Pan Doubler zaczyna od nowa | Seni Glaister | Książka + Prezent | Booktime.pl
SUPER CENA

Pan Doubler zaczyna od nowa

Seni Glaister

23-08-2019

Wydawnictwo: HarperCollins

Ilość stron: 416

Oprawa: Miękka

ISBN: 9788327637666

Cena normalna:38,99 zł

Pan Doubler zaczyna od nowa
38,99 zł

Cena promocyjna:

21,70

Taniej o: 17,29 zł

Wysyłamy w 48h + czas dostawy

Koszt dostawy:

  • Odbiór w kiosku Ruchu6,90 zł
  • Odbiór w Paczkomacie8,90 zł
  • Odbiór na Poczcie8,90 zł
  • Kurier Pocztex10,90 zł
  • Kurier InPost11,90 zł
  • Kurier DPD12,90 zł

Przy zakupach powyżej 150 zł dostawa GRATIS!

Dodaj książkę do koszyka
i wybierz bezpłatny upominek

Opis książki

Pan Doubler o ziemniakach wie wszystko, rozmawia z nimi częściej niż z własnymi dziećmi, które widuje tylko podczas niedzielnych obiadów. Chce zostać hodowcą wszech czasów. Poglądami dzieli się jedynie z panią Millwood, gospodynią, która pomaga mu prowadzić dom.  Choroba pani Millwood to prawdziwa katastrofa. Mały świat Doublera zaczyna drżeć w posadach, nadzieja na realizację ambitnych planów rozwiewa się jak dym. Jednak codzienne rozmowy telefoniczne z przebywającą w szpitalu gospodynią... ...czytaj więcej

Pan Doubler o ziemniakach wie wszystko, rozmawia z nimi częściej niż z własnymi dziećmi, które widuje tylko podczas niedzielnych obiadów. Chce zostać hodowcą wszech czasów. Poglądami dzieli się jedynie z panią Millwood, gospodynią, która pomaga mu prowadzić dom.  Choroba pani Millwood to prawdziwa katastrofa. Mały świat Doublera zaczyna drżeć w posadach, nadzieja na realizację ambitnych planów rozwiewa się jak dym. Jednak codzienne rozmowy telefoniczne z przebywającą w szpitalu gospodynią mają na niego zbawienny wpływ. To pod jej wpływem Doubler zaczyna dostrzegać ludzi i świat wokół siebie, bez których do tej pory tak świetnie się obywał.  Ciepła, zaprawiona nutą nostalgii i dyskretnego humoru opowieść o przyjaźni, dobroci i o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany.

...zwiń
Recenzje
04-11-2019

Nasz główny bohater, to zaprawiony w bojach farmer z dziada pradziada, dlatego sensem życia są ziemniaki. Wie o nich wszystko i są dla niego sensem istnienia.
Nie czuje potrzeby rozmowy ze swoimi dziećmi czy wnukami. Liczą się tylko ZIEMNIAKI.
Tak naprawdę jedyną osobą, z którą rozmawia jest jego gosposia, która po śmierci żony zajmuje się jego domem, gdyż Pan Doubler mimo ogromnej wiedzy na temat ziemniaków i wielu mądrości życiowych, jest niesamowicie niezaradny i gdyby nieoceniona Pani Mitwood zginąłby jak przysłowiowe „gumowce Antka na budowie”.
Wszystko się zmienia, kiedy gosposia zaczyna chorować, a on zostaje sam. Jednak ich rozmowy telefoniczne zaczynają kruszyć sztywną fasadę farmera i ten zaczyna dostrzegać innych ludzi wokół siebie oraz to, że nie samą pracą żyje człowiek, a zbyt dalekie planowanie może zostać boleśnie zweryfikowane przez życie.
To niesamowicie mądra książka, która zawiera tak wiele mądrych cytatów, że nie sposób nie polecać jej innych. Jej lektura napawa nie tylko optymizmem, ale również wiarą, że na zmiany nigdy nie jest za późno.

