– Rafe, będziesz mi dziś potrzebny. Zanieś to do Antilles Suite – powiedziała Maresa Delphine, podając młodszemu bratu gigantyczną butelkę płynu pod prysznic. – Spodziewam się ważnego gościa, który na dzień dobry zamówił sobie gorącą kąpiel, ale nie mam pojęcia, o której może się pojawić.
Jej dwudziestojednoletni brat, który niedawno doszedł do siebie po dość poważnym uszkodzeniu mózgu w wypadku samochodowym, nie raczył nawet wyciągnąć ręki, by wziąć od siostry pojemnik. Oczami koloru orzecha śledził bowiem ruchy zaprzyjaźnionej barmanki, która podawała właśnie siedzącemu na patio klientowi specjalny drink o wdzięcznej nazwie Zemsta Czarnobrodego Pirata.
Wysokie od podłogi po sufit okna hotelu Grand Carib umożliwiały ogląd tego, co dzieje się w barze w stylu tropikalnym oraz na słynnej Barefoot Beach. W tle połyskiwały fale Morza Karaibskiego. W hotelu panowało popołudniowe ożywienie, Maresa musiała więc sama pobiec do miejscowego sklepiku typu „mydło i powidło” po zestaw specjalnych produktów do kąpieli. Wszyscy, których zatrudniała na etatach gońców, byli zajęci wykonywaniem zleceń gości, a nowo przyjęty do pracy, wymagający ściślejszego nadzoru goniec, czyli jej brat, który dopiero zakończył rehabilitację, był nieosiągalny.
Nie odpowiadał na wezwania, a to niedopuszczalne, jeśli nadal chce tu pracować. W końcu wszystkie jego niedociągnięcia idą na konto Maresy. A ona nie może sobie teraz pozwolić na utratę posady w tym ekskluzywnym hotelu na prywatnej wysepce w pobliżu Saint Thomas, wchodzącej w skład archipelagu Wysp Dziewiczych. Piastowała tu prestiżowe stanowisko – hotelowy konsjerż to kluczowa osoba z punktu widzenia gości, który ma za zadania organizować życie od A do Z.
Pensja Maresy to praktycznie źródło utrzymania dla całej rodziny. A dla brata taka nadzorowana przez nią praca to z kolei szansa na lepszy pakiet ubezpieczeniowy, który zapewni mu dodatkowe usługi medyczne, których jeszcze długo może potrzebować. Dyrektor hotelu zgodził się na zatrudnienie Rafe’a, ale wyłącznie pod warunkiem, że siostra będzie go kontrolować w czasie trwającego trzy miesiące okresu próbnego. Poza tym nie można dopuścić, by inni pracownicy dostrzegli w tej sytuacji coś niewłaściwego.
– Rafe – powtórzyła, delikatnie trącając brata pojemnikiem różanego płynu. Terapeuta zawsze powtarzał, że chłopakowi trzeba dawać konkretne zadania, żeby się nie rozpraszał. – Przyniosłam świeżutkie rogaliki, zjemy je sobie razem w czasie następnej przerwy, ale teraz musisz mi pomóc. Zaniesiesz to do apartamentu Antilles Suite, dobra? A jak dostaniesz ode mnie esemesa, odkręcisz kran z ciepłą wodą i wlejesz to do wanny, żeby zrobiła się piana. Okej?
Pan Holmes, wyczekiwany i niezwykle wymagający gość, może się przecież lada chwila pojawić w drzwiach. Zadzwonił rano. Nie potrafił podać dokładnej godziny przyjazdu, ale na długiej liście jego oczekiwań gorąca kąpiel z bąbelkami widniała na pierwszym miejscu.
Spojrzała na maleńki elegancki zegarek, prezent od poprzedniego szefa. Pracowała w jednym z paryskich hoteli i była to jej ukochana praca. Ale rok temu, po wypadku matki, w którym ciężko ranny został Rafe, musiała z niej zrezygnować. Jej miejsce jest teraz tu, w Charlotte Amalie. Przy bracie, który potrzebuje pomocy.
I nie może dopuścić, by zatrudnienie go pod jej okiem w Carib Grand Hotel okazało się niefortunnym pomysłem.
