Na to mnie madame Dubois nie przygotowała!
Joanna stała w ciemnym kącie biblioteki w Huntford Place i przyciskając książkę do piersi, obserwowała, jak Frances, najstarsza córka Huntforda, oraz porucznik Foreman oddają się namiętnemu pocałunkowi. Nie pierwszy raz nie zważali na obecność Joanny, jakby w tym domu miała ten sam status, co zwykły mebel.
Tymczasem porucznik Foreman przyparł Frances do ściany; jedną ręką złapał ją za pierś, a drugą za biodro. A Frances, zamiast zdecydowanie sprzeciwić się tak śmiałemu zachowaniu i zaprotestować, przywarła do niego i zarzuciła swą szczupłą nóżkę w jedwabnej pończoszce na jego biodro.
Joanna tęsknie zerknęła na drzwi. W pokoju rozlegały się westchnienia i pomruki parki, a ona zastanawiała się, jak powinna teraz się zachować.
Nie. Nie mogę uciec. Jestem guwernantką! – powiedziała sobie w duchu i zebrała się na odwagę. Nie mogła pozwolić na kompromitację swojej podopiecznej. Nigdy wcześniej nie znalazła się w takiej sytuacji i zupełnie nie wiedziała, jak rozdzielić zakochanych. Kiedy jednak ręka porucznika Foremana zawędrowała pod suknię Frances, Joanna chrząknęła donośnie.
– Uhm… – chrząknęła, a kiedy roznamiętniona parka nie zareagowała, powtórzyła: – Uhm!
Porucznik Foreman obejrzał się i odwrócił przodem do Joanny, podczas gdy ukryta za jego plecami Frances poprawiała stanik kosztownej sukni z żółtego jedwabiu. Joanna próbowała nie zauważać wciąż wyraźnej oznaki podniecenia, którego kształt rysował się na jego spodniach tuż poniżej paska. Białe bryczesy bezlitośnie wszystko zdradzały.
– Proszę wybaczyć, panno Radcliff. – Skłonił się i wypadł z pokoju, zostawiając Frances na pastwę losu.
Joanna na przemian zaciskała i rozluźniała palce na okładce książki. Miała nadzieję, że jego zachowanie nauczy tę zarozumiałą Frances czegoś o mężczyznach i pozwoli jej zrozumieć swój błąd. Tymczasem Frances zaczerwieniła się z gniewu, a nie ze wstydu. Utkwiła w guwernantce wściekły wzrok i syknęła:
– Jak śmiesz wtrącać się tak bezceremonialnie w moje sprawy?
– Byłam w bibliotece, kiedy ty i porucznik Foreman…
– Nie waż się o tym mówić ani ze mną, ani z nikim innym, rozumiesz? – Frances podbiegła do Joanny i wytrąciła jej książkę z ręki. Tomik wylądował z łoskotem na podłodze.
– Nie, oczywiście, że nie – jąkała wstrząśnięta Joanna. To ona powinna udzielać reprymendy i wydawać nakazy, a tymczasem milczała w obawie, że jeśli się odezwie, to tylko pogorszy sprawę.
– Dobrze, bo jeśli nie, to dopilnuję, żebyś została stąd odesłana bez referencji. – Frances odrzuciła do tyłu głowę otoczoną blond lokami i opuściła pokój, jakby to ona była właścicielką tego domu, a nie jej ojciec, sir Roger. Wszystkie cztery panny Huntford były równie rozpieszczone i bezczelne. I wszystkie odnosiły się do Joanny pogardliwie.
Joanna namacała ręką oparcie stojącego za nią fotela i ciężko opadła na zakurzoną tapicerkę. Nie tak wyobrażała sobie pracę guwernantki. Powinna powiedzieć sir Rogerowi i lady Huntford o skandalicznym zachowaniu córki, ale zdawała sobie sprawę, że pracodawcy mieliby pretensję do niej, a nie do Frances.
Jaka szkoda, że nie ma tu Racheli…! – westchnęła w duchu. Przyjaciółka umiała postępować z dziećmi, a nawet z niektórymi starszymi dziewczętami w szkole. Wiedziałaby, co zrobić w tej sytuacji.
Ale nie było jej tutaj, madame Dubois czy panny Fanworth także; nikt nie mógł jej pomóc. Znowu została sama, zdana wyłącznie na siebie.

