Tego zaproszenia Violet obawiała się od miesięcy. Od fatalnego bożonarodzeniowego przyjęcia upłynęło już dziesięć lat. Co roku powtarzała sobie, że tym razem będzie inaczej, tymczasem znów patrzyła zdesperowana na czerwono-srebrzysty kartonik. Znaczące spojrzenia i komentarze koleżanek były wystarczająco przykre, prawdziwą torturę stanowiła jednak perspektywa przebywania w zatłoczonym pokoju, pośród potrącających się ciał, stłoczonych tak, że trudno było oddychać.
Męskich ciał.
Masywniejszych i silniejszych niż jej własne, zwłaszcza kiedy mężczyźni sporo już wypili…
Niechętnie wracała do tych, wyjątkowo niemiłych wspomnień. Ostatnio rzadko jej się to zdarzało i była nadzieja, że w końcu o wszystkim zapomni. Już jakiś czas temu przestała się obwiniać, choć wstyd pozostał.
Miała już prawie trzydziestkę i nadszedł czas, by zrobić coś z własnym życiem. Koniecznie powinna więc wziąć udział w bożonarodzeniowym przyjęciu, potwierdzając tym samym fakt odzyskania kontroli nad własnym życiem.
Jeszcze nie zdecydowała, co na siebie włoży. To przyjęcie było jedną z ważniejszych imprez w kalendarzu sektora finansowego. Nie tylko drinki i przekąski, ale doroczna gala z lejącym się strumieniami szampanem, jedzeniem z restauracji odznaczonych gwiazdkami Michelina i znanym zespołem przygrywającym do tańca. Co roku impreza miała inny motyw przewodni i oczekiwano, że uczestnicy się do niego dostosują. W tym roku tematem miała być fascynacja gwiazdami ekranu, co oznaczało, że uczestnicy powinni włożyć coś kojarzącego się z Hollywood. Niestety Violet nie miała pojęcia, co by to mogło być ani nie lubiła przyciągać uwagi. W ogóle nie lubiła imprezowania jako takiego.
Z westchnieniem wsunęła zaproszenie między kartki książki. Nawet tu, w londyńskiej kafejce, w porze lunchu było oczywiste, że jest osobą samotną. Każdy był z kimś, tylko ona jedna siedziała sama. Pod oknem zauważyła parę bliską już chyba dziewięćdziesiątki. Oni też trzymali się za ręce. Tacy będą jej rodzice za trzydzieści lat. Wciąż sobą zafascynowani, od momentu kiedy się poznali. Podobnie jak trójka jej rodzeństwa i ich idealni partnerzy, którzy pozakładali szczęśliwe rodziny, wychowywali dzieci i robili wszystko to, o czym ona mogła tylko marzyć.
Była świadkiem, jak jej rodzeństwo kolejno się zakochuje. Najpierw hulaka Fraser, potem zmienna Rose i w końcu niefrasobliwa Lily. Na wszystkich trzech ślubach była druhną. Towarzyszyła rozkwitowi trzech romansów, ale bardzo już tęskniła za wystąpieniem w roli głównej.
Jednak z jakiegoś, nieznanego jej powodu nie mogła nikogo znaleźć.
Czyżby to z nią było coś nie tak?
Chłopcy czasem ją zapraszali, ale nie więcej niż raz lub dwa. Wrodzona nieśmiałość nie pozwalała na błyskotliwą konwersację, zresztą po prostu nie umiała flirtować. Może poszłoby jej łatwiej po kilku drinkach, ale już raz popełniła taki błąd i nie zamierzała go powtarzać. Mężczyźni byli nieznośnie niecierpliwi, a ona nie miała zamiaru z nikim sypiać tylko dlatego, że tego od niej oczekiwano albo że była zbyt pijana, by odmówić. Chciała, by mężczyzna ją pociągał, a ona jego. Pragnęła roztapiać się pod dotykiem czy spojrzeniem ukochanego, czuć rozkoszny dreszcz, kiedy ją pocałuje.
Ostatnio miewała taką nadzieję coraz rzadziej. Nawet już nie pamiętała, kiedy całowała się z mężczyzną. Zaliczała tylko cmoknięcia w policzki od brata i ojca.
Kompletnie się nie znała na damsko-męskich gierkach, więc najpewniej skończy jako pomarszczona stara panna, otoczona kilkudziesięcioma kotami, z kufrem wypełnionym własnoręcznie haftowanymi dziecięcymi ciuszkami, przeznaczonymi dla dzieci z jej marzeń.
– Czy to miejsce jest zajęte?
Głos był znajomy. Violet podniosła głowę i zobaczyła najlepszego przyjaciela swojego brata ze studiów.
– Cam?
Poczuła się jak wtedy, gdy jako osiemnastolatka po raz pierwszy spotkała Camerona McKinnona. Jej brat zaprosił go na wakacje do ich rodzinnej rezydencji Drummond Brae w Szkocji.
– Co tutaj robisz? Podobno projektowałeś w Grecji jacht dla jakiegoś bogacza. Kiedy wróciłeś?
W jego towarzystwie zawsze się rozgadywała, nawet za bardzo. Nie czuła onieśmielenia ani zagrożenia. Był miły, uprzejmy, może trochę powściągliwy, znała go jednak od lat, wystarczająco długo, by sobie z tym poradzić.
Teraz usiadł naprzeciw niej, a ich kolana pod stołem prawie się zetknęły. Dla niej było to jak iskra elektryczna, czego zresztą zaraz się zawstydziła. W końcu to był najlepszy przyjaciel jej brata.
