojęcia, że mamy jeszcze jedną siostrę – przyznała Ellie ciężko. – Naprawdę wiemy o życiu naszej matki tylko tyle, ile powiedziała nam babcia, a nie mówiła wiele i nic w tym nie było dobrego. Ale babcia nigdy nie wspomniała, że było nas trzy!
– Annabel w młodości prowadziła bardzo ekscytujące życie – przyznała Vanessa. – Była doskonale wykwalifikowaną niańką, dużo podróżowała i przez dłuższe okresy mieszkała za granicą. Pracowała dla bardzo bogatych rodzin i doskonale zarabiała. Ale oczywiście nie mogła zabierać ze sobą własnych dzieci i dlatego trafiłyście pod opiekę babci. Kiedy byłyście jeszcze małe, Annabel wróciła do Londynu i próbowała założyć ośrodek opieki dla dzieci. Włożyła w to wszystkie swoje pieniądze. Chciała was zabrać do siebie, ale wszystko poszło nie tak. Ośrodek nie wypalił, jej związek się rozpadł i okazało się, że znów jest w ciąży.
– Urodziła kolejną dziewczynkę? Jak ma na imię nasza siostra? I dlaczego dowiadujemy się o niej dopiero teraz? – dopytywała się Polly, niezbyt poruszona wiadomością, że matka, której nigdy nie znała, naprawdę chciała wychowywać własne dzieci. Wydawało jej się to bardzo mało prawdopodobne, bo od dzieciństwa była przekonana, że jej matka unika odpowiedzialności. Babcia, która opiekowała się nią i Ellie, była rozgoryczona tym, że musi wychowywać wnuczki w jesieni życia, kiedy miała nadzieję nacieszyć się spokojem.
Ich siostra nazywała się Penelope Dixon, ale Vanessa nie wiedziała o niej nic więcej.
– Zwróciłam się do służb społecznych, ale ponieważ nie jestem krewną, nie mogłam nalegać, by podali mi jakieś informacje. Któraś z was będzie musiała to zrobić. Możliwe, że Penelope została adoptowana. Możecie zostawić dla niej list na wypadek, gdyby kiedyś próbowała odnaleźć swoją biologiczną rodzinę.
Przyniesiono im jedzenie. Kiedy kelnerka odeszła, Vanessa wyjęła z torby trzy koperty.
– Matka zostawiła każdej z was pierścionek. Muszę was prosić, żebyście przechowały kopertę dla swojej młodszej siostry.
– Pierścionek – powtórzyła Polly ze zdumieniem.
– Do każdego pierścionka dołączone jest nazwisko. Przypuszczam, że to nazwiska waszych ojców, choć Annabel nie chciała o tym mówić – przyznała opiekunka ze skrępowaniem. – Muszę was ostrzec, że nie jestem pewna, czy Annabel rzeczywiście wiedziała bez żadnych wątpliwości, kim są wasi ojcowie.
– Och – jęknęła Polly.
– Nie podawała żadnych szczegółów, ale odniosłam wrażenie, że w czasie, gdy opiekowała się dziećmi bogatych pracodawców, chyba dość swobodnie dysponowała własnymi wdziękami – dodała Vanessa przepraszającym tonem.
– To znaczy? Co pani chce powiedzieć? – zapytała niepewnie Polly.
– Że była puszczalska – oznajmiła Ellie śmiało i skrzywiła się. – No cóż, dziękujemy za szczerość. Dzięki temu wiemy, że nie należy się za bardzo podniecać tymi nazwiskami. Ale przy tej konkretnej chorobie Annabel mogły się poplątać wspomnienia i mogła pomieszać jakieś fakty z przeszłości.
Polly, która nigdy nie odznaczała się cierpliwością, natychmiast otworzyła swoją kopertę. Ze środka wypadł ciężki, ozdobny złoty pierścień z dużym kamieniem. Spróbowała założyć go na palec, ale był o wiele za luźny, wyraźnie przeznaczony dla mężczyzny, nie dla kobiety. Kamień migotał różnymi odcieniami czerwonego, pomarańczowego i żółtego.
– To ognisty opal. Niezwykły, ale niezbyt cenny – wyjaśniła Vanessa. – Pierścień jest stary i zrobiony w jakimś obcym kraju.
– No tak – mruknęła Polly i wyjęła z koperty nieduży arkusik papieru. – Zahir Basara... Dharia – przeczytała i zmarszczyła brwi z zaskoczeniem. – Mój ojciec miałby być Arabem? – Ze względu na bardzo jasne włosy i niebieskie oczy często ją pytano, czy pochodzi ze Skandynawii. – Słyszałam o Dharii…
– Wasza matka była tam niańką w królewskiej rodzinie – wyjaśniła Vanessa.
