Nowość
-19%
Przyjacielska przysługa, Ukryte pragnienia Powiększ

Przyjacielska przysługa, Ukryte pragnienia

Kat Cantrell, Jules Bennett

Październik 2018

14,50 zł

17,99 zł


Oszczędzasz:3,49 zł

Dodaj do listy życzeń

Kat Cantrell - Przyjacielska przysługa
Jonas Kim uważał się za człowieka skromnego, ale sam był pełen podziwu dla wymyślonego przez siebie genialnego planu, który pozwoli mu przechytrzyć najmądrzejszą osobę na kuli ziemskiej – dziadka. Zamiast poślubić Sun Park, miłą dziewczynę ze znanej koreańskiej rodziny, którą dziadek dla niego wybrał, oświadczył się Vivianie Dawson. Viv była jego przyjaciółką, piekła pyszne babeczki i – co najważniejsze – był pewien, że gdy nadejdzie czas, zgodzi się na unieważnienie małżeństwa.
Oczywiście nie potrzebował wieczoru kawalerskiego, ale cóż… Rano z dwoma najlepszymi kumplami poleciał do Las Vegas, miasta grzechu. Był wdzięczny przyjaciołom, że nie zamówili żadnych striptizerek. Na tego typu rozrywkę nie miał ochoty. Na szczęście jutro cudowna Viv wyświadczy mu największą przysługę pod słońcem i zostanie jego żoną.
- Na pewno tego chcesz? – Warren otworzył szampana.
Bez szampana Jonas też mógłby się obyć, ale kumple zaczęliby mu dogryzać, mimo że wiedzieli, z jak konserwatywnej pochodzi rodziny. Dziadek miał bardzo tradycyjne poglądy na temat tego, co wypada prezesowi, a on, Jonas, jeszcze nie awansował na to stanowisko. Zresztą sam też nie widział nic nagannego w zachowaniu trzeźwości i kultury osobistej.
- Pytasz o wieczór kawalerski czy o wasze, palanty, towarzystwo?
Hendrix, drugi z palantów, parsknął śmiechem.
- Ślub bez kawalerskiego się nie liczy.
- Przecież to nieprawdziwy ślub, więc tradycji nie musi stać się zadość.
Warren pokręcił głową.
- Jak to, nieprawdziwy? Obrączka będzie? Będzie! Stąd moje pytanie: czy to jedyny sposób? Dlaczego nie możesz powiedzieć dziadkowi, że nie interesuje cię małżeństwo?
Prowadzili tę dyskusję od dwóch tygodni. Jung-Su wciąż rządził imperium Kimów w Korei. Jonas chciał przenieść całą firmę do Karoliny Północnej. Małżeństwo z Koreanką z bogatej wpływowej rodziny umocniłoby jego więzy z krajem, którego nie uznawał za ojczyznę.
- Szanuję starszych – odparł. – Mój dziadek i dziadek Sun Park przyjaźnią się od dziecka, ale nie chcę im zdradzić tajemnicy Sun.
Sun miała kochanka, człowieka wysoce nieodpowiedniego, o którym nikt nie wiedział. Małżeństwo pomogłoby jej ukryć romans. Po ślubie młodych ich dziadkowie planowali fuzję firm.
Jonas wolał inne rozwiązanie. Od żonatego mężczyzny nikt nie będzie wymagał, aby honorował wcześniejsze uzgodnienia dziadka. A gdy fuzja stanie się faktem dokonanym, Viv będzie mogła anulować małżeństwo.
Pomysł był fantastyczny i Viv była fantastyczna, że zgodziła się mu pomóc. Jutro podpiszą jakiś papierek i... koniec problemów!
- Doceńcie, że macie darmową wycieczkę do Vegas. – Jonas stuknął się kieliszkiem z dwoma mężczyznami, których poznał na pierwszym roku studiów na Uniwersytecie Duke’a.
 Jonas Kim, Hendrix Harris, Warren Garinger oraz Marcus Powell zaprzyjaźnili się, kiedy przydzielono ich do jednej grupy. Razem uczyli się, wygłupiali i wspierali. Do czasu aż Marcus zakochał się bez pamięci w czirliderce, która nie odwzajemniała jego uczuć. Ten dramat zostawił trwałe piętno na jego trzech kumplach.
- E tam – mruknął Hendrix, opróżniając kieliszek. – Na co komu wieczór kawalerski w Vegas, jeśli nie można korzystać ze wszystkich uroków miasta?
Jonas przewrócił oczami.
- Mówisz, jakbyś w Raleigh wiódł życie mnicha.
- Wiodę, a przynajmniej się staram, żeby matce nie zaszkodzić. A o tym, co robię w Vegas, nikt by nie wiedział.
