Siedziałam przy biurku i darłam kartki z mego pamiętnika na jak najdrobniejsze kawałeczki. Potem te kawałeczki wielkości konfetti wrzuciłam do sedesu i spuściłam wodę. Naprawdę tak zrobiłam, bo w moim życiu nie ma nic trwałego. Nawet kartek z mego pamiętnika.
Moja matka była poetką. Swoje życie, swoje przemyślenia i odczucia zapisywała w wierszach, i robiła to, że tak to nazwę, na bieżąco. Bez przerwy coś tam pisała i poprawiała, aż wreszcie dochodziła do wniosku, że jej czytelnikom przypadnie do gustu. Potrafiła wyprodukować cały potok słów, słów roztańczonych, rozśpiewanych, oddychających. Bez przerwy dłubała w swej duszy, drążyła ją, a to, co stamtąd wydobyła, przelewała na papier.
Nie jestem do niej podobna. Nie czuję żadnej potrzeby ujawniania swoich myśli i odczuć ani przed tymi, których kocham, ani przed ludźmi całkowicie obcymi, by podążali za nimi, za tymi myślami, jak za okruszkami chleba. Moje myśli należą tylko do mnie, a każdy nowy dzień jest po prostu nowym dniem, w którym nie ma tęsknoty za tym, co wczoraj. Nie ma też żadnych przesłanek odnoszących się do przyszłości.
Nie jestem podobna do matki.
Jeśli będę powtarzać to wystarczająco często, może w końcu uwierzę.
Dzisiaj są moje urodziny. Jak zwykle nie zamierzam ich obchodzić, skoro na ten właśnie dzień przypada rocznica śmierci mojej matki. Często zastanawiam się, czy matka zdawała sobie sprawę, że popełnia samobójstwo w dniu urodzin swego dziecka. Może i nie, może doszła już do takiego stanu, że własne dzieci stały się jej całkiem obojętne. Może w ogóle już nie pamiętała, że jest matką. Tak, czasami zastanawiałam się nad tym, ale zaraz potem czułam się wstrętną egoistką. Bo ja tu się zastanawiam, dlaczego nie uszanowała moich uczuć, kiedy ona musiała być już w samym epicentrum bólu i rozpaczy.
Niemniej jednak to właśnie pytanie prześladowało mnie każdego roku, tego właśnie dnia. A najbardziej bolało nie to, że matka tak bardzo chciała umrzeć, lecz że nie kochała mnie wystarczająco, by jednak żyć dalej. Ta myśl powracała co roku i co roku starałam się podrzeć ją na strzępki, jak te kartki z wpisami do mego pamiętnika. Cóż, porwaną myśl łatwiej od siebie odpędzić.
Nie udawało mi się jednak wymazać z pamięci tego koszmarnego obrazu. Tak strasznego, że aż trudno uwierzyć, że wyglądało to właśnie tak. Że to, co mam przed oczami, wcale nie jest wytworem bujnej wyobraźni. Czy naprawdę po biało-czarnych kafelkach w kuchni krew płynęła przerażająco czerwonym strumieniem? Czy naprawdę widziałam to pulsowanie w poprzecinanym przegubie ręki, pulsowanie coraz wolniejsze, kiedy wydając ostatnie tchnienie, matka rozpostarła ręce, jakby chciała prosić nas o przebaczenie? Nie, to niemożliwe, żebym widziała, jak umiera, umiera w taki właśnie sposób.
A może... może jednak tak? Może to właśnie widziałam, skoro ten obraz powraca uporczywie i wszystko na nim jest takie wyraźne. Po prostu jasne jak słońce. Cassie wciśnięta w kąt. Dłońmi zasłania oczy, w tym momencie całą sobą zaprzeczająca temu, co przecież jest, co przecież się dzieje. A w tej przerażającej ciszy wciąż słychać jej straszliwy krzyk.
Oczywiście, że próbowałam ratować matkę. Owinęłam krwawiący przegub ręcznikiem, błagając ją, by od nas nie odchodziła.
– Mamo, mamusiu, proszę, nie odchodź. Proszę, ja już zawsze się będę ciebie słuchać. Będę naprawdę dobrym dzieckiem.
To, co potem się wydarzyło, nie było już w mej pamięci takie żywe i wyraziste.
Wbiegający do kuchni ojciec w piżamie.
– Jezus Maria! Margie! – krzyczał. – Coś ty zrobiła?! – Odepchnął mnie na bok. – Bierz siostrę i idźcie na górę! Natychmiast!
Ale ja ani drgnęłam. Bo jakże tak, miałam zostawić matkę? Odejść od niej właśnie teraz?
Ojciec chwycił mnie mocno pod ramię i odciągnął od matki. Chwycił mnie naprawdę bardzo mocno, i dzięki temu ożyłam.
– Wyjdź stąd! Słyszysz? Natychmiast! I zabierz stąd Cassie!
Zrobiłam, co kazał. Dotarło do mnie, że Cassie nie powinna na to patrzeć. Zabrałam ją na górę, wcisnęłyśmy się w kąt i przytulone do siebie słuchałyśmy, jak nadjeżdża karetka na sygnale. Coraz głośniejszym, bo jest coraz bliżej. Potem cisza. A my tutaj same. Czekamy i tak bardzo chcemy wiedzieć, co tam, na dole, się dzieje.
Godziny mijały. Kiedy próbowałam wstać, Cassie kurczowo uczepiła się mojej ręki, wlepiając we mnie pełne przerażenia oczy.
– Nie odchodź, Jenno! Proszę, zostań! Nie zostawiaj mnie całkowicie samą!
– Nie zostawię cię, Cassie. Nigdy cię nie zostawię! – Tak jak ona zostawiła nas, dodałam w duchu. – Nigdy, Cassie. Przyrzekam.
Bezwiednie przesunęłam czubkiem palca po przegubie. Uległa skóra drgnęła, poddając się mojej woli, a ja nie po raz pierwszy pomyślałam, że to chyba wcale nie jest takie trudne. Jest wykonalne, nawet jeśli obiecałam coś Cassie.
Zadzwonił telefon, ale go zignorowałam. Moi znajomi i krewni wiedzą, że do mnie nie dzwoni się z życzeniami urodzinowymi, a już na pewno nie w tym właśnie dniu. W dniu moich urodzin, który jest rocznicą śmierci matki. A w tym roku skończyłam trzydzieści trzy lata, czyli jestem w tym samym wieku co ona, kiedy odeszła. I może właśnie dlatego pokusa, by pójść w jej ślady, stała się jeszcze silniejsza. W ślady bardzo krwawe... Bezwiednie zacisnęłam palce na wyimaginowanej czarnej kredce. Zacisnęły się jak u palacza papierosów, który odruchowo sięgnął po papierosa, zapominając, że wszystkie już wypalił.
Kiedy telefon znów zadzwonił, postanowiłam po prostu wyjść z domu. Tym bardziej że dla kogoś, kto jest w tak podłym nastroju jak ja, moje mieszkanie było stanowczo za małe. Tak zresztą działo się co roku. Całkowicie zwalało mnie z nóg, na szczęście kiedy dzień dobiegał końca, udawało mi się jakoś pozbierać. Czyli ten dzień był również moim wielkim zwycięstwem, bo po raz kolejny udawało mi się pokonać to, czego pragnęły geny po mojej matce. Geny autodestrukcji. W tym roku jednak było jakoś inaczej. Czułam się nie tylko zdołowana, lecz także tak, jakbym znalazła się na rozstaju dróg.
Po długiej zimie, kiedy niebo bez słońca jest nieskończenie szare, słońce tego dnia wydało mi się wręcz absurdalnie jasne. Słońce, czyli zapowiedź wiosennych roztopów, które już się zaczęły, czyli wcześniej niż zwykle. Chociaż po obu stronach chodnika leżały płaty brudnego śniegu, które opierały się zabójczym promieniom słońca. Ja, podobnie jak ten śnieg, w chwili obecnej również nie ceniłam sobie ani piękna, ani ciepła tych promieni. Były zbyt jasne, zbyt realne. Blask słońca jest dla tych, którzy żyją pełną piersią. Ja nie, dlatego miałam wrażenie, jakby ów słoneczny blask szydził z moich myśli, którym na pewno bardziej by pasowały ciemności nocy.
Szłam ot tak, przed siebie, ale wcale nie byłam zdziwiona, gdy okazało się, że dochodzę do cmentarza. Przychodziłam tu przecież często. Oczywiście sama, co bardzo mi odpowiadało.
Bez wahania przeszłam przez cmentarną bramę, nad którą widniał napis z kutego żelaza informujący, że jest to cmentarz w Mourningkill. Żałoba, śmierć... Tak, nazwa naszego miasta do tego miejsca pasowała idealnie.
Kiedy weszłam w cmentarną ciszę, poczułam się o wiele spokojniejsza. Gdyby nie rzędy nagrobków, można by odnieść wrażenie, że idzie się przez park z wypielęgnowanymi trawnikami i kwitnącymi krzewami. Po całym tym niby-parku porozrzucane były kamienne ławki dla żałobników, aby mogli sobie usiąść, poczytać, pomodlić się za swoich zmarłych. Szłam dobrze znanymi mi ścieżkami i mogłam z pamięci wyrecytować nazwiska na mijanych nagrobkach. Przez te wszystkie lata byłam już tu nieskończoną ilość razy – niczym duch nawiedzający ten poświęcony kawałek ziemi. Każdy z nagrobków z marmuru, granitu czy piaskowca był dla mnie jak stary przyjaciel. A na nagrobkach wyrzeźbione były wzruszające inskrypcje: kochanemu mężowi, ukochanej żonie, pełnej poświęcenia matce, póki śmierć nas nie rozłączyła...
Jeden z nagrobków jest wyjątkowo smutny, bo tak zawsze się dzieje, gdy czyjeś życie kończy się tak szybko. Teraz też serce mi się ścisnęło, gdy spojrzałam na wyrzeźbionego w kamieniu zapłakanego aniołka pochylonego nad maleńką trumienką.

