@zapalonyanalitykbankowy
Szkoda, że konferencja się skończyła, bo było super. Mimo wszystko nie ma jak w domu #paragwajkonferencja

- Przepraszam. – Pan van Horton postukał Gabby w ramię, kiedy skończyła pisać tweeta. – Mogłaby pani znaleźć bagażowego, por favor?
Gabby w duchu westchnęła. Trzeci raz w ciągu trzech dni ktoś z biura wziął ją omyłkowo za pracownika hotelu. Może nawet nie było w tym nic dziwnego. Zwłaszcza teraz, kiedy konferencja dobiegła końca i wszyscy spieszyli się do domu. Jej prosty czarny kostium przypominał uniformy pracowników hotelu. Van Horton słyszał pewnie, jak rozmawiała po hiszpańsku z menedżerką, dziękując jej w imieniu pracowników New York Corporate Bank Inc.
Przede wszystkim jednak to jej latynoskie geny odpowiadały za to, że brano ją za miejscową.
Pracowała w banku już niemal dwa lata. Widywała przełożonych w pokoju służbowym, gdzie przychodzili na kawę, mijała ich w korytarzach. Raz nawet uczestniczyła z van Hortonem w jakimś spotkaniu.
Ale on był wiceprezesem. Czy to ważne, że jej nie zna?
- Posługuje się pani angielskim? – Van Horton mówił teraz wolniej. – Szukam bagażowego.
- Tak, proszę pana. – Odwróciła się do biurka konsjerża.
- Sir. – James Pender zablokował jej drogę i skinął głową wiceprezesowi. – Zna pan Gabriellę Diaz, naszą najnowszą analityczkę ryzyka? - Puścił do niej oko, zaś van Horton szeroko otworzył usta.
- Och, oczywiście, przepraszam, pani Diaz. – Przywołał na twarz uśmiech. – Nie poznałem pani.
- Nie zostaliśmy sobie przedstawieni. – Gabby czuła, że policzki ją palą. – Poszukam bagażowego. – Miała ochotę zniknąć. Podeszła do biurka konsjerża.
Potem raz jeszcze podziękowała menedżerce hotelu i ciągnąc walizkę na kółkach, wyszła na podjazd w chwili, gdy van Horton wsiadał do taksówki.
Grzbietem dłoni dotknęła skroni. W Ameryce Południowej luty jest letnim miesiącem, lecz dzień był nieznośnie parny. A jednak wolała upał niż lodowaty Nowy Jork. Zadrżała na myśl o brudnym śniegu i błocie. Szkoda, że zabrakło jej czasu na zwiedzanie pięknego Asunción.
- Pani Diaz! – zawołał van Horton. – Pani i James pojedziecie ze mną.
Gabby się obejrzała. James właśnie zatrzymał się obok, a już po chwili pakował walizkę do bagażnika taksówki.
- Proszę z nami, pani Diaz. – Van Horton znów do niej pomachał. – Powinienem poznać moją najnowszą analityczkę ryzyka.
Gabby zaniepokoiła myśl, że stanie się obiektem zainteresowania. Van Horton pewnie ma wyrzuty sumienia z powodu incydentu w hotelu. Gdyby jednak odmówiła, pomyślałby, że ma mu za złe. Zrezygnowana pociągnęła walizkę do taksówki. James zajął miejsce obok kierowcy, więc ona wśliznęła się na tylne siedzenie obok van Hortona.
Kiedy taksówka oddalała się od hotelu, Gabby obejrzała się na górskie szczyty. Podróże to najlepszy bonus w jej pracy. W ciągu minionych miesięcy odwiedziła Los Angeles, Miami, a teraz Paragwaj. Zapewne w większym stopniu zawdzięczała to swej dwujęzyczności niż analitycznym talentom, ale wszystko pomaga w rozwoju kariery. Podwyżka, którą otrzymała w poprzednim miesiącu, poszła na college Jorgego. Gdy brat za rok ukończy studia, zacznie pomagać siostrze.
- I jak się pani podobała konferencja?
Van Horton patrzył na nią bacznie. Gabby zerknęła na Jamesa, który się odwrócił, dodając jej odwagi.
- Wykłady na temat finansowej globalizacji w świecie pozbawionych ryzyka aktywów były interesujące.
Van Horton zmrużył oczy.
- Bardzo wątpię. – Potem się uśmiechnął. – Proszę mi powiedzieć, że zobaczyła pani przynajmniej coś ciekawego. Była pani wcześniej za granicą?