Matka Hendrixa, która ubiegała się o urząd gubernatora Karoliny Północnej, kazała synowi przysiąc na stos Biblii, że żadnym swoim uczynkiem nie przekreśli jej szans podczas kampanii wyborczej. Hendrix przysiągł.
Wcześniej gazety ciągle drukowały jego zdjęcia ze skąpo odzianymi kobietami. Teraz ograniczył swoje życie towarzyskie. Ale kampania dopiero się rozkręcała; wszystko jeszcze przed nim.
- Skupmy się na tym, co istotne – rzekł Warren, siadając na kanapie przy oknie na najwyższym piętrze Aria Sky Suites. Z góry rozciągał się panoramiczny widok na rozświetlone miasto.
- Czyli?
- Żenisz się. Mimo naszego paktu.
Po nieodwzajemnionej miłości pogrążony w rozpaczy Marcus stracił chęć do życia. Dosłownie. Kiedy zmarł, jego trzej przyjaciele obiecali sobie, że nigdy nie pozwolą, aby miłość zniszczyła ich tak jak Marcusa.
- Nie przyrzekaliśmy, że do śmierci pozostaniemy w stanie kawalerskim, tylko że nie stracimy głowy dla kobiety – oznajmił Jonas. - Problemem jest miłość, nie małżeństwo.
Raz w roku spędzali razem wieczór, wspominając zmarłego przyjaciela. Śmierć Marcusa wstrząsnęła całą trójką, ale najboleśniej odczuł ją Warren.
Dlatego Jonas wybaczył mu przytyk. Zawsze dotrzymywał słowa. A małżeństwo z Viv nie oznacza złamania paktu.
Zresztą nie wyobrażał sobie, aby mógł się zakochać. Miłość to utrata kontroli… Aż się wzdrygnął. Miał zbyt wiele do stracenia.
Warren popatrzył na niego bez przekonania.
- Na widok obrączki kobiety zaczynają bujać w obłokach. Twoja też zacznie.
- Mylisz się. – Jonas pociągnął łyk szampana. – Viv wie, co jest grane. Wszystko przedyskutowaliśmy. Ona prowadzi biznes, nie ma czasu na randki, a tym bardziej na męża. Po prostu zgodziła się wyświadczyć mi przysługę.
Przyjaźnili się, to wszystko. Gdyby istniało najmniejsze niebezpieczeństwo, że mógłby się w Viv zakochać, zakończyłby tę znajomość, tak jak kończył inne.
Hendrix wypił z butelki ostatnie krople szampana, po czym mrużąc z zadumą oczy, odstawił butelkę na stół.
- Skoro tak się przyjaźnicie, to dlaczego jej nie znamy?
- Ty mnie o to pytasz? Ty, który potrafiłbyś uwieść nawet zakonnicę?
- A Pan Porządnicki? - Hendrix wskazał głową na Warrena. - Boisz się, że on też mógłby ją uwieść?
- Cierpliwości. Jutro ją poznacie.
Jutro to już będzie nieuniknione.
Do Cupcaked, malutkiej cukierni w pobliżu Kim Building, Jonas wstąpił przed rokiem po ciastka dla personelu. Kiedy czekał w zadziwiająco długiej kolejce, by złożyć zamówienie, z zaplecza wyłoniła się ładna szatynka.
Wyszła na zewnątrz z ciastkiem dla dziecka, które od kwadransa stało z nosem przyklejonym do szyby. Wtedy wdał się z nią w rozmowę.
Od tej pory niemal codziennie zaglądał do Cupcaked po cytrynową babeczkę. Czasem zapraszał Viv na kawę, a czasem ona wpadała do Kim Building, aby wyciągnąć go na lunch. Spędzali razem sporo czasu, ale nie spali z sobą. Jego kumple nie zrozumieliby takiej relacji, dlatego nie mówił im o Viv.
W każdym razie był szczęśliwy. Viv zgodziła się wyjść za niego, a on w ramach rewanżu zamierzał służyć jej darmową poradą w sprawach biznesowych. W zeszłym roku obroty Kim Electronics, którą samodzielnie wprowadził na amerykański rynek, wynosiły kilka miliardów dolarów. Śmiało można powiedzieć, że znał się na biznesie.
Teraz musi zaprowadzić Viv przed oblicze urzędnika stanu cywilnego i spokojnie czekać.
Kiedy fuzja dojdzie do skutku, wystąpią o unieważnienie małżeństwa i oboje odzyskają wolność.
Słowa Warrena, że na widok obrączki dziewczyny zaczynają marzyć o miłości, to bzdura. O to się Jonas nie martwił. Viv nie żyła w świecie romantycznych iluzji, a on też zawsze twardo stąpał po ziemi.
Kierował się honorem. Na pewno nie zdradzi przyjaciół, z którymi zawarł pakt.
 
Viviana Dawson wiele razy wyobrażała sobie swój ślub, ale nie przypuszczała, że będzie się tak okropnie denerwować.