– Byłem niedaleko na spotkaniu. Skończyłem wcześniej i postanowiłem tu zajrzeć, bo kiedyś mi o tej kafejce wspominałaś. Za kilka dni wracam do domu. Mój ojciec żeni się przed świętami.
Violet spojrzała na niego ze zdumieniem.
– Znów? Który to już raz? Trzeci? Czwarty?
– Piąty – odparł z krzywym uśmieszkiem. – A w drodze jest kolejne dziecko, co zwiększy liczbę mojego przyrodniego rodzeństwa do jedenaściorga.
Violet pomyślała o swoich trzech bratankach i dwóch bratanicach, co już stanowiło niezłą gromadkę, ale jedenaściorga nie umiała sobie wyobrazić.
– Jak ci się udaje zapamiętać daty ich urodzin?
– Powierzam to bankowi – odparł z bladym uśmiechem. – Przynajmniej nie muszę zgadywać.
– Może powinnam postąpić tak samo. – Nie wiedząc, co zrobić z rękami, długo mieszała kawę.
W towarzystwie Cama czuła się trochę jak studentka przy profesorze, bo, przeciwnie niż jej starszy brat, częściej się zamyślał, niż uśmiechał.
Tak jak to bywało wcześniej, nie potrafiła oderwać wzroku od jego warg. Ładnie wykrojone, nieodmiennie sprowadzały myśli o gorących pocałunkach.
Co prawda, nigdy się z nim nie całowała. Mężczyźni tacy jak Cameron McKinnon nie całują się z podobnymi do niej dziewczętami. Była tak zwaną porządną dziewczyną, a on spotykał się z wyrafinowanymi kobietami, które potrafiły się zachować w każdym towarzystwie i nie wpadały w panikę, kiedy ktoś się do nich odezwał.
Teraz jednak patrzył na nią uważnym wzrokiem.
– Więc? Co tam u ciebie, Violet?
– Cóż… Właściwie w porządku. – Nie wpadła wprawdzie w panikę, ale rumieniec był prawie tak samo zły.
Tak jak reszta rodziny, musiał sobie zadawać pytanie, kiedy ona w końcu zamieni sukienkę druhny na suknię panny młodej.
– Tylko w porządku?
Sprawiał wrażenie całkowicie skupionego na niej, co bardzo w nim lubiła. Nie bywał zadufany w sobie i umiał słuchać. Często myślała, że gdyby mogła z nim porozmawiać po tamtym nieszczęsnym przyjęciu podczas jej pierwszego roku studiów, może jej życie ułożyłoby się inaczej.
Uśmiechnęła się dzielnie.
– Wszystko porządku. Po prostu mam dużo pracy, plus przygotowania świąteczne i w ogóle. Tak samo jak ty. Też muszę kupić prezenty bratankom i bratanicom. Lily i Cooper spodziewają się dziecka, wiedziałeś o tym? Mama i tata planują spotkanie świąteczne w Drummond Brae. Zaprosili cię? Wiem, że zamierzali. Zdaniem lekarzy to ostatnie święta dziadka, więc wszyscy chcą tam być.
Cam uśmiechnął się krzywo.
– Mój ojciec postanowił przyćmić święta swoim ślubem w Wigilię.
– Gdzie?
– Tu, w Londynie.
– To może potem przylecisz do nas? – zaproponowała. – Chyba że masz inne zobowiązania?
Na przykład dziewczynę. Z pewnością kogoś miał. Taki mężczyzna nie mógł być długo sam. Zbyt przystojny, zbyt inteligentny, zbyt seksowny, zbyt bogaty. Tylko w kwestii swojego życia prywatnego wyjątkowo dyskretny. Violet podejrzewała go czasami o posiadanie sekretnej kochanki, starannie ukrywanej przed światem.
– Jeszcze nie wiem – odparł. – Mama będzie chciała, żebym ją odwiedził, zwłaszcza teraz, kiedy odszedł od niej trzeci mąż, Hugh.
– Och. Przykro mi to słyszeć. Bardzo jest rozbita?
– Nieszczególnie. Sporo pił. Za dużo.
– Och…
Nigdy nie mówił dużo o swojej rodzinie, ale co nieco można było się dowiedzieć od Frasera. Rodzice Camerona rozwiedli się, kiedy miał sześć lat, i niemal natychmiast założyli nowe rodziny. W obu były dzieci własne oraz pasierbowie czy pasierbice. Cam plątał się to tu to tam, dopóki w wieku ośmiu lat nie został wysłany do szkoły z internatem. Violet mogła sobie doskonale wyobrazić małego chłopca obserwującego wszystko z boku i starającego się nikomu nie wadzić. Wciąż się właśnie tak zachowywał. Pamiętała go z rodzinnych ślubów, chrzcin i innych wydarzeń, zawsze z drinkiem w dłoni, gdzieś na obrzeżu tłumu, mierzącego otoczenie spokojnym spojrzeniem ciemnoniebieskich oczu.
Kelnerka przyjęła jego zamówienie z promiennym uśmiechem i Violet postarała się zignorować ukłucie zazdrości. W końcu to nie jej sprawa, z kim flirtował.
On jednak spojrzał na nią przez stół.
– Jeszcze jedną kawę? – zaproponował.
Nakryła dłonią pustą filiżankę.
– Dziękuję – odparła. – Mam dosyć.
