– Jesteśmy na miejscu? – Eva wyjrzała przez okno taksówki. – Niesamowite. Mieszkanie ma pewnie widok na Central Park. Ile bym dała, żeby mieszkać tak blisko Tiffany’ego!
– Potrzebuje pani pomocy z tymi wszystkimi pakunkami? – Szofer spojrzał na nią w lusterku.
– Poradzę sobie, dziękuję.
Zapłaciła za kurs.
Zrobiło się rozpaczliwie zimno, a śnieg padał dużymi, mokrymi płatami, które ograniczały widoczność i osiadały na płaszczu. Kilka śnieżynek wylądowało na odkrytej szyi, wśliznęło się pod kołnierz jak lodowate palce. Wystarczyła chwila, a jej torby i płaszcz okrył śniegowy puch. Chodnik był jeszcze gorszy. Pośliznęła się na grubej warstwie zlodowaciałego śniegu i straciła równowagę.
– Aaaa… – Młóciła rękami w powietrzu i poleciałaby jak długa, gdyby nie portier, który zdołał przytrzymać Evę w ostatniej chwili.
– Uwaga. Jest diabelnie ślisko.
– Właśnie zauważyłam. – Wczepiła się w podane ramię. – Dziękuję. Nie chciałabym spędzać świąt w szpitalu. Podobno kiepsko karmią.
– Pomogę pani z bagażami.
Uniósł rękę i jak spod ziemi pojawiła się para pomagierów w liberiach, którzy załadowali jej torby i pakunki na wózek.
– Dziękuję. Zabieram wszystko do apartamentu na samej górze. Uprzedzono pana, że przyjadę. Zostanę tam przez kilka dni, żeby przyozdobić świątecznie mieszkanie klienta, który przebywa poza miastem. Lucas Blade.
Autor znanych na całym świecie kryminałów, z których przynajmniej tuzin utrzymywał się na listach bestsellerów.
Eva nie przeczytała ani jednego z nich.
Nienawidziła zbrodni – prawdziwej i fikcyjnej. Preferowała jasną stronę życia i ludzkie zalety. Nie chciała budzić się w nocy z krzykiem.
W budynku ogarnęła ją fala ciepła, odgoniła przeszywający mroźny powiew z Piątej Alei. Policzki ją szczypały, a palce mimo rękawiczek były zlodowaciałe. Nawet czapka naciągnięta na uszy nie chroniła wystarczająco dobrze przed srogą nowojorską zimą.
– Będę potrzebował jakiegoś dowodu tożsamości. – Portier był teraz zasadniczy i oficjalny. – Mieliśmy w okolicy serię włamań. Jak się nazywa firma?
– Urban Genie. – Wciąż czuła dumę, gdy wymieniała tę nazwę. Jej własna firma. Założyła ją z przyjaciółkami. Podała prawo jazdy. – Działamy na rynku od niedawna, ale idziemy jak burza. – Strzepnęła śnieg z rękawiczek i uśmiechnęła się. – Może nie jak burza, zważywszy na to, co się dzieje na dworze, ale jak przyjemny letni wiatr. Mamy wielkie nadzieje na świetlaną przyszłość. Oto klucze do apartamentu pana Blade’a. – Pomachała nimi, a spojrzenie portiera złagodniało.
Potem sprawdził podany dowód tożsamości.
– Jest pani na mojej liście. Proszę się podpisać.
– Mogę prosić o przysługę? – Eva podpisała się zamaszyście. – Kiedy wróci pan Lucas Blade, proszę mu nie mówić, że byłam. Dekoracja ma być niespodzianką. Otworzy drzwi do mieszkania i znajdzie wszystko gotowe do świąt. Zupełnie jak niezapowiedziane przyjęcie urodzinowe.
Wiedziała, że nie wszyscy lubią niespodziankowe przyjęcia, ale czyż rodzina nie powinna orientować się najlepiej? Babcia Lucasa była jedną z jej pierwszych klientek, a teraz stała się dobrą przyjaciółką. Dostała od niej wyraźne polecenie. Należy świątecznie przystroić mieszkanie. Wszystko ma być gotowe na Boże Narodzenie. Właściciel przebywał tymczasem w Vermoncie, pochłonięty pracą nad książką, i świat dla niego nie istniał. Przez weekend miała jeszcze przygotować świąteczne potrawy i wypełnić nimi lodówkę. Lucas wróci nie wcześniej niż w przyszłym tygodniu.