Addie Rose
14 maja 2004 – 1 września 2004
Na zawsze pozostanie naszym aniołkiem

I jak zawsze zmówiłam krótką modlitwę za spokój duszy tego maleństwa, którego czas na ziemi był tak niedługi i którego najbliżsi nigdy nie przestaną opłakiwać. Kimże zostałaby maleńka Addie, gdyby nie musiała nas opuścić? Lekarką, prawniczką, a może poetką ze skatowaną duszą? Niestety, żaden z tych wariantów nie wchodzi już w grę.
Powoli podeszłam do kamiennego nagrobka mojej matki. Skromnego, bez żadnych ozdób. Wyryto na nim tylko imię i nazwisko, a pod nim krótką inskrypcję:
Jej słowa nadal żyją
I było w tym więcej prawdy niż w tradycyjnym epitafium:
Ukochanej żonie i matce
Nie ja pierwsza tego dnia odwiedziłam jej grób, ale wcale mnie to nie zdziwiło. Obcy ludzie często tu przychodzili, głównie kobiety. Zapalały świeczkę, kładły kwiaty, często też zostawiały karteczkę, a na niej kilka pośpiesznie napisanych słów. Słów pełnych uznania, coś w rodzaju hołdu, bo chciały, by to właśnie miejsce dało im nadzieję, natchnęło mądrością, podpowiedziało, co dalej robić. Grób mojej matki stał się bowiem mekką dla zranionych kobiet, które były przekonane, że moja matka gdzieś tam w zaświatach doskonale wyczuwa ich ból i wstawi się za nimi właśnie tam, dokąd ich głos nie dociera. Które uważały, że moja matka jest im bliska, że znają ją dobrze. Być może tak właśnie było. Doskonale ją rozumiały, a ja tego nie potrafiłam.
Teraz też na zielonej trawie koło nagrobka leżała jakaś kartka przyciśnięta kamykiem. Przyklękłam i sięgnęłam po nią. Okazało się, że to kartka wyrwana ze zbioru wierszy mojej matki. Pognieciona, wystrzępiona, jakby ktoś ją przez całe lata nosił w kieszeni. Naturalnie przeczytałam wiersz, który znajdował się na tej właśnie stronie. Czytałam, mając wrażenie, że ktoś jednocześnie recytuje ten wiersz. Moja matka, bo to jej głos słyszałam wyraźnie, dobiegający gdzieś tam z dołu, spod nagrobka.

DOM PŁACZU

Z sześciu funtów rozkrzyczanego mięsa
W sześć funtów popiołów zimnych jak kamień.
Pomiędzy nimi życie. Życie człowieka. Jak je ocenić?
Czy licząc ludzi, których kochał, czy też zliczając tych, którzy go kochali?
Czy oceniać według słodkich pocałunków, czy gorzkich łez
Czasu spokoju czy chwil bolesnych i modlitwy w blasku świec?
Czy też liczbą tych, o których życie otarł się na swej drodze?
A może liczy się tylko miara czasu?
Jak długo był, kiedy umarł
W Domu Płaczu.

Złożyłam kartkę i włożyłam do kieszeni. Miałam nadzieję, że ten ktoś zostawił tu ten wiersz, ponieważ był mu już niepotrzebny. Nie musiał go już czytać, zastanawiać się, bo ciemność zostawił za sobą.
Nagle gdzieś za mną zaszeleściło, poderwałam się więc z ziemi, strzepując z kolan źdźbła trawy. Okazało się, że to Cassie, moja siostra. Podeszła, spojrzała na nagrobek, a potem na mnie.
– O, jesteś tutaj!
– A tak. Jestem. Jak mnie wytropiłaś?
– Och! – Cassie machnęła lekceważąco ręką. – Wiadomo jak. Poszłam po śladach twego cierpienia. Przecież nim ociekasz.
– Nie. Ocieka się sarkazmem, a w cierpieniu człowiek na przykład się pogrąża.
– Aha. I ty dobrze o tym wiesz?
Cassie mogła podśmiewać się ze mnie. Tylko ona, dlatego wcale nie wybuchłam, tylko wzruszyłam lekko ramionami. Owszem, może i miałam jakąś tam obsesję na punkcie śmierci, ale czy można mnie za to winić?
Na poparcie swoich słów Cassie zrobiła jeszcze znaczącą minę, czyli efektownie wywróciła oczami. Moja młodsza siostra. Miała już dwadzieścia siedem lat i nadal twarz cherubinka w aureoli złocistych loków. Co sprawiało, że kiedy szła ulicą, nawet obcy uśmiechali się do niej.
– Cassie, dlaczego nie jesteś w szkole?
– Zapomniałaś? Są ferie wiosenne, więc mam tydzień odpoczynku od zasmarkanych nosów i wrzeszczących szkrabów.
To wszystko naturalnie powiedziała z uśmiechem, ponieważ Cassie kochała wszystkich swoich podopiecznych z zerówki jak własne dzieci. Byłam przekonana, że pewnego dnia zostanie wspaniałą matką.
– W takim razie powiedz, cóż takiego ważnego skłoniło cię do zabawienia się w szpiega.
Cassie podniosła pojednawczo rękę.
– Chciałam ci tylko dać prezent urodzinowy.
Wiadomo, co mi podała. Figurkę Dorotki.
– Nie sądzisz, że jesteśmy już na to trochę za stare? – spytałam z uśmiechem.
– To tradycja, więc wiek nie ma znaczenia. – Zerknęła na grób matki, potem spojrzała gdzieś w dal. – A poza tym... Poza tym chcę ci coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego.
Moje palce mimo woli zacisnęły się na maleńkiej figurce. Zacisnęły bardzo mocno, bo znów to poczułam, na moment. Déjà vu.
– Znalazłam dla nas dom, Jen.
– Dom?! Dla nas?– Błyskawicznie wróciłam do rzeczywistości. – A po co?
– Powiem szczerze, tylko nie obraź się. Twoje mieszkanie to po prostu nora, a ja z kolei wyprowadzam się od Dave’a, czyli ten dom to będzie coś dobrego i dla ciebie, i dla mnie. Po prostu zaczynamy wszystko od początku.
Może i powinnam być zaskoczona, ale wcale tak się nie czułam. Dave był którymś tam z kolei nieudanym związkiem Cassie, bo moja siostra, podobnie jak ja, nie potrafiła oddać się komuś – lub czemuś – na zawsze. Dlaczego? Zapewne nie wierzyła, że ten ktoś będzie na stałe, i wolała sama zakończyć związek, zanim zrobi to ten ktoś inny. Tak było. W końcu każdy ma jakieś niezagojone rany, z którymi radzi sobie po swojemu. Ja otoczyłam się murem. Podwójnym.
– I w tym domu mamy być tylko my? Same? – spytałam.
Cassie uśmiechnęła się.
– Tylko my, ale nie same. Przecież mamy siebie.
– Oczywiście, Cass. Kocham cię, siostrzyczko!
Uśmiech znikł. Cassie wyciągnęła rękę, jej dłoń zawisła tuż nad moim nadgarstkiem. A w oczach Cassie pojawił się wielki znak zapytania.
– Ależ Cass! Przecież się z tobą nie żegnam!
– Wcale tak nie pomyślałam! – zaprzeczyła żarliwie, ale oczy mówiły coś innego. Wiadomo, że jest przeczulona i zawsze doszukuje się jakichś oznak świadczących o tym, że jestem gotowa pójść w ślady matki. Zna tę moją słabą stronę, co doprowadza ją do rozpaczy.
– Pomyślałaś, Cass. Ja to wiem.
Zrobiła głośny wydech. Głośny, krótki, znaczący, a ja pomyślałam, że biedna Cassie już porządny kawał życia poświęciła na obserwowanie starszej siostry i szukanie oznak świadczących o tym, że ja również mam zamiar ją opuścić. Na zawsze.
– Cassie, czy pomyślałaś kiedyś, że skończę podobnie jak nasza matka?
– Nie. Nigdy.
Patrzyła w bok, ale jej głos był stanowczy, zbyt stanowczy, i to powstrzymało mnie od dalszej rozmowy na ten temat. Od wyznania, że jestem głęboko przekonana, że matka swoją chorobę psychiczną przekazała mi w genach. Nie, nie powiedziałam tego, nie chciałam przecież, żeby moja siostra jeszcze bardziej się martwiła.
– Cassie, czyli w jakimś sensie chcesz mi na urodziny podarować dom, tak? A wystarczyłaby zwykła kartka z życzeniami.
– Owszem, szukałam takiej kartki, ale nie znalazłam żadnej z odpowiednim tekstem. No wiesz, coś w stylu: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin i bardzo mi przykro, że samobójstwo twojej matki na zawsze zepsuło ci ten dzień”.
Twojej. Tak. Cassie prawie zawsze mówiła „twojej”, a nie „naszej”. A teraz, kiedy wyrzuciła to z siebie, złapała mnie za ramię i zmusiła, bym stanęła do grobu plecami. Tak jak ona.
– Wiem dobrze, Jen, że w dniu swoich urodzin stawiasz na melancholię, ale niestety teraz nie ma na to czasu. Tym domem, który sobie upatrzyłam, ktoś inny bardzo się interesuje, dlatego trzeba szybko podjąć decyzję. Powiedziałam agentowi, że tak będzie, to znaczy jak najszybciej, ale przedtem oczywiście musisz ten dom zobaczyć. Jestem pewna, że ci się spodoba.
Tak powiedziała, a ja jeszcze nie zdążyłam przetrawić pomysłu, że raptem mamy zamieszkać razem. Cassie i ja, dwie stare panny. Może kupimy sobie jeszcze dwa kotki?
– Poza tym, Jen, rata kredytu hipotecznego byłaby o wiele niższa, niż obie płacimy za wynajem. Dlatego uważam to za idealne rozwiązanie.
– Dla ciebie, tak? Bo ja jakoś nie mam problemu, który raptem musiałabym rozwiązać!
– No cóż... Muszę przecież gdzieś mieszkać, a ty...
– A mnie potrzebujesz jako swego rodzaju przyzwoitki?
– Och, przestań już, Jen! Po prostu pomyślałam, że dla nas obu ten dom to będzie niezła frajda. Zaczynamy wszystko od nowa.
Hm... Zacząć od nowa. Dlaczego nie? Zawsze warto, a poza tym kiedyś sama się zastanawiałam nad kupnem domu, ale zrezygnowałam. Bo dom to coś bardzo trwałego, a nie tylko Cassie ma problemy ze związaniem się z czymś lub kimś na stałe.
Ale może warto spróbować...