– W takim razie jedną czarną. – Zamówieniu towarzyszył raczej formalny uśmiech.
Violet odczekała, aż dziewczyna odejdzie, i powiedziała:
– Pękło.
– Co takiego?
– Serce tej dziewczyny. Nie słyszałeś? – spytała z prowokującym uśmieszkiem.
Przez moment sprawiał wrażenie zakłopotanego, potem wzruszył ramionami.
– Nie mój typ.
– A jaki jest twój?
Dlaczego o to zapytała?
– Ostatnio nie mam czasu zwracać uwagi na dziewczyny.
Jego leżący na stoliku telefon zapikał sygnałem wiadomości, więc zerknął na wyświetlacz i zacisnął mocno wargi.
– Coś się stało?
– Nie.
Telefon znów zapikał i znów zareagował tak samo, po czym wyciszył go i wsunął do kieszeni.
W tej samej chwili kelnerka przyniosła kawę.
– No więc? Jak w pracy?
Zauważyła zaproszenie wystające spomiędzy kart książki. Dlaczego miała wrażenie, że świeci własnym światłem? Pospiesznie wepchnęła je głębiej.
– W porządku.
Zaciekawiony, podążył wzrokiem za jej spojrzeniem.
– Co to takiego?
– Nic ważnego. Zaproszenie.
– Na?
Była przekonana, że policzki ma czerwone jak piwonia.
– Spotkanie świąteczne w firmie.
– Idziesz?
Niezdolna spojrzeć mu w oczy, wpatrywała się w cukierniczkę.
– Chyba będę musiała. Oczekują tego ode mnie.
– Nie sprawiasz wrażenia zachwyconej…
Wzruszyła jednym ramieniem.
– Cóż… Nie przepadam za takimi imprezami.
Już nie. Jej pierwsza impreza skończyła się nadużyciem alkoholu i pretensją do samej siebie. I wciąż jeszcze nie udało jej się o tym zapomnieć.
Nie chciała przyznać, jak daleka od jej nadziei i oczekiwań okazała się obecna praca. Po rzuceniu studiów stanowisko urzędniczki w dużej firmie księgowej wydawało się dobrym sposobem na wtopienie się w tło. Ale to, co zadowalające w wieku lat dziewiętnastu, przestało takie być, gdy dobiegała trzydziestki. Coraz częściej czuła, że powinna chcieć od życia czegoś więcej. Rozwijać się na przykład. Wykorzystać swój potencjał, zamiast stawiać sobie ograniczenia. Ale od tamtego party… Cóż, od tamtej pory wszystko zawisło. Jakby jej życie zostało zablokowane i nie potrafiła niczego z tym zrobić.
W tej chwili telefon Cama znów zawibrował. Violet spojrzała na niego i dopiero teraz uderzyło ją, jaki jest zgrabny, wysoki, smukły. Na pewno podobał się kobietom, a ona nie była wyjątkiem. Do tego piękna opalenizna, gęste brązowe włosy wyzłocone greckim słońcem, na mocno zarysowanej szczęce cień zarostu.
– Nie odpowiesz?
– Może zaczekać.
– Praca czy rodzina?
– Ani jedno, ani drugie.
Zaintrygowana, uniosła brew.
– Kobieta?
Wyciągnął telefon i wyłączył.
– Niestety. Jedna z tych, które nie przyjmują odpowiedzi odmownej.
– Jak długo się spotykacie?
– Nie spotykamy się. To żona klienta. Dobrego klienta.
– Delikatna sprawa.
– Bardzo. Chodzi o czterdzieści milionów funtów.
Choć pochodziła z zamożnej rodziny, nie potrafiła sobie wyobrazić takiej kwoty. Cam projektował jachty dla prawdziwych bogaczy. Zebrał za swoje projekty masę nagród i dorobił się naprawdę dużych pieniędzy. Niektóre z jego dzieł były ogromne, wyposażone w marmurowe łazienki, jadalnie i salony, aksamitne i okazałe. Zdarzyła się też biblioteka, a nawet basen. Zawsze ją zastanawiało, jak można zapłacić tak ogromną sumę za jacht, używany raczej sporadycznie.
– Naprawdę? Aż tyle ci zapłaciła za zaprojektowanie jachtu?
– Nie, to cena jachtu już gotowego. Ale za projekt też wziąłem niemało.
Niemało? To znaczy ile? Chciała zapytać, ale wydawało się to niestosowne.
– I co zrobisz? Zignorujesz te wiadomości?
– Z zasady nie romansuję z mężatkami.
– Może przestałaby, gdyby zobaczyła, że kogoś masz. – Podniosła pustą szklankę i spojrzała na niego przez jej brzeg. – A masz? – palnęła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Jak mogła zrobić coś podobnego?
Spotkali się wzrokiem i rozlało się w niej miłe ciepło.
– Nie – odparł. – A ty?
Parsknęła śmiechem.
– Daj spokój. Wszyscy mnie o to bez przerwy pytają.
– Naprawdę nie wiem, co jest nie tak z młodymi mężczyznami z Londynu. Już od dawna nie powinnaś być sama – odpowiedział z uśmiechem.
Po tych słowach zapadło ciężkie milczenie. Zażenowana, wpatrywała się w resztki kawy, jakby było to coś fascynującego. Jakim cudem udało jej się wplątać w tę krępującą rozmowę? I co dalej?
W głowie miała kompletną pustkę.