– Oczywiście, jestem do pani usług. – Portier uśmiechnął się.
– Dziękuję… – Zerknęła na plakietkę. – Albercie. Uratował mi pan życie. W niektórych egzotycznych kulturach to by oznaczało, że jestem pańską niewolnicą. Na szczęście dla pana żyjemy w Nowym Jorku. Nawet pan nie wie, jaki kłopot pana ominął.
– Babka pana Blade’a dzwoniła wcześniej i zapowiadała, że przyśle mu prezent. – Roześmiał się. – Nie spodziewałem się, że to będzie kobieta.
– To nie ja jestem prezentem, lecz moje umiejętności. Nie jestem przecież opakowana w srebrny papier i przewiązana czerwoną wstążką.
– Spędzi pani w apartamencie kilka nocy? Sama?
– Zgadza się. – Nic w tym dziwnego. Paige od czasu do czasu wpadała na nocowanie, ale poza nią Eva nie przyjmowała gości zostających do rana. Już nie pamiętała, kiedy ostatnio spędził u niej noc mężczyzna. To się musi zmienić. Zmiana była na samym szczycie listy jej gwiazdkowych życzeń. – Lucas wróci w przyszłym tygodniu, a przy tej pogodzie nie ma sensu, żebym się miotała po mieście tam i z powrotem. – Spojrzała przez przydymioną szybę na sypiący coraz gęściej śnieg. – Dzisiejsza pogoda nie zachęca do podróży.
– Wyjątkowa śnieżyca. Prognozują, że w ciągu nocy napada dodatkowych czterdzieści sześć centymetrów śniegu. Będzie wiało z prędkością osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. Czas zaopatrzyć się w jedzenie i baterie do latarek i wyciągnąć ze schowków łopaty do odśnieżania. – Albert spojrzał na jej pakunki, z których wysypywały się choinkowe ornamenty. – Wygląda na to, że nie będzie się pani martwiła pogodą. Ręce pełne roboty przy świątecznej dekoracji. Pewnie kocha pani Boże Narodzenie.
– To prawda. – A przynajmniej tak było, dopóki żyła babcia. Eva zamierzała znów stać się dawną sobą. Na samo wspomnienie poczuła ból w sercu. – A jak to jest z panem, Albercie?
– Będę w pracy. Straciłem żonę. Byliśmy razem przez czterdzieści lat. Nie mieliśmy dzieci, więc święta spędzaliśmy we dwoje. Zostałem sam jak palec. Lepiej mi na dyżurze niż w pustym mieszkaniu przy odgrzewanym obiedzie z supermarketu. Lubię być wśród ludzi.
Eva poczuła przypływ współczucia. Rozumiała potrzebę przebywania wśród ludzi. Była taka sama. Nie to, że źle znosiła samotność. Radziła sobie z nią. Jednak mając wybór, zawsze wolałaby czyjeś towarzystwo. Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła wizytówkę.
– Niech pan to weźmie – powiedziała impulsywnie.
– Sycylijska restauracja Romano’s, Brooklyn?
– Najlepsza pizza w Nowym Jorku. Właścicielką jest mama jednego z moich przyjaciół. W Boże Narodzenie zaprasza do stołu wszystkich, którzy się tego dnia u niej pokażą. Pomagam jej w kuchni. Potrafię gotować, choć ostatnio organizujemy duże imprezy dla naszych klientów, więc zatrudniam zewnętrznych dostawców i restauratorów. – Za dużo gadam, pomyślała i wskazała na wizytówkę. – Jeśli będzie pan wolny w Boże Narodzenie, proszę do nas dołączyć, Albercie.
– Spotkała mnie pani przed pięcioma minutami. – Spojrzał na nią zaskoczony. – Dlaczego mnie pani zaprasza?
