Schodząc po schodach, z sercem wciąż rozgrzanym odwiedzinami u Walerii, Sisi zauważyła wysoką postać majaczącą w holu w miejscu, gdzie nie docierało światło świec. Zatrzymała się w pół kroku, próbując opanować emocje. Gdyby tego nie zrobiła, rzuciłaby się pędem na dół, prosto w jego ramiona, a to z pewnością nie byłoby stosowne.
Andrássy chyba usłyszał kroki, bo w tej samej chwili odwrócił się w jej stronę i podszedł do schodów.
– Moja królowa. – Zawsze wolał nazywać ją węgierskim tytułem królowej niż austriackim cesarzowej. Należała do jego ziemi, do jego ludu. Bardzo jej się to podobało.
– Andrássy.
– Sisi.
Schodząc po ostatnich schodkach, zmusiła się do zachowania spokoju, ale nie zdołała powstrzymać szerokiego uśmiechu.
– Twój widok, pani, za każdym razem olśniewa mnie na nowo. – Ujął jej dłoń i ucałował.
Wielokrotne złamanie protokołu, pomyślała Sisi. Nikomu z wyjątkiem ubierających ją pokojówek nie wolno było jej dotykać. I zapewne żaden mężczyzna poza Franciszkiem nie ośmieliłby się ucałować dłoni cesarzowej. Ale jeszcze gorsze było to, że nie miała rękawiczek i usta Andrássyego dotknęły nagiej skóry. Jakże kochała Węgry!
– Jak się miewasz? – zapytał cicho, zupełnie jakby byli sami w wielkim holu. I właściwie byli sami; Maria i Ida, dobrze wyszkolone w dyskrecji, zajęły się rozmową na boku.
– Doskonale. A teraz jeszcze lepiej. – Rzuciła mu promienny uśmiech. – Jak przebiegła twoja podróż z Wiednia?
– Była długa, ale miałem czego wyczekiwać.
Patrzył jej w oczy odrobinę za długo, potem opuścił wzrok na suknię i uśmiechnął się z aprobatą. Sisi oblała się gorącym rumieńcem. A potem, ponieważ znał ją dobrze, zapytał szybko:
– A jak się miewa Waleria?
Sisi uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
– Idę właśnie z pokoju dziecinnego. Ma już pierwszy ząbek.
– Tak szybko? Czyżby nie było mnie aż tak długo?
– O wiele za długo – odrzekła, patrząc mu prosto w oczy i chłonąc jego obecność po długim rozstaniu. Był jak kojący balsam, którym pokojówka nacierała jej obolałe mięśnie po zbyt długim siedzeniu w siodle, jak aromatyczny olejek migdałowy, którym fryzjerka masowała jej głowę przy układaniu niesfornych włosów. Znów stał przed nią. Jakże tęskniła za nim, za jego umysłem, słowami i wysoką, atrakcyjną sylwetką.
Odetchnęła głęboko i powiedziała:
– Kusiło mnie, żeby skorzystać z cesarskich prerogatyw i wezwać cię do siebie. Nie byłam pewna, jak długo jeszcze to zniosę.
Andrássy uśmiechnął się swobodnie.
– No cóż, już jestem i bardzo się z tego cieszę.
Plotkarze w Wiedniu i w całej Austrii szeptali, że Waleria jest jego dzieckiem i że Andrássy dał jej pałac w Gödöllő jako prezent od parlamentu węgierskiego tylko po to, by mogli tu odbywać prywatne schadzki. Ale to nie było istotne, podobnie jak to, że niektórzy nazywali najmłodszą księżniczkę „węgierskim dzieckiem” i twierdzili, że matka zdecydowała się ją wychowywać na Węgrzech, bo to kraj jej ojca. Obydwoje, Sisi i Andrássy, wiedzieli, że to nieprawda. Cesarz też o tym wiedział. Jasnoniebieskie oczy i gładka, jasna skóra Walerii wyraźnie świadczyły, że to Franciszek jest jej ojcem. W niczym nie przypominała Andrássyego, ciemnowłosego i o oliwkowej skórze. To wszystko jest nieważne, pomyślała Sisi. Skoro te plotki nie przeszkadzały Franciszkowi Józefowi, to Sisi mogła się tylko śmiać i dziękować Bogu, że znajduje się daleko od swoich krytyków.