Nie miała smykałki do podobnych pogaduszek. Między innymi dlatego unikała spotkań towarzyskich. Różniła się pod tym względem od swojego rodzeństwa, które mogło ględzić o niczym godzinami. Przez całe dotychczasowe życie była w cieniu swoich gadatliwych bliskich. Zwykle wycofywała się i pozwalała mówić innym. I teraz też straciła ochotę do kontynuowania konwersacji.
– Kiedy macie tę imprezę?
Przywrócona do rzeczywistości, zamrugała nerwowo.
– Jutro.
– Chcesz, żebym z tobą poszedł?
– Dlaczego miałbyś tego chcieć? – spytała, kompletnie zaskoczona.
W odpowiedzi wzruszył szerokimi ramionami.
– Akurat jestem wolny, a może w towarzystwie byłoby ci łatwiej.
– Randka ze współczucia?
– Nie randka tylko przyjacielska przysługa.
Stanowczy ton sprawił jej przykrość. Zamiast deklaracji przyjaźni wolałaby randkę. Taką prawdziwą. Nie potrzebowała współczucia. Czy uważał ją za aż tak beznadziejną? Za Kopciuszka niezdolnego znaleźć sobie księcia, który zabrałby go na bal? Zresztą nawet nie miała ochoty tam iść. Serdeczne dzięki. Wszyscy ci ludzie jedzący i pijający zbyt wiele, zbyt długo trwające tańce przy zbyt głośnej muzyce. Wcale jej do tego nie ciągnęło.
– Bardzo dziękuję, ale dam sobie radę.
Odstawiła szklankę po kawie i sięgnęła po książkę. Zanim jednak zdążyła wstać, przytrzymał jej ramię.
– Nie chciałem ci sprawić przykrości.
– I nie sprawiłeś.
Zdawała sobie sprawę, że jej cierpki ton przeczy temu stwierdzeniu. Oczywiście, że było jej przykro. Komu by nie było? Co mogło bardziej urazić kobietę niż propozycja wspólnego wyjścia z mężczyzną, kierującym się współczuciem? Czy to Fraser mu coś naopowiadał? A może któraś z sióstr? Rodzice? Dziadek? Dlaczego nie mogli zająć się własnymi sprawami? Dlaczego wszyscy wciąż na nią naciskali?
Dlaczego się z nikim nie spotykasz? Jesteś zbyt wybredna. Masz już prawie trzydziestkę. I tak bez końca.
Ciepło jego dłoni przeniknęło przez warstwę zimowych ubrań.
– Hej – powiedział.
Nie dąsała się, odkąd skończyła pięć lat, ale teraz nie potrafiła przestać. Mogła się z kimś umówić. Jasne, że tak. Mogła znaleźć setkę chętnych w sieci, a gdyby jej zależało, nawet zaręczyć się jeszcze przed świętami. No, może trochę przesadziła.
– Znajdę sobie kogoś – powiedziała.
Zanim puścił jej ramię, delikatnie je ścisnął.
– Jasne. – Zmarszczył czoło. – I przepraszam. To nie był dobry pomysł. Kompletnie nietrafiony.
A właściwie dlaczego? Przytuliła książkę do bijącego przyspieszonym rytmem serca. Jego dotyk był jak muśnięcie miejsca dotąd nieodkrytego. Alarmem dla zmysłów. Czy czuła coś takiego wcześniej? W przeszłości dawał jej raczej braterskiego całusa w policzek. Ale ostatnio, a przynajmniej od Wielkanocy, unikał kontaktu fizycznego. Jakby specjalnie starał się utrzymać dystans. W ostatni świąteczny weekend wszedł do salonu w Drummond Brae i wycofał się natychmiast, mamrocząc przeprosiny, kiedy zobaczył ją na sofie, zajętą haftem. Dlaczego właściwie nie chciał z nią zostać sam na sam?
Podniosła szal i owinęła wokół szyi.
– Muszę wracać do pracy. Udanego ślubu twojego ojca.
– Wszystko powinno pójść gładko, w końcu to już nie pierwszy raz.
Dopił kawę, zabrał z sąsiedniego krzesła marynarkę i przerzucił ją sobie przez ramię.
– Odprowadzę cię. Też idę w tamtą stronę.
Wolała uniknąć sporu dotyczącego płacenia za kawę, więc tylko podziękowała, kiedy uregulował rachunek.
Delikatnie pokierował nią, kiedy szli do wyjścia. I znów ciepło jego dłoni rozlało się miło po jej ciele. W tym właśnie leżał problem, kiedy się było samotnym i zdesperowanym. Najlżejszy męski dotyk budził najdziksze fantazje i wydobywał pragnienia, o których się wcześniej nie wiedziało.
Ale nie pierwszej lepszej męskiej dłoni, tylko Cama, którego wygląd prowokował do wyobrażania sobie gorącego seksu. Choć przecież to pojęcie wciąż jeszcze było dla niej czystą teorią. Czasem tylko przemykało wspomnienie dwóch czy trzech męskich twarzy, zawieszonych nad nią, i słów mówionych o niej, ale nie do niej. Jak dotąd nie zdarzyło się w tej sferze jej życia nic godnego zapamiętania. Jeszcze jedno, w czym była kompletnie zielona. Jej rodzeństwo jakoś bez większego trudu znajdowało drogę przez pole minowe randkowania i wszyscy mieli dziś rodziny. Czyżby naprawdę była zbyt wybredna?