– Ocalił mnie pan, gdy o mało nie wywinęłam orła na chodniku. A poza tym chodzi o święta. Nikt nie powinien być sam w Boże Narodzenie. – Sam. To słowo wraca do niej jak bumerang. – Nie zamierzam zaszyć się w domu. Gdy tylko przestanie padać i da się coś zobaczyć na metr przed sobą, wyskoczę do Central Parku i zrobię gigantycznego bałwana wielkości Empire State Building. Nazwę go Bałwanem Empire State. A skoro już mowa o gigantach, zamówiłam dostawę choinki. Mam nadzieję, że dotrze jeszcze przed zamiecią. Pomyśli pan, że buchnęłam ją sprzed Rockefeller Center, ale przysięgam, nic z tych rzeczy.
– Taka wielka?
– Mój klient mieszka w luksusowym apartamencie. Takie mieszkanie wymaga odpowiedniego drzewka. Mam nadzieję, że uda mi się wtargać je na górę.
– Proszę się nie martwić. Zajmę się tym. – Zmarszczył brwi. – Czy rodzina nie będzie się niepokoiła? Może jednak powinna pani wrócić do domu, dopóki się da?
Niechcący trafił w jej czuły punkt.
– Będzie mi znakomicie. Ciepło i bezpiecznie. Dziękuję, Albercie. Jest pan na medal.
Poszła do windy, starając się nie myśleć o wszystkich mieszkańcach Nowego Jorku wracających teraz do swoich domów. Śmiech, radosne powitania, uściski.
Wszyscy to mają, tylko nie ona.
Jest sama jak palec.
Nie ma żadnego żyjącego krewnego. To prawda, ma przyjaciół, wspaniałych, ale z jakiegoś powodu to nie zmniejsza bólu.
Jest sama.
Dlaczego w czasie świąt Bożego Narodzenia samotność wydaje się jeszcze bardziej dotkliwa?
Winda wznosiła się gładko i w ciszy. Wreszcie drzwi się otworzyły.
Mieszkanie Lucasa Blade’a znajdowało się zaraz na wprost. Podziękowała dwóm pomagierom, którzy wnieśli za nią torby i paczki, i starannie zamknęła drzwi.
Kiedy się rozejrzała, oczarował ją spektakularny widok z okna, które zajmowało całą ścianę salonu.
Nie włączyła światła. Zdjęła tylko buty, żeby nie wnosić śniegu, i w skarpetkach podeszła do szklanej ściany.
Jedno trzeba przyznać, Lucas Blade ma dobry gust i klasę.
Miał też ogrzewanie podłogowe, więc rozkoszne ciepło przeniknęło przez grube wełniane skarpety i pomału rozmroziło jej stopy.
Patrzyła na dominujące na horyzoncie wieżowce, a uczucie chłodu wreszcie ustąpiło i stopniały ostatnie płatki śniegu.
Przed sobą w dole widziała światełka na Piątej Alei, gdzie kilku odważnych taksówkarzy przebijało się przez Manhattan. Wkrótce wszystko zasypie śnieg. Drogi zostaną zamknięte. Jazda samochodem stanie się niemożliwa, a przynajmniej nierozsądna. Nowy Jork, miasto, które nigdy nie zasypia, zapadnie w wymuszony bezruch.
Duże płatki opadały i wirowały, niesione przez wiatr, wreszcie osiadały na rosnącej grubej warstwie bieli otulającej miasto.
Eva objęła się ramionami. Spojrzała na srebrzystobiałe połacie Central Parku.
Oto Nowy Jork w swojej najpiękniejszej zimowej szacie. Dlaczego Lucas Blade uważał, że musi wyjechać, aby pisać w spokoju? Nie miała pojęcia. Gdyby to mieszkanie należało do niej, chyba by z niego nie wychodziła.
On jednak miał swoje powody.
Wciąż był w żałobie. Trzy lata temu przed świętami Bożego Narodzenia stracił ukochaną żonę. Jego babka opowiedziała Evie, jak bardzo się zmienił pod wpływem osobistej tragedii. Nic dziwnego. Stracił miłość swojego życia, pokrewną duszę.
Ewa oparła się czołem o szybę. Głęboko mu współczuła.
