Evie Milham patrzyła na niego jak urzeczona. Nie ona jedna, sądząc po liczbie kobiet stłoczonych tego ciepłego, sierpniowego wieczoru w sali spotkań Little Westbury. Miała tylko wątpliwości, czy pozostałe panie pragnęły tego samego, co ona.
Ale niezależnie od motywów ich obecności, nie podlegało dyskusji, że był to najbardziej oblegany wykład o archeologii w historii zachodniej części Sussex, a może nawet w historii Anglii. Nawet marmury Elgina nie wywołały równie entuzjastycznej reakcji. No ale marmurów Elgina nie prezentował ktoś taki jak on,Dimitri Petrovich, książę z Kubania.
Evie była przekonana, że przyciągnąłby tłumy, nawet gdyby mówił o marynowanym śledziu. Wysoki, zgrabny mężczyzna z lśniącymi, ciemnymi włosami do ramion i twarzą o ostrych, rzeźbionych rysach, odziedziczonych po egzotycznych przodkach. Kobiety przebyłyby chętnie wiele mil, żeby popatrzeć na te wysokie kości policzkowe i jego wspaniały strój.
Wyciągnęła szyję, żeby lepiej widzieć. Gdyby wiedziała, że książę będzie tak elegancko ubrany, usiadłaby z przodu sali. Ale wybrała miejsce nie ze względu na niego, ale na innego mężczyznę. Andrew Adair siedział dwa rzędy przed nią, co dawało jej doskonały widok na jego złocistą głowę – chyba że spoglądała akurat na księcia Dimitriego Petrovicha, co zresztą robiła nadspodziewanie często. I trudno się dziwić. Kiedy nie patrzyła akurat na jego spodnie, jej uwagę przyciągały dłonie księcia, wykonywał nimi płynne, swobodne ruchy, przez co wyglądał jeszcze bardziej obco.
Evie mogła gapić się na niego bez przeszkód. Andrew nie miał nic przeciwko temu, nie dostrzegał nawet tego. A szkoda. Często myślała, że nie zwróciłby na nią uwagi, nawet gdyby zatańczyła nago na scenie. Ale tego, oczywiście, by nie zrobiła. Evie Milham miewała czasem szaleńcze pomysły, ale nigdy nie wprowadzała ich w życie.
Tego wieczoru to się miało zmienić. Postanowiła wykorzystać szansę i zwrócić na siebie uwagę Andrew, który nigdy jej nie dostrzegał, choć od dwudziestu lat byli sąsiadami Najpierw nie była „przedstawiona”, więc nie zasługiwała na jego względy, potem, gdy ona debiutowała w Londynie, on przez trzy lata podróżował po Europie. Postanowiła jednak, że w tym roku wreszcie się spotkają i sprawi, że Andrew ją zapamięta.
Evie wzięła głęboki oddech i znowu oderwała wzrok od złocistej głowy Andrew, bo stojący na scenie Książę Zaszewek – bez wątpienia to dzięki zaszewkom spodnie leżały tak znakomicie na jego szczupłych biodrach – wykonał jeden ze swych szerokich, egzotycznych gestów i skinął na służących trzymających tace z szampanem. Evie z wysiłkiem oderwała wzrok od mężczyzny na scenie i powróciła spojrzeniem do Andrew. Nie czas interesować się zaszewkami, upomniała się w myślach.
– Szampana, panienko? Z życzeniami od księcia, żeby mogła pani wznieść toast. – Służący podsunął Evie tacę z zimnymi, oszronionymi kieliszkami. Zmrożony szampan! W sierpniu to prawdziwy luksus. Na froncie sali książę wzniósł swój kieliszek, dając widowni sygnał do powstania. W hałasie i zamieszaniu, gdy wszyscy wstawali z miejsc, starając się nie uronić ani kropli cennego trunku, Evie doznała olśnienia. A gdyby tak przesunęła się o kilka rzędów i stanęła obok Andrew? On odwróci się i ją zauważy.