Tego zaproszenia Violet obawiała się od miesięcy. Od fatalnego bożonarodzeniowego przyjęcia upłynęło już dziesięć lat. Co roku powtarzała sobie, że tym razem będzie inaczej, tymczasem znów patrzyła zdesperowana na czerwono-srebrzysty kartonik. Znaczące spojrzenia i komentarze koleżanek były wystarczająco przykre, prawdziwą torturę stanowiła jednak perspektywa przebywania w zatłoczonym pokoju, pośród potrącających się ciał, stłoczonych tak, że trudno było oddychać.
Męskich ciał.
Masywniejszych i silniejszych niż jej własne, zwłaszcza kiedy mężczyźni sporo już wypili…
Niechętnie wracała do tych, wyjątkowo niemiłych wspomnień. Ostatnio rzadko jej się to zdarzało i była nadzieja, że w końcu o wszystkim zapomni. Już jakiś czas temu przestała się obwiniać, choć wstyd pozostał.
Miała już prawie trzydziestkę i nadszedł czas, by zrobić coś z własnym życiem. Koniecznie powinna więc wziąć udział w bożonarodzeniowym przyjęciu, potwierdzając tym samym fakt odzyskania kontroli nad własnym życiem.
Jeszcze nie zdecydowała, co na siebie włoży. To przyjęcie było jedną z ważniejszych imprez w kalendarzu sektora finansowego. Nie tylko drinki i przekąski, ale doroczna gala z lejącym się strumieniami szampanem, jedzeniem z restauracji odznaczonych gwiazdkami Michelina i znanym zespołem przygrywającym do tańca. Co roku impreza miała inny motyw przewodni i oczekiwano, że uczestnicy się do niego dostosują. W tym roku tematem miała być fascynacja gwiazdami ekranu, co oznaczało, że uczestnicy powinni włożyć coś kojarzącego się z Hollywood. Niestety Violet nie miała pojęcia, co by to mogło być ani nie lubiła przyciągać uwagi. W ogóle nie lubiła imprezowania jako takiego.
Z westchnieniem wsunęła zaproszenie między kartki książki. Nawet tu, w londyńskiej kafejce, w porze lunchu było oczywiste, że jest osobą samotną. Każdy był z kimś, tylko ona jedna siedziała sama. Pod oknem zauważyła parę bliską już chyba dziewięćdziesiątki. Oni też trzymali się za ręce. Tacy będą jej rodzice za trzydzieści lat. Wciąż sobą zafascynowani, od momentu kiedy się poznali. Podobnie jak trójka jej rodzeństwa i ich idealni partnerzy, którzy pozakładali szczęśliwe rodziny, wychowywali dzieci i robili wszystko to, o czym ona mogła tylko marzyć.
Była świadkiem, jak jej rodzeństwo kolejno się zakochuje. Najpierw hulaka Fraser, potem zmienna Rose i w końcu niefrasobliwa Lily. Na wszystkich trzech ślubach była druhną. Towarzyszyła rozkwitowi trzech romansów, ale bardzo już tęskniła za wystąpieniem w roli głównej.
Jednak z jakiegoś, nieznanego jej powodu nie mogła nikogo znaleźć.
Czyżby to z nią było coś nie tak?
Chłopcy czasem ją zapraszali, ale nie więcej niż raz lub dwa. Wrodzona nieśmiałość nie pozwalała na błyskotliwą konwersację, zresztą po prostu nie umiała flirtować. Może poszłoby jej łatwiej po kilku drinkach, ale już raz popełniła taki błąd i nie zamierzała go powtarzać. Mężczyźni byli nieznośnie niecierpliwi, a ona nie miała zamiaru z nikim sypiać tylko dlatego, że tego od niej oczekiwano albo że była zbyt pijana, by odmówić. Chciała, by mężczyzna ją pociągał, a ona jego. Pragnęła roztapiać się pod dotykiem czy spojrzeniem ukochanego, czuć rozkoszny dreszcz, kiedy ją pocałuje.
Ostatnio miewała taką nadzieję coraz rzadziej. Nawet już nie pamiętała, kiedy całowała się z mężczyzną. Zaliczała tylko cmoknięcia w policzki od brata i ojca.
Kompletnie się nie znała na damsko-męskich gierkach, więc najpewniej skończy jako pomarszczona stara panna, otoczona kilkudziesięcioma kotami, z kufrem wypełnionym własnoręcznie haftowanymi dziecięcymi ciuszkami, przeznaczonymi dla dzieci z jej marzeń.
– Czy to miejsce jest zajęte?
Głos był znajomy. Violet podniosła głowę i zobaczyła najlepszego przyjaciela swojego brata ze studiów.
– Cam?
Poczuła się jak wtedy, gdy jako osiemnastolatka po raz pierwszy spotkała Camerona McKinnona. Jej brat zaprosił go na wakacje do ich rodzinnej rezydencji Drummond Brae w Szkocji.
– Co tutaj robisz? Podobno projektowałeś w Grecji jacht dla jakiegoś bogacza. Kiedy wróciłeś?
W jego towarzystwie zawsze się rozgadywała, nawet za bardzo. Nie czuła onieśmielenia ani zagrożenia. Był miły, uprzejmy, może trochę powściągliwy, znała go jednak od lat, wystarczająco długo, by sobie z tym poradzić.
Teraz usiadł naprzeciw niej, a ich kolana pod stołem prawie się zetknęły. Dla niej było to jak iskra elektryczna, czego zresztą zaraz się zawstydziła. W końcu to był najlepszy przyjaciel jej brata.