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Dom łez
Autor Linda Bleser
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 24-01-2018
Ilość stron 304
Oprawa Miękka
ISBN 9788327631008
Tłumaczenie Hanna Hessenmüller
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
12-03-2018

Czas na refleksję

Każdego dnia podejmujemy jakąś decyzję, kierujemy nasze życie w określoną stronę. Czy zdarzyła się Wam zastanawiać, co by było, gdybyście postąpili inaczej? Lub gdyby wasi bliscy podjęli inne decyzje. Pewnie tak. Każdy miewa takie myśli. A co wy na to, żeby to nie były... tylko myśli?

Jenna nigdy nie miała łatwego życia. W wieku 13 lat, dokładnie w dzień urodzin Jenny, jej matka popełniła samobójstwa. Tego dnia dziewczynka musiała szybko dorosnąć. Z czasem swojej młodszej siostrze zastąpiła i matkę i ojca, który również nie poradził sobie z sytuacją. Gdzieś w tym wszystkim... zatraciła siebie. I chociaż na zewnątrz pokazywała jaka jest twarda, w środku wciąż przeżywała śmierć matki. Co skłoniło ją do tego kroku? Czy mogła temu zapobiec? I czy depresja, która pchnęła matkę do tej decyzji... jest dziedziczna? Teoretycznie nie ma możliwości uzyskania odpowiedzi na te pytanie. Dlatego kiedy Jenna traci przytomność i budzi się w świecie, gdzie jej matka żyje... dość długo nie może zrozumieć, że znalazła się w alternatywnej rzeczywistości. Jednej... z wielu. Czy za pomocą tych podróży... wreszcie zrozumie swoje życie?

Muszę przyznać, że bardzo zmyliły mnie okładka i tytuł. Spodziewałam się thrillera, a dostałam... lekką powieść obyczajową. Sama historia została opisana w bardzo przystępny sposób. Książkę czyta się szybko (również za sprawą sporego druku) i przyjemnie. Chyba największym plusem tego tytułu jest pomysł na fabułę. Możliwość poznania innej wersji swojego życia, które potoczyło się zupełnie odmiennie na skutek jednej decyzji, to ciekawa koncepcja. I właśnie ten punkt zaczepienia, ta jedna zmienna przy zachowaniu pozostałych stałych, jest bardzo ciekawym zabiegiem. Bo chociaż początkowo wszystko wydaje się od siebie niezależne, w praktyce prezentuje wiele stron tego samego medalu.

Na początku obawiałam się, że autorka skorzysta z najłatwiejszego i najbardziej nasuwającego się pomysły. Że nasza bohaterka będzie podróżować w tę i z powrotem. Całe szczęście... tak się nie stało. Mamy kilka schematycznych rozwiązań oraz parę górnolotnych przesłań (w stylu „nigdzie nie jest idealnie”), ale cała ramka, czyli ogólny pomysł, jest oryginalny.

Podobały mi się też wątki poboczne. Rola poezji w opowieści, historia matki, ojca oraz siostry. To, jak ich pojedyncze decyzje wpływały na życie całej rodziny. Wszystkie wersje w jakiś sposób się ze sobą zazębiają, a życie zawsze łączy naszych bohaterów.

Co mi nie pasowało? Miejscami w powieści brakowało napięcia, może trochę silniejszych emocji. Główna bohaterka przemieszczała się między rzeczywistościami z pełnią gracji, szybko wpasowując się w nową rolę. Wiele wydarzeń było emocjonujących, czasem jednak historia robiła się zbyt spokojna.

I jest jeszcze jedno, co zupełnie nie daje mi spokoju. Zabrało gruntownego wyjaśnienia. Mniej więcej wiemy, jak to wszystko działa i do czego zmierza. Ale jeśli chodzi o szczegóły, tkwimy głęboko w niewiedzy. Coś tam bohaterowie wspominają o fizyce kwantowej, ale... żeby tak dokładniej powiązać to z akcją, to już niekoniecznie. Gdy zaczynamy się zastawiać nad samym zjawiskiem, okazuje się, że mamy mnóstwo niewiadomych, które nieszczególnie męczą naszą bohaterkę. Sama historia równie dobrze mogłaby być powieścią fantasy, jednak ze względu na poprowadzenie wątków jest to zdecydowanie książka obyczajowa. Jeśli więc lubicie historie napisane lekko, z prostym, ale mądrym przesłaniem, koniecznie sięgnijcie po „Dom łez”.

Ocena 
20-02-2018

Wspaniała refleksja o życiu i wyborach

Główną bohaterką książki jest Jenna, trzydziestolatka, która rozpoczyna swoją opowieść wspomnieniem z dzieciństwa, a konkretnie dniem swoich trzynastych urodzin, który zmienił i ukształtował jej życie. Kobieta opowiada o tragicznym dniu, który oprócz tego, że wprowadził ją w wiek nastoletni, to zmusił do przedwczesnej dojrzałości, bowiem był to dzień, w którym zamiast tortu, trzynastoletnia Jenna i jej młodsza siostra zastały w kuchni kałużę krwi i podcięte nadgarstki matki.
Życie dorosłej Jenny stało się owiane widmami przeszłości. Jenna, jako dorosła już kobieta zaczęła stronić od towarzystwa, przyjemności i... życia. Kobieta podporządkowuje depresji każdą dziedzinę swojego życia, będąc przekonana, że nosi ona brzemię, jakim jest "gen samobójstwa", który, jak sama twierdzi, czyha na odpowiedni moment.
Dwadzieścia lat po tragicznym wydarzeniu, nadchodzą kolejne urodziny Jenny, które w zwyczaju przestała obchodzić. Kobieta z trudem zgadza się na spotkanie ze młodszą siostrą Cassie, która czeka na nią z niespodzianką. Niespodzianką okazuje się być dom, który dla Cassie staje się personifikacją nadziei i nowego życia, i w który postanawia zainwestować dla dobra swojego i swojej starszej siostry.
Jenna, przekraczając próg potencjalnego nowego domu doznaje dziwnego uczucia, które sprawia, że dom okazuje się być jednocześnie bliski, znany, ale również i obcy. Mieszane uczucia sprawiają, że kobieta nazywa go Domem Łez, na cześć jednego z wierszy napisanych przez jej matkę. Gdy kobieta przekracza próg jednego z pomieszczeń, zaczyna odczuwać dziwne zawroty głowy sprawiające, że wszystko wokół zaczyna wirować, mieszając się w ciemność.

Gdy kobieta odzyskuje przytomność, znajduje się w tym samym pomieszczeniu, jednak szybko uświadamia sobie, że rzeczywistość jest inna. Schodząc na dół zauważa w kuchni swoją... matkę, po której depresji nie ma ani śladu. Gdy po początkowej fazie niedowierzania Jenna przyjmuje do wiadomości, że znajduje się w alternatywnej rzeczywistości, kobieta zaczyna aklimatyzować się w nowym otoczeniu. Szybko jednak przychodzi jej się pożegnać z nowym życiem, bowiem trafia do coraz to nowszych równoległych światów, w których odkrywa inne ścieżki i analizuje swoje życie.

Dom łez, mimo początkowego smutku, z czasem nabiera barw, tak jak i główna bohaterka książki, która dzięki swoim metafizycznym podróżom uświadamia sobie, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Autorka ukazała nam metamorfozę osoby wycofanej, w osobę pełną nadziei, osobę niebojącą się inicjatywy, która mimo, że czasami wiąże się z ryzykiem, często przynosi pozytywne zmiany.

Głównym motywem powieści są wybory, z którymi przychodzi nam się zmierzać codziennie. Często podejmujemy szybkie, pochopne decyzje, nie do końca będąc świadomi tego, jakie niosą one konsekwencje. Bohaterka książki razem z nami zaczyna rozumieć znaczenie przesłania, które głosi, że każdy z nas jest kowalem własnego losu.

Dzięki swoim odniesieniom do motywów przeznaczenia, zmian i ich konsekwencji, fabuła przywodzi mi na myśl film, który zna zapewne większość z Was, a jest to Efekt Motyla. Natomiast styl autorki, który łączy powieść obyczajową z pewnymi cechami fantastyki przypomina mi prozę Cecilli Ahern i książkę Kraina zwana Tutaj, którą pozytywnie wspominam.

To, co nieco mnie zawiodło, to fakt, że niektóre wątki zostały niedoprowadzone do końca, przez co ich potencjał mogący sprawić, że książka ta byłaby jeszcze głębsza, został niewykorzystany.

Podsumowując, myślę, że jest to jedna z pozycji, które wiele wnoszą do naszego życia. Dom łez uczy nas, że mimo niepowodzeń losu, zawsze stoją przed nami możliwości, z których możemy korzystać. Jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy sami borykają, bądź borykali się w przeszłości ze stanami depresyjnymi, ponieważ książka ta skłania do refleksji nad samym sobą, niosąc niezwykłą, pokrzepiającą wartość pełną motywacji i nadziei.

Ocena 
19-02-2018

Polecam!

Jenny poznajemy w dzień jej 13 urodzin. Powiedziałabym, że to zwyczajna nastolatka, pełna marzeń i przekonana, że oto stoi u progu okresu, który uwolni ją od etykietki dziecka a uczyni z niej prawie-dorosłą... ale to nie do końca prawda. Jenny jest młodziutką nastolatką, właściwie jeszcze dzieckiem, zostawionym trochę samej sobie, zobowiązanym do opieki nad młodszą siostrą. Ma plany i marzenia, ma kilka postanowień i głowę pełną pomysłów. I mamę, poetkę, której zawód i osobowość rzutują na życie całej rodziny.