Jonas poprosił ją o rękę. Jonas, z powodu którego przez rok z nikim nie chodziła na randki. Bo czy jakikolwiek mężczyzna mógłby mu dorównać?
Nie, nie powiedział, że ją kocha. Spytał, czy nie wyświadczyłaby mu ogromnej przysługi. A ona się zgodziła, wiedząc, że wkrótce wystąpią o anulowanie małżeństwa. Mimo to cieszyła się, że przez jakiś czas będzie panią Kim.
Przez jakiś czas…
Chyba że Jonas odkryje, że zakochała się w nim po uszy. Ale nie, nie odkryje, nie może odkryć, bo…
Bo po pierwsze, toby zniszczyło ich przyjaźń. A po drugie nie powinna wchodzić w żaden związek, dopóki nie przestanie stale popełniać tych samych błędów.
Jakich? Siostry twierdziły, że oplata się wokół mężczyzn jak bluszcz. Ona uważała, że troszczy się o nich i angażuje. Mężczyźni nic nie uważali; po prostu uciekali.
Tandetna kapliczka w niczym nie przypominała miejsca, które sama wybrałaby na ślub, ale to nie miało znaczenia: Jonasa poślubiłaby nawet na środku śmietniska. Pchnęła drzwi.
Żałowała, że nie poprosiła jednej ze swoich sióstr, aby towarzyszyła jej do Vegas, choćby w roli druhny. Byłoby jej raźniej, ale cóż, nikomu nie mówiła, że wychodzi za mąż, nawet Grace, której zawsze najchętniej się zwierzała.
To znaczy, dopóki Grace nie poszła w ślady pozostałych dwóch sióstr i nie założyła własnej rodziny.
Tylko ona, Viv, nie miała męża. Pewnie dlatego postanowiła nie chwalić się ślubem w Las Vegas z mężczyzną, z którym nawet się nie całowała. Wyprostowała ramiona. To jest jej życie i grunt, żeby ona była zadowolona.
W kaplicy panowały cisza i nastrój powagi. Viv poczuła, jak strużka potu spływa jej po plecach. Dopiero teraz w pełni sobie uświadomiła, co robi. W głowie jej się zakręciło.
Nagle zobaczyła Jonasa w eleganckim ciemnym garniturze i jej zdenerwowanie znikło. Wpatrywał się w nią intensywnie, tak jak pierwszego dnia, kiedy się poznali.
Wielokrotnie śniła jej się jego piękna smagła twarz i wesoły śmiech. A także cudownie umięśnione ciało. Jonas utrzymywał je w formie, grając z kumplami w squasha, a ona godzinami snuła wizje, jak z torsem lśniącym od potu biega po korcie.
Teraz uściskał ją na powitanie. Odruchowo objęła go w pasie i wciągnęła w nozdrza jego zapach. Mmm, boski.
- Cześć – powiedziała onieśmielona.
Przez rok prowadzili zażarte dyskusje na wszystkie tematy – o wyższości czerwonego wina nad białym, gdzie lepiej spędzać urlop: nad morzem czy w górach, o twórczości Szekspira i o „Simpsonach”. Wystarczyło jednak, że znalazła się w objęciach mężczyzny, o którym marzyła od miesięcy, i nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa.
Jonas opuścił ręce i cofnął się krok. Zadrżała z zimna.
- Jesteś – stwierdził. – Nie masz pojęcia, jak się cieszę.
- Bez panny młodej nie byłoby ślubu – zażartowała. – Czy jestem odpowiednio ubrana?
Powiódł po niej wzrokiem.
- Wyglądasz ślicznie. Kupiłaś nową sukienkę…
Właśnie dlatego nie umawiała się z facetami, którzy usiłowali ją poderwać na kretyńskie teksty w stylu „Daj mi swój numer, a ja ci polukruję babeczki”. Jonas dostrzegał drobiazgi, pamiętał, co miała na sobie danego dnia. Ona zaś wybrała na dziś żółtą sukienkę, bo kiedyś wspomniał, że to jego ulubiony kolor.
Dziwne, że skoro jest tak spostrzegawczy, nie domyślił się, co do niego czuje. Może była lepszą aktorką, niż sądziła, albo… Albo Jonas dawno wszystkiego się domyślił i tylko udawał niezorientowanego.
Nie, to niemożliwe. Na pewno niczego się nie domyślał. Nie panikuj, skarciła się w duchu.
- Chcę ładnie wyjść na zdjęciach.
- Masz to jak w banku. – Uśmiechnął się. – Chodź, przedstawię ci Warrena.
Odwrócił się, obejmując ją w talii, jakby byli najprawdziwszą parą.
Dopiero w tym momencie zauważyła, że nieopodal stoi bardzo przystojny mężczyzna. Wcześniej w ogóle go nie widziała, a przecież musiał wzbudzać spore zainteresowanie wśród kobiet.