– Byłem niedaleko na spotkaniu. Skończyłem wcześniej i postanowiłem tu zajrzeć, bo kiedyś mi o tej kafejce wspominałaś. Za kilka dni wracam do domu. Mój ojciec żeni się przed świętami.
Violet spojrzała na niego ze zdumieniem.
– Znów? Który to już raz? Trzeci? Czwarty?
– Piąty – odparł z krzywym uśmieszkiem. – A w drodze jest kolejne dziecko, co zwiększy liczbę mojego przyrodniego rodzeństwa do jedenaściorga.
Violet pomyślała o swoich trzech bratankach i dwóch bratanicach, co już stanowiło niezłą gromadkę, ale jedenaściorga nie umiała sobie wyobrazić.
– Jak ci się udaje zapamiętać daty ich urodzin?
– Powierzam to bankowi – odparł z bladym uśmiechem. – Przynajmniej nie muszę zgadywać.
– Może powinnam postąpić tak samo. – Nie wiedząc, co zrobić z rękami, długo mieszała kawę.
W towarzystwie Cama czuła się trochę jak studentka przy profesorze, bo, przeciwnie niż jej starszy brat, częściej się zamyślał, niż uśmiechał.
Tak jak to bywało wcześniej, nie potrafiła oderwać wzroku od jego warg. Ładnie wykrojone, nieodmiennie sprowadzały myśli o gorących pocałunkach.
Co prawda, nigdy się z nim nie całowała. Mężczyźni tacy jak Cameron McKinnon nie całują się z podobnymi do niej dziewczętami. Była tak zwaną porządną dziewczyną, a on spotykał się z wyrafinowanymi kobietami, które potrafiły się zachować w każdym towarzystwie i nie wpadały w panikę, kiedy ktoś się do nich odezwał.
Teraz jednak patrzył na nią uważnym wzrokiem.
– Więc? Co tam u ciebie, Violet?
– Cóż… Właściwie w porządku. – Nie wpadła wprawdzie w panikę, ale rumieniec był prawie tak samo zły.
Tak jak reszta rodziny, musiał sobie zadawać pytanie, kiedy ona w końcu zamieni sukienkę druhny na suknię panny młodej.
– Tylko w porządku?
Sprawiał wrażenie całkowicie skupionego na niej, co bardzo w nim lubiła. Nie bywał zadufany w sobie i umiał słuchać. Często myślała, że gdyby mogła z nim porozmawiać po tamtym nieszczęsnym przyjęciu podczas jej pierwszego roku studiów, może jej życie ułożyłoby się inaczej.
Uśmiechnęła się dzielnie.
– Wszystko porządku. Po prostu mam dużo pracy, plus przygotowania świąteczne i w ogóle. Tak samo jak ty. Też muszę kupić prezenty bratankom i bratanicom. Lily i Cooper spodziewają się dziecka, wiedziałeś o tym? Mama i tata planują spotkanie świąteczne w Drummond Brae. Zaprosili cię? Wiem, że zamierzali. Zdaniem lekarzy to ostatnie święta dziadka, więc wszyscy chcą tam być.
Cam uśmiechnął się krzywo.
– Mój ojciec postanowił przyćmić święta swoim ślubem w Wigilię.
– Gdzie?
– Tu, w Londynie.
– To może potem przylecisz do nas? – zaproponowała. – Chyba że masz inne zobowiązania?
Na przykład dziewczynę. Z pewnością kogoś miał. Taki mężczyzna nie mógł być długo sam. Zbyt przystojny, zbyt inteligentny, zbyt seksowny, zbyt bogaty. Tylko w kwestii swojego życia prywatnego wyjątkowo dyskretny. Violet podejrzewała go czasami o posiadanie sekretnej kochanki, starannie ukrywanej przed światem.
– Jeszcze nie wiem – odparł. – Mama będzie chciała, żebym ją odwiedził, zwłaszcza teraz, kiedy odszedł od niej trzeci mąż, Hugh.
– Och. Przykro mi to słyszeć. Bardzo jest rozbita?
– Nieszczególnie. Sporo pił. Za dużo.
– Och…
Nigdy nie mówił dużo o swojej rodzinie, ale co nieco można było się dowiedzieć od Frasera. Rodzice Camerona rozwiedli się, kiedy miał sześć lat, i niemal natychmiast założyli nowe rodziny. W obu były dzieci własne oraz pasierbowie czy pasierbice. Cam plątał się to tu to tam, dopóki w wieku ośmiu lat nie został wysłany do szkoły z internatem. Violet mogła sobie doskonale wyobrazić małego chłopca obserwującego wszystko z boku i starającego się nikomu nie wadzić. Wciąż się właśnie tak zachowywał. Pamiętała go z rodzinnych ślubów, chrzcin i innych wydarzeń, zawsze z drinkiem w dłoni, gdzieś na obrzeżu tłumu, mierzącego otoczenie spokojnym spojrzeniem ciemnoniebieskich oczu.
Kelnerka przyjęła jego zamówienie z promiennym uśmiechem i Violet postarała się zignorować ukłucie zazdrości. W końcu to nie jej sprawa, z kim flirtował.
On jednak spojrzał na nią przez stół.
– Jeszcze jedną kawę? – zaproponował.
Nakryła dłonią pustą filiżankę.
– Dziękuję – odparła. – Mam dosyć.
– W takim razie jedną czarną. – Zamówieniu towarzyszył raczej formalny uśmiech.