– Wieczór jest wspaniały. A ty, pani, również wyglądasz wspaniale. Pójdziemy? – Wsunął jej ramię pod swoje i poprowadził ją przez przeszklone drzwi do ogrodu na tyłach. Stanęli na tarasie pośród błękitnego zmierzchu. Maria i Ida szły za nimi w dyskretnej odległości.
– Zostaniesz tu? – zapytała Sisi, gdy się zatrzymali. Z pobliskich stajni dobiegło ich przeciągłe rżenie konia.
– Wyznaję, że niczego nie pragnąłbym bardziej, ale sądziłem, że może powinienem zatrzymać się w Budapeszcie, żeby w żaden sposób nie narażać cię na skandal.
– Nie – odrzekła Sisi zdecydowanie. – Powiedz wszystkim, że zatrzymasz się w Budapeszcie, ale zostań tutaj. Proszę. Przynajmniej na kilka dni?
Andrássy zatrzymał się i nie wypuszczając jej ramienia, popatrzył na nią z ukosa. Doskonale wyglądał w wieczorowym stroju.
– Niech plotkują – westchnęła Sisi. – Niech szepczą. Chcę, żebyś był tutaj.
Wciąż na nią patrzył z zastanowieniem. Zmusiła się, żeby oddychać spokojnie, choć pod jego spojrzeniem przechodził ją dreszcz.
– Poza tym to nie ludzie w Budapeszcie rozsiewają plotki, tylko wiedeńczycy.
Andrássy znów ruszył przed siebie.
– To prawda. Węgrzy nigdy nie powiedzieliby o tobie złego słowa. Jesteś ich królową. Ich Sisi.
– Ani o tobie. Jesteś ich ukochanym premierem.
Andrássy przechylił głowę na bok i zamyślił się.
– A zatem zostaniesz?
Wahał się jeszcze przez chwilę i w końcu uśmiechnął się szeroko.
– Skoro taki jest rozkaz mojej królowej, to kimże jestem, żeby się sprzeciwiać?
– Dobrze. – Uśmiechnęła się, patrząc przed siebie na ogrodową ścieżkę. Andrássy zwykle ustępował jej w sprawach, na których jej zależało. Bardzo ją cieszyło, że się z nią liczy i bierze jej uczucia pod uwagę. Franciszek nigdy tego nie robił. – Przyznaję, że mam ochotę dać sobie burę – ciągnęła. – Dzięki mojemu poparciu w Wiedniu zostałeś premierem Węgier. A teraz z tego samego powodu musisz często wyjeżdżać do Wiednia albo siedzieć w Budapeszcie w izbach parlamentu, gdy ja jestem tutaj.
– Wszystko sprzysięga się przeciwko nam, nieprawdaż? – Niespiesznie szli przez ogród. Andrássy wyraźnie robił krótsze kroki niż zwykle, pozwalając Sisi nadawać tempo.
– Kocham tego męża stanu w tobie i zarazem go nienawidzę – westchnęła. – Powinnam chyba zapytać, co słychać w Wiedniu.
Andrássy nie odpowiedział od razu.
– Skład rady twojego męża w ostatnich miesiącach zmienił się praktycznie w całości. Ale jestem pewien, że już o tym wiesz.
– Zdziwiłbyś się, jak niewiele wiadomości dociera do mnie z Wiednia.
– Przecież ty i Franciszek… to znaczy cesarz… pisujecie do siebie regularnie?
– Franciszek informuje mnie, co się dzieje z dziećmi, a także o wszystkich nieistotnych sprawach swojego codziennego życia: co jadł poprzedniego dnia na kolację i jaką sztukę wystawia Teatr Zamkowy. – Sisi zamilkła i spojrzała na mroczniejący ogród. Niewidoczne świerszcze wypełniały wieczór miękkimi tonami sielankowej muzyki. – Ale Franciszek nigdy nie lubił rozmawiać ze mną o niczym, co wykraczałoby poza wymianę uprzejmości, a już z pewnością nie o polityce. Był tylko jeden temat związany z polityką, na który chciał mnie słuchać, czyli Węgry.
Andrássy pochylił się w jej stronę i dobiegł ją jego zapach, zapach mydła do golenia i dymu z cygar. Niemal muskając ustami jej ucho, szepnął:
– Węgry. Sprawa najbliższa twojemu sercu.
– Tak. – Poczuła, że mocniej uścisnął jej ramię. Ten drobny, niemal niedostrzegalny gest wywołał drgnienie w całym ciele.
Andrássy jednak nieoczekiwanie spoważniał.