Przyjaciele mawiali, że jest zbyt wrażliwa, jednak ona przyzwyczaiła się, że wszystko tak bardzo przeżywa. Potrafiła wyobrazić sobie cierpienie Lucasa, choć nigdy go nie spotkała.
Spotkać miłość swojego życia tylko po to, by ją stracić – to okrucieństwo losu.
Jak się pozbierać po czymś takim?
Sama nie wiedziała, jak długo stała przy oknie, ale nagle poczuła, że nie jest sama. Zaczęło się od mrowienia na karku, które szybko przerodziło się w lodowaty dreszcz strachu, gdy usłyszała jakieś skrzypnięcie.
Chyba jej się przesłyszało. Przecież była sama. Luksusowy budynek miał jeden z najlepszych systemów zabezpieczeń w mieście, a sama zamknęła drzwi.
Nikt za nią nie szedł, więc mieszkanie powinno być puste, chyba że…
Przełknęła głośno ślinę, bo nagle przyszło jej do głowy inne rozwiązanie.
…ktoś tu się zakradł wcześniej.
Powoli odwróciła głowę, żałując, że nie zapaliła światła. Niebo pociemniało i całe mieszkanie wydawało jej się pełne podejrzanych cieni i tajemniczych zakamarków. Wyobraźnia zaczęła pracować gorączkowo, nie dopuszczając do głosu rozumu. Tamten odgłos mógł być wywołany czymś niewinnym. Mógł pochodzić zza ściany.
Wstrzymała oddech, a wtedy usłyszała kolejny dźwięk, tym razem zdecydowanie wewnątrz mieszkania. Brzmiało to jak odgłos ostrożnych kroków. Ktoś się skradał i robił to bardzo cicho.
Jakiś cień poruszył się za nią.
Przeszył ją paraliżujący strach.
Zaskoczyła włamywacza. Przestało być ważne, jak i kiedy wszedł. Liczyło się, jak się stąd wydostać.
Od drzwi dzielił ją ogromny dystans.
Uda się?
Serce jej waliło, dłonie były wilgotne od potu.
Pożałowała, że zdjęła buty.
Zaczęła się skradać do drzwi, a jednocześnie wyciągnęła komórkę. Ręce jej się trzęsły tak bardzo, że omal jej nie wypuściła.
Wcisnęła przycisk alarmowy. Odezwał się kobiecy głos.
– Telefon alarmowy 911.
– Pomocy, ktoś jest w mieszkaniu – wyszeptała do słuchawki Eva.
– Proszę mówić głośniej.
– Ktoś jest w mieszkaniu.
Drzwi były o krok. Jeśli uda jej się zjechać do Alberta…
Jakaś ręka zatkała jej usta. Zanim Eva zdążyła wrzasnąć, wylądowała na podłodze, przygnieciona przez silne męskie ciało.
Napastnik ją unieruchomił. Jedną ręką zatkał jej usta, a drugą brutalnie przyciskał jej dłonie.
Do jasnej anielki!
Gdyby mogła, z pewnością wzywałaby pomocy, ale nie była w stanie otworzyć ust.
Nie mogła się ruszyć. Nie potrafiła głębiej odetchnąć, choć o dziwo jej zmysły były na tyle wyczulone, że przyszło jej do głowy, iż rabuś naprawdę dobrze pachnie.
Co za ironia losu, że gdy po dwóch latach marzeń i nadziei wylądowała wreszcie z facetem w pozycji horyzontalnej, ten usiłuje ją zabić.
Co za szkoda i jaka perfidna ironia losu.
„Tu leży Eva, której gwiazdkowym życzeniem było znaleźć się w ramionach mężczyzny, ale nie określiła dokładnie okoliczności”.
To ma być jej ostatnia myśl? Jak widać mózg płata figle, gdy zaczyna mu brakować tlenu. Skoro już ułożyła dla siebie epitafium, umrze teraz w ciemnym mieszkaniu, kilka tygodni przed świętami, zmiażdżona przez przyjemnie pachnącego osiłka o mięśniach z żelaza. Jeśli Lucas Blade nie wróci w planowanym terminie, jej ciało znajdą po wielu tygodniach. Trwa przecież burza śniegowa, eufemistycznie określana jako „zimowe załamanie pogody”.