Rusz się! – napomniała samą siebie. Toast zaraz zostanie wzniesiony, a ona stała jak wrośnięta w ziemię, snując marzenia o chwili, która właśnie mijała. Evie zebrała się na odwagę i ruszyła w dół. Jej serce zabiło szybciej. Nigdy dotąd nie ośmieliła się podejść do Andrew. Książę coś mówił, ale docierały do niej tylko oderwane fragmenty toastu.
– Z przyjemnością informuję, że zamieszkam tutaj, w Little Westbury, aby poprowadzić wykopaliska… Jestem dumny, że przyłączyli się do mnie miejscowi entuzjaści historii, tacy jak… – Nie słyszała nazwisk, dopóki nie dotarł do końca wyliczanki. – A przede wszystkim jestem ogromnie zobowiązany mojemu przyjacielowi i towarzyszowi podróży, panu Andrew Adairowi, bez którego to przedsięwzięcie nie byłoby możliwe.
To przyciągnęło uwagę Evie. Czyżby Andrew był zainteresowany zabytkami i pozostał w zażyłej przyjaźni z księciem? Tyle lat mieszkała w sąsiedztwie, a nie miała o tym pojęcia.
Znalazła się obok Andrew w momencie, gdy toast został wzniesiony i w całej sali rozbrzmiewał brzęk kieliszków, przypominający dzwonienie kryształowych kurantów. Andrew stuknął się kieliszkiem z osobą po prawej, potem z kimś z przodu i z tyłu. W końcu odwrócił się w lewo. Ściągnął jasne brwi zaskoczony widokiem Evie.
– O, to ty, Evie. Co tutaj robisz? – Dotknął kieliszkiem jej kieliszka. Gorączkowo zastanawiała się, co powiedzieć.
– Przyszłam posłuchać wystąpienia księcia. – To po części prawda. – Moje gratulacje.
– Ach, tak – mruknął z roztargnieniem. – To duża sprawa, naprawdę duża. – Jego wzrok już kierował się w stronę sceny, na księcia.
– Nie miałam pojęcia, że jesteś zainteresowany… – zaczęła Evie, żeby zwrócić jego uwagę na siebie, ale Andrew przerwał jej, podnosząc do góry palec wskazujący.
– Przepraszam cię na moment, Evie. – Andrew minął ją i wyszedł na środek przejścia. Jego zachowanie graniczyło z grubiaństwem i mogła poczuć się urażona. Ale znała przyczynę jego zachowania. Jako bliski przyjaciel księcia Andrew miał obowiązek odpowiedzieć toastem na toast. Mogła to przewidzieć. Andrew nie był wcale niegrzeczny. Spełniał tylko swój obowiązek.
Andrew uniósł kieliszek i gwar przycichł, a wszystkie oczy zwróciły się na niego. I na nią. Evie zbyt późno zorientowała się, że znalazła się w zasięgu wzroku wszystkich obecnych w sali. Chciała się cofnąć, ale otaczał ją zbity tłum. Zależało jej na tym, żeby zwrócić na siebie uwagę Andrew, a nie całej sali. Przeliczyła się… Znowu.
Andrew zwrócił się do tłumu donośnym, rozkazującym głosem. Zazdrościła mu pewności siebie i podziwiała ją.
– Zdrowie księcia! – Po chwili znalazł się na podwyższeniu koło księcia, a Evie została z tyłu, ale zaraz zaczęła przesuwać się do przodu i dała się ponieść przez tłum, który ciągnął pod scenę, bo wszyscy chcieli spotkać się z księciem. Zadziwiająco łatwo było poddać się fali przemieszczającej się w stronę Andrew. Kiedy tłum się zatrzymał, Evie znalazła się tuż obok Andrew i ze zdumieniem przyglądała się, jak książę z Kubania obejmuje go braterskim uściskiem, na co żaden angielski dżentelmen by się nie zdobył.
– Przyjacielu! Jak miło cię znowu widzieć. Podobała ci się przemowa?
Andrew oddał mu uścisk, choć był wyraźnie skrępowany.