Jenny ma 13 lat tylko przez chwilę, kiedy chcąc rozpocząć dzień, który ma zmienić jej życie, widzi matkę w kałuży krwi. Widzi po raz ostatni.

Nie potrafię opowiadać Wam fabuły książek o tyle, że boję się powiedzieć zbyt wiele. Niemniej jednak samobójstwo matki rzutuje na całej tej powieści i sprawia, że Jenny jest jaka jest i przeżywa... co przeżywa. Wrażliwa, zamknięta, wciąż pełna marzeń, choć zabrakło wiary.

Linda Bleser zafundowała nam historię, która w całej swej niewiarygodności jest prawdziwa. Poza Jenną na pierwszym planie, pełną żalu i smutku, mamy też jej siostrę Cassie, która z początku wydawała mi się trywialną dziewczynką (którą de facto po drodze przestała być) i wybory, przed którymi sami stajemy niejednokrotnie, a które nam samym nie zawsze wydają się aż tak ważne.

Całość recenzji na: www.mellod.pl

Ocena 
19-02-2018

Polecam!

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jak wyglądałoby Wasze życie gdybyście mogli przeżyć je raz jeszcze? W dodatku inaczej, niż poprzednio? Jeśli tak, to koniecznie miejcie na uwadze ten tytuł!


W wieku trzynastu lat Jenny traci swoją ukochaną matkę. Od tego czasu jej spokojne życie ulega nieodwracalnej zmianie. Nic już nie jest tym, czym było wcześniej. Dorastając, młoda dziewczyna nadal nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią matki. Kilka lat później, Jenny - za sprawą kilku dziwnych sytuacji - uzyskuje możliwość przeżycia raz jeszcze swojej przeszłości. W jej świecie na nowo pojawia się ukochana i wciąż tajemnicza matka, jednakże wszystko inne, łącznie z nią samą ulega zmianom. I to takim o sto osiemdziesiąt stopni. Pytanie tylko, czy Jenny jest na nie gotowa?

"Dom łez" to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Do sięgnięcia po tę pozycję skłoniła mnie szczególnie jej okładka. Tak, wiem, że nie powinno oceniać się książek po okładce i przy wyborze lektury sugerować się właśnie nimi, jednakże w tej jest coś na kształt tajemniczości, jakieś zagadki, a ja takie bardzo lubię. Dodatkowo, opis wydawcy dotyczący fabuły również bardzo mnie zachęcił do lektury.

Po skończonej lekturze śmiało mogę stwierdzić jedno. Bez wątpienia była to dziwna, jednakże finalnie całkiem udana lektura. Historia, jaką zaserwowała nam pani Bleser bez dwóch zdań jest jedną z tych nieoczywistych i na długo zapadających w pamięć. Na dodatek takich, od których ciężko jest się oderwać.

Postać głównej bohaterki Jenny jest dobrze zarysowaną postacią. Przeszłość, jaką przeżyła z pewnością mocno odbiła się na jej charakterze. Śmierć matki była jedną z najgorszych chwil w jej życiu i pomimo upływu lat, kobieta nadal doskonale pamięta o tamtym dniu. Dniu, w którym obchodziła swoje trzynaste urodziny. Poprzez tragiczne doświadczenia jest niezwykle skrytą i tajemniczą osobą. Na jej przykładzie autorka pokazuje nam, jak wielki wpływ na nasze życie mają demony z przeszłości, a także to, jak trudno jest przed nimi uciec. Niestety, choćbyśmy nie wiadomo jak chcieli, przeszłości nie da się oszukać. Historia Jenny ukazuje również, co mogłoby się wydarzyć w przypadku gdyby jej rodzina dokonała innych wyborów. Czy ich życie potoczyło by się lepiej? Czy jej ukochana matka popełniłaby samobójstwo? Czy żyjąc w innej rzeczywistości udałoby im się stworzyć kochającą rodzinę? Jenny miała okazję odpowiedzieć sobie na te i inne pytania i odpowiedź na nie wcale nie była tak oczywista, jak mogłoby się to nam wydawać...

Jeśli zatem - tak jak ja - lubicie od czasu do czasu sięgnąć po nieco inną, niż zazwyczaj lekturę i przy okazji poznać twórczość nieznanej Wam dotąd autorki, to koniecznie sięgnijcie po tę powieść i sami zobaczcie, jak wielki wpływ na nasze życie ma przeszłość...

Ocena 
17-02-2018

Dom łez

Dom łez Lindy Bleser, to książka, która zdecydowanie przykuła moją uwagę okładką. Kidy przeczytałam streszczenie, pomyślałam że chętnie przeczytam, bo każdy z nas ma swoje „co by było, gdyby…”.


Pewnie wiele osób sporo by oddało, by przeżyć coś jeszcze raz, by mieć szansę dokonać innych wyborów, które prawdopodobnie zupełnie odmieniłyby bieg naszego życia. Taką możliwość od losu dostała Jenna, główna bohaterka "Domu łez".


Jenne spotykamy w dniu jej trzynastych urodzin, gdy jej matka, poetka zamiast urodzinowego tortu serwuje rodzinie samobójstwo. W tym dniu jej życie całkowicie się zmieniło, a obraz matki samobójczyni pozostał na zawsze w pamięci nastolatki, jej siostry i ojca. Ojciec popada w alkoholizm, a na Jennie zaczyna spoczywać obowiązek dbania o dom i wychowania młodszej siostry. Dojrzewa bardzo szybko, obwinia się o to, że nie dostrzegła depresji matki i zmaga się z myślą, że choroba psychiczna jest dziedziczna i ją spotka taki sam los, jak matkę.


W dniu swoich urodzin młoda kobieta wybiera się na grób matki. Tam spotyka swoją siostrę i wspólnie wybierają się na oglądanie nowego domu. Obie się w nim bezgranicznie zakochują, a Jenna dostaje w nim niepowtarzalną szansę, by zobaczyć, jak mogło wyglądać jej życie, gdyby wszystko potoczyło się inaczej, gdyby podjęła zgoła inne, być może bardziej satysfakcjonujące ją decyzje....


"Dom łez" to książka, która podejmuje temat alternatywnych rzeczywistości, porusza wątki filozoficzno-religijne, traktuje o wpływie wyborów na ludzkie życie, o szukaniu balansu w życiu, przebaczaniu sobie i innym.

Ocena 
16-02-2018

Obyczajowy świat alternatywnej rzeczywistości

Niegdyś alternatywne rzeczywistości były domeną twórczości z kategorii fantastyki naukowej. Teraz z równie wielką sprawnością można je wpleść w fabułę wybranej kompozycji, także powieści obyczajowej. Tego zadania podejmuje się wszechstronna emerytowana dziennikarka, Linda Bleser, która w swojej powieści o tytule „Dom łez” próbuje odpowiedzieć na pytanie zadawane przez wszystkich: „co by było gdyby...”.

Jenny nie ma łatwego życia. Jako nastolatka traci matkę w wyniku samobójstwa, ojciec odchodzi, a na nią spada obowiązek opiekowania się młodszą siostrą, przez co porzucić może swoje życie towarzyskie. Po wielu latach siostry postanawiają kupić wspólnie dom. Jednakże podczas przekroczeniu progu jednego z pokoi Jenny traci przytomność. Budzi się w całkowicie nowej rzeczywistości, gdzie jej matka wciąż żyje, siostra zastąpiona zostaje przez brata, a na jej życiowej drodze pojawia się bardzo przystojny i uczynny Bob. Świat niezwykle kuszący, ale dla niej całkowicie nierzeczywisty. I choć bardzo chciałaby w takowym pozostać, to niestety szybko dowiaduje się, że nie jest to takie proste, a wyższe siły mają dla niej inne plany.

Nie ma na świecie osoby, która mogłaby doświadczyć czegoś z pogranicza „co by było gdyby...”. Jedynymi osobnikami mającymi tę szansę są tylko ci w naszej wyobraźni, których perypetie przelewają się na strony książek lub kadry filmowe. Temat ten nie omija także gier strategicznych, gdzie możemy dokonywać różnych wyborów, cofać się w czasie i na nowo doświadczać owych wydarzeń podejmując zupełnie nowe decyzje, generując całkowicie odmienne alternatywne rzeczywistości. Takie rzeczywistości udało się też utworzyć, a także i przeżyć Jenny, która budząc się znajduje się w zupełnie innym świecie. Daje jej to sposobność nie tylko zobaczenia jak konkretne decyzje odmieniły jej życie, ale również doświadczyć sytuacji typu „co by było, gdyby moja matka jednak się nie zabiła”. Tym samym „Dom łez” staje się nie tylko czymś z pokroju fantastyki naukowej, ale przede wszystkim jest swoistą opowieścią obyczajową, w której roztrząsa się każdy z kiepskich, z pozoru, wyborów, i mierzy z jego konsekwencjami. Co ciekawsze, tematyka matki samobójczyni nie jest tutaj jedynym wątkiem, choć oczywiście nosi znamiona kluczowego. To w końcu to wydarzenie odcisnęło piętno na psychice dziewczyny, a także dało jej powód do wcześniejszego wejścia w dorosłość. Jednakże okazuje się to być również opowieścią o siostrzanej miłości, o niezwykłej przyjaźni, a także przeznaczonej miłości. Jest to bardzo wszechstronna historia, wielopłaszczyznowa, która pokazuje z jak wielu elementów składa się życiorys każdego, najzwyklejszego człowieka.

Historia bardzo ciekawie się rozwija. Nie jest to wciąż jakaś przesłodzona opowiastka o kwiatuszkach, pięknych chłopcach i jeszcze piękniejszych dziewczynach. To prawdziwe alternatywne rzeczywistości, gdzie siostry mogą mieć pocharatane twarze, bracia nie będą nas rozpoznawać, a my sami wylądujemy w psychiatryku, gdzie nasza jedyna droga ucieczki zajęła się ogniem. Powieść Lindy Bleser wzbudza bardzo wiele emocji, bardzo odmiennych emocji. Z jednej strony potrafi rozbawić, a z drugiej doprowadzić do łez. Niestety, przez ciągłe dłużyzny i opowieści dziwnej treści, czyli praktycznie o niczym, zdecydowanie za bardzo wydłuża się cała linia fabularna. Żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie... trąci nudą. Z tego też powodu można odczuwać większe zmęczenie podczas lektury. Nie jest to jednak książka specjalnie długa, ani napisana skomplikowanym językiem. Po prostu, mnie osobiście trudno było się wciągnąć.