Luke szybko wbiegł po schodach rezydencji w Mayfair. Miał na sobie czerwoną, wełnianą kurtkę munduru, przesiąkniętą zapachem stęchlizny i wilgoci panującym na statku, którym przypłynął z Francji. Przesunął ręką po zarośniętym podbródku. Powinien po przyjeździe wpaść do klubu, żeby wykąpać się i ogolić, ale od chwili, gdy zszedł na ląd w Greenwich, pragnął tylko jednego: spotkać się z narzeczoną, Dianą Tomalin.
Został sprowadzony do domu z poleceniem znalezienia sobie żony i spłodzenia rodzinie dziedzica. Im szybciej sfinalizuje sprawę z Dianą, tym prędzej osiągnie cel i będzie mógł powrócić do swego regimentu w Hiszpanii. Piekielnie zabolała go konieczność sprzedaży patentu oficerskiego i to zaledwie w cztery miesiące po awansie na stopień majora. I niech go licho porwie, jeśli zrezygnuje na zawsze z tego, co zdobył, ryzykując własne życie!
Collins, kamerdyner Tomalinów, otworzył drzwi i na widok Luke’a wytrzeszczył małe oczka w nalanej twarzy.
– Major Preston.
– Dzień dobry, Collins. Czy zastałem pannę Tomalin? – Luke zdjął z głowy czako i podał mu je, wchodząc do holu rezydencji.
– Tak, sir, ale… – Kamerdyner miętosił w drżących rękach wojskowe nakrycie głowy, zdobiące je pióro trzęsło się, podobnie jak jego głos.
– Collins, kto to? – dobiegł z salonu głos Diany.
– To ja. – Luke wpadł do zalanego słońcem pokoju i stanął jak wryty. Podniecenie wyparowało z niego jak dym z lufy działa.
Diana stała na środku dywanu i nie podnosząc na niego oczu, położyła rękę na zaokrąglonym brzuchu. Na jej palcu lśniła złota obrączka.
– Witam w domu, majorze Preston.
– Kiedy zamierzałaś mnie zawiadomić, że nie jesteśmy już zaręczeni? – zapytał Luke. – A może miałaś nadzieję, że Napoleon załatwi to za ciebie?
Diana przesuwała po palcu ślubny pierścień z wielkim kamieniem, zbyt dużym na tak delikatnej dłoni.
– Matka powiedziała, żebym nie pisała, bo masz dość zmartwień i bez tego. Przekonywała, że nie powinnam już dłużej na ciebie czekać, że pięć lat to i tak za długo, że możesz zginąć, a moja młodość przeminie i stracę jakiekolwiek szanse na małżeństwo.
– Tak, stosunek twojej matki do naszych zaręczyn był zawsze nadzwyczaj praktyczny. – Dlatego właśnie zgodził się trzymać ich zaręczyny w tajemnicy, dopóki nie wróci z wojny z pełną sakiewką i wyższym stopniem wojskowym. Boże broń, żeby pani Tomalin zaakceptowała zięcia podporucznika i w dodatku młodszego syna hrabiego. – Kim jest ten szczęśliwy dżentelmen?
– Lord Follet – wyszeptała Diana, raczej zawstydzona niż rozkochana w swoim wybranku.
– Rozumiem. – Jak niemal wszystkie kobiety, z którymi Luke miał do czynienia, zanim zaciągnął się do wojska, wybrała mężczyznę, który górował nad nim tytułem i majątkiem. – Więc jesteś już lady Follett. A gdzie twój czcigodny małżonek? Pewnie w Bath, gdzie zażywa kąpieli, by wyleczyć reumatyzm?
– Nie miałam wyboru, musiałam go przyjąć, żeby spłacić długi ojca… Nie wiedziałam, czy jeszcze kiedykolwiek cię zobaczę! – krzyknęła Diana, poirytowana jego sarkazmem. – W Anglii wiele się zmieniło od twojego wyjazdu. Surowe zimy spowodowały nieodwracalne straty w rolnictwie, przez kilka lat z rzędu praktycznie nie było plonów i ojciec zaczął popadać w długi, jak wielu innych.