– Bardzo, niezwykle elokwentnie przedstawiłeś znaczenie historii – stwierdził Andrew z czarującym uśmiechem. – Zachodni Sussex zgadza się z tobą całkowicie, stary druhu. Pasujesz do nas.
Książę uśmiechnął się.
– Rzeczywiście! – Rozłożył szeroko ramiona, jakby chciał nimi objąć nie tylko tę salę, ale i znacznie większą przestrzeń. – Jaki cudowny kawałek świata nazywasz swoim domem! Masz szczęście.
Evie wyczuwała, że książę mówił szczerze. Dzięki tej otwartości wydawał się bardziej ludzki, a mniej królewski, chociaż zebrani tu dzisiaj ludzie z pewnością nie pozwoliliby mu zapomnieć o jego królewskim pochodzeniu, pomyślała Evie. W tym momencie ten bardzo ludzki książę zwrócił na nią spojrzenie ciemnych i jedwabistych jak czekolada oczu i Evie zamarła. Straciła nagle wygodną pozycję obserwatorki i stała się uczestniczką ich rozmowy. Patrzył na nią tak, jakby naprawdę ją dostrzegał – ją, Evie od igły, Evie szwaczkę, Evie pomagającą ojcu w badaniach historycznych – i jakby nie uważał tego wszystkiego za wadę.
– Andrew, gdzie nasze maniery? Kim jest ta czarująca młoda kobieta?
W słowach księcia krył się lekki przytyk pod adresem Andrew. Już po raz drugi tego wieczoru Andrew potraktował Evie w sposób graniczący z grubiaństwem. Teraz zawahał się przez ułamek sekundy, jakby znowu zaskoczyła go jej obecność u jego boku. Ale szybko wziął się w garść i z uśmiechem dokonał prezentacji.
– To Evie Milham, moja sąsiadka. – Nazwał ją „Evie” w obecności księcia! Spotkanie z księciem, nawet w zatłoczonej sali Little Westbury, wymagało bardziej oficjalnych form. Książę najwyraźniej sądził tak samo, bo uniósł pytająco ciemną brew.
Evie z oburzeniem uniosła głowę. Dygnęła i wzięła na siebie obowiązek należytej prezentacji.
– Panna Milham. – Wiedziała, jak należało zwracać się do księcia, nieważne, że byli na prowincji i że księcia łączyła z Andrew zażyła przyjaźń. Wiedziała również, co należało się jej jako damie. Najwyższy czas, by zebrała się na odwagę i zaapelowała o to.
Evie zmobilizowała całą odwagę, żeby nie wyjść w oczach księcia na onieśmieloną prostaczkę. Podała mu rękę, licząc na to, że on nie zorientuje się, jakiej odwagi wymagał od niej ten prosty gest. O wiele łatwiej byłoby znowu wtopić się w tłum. Ale efekt był tego wart. Książę pochylił się nad ręką Evie i musnął ją wargami, patrząc jej w oczy swym czekoladowym wzrokiem. Fala ciepła powoli rozlała się po całym jej ciele. Kiedy patrzył na nią w ten sposób, czuła się tak, jakby była jedyną kobietą w sali. Może na tym polegała różnica między księciem a zwykłymi mężczyznami.
– Evie? – W wymowie księcia wyczuwało się ślad obcego, egzotycznego akcentu. – To skrót od jakiegoś imienia? – W elegancki sposób dawał jej szansę odzyskania równowagi po nietakcie Andrew.
– Evaine.
W jego ciepłych oczach pojawił się błysk zrozumienia.
– Ach, ciotka sir Lancelota z legend arturiańskich.
Książę uśmiechnął się, a Evie rozpłynęła się kompletnie. Nic dziwnego, że angielskie matki przestrzegały swoje córki przed przemożnym urokiem cudzoziemców.