Polly zastanawiała się, czy ma to jakiś związek z imieniem, które miała wpisane w paszporcie i które brzmiało Zariyah. Babci jednak to imię się nie podobało i zawsze nazywała ją Polly.
– Ja mam szmaragd! – wykrzyknęła Ellie z entuzjazmem, jakby rozpakowywała prezent pod choinką. Widać było, że nie traktuje zbyt poważnie ani pierścionka, ani nazwiska.
– A jakie nazwisko? – zaciekawiła się Polly. Miała nadzieję, że to samo nazwisko powtarza się na obu karteczkach, bo to by w każdym razie oznaczało, że związek matki nie był tylko przelotnym romansem.
– Wygląda na włoskie. Na razie zachowam je dla siebie. – Ellie wsunęła kopertę do torebki, ale dziwnie pobladła. Schowała również kopertę przeznaczoną dla Penelope. – Może nasza matka kolekcjonowała pierścionki zaręczynowe…
– Mój pierścień należał do mężczyzny – stwierdziła Polly.
– Może mieli zamiar go zmniejszyć – zauważyła Ellie spokojnie. – Szkoda, że nie zostawiła nam listu i nie napisała czegoś o sobie. Vanesso, czy mogłabym odwiedzić hospicjum? Chciałabym zobaczyć miejsce, gdzie Annabel spędziła ostatnie dni, i porozmawiać z personelem.
Gdy Vanessa i Ellie rozmawiały o wizycie w hospicjum, chorobie, która zabrała życie Annabel, i zbiórce funduszy prowadzonej przez Vanessę, Polly zajęła się własnymi myślami. Zastanawiała się, czy ognisty opal był symbolem miłości. Ellie była bardziej praktyczna, Polly jednak chciała myśleć, że urodziła się jako owoc miłości dwojga ludzi pochodzących z różnych kultur. Musiało to być trudne i być może przeszkody w końcu okazały się zbyt wielkie. Nazwisko, które znalazła w kopercie, roznieciło w niej zaciekawienie Dharią. Czy w jej żyłach płynęła krew tamtejszych ludzi? Czy to możliwe, by jej ojciec jeszcze żył, a jeśli tak, to czy chciałby ją poznać?
Bardzo pragnęła mieć prawdziwych rodziców. Babcia dobrze traktowała wnuczki, ale z całą pewnością ich nie kochała i Polly uważała, że cudownie byłoby mieć rodzica, który naprawdę by się o nią troszczył, dostrzegał jej indywidualność, cieszył się z jej mocnych punktów i wybaczał słabości.
– Przecież nie pojedziesz do jakiegoś obcego kraju, żeby go szukać – zauważyła Ellie sucho. Obejrzawszy pierścionek siostry i karteczkę z nazwiskiem, natychmiast odgadła, w jakim kierunku podążają myśli siostry. – To byłoby zupełne wariactwo.
Polly nigdy w życiu nie zrobiła niczego zwariowanego. Nie sprzeciwiła się babci, gdy ta stwierdziła, że Polly nie może studiować w artystycznym koledżu, bo musi poszukać pracy i pomóc jej w utrzymaniu domu. Zatrudniła się zatem w organizacji dobroczynnej i musiała się zadowolić popołudniowymi zajęciami plastycznymi, na które chodziła razem z innymi amatorami i miłośnikami sztuki.
Nigdy nie była szczególnie odważna i teraz ze ściśniętym sercem pomyślała, że zapewne nigdy nie pojedzie do Dharii. Nie miała pieniędzy na przeloty ani na wakacje i nie stać jej było na to, żeby szukać ojca, mając za punkt wyjścia tylko nazwisko, które mogło się tam okazać równie pospolite jak John Smith w Anglii. Nie, to było tylko marzenie, a Polly wiedziała, że marzenia nigdy się nie spełniają, jeśli nie ma się odwagi zaryzykować.
 
Stojąc w kolejce do odprawy paszportowej na lotnisku w Kashan, zauważyła, że wszyscy na nią patrzą. To przez te jasne włosy, pomyślała. Kolor jej włosów i oczu był w Dharii czymś niezwykłym.
Znalazła się w kraju swojego ojca. Sama nie mogła uwierzyć, że w końcu tu przyjechała.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł 7,90 zł 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Pierścionek na szczęście
Autor Lynne Graham
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 03-08-2018
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327636669

Napisz recenzję