Violet odczekała, aż dziewczyna odejdzie, i powiedziała:
– Pękło.
– Co takiego?
– Serce tej dziewczyny. Nie słyszałeś? – spytała z prowokującym uśmieszkiem.
Przez moment sprawiał wrażenie zakłopotanego, potem wzruszył ramionami.
– Nie mój typ.
– A jaki jest twój?
Dlaczego o to zapytała?
– Ostatnio nie mam czasu zwracać uwagi na dziewczyny.
Jego leżący na stoliku telefon zapikał sygnałem wiadomości, więc zerknął na wyświetlacz i zacisnął mocno wargi.
– Coś się stało?
– Nie.
Telefon znów zapikał i znów zareagował tak samo, po czym wyciszył go i wsunął do kieszeni.
W tej samej chwili kelnerka przyniosła kawę.
– No więc? Jak w pracy?
Zauważyła zaproszenie wystające spomiędzy kart książki. Dlaczego miała wrażenie, że świeci własnym światłem? Pospiesznie wepchnęła je głębiej.
– W porządku.
Zaciekawiony, podążył wzrokiem za jej spojrzeniem.
– Co to takiego?
– Nic ważnego. Zaproszenie.
– Na?
Była przekonana, że policzki ma czerwone jak piwonia.
– Spotkanie świąteczne w firmie.
– Idziesz?
Niezdolna spojrzeć mu w oczy, wpatrywała się w cukierniczkę.
– Chyba będę musiała. Oczekują tego ode mnie.
– Nie sprawiasz wrażenia zachwyconej…
Wzruszyła jednym ramieniem.
– Cóż… Nie przepadam za takimi imprezami.
Już nie. Jej pierwsza impreza skończyła się nadużyciem alkoholu i pretensją do samej siebie. I wciąż jeszcze nie udało jej się o tym zapomnieć.
Nie chciała przyznać, jak daleka od jej nadziei i oczekiwań okazała się obecna praca. Po rzuceniu studiów stanowisko urzędniczki w dużej firmie księgowej wydawało się dobrym sposobem na wtopienie się w tło. Ale to, co zadowalające w wieku lat dziewiętnastu, przestało takie być, gdy dobiegała trzydziestki. Coraz częściej czuła, że powinna chcieć od życia czegoś więcej. Rozwijać się na przykład. Wykorzystać swój potencjał, zamiast stawiać sobie ograniczenia. Ale od tamtego party… Cóż, od tamtej pory wszystko zawisło. Jakby jej życie zostało zablokowane i nie potrafiła niczego z tym zrobić.
W tej chwili telefon Cama znów zawibrował. Violet spojrzała na niego i dopiero teraz uderzyło ją, jaki jest zgrabny, wysoki, smukły. Na pewno podobał się kobietom, a ona nie była wyjątkiem. Do tego piękna opalenizna, gęste brązowe włosy wyzłocone greckim słońcem, na mocno zarysowanej szczęce cień zarostu.
– Nie odpowiesz?
– Może zaczekać.
– Praca czy rodzina?
– Ani jedno, ani drugie.
Zaintrygowana, uniosła brew.
– Kobieta?
Wyciągnął telefon i wyłączył.
– Niestety. Jedna z tych, które nie przyjmują odpowiedzi odmownej.
– Jak długo się spotykacie?
– Nie spotykamy się. To żona klienta. Dobrego klienta.
– Delikatna sprawa.
– Bardzo. Chodzi o czterdzieści milionów funtów.
Choć pochodziła z zamożnej rodziny, nie potrafiła sobie wyobrazić takiej kwoty. Cam projektował jachty dla prawdziwych bogaczy. Zebrał za swoje projekty masę nagród i dorobił się naprawdę dużych pieniędzy. Niektóre z jego dzieł były ogromne, wyposażone w marmurowe łazienki, jadalnie i salony, aksamitne i okazałe. Zdarzyła się też biblioteka, a nawet basen. Zawsze ją zastanawiało, jak można zapłacić tak ogromną sumę za jacht, używany raczej sporadycznie.
– Naprawdę? Aż tyle ci zapłaciła za zaprojektowanie jachtu?
– Nie, to cena jachtu już gotowego. Ale za projekt też wziąłem niemało.
Niemało? To znaczy ile? Chciała zapytać, ale wydawało się to niestosowne.
– I co zrobisz? Zignorujesz te wiadomości?
– Z zasady nie romansuję z mężatkami.
– Może przestałaby, gdyby zobaczyła, że kogoś masz. – Podniosła pustą szklankę i spojrzała na niego przez jej brzeg. – A masz? – palnęła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Jak mogła zrobić coś podobnego?
Spotkali się wzrokiem i rozlało się w niej miłe ciepło.
– Nie – odparł. – A ty?
Parsknęła śmiechem.
– Daj spokój. Wszyscy mnie o to bez przerwy pytają.
– Naprawdę nie wiem, co jest nie tak z młodymi mężczyznami z Londynu. Już od dawna nie powinnaś być sama – odpowiedział z uśmiechem.
Po tych słowach zapadło ciężkie milczenie. Zażenowana, wpatrywała się w resztki kawy, jakby było to coś fascynującego. Jakim cudem udało jej się wplątać w tę krępującą rozmowę? I co dalej?
W głowie miała kompletną pustkę.