- Nie, proszę pana.
- Proszę mi mówić Bob.
Uśmiechnęła się skrępowana.
- A pan? – Van Horton zwrócił się do Jamesa, który zaczął perorować o udogodnieniach hotelu, o klubie nocnym, w którym był poprzedniego wieczoru, ocenił też w skrócie wykłady, w których uczestniczył.
Nagle taksówka zatrzymała się z piskiem opon, rzucając Gabby na oparcie fotela kierowcy. Wokół rozległy się strzały. Gabby zakryła głowę przed spadającymi odłamkami szyby. Zanim zrozumiała, co się dzieje, jakiś mężczyzna otworzył drzwi i krzycząc po hiszpańsku, kazał jej wysiąść.
Nie była w stanie się poruszyć. Bandyta chwycił ją za rękę i ciągnął do starego dżipa. Inny mężczyzna wyciągnął van Hortona. Taksówkarz leżał na ziemi obok auta.
Bandyci mieli zasłoniętą dolną połowę twarzy, wszyscy byli wyposażeni w automatyczną broń.
James sam wydostał się z taksówki i uniósł ręce. Jeden z napastników dźgnął go kolbą w brzuch.
- Wyrzucić telefony! – wrzasnął napastnik.
James i van Horton sięgnęli do kieszeni marynarek i pozbyli się telefonów. Drugi bandyta znalazł torebkę Gabby na podłodze taksówki, wyrzucił jej zawartość na ziemię i kolbą roztrzaskał telefon. Mężczyzna, który stał najbliżej van Hortona, krzyknął po hiszpańsku, by wsiadali do dżipa.
- Co oni mówią, pani Diaz? – szepnął do niej van Horton.
- No hablar! – Mężczyzna z bronią dźgnął van Hortona w brzuch, a ten zgiął się wpół.
Gabby zdusiła okrzyk.
- Wsiadać! – wrzasnął znów ten z bronią i machnął karabinem, tym razem też wystrzelił. W ziemię, tuż przed nimi. Gabby krzyknęła. James przerażony wskoczył na tył dżipa. Gabby tak się trzęsła, że dopiero za drugim razem zdołała nacisnąć klamkę, podciągnęła się i wsiadła. Van Horton nie poszedł ich śladem.
- Mówisz po angielsku? – zwrócił się do jednego z bandytów. – Mam pieniądze. Mogę…
Zbir zdzielił go w głowę, van Horton padł na ziemię. Napastnik podniósł go i wrzucił na tył dżipa, po czym sam usiadł z przodu. Dżip ruszył.
Rana na głowie van Hortona tryskała krwią. Gabby zdjęła żakiet i podarła go na prowizoryczne opatrunki.
- James, przyciskaj to do rany. – James tylko na nią patrzył. Zirytowana chwyciła go za rękę. – Przyciskaj mocno. – Potem zdjęła van Hortonowi krawat i obwiązała ranę.
Kiedy jechali starym dżipem wyboistą drogą, nie spuszczała oka z van Hortona. Wydawało się, że godzinami pną się górską drogą. Porywacze cały czas trzymali ich na muszce. Nie mogła wyskoczyć z samochodu, nie mogła też porzucić van Hortona, który nie odzyskał przytomności.
Upał był nie do zniesienia. Gdy wreszcie się zatrzymali, zlana potem Gabby umierała z pragnienia i czuła, że musi opróżnić pęcherz. Wszystko to jednak przestało się liczyć, kiedy zaciągnięto ich do jakiejś chaty w środku pustkowia i tam ich związano. James miał wyraźne objawy katatoniczne. Van Horton nie odzyskał przytomności. Gabby nie była pewna, czy którekolwiek z nich z tego wyjdzie.

- Gotowy? – porucznik cicho spytał Claya.
Clay Bellamy pokazał uniesione kciuki.
Porucznik przekazał dowództwu przez radio, że zaraz wchodzą, i prosił o potwierdzenie domyślnej pozycji.
Minionej nocy oddział SEAL, sił specjalnych amerykańskiej marynarki wojennej, wylądował w górach Paragwaju. Wylądowali na polanie, a potem przeszli wiele kilometrów przez dżunglę, by zająć pozycję pół kilometra od celu. Ich misją było uratowanie trojga obywateli USA przetrzymywanych przez nieznanych porywaczy.