– Rozumiem. Zaraz pójdę do Antilles Suite – odparł Rafe. Wziął pod pachę butlę z płynem, ale nie odrywał wzroku od barmanki, ślicznej dziewczyny o imieniu Nancy, która była dla niego szczególnie miła. – I powiesz mi przez telefon, kiedy mam zacząć napuszczać wodę do wanny.
Chcąc odwrócić jego uwagę, Maresa dotknęła policzka Rafe’a. Poczuła pod palcami nierówną powierzchnię sporej blizny poniżej lewego ucha. Ich matka cierpiała na stwardnienie rozsiane i rok temu nagły rzut choroby spowodował chwilowy paraliż. Akurat prowadziła samochód i wjechała na słup telegraficzny.
Rafe nie był przypięty pasami i wypadł przez przednią szybę. Opieka nad nim przypadła w udziale Maresie, matka miała dość własnych kłopotów zdrowotnych. Na ojca nigdy nie można było liczyć. Wiecznie spłukany amerykański biznesmen, organizator rejsów turystycznych, ciągle w drodze. Jedyne, co potrafił, to zwodzić matkę Maresy obietnicami, że w przyszłości, kiedy się dorobi, osiądą razem w Wisconsin.
Gdy Maresa skończyła dziesięć lat, ostatecznie zniknął z horyzontu, przeprowadzając się do Europy. A Maresa nie miała nic przeciwko temu, by podporządkować swoje życie opiece nad Rafe’em. Sprawiało jej to radość. On już do końca życia będzie się zmagał z napadami złego nastroju, chwilowymi zanikami pamięci i trudnościami w uczeniu się nowych rzeczy. Ale Rafe to Rafe. Uwielbiany przez nią brat. To on najbardziej wspierał ją, gdy narzeczony rzucił ją tydzień przed ślubem, to jego pomysłem był wyjazd do Paryża.
Towarzyszył jej w przeżytym upokorzeniu, więc teraz ona będzie towarzyszyć jemu. Do końca życia.
– Rafe? Pójdziesz do Antilles Suite…
Powtórzyła instrukcję słowo w słowo. Może prościej byłoby, gdyby dołączył do ekipy sprzątającej albo do ogrodników, ale kto by wtedy nad nim czuwał?
– Kąpiel z bąbelkami – uśmiechnął się Rafe. – Możesz na mnie liczyć – dokończył i pogwizdując, oddalił się w stronę windy.
Ulga, którą odczuła Maresa, okazała się krótkotrwała, gdyż przed hotelem zatrzymała się limuzyna. Portier podążył w jej kierunku, gotów do odebrania bagaży gościa.
Maresa poprawiła przypiętą do klapy jasnego lnianego żakietu orchideę. Jeśli pasażerem jest pan Holmes, będzie musiała go czymś przez chwilę zająć, by dać Rafe’owi czas na zorganizowanie kąpieli. Facet przez telefon był roszczeniowy i opryskliwy do granic chamstwa. Żądał apartamentu w miejscu, gdzie jego maltańczyk mógłby biegać po prawdziwej trawie określonego gatunku, asystenta do wyprowadzania psa – z trzyletnim co najmniej doświadczeniem i referencjami, psiego fryzjera, codziennie świeżego bzu w wazonie i specjalnego rodzaju pieczywa sprowadzanego co wieczór z wiejskiej piekarni na północy stanu Nowy Jork.
A to tylko początek. Co jeszcze może mu przyjść do głowy w ciągu dwutygodniowego pobytu? Gość tego typu – głośny i namolny – może zadecydować o przyszłości twojej zawodowej kariery. A ona kochała to, co robi. Wybrała ten zawód, bo pozwolił wprowadzać więcej porządku w jej własne życie, na którym ciążył chaos dzieciństwa z wiecznie nieobecnym ojcem i wiecznie chorą matką. Na wyspie można wręcz przebierać w ofertach pracy, ale ona postawiła na Carib Grand. I nie stać jej na niepowodzenie.
Uspokajała się za pomocą drobnych rytualnych gestów: położenia równo na pulpicie czystej kartki papieru oraz długopisu, otworzenia w komputerze listy restauracji, w których można dokonać rezerwacji. Zyskiwała dzięki temu poczucie, że nad wszystkim panuje, że da radę. Dopóki nie podniosła oczu…
Jasny gwint!