Wściekłość dodała jej sił.
Nie! Nie chce umrzeć bez pożegnania się z przyjaciółkami. Kupiła już prezenty gwiazdkowe dla Paige i Frankie, a nikt nie wie, gdzie je ukryła. W jej mieszkaniu panuje koszmarny bałagan. Wciąż powtarzała sobie, że trzeba posprzątać, ale jakoś nie znalazła na to czasu. A jeśli policja będzie tam poszukiwała wskazówek? Wszystko jest porozrzucane na podłodze. Co za wstyd. Ale silniejsze było pragnienie, żeby jeszcze raz nacieszyć się Bożym Narodzeniem w Nowym Jorku i nie umierać, dopóki przynajmniej raz w życiu nie zazna obłędnego, cudownego seksu, od którego ziemia się porusza.
To nie może być ostatni kontakt fizyczny z mężczyzną.
Chce żyć, za wszelką cenę.
Z rozpaczliwym wysiłkiem spróbowała wymierzyć agresorowi cios głową, ale z łatwością go uniknął. Usłyszała tylko przyspieszony oddech, dostrzegła czarne włosy i iskrzące się gniewem oczy. W tym momencie rozległo się łomotanie do drzwi i krzyki policjantów.
Osłabła z wrażenia.
A jednak zlokalizowali jej zgłoszenie.
W myślach podziękowała opatrzności. Napastnik zaklął pod nosem. Policja wpadła do środka, a tuż za nimi stanął Albert.
W tym momencie kochała starego portiera najbardziej na świecie.
– Policja, stać!
Pokój zalało światło elektryczne, a przygniatający Evę mężczyzna wreszcie ją puścił.
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza. Przymrużyła oczy i poczuła, że mężczyzna ściąga jej czapkę z głowy. Włosy opadły jej na ramiona.
Na moment ich spojrzenia się spotkały, a wtedy dostrzegła zaskoczenie i niedowierzanie napastnika.
– Kobieta?
Miał niski, seksowny głos. Seksowny głos, seksowne ciało. Szkoda, że bandyta.
– Jasne, że kobieta. A przynajmniej nią byłam. Teraz nawet nie wiem, czy jeszcze żyję.
Eva ostrożnie sprawdzała, czy wszystko jest na swoim miejscu i czy jest w stanie poruszać nogami i rękami. Mężczyzna wstał sprężystym kocim ruchem, a ona zauważyła zszokowane miny policjantów.
– Lucas? Nie wiedzieliśmy, że jesteś w domu. Przyjęliśmy zgłoszenie od niezidentyfikowanej kobiety, że było włamanie.
Lucas? Napastnikiem był Lucas Blade? Przecież to nie kryminalista, tylko właściciel mieszkania!
Przyjrzała mu się uważnie i dotarło do niej, że wygląda znajomo. Widziała jego twarz na okładkach książek. Trudno było się pomylić. Ostre rysy twarzy, wyrazisty nos, czarne oczy i włosy. Aparycja równie pociągająca co zapach, a ciało… Nie potrzebowała taksować wzrokiem szerokich barków i napiętych mięśni, żeby wiedzieć, jaki jest silny. Przed chwilą leżała przygnieciona jego ciężarem, świetnie zdawała sobie z tego sprawę. Poczuła dziwne łaskotanie w brzuchu.
Co się z nią dzieje?
Facet o mało jej nie zabił, a ona ma na jego temat erotyczne myśli.
Kolejny dowód, że długotrwałe życie w celibacie jej nie służy. Zdecydowanie trzeba jakoś temu zaradzić.
Odwróciła głowę i myślała gorączkowo.
Co Lucas robi w swoim mieszkaniu? Przecież miał być w Vermoncie?
– Ta kobieta się do mnie włamała – stwierdził ponuro Lucas i wszyscy jak na komendę spojrzeli na Evę.
Wszyscy poza Albertem, który najwyraźniej był skonfundowany.
– Nie jestem włamywaczką. Powiedziano mi, że mieszkanie będzie puste – oburzyła się Eva. – Miało pana nie być.