– Zna pan literaturę. – Evie z aprobatą skłoniła głowę. Rzadko zdarzało jej się spotkać mężczyznę na tyle wykształconego, by znał pochodzenie jej imienia. Z reguły dżentelmeni, niezależnie od tego, ile lat spędzili w Eton, demonstrowali poważne braki w edukacji. Chyba że chodziło o psy myśliwskie i konie. Evie rzuciła ukradkowe spojrzenie na Andrew. Nie ochłonęła jeszcze ze zdumienia, że interesował się archeologią i historią. Zawsze zaliczała go do kategorii wielbicieli koni i ogarów. Nie wyglądał na skruszonego. I nawet skrzywienie się księcia z powodu jego złych manier nie zmusiło go do przeprosin.
– Jestem wielkim admiratorem legend arturiańskich – wyjaśnił książę. Rozmawiał z nią tak, jakby w sali nie było innych znacznie atrakcyjniejszych kobiet, które niecierpliwie czekały, by go poznać. Andrew nie był równie swobodny. Stał obok Evie, spięty i pełen niepokoju, wyraźnie nie mógł się doczekać dalszych prezentacji.
– Powinieneś któregoś dnia odwiedzić Milhamów – rzucił Andrew zgryźliwym tonem. – Ojciec Evie to nasz lokalny historyk. – Słowo „lokalny” wymówił z niesmakiem, jakby to tłumaczyło, dlaczego jej ojciec nie został włączony do grona inwestorów, składającego się wyłącznie z londyńczyków głęboko zainteresowanych historią.
Książę popatrzył na Evie tak, jakby chciał ją ośmielić do dalszej rozmowy. Uznała to za zachętę.
– Tak, mamy godny uwagi gobelin.
Teraz już i Andrew się uśmiechał, tyle że jego uśmiech miał zamknąć jej usta, a nie skłonić do dalszej rozmowy.
– Później, Evie. Jeśli wszystko opowiesz teraz, to książę nie będzie zainteresowany wyjaśnieniami, kiedy go zobaczy. – Andrew położył rękę na ramieniu księcia z przypochlebnym uśmiechem. – Poza tym musisz jeszcze poznać wiele osób, Dimitri.
Przekaz nie mógł być bardziej jasny. Andrew zwrócił się do księcia po imieniu w obecności wielu osób, głęboko przejętych znalezieniem się w towarzystwie człowieka należącego do królewskiego rodu. Andrew wynosił się tym samym ponad wiejską pospolitość Little Westbury. Evie poczuła się jak dziecko, które narzuca swoją niepożądaną obecność dorosłym.
Książę pozostał jednak przy niej jeszcze przez moment, żeby się grzecznie pożegnać.
– Nie mogę się doczekać obejrzenia tego gobelinu, panno Milham. – Wydawało jej się, że w jego oczach dostrzegła przeprosiny za tak bezpardonowe przerwanie przez Andrew ich rozmowy.
– Czekam z niecierpliwością. – Evie złożyła kolejny ukłon i odprowadziła wzrokiem odchodzących mężczyzn. Natychmiast zostali otoczeni przez ludzi domagających się ich uwagi. A ona znowu została sama…
Przestań użalać się nad sobą! To śmieszne. A czego się spodziewałaś? Że Andrew weźmie cię ze sobą?– zrugała się w myślach. Książę i Andrew byli popularni i uderzająco przystojni – książę, ciemnowłosy, o ciepłych oczach, a Andrew, złotowłosy, o typowo angielskiej urodzie.
Evie uśmiechnęła się do siebie łagodnie, w duchu już rozgrzeszyła Andrew za jego zachowanie. Nawet jeżeli graniczyło z grubiaństwem, to potrafiła je zrozumieć. Musiała się posuwać małymi kroczkami w staraniach o jego uczucie. Jak zwykł mawiać jej ojciec, nie od razu Rzym zbudowano.
 
Ten wieczór był sukcesem!
Dimitri Petrovich, książę z Kubania, pozwolił sobie na rzadki luksus wyciągnięcia się w jednym z wygodnych, wyściełanych foteli Andrew. Ludzie byli zainteresowani jego wykopaliskami i nim samym. Nie oszukiwał się. Zainteresowanie tym drugim zazwyczaj miało ogromny wpływ na zainteresowanie tym pierwszym. Książęcy tytuł miał swoje zalety.