Widok wysiadającego z limuzyny wysokiego, wspaniale zbudowanego faceta zapierał dech w piersiach. Oczywiście niespoufalanie się z gośćmi należy do żelaznych zasad etyki zawodowej personelu. Ale gdyby można było zrobić maluteńki wyjątek… Nie miałaby nic przeciwko temu, by z bliska poznać tę niesamowitą, skrytą pod dizajnerskim jedwabnym garniturem rzeźbę ciała. Facet górował nad całym tłumem otaczającym wejście od strony dziedzińca. Nie wyłączając Wielkiego Billa, naczelnego odźwiernego.
Ciemnowłosy przybysz zapiął marynarkę, poprawił krawat i jego wzrok koloru zimnego błękitu spoczął wprost na niej. Trafiona, zatopiona.
To jednak chyba nie może być pan Holmes? Taki stuprocentowy samiec nie zamawia do pokoju bukietu bzów. Codziennie świeżego.
Odetchnęła głęboko, a przybysz odwrócił się w stronę samochodu i wyciągnął ramiona, w które natychmiast wskoczył biały piesek o jedwabistej sierści. Maltańczyk.
 
Cameron McNeill lubił psy.
Szczególnie te duże, silne, które mogły dotrzymywać mu kroku w długodystansowych biegach. Ta zaś długowłosa suczka, czystej krwi maltańczyk, laureatka wielu nagród, była jedynie jednym z towarzyszących mu w podróży służbowej rekwizytów.
Poppy miała wzmacniać jego wizerunek szczególnie wymagającego gościa hotelowego. Cam przybył bowiem do Carib Grand Hotel, świeżego nabytku rodzinnej firmy, z tajną misją. Chciał sprawdzić, jak funkcjonuje placówka, udając zwykłego, choć nieco kapryśnego klienta. Gdyby przyjechał tu oficjalnie jako właściciel i wiceprezes McNeill Resorts, z pewnością zostałby obsłużony nienagannie, wręcz wzorowo. Ale wtedy nie dowiedziałby się niczego o nurtujących ten zakład problemach. Natomiast jako pan Holmes, pierwszej klasy wrzód na dupie, może stawiać personel na baczność i obserwować reakcje.
Po przejrzeniu raportów z ostatnich dwóch miesięcy Cameron nabrał podejrzeń, że nie wszystko w Grand Carib idzie jak z płatka. A ponieważ osobiście rekomendował firmie zakup akurat tej placówki, wolał nie czekać na wyniki audytu zewnętrznego. Stać go było na wynajęcie najlepszych kontrolerów, ale wolał wszystko sprawdzić sam. W końcu pańskie oko konia tuczy.
A przy okazji może uda mu się poznać przyrodnich braci. Niedawno bowiem na światło dzienne wyszła długo skrywana tajemnica – jego ojciec miał kochankę, zaś owoce tego romansu mieszkają na sąsiedniej wysepce.
Ale to potem. Najpierw interesy.
– Witam w Carib Grand. – Starszy wiekiem portier z szacunkiem skinął mu głową i uśmiechnął się przyjaźnie.
Cam przybrał marsową minę. Nie było to szczególnie trudne, gdyż długa sierść Poppy kleiła mu się do marynarki, a jej zawiązana na czubku głowy kokardka i merdający ogon drażniły go w podbródek. Ogólnie jednak Cam lubił ludzi i udawanie ważniaka nie przychodziło mu łatwo. Ale to jedyny sposób na dowiedzenie się, co dzieje się w tym hotelu. Musi się wykazać biznesową przenikliwością i sprostać wymaganiom mocno już starszego dziadka, który ostatnio bacznie przygląda się wszystkim potencjalnym spadkobiercom.
Hol w Carib Grand robił wrażenie przyjemnego i gościnnego. Cameron pamiętał go z wizyty sprzed pół roku, kiedy ośrodek na krótki czas zamknięto. Uwagę przykuwały wysokie aż po sufit okna, dzięki którym cały czas widać było połyskującą powierzchnię morza.