- Miło mi cię poznać, Warren. – Wyciągnęła na powitanie dłoń. – Wiele o tobie słyszałam.
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.
- Wyłącznie – mruknął Jonas. – A gdzie Hendrix?
- Kto to wie? – Warren wyjął z kieszeni komórkę. – Wyślę mu esemesa.
Wciąż obejmując Viv w pasie, Jonas poprowadził ją w stronę podwójnych drzwi.
- Nie zamierzam czekać, aż ten łaskawca się pojawi. Za nami w kolejce są dziesiątki par. Nie chcę stracić miejsca.
Nie podnosząc wzroku znad telefonu, Warren skinął głową.
- Też mi przyjaciele – szepnął ze śmiechem Jonas, pochylając się nad uchem Viv. – To ważny dzień w moim życiu, a oni zamiast być ze mną… Zresztą sama widzisz.
- Ja jestem z tobą. – I miała zamiar być tak długo, jak będzie mu potrzebna.
Cały czas była świadoma dotyku jego dłoni na swojej talii. Robiło jej się gorąco. Z trudem powstrzymała odruch, aby się powachlować.
Jonas posłał jej szeroki uśmiech.
- Tak, jesteś ze mną. Czy już dziś mówiłem, jaki jestem ci wdzięczny? Sprawdza się powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
Dobrze, że jej przypomniał. Są parą przyjaciół, nie parą zakochanych. I niech tak zostanie.
Miała zwyczaj zbytnio angażować się w związki. Mężczyznom to nie odpowiadało. Mark wytrwał z nią odrobinę dłużej niż Zachary, a Zachary ciut dłużej niż Gary i Judd, którzy prawie od razu się ulotnili.
Smutne, pomyślała. Już lepsze małżeństwo na niby, małżeństwo jako przyjacielska przysługa. Przynajmniej nie robiła sobie nadziei; od początku wiedziała, co ją czeka.
Jonas poprosił, by wprowadziła się do niego na Boylan Avenue, ale uzgodnili, że nikt od nikogo niczego nie wymaga. Jeżeli ona nic nie zepsuje, nie zdradzi, jak bardzo jej na nim zależy, wszystko będzie dobrze.
Obdarzyła go uśmiechem. Byli przyjaciółmi. Kiedy zostaną mężem i żoną, dalej będą przyjaciółmi w platonicznym związku. Powinna o tym pamiętać.
Po chwili podeszła do nich kobieta w papuziozielonym kostiumiku, sprawdziła, czy są następni w kolejce i pokrótce poinformowała ich o przebiegu uroczystości. Gdyby to był prawdziwy ślub, Viv byłaby zawiedziona, a tak… Pół minuty później z głośników popłynęła muzyka organowa. Kobieta w papuzim kostiumiku wepchnęła Viv do ręki bukiet. Viv przycisnęła go do piersi.
Ciekawa była, czy po uroczystości trzeba bukiet oddać. Od biedy wystarczy jej jeden kwiatek. Zasuszy go na pamiątkę.
Ruszyli przed siebie. Jonas był spokojny, odprężony. Nic dziwnego, nie miał się czym denerwować. Przystanął we wskazanym miejscu i spojrzał na nią, uśmiechem dodając jej otuchy.
Warren czekał obok starszego mężczyzny trzymającego Biblię.
- Drodzy zebrani – rozpoczął urzędnik.
Z tyłu sali zrobiło się zamieszanie. Kobieta w papuzim kostiumie usiłowała zagrodzić komuś wejście.
- Nie, proszę pana. Uroczystość już się zaczęła!
Nie zważając na jej sprzeciw, gość – a był nim Hendrix Harris - dołączył do uczestników ceremonii. Viv bez trudu go rozpoznała. Jego matka ubiegała się o fotel gubernatora stanu, toteż zdjęcia Hendrixa często gościły w prasie; zwykle towarzyszyła mu piękna dziewczyna.
- Sorki – szepnął do Jonasa.
Oczy miał przekrwione, a koszulę i spodnie wymięte, jakby spał w ubraniu.
- Wiedziałem, że dzięki tobie wszyscy zapamiętamy ten dzień – powiedział Jonas, ale bez złośliwości. Złośliwość nie leżała w jego naturze.
Viv nie byłaby tak wyrozumiała.
Urzędnik zaczął od nowa. Niedługo później młodzi wypowiedzieli słowa przysięgi małżeńskiej.
- A teraz może pan pocałować wybrankę.
Chwilę trwało, zanim Viv uświadomiła sobie, że urzędnik zwraca się do Jonasa. Serce zabiło jej mocniej.
- Całuj, idioto – szepnął Hendrix, szczerząc zęby.