– I właśnie to było powodem tak wielkich zmian w radzie cesarskiej.
– Przez to, że Franciszek zechciał obdarzyć Węgry autonomią? I podpisał dokument, na mocy którego Cesarstwo Austriackie zmieniło się w podwójną monarchię austro-węgierską?
Andrássy skinął głową. Sisi zastanowiła się i wzruszyła ramionami.
– W Wiedniu już dawno przydałoby się trochę świeżej krwi. Franciszek wierzy, że słusznie postąpił, zawierając austro-węgierski kompromis, nawet jeśli jego ministrowie protestują. To był jedyny sposób, żeby zapobiec otwartej rebelii na Węgrzech i zachować granice imperium. Nie życzył sobie przecież wojny domowej, w którą mogłaby zostać wciągnięta cała Europa, szczególnie że dopiero niedawno został pokonany przez Prusy i Italię. Nie, Europa nie może sobie pozwolić na następną wojnę.
– On to rozumie. Powiedział mi to – zgodził się Andrássy, wciąż głęboko zamyślony.
– Ministrowie mojego męża są jak chwasty – stwierdziła Sisi. – Gdy wyrwiesz jeden, w tym samym miejscu wyrastają dwa następne.
Andrássy zatrzymał się i pochylił w jej stronę.
– Naprawdę masz o mnie tak kiepskie zdanie?
Spojrzała na niego, rozchylając usta w przewrotnym uśmiechu.
– Należałeś do mnie wcześniej niż do niego. To co innego.
– Mam taką nadzieję.
Ruszyli dalej. Sisi miała ochotę zapytać, której damie dworu albo pospolitej aktorce ministrowie jej męża zlecili zadanie rozgrzewania łóżka cesarza, ale stłumiła tę gorzką myśl. Jej czas z Andrássym był święty i nie chciała, by cokolwiek go zakłóciło. Poza tym czasy, gdy małżeństwo rzeczywiście ją obchodziło, minęły. Nie była już tą naiwną dziewczyną, którą poślubił Franciszek Józef, prostolinijną szesnastoletnią prowincjuszką mylącą zauroczenie z miłością, a obietnice z czynami. Dziewczyną, która zupełnie nie znała zasad postępowania obowiązujących na cesarskim dworze i załamała się, gdy przyszło jej się tych zasad nauczyć.
Franciszek nie mógł jej już zranić, nie tak jak kiedyś. Jej serce, poobijane od ciosów zadawanych najpierw przez teściową, potem przez męża, następnie przez śmierć dziecka i emocjonalną utratę dwojga następnych, w ostatnich latach w cudowny sposób odżyło. Jakimś sposobem to serce, które Sisi uznała za zniszczone i puste, uparcie biło dalej, przykryło rany tkanką blizny i nie chciało się poddać. Znów postanowiła żyć, ale tym razem na własnych warunkach. Wraz z tą decyzją nadeszły akceptacja, nowa siła i wolność. Franciszek był teraz daleko od niej i dzieliła ich nie tylko fizyczna odległość, lecz również tarcza, którą Sisi dla siebie stworzyła. W żaden sposób nie mógł już jej zranić.
Poza tym w ich małżeństwie już od niemal dziesięciu lat nie było bliskości fizycznej z wyjątkiem tej jednej krótkiej chwili, kiedy wróciła do cesarskiego łoża, starając się nakłonić Franciszka Józefa do zawarcia austro-węgierskiego kompromisu. To szybkie połączenie, o dziwo, dało jej Walerię, a także królestwo Węgier.
A teraz Andrássy stał tutaj, patrząc na nią oczami jak czarny aksamit, a nad Gödöllő majestatycznie zapadał wieczór. Sisi przestała myśleć o Franciszku i o latach, które spędzili na ranieniu się nawzajem. Długo dręczyła ją myśl, że Franciszek pozwolił, by odebrano jej troje pierwszych dzieci, przez co czuła się jak klacz rozpłodowa i wyrzutek na własnym dworze, ale w końcu jakoś się z tym pogodziła. Ich życie nigdy nie należało tylko do nich, zawsze było poddane rygorystycznym zasadom i pełne obcych ludzi, podporządkowane wymaganiom monarchii. Pogodziła się także i z tym, że Franciszek ją zaniedbywał, lekceważył, nie dzielił się z nią emocjami ani nie próbował poznać jej emocji. Że przedkładał ponad jej obecność towarzystwo swoich generałów i ministrów, a także matki i innych kobiet. Że odszedł od ich małżeństwa. Ale to wszystko nie miało już znaczenia. Teraz to ona odeszła od tego wszystkiego.