Krótkie streszczenie powieści, które serwują nam wydawnictwa, aby zachęcić do lektury są niczym zwiastuny filmowe. Często dużo zdradzają, obiecując bardzo wiele i w konsekwencji wychodzimy z seansu zawiedzeni. Podobnie jest z „Domem łez”, który dawał nadzieję na naprawdę pasjonującą opowieść z pogranicza jawy i snu, a stał się po prostu historią jakich wiele w dzisiejszych czasach. Choć koncepcja ciekawie się tutaj nakreśla, jest tutaj też kilka swoistych twistów fabularnych, to jednak nie jest to nic nadzwyczajnego i porywającego. Jak dla mnie do przeczytania na raz i pożegnania się na zawsze.

Ocena 
14-02-2018

Nasze życie to zlepek naszych wszystkich wyborów

Życie to łańcuch przeżytych przez nas dni. Życie to kolejne pory roku, to kolejne święta, rocznice i jubileusze. Życie to następujące po sobie dni. Dni w których musimy podejmować niekończący się szereg różnych wyborów. Jedne z nich są istotne, a inne nie. Jedne przechodzą niezauważone, a inne rzutują na całą naszą przyszłość. Z wyborami nieodłącznie kojarzy się pytanie - co by było gdyby....? Można je powtarzać w nieskończoność i godzinami rozmyślać jak potoczyłaby się nasza historia gdybyśmy zrobili tak a nie inaczej lub inaczej a nie tak.
Takie dylematy ma każdy człowiek. Takie dylematy miała również bohaterka rewelacyjnej powieści, którą właśnie przeczytałam - Jennie, którą poznałam dzięki lekturze "Domu łez" autorstwa Lindy Bleser. Chcę zwrócić Waszą uwagę na ten tytuł, bo to świetna powieść, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czytałam ją z wypiekami na twarzy i ogromną ciekawością. Bo to lektura, która jest wyjątkowo wymowna.

Jenna jest dorosłą kobietą. Ma młodszą siostrę Cassie dla której po samobójczej śmierci ich matki stała się mamą. By ją wychować poświęciła własne marzenia o studiach. Jennie nie lubi swoich urodzin. Bo właśnie w ten dzień została sierotą. Zamiast prezentu ujrzała zakrwawioną rodzicielkę, której nie udało się uratować. Ten koszmar wciąż tkwi w jej pamięci. To zdarzenie bowiem rzuciło się cieniem na jej przeszłość. Po latach Cassie proponuje swoje siostrze zamieszkanie pod wspólnym dachem. W pięknym domu, który mają wspólnie obejrzeć w towarzystwie agenta. Budynek robi na nich dobre wrażenie. Oglądając go Jennie trafia do pewnego pokoju, który nie ma okien i jest okrągły. Zamyka drzwi i trafia nie tylko do nietuzinkowego pomieszczenia, ale i do alternatywnej przeszłości w której jej życie toczy się inaczej niż w rzeczywistości...

Ta powieść to książkowa czarownica, która dosłownie zaczarowuje czytelnika i mocno trzyma go w szponach swojej fabuły. Czyta się ją lekko i zachłannie. Treść zaciekawia od samego początku i trzyma w napięciu do zakończenia. Można przewidywać co się zdarzy, ale Autorka przewidziała tyle niespodzianek, że trudno być tu dobrze odgadującą wróżką. Ta książka ma drugie dno i mocno daje do myślenia. Kusi nas byśmy oddali się myślom odnośnie wyborów w naszym życiu. W treści nie brakuje interesujących sentencji godnych przemyślenia. Sama historia jest wskazówką by zbyt szybko i zbyt pochopnie w życiu niczego i nikogo nie oceniać. Nie ferować wyrokami, gdy nie znamy dogłębnie prawdy i bodźców, które natchnęły innych ludzi do takich czy innych wyborów. Książka pokazuje co w życiu ważne. Co powinnyśmy chronić, o co walczyć i co pielęgnować.
Włączone do fabuły alternatywne rzeczywistości są niezwykłym elementem. Dodają niesamowitego klimatu i ocierają obyczaj z fantastyką.

"Dom łez" to książka z wartką akcją i specyficznym klimatem. Z piękną okładką i rewelacyjnym pomysłem na fabułę. Idealna lektura dla każdego godna zekranizowania i reklamy. Każdy czytelnik będzie po jej przeczytaniu z pewnością życiowo mądrzejszy. Nie doszukując się słabych punktów polecam serdecznie tę powieść. Zapewni Wam ona niezapomniany wieczór.

Ocena 
11-02-2018

Dom łez

Chyba każdy z nas nie raz i i nie dwa zastanawiał się, "co by było gdyby..."
Gdybyśmy poszli inną ścieżką, dokonali innych wyborów i żyli innym życiem.
Czy wybierając inaczej, wybralibyśmy lepiej?
A gdybyśmy mieli szansę to sprawdzić...?




Jenna miała niespełna trzynaście lat, gdy jej matka, wzięta poetka, popełniła samobójstwo. Kilkanaście lat później Jenna jest dorosłą, niezadowoloną z życia kobietą, która musiała zbyt szybko się usamodzielnić i stać się rodzicem dla swojej młodszej siostry.
Jenna nieustannie ucieka przed życiem i panicznie obawia się, że podzieli los matki. W efekcie jej żywot przypomina wegetację, a ona sama stroni nie tyle przed rozrywkami, co przed jakimikolwiek aktywnościami.
Aż nagle Cassie, siostra Jenny, postanawia kupić dom.
Dom łez.
Dom, który stanie się portalem i szansą na dokonanie nowych (i innych!) wyborów.
Tylko czy "inne" rzeczywiście będą "lepsze"?




Nawet nie wiecie jak bardzo chciałam przeczytać tę książkę. Urzekająca okładka i nieco paranormalny motyw, który miał prowadzić naszą bohaterkę do przełomowych odkryć (tudzież przemyśleń) skusiły mnie od razu i gdy tylko zobaczyłam fizyczny egzemplarz książki, zaczęłam żałować, że jest tak licha objętościowo.
Okazuje się jednak, że był to powód wyłącznie do radości, bo licha jest nie tylko jej objętość, co zwyczajnie ona sama (i cała!).
Pomysł na fabułę nie jest najgorszy i choć oczywiście nie jest też zbytnio oryginalny, to mógłby być rozwinięty w ciekawy sposób. Niestety, warsztat autorki mocno kuleje. Już dawno nie czytałam tak drętwo napisanej historii. Główna bohaterka czuje się w obowiązku informować czytelnika o każdym procesie myślowym, który zachodzi w jej dość infantylnej i mało rozgarniętej głowie, a jej zachowanie i naiwność wręcz wołają o pomstę do nieba. Tłumaczy nam (i to obrazowo, jak dziecku) każdą swoją decyzję, dwadzieścia razy na stronę zadaje pytania retoryczne (na które - o bogowie! - jednak odpowiada) , a większość swych działań argumentuje niezawodnym "A tak!". Jest irytująca, nieracjonalna i bardzo, bardzo dziecinna. Nudne są zresztą nie tylko przemyślenia głównej bohaterki, ale i wszystkie dialogi, które są i toporne, i najzwyczajniej w świecie sztuczne niczym stokrotki w grudniu.
Nie mogę nie wspomnieć o kolejnej irytującej kwestii - Bleser uczepiła się jednego tylko tematu. Nie byłoby to aż tak straszne, gdyby pociągnęła go dalej, gdyby jej opowieść miała, kolokwialnie mówiąc, ręce i nogi. Tymczasem nie, moi drodzy, "Dom łez" to blisko trzysta stron o jednym i tym samym, przemielonym nawet nie na milion, a na wciąż ten sam sposób. Ileż można, prawda?
Według Bleser - jak widać - można. I to aż do znudzenia.




"Dom łez" to irytująca i męcząca książka, która ani nie przemawia do czytelnika, ani nie zostawia po sobie żadnego śladu. Zdecydowanie nie polecam.
No chyba że jesteście masochistami, łaknącymi kolejnych sposobów na umęczenie swej duszy. Wtedy jak najbardziej, czytajcie.
Jestem pewna, że lektura będzie wyborna.

Ocena 
11-02-2018

Alternatywna rzeczywistość nieszczęśliwej bohaterki

Trzynaste urodziny Jenny zakończyły się samobójstwem jej matki. Od tamtej pory dziewczyna przejmuje wszelkie obowiązki domowe łącznie z wychowaniem młodszej siostry, co odbija się na jej życiu prywatnym. Na skutek tego w wieku trzydziestu trzech lat kobieta pozostaje nadal osobą zamkniętą na ludzi, bez przyjaciół i wymarzonej pracy, a wybory, jakich dokonała w przeszłości okazują się nie satysfakcjonować ją w pełni. Jednak pewne wydarzenia sprawią, iż Jenna dostanie szansę przekonać się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby w którymś momencie podjęła inną decyzję. Będzie to dla niej podróż w głąb samej siebie, rehabilitacja po starych urazach, a przede wszystkim lekcja wykorzystywania swoich możliwości w najwyższym stopniu.

,,Dom Łez'' to kolejna opowieść poruszająca temat alternatywnych rzeczywistości. Jednak zamiast zagłębiać się w zasady fizyki kwantowej, cała historia skupia się bardziej na wewnętrznej przemianie głównej bohaterki, która na nowo samodzielnie odkrywa swoje życie z każdej jego strony. Z tym tematem spotkałam się wielokrotnie i choć od zawsze mnie fascynował, mając w tym momencie dość szerokie porównanie na przykładnie innych książek bądź filmów, moje wymagania nie są zbyt niskie. Czy zatem powieść Lindy Bleser okazała się dorównywać poziomem swojej konkurencji?