25-10-2019

Pozornie przyjemna obyczajówka, tak naprawdę głębia nauki życia.
___
Tytułowy Pan Doubler jest osobą zajmującą się ziemniakami. Jest to jego pasja, wie o nich dosłownie wszystko.
Po śmierci żony całym gospodarstwem zajmuje się Pani Millwood. Gdy zabiera ją choroba a jedyny kontakt jest telefon Doubler nie wie co zrobić. Samotności w tym wieku jest niebezpieczna... Gosposia proponuje mu by zaczął wolontariat w schronisku, nowy start...
Lata zamknięty w swoim świecie, zaczyna dostrzegać ludzi wokół siebie i nowe sytuacje.
___
Książka ta ukazuje nam starszego mężczyznę z bagażem doświadczeń, niezmiernie mądrego człowieka. Pytania jakie padają po opuszczeniu "azylu" mogą sie wydawać zbyt oczywiste, jak bardzo jesteśmy pewni siebie i się mylimy?
Pozycja z której płynie ciepło, humor a przede wszystkim mądrość. Ukazuje problemy które najczęściej spotykają osoby starsze,na przykład syn wykorzystujący finansowo rodzica? Znamy...
Spokojna ale nie nudna historia Pana Dublera, wiele możemy z niej wynieść.
Polecam!

23-10-2019

Pan Doubler zaczyna od nowa. A właściwie to swoje nowe życie zaczyna od zadawania pytań. Pytań, których inni nie zadają z czystego lenistwa, wysokiego poczucia własnej nieomylności lub strachu. Pytań, które zwykle zadają dzieci. Bo czy ktoś dorosły ma odwagę zapytać wprost: dlaczego się ze mnie śmiejecie?

Pan Doubler żyje z uprawy ziemniaków, kocha je całym sercem i wydaje się być dziwakiem, który wie o niewielu sprawach w życiu. Ale o tych niewielu wie naprawdę sporo. I może uchodzić za autorytet. A o tych, o których nie wie nic, potrafi się douczyć.

Pan Doubler po wielu latach zostaje zmuszony do wyjścia ze swojej skorupy. Do tej pory wiódł życie, jakiego pozazdrościłby mu każdy introwertyk. Tak, z podziwem patrzyłam na to, jak się urządził. Aczkolwiek nawet ja, z moją niechęcią do ludzi i wychodzenia z domu, uważam, że bohater popadł w skrajność.

Z tej skrajności wyciąga go samo życie, bo gdy jego gosposia choruje, on zastępuje ją w jej obowiązkach. Na jej wyraźną prośbę. Zamiast zatrudnić nową gosposię, czeka, aż pani Millwood wyjdzie ze szpitala i znów do niego wróci, a on w tym czasie poznaje jej życie wolontariuszki w schronisku dla zwierząt.

Jest tam osioł, którego odebrano właścicielce, a która co jakiś czas próbuje go wykraść. Podczas gdy inni śmieją się ze starej dziwaczki i pilnują, by złodziejka nie zatriumfowała, Pan Doubler wnika w tę sprawę głębiej. Zaczyna zadawać pytania i w ten sposób odkrywa, że życie ma o wiele, wiele więcej barw, niż mu się do tej pory wydawało.

Czasami wiadro pomyj na głowę wylewa mu jego własna gosposia, która mimo choroby nadal zdaje się być osobą, która widzi, co dzieje się w jego duszy znacznie przejrzyściej, niż jego własne dzieci.

Nigdy też nie wiadomo, z której strony pojawi się ktoś wart zainteresowania. Kto podda mu nowe spostrzeżenie, na które nie wpadł wcześniej sam, ale zdumiewa go prawdziwość tej tezy.

Powieść daje do myślenia, a przy tym jest pełna emocji. Będziesz się śmiać, będziesz się wzruszać, dziwić i denerwować. Zastanowisz się nad specyfiką przemijania czasu z perspektywy osób starszych, jeśli jesteś na tyle młody, by nawet nie dopuszczać myśli o okresie spoczynku. A to czasami naprawdę solidnie zaskakuje. Jak w przypadku pułkownika, który nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale znalazł na siebie sposób.

Czasami to nie Ty musisz znaleźć ten sposób. Czasami znajdzie go za Ciebie życie. A czasami drugi człowiek, który nie bał się zadać pytania, zastanowić i pomyśleć. Bo jesteśmy tylko ludźmi. Ale właśnie dlatego możemy wszystko. A przede wszystkim powinniśmy móc liczyć na siebie nawzajem.