Viv nie zamierzała zmarnować okazji: dziś ma pełne prawo pocałować Jonasa. Położyła dłonie na jego piersi. Jonas pochylił się, przytknął rękę do jej policzka, przysunął wargi do jej ust. Nie, to za mało. Viv pocałowała go goręcej. Jonas odwzajemnił pocałunek.
O tak, teraz dobrze. Teraz nie miała zastrzeżeń. Tysiące igiełek wbiło się w jej ciało. Dostała małą próbkę możliwości Jonasa. Wiedziała, że jeśli natychmiast nie przestaną…
Przestali. Jonas cofnął się tak gwałtownie, że niemal straciła równowagę. Na szczęście chwycił ją za ramiona i przytrzymał, ale wyglądał dziwnie: wzrok miał roziskrzony i starał się na nią nie patrzeć.
Najwyraźniej pocałunek też nim wstrząsnął. Milczeli. Bo co można powiedzieć komuś, kogo się pocałowało i znów się chce pocałować, lecz nie wolno, bo nie tak się umawiali?
- To było miłe. Dziękuję.
Miłe? No dobrze, czyli będą udawać, że nic się nie wydarzyło. Że pocałunek to normalna część ceremonii.
Viv westchnęła. Usta ją wciąż piekły. Nerwowo zastanawiała się, jak sobie ze wszystkim poradzi, skoro będą mieszkać pod jednym dachem.
Musi wziąć się w garść, bo jeśli Jonas odkryje prawdę, ich przyjaźń i małżeństwo legną w gruzach.
- …ogłaszam was mężem i żoną – dokończył urzędnik, nie zdając sobie sprawy z zamętu, jaki powstał w jej głowie.
Jonas odwrócił się i poprowadził ją do stolika, przy którym podpisali stosowny dokument, a potem przeszli z powrotem do sali, w której byli parę minut wcześniej, tyle że wtedy byli parą przyjaciół, a teraz mężem i żoną. Podpisy na akcie małżeństwa niczego nie zmieniły, przynajmniej dla niej, za to pocałunek…
- Trzeba to uczcić – oznajmił Hendrix. – Ja stawiam.
 
 
Jules Bennett - Ukryte pragnienia
- Co tu robisz o tak wczesnej porze?
Jack Carson prześliznął się obok Vivianny Smith i wszedł do jej mieszkania, starając się ze wszystkich sił, by jej nie dotknąć. Ani nie poczuć znajomego zapachu jaśminu. Ani nie zauważyć, jak seksownie wygląda w jasnoróżowym kostiumie.
Masochista! Pal to licho, miał misję i potrzebował pomocy swojej asystentki. Starał się ignorować ten nieznośny pociąg fizyczny, jednak im dłużej Viv dla niego pracowała, tym trudniej mu to przychodziło. W dodatku ostatnio miewał sny. No tak, właściwie fantazje. A ona w każdej z nich występowała w roli głównej.
Skąd brały się takie myśli? Doprawdy wkurzające, co więcej zupełnie nieprofesjonalnie.
- Musisz wykorzystać cały swój wdzięk i zdobyć więcej informacji. - Odwrócił się i spojrzał na jej twarz, gdy zamykała drzwi do mieszkania. - Trzeba głębiej pogrzebać w życiu Parkerów.
Clint i Lily Parkerowie, młode małżeństwo, zginęli podczas napadu rabunkowego. Sprawcy podpalili ich dom. Ocalało jedynie małe dziecko, słodka Katie, którą teraz opiekowała się Viv jako rodzic zastępczy.
Palenie w piersi nadal go przytłaczało. Jack nie chciał myśleć o dzieciach... Podziwiał Viv, że wyciągnęła pomocną dłoń i pomogła dziecku, tak jak wiele razy w przeszłości. Ale w jego przypadku dzieci nie wchodziły w grę. Nie mógł nawet o nich myśleć, jeśli chciał zachować spokój ducha.
- Uważasz, że rodzina O’Shea miała coś wspólnego z tym napadem? - spytała Vivianna; wyminęła go i ruszyła w głąb mieszkania.
Nie miał wyjścia, jak podążyć za jej kołyszącymi się biodrami. No cóż, był tylko człowiekiem, a do tego facetem. Na co innego mógł w takiej chwili patrzeć? Zawsze nosiła cholernie opięte spódnice. Tak zwane ołówkowe... Ten widok doprowadzi go kiedyś do zawału.
- Jestem tego pewien - potwierdził.
Otoczona złą sławą rodzina O’Shea z Bostonu od dawna balansowała na krawędzi prawa. Jack postawił sobie za cel sprowadzenie tych zarozumiałych drani na ziemię. Za każdym razem, gdy występował przeciwko tym, którzy uważali, że stoją ponad prawem, miał przed oczami człowieka, który zabił jego żonę oraz nienarodzone dziecko i nadal przebywał na wolności.