Język autorki wydaje mi się bardzo nieoszlifowany. Dialogi bohaterów bywały momentami sztuczne i zbyt lakoniczne, natomiast tam, gdzie miejsce należało do ważniejszych scen, mam wrażenie, że myśli, jakie chciała przekazać czytelnikowi, nie oddały w pełni swego znaczenia. Nie można powiedzieć, iż styl, a jakim została napisana książka, jest zły, ponieważ z każdą kolejną stroną widać niewielką poprawę, aczkolwiek powieść o charakterze moralizatorskim bazuje na sposobie przekazu treści i odpowiednim doborze słów, by mogły one szybciej i łatwiej trafić do człowieka. W tym przypadku nie jestem zbyt zadowolona w tej kwestii, którą pogarsza fakt, iż w książce jest sporo niepotrzebnie rozwleczonych opisów przemyśleń krążących nieustannie w głowie bohaterki. Podczas czytania odnosiłam wrażenie, że szybciej łączę wszystkie fakty od Jenny, której dojście do konkretnej konkluzji zajęło o wiele więcej czasu.

Jeśli już przy tym jesteśmy, to ,,Dom Łez'' można uznać za dość przewidywalny. Wiadomo, że pewnych detali nie jesteśmy w stanie odgadnąć, ale połączenie tych najważniejszych elementów fabuły okazało się bardzo proste, przez co książka nie zaskoczyła mnie niczym szczególnym. Jedynym, co nadal utrzymywało moją ciekawość, było samo zakończenie, które swoją drogą na tle całości wyszło bardzo przeciętnie.

Do tej pory skupiłam się jedynie na minusach powyższej lektury, ale nadal pozostaje pytanie, czy ta historia zdołała mnie czegoś nauczyć? Czy dała mi do myślenia w pewnych jej aspektach? I czy ostatecznie podobała mi się?
Powiem tylko tyle, że bardziej w mojej pamięci pozostanie piękna okładka i intrygujący tytuł powieści niż sama jej treść, ponieważ spotkałam się już z lepszymi książkami poruszającymi podobny temat. Jednak jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze zbyt wiele do czynienia z przedstawieniem alternatywnych rzeczywistości w literaturze, książka może okazać się dla Was o wiele bardziej interesująca niż w moim przypadku. Koniec końców swoje przesłanie ma, które a nóż dotrze głębiej do innego czytelnika.

Ocena 
11-02-2018

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma ?

Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do samej książki. Podróże między światami w obyczajówce. Może się udać? Jak dla mnie nie do końca wyszło.
Faktycznie pomysł na fabułę całkiem dobry, mało oblegany w literaturze dla dorosłych. Pierwszy fix był rzeczywiście zaskakujący, ale przy kolejnych emocje trochę spadały.
Główną bohaterką jest Jenna i jednocześnie ona opowiada historię. Bohaterka poznaje swoje "co by było, gdyby...". W niektórych momentach lekko drażniła i nie zachowywała się jak 30 latka, a raczej jak małe dziecko, które nie potrafi pogodzić się ze stratą i jest obrażone na cały świat. Ale w sumie nie ma się co jej dziwić.
Reszta bohaterów przewija się w każdej z rzeczywistości do której wpada Jenna. Ale nie zawsze w tej samej roli i na tym samym poziomie zażyłości.
Książka niesie ze sobą dobry przekaz - nie ma złych wyborów, ale jedna decyzja pociąga za sobą kolejną, i kolejną. Dobrą czy złą? To możemy jedynie stwierdzić po czasie.
Po przeczytaniu tej książki, już nie chce sprawdzać swojego "co by było gdyby". Nie wiadomo czy ten alternatywny świat jest dobry. A jeśli tam już nie żyje? Brrr, aż strach myśleć!
Dlatego moi Drodzy cieszmy się tym co jest i jakie macie życie. Bo nie jest pewnikiem to, że w innym świecie jest lepiej :)

Ocena 
10-02-2018

W poszukiwaniu najlepszego wyboru.

Jak wysoką cenę jesteśmy w stanie zapłacić, żeby móc zacząć wszystko od nowa? A może wcale nie trzeba za to płacić, może znalazłby się inny sposób, by poznać nowy kierunek dla swojego życia, dostać szansę dokonania innych wyborów? Taką możliwość otrzymała bohaterka powieści Lindy Bleser "Dom łez". To książka, która porusza jedną z ważniejszych kwestii, z jaką każdy z nas ma do czynienia w ciągu całego życia - podejmowanie decyzji.
Robimy to wiele razy, niemal codziennie. Niektóre z naszych wyborów dotyczą rzeczy błahych, takich jak składniki diety czy smak pasty do zębów. Ale mogą być też wybory naprawdę ważne, od których zależy nasza przyszłość, zdrowie i szczęście. Autorka "Domu łez" postanowiła sprawdzić, jak wyglądałoby życie, gdybyśmy mogli zmieniać je do woli i poznawać kolejne scenariusze. Dała tę szansę bohaterce powieści Jenny Hall, młodej kobiecie, poszukującej sensu życia, zmagającej się z traumą wyniesioną z dzieciństwa.
W trzynaste urodziny jej matka, znana poetka, popełniła samobójstwo. To okrutne przeżycie prześladowało dziewczynkę, a dwadzieścia lat później młodą kobietę, osiągając apogeum intensywności w dzień każdych kolejnych urodziny. Jednak w dniu ukończenia trzydziestu trzech lat, Jenny po raz pierwszy miała nadzieję na małą odmianę swego losu. Wraz z młodszą siostrą postanowiła kupić dom, by spróbować żyć inaczej, może nawet nieco bardziej szczęśliwie. Podczas oglądania domu Jenny znalazła się w pokoju, który okazał się miejscem przenoszącym ją do odmiennej rzeczywistości. Do pierwszej z kilku alternatywnych egzystencji, w których bohaterka mogła zmierzyć się ze wszystkimi własnymi wyborami, poznać ludzi, zarówno tych żyjących jak i zmarłych, mogła także doświadczyć innych relacji, uczuć i spróbować zrozumieć decyzje podejmowane przez tych, którzy jej towarzyszą w podróży przez życie.
"Dom łez" to powieść dotykająca złożonych relacji między matką i córką, między siostrami i wreszcie ojcem, który zmaga się ze stratą i rozpaczą. To jednocześnie opowieść o wielu możliwościach, które są nam dane, wystarczy tylko mądrze wybrać. Jednak, co to znaczy mądrze? Kto ma o tym zdecydować? A może wszystko jest ustalone z góry? Autorka zadaje wiele pytań egzystencjalnych, filozoficznych, bliskich nam wszystkim. Bohaterka powieści miała możność poznać konsekwencje codziennych wyborów. My tego nie mamy, ale możemy zatrzymać się na chwilę, poddać refleksji nasze dotychczasowe działania, jeszcze raz przemyśleć niektóre decyzje.
Powieść "Dom łez", choć prowadzi do poważnych rozważań, jest opowieścią, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością, chęcią poznania najlepszego z rozwiązań, które każdy chciałby przeżyć w swoim życiu. Ta historia ma szczęśliwe zakończenie, wyzwalające pozytywne i ciepłe emocje. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego jesteście tu i teraz, dlaczego towarzyszą Wam ci, a nie inni ludzie, książka Lindy Bleser powinna Wam się spodobać. Nasze życie jest pełne niespodzianek, każdego dnia decydujemy o czymś, co przybliża nas do kolejnego wyboru. Możemy coś zmienić, możemy też nie reagować na sygnały wysyłane do nas przez świat. A gdybyśmy mogli wybrać kilkukrotnie? Czy wówczas bylibyśmy szczęśliwsi? Czy nie wykorzystalibyśmy tej mocy nadmiernie? Któż to wie.
Linda Bleser napisała o tym powieść. Przeczytajcie ją, bo każdemu przyda się odrobina tajemnicy.

Ocena 
07-02-2018

Dom Łez

Zamknij oczy. Wyobraź sobie dom. Ten dom to Dom Łez, bo przywodzi na myśl dobre i złe wspomnienia. Wspomnienia, od których chcesz się uwolnić. Teraz wejdź do środka. I czekaj aż pojawi się okrągły pokój, który pozwoli ci poznać równoległy świat. Świat którego byłabyś/ byłbyś częścią, gdyby twoje decyzje można było zmienić.
Do okrągłego pokoju w Domu Łez trafia trzydziestotrzyletnia Jenna, bohaterka książki „Dom Łez” autorstwa Lindy Bleser. Kobieta żyje z piętnem wyborów, jakich dokonała w przeszłości jej matka. Za wszelką cenę chce uniknąć tych samych błędów, co ona. W rezultacie jej egzystencja to narzucane samej sobie ograniczenia. Wszystko zmienia się kiedy trafia do wspomnianego pokoju w kształcie koła, gdzie poznaje różne „warianty” swojego życia, zależne od dokonywanych prze nią i przez jej najbliższych wyborów. Jenna jest oszołomiona faktem, że jedna decyzja może diametralnie zmienić życie. Początkowo kobieta w tej alternatywnej rzeczywistości czuje się nieswojo, jednak z biegiem czasu przyzwyczaja się do nowej sytuacji i coraz częściej myśli o pozostaniu w tym nowym świecie.
Brzmi obiecująco, prawda? Sama sięgając po książkę spodziewałam się klimatycznej opowieści, która tchnie pewną świeżość w dobrze znany czytelnikom temat alternatywnych światów. Niestety czuję się rozczarowana. Owszem momentami bywało klimatycznie, zwłaszcza w chwili kiedy Jenna odkryła ten tajemniczy, okrągły pokój. Jednak z biegiem wydarzeń ten klimat się ulatniał, a przejścia z jednej rzeczywistości do kolejnej wprowadzały chaos. Ten mały rozgardiasz spowodowany wędrówkami bohaterki czytelnik jest w stanie ogarnąć. Bardziej odciska się tutaj ta ulotność jakiejś aury, nastroju. Przyznam szczerze, że liczyłam nawet na pewną liryczność rodem z „Alicji w Krainie Czarów”.
Jeśli chodzi o postaci to pierwsze skrzypce gra tutaj oczywiście Jenna. Wszystkie wydarzenia poznajemy z jej perspektywy. I właściwie mogę powiedzieć, że tylko tę postać byłam w stanie poznać bliżej. Pozostali bohaterowie: Cassie- siostra Jenny, Ben, Parker czy Maya są tutaj potraktowani nieco po macoszemu. Ja szczególną uwagę zwróciłam na Mayę – kobietę tajemniczą, która pojawia się właściwe znikąd i staje się łącznikiem między światami, które odwiedza główna bohaterka.
„Dom Łez” to, w moim odczuciu powieść o nie do końca wykorzystanym potencjale. Żałuję, że autorce nie udało się tego klimatu, który stworzyła podtrzymać do końca. Odnosiłam wrażenie, że przez to lektura po prostu staje się chwilami nużąca. Niemniej sprowokowała mnie do zadania sobie pytania: co by było gdyby…;)


Ocena 
06-02-2018

Dom łez

Dom łez” to nowa powieść Lindy Bleser. Wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością tej autorki, ale tajemniczy opis i piękna, nostalgiczna okładka skusiły mnie do poznania tej opowieści.