Bez wątpienia upodobanie do hazardu skutecznie powiększyło jego zadłużenie, pomyślał Luke, ale ugryzł się w język, pełen współczucia dla Diany, nawet jeśli na to nie zasługiwała. Nie tylko jej rodzinie ruina zajrzała w oczy i nie ona jedna starała się to ukryć. Ojciec i dziadek Luke’a przez wiele lat starali się postawić na nogi Pensum Manor, który o mało nie został przegrany w karty przez jego nieodpowiedzialnego pradziadka. Powtarzające się nieurodzaje ponownie zagroziły majątkowi. I Luke, podobnie jak Diana, musiał zawrzeć korzystne małżeństwo, kierując się przede wszystkim względami materialnymi. Nienawidził się za to.
– Z pewnością mogłaś wybrać kogoś, kto pasowałby do ciebie lepiej niż ten starzec.
– Przede wszystkim mam obowiązek wobec ojca i rodziny, nie wobec ciebie, a nawet siebie samej. – Usiadła w fotelu i w końcu podniosła na niego brązowe oczy, pełne milczącego błagania o zrozumienie. Nie mógł znieść tego spojrzenia. Przecież właśnie opuścił swoich ludzi i porzucił karierę wojskową, żeby wrócić do domu i spełnić obowiązek wobec rodziny. Nie powinien mieć pretensji do Diany, że zrobiła to samo.
– Wydaje się, że oboje zostaliśmy zmuszeni do poświęcenia. Ty przyjęłaś lorda Follett, a ja dziedzictwo.
– A twój brat i jego żona?
– Po dziesięciu latach małżeństwa nie doczekali się potomstwa. Jeśli to się nie zmieni…
– To ty odziedziczysz tytuł… – Przycisnęła rękę do czoła, kiedy uświadomiła sobie, z czego zrezygnowała, ulegając żądaniom rodziców. Ale ewentualny tytuł i niepewna przyszłość to nie to samo, co stary, bogaty baron, który pojawił się pewnego dnia na progu ze specjalnym zezwoleniem na ślub.
Tymczasem Luke nie chciał dłużej dręczyć Diany swoją obecnością i pretensjami, więc wziął od kamerdynera czako i wsunął je pod pachę.
– Życzę ci wszystkiego najlepszego, miłego dnia.
Wyszedł z domu, nie czekając na odpowiedź, i wskoczył do dorożki czekającej przy krawężniku. Zrzucił z siedzenia stopę kapitana Reginalda Crowthera, który wyciągnął się i uciął sobie drzemkę.
Przyjaciel drgnął gwałtownie i uniósł czako, którym zasłonił sobie oczy. Już miał rzucić jakiś żart, ale spoważniał na widok wyrazu twarzy Luke’a.
– Rozumiem, że nie poszło najlepiej z tą twoją ślicznotką?
Luke zastukał w dach, dając woźnicy sygnał do odjazdu. W drodze z Mayfair do Bull na Bishops Street, opowiedział przyjacielowi, co się wydarzyło u Tomalinów.
– Nie tak to sobie wyobrażałem – zakończył.
– Widzę, że jesteś całkowicie załamany, a to przecież tylko chwilowa niedogodność. – Kapitan Crowther oparł ramiona na poduszkach kanapy. – Myślałeś, że poślubisz jakąś okrągłą sumkę, bez specjalnego wysiłku zmajstrujesz dziedzica i w niespełna dwa lata będziesz z powrotem w Hiszpanii, w swoim regimencie.
Luke dotknął oznaki oddziału przytwierdzonej z przodu czaka, był zmieszany tak otwartym przedstawieniem jego planów przez kapitana Crowthera. Czuł też jednak pewną ulgę. Gdyby on i Diana przystąpili do omawiania intercyzy ślubnej, nieuchronnie wyszłyby na jaw długi Inghamów. Rodzina zmusiłaby Dianę do zerwania zaręczyn i cała Anglia dowiedziałaby się o stanie finansów jego rodziny.
– Przez cały czas nurtowało mnie pytanie, dlaczego nie chciała wyjść za mnie przed moim wyjazdem i dlaczego nalegała na zachowanie naszych zaręczyn w tajemnicy.
– Teraz musisz zamienić piekło wojny na piekło małżeńskiego targowiska. – Przyjaciel zachichotał. – Chciałbym zostać i zobaczyć cię pląsającego na balu niczym londyński dandys.