– Skąd pani wie? Sprawdza pani, które apartamenty będą puste w czasie świąt?
Może jest seksowny, ale zdaje się, że zbyt rzadko się uśmiecha. Eva nie rozumiała, dlaczego nagle to ona musi się tłumaczyć.
– Oczywiście, że nie. Zostałam o to poproszona.
– Ma pani wspólnika?
– Gdybym się włamała, czy dzwoniłabym na policję?
– Czemu nie? Zorientowała się pani, że ktoś jest w domu, więc spróbowała udawać Bogu ducha winną.
– Ale ja jestem niewinna. – Eva spojrzała na gospodarza z niedowierzaniem. – Ma pan dziwaczny, chory umysł.
Szukała wzrokiem wsparcia u policjantów, ale nie okazali zrozumienia.
– Proszę wstać.
Głos policjanta był szorstki i nieprzyjazny, więc Eva uniosła swoje poobijane ciało i usiadła.
– Łatwo powiedzieć. Mam przynajmniej czterysta połamanych kości.
Lucas szarpnął ją za rękę i zmusił do wstania.
– W ludzkim ciele nie ma czterystu kości.
– Właśnie że tak, skoro większość została połamana. – Evy nawet nie zdziwiło, że Lucas uniósł ją bez wysiłku. Zdążyła poczuć na sobie to mocne, dobrze umięśnione ciało. – Dlaczego wszyscy się na mnie gapią? Zamiast przesłuchiwać mnie na temat rzekomego włamania, proszę go aresztować za napaść na kobietę. Co pan tu robi, do licha? Miał pan być w Vermoncie, a nie czaić się w ciemności.
– To mój dom. Nikt nie „czai się” we własnym mieszkaniu. – Zmarszczył brwi. – Skąd pani wiedziała, że jestem w Vermoncie?
– Powiedziała mi pańska babcia. – Eva rozcierała bolącą kostkę. – I podtrzymuję: skradał się pan w ciemnościach.
– To pani się czaiła w mroku.
– Podziwiałam śnieg. Jestem romantyczką. To chyba nie zbrodnia?
– My o tym zadecydujemy – przerwał jej policjant. – Zabierzemy podejrzaną na posterunek.
– Czekajcie. – Lucas podniósł dłoń, a to wystarczyło, żeby funkcjonariusz się zatrzymał. – Mówi pani, że moja babcia powiedziała o wyjeździe do Vermontu?
– Wszystko się zgadza, panie Blade – oznajmił Albert. – To jest Eva. Przysyła ją pańska babka. Sam sprawdziłem. Nikt nie wiedział, że jest pan w swoim apartamencie – zauważył z nutą nagany.
Lucas puścił to mimo uszu.
– Zna pani moją babcię? – zapytał Evę.
– Oczywiście. To ona mnie zatrudniła.
– Do czego konkretnie?
Oczy mu pociemniały. Przypominały niebo niemal czarne przed groźną burzą.
Babcia Lucasa w kółko opowiadała o swoim wnuku. Wspomniała, że był znakomitym narciarzem, że kiedyś spędził okrągły rok w arktycznej chacie, że biegle posługiwał się francuskim, włoskim i rosyjskim, że trenował przynajmniej cztery rodzaje sztuk walki i nigdy nie pokazywał nikomu swoich książek, dopóki ich nie skończył.
Nie wspomniała tylko, że potrafi budzić grozę.
– Miałam przygotować pańskie mieszkanie na nadchodzące święta Bożego Narodzenia.
– I?
– I co? To wszystko. Jaki niby miałabym inny powód? – Dostrzegła złośliwy wyraz jego oczu. – Sugeruje pan, że włamałam się, bo chciałam pana poznać?
– To nie byłby pierwszy taki przypadek.
– Kobiety robią takie rzeczy? – Oburzenie zmieszało się z zaciekawieniem. Nawet jej nie przyszedłby do głowy taki pomysł w pogoni za facetem. – Jak to wygląda? Rzucają się na pana, zamiast powiedzieć dzień dobry?