Rozluźnił krawat i westchnął z ulgą.
– Tak lepiej.
Zainteresowanie to dobry znak. Dimitri nie dopuszczał do siebie myśli, że ten wieczór to początek końca. To jego ostatnia inicjatywa, ostatni wyjazd za granicę. Kiedy ukończy trzydzieści lat, będzie zmuszony wrócić do Kubania i zająć swoje miejsce na dworze, jak wszyscy lojalni potomkowie królewskiego rodu Kubania. Wiedział, że ten dzień nadejdzie. Wpajano mu to od dziecka, co nie czyniło jednak tej nieuchronnej konieczności ani trochę lżejszą do przyjęcia. Rezygnacja ze świata i wszystkiego, co miał do zaoferowania, była dla Dimitriego prawdziwą tragedią. Ale zostało mu jeszcze kilka miesięcy wolności.
– Zachowałeś się dzisiaj niegrzecznie, mój przyjacielu. – Zwrócił się do Andrew, który stał przy bocznym kredensie i nalewał brandy. Adair zazwyczaj demonstrował nienaganne maniery.
– Niegrzecznie? Wobec kogo? – Andrew zaśmiał się i rozsiadł wygodnie w fotelu naprzeciw Dimitriego. Kojący wieczorny, letni chłód napływał do gabinetu przez francuskie okno. – Byłem czarujący wobec wszystkich liczących się osób.
– Ta ładniutka panienka się nie liczy? – Dimitri z rozbawieniem uniósł brew. – To niepodobne do ciebie, Andrew. Myślałem, że ładne dziewczyny to twoja specjalność. – Ładne, bogate dziewczyny, ale tego Dimitri wolał nie mówić.
– Na sali było dzisiaj mnóstwo ładnych dziewcząt. – Andrew z uśmiechem pociągnął łyk brandy. – O którą ci chodzi?
– O tę pierwszą. Evaine – podpowiedział Dimitri.
– Evaine? Och, masz na myśli Evie! – Andrew lekceważąco wzruszył ramionami. – Zawsze kręci się w pobliżu mnie. Poczciwa dziewczyna. Raczej nieśmiała. Uważasz ją za ładną? Dorastaliśmy razem. Chyba nigdy nie pomyślałem, że jest ładna, w ogóle o niej nie myślałem…
– Ale ona ewidentnie myślała o tobie – sondował Dimitri. Panna Evaine wyraźnie zabiegała o względy Andrew, uśmiechała się i robiła słodkie oczy, ilekroć na nią spojrzał, co zresztą zdarzało się dość rzadko. Andrew tymczasem jej nie dostrzegał. Nie zwracał uwagi na Evaine Milham, ale on tak. Dimitri nie patrzył na ludzi powierzchownie, lubił odkrywać ich prawdziwą naturę i zgłębiać ich wnętrze. Dzięki temu stał się znawcą ludzkich charakterów i mógł dostrzec w Evie całkiem inną kobietę niż Andrew, który traktował ją tak lekceważąco.
Zauważył piękne rysy twarzy i szerokie, pełne usta, które sprawiały, że cała rozjaśniała się w uśmiechu. Może i miała surowo zaczesane do góry włosy, ale lśniły jak lustro, a ich kasztanowy kolor nasuwał skojarzenie z jesiennym popołudniem. Dół jej sukni, również bardzo prosto skrojonej, był przyozdobiony misternym haftem. Jego zdaniem świadczyło to, że pannie Milham nie zależało na rzucaniu się w oczy, ale kryła się w niej jakaś spokojna siła. Potrafiła walczyć o siebie, kiedy była do tego zmuszona.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Spełnione marzenie
Autor Bronwyn Scott
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 12-10-2018
Ilość stron 272
Oprawa Miękka
ISBN 9788327637994

Napisz recenzję