O’Shea prowadzili znany na całym świecie elegancki dom aukcyjny, ale on wiedział, że nie są lepsi od zwykłych kryminalistów. Musi doprowadzić ich przed oblicze sprawiedliwości. A przepustką do celu była kobieta, która napędzała każdą jego fantazję.
Rok temu Jack przygotował dla Viv doskonały kamuflaż. Pracowała tylko w niepełnym wymiarze godzin dla tej owianej złą sławą rodziny, ale to wystarczyło, by uzyskać potrzebne mu informacje.
Zwróciło się do niego FBI, szukając kogoś z jego doświadczeniem i możliwościami finansowymi, kto wkręciłby się do domu aukcyjnego rodu O’Shea. Jasne, że postawili na niego, skoro był najlepszym detektywem w branży. O nie, to nie próżność, to po prostu fakt. Jack potrafił poradzić sobie ze sprawami, które dla innych okazywały się nie do przeskoczenia.
Chociaż zarobił już miliony, nie wycofał się z zawodu. Kiedy dziesięć lat temu wrócił z Afganistanu, jak szalony rzucił się w wir pracy i założył Carson Enterprises. Po powrocie dowiedział się, że podczas pobytu za granicą stracił całą swoją rodzinę. Cóż mu innego pozostało niż walczyć o sprawiedliwość wszędzie, gdzie tylko mógł?
Zdarzało się jednak, że odrzucał zlecenia, które do niego nie przemawiały. Ale O’Shea to jego konik. Gdy doszło do rabunku, prowadzili z Parkerami negocjacje dotyczące kupna antyków. Jack nie miał wątpliwości, że członkowie tej przeklętej rodziny wiedzą, co wydarzyło się tamtej tragicznej nocy.
Viv zniknęła w pokoju dziecięcym. Ze ściśniętym sercem Jack zatrzymał się w przedpokoju. Demony, znowu te demony...
Szanował Viv za jej miłość do dzieci, za to, że jej serce i dom były dla nich zawsze otwarte. Ale on sam nie mógł się w to zaangażować. Stare rany nadal się nie zagoiły. I prawdopodobnie nigdy to nie nastąpi.
Viv po chwili pojawiła się z Katie wtuloną w jej ramię.
- Muszę zanieść ją do sąsiadki.
Na szczęście jej najbliższa sąsiadka - emerytowana nauczycielka i wdowa - kochała dzieci i z przyjemnością się nimi zajmowała.
- Robię, co mogę, Jack. - Spojrzała mu w oczy. - Już coś podejrzewają. Jeśli zacznę zbyt mocno naciskać, domyślą się, że nie jestem osobą, za którą się podaję.
Oczywiście Jack nie chciał, by ją zdemaskowano. Ale nie mógł się wycofać. Miał zadanie do wykonania. A to zadanie nie polegało na gapieniu się na dekolt Viv, gdy Katie pociągnęła połę żakietu. Błysk białej koronki stanika pobudził jego wyobraźnię. Och, rozpiąłby te guziki, żeby zobaczyć resztę...
Do diabła, chłopie, weź się w garść!
Viv podeszła bliżej. Z równą przyjemnością przeniósł wzrok na jej piękną oryginalną twarz. W żyłach Viv płynęła indiańska krew. Jej babka pochodziła z plemienia Siuksów, a Viv odziedziczyła po niej urodę: wysokie kości policzkowe, czarne włosy oraz ciemnobrązowe oczy. Nierzadko widział, jak mężczyźni zerkają na nią z zachwytem. I za każdym razem miał ochotę dać im w pysk.
Ogarnęło go poczucie winy. Nie powinien pragnąć innej kobiety. Przeżył już miłość swojego życia; to uczucie przeminęło, umarło, ponieważ nie było go na miejscu, by ochronić swoją żonę i dziecko.
Tłumaczył sobie, że pociąg, jaki czuje do Viv, to jedynie uboczny efekt ich długoletniej współpracy. Oprócz Tilly, jego gospodyni, Viv była jedyną kobietą, z którą w jakiś sposób był związany. Podziwiał ją za jej siłę, a zarazem wrażliwość. Dodając do tego uderzającą urodę oraz doskonale ukształtowane ciało, to całkiem naturalne, że wręcz magnetycznie go przyciągała. Ale musiał trzymać emocje pod kontrolą.
- Gramy w jednej drużynie - powiedziała z delikatnym uśmiechem. - Może wpadniesz wieczorem i porozmawiamy o tym szerzej?
- Mam dziś telekonferencję z klientami z Wielkiej Brytanii.
Viv lekko skinęła głową.
- Rozumiem. Może więc jutro? Zrobię coś na kolację i omówimy dalszą strategię.
Kolacja? Z nią i z dzieckiem? To zabrzmiało tak... po domowemu. Sprawy służbowe zwykle załatwiał w biurze albo na neutralnym gruncie. Ale dziś rano, szczerze mówiąc, przyszedł do niej, by sprawdzić, jak sobie daje radę... Nie chodziło tylko o pracę.