Jenna ma trzynaście lat, gdy jej matka postanawia odebrać sobie życie. Samobójstwo ma miejsce dokładnie w dniu jej urodzin. Nikt nie wie, dlaczego kobieta zrobiła coś takiego, dlaczego opuściła swoje dwie córki. Najwięcej pytań zadają sobie dwie dziewczynki, które zostały opuszczone przez matkę i teraz muszą radzić sobie zupełnie same, oczywiście został im jeszcze ojciec.


Jenna czuje, że wie dlaczego ich mama wolała umrzeć niż z nimi zostać. Dziewczyna uważa, że dla matki, która była znaną pisarką, dzieci stanowiły problem, niepotrzebny balast, który tylko utrudniał życie. Trudno pisać, gdy po domu biegają i krzyczą dzieci. Cały trud zajmowania się domem i opieką nad młodszą siostrą spada oczywiście na Jenne. Trudne wybory przed którymi zostanie postawiona główna bohaterka powieści doprowadzą do przykrych konsekwencji, wszak każda nasza decyzja zmienia coś w świecie.

Kiedy Jenna kończy trzydzieści trzy lata otrzymuję od życia szansę, która nie przytrafia się każdemu. Kobieta może poznać niezwykłą tajemnicę, może dowiedzieć się co wydarzyłoby się w życiu jej i bliskich jej osób, gdyby kiedyś dawno temu podjęła inne decyzje.

Autorka nie posługuje się skomplikowanym językiem, jej powieść to połączenie prostych słów i emocji, które poruszają i zmuszają do zatrzymania się i zadania sobie kilku ważnych pytań. Książka z pewnością spodoba się wszystkim miłośnikom literatury obyczajowej, ale osoby, które nie przepadają za tego typu książkami, powinny zaryzykować i skusić się, jestem przekonana, że nie będą zawiedzione.



Powieść utrzymuje niezwykłą atmosferę, pełną jakiegoś niepokoju, melancholii i refleksji. Nie wiadomo czego można się spodziewać po przewróceniu kolejnej kartki. Jest tutaj zupełnie inny wymiar, co dodaje książce smaczku fantastycznego. Nie zabraknie tu również filozoficznych rozważań. Myślę, że „Dom łez” to wspaniała mieszanka dobrej literatury i emocji, które wzmacniają się z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem.

Ocena 
05-02-2018

Urokliwa historia o wyborach i ich konsekwencjach

Wybory, dokonujemy ich codziennie. W co się ubrać, co zjeść na śniadanie? Wstać o czasie, a może pospać pięć minut dłużej, ryzykując spóźnienie na autobus do pracy? Błahe decyzje dnia codziennego zwykle nie wpływają na kształt naszego życia, ale istnieją również wybory, które mogą diametralnie zmienić nasz los. Może w autobusie, na który nie zdążyliśmy spotkalibyśmy miłość naszego życia, a może dzięki spóźnieniu uniknęlibyśmy niebezpiecznego wypadku, może konsekwencją naszego wyboru będzie spóźnienie się do pracy i płynące z tego faktu nieprzyjemności? Życie wypełnionej jest nieskończoną ilością ścieżek. Za każdym razem, kiedy podejmujemy jakąś decyzję wybieramy jedną z nich…

15 marca Jenna, główna bohaterka „Domu łez”, obchodzi swoje 33 urodziny. Dla kobiety ten dzień nie wiąże się jednak z poczuciem szczęścia. 20 lat temu, dokładnie tego dnia trzydziestotrzyletnia matka Jenny popełniła samobójstwo, a życie dziewczynki zostało naznaczone depresją i śmiercią. Każde urodziny przypominają kobiecie, że nie była wystarczająco ważna dla matki, by ta wybrała życie, a nie śmierć. Wybór Margie gwałtownie wpłynął na przyszłość Jenny oraz jej młodszej siostry Cassie – wprowadził główną bohaterkę na ścieżkę osamotnienia i przekonania, że wisi nad nią fatum samobójczej śmierci. Czy historia Jenny mogłaby jednak wyglądać inaczej? A gdyby jej matka 20 lat temu dokonała innego wyboru?

W dniu 33 urodzin Jenna otrzymuje niezwykłą szansę zbadania innych ścieżek rzeczywistości. Bohaterka trafia do tytułowego Domu Łez i za sprawą tajemniczej siły odbywa magiczną, oczyszczającą podróż w przestrzeni oraz w głąb siebie. Bohaterka przekonuje się, że każdy wybór wiąże się z konsekwencjami – czasem dobrymi, a czasem złymi – które trzeba nauczyć się akceptować. W życiu zawsze obecna jest jednak nadzieja, bo w miejscu, w którym człowiek zmuszony jest podjąć ważne decyzje rodzi się nowy wszechświat.

„Dom łez” Lindy Bleser to powieść obyczajowa o mocno rozwiniętych wątkach filozoficzno-religijnych w stylu „Chaty” W.P. Younga. To historia o wpływie wyborów na ludzkie życie, ale również o odnajdowaniu w życiu harmonii i spokoju, o uczeniu się akceptacji oraz nauce przebaczania innym i sobie.

Ocena 
05-02-2018

Refleksyjna...

Jaka opowieść kryje się za zjawiskowo klimatyczną okładką? Jaka historia schowana jest pod melancholijną pierzynką zatytułowaną "Dom Łez"? Jaką tajemnicą owiany jest ów dom i co przyczyniło się do nadania mu tak smutnej nazwy? To właśnie te pytania szczególnie nurtowały mnie od momentu ujrzenia najnowszej pozycji obyczajowej Wydawnictwa HarperCollins. Co więcej, ciekawość moją wzbudził także opis fabularny, nie w pełni oczywisty i poniekąd enigmatyczny. To znów wyzwoliło lawinę kolejnych nasuwających się pytań. Co wydarzyło się w życiu kobiety? I jaką rolę na jej drodze pełni drzewo? Jaki to owo przyjmuje symbol w przypadku powieści Lindy Bleser? I nade wszystko przed jakim głównym wyborem stanęła bohaterka? Musiałam poznać odpowiedzi na pytania, które nie dawały mi spokoju i zaprzątały mą głowę. Musiałam sięgnąć po tę książkę, albowiem coś wyraźnie mnie ku niej popychało. Musiałam zasmakować zagadkowej aury, którą z pewnością była przesiąknięta. Musiałam uszczknąć pióra nieznanej mi dotąd autorki. I tak uczyniłam. I znalazłam odpowiedzi. Ale...

Linda Bleser (ur. w Albany, USA) zanim rozpoczęła karierę pisarską, publikowała krótkie opowiadania dla kobiecych czasopism. Pisze przemyślane i podnoszące na duchu powieści kobiece. Linda wraz z mężem przeniosła się z Nowego Jorku na słoneczną Florydę, gdzie kontynuuje pisanie na plaży bądź przy basenie. Jest autorką m.in.: House of Cry (Dom Łez), Winter Magic, East of Easy, Enchanted Cottage, itd.. Więcej informacji na stronie pisarki: www.bleser.com. (źródło: www.bleser.com)

15 marca 1995 roku. Dziś jest dzień niezwykle ważny - owe zdanie dziewczynka o imieniu Jenna zapisała w swoim pamiętniku w dniu swych trzynastych urodzin. I owszem, to był ważny, ale jednocześnie najgorszy dzień w dotychczasowym życiu nastolatki. Ów diametralnie zmienił jej losy i zdecydowanie rzutował na jej przyszłość. Tegoż bowiem dnia jej matka, poetka, popełniła samobójstwo. Widok był przerażający i bolesny. Przez lata nieustannie drastyczny obraz pojawiał się przed oczyma Jenny. Po śmierci rodzicielki, ojciec zaczął topić smutki w alkoholu, a dziewczyna przejęła obowiązki domowe i rodzicielskie. Prowadziła dom, opiekowała się młodszą siostrą Cassie. Żyła w poczuciu żalu, niejako winy, z nękającym pytaniem dlaczego?, ale nade wszystko w przekonaniu, że ją też TO czeka. Że odziedziczyła TO po matce. I że to tylko kwestia czasu. W zawieszeniu, izolowaniu się od ludzi, w zamknięciu się w sobie i skupianiu tylko na własnych uczuciach tkwiła przez dwadzieścia lat. W dzień swych trzydziestych trzecich urodzin wybrała się, zresztą jak co roku, na cmentarz. Gdy tak stała zadumana przy grobie matki, podeszła do niej Cassie i zaproponowała małą wycieczkę w celu obejrzenia domu na sprzedaż, w którym mogłyby zamieszkać razem. Dom w stylu wiktoriańskim zachwycił Jennę. Przechadzając się po jego wnętrzach i zaglądając w każdy kąt natrafiła na nietypowy pokój. Wyzwolił w niej dziwne uczucia... I wtedy straciła przytomność.