– Zgadzając się przyjechać do domu, nie liczyłem się z taką ewentualnością. – Położył czako obok siebie. To, co czekało go na prowincji, było jeszcze gorsze. Przyszłość hrabstwa Ingham spoczywała teraz na jego barkach, więc te wszystkie rozchichotane dzierlatki i ich mamusie, które dotychczas ignorowały Luke’a, ponieważ nie dziedziczył tytułu, najadą teraz Pensum Manor i rozpoczną oblężenie.
– Nie musisz tego robić. Poradź bratu, żeby poświęcał trochę więcej czasu swojej żonie, i wracaj do Hiszpanii – zaproponował kapitan Crowther.
– Ich bezdzietność nie wynika z braku starań, a poza tym rodzina potrzebuje nie tylko dziedzica, ale i pieniędzy. – Luke wyjrzał przez okno dorożki, tłum ludzi przechodził przez rzekę po dalekim London Bridge. Nie mógł odmówić powrotu do domu, nawet gdyby chciał. Jego ojciec zwrócił się do swego starego przyjaciela, podpułkownika Henry’ego Beckwitha, by wykorzystał znajomości i zakończył karierę wojskową Luke’a. Luke’owi zdarzało się czasem zignorować rozkazy podczas bitwy – co było mu wybaczane, ponieważ odnosił zwycięstwa – ale nie mógł zlekceważyć wyraźnego rozkazu powrotu do domu lorda Beckwith.
Powóz zakołysał się i stanął pod tętniącą życiem gospodą Pod Bykiem. Luke wsadził czako pod pachę i wyskoczył. Woźnica zdjął z dachu tylko bagaże Luke’a, rzeczy kapitana Crowthera pozostały. Reginald wracał do Hiszpanii po odwiedzinach u siostry; jego misja dostarczenia meldunków została wypełniona.
Luke miał złapać dyliżans do Pensum Manor, rodowej posiadłości Inghamów w Hertfordshire, żeby objąć stanowisko drugiego w linii dziedziczenia tytułu hrabiowskiego i przyszłego męża nieznanej jeszcze żony.
– Chciałbym, żebyś przyjął moją propozycję i kupił dowództwo mojego oddziału.
– Wiesz, że nie chcę ani dowództwa, ani długów, jakie musiałbym zaciągnąć, aby je nabyć. Nie rób takiej ponurej miny. – Reginald klepnął Luke’a w ramię. – Nie wszyscy chcą dowodzić, jak ty. Będzie nam brakowało twojej inteligencji, rozsądku i odwagi.
– Ale pozostanie wam twój urok i zdolność dogadywania się z miejscowymi, szczególnie tymi podatnymi na hazard.
Reginald uśmiechnął się z samozadowoleniem.
– Ja rzeczywiście mam talent do języków.
– Uważaj na siebie.
Reginald spoważniał na moment, ale szybko jego mina uległa zmianie.
– To ty powinieneś na siebie uważać. Słyszałem, że niezamężne damy potrafią być niebezpieczne. – Reginald uścisnął rękę Luke’a, wrócił do dorożki i wystawił łokieć przez okno. – Jedź do Hertfordshire, znajdź sobie żonę i daj rodzinie długo oczekiwanego dziedzica.
– A ty spraw Napoleonowi krwawą łaźnię – zawołał Luke.
– Taki właśnie mam zamiar. – Reginald zasalutował żartobliwie i cofnął się w głąb powozu, który ruszył, włączając się w ruch panujący na zatłoczonych ulicach Londynu.
Z każdym obrotem kół dorożki odjeżdżało w przeszłość dziesięć najpełniejszych i najbardziej satysfakcjonujących lat z życia Luke’a. W Hertfordshire czekało go to, przed czym uciekł do armii: przygniatający ciężar przodków, dziedziców Pensum Manor, i poczucie niższości, potęgowane przez znaczenie starszego brata.
Luke wszedł energicznie do gospody, żeby załatwić miejsce w dyliżansie do Hertfordshire. Spełni swój obowiązek wobec rodziny, tak szybko i sprawnie, jak to tylko możliwe, a potem wróci do armii i jedynego życia, które daje mu poczucie spełnienia.