Andrássy przerwał to zamyślenie, gładząc ją palcem po czole.
– Wyglądasz, jakbyś toczyła jakąś walkę.
– Bo tak jest.
– I kto wygrywa?
– Ja. – Uśmiechnęła się blado.
– To dobrze. – Pochylił się i pocałował ją w czoło. Był to zbyt śmiały gest jak na otwarte ogrody, ale światło dnia już zgasło i osłaniał ich mrok.
Przez otwarte okno z kuchni napłynął śmiech służących. Andrássy odsunął twarz od jej czoła.
– Chyba powinniśmy iść na kolację.
– Chyba tak – westchnęła Sisi i zwrócili się w stronę pałacu. – Muszę cię chyba ostrzec, że dołączy do nas Nicky, to znaczy książę Esterházy.
Andrássy jęknął i zatrzymał się na chwilę.
– Nie wiedziałam, że przyjedziesz – dodała Sisi, nieco rozbawiona tą jawną demonstracją zazdrości. – Gdybyś napisał, dopilnowałabym, żeby…
– Wiesz, że lubię cię zaskakiwać. Kiedy widzę ten wyraz zachwytu na twojej twarzy, wiem, że warto było cierpieć rozdzielenie.
– Ale gdy przyjechałeś, byłam na przejażdżce z Nickym, toteż niespodzianka była nieco mniejsza.
Andrássy pochylił się do niej i szepnął, łaskocząc jej ucho oddechem:
– W takim razie będę musiał znaleźć inny sposób, by przywołać na twoją twarz ten wyraz zachwytu.

Książę Esterházy czekał na nich w jadalni. Stał w pozie oczekiwania, podobnie nienagannej jak wtedy, gdy siedział w siodle. On również, tak jak Andrássy, miał na sobie frak. Po całym dniu uganiania się za lisami był zaróżowiony i ożywiony.
– Och, Wasza Wysokość nie jest sama. – Jego twarz ściągnęła się rozczarowaniem i frustracją, zupełnie jak twarz Andrássyego chwilę wcześniej. Zacisnął zęby, ale zmusił się do pogodnego tonu. – Miło pana widzieć, Andrássy.
– Pana również, Esterházy. – Wymienili uścisk dłoni.
– Niedawno wrócił pan z Wiednia?
– Właśnie dzisiaj.
Esterházy uniósł ciemne brwi.
– I już przyjechał pan z Budapesztu na kolację u królowej? Nie ma pan żadnych spraw do załatwienia w mieście?
– Cóż mogłoby być ważniejsze niż złożenie uszanowania naszej władczyni i zdanie jej raportu z mojej podróży?
Esterházy zmarszczył czoło, nerwowo skubiąc rękaw fraka.
– Ale muszę pana pochwalić, Esterházy – ciągnął Andrássy z wymuszoną życzliwością. – Słyszałem, że doskonale się pan zaopiekował naszą królową i że podczas mojej nieobecności był pan jej wiernym i oddanym towarzyszem, wykazując się prawdziwą węgierską gościnnością.
Sisi zaśmiała się lekko. Usiadła pośrodku stołu, a rywale po obu jej stronach. Przez cały czas trwania kolacji wbijali sobie szpile. Zazdrość Nicka jej nie zaskoczyła. Książę Nikolaus Esterházy był uroczym, bogatym i atrakcyjnym arystokratą i damy w całym królestwie zabiegały o jego uśmiech i majątek, a jako właściciel największej w kraju stajni koni pełnej krwi oraz posiadłości graniczącej z Gödöllő w ostatnich miesiącach stał się dla Sisi pożądanym towarzyszem. Poza tym był chyba jedynym jeźdźcem w całym kraju, który potrafił dotrzymać jej tempa. O umiejętnościach jeździeckich Sisi krążyły już legendy.
Andrássy wydawał się zdziwiony pewnością siebie i swobodą Nicky’ego oraz familiarnością, z jaką tamten rozmawiał z Idą i z Marią. Zapewne dopiero teraz uświadomił sobie, jak wiele czasu jego rywal spędzał przy stole jadalnym Sisi i w jej towarzystwie. Sisi widziała, że marszczył czoło i kręcił się niespokojnie, i choć wiedziała, że to okrutne z jej strony, sprawiało jej to przyjemność i przynosiło ulgę. Zazdrość Andrássyego była najlepszym dowodem na to, że jego uczucia nie zmieniły się podczas ostatnich miesięcy, że wciąż za nią tęsknił i potrzebował jej równie mocno jak ona jego. Gdy lokaje w niekończącej się paradzie wnosili kolejne dania i półmiski, Sisi popijała wino, aż w końcu zakręciło jej się w głowie.