Co uderzyło mnie dość nieprzyjemnie. Jak bardzo prawdziwie przedstawiona jest sytuacja pani Millwood. Ona ciągle tam jest, w tle, pod drugiej stronie słuchawki telefonu. Jest niezbędna bohaterowi do życia, ale z czysto egoistycznych pobudek. Zapatrzony w swoje sprawy, cudem ogarnia fakt, że jest chora. Ale w ogóle nie rozumie, jak bardzo jest z nią źle.

A najśmieszniejsze w tym wszystkim, że on nie jest złym człowiekiem. Jest nieszkodliwym dziwakiem, zamkniętym w swoim świecie. Toleruje się go, patrzy na niego z pobłażaniem albo zazdrością i mija, by iść dalej swoją ścieżką. Ewentualnie można pośmiać się z niego przy kawie u innych znajomych.

Gdyby nie fakt, że akurat ma do omówienia istotny dla niego temat, pewnie w ogóle nie zauważyłby, co się dzieje z jego gosposią. Tym bardziej, że to jest NAWRÓT. Czyli ona już chorowała. I dopiero teraz dociera do niego ten fakt.

Czytanie o chorobie to coś zupełnie innego niż samodzielne jej przeżycie. Autorka świetnie zauważa, jak niewiele dla reszty świata znaczy choroba jednego człowieka. Jak bardzo może to zaniknąć między koniecznością pójścia do pracy, a odlotem na zimę bocianów.

A przecież tak ważne jest, tak konieczne, by wspierać, być i dawać poczucie bycia potrzebnym. By opiekować się sobą nawzajem, by móc liczyć na siebie w każdej sytuacji. Bo nawet najzagorzalszy introwertyk nie tylko tlenu potrzebuje do życia, tylko musi to sobie uświadomić, choć czasami zajmuje mu to wiele lat.

http://www.piorkonabiurko.pl/powiesci/pan-doubler-zaczyna-od-nowa-o-ziemniakach-i-o-zyciu/

21-10-2019

Większość osób posiada jakieś hobby, a jeżeli los się do nich uśmiechnie, dodatkowo mogą na swojej pasji zarabiać i uczynić z niej coś, co po sobie zostawią. Moim marzeniem było kiedyś napisanie książki, jednak obecnie zostało ono zepchnięte w głąb duszy bowiem skupiłam się na recenzowaniu. Chyba nie byłabym w stanie poświęcić całego swojego życia jednej aktywności np. na wymyślanie fabuły.
W przeciwieństwie do głównego bohatera powieści Seni Glaister pt.: "Pan Doubler zaczyna od nowa", który poświęcił się...ziemniakom.
Tytułowa postać była dosłownie chodząca encyklopedią. Bohater zaczął nawetpracować nad "ziemniaczanym eksperymentem", o którym wiedziała tylko jego sprzątaczka –chyba jedyna bliska mu osoba. Jednak wszystko się zmieniło, gdy pod dom podjechała córka gosposi, po czym oznajmiła, że pani Millwood znajduje się w szpitalu. Mimo tego pan Doubler pozostał z nią w stałym kontakcie telefonicznym. Wtedy też złożył on swojej kobiecie pewną obietnicę…
Nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce, tak naprawdę zainteresował mnie ziemniak widoczny na froncie okładki. Jak się okazało,to jedna z tych opowieści, które niosą za sobą przesłanie.
Tytułowy bohater bardzo interesował się ziemniakami - oprócz elementarnej wiedzy o ich hodowli, wiedział również jak je serwować, oraz jak wytwarzać z nich napoje alkoholowe. Poświęcił im całe życie - kosztem swojej rodziny. Po odejściu żony, Doubler całkowicie odizolował się od ludzi, a swoje dzieci spotykał tylko w niedzielę, gdy go odwiedzały na rodzinnym obiedzie.
Był jednak bohaterem dynamicznym, na kartach powieści obserwujemy jego zmianę i "wybudzenie" z odrętwienia, w które wpadł jakiś czas temu.
Trochę się też z nim utożsamiałam, bo sama miałam taki epizod. Tylko ja uciekłam w książki.
Co do pani Millwood...Chciałabym, abym w jej wieku też tak aktywnie spędzała czas. Podczas czytania miałam wrażenie, że to ona jest dwudziestoletnią dziewczyną, z mnóstwem energii, a ja starszą panią.
Kobieta mimo swojej choroby wciąż była dzielna i starała się wesprzeć swojego przyjaciela. Dzwoniła do niego prawie, że codziennie i to ona wymusiła na nim złożenie obietnicy, która odmieniła jego życie.
Każda postać została dobrze wykreowana i tylko jedna nie zdobyła mojej sympatii. Nawet największego konkurenta Doblera lubiłam bardziej, niż syna głównego bohatera - Juliana. Odrzucało mnie od niego jego patrzenie na wszystkich z góry, zbyt wygórowane ego, a także jego przebiegłość. Nie cofnąłby się przed niczym. Nawet zniszczyłby rodzinę, gdyby tylko musiał.
Spędziłam z książką naprawdę przyjemne chwilę, miałam nawet chwilową refleksję nad swoim życiem, jednak póki co, nie jestem gotowa na żadną zmianę. Jest to idealna książka na jesienny wieczór.