Do diabła, im dłużej toczy się to śledztwo, tym staje się bardziej opiekuńczy. I bardziej zaborczy.
- Możesz przyjechać do mnie - zaproponował. - Moja gospodyni coś nam przygotuje.
Otóż to. Z Tilly w pobliżu atmosfera nie będzie tak intymna. Viv często opiekowała się dziećmi, które nie miały dokąd pójść. Zachodził w głowę, dlaczego nigdy się nie ustatkowała i nie założyła własnej rodziny. Ale to nie jego sprawa. Owszem, razem pracują, ale to jeszcze nie oznacza, że ma prawo wtrącać się w jej życie.
- Z przyjemnością - zgodziła się. - Katie i ja chętnie wyrwiemy się z domu. Wyjdę z pracy około czwartej, wpadnę po nią, a potem prosto do ciebie.
Nigdy nie była u Jacka z dzieckiem. Gdy z rzadka spotykali się poza biurem, zazwyczaj byli tylko we dwoje.
- Jakieś życzenia? - spytał.
Czyżby ukradkiem zerknęła na jego usta? Czyżby chciała....?
Nie ma znaczenia, co chciała. Ich znajomość jest wyłącznie służbowa. Kropka.
- Żadnych. - Pokręciła głową z uśmiechem. - Cokolwiek podasz, będzie okej.
Jack wytarł wilgotne dłonie o dżinsy. Musi stąd wyjść. Zmęczony z niewyspania umysł zaczynał płatać mu figle, podrzucając nierealne scenariusze. Ruszył do drzwi i chwycił klamkę. Zerknął przez ramię na Viv, która podążyła za nim.
- Uważaj, Viv. Nie podejmuj zbędnego ryzyka.
- Dam sobie radę. Do jutra!
Przystanął, delektując się jeszcze przez moment jej widokiem w eleganckim różowym kostiumiku, z dzieckiem na ręku. Najwyższa pora wyjść. Zanim zapomni, że ona dla niego pracuje i sięgnie po to, czego pragnie od miesięcy. Nie potrzebuje w życiu żadnych zmian, a tym bardziej cierpień.
 
Wreszcie wybiła czwarta. Viv nie mogła się doczekać, aż opuści biuro w galerii O’Shea i pojedzie do Jacka. Zauroczenie szefem było śmieszne. Wydawało się, że to nie w jej stylu, ale musiała przyznać, że natychmiast wskoczyłaby do jego łóżka, gdyby dał zielone światło.
Żałosne. Jest żałosną kobietą, żyjącą nadzieją, że szef ją zauważy. Czy w ogóle ma czas na romans? Opiekowała się przecież dzieckiem, niemowlęciem! Zresztą wymizerowana przemęczona matka nie prezentuje się seksownie. Ale nie zrezygnuje z opieki nad dziećmi. W ten sposób zaspokajała swoją niedomogę macierzyństwa.
Cierpienie z powodu niemożności posiadania własnych dzieci w jakiś sposób przygasało, choć ból zawsze czaił się pod powierzchnią. Poza tym miała teraz mnóstwo obowiązków.
Na życzenie Jacka zatrudniła się dodatkowo w niepełnym wymiarze godzin w domu aukcyjnym O’Shea. Jako singielka na niewielu ludzi mogła liczyć. Rodzice nie mieszkali w pobliżu, a była jedynaczką. Przywykła sama sobie radzić, ale teraz naprawdę potrzebowała pomocy.
Martha, jej sąsiadka, która często pilnowała Katie, była uroczą i uczynną starszą panią, ale czasami Viv musiała zabierać dziecko do biura. Do biura, gdzie pracowała z Jackiem - swoim właściwym pracodawcą, seksownym bogatym detektywem, który nie potrafił uporać się ze swoją traumą i dostrzegać kolorów życia.
Jacka dotknęło wiele nieszczęść. Nie dziw, że pogrążył się w pracy. W wieku dziewiętnastu lat stracił matkę, a prawdziwego ojca nie znał. Potem w Afganistanie napatrzył się na okropieństwa wojny. W tym czasie w kraju zginęła jego żona. Viv głęboko mu współczuła, ale pragnęła, żeby wrócił do życia. Pragnęła pokazać mu jego jasną stronę. Gdyby tylko jej pozwolił...
Podeszła do swojego biurka na zapleczu galerii. Laney, najmłodsza z rodu O’Shea, i jedyna kobieta spośród rodzeństwa, rozmawiała w recepcji z jakimś klientem. Odkąd dowiedzieli się, że pewne informacje dostały się w ręce FBI, przynajmniej jeden z członków rodziny przebywał w biurze przez cały czas, co ogromnie utrudniało Viv węszenie, zważywszy, że spędzała tu zaledwie dwadzieścia godzin tygodniowo.