Joanna jeszcze nigdy nie była na balu. Sala w Pensum Manor została udekorowana jesiennymi liśćmi, belami słomy, strachami na wróble i snopkami zboża przewiązanymi pomarańczowymi i żółtymi wstążkami. Ci sami muzycy, którzy grywali w niedziele w kościele, teraz występowali na scenie na końcu pokoju. Przed estradą, na parkiecie do tańca, młode damy i dżentelmeni wirowali w rytm skocznej muzyki. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych i beztroskich, z wyjątkiem Joanny i, jak się zdawało, majora Prestona.
Zerknęła znowu z podziwem na honorowego gościa, szlachetne łuki jego brwi i lekko falujące, ciemne włosy, które wiły się nad uszami i opadały na gładką skórę nad kołnierzykiem. Uwagę zwracała nie tylko władcza postawa, ale też wyraz niezadowolenia w głębi jego ciemnych jak kawa oczu. Stał obok brata, lorda Pensum, przy drzwiach i witał przychodzących gości sztywnym skinieniem głowy, podczas gdy starszy brat miał dla każdego miły uśmiech i kilka ciepłych słów. Joanna zauważyła, że pierś majora Prestona kilkakrotnie unosiła się i opadała w głębokim westchnieniu, i ogarnęło ją współczucie. Najwyraźniej podobnie jak ona źle się czuł w tym wesołym tłumie.
– Patrz, gdzie idziesz – warknęła gniewnie Frances, która tak niespodziewanie zatrzymała się, by popatrzeć na tańczących, że Joanna o mało na nią nie wpadła. Podopieczna najwyraźniej rozglądała się za porucznikiem Foremanem i dalej z uporem dążyła do towarzyskiej kompromitacji.
Joanna ze znużeniem podążała za nią w starej, jasnoniebieskiej sukni Frances, którą dostała poprzedniego wieczoru, kiedy lady Huntford oznajmiła, że Joanna weźmie udział w balu w charakterze przyzwoitki, aby oszczędzić jej samej trudu pilnowania samowolnej córki. Były z Frances tego samego wzrostu, więc Joanna nie musiała skracać ani podłużać sukienki, ale i tak do późna w nocy ślęczała nad zwężeniem stanika. Brak snu w połączeniu z poleceniem lady Huntford, aby postarała się zbliżyć Frances do majora Prestona, potęgowały jeszcze niepokój Joanny. Młoda panna, równie skłonna do współpracy jak osioł, niezmordowanie krążyła po pokoju, odmawiając proszącym ją do tańca, więc Joanna nie mogła przysiąść się do innych guwernantek, które siedziały pod ścianą i ze sobą gawędziły. A bardzo potrzebowała przyjaznej rozmowy. Z kimkolwiek. W Huntford Place nie miała na to szans.
Na szczęście dla Joanny gorączkowe poszukiwania porucznika Foremana zawiodły Frances w pobliże majora Prestona. Joanna ośmieliła się ponownie na niego zerknąć. Tym razem ich oczy się spotkały i cała sala balowa gdzieś odpłynęła; pozostało tylko ich dwoje i łagodna muzyka skrzypiec. Jego wzrok przesunął się po jej sylwetce i zatrzymał na unoszących się w oddechu piersiach.
Joanna, zamiast powstrzymać go szyderczym spojrzeniem, wyprostowała się, aby lepiej prezentować się w najładniejszej sukience, jaką kiedykolwiek miała na sobie. Jego milcząca aprobata sprawiła, że w głębi jej ciała zapłonął ogień. Podniosła rękę do loczków na karku i jego uwaga przeniosła się na jej twarz. Powolnym, wdzięcznym ruchem opuściła ramię i splotła ręce przed sobą. Nie rozumiała nagłego pragnienia, aby delikatnie przesunąć palcami po linii jego szczęki i szyi. Zazdrościła płótnu, otaczającemu jego szyję, i zazdrościła kobiecie, którą wybierze na żonę. Owa kobieta pozna smak jego ciała i poczuje na sobie ciepło jego dłoni.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Kopciuszek
Autor Georgie Lee
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 22-06-2018
Ilość stron 272
Oprawa Miękka
ISBN 9788327636454

Napisz recenzję