21-10-2019

Pan Doubler uprawia ziemniaki.
Jest prawdziwym ziemniaczanym królem i może odrobinę ziemniaczanym fanatykiem. Żyje zamknięty w swoim małym, ziemniaczanym świecie, oddalając się od własnej rodziny, że o reszcie ludzkości nie wspomnę...

"Pan Doubler zaczyna od nowa" to tytuł, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Okazuje się, że nawet na pospolitych ziemniakach można zbudować świetną fabułę! Wystarczy dodać do tego barwnych, nieco kontrastowych bohaterów i mamy historię, której nie da się tak po prostu wyrzucić z głowy.

Powieść jest pełna ciepła i delikatnego humoru. Ma w sobie coś takiego... sympatycznego?, taki sielski klimat. Jednocześnie nie jest sztucznie wyidealizowana, porusza realne, ludzkie problemy. To historia otulona samotnością, przypruszona miłością i przyjaźnią, pokazująca blaski i cienie rodzicielstwa.

Bardzo podoba mi się przesłanie, mówiące o tym, że nikt nie wybiera sobie rodziców i nikt nie wybiera sobie dzieci - dostajemy od losu siebie nazajem, ale jesteśmy osobnymi istnieniami, a sukcesy i porażki każdy z nas zbiera na własne konto. Urzekła mnie również przemiana głównego bohatera i to, jak pod wpływem życiowych zawirowań, musiał w końcu wyjść ze swojej strefy komfortu.

O Panu Doublerze będę pamiętać i będę polecać jego historię. Ku chwale ziemniaków!

21-10-2019

"Pan Doubler o ziemniakach wie wszystko, rozmawia z nimi częściej niż z własnymi dziećmi, które widuje tylko podczas niedzielnych obiadów. Chce zostać hodowcą wszech czasów. Poglądami dzieli się jedynie z panią Millwood, gospodynią, która pomaga mu prowadzić dom. Choroba pani Millwood to prawdziwa katastrofa. Mały świat Doublera zaczyna drżeć w posadach, nadzieja na realizację ambitnych planów rozwiewa się jak dym. Jednak codzienne rozmowy telefoniczne z przebywającą w szpitalu gospodynią mają na niego zbawienny wpływ. To pod jej wpływem Doubler zaczyna dostrzegać ludzi i świat wokół siebie, bez których do tej pory tak świetnie się obywał".

Ta książka jest dla mnie idealnym przykładem na to, że nie powinno oceniać się powieści po okładce. Ta wygląda całkiem niewinnie i nie zapowiada bomby, którą koniec końców zaserwowała mi książka. Patrząc na tę okładkę, myślałam, że to nie będzie zbyt ambitna historia. Ot, odmóżdżacz, o którym szybko zapomnę. Wiecie, trzasnę ją w parę godzin, pośmieję się, może i nawet w niektórych miejscach popukam po czole. I tyle. Jedynie ta recenzja przypomniałaby mi o tym, że coś takiego czytałam. Nawet nie spodziewałam się tego, jakie wrażenie ta powieść na mnie zrobi.