Otworzyła lewą górną szufladę antycznego biurka, by wyjąć kartkę i długopis. Musiała jeszcze zrobić listę zakupów. Katie wyrzynały się zęby i nocami marudziła. Biedne maleństwo. Straciła rodziców, a teraz jeszcze nie może spać. Viv pragnęła otoczyć czułością słodką dziewczynkę. Wszystkie dzieciaki, które przewinęły się przez jej dom, były cudowne i trudno jej było z nimi się rozstawać. Podejrzewała, że tym razem będzie to jeszcze trudniejsze.
Sięgnęła po długopis i kartkę. Korzystała z tego biurka, odkąd rok temu zatrudniła się w firmie. Zyskała już zaufanie rodziny i od czasu do czasu ogarniało ją poczucie winy z powodu swojej nielojalności. Ale nie była naiwna. Słyszała krążące po Bostonie plotki. Każdy, kto interesował się sztuką, znał rodzinę O’Shea. Powtarzały się określenia „mafia” i „gang”.
Coś musnęło wierzch jej dłoni. Wzdrygnęła się, pochyliła głowę, ale niczego nie zauważyła. Czyżby pająk?
Ponownie wsunęła rękę do szuflady. Raz jeszcze coś otarło się o jej skórę. Oświetliła wnętrze telefonem, bojąc się, że zobaczy stado włochatych tarantuli.
Ale zobaczyła tylko kawałek kartki wystający spod blatu biurka. Cóż to takiego?
Nasłuchiwała. Laney nadal rozmawiała z klientem. Biurko Viv znajdowało się w rogu, w pewnym oddaleniu. Droga wolna! Odsunęła krzesło i dokładnie zbadała spód biurka. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć?
Chwyciła papier w dwa palce i delikatnie pociągnęła. Gdy wysunął się nieco, zauważyła odręczne pismo, którego nie rozpoznała. Pociągnęła znów. Włożyła telefon do szuflady, aby podświetlić papier od dołu, i sięgnęła po niego dwoma rękami. Deska pod blatem była poluzowana. Musiała z nią trochę powalczyć, ale w końcu ją odsunęła. Do szuflady wpadł niewielki notes.
Skąd się tu wziął? Kto go ukrył w biurku?
Viv szybko schowała notes do torebki.
Lista zakupów zeszła na drugi plan. Zajmie się tym później. Zebrała swoje rzeczy, zawiązała pasek płaszcza, zarzuciła torebkę na ramię i ruszyła w stronę tylnego wyjścia. Przeszył ją zimny wiatr, gdy szybkim krokiem zmierzała do samochodu.
W aucie włączyła ogrzewanie siedzenia i wyciągnęła z torebki notes oprawiony w skórę.
Od razu zorientowała się, że natrafiła na żyłę złota. Był to odręczny dziennik nieżyjącego Patricka O’Shea, patriarchy bostońskiej rodziny, którą Jack ścigał z taką bezwzględnością. Rodziny, którą szpiegowała od roku.
Niecierpliwie przebiegała wzrokiem strony, wiedząc, jaką wspaniałą dziś niespodziankę sprawi Jackowi. Nie mogła się już doczekać...
Przewróciła kolejną kartkę. Zamarła, czytając pierwsze linijki. Przeczytała słowo po słowie dwa razy, by upewnić się, że dobrze rozumie.
Serce jej zamarło. Nie, Jack nie może zobaczyć tego dziennika! Za nic w świecie! Oczywiście było tu wszystko, czego potrzebował, by ostatecznie pogrążyć rodzinę O’Shea. Ale również stało czarno na białym, że jest nieślubnym synem Patricka!
 
Stukot obcasów o podłogę narastał w miarę, jak Viv się zbliżała. Jack wstał i odwrócił się w stronę wejścia na oszklone patio. Polecił swojej gospodyni, aby tutaj nakryła do kolacji. Będą mogli zamknąć drzwi i zapewnić sobie trochę prywatności.
Na widok Vivianny gwałtownie wciągnął powietrze. Nagły przypływ pożądania nie był niczym nowym. Za każdym razem czuł to samo, zawsze wywoływała wstrząsający efekt. Obcisły żakiet różowego kostiumiku podkreślał jej talię osy, spódnica sięgała tuż powyżej kolan, a w czarnych botkach na obcasach nogi wydawały się niebotycznie długie.
Podróżował po całym świecie, zarówno służbowo, jak i dla przyjemności, i wszędzie widywał oszałamiające kobiety. Ale to Viv, która ucieleśniała niewinność, klasę i odrobinę zmysłowości, była jedyną kobietą, o której nie mógł przestać myśleć.


Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Przyjacielska przysługa, Ukryte pragnienia
Autor Kat Cantrell, Jules Bennett
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 28-09-2018
Ilość stron 320
Oprawa Miękka
ISBN 9788327637963

Napisz recenzję