Informacje wywiadowcze były skąpe. Przypuszczalnie nie odpowiadał za to miejscowy kartel. Amerykanie byli pracownikami banku, a ich bank przed dwoma dniami za pośrednictwem Twittera otrzymał żądanie okupu. Najpewniej zakładnicy wciąż żyli. Jednak rzadko się zdarza, by po zapłaceniu okupu pozostawiano ich przy życiu. A fakt, że to raczej nie była sprawka kartelu, nie oznaczał, że porywacze nie są uzbrojeni po zęby.
Porucznik ścisnął ramię Claya, a Clay ruszył biegiem na tył zrujnowanej chaty, trzymając się blisko ziemi.
Porucznik pozostał w ukryciu, by komunikować się z dowództwem. Bull celował karabinem M40 w dwóch strażników przy drzwiach chaty.
Clay dał znak, że oddział zajął pozycję. Bull zastrzelił obu strażników. Doughboy i Chipper pobiegli za róg i chwycili postrzelonych mężczyzn, nim ci upadli na ziemię, by nie przestraszyć nikogo wewnątrz chaty. Clay zabrał broń i telefony strażników, po czym dał sygnał do wejścia.
Wpadli do środka, wyważając drzwi. Chipper strzelił do mężczyzny siedzącego przy stole w chwili, gdy tamten w niego wycelował. Rozbiegli się i sprawdzili dwa pozostałe pomieszczenia. Oba były puste. Ani śladu zakładników. A gdzie reszta porywaczy? Przed świtem żołnierze przeszukiwali okolicę i nikogo nie znaleźli.
- Kryjcie mnie – rozkazał Clay Doughboyowi i Chipperowi, a potem pochylony wybiegł na dwór w stronę czegoś, co przypominało studnię. Murek wysokości sześćdziesięciu centymetrów okalał dziurę w ziemi.
W dzieciństwie podczas wakacji Clay zarabiał, kosząc trawę u sąsiadów, a także przy kościele. Kumpel jego ojczyma miał na podwórzu studnię o podobnym wyglądzie, tyle że tamten murek zbudowany był z kamieni. Studnia znajdowała się obok drzewa, wokół jego pnia była owinięta długa lina z wiadrem na końcu.
Ta studnia nie miała liny. Ani wiadra.
Zbliżywszy się do niej, Clay przechylił się przez obmurowanie i zajrzał do środka, wołając:
- Tu marynarka wojenna USA. Jest tam kto?
Cisza. Przeklął pod nosem i odwrócił głowę w stronę chaty. Potem z dołu dobiegł cichy głos:
- Jesteśmy tu. – To był głos kobiecy.
- Ilu was jest?
Clay sięgnął po latarkę i zaświecił w dół. Ledwie dojrzał ręce, które zasłoniły twarz.
- Dwoje – odparła kobieta.
- Może mi pani podać nazwiska? – Musiał najpierw zweryfikować zakładników.
- Gabriella Diaz i James Pender.
Clay przekazał nazwiska porucznikowi, po czym znów zawołał w głąb studni:
- Ktoś potrzebuje pomocy medycznej?
- Nic nam nie jest. Ale nie ma tu van Hortona. Został ranny. Znaleźliście go?
Zważywszy na okoliczności, głos kobiety brzmiał nadzwyczaj spokojnie. Van Horton. Ranny i zaginiony. Niedobrze.
- Wydostaniemy was. Trzymajcie się.
- Nie zostawiajcie nas! Musicie nas stąd wydostać! – zawołał tym razem mężczyzna.
Clay przesunął promień światła latarki, aż dojrzał bladego mężczyznę.
- Zrzucę wam linę. Przewiążcie się pod pachami, a ja was wyciągnę, po kolei. – Potem zwrócił się do swoich ludzi. – Jednego brak. Przeszukajcie teren.
Doughboy, Chipper i reszta ruszyli w stronę leśnej gęstwiny. Clay oparł karabin o murek, zdjął plecak i wyjął z niego nylonową linę. Nie miał jej do czego przywiązać, więc obwiązał się nią w pasie, po czym rzucił linę w dół z nadzieją, że jest wystarczająco długa. Słyszał jękliwy męski głos w dole.
- Ja pierwszy! Ja muszę pierwszy!
- Tam jest częściowo zakopane ciało – usłyszał w uchu głos Chippera. – Biały mężczyzna. Myślę, że to on.
Liną szarpnęło. Clay mocno oparł się nogami o obmurowanie z cegły, odchylił się i ciągnął linę, aż na wysokości obmurowania pojawił się wysoki zabłocony mężczyzna. Na twarzy miał ślady łez. Kiedy stanął na ziemi, szlochając objął Claya.