Nie myślałam, że historia pana Doublera wprowadzi mnie w refleksyjny nastrój, sprawi, że będę nawet miała łzy w oczach. Chociaż początek wcale na to nie wskazywał. Powiem więcej, miałam do tej książki dwa, jeśli nie trzy podejścia, bo rozpoczęcie mnie niespecjalnie zainteresowało. Jakoś nie umiałam przekonać się do tytułowego bohatera. Tyle że potem wydarzyło się coś, co utrzymało mnie przy lekturze i było mi przykro, gdy już dotarłam do końca.

Nie potrafię znaleźć powieści podobnej do tej, dlatego sam pomysł na fabułę, po początkowych problemach z wgryzieniem się w historię, był dla mnie ciekawy. Chciałam przekonać się, jak pod wpływem wspomnianych w opisie wydarzeń zmieni się życie tytułowego bohatera.

Myślę, że to idealna powieść na tę porę roku. Można się z nią spokojnie zaszyć pod kocem, popijając do lektury ciepłą herbatę. Nie jest to historia obok której można przejść obojętnie. Zmusza do myślenia, ale też dostarcza rozrywki.

20-10-2019

A gdyby tak wywrócić swoje życie do góry nogami i nie oglądać się na innych? Zacząć żyć z pasją i porzucić poczucie, że nikomu na nas nie zależy?

Seni Glaister zaskoczyła mnie swoją powieścią. Ogromnie! Przyznam szczerze, że właściwie nie miałam wobec niej większych oczekiwań, ot pomyślałam sobie, że przeczytam i zapomnę. Nic nie wskazywało, że ta historia wywróci moje życie a tak właśnie się stało. Znacie te lektury, po zakończeniu których kompletnie nie wiecie co powiedzieć i wydaje się, że żadna inna książka nigdy im nie dorówna? To właśnie przeżyłam z "Pan Doubler zaczyna od nowa". Absurdalna zapowiedź fabuły zmieniła się w moją prywatną przygodę życia do której - tego jestem pewna - jeszcze wiele razy powrócę.

Tytułowy pan Doubler postanowił zająć się hodowlą. Miał zmienić świat, zdobywać nagrody, zaskakiwać wszystkich dookoła. W końcu kto jak kto, ale on o ziemniakach wie dosłownie wszystko. I rozmawia z nimi znacznie częściej niż z własnymi dziećmi. Dlatego z zapałem i entuzjazmem objaśnia swoje plany gospodyni, pani Millwood. Ona jednak sprowadza go na ziemię. Okazuje się, że jest ciężko chora i musi trafić do szpitala. Dlatego pan Doubler postanawia dotrzymać jej towarzystwa, choćby telefonicznie i codziennie odbywają rozmowy, które otwierają mężczyźnie oczy na świat i ludzi.

Mi również wiele pomogły te rozmowy telefoniczne. Chociaż byłam niemym bohaterem tej powieści ogromnie zżyłam się z obiema postaciami i pan Doubler już od pierwszych stron skradł moje serce. Podziwiałam go za walkę, widziałam jak smuci się brakiem zainteresowania ze strony własnych dzieci i jak zaczął szukać sobie zajęcia, by zrekompensować samotność. Od razu poczułam tą indywidualną lawinę emocji spadającą na głównego bohatera i to sprawiło, że historia stała mi się bliższa. Poczułam więź także z panią Millwood, kobietą wspaniałą i zaskakującą ogromem życiowej mądrości. Nie poddała się mimo choroby, wpłynęła na drugiego człowieka i nieświadomie także na czytelników, którzy będą pamiętać o jej radach przez wiele lat.

Dzięki tylu emocjom zamkniętym w tej historii czuję, że jest ona nie tylko kameralna, ale i bardzo prywatna. Mądra, dojrzała, świadoma i poprowadzona w subtelnym kierunku dobrego humoru zaskakuje motywacją do działania oraz nauką, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Autorka pisze lekko, nie sięga po kwiecisty styl czy ubarwienia, tylko konkretnie (choć pięknie) prowadzi nas przez swoją opowieść. O przyjaźni, o życiu, o marzeniach w cudownym stylu.