Zwisające kosze z egzotyczną roślinnością stanowiły piękną oprawę tego widoku, nie zakłócając go jednocześnie. Usadowiona na jego przedramieniu niczym królowa na tronie Poppy wyczuła zapach bugenwilli i przekrzywiła pyszczek.
Obsługa recepcji w postaci jednej zaledwie osoby zajęta była innym klientem. Boy hotelowy najwyraźniej przydzielony Cameronowi, młody chłopak z obfitym, złożonym z dredów końskim ogonem, wskazał mu ruchem głowy kontuar konsjerża, zza którego uśmiechała się olśniewająca brunetka.
– Panna Delphine pomoże się panu zameldować – powiedział boy, umieszczając bagaż gościa na wózku. – Może życzy pan sobie, żebym ja w tym czasie pospacerował z pieskiem?
Uff, nic nie mogło uradować Cama bardziej niż propozycja chwilowego uwolnienia się od Poppy i jej owijającej się dookoła guzików jego ubioru białej sierści.
– To ona. Ma na imię Poppy – warknął, nie odrywając wzroku od ponętnej konsjerżki, która wpadła mu w oko w momencie, gdy wysiadał z limuzyny. – A ja prosiłem o profesjonalnego dog walkera, z referencjami.
Boy skinął głową i cofnął się, z ulgą przekazując gościa w ręce opalonej piękności, która wysunęła się zza kontuaru. Jej uroda była niewątpliwie udaną mieszanką cech charakteryzujących ludy zamieszkujące rejon Karaibów. Śniada cera, szeroko rozstawione złoto-płowe oczy, naturalnie kręcone ciemne włosy o rozjaśnionych słońcem końcówkach. Nieskazitelna figura i postawa, świetnie dopasowany kostium z lnu, wszystko w stu procentach profesjonalne.
Wielka szkoda, że przez dwa tygodnie będzie musiał odgrywać rolę przeciwnika tej ponętnej kobiety. Ale cóż, przybył tu z misją zrobienia niezłego zamieszania, potrząśnięcia załogą, a konsjerż to w każdym hotelu najważniejsze stanowisko. Wkurzanie ludzi będzie więc musiał zacząć od niej.
– Witam, panie Holmes. – Fakt, że pamiętała jego nazwisko, zapisał jej na plus. – Mam na imię Maresa. Bardzo nam miło powitać pana, jak również Poppy.
Tak, to przecież z Maresą Delphine rozmawiał przez telefon, celowo przedstawiając jej drobiazgową listę niemal niewykonalnych w tak krótkim czasie żądań. Chciał sprawdzić, jak sobie z nimi poradzi.
No i cóż? Stoi tu przed nim, nie okazując najmniejszych oznak zdenerwowania. Trzeba ją będzie trochę podrażnić. Będzie tak postępował z każdym zatrudnionym, by wykryć najsłabsze ogniwa hotelowej obsługi.
– Poppy bardzo by już chciała się dowiedzieć, kto ją będzie wyprowadzał – przeszedł do rzeczy, puszczając mimo uszu szczebiotliwe zachwyty Maresy nad pieskiem, kwitowane przez zwierzaka gwałtownymi ruchami głowy. – Mogę w końcu obejrzeć jakieś referencje?
– Oczywiście – odparła Maresa z promiennym uśmiechem. – Mam je na pulpicie, zaraz przyniosę.
Gdy się odwróciła, Cameron omiótł wzrokiem jej szczupłe biodra. W ostatnim czasie zrobił sobie urlop od randek bez zobowiązań i zaczął myśleć o ożenku. Nie żeby tak bardzo mu się do niego spieszyło, ale dziadek oznajmił swoją wolę: warunkiem otrzymania w spadku McNeill Resorts będzie stabilna sytuacja życiowa wnuka. Krótko mówiąc, przyszły dziedzic musi mieć żonę.
Cameron schrzanił sytuację, nieopatrznie oświadczając się pierwszej lepszej, podsuniętej mu przez swatkę kobiecie. No i teraz te wszystkie miesiące bez seksu dają spektakularny efekt. Aż zazgrzytał zębami, tak mocne było nagłe pożądanie, które dopadło go nie w porę...

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Nieodparte pożądanie
Autor Joanne Rock
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 03-08-2018
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327636638

Napisz recenzję