Mroczny początek stanowi tło poruszającej przeszłości przejmującej stery przez kolejne lata, aby wreszcie chwycić w swe szpony teraźniejszość i wycisnąć z niej wszelakie uczucia zamknięte szczelnie w skorupce. Ów wstęp, jakże przygnębiający i bolesny, jest poniekąd zachętą do zagłębienia się w opisaną historię i tym samym poznania dramatycznych losów głównej bohaterki. Powieść absorbuje i zajmuje, wyzwala mnóstwo kotłujących się myśli, zarówno dotyczących toczącego się swoim rytmem kłębka fabularnego, jak i tych odnoszących się do naszego życia. Z każdą kolejno przewracaną kartką głowę zaprzątają coraz to nowe pytania, a także nieustannie pojawiające się przemyślenia, które pozostają jeszcze długo po skończonej lekturze. Rzeczywistość i nadany jej nostalgiczny, wręcz pesymistyczny ton, urozmaicana jest zaskakującymi elementami metafizycznymi. Teraźniejszość nagle zostaje zakłócona i zdominowana przez alternatywne położenia, wprowadzające niejako chaos, a jednocześnie wzmagające zagadkowość. Nadnaturalna aura za pośrednictwem licznych obrazków pokazuje pojedyncze prawdy życiowe, które w ostateczności tworzą końcową wizję. Poszczególne nici fabularne, których tok do pewnego momentu jest nieprzewidywalny, z czasem staje się oczywisty, sugerując jednako finał tejże oryginalnej historii. W związku z tym owa powiastka ma dwojaki przebieg, najpierw intrygujący i porywający, a potem niestety naznaczony po trosze monotonią i malejącą z każdą stroną ciekawością.

Opowieść tę na pewno wyróżnia nieszablonowość, niekonwencjonalność, specyficzność towarzyszącej atmosfery - lekko niepokojącej, rodzącej chwilowe napięcie i niezwykle refleksyjnej. Choć poruszane w powieści zagadnienia nie stanowią nowych wątków w literaturze, to jednak w tym przypadku autorka przedstawiła owe w sposób rzadko spotykany - dziwny i zarazem oryginalny. Samobójstwo, żałoba, odczuwalna samotność, rozpacz po stracie bliskiej osoby, rodzinne sekrety z przeszłości to aspekty niezaprzeczalnie wyzwalające szereg rozmaitych i niewyobrażalnych emocji. Do tego dochodzą trudne do zdefiniowania uczucia związane z przenosinami bohaterki w inny nieziemski wymiar, co dodało owej powieści fantastycznego i nadzwyczajnego zabarwienia. Szczypta filozofii, nutka magii, namiastka zawiłości, solidna dawka refleksji i niemała doza tkliwości - to kompozycja niewątpliwie cechująca wolumin Lindy Bleser. Ponadto po zaznajomieniu się z ową prozą nachodzi pewna intuicyjna myśl, a mianowicie, że w tejże fikcji literackiej zapewne ukryte jest jakieś ziarnko prawdy. Pozostaje jedynie pytanie, czy tak rzeczywiście jest?

"Dom Łez" to historia młodej kobiety zmagającej się traumatyczną przeszłością i próbującej oswoić się z utratą matki, a przede wszystkim zrozumieć i wybaczyć jej czyn. Kobiety, której z każdym rokiem pogłębiają się stany depresyjne. To też powieść o rozpadzie rodziny w wyniku podjętej niegdyś trudnej decyzji. O egzystowaniu, ale nie życiu pełnią życia. O zatracaniu się w wydarzeniach z przeszłości, które pozbawiają szansy na lepszą i pełniejszą przyszłość. O świadomym separowaniu się od ludzi, w tym od najbliższych. O pragnieniach, które mocno zagnieżdżone na dnie serca, tymczasowo nie odnajdują ujścia. O uczuciach tłumionych i chowanych w głębi duszy, nieujawnianych z obaw przed rozczarowaniem i cierpieniem. O przenikliwej tęsknocie, rozbiciu emocjonalnym, potwornym obarczaniu się winą za minione lata. O dokonywaniu wyborów wpływających również na życie innych ludzi. O poszukiwaniu siebie i swojej własnej właściwej drogi życiowej. O spoglądaniu na swoje dalsze losy z różnych perspektyw i wyłuskiwaniu istotnych wartości. O dostrzeganiu i docenianiu miłości, szczęścia i przyjaźni. O chwytaniu najważniejszych chwil, jakże ulotnych. O przebaczaniu, rozliczaniu się z własnym sumieniem, godzeniu się z losem, zażegnaniu bolesnego rozdziału życia. I wreszcie o rozpoczynaniu nowego etapu krętej i skomplikowanej ścieżki oraz podejmowaniu przemyślanych decyzji, których słuszność zaważy na przyszłości wielu osób.

Liryczny, melancholijny, nieodgadniony i owiany nadzieją - taki jest "Dom Łez". Dom, który jest bohaterem pięknego wiersza. Dom, który zabiera w niezwykłą podróż w celu odnalezienia odpowiedzi na nurtujące pytania, w tym jedno najważniejsze "dlaczego?". Dom, który okazuje się miejscem zachodzących przemian, odkrywanych tajemnic i nade wszystko oczyszczenia dusz. I co najważniejsze, dom ten zmusza do pochylenia się nad istotą, wydawać by się mogło banalnego sformułowania, "co by było, gdyby...". Główna bohaterka poznała jego sens i wszystkie jego odcienie. Teraz Twoja kolej...

Przekrocz próg tajemniczego "Domu Łez" i dowiedz się "co by było, gdyby...". To jak, odważysz się?

Ocena 
30-01-2018

Życiowe wybory

„Łatwo można się pogubić, jeśli człowiek wciąż spogląda wstecz, zamiast tam, gdzie podąża. Przeszłości nie można już mienić. Człowiek panuje tylko i wyłącznie nad dniem dzisiejszym” – te mądre słowa niestety zbyt często są przez nas ignorowane, zbyt często zmieniamy swoją codzienność w koszmar nieustannie zastanawiając się, co mogłoby się w niej zmienić, gdybyśmy dokonali innych wyborów, jak mogłaby wyglądać i o ile szczęśliwsi byśmy byli. Nieustannie rozważając zasadność podjętych decyzji, lub też dając się zawładnąć strachowi przed podejmowaniem kolejnych, sami odbieramy sobie prawo do dobrego życia.
Jesteśmy zmuszeni żyć nie tylko z konsekwencjami swoich decyzji, ale również na nasze życie składają się konsekwencje wyborów innych ludzi. Wszystko to tworzy wyjątkową ścieżkę, którą powinniśmy podążać ze świadomością, że jest ona nasza i w pełni delektować się tym odczuciem. Bo nigdy nie wiemy, czy zmiana decyzji z przeszłości, rzeczywiście niosłaby ze sobą tak pozytywne skutki, jak sobie wmawiamy. Przekonuje się o tym trzydziestotrzyletnia Jennie, barmanka pracująca w klubie, gdzie grają hard rocka. Mimo iż kocha muzykę, nie decyduje się jej tworzyć. Mimo iż myśli o pisaniu, nie pisze. Mimo iż pragnie coś zmienić i ma świadomość, że jej życie jest jałowe – niczego nie zmienia. Jej codzienność wciąż nosi piętno samobójczej śmierci matki, neurotycznej, odnoszącej sławę poetki, która postanowiła skończyć ze sobą w dzień urodzin Jennie. Od tej chwili na trzynastoletnią wówczas dziewczynkę spadły rozliczne obowiązki, związane nie tylko z prowadzeniem gospodarstwa domowego, ale i opieką nad młodszą siostrą Cassie, a wraz z upływem lat, także z koniecznością utrzymania ich obu i wykształcenia pragnącej zostać nauczycielką Cassie. Jennie dorasta w poczuciu krzywdy, obarczając matkę winą za wszelkie niepowodzenia, przeklinając dzień swoich urodzin i odpychając każdego, kto spieszy z pomocą.
Czy jednak rzeczywiście to matka jest odpowiedzialna za wszelkie niepowodzenia Jennie? A może to dziewczyna sama sobie jest winna? Czy jej życie rzeczywiście byłoby sielanką, gdyby matka nie popełniła samobójstwa, gdyby jej życiem nie rządził mrok? O ile rzadko mamy szansę przekonać się „co by było, gdyby…”, to Jennie taką szansę dostaje – przenosi się do różnych alternatywnych światów, w których zarówno jej wybory, jak i wybory bliskich jej osób wyglądają zupełnie inaczej. Czy w tych wymiarach będzie rzeczywiście szczęśliwa? Czego ta lekcja ma ją nauczyć? Na te pytania odpowiada fenomenalna powieść autorstwa Lindy Bleser, pt. „Dom łez”.
Opublikowana nakładem Wydawnictwa HarperCollins książka to przykład tego, że w popularny temat można tchnąć nutę świeżości, że nie potrzebne są wymyślne słowa i poetyckie opisy, by zachwycić. W tej powieści króluje prostota, co przekłada się zarówno na stosunkowo niewielką jej objętość, jak i na niezwykły jej odbiór. Książka Bleser jest lekturą nie tylko dla wielbicieli powieści obyczajowych z filozoficzną (a nawet fantastyczną) nutą, ale dla tych wszystkich, którzy nie czują się dobrze w swojej skórze, którzy są przekonani, że ich błędy z przeszłości przekreśliły przyszłość i nieustannie obwiniają za nieudane życie siebie, lub – co gorsze – otoczenie. Z pewnością „Dom łez” skłania do refleksji nad życiowymi wyborami, nad przeznaczeniem, nad słusznością obranej drogi i dlatego też powieść głęboko zapada w pamięć, każąc nam zwrócić baczną uwagę na nazwisko autorki i sprawiając, że zaczynamy wypatrywać kolejnych publikacji Bleser…

Napisz recenzję

Napisz recenzję