Pozostaję pod urokiem powieści Seni Glaister i mam nadzieję, że Wy również dacie się namówić. To jedna z tych niepozornych książek, obok których łatwo przejść obojętnie. Zapewniam jednak, że "Pan Doubler zaczyna od nowa" to w każdym aspekcie wyjątkowa i dojrzała historia przy której można spędzić kilka wspaniałych godzin. Przeczytajcie, poznajcie losy człowieka, który odważył się na zmiany a później zainspirujcie się jego losami. Wzruszenia gwarantowane!

19-10-2019

Pan Doubler. Dwoje dzieci, czworo wnucząt, nie mający przyjemności obcowania z własną rodziną. Samotnik, dziwak w "dobrowolnej izolacji". 40 lat na tej samej farmie, od 20 jej nie opuszcza. Obsługiwany najpierw przez żonę, później przez gosposię. Niezaradny, choć niewiarygodnie mądry życiowo. Ziemniaki "ma we krwi". Opiekuje się nimi, przeprowadza nad nimi badania, rozmawia z nimi, stanowią jego posiłek. Słowem, ziemniaki to sens jego życia. Pani Mitwood, od odejścia żony Doubler, opiekuje się jego domem, sprząta ale przede wszystkim dotrzymuje mu towarzystwa. Wszystko się zaczyna sypać, gdy bardzo poważnie zachoruje i farmer zostaje sam. Do tego na leniwe życie farmera, zaczyna czaić się Zło

19-10-2019

Jak pisał Thomas Merton – „Nikt nie jest samotną wyspą”, dlatego tak ważne są osoby, z którymi przebywamy. Osoby, na które możemy liczyć, dzięki którym czujemy się wartościowi i potrzebni… „Pan Doubler zaczyna do nowa” Seni Glaister to opowieść o miłości i stracie, o przyzwyczajeniach i zmianach, które nie są łatwe.

„Miewam czasami takie dni. Takie, kiedy życie za bardo boli. (…) Jeśli powiem, że czuję się wtedy smutna, to za mało. Jestem zupełnie zrozpaczona. To po prostu przychodzi, chociaż nic się nie zmieniło od poprzedniego dnia, nie ma żadnego bodźca ani wydarzenia, które by to spowodowało. Po prostu budzę się i mam absolutną, niewzruszoną pewność, że nie dam sobie z niczym rady. Albo jeszcze gorzej, nawet nie mam ochoty próbować. ” (s.248)

Pan Doubler to starszy mężczyzna, dla którego ważną część życia stanowi hodowla ziemniaków. Każdego dnia przeprowadza szereg „wizytacji” – sprawdza, czy w jego stodołach i na polu jest wszystko na właściwym miejscu. Te monotonne i rutynowe kontrole wydają mu się całkowicie normalne i sprawiają mu wiele przyjemności. Jednak gdy jego gospodyni, pani Millwoood, trafia do szpitala, uświadamia sobie, że ‘w tym wszystkim chodzi o coś więcej’… To, co wcześniej go cieszyło – teraz przestaje sprawiać mu radość. Samotności – to z nią po raz kolejny musi się zmierzyć.

Nie ukrywam, że od początku książka ta zrobiła na mnie duże wrażenie i koniecznie chciałam ją przeczytać. Z drugiej strony, zaintrygowało mnie, co takiego ciekawego może być w powieści o rolniku-hodowcy ziemniaków? Początkowe, długie narracje tej książki bardzo mnie nużyły. Jednak, gdy wczytałam się w ich treść, odkryłam książkę pełną życiowych mądrości i wzruszających historii o ludziach, którzy coś lub kogoś stracili, którzy czuli się samotni, chociaż nie potrafili tego wyrażać… I zakochałam się w tej powieści.

Dlatego, jeśli ktoś na wstępie zakłada, że ta książka, z motywem hodowcy ziemniaków, jest nudna, to muszę go zapewnić, że się myli. Powieść Seni Glaister przede wszystkim podkreśla znaczenie wartości wyższych niż pieniądze, sława czy sukcesy. Podkreśla wartość miłości, przyjaźni i zaufania. Po przeczytaniu jej mam wrażenie, że ma ona w sobie „coś wyjątkowego”. Niesie ona przesłanie, że nie musimy być zawsze najlepsi, ważne jest, byśmy umieli patrzeć wyżej niż czubek własnego nosa, abyśmy dostrzegali także potrzeby drugiego człowieka.