W końcu Clay był zmuszony go odsunąć i zdjąć z niego linę. Jakim trzeba być tchórzem, by nie puścić kobiety pierwszej? Zniesmaczony rzucił znów linę do studni.
- Teraz pani.
Po chwili poczuł, że lina się naciągnęła, bez trudu ją pociągnął. Ze studni wyłoniła się twarz w kształcie serca. Długie loki kobiety były brudne i splątane, duże brązowe oczy patrzyły na niego z niedowierzaniem. Wargi jej drżały, choć usiłowała je zacisnąć. Kiedy stanęła na ziemi, nogi się pod nią ugięły. Clay chwycił ją w pasie.
- Przepraszam…
- Nie ma za co, zaraz odstawimy was do domu.
- Co z panem Hort…
Z prawej strony Claya rozległ się huk wystrzału. Clay padł na ziemię, pociągając za sobą kobietę. Mężczyzna zaszlochał jeszcze głośniej i skulił się obok Claya.
- Nie ruszajcie się. – Przeleciały kolejne pociski. Clay chwycił karabin.
W uchu słyszał wyszczekującego rozkazy porucznika.
- Zabezpieczyć cel i wycofać się.
Cholera. Porywacze nie zamierzali im tego ułatwić.
- Chipper dostał! – krzyknął Doughboy w uchu Claya.
Shorty wycofał się na polanę, strzelając za siebie. Jego lewa ręka krwawiła. Clay go osłaniał, strzelając w kierunku, skąd leciały pociski. Kiedy Shorty ukrył się za obmurowaniem studni, zakładnik chwycił go z całej siły.
- Musicie mnie stąd wydostać.
Kobieta podczołgała się do kolegi i otoczyła go ramieniem, szepcząc mu do ucha uspokajające słowa. Clay nie wiedział, czy na jej miejscu zachowałby taki spokój.
Porucznik wydał kolejne rozkazy, gdy nagle rozpętało się piekło.
- Nasza pozycja jest zagrożona. Wycofujemy się.
Clay dał znak Shorty’emu, by zabrał zakładników. On sam zamierzał wrócić po Doughboya i Chippera.
Niestety kobieta się potknęła – albo mężczyzna ją popchnął, a ogień był zbyt duży, by Shorty po nią wrócił. Przeklinając, Clay cofnął się i znów zasłonił ją własnym ciałem, jednocześnie strzelając w stronę gęstwiny.
- Mam Chippera! – zawołał Doughboy w słuchawce.
Jedno zmartwienie mniej. Clay chwycił kobietę w pasie i zaczął biec, ale samochód porywaczy wyjechał wprost na nich. Gwałtownie skręcając w lewo, Clay rzucił się w gęste poszycie, tym razem wybierając drogę odwrotu, którą wypatrzył poprzedniego wieczoru. Wyciągnął z pasa granat ogłuszający i rzucił go za siebie. Miał nadzieję, że to spowolni pościg.
Nie zważając na splątane krzewy, brnął naprzód, by znaleźć się jak najdalej od napastników.
W oddali wciąż rozlegały się strzały, za to szum silnika samochodu osłabł. Kobieta szła teraz samodzielnie, więc zamiast ją obejmować, wziął ją za rękę, zwalniając.
- Proszę iść tuż za mną.
Miał nadzieję, że wytrzyma takie tempo. Przedzierał się dalej, karabinem odgarniając z drogi gałęzie. Kiedy uznał, że strzały ustały i nikt za nimi nie idzie, ledwie łapał oddech, a jego mundur polowy był przesiąknięty potem.
Zatrzymał się i przykucnął, kobieta zrobiła to samo. Otarł twarz rękawem, próbował ocenić sytuację. Są odcięci od reszty oddziału. Nie zdążą dotrzeć do helikoptera, który czekał w umówionym miejscu. Zanim straci zasięg, podał porucznikowi przez radio ich pozycję i powiedział, by wysłał helikopter w inne miejsce.
Kobieta patrzyła na niego z wyczekiwaniem, nie zadając pytań. Jej wiara w jego możliwości wydostania jej z opresji zdawała się niezachwiana. Liczył na to, że jej nie zawiedzie. Bo muszą spędzić tę noc w dżungli.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Zatraceni w rozkoszy
Autor Jillian Burns
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 08-06-2018
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635846

Napisz recenzję