– Przypuszczam, hrabio Andrássy, że po kolacji wróci pan do Budapesztu, do hrabiny Andrássy? – Esterházy palił przy deserze, zwracał się do lokajów po imieniu i często kazał dolewać sobie wina.
– Prosiłam pana premiera, by został w Gödöllő – wtrąciła Sisi, wyczuwając, że po tych ostatnich słowach napięcie przy stole może nieznośnie wzrosnąć. Andrássy z głośnym westchnieniem wpatrzył się w talerz z deserem. Nie znosił, gdy ktoś wspominał o jego żonie. Od dawna żyli w separacji, ale w świetle prawa wciąż byli małżeństwem. Równie dobrze jak Sisi wiedział, że obydwoje są poślubieni komuś innemu i że uczucie miedzy nimi nigdy nie powinno zaistnieć, choć wydawało się, że nie może być niczym złym. Nie lubił też, gdy ktoś przypominał Sisi o istnieniu hrabiny Andrássy. To był kolejny ciężar, przed którym próbował ją chronić.
– Prosiłam hrabiego Andrássyego, żeby został – ciągnęła Sisi spokojnie, jedząc swój ulubiony deser – fiołkowe lody, wytwarzane specjalnie dla niej i przywożone przez jednego z budapeszteńskich cukierników. – Tylko na kilka dni. Już od wielu miesięcy nie byłam w Wiedniu i chcę usłyszeć o wszystkim, co się tam dzieje.
Esterházy spojrzał na nią i jego usta pod ciemnymi wąsami skrzywiły się w grymasie. Ach, ci Węgrzy, pomyślała. Czy noszenie wąsów było w tym kraju obowiązkowe? Przez to olśniewali uśmiechem, ale gdy się chmurzyli, wyglądali ponuro i budzili lęk.
Wyprostowała się i zmieniła temat rozmowy.
– Dobrze, zatem zagramy w karty czy w zagadki? A może posłuchamy muzyki albo poezji?
Przeszli do bawialni i wieczór w Gödöllő potoczył się swobodnym, znajomym rytmem. Sisi zwykle spędzała wieczorne godziny przed kominkiem, w którym płonął ogień. Ida czytała głośno poezje Mihályego Vörösmartyego albo Maria grała na fortepianie sonatę Franciszka Liszta. Każdy mógł robić, co sobie życzył, przychodzić i wychodzić wedle woli. Shadow i Brave układały się na dywaniku u stóp Sisi. Uśmiechnięta Ida siadała po jej lewej stronie, gotowa robić to, czego chcieli wszyscy – czy też raczej, czego chciała Sisi. Maria Festetics, zawsze chętna do pomocy, krzątała się po bawialni, pilnując, by Sisi nie siedziała zbyt blisko otwartego okna, gdzie mogłoby ją przewiać, albo zastanawiając się na głos, czy Jej Wysokości nie jest za gorąco od kominka.
– Jest mi bardzo wygodnie – zapewniała ją Sisi z uśmiechem.
W Wiedniu kilkusetletnia habsburska tradycja i cesarski protokół rządziły nawet najbardziej intymnymi zgromadzeniami rodzinnymi. Nieustannie trzeba było składać hołd bóstwu etykiety, przez co nawet w najbardziej naturalnych relacjach brakowało swobody. Nawet w prywatnym saloniku, gdy przebywała tam tylko Sisi, dzieci, Franciszek i jego matka, nie wolno było odezwać się nikomu, do kogo cesarz nie zwrócił się pierwszy. Nie wolno było usiąść do stołu bez rękawiczek ani wstać z krzesła, dopóki Jego Wysokość się nie podniósł. Nikomu nie wolno było jeść, gdy Jego Cesarska Mość już skończył posiłek.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Sisi. Samowolna cesarzowa
Autor Allison Pataki
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 12-10-2016
Ilość stron 384
Oprawa Miękka
ISBN 9788327621122
Tłumaczenie Alina Patkowska
Projekt okładki Robert Dąbrowski

Napisz recenzję