Niby prosta historia, a tak bardzo poruszająca i motywująca do zmiany.

17-10-2019

Piękna, przejmująca i niesamowicie prawdziwa. Taka właśnie jest ta opowieść. Od pierwszych stron nawiązałam ogromną, szczególną więź z bohaterami, a głównie z panem Doublerem. I chociaż jest to książka o ludziach raczej starszych, dzieło idealnie wpisało się w moje gusta. Wiecie dlaczego? Bo nie ma tutaj przysłowiowego "lania wody", a tylko problemy i życie normalnych ludzi. Pan Doubler bardzo mi zaimponował i to już praktycznie od samego początku. Pomimo tego, że nie potrafił nawiązać porozumienia ze swoimi dziećmi, ciągle był odrzucany, radził sobie jakoś ze samotnością i nie pozostał bierny. Nasz bohater znalazł sobie ciekawe zajęcie, a co najważniejsze, czerpał z niego wielką radość. Nie wiem czy ja bym tak umiała... Nie bez znaczenia jest również postać pani Millwood, która pomimo choroby, potrafiła pomóc drugiemu człowiekowi.

https://czytambolubieo.blogspot.com/2019/10/pan-doubler-zaczyna-od-nowa-seni.html

17-10-2019

"Pan Doubler o ziemniakach wie wszystko, rozmawia z nimi częściej niż z własnymi dziećmi, które widuje tylko podczas niedzielnych obiadów. Chce zostać hodowcą wszech czasów. Poglądami dzieli się jedynie z panią Millwood, gospodynią, która pomaga mu prowadzić dom. Choroba pani Millwood to prawdziwa katastrofa. Mały świat Doublera zaczyna drżeć w posadach, nadzieja na realizację ambitnych planów rozwiewa się jak dym. Jednak codzienne rozmowy telefoniczne z przebywającą w szpitalu gospodynią mają na niego zbawienny wpływ. To pod jej wpływem Doubler zaczyna dostrzegać ludzi i świat wokół siebie, bez których do tej pory tak świetnie się obywał".

Ta książka jest dla mnie idealnym przykładem na to, że nie powinno oceniać się powieści po okładce. Ta wygląda całkiem niewinnie i nie zapowiada bomby, którą koniec końców zaserwowała mi książka. Patrząc na tę okładkę, myślałam, że to nie będzie zbyt ambitna historia. Ot, odmóżdżacz, o którym szybko zapomnę. Wiecie, trzasnę ją w parę godzin, pośmieję się, może i nawet w niektórych miejscach popukam po czole. I tyle. Jedynie ta recenzja przypomniałaby mi o tym, że coś takiego czytałam. Nawet nie spodziewałam się tego, jakie wrażenie ta powieść na mnie zrobi.

Nie myślałam, że historia pana Doublera wprowadzi mnie w refleksyjny nastrój, sprawi, że będę nawet miała łzy w oczach. Chociaż początek wcale na to nie wskazywał. Powiem więcej, miałam do tej książki dwa, jeśli nie trzy podejścia, bo rozpoczęcie mnie niespecjalnie zainteresowało. Jakoś nie umiałam przekonać się do tytułowego bohatera. Tyle że potem wydarzyło się coś, co utrzymało mnie przy lekturze i było mi przykro, gdy już dotarłam do końca.

Nie potrafię znaleźć powieści podobnej do tej, dlatego sam pomysł na fabułę, po początkowych problemach z wgryzieniem się w historię, był dla mnie ciekawy. Chciałam przekonać się, jak pod wpływem wspomnianych w opisie wydarzeń zmieni się życie tytułowego bohatera.

Myślę, że to idealna powieść na tę porę roku. Można się z nią spokojnie zaszyć pod kocem, popijając do lektury ciepłą herbatę. Nie jest to historia obok której można przejść obojętnie. Zmusza do myślenia, ale też dostarcza rozrywki.

Schowaj

Oceń książkę i napisz recenzję