Nie miała smykałki do podobnych pogaduszek. Między innymi dlatego unikała spotkań towarzyskich. Różniła się pod tym względem od swojego rodzeństwa, które mogło ględzić o niczym godzinami. Przez całe dotychczasowe życie była w cieniu swoich gadatliwych bliskich. Zwykle wycofywała się i pozwalała mówić innym. I teraz też straciła ochotę do kontynuowania konwersacji.
– Kiedy macie tę imprezę?
Przywrócona do rzeczywistości, zamrugała nerwowo.
– Jutro.
– Chcesz, żebym z tobą poszedł?
– Dlaczego miałbyś tego chcieć? – spytała, kompletnie zaskoczona.
W odpowiedzi wzruszył szerokimi ramionami.
– Akurat jestem wolny, a może w towarzystwie byłoby ci łatwiej.
– Randka ze współczucia?
– Nie randka tylko przyjacielska przysługa.
Stanowczy ton sprawił jej przykrość. Zamiast deklaracji przyjaźni wolałaby randkę. Taką prawdziwą. Nie potrzebowała współczucia. Czy uważał ją za aż tak beznadziejną? Za Kopciuszka niezdolnego znaleźć sobie księcia, który zabrałby go na bal? Zresztą nawet nie miała ochoty tam iść. Serdeczne dzięki. Wszyscy ci ludzie jedzący i pijający zbyt wiele, zbyt długo trwające tańce przy zbyt głośnej muzyce. Wcale jej do tego nie ciągnęło.
– Bardzo dziękuję, ale dam sobie radę.
Odstawiła szklankę po kawie i sięgnęła po książkę. Zanim jednak zdążyła wstać, przytrzymał jej ramię.
– Nie chciałem ci sprawić przykrości.
– I nie sprawiłeś.
Zdawała sobie sprawę, że jej cierpki ton przeczy temu stwierdzeniu. Oczywiście, że było jej przykro. Komu by nie było? Co mogło bardziej urazić kobietę niż propozycja wspólnego wyjścia z mężczyzną, kierującym się współczuciem? Czy to Fraser mu coś naopowiadał? A może któraś z sióstr? Rodzice? Dziadek? Dlaczego nie mogli zająć się własnymi sprawami? Dlaczego wszyscy wciąż na nią naciskali?
Dlaczego się z nikim nie spotykasz? Jesteś zbyt wybredna. Masz już prawie trzydziestkę. I tak bez końca.
Ciepło jego dłoni przeniknęło przez warstwę zimowych ubrań.
– Hej – powiedział.
Nie dąsała się, odkąd skończyła pięć lat, ale teraz nie potrafiła przestać. Mogła się z kimś umówić. Jasne, że tak. Mogła znaleźć setkę chętnych w sieci, a gdyby jej zależało, nawet zaręczyć się jeszcze przed świętami. No, może trochę przesadziła.
– Znajdę sobie kogoś – powiedziała.
Zanim puścił jej ramię, delikatnie je ścisnął.
– Jasne. – Zmarszczył czoło. – I przepraszam. To nie był dobry pomysł. Kompletnie nietrafiony.
A właściwie dlaczego? Przytuliła książkę do bijącego przyspieszonym rytmem serca. Jego dotyk był jak muśnięcie miejsca dotąd nieodkrytego. Alarmem dla zmysłów. Czy czuła coś takiego wcześniej? W przeszłości dawał jej raczej braterskiego całusa w policzek. Ale ostatnio, a przynajmniej od Wielkanocy, unikał kontaktu fizycznego. Jakby specjalnie starał się utrzymać dystans. W ostatni świąteczny weekend wszedł do salonu w Drummond Brae i wycofał się natychmiast, mamrocząc przeprosiny, kiedy zobaczył ją na sofie, zajętą haftem. Dlaczego właściwie nie chciał z nią zostać sam na sam?
Podniosła szal i owinęła wokół szyi.
– Muszę wracać do pracy. Udanego ślubu twojego ojca.
– Wszystko powinno pójść gładko, w końcu to już nie pierwszy raz.
Dopił kawę, zabrał z sąsiedniego krzesła marynarkę i przerzucił ją sobie przez ramię.
– Odprowadzę cię. Też idę w tamtą stronę.
Wolała uniknąć sporu dotyczącego płacenia za kawę, więc tylko podziękowała, kiedy uregulował rachunek.
Delikatnie pokierował nią, kiedy szli do wyjścia. I znów ciepło jego dłoni rozlało się miło po jej ciele. W tym właśnie leżał problem, kiedy się było samotnym i zdesperowanym. Najlżejszy męski dotyk budził najdziksze fantazje i wydobywał pragnienia, o których się wcześniej nie wiedziało.
Ale nie pierwszej lepszej męskiej dłoni, tylko Cama, którego wygląd prowokował do wyobrażania sobie gorącego seksu. Choć przecież to pojęcie wciąż jeszcze było dla niej czystą teorią. Czasem tylko przemykało wspomnienie dwóch czy trzech męskich twarzy, zawieszonych nad nią, i słów mówionych o niej, ale nie do niej. Jak dotąd nie zdarzyło się w tej sferze jej życia nic godnego zapamiętania. Jeszcze jedno, w czym była kompletnie zielona. Jej rodzeństwo jakoś bez większego trudu znajdowało drogę przez pole minowe randkowania i wszyscy mieli dziś rodziny. Czyżby naprawdę była zbyt wybredna?

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Narzeczona mimo woli
Autor Melanie Milburne
Wydawnictwo Harlequin
Data premiery 25.05.2018
Ilość stron 160
Oprawa Miękka
ISBN 9788327634924

Napisz recenzję