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Cud na Piątej Alei
Autor Sarah Morgan
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 24-01-2018
Ilość stron 304
Oprawa Miękka
ISBN 9788327632227
Tłumaczenie Elżbieta Regulska-Chlebowska
Projekt okładki Robert Dąbrowski
Ocena 
29-03-2018

www.recenzjeknigoholiczki.blogspot.com



Dawno, dawno temu (będzie już ze dwa lata ) miałam okazję przeczytać książkę "Pocałunek pod jemiołą" Richarda Paula Evansa. Wprawdzie "Cud na Piątej Alei" nie jest zbyt podobny, jednak można dostrzec pewne podobieństwa. Dlaczego wspominam o tym akurat dziś, przy okazji recenzji wyżej wspomnianej powieści? Otóż towarzyszą mi dobrze znane emocje, klimat obu książek jest podobny.
Premiera książki miała miejsce miesiąc temu- 24 stycznia 2018 r. Tu lekki strzał w stopę. Ja to ja, nie mam problemu z czytaniem literatury świątecznej w innym terminie. Ale są ludzie, dla których czas Bożego Narodzenia jest święty i książki z tym motywem czytają tylko wtedy.
Bardzo, bardzo przyjemnie spędziłam czas. Historia Evy i Lucasa mocno mnie wciągnęła. On- przeciwnik świąt, ona kochająca. On wiele przeżył, ona też. Gdy się spotykają nie wiedzą, że każde ma spory bagaż doświadczeń, coś co rzutuje na ich życie. Czy uda im się dojść do porozumienia i pokonać smutki i prozę życia codziennego?
Niby jest to historia sztampowa, jednak ma coś w sobie. Coś, co nie pozwala książki odłożyć do momentu gdy się nie dotrze do ostatniej strony. Jest dbałość o szczegóły, są wyraziści bohaterowie i "to coś".
Zapraszam do przeczytania, dowiecie się co łączy organizatorkę przyjęć, wesel, oświadczyn, która sama jest singielką oraz pisarza kryminałów, który zaczyna cierpieć na brak weny.
W oczy rzuca się jedna rzecz. Jest to powieść świąteczna, ten klimat aż kipi z powieści, a okładka nic o tym nie mówi, nie pokazuje tego. Tu dostrzegam błąd- mimo, że szata graficzna przyciąga wzrok. Akcja dzieje się w zimie, jest śnieg, mróz i święta i to właśnie powinno się pokazać.

Ocena 
21-03-2018

Magiczna powieść o współczesnym Kopciuszku

Wciąż uwielbiam czytać historie miłosne. Nie wyrosłam z tego i nie jest mi z tym źle. W żadnym wypadku. Poza tym uważam, że raz na jakiś czas powinniśmy czytać coś lekkiego by nie zwariować. Dlatego sięgnęłam po najnowszą książkę Sarah Morgan „Cud na Piątej Alei”
Eva jest romantyczką, która wierzy w szczęśliwe zakończenia, i że ludzie są pełni dobra. Razem z dwiema przyjaciółkami prowadzi firmę organizującą przyjęcia. Od śmierci ukochanej babci w jej sercu panuje smutek. Największą pasją jest gotowanie i poświęca się temu całym sercem. Przed świętami Bożego Narodzenia dostaje zlecenie od Mitzy, która prosi aby zadbała o świąteczną atmosferę w mieszkaniu wnuka. Lucas jest pisarzem i według babci powinien teraz przebywać w Vermont i pisać swoją najnowszą powieść. Niestety Lukas nie wyjechał, a Eva nie może zrezygnować z zadania, bo nad Nowym Jorkiem szaleje śnieżyca i służby odradzają opuszczanie mieszkań. I tak Eva zostaje uwięziona w mieszkaniu z cynicznym autorem kryminałów, który ma zupełnie inne spojrzenie na świat aniżeli ona.
 Co z tego wyniknie? Musicie się poczytać o tym sami.
Dwa skrajnie różne temperamenty i charaktery pod jednym dachem to mieszanka wybuchowa. W szczególności, że Eva stara się pokazać Lucasowi, że można kochać dwa razy, że powinien dostrzegać w ludziach dobro, a nie tylko złe cechy. Będzie się także starać aby na jego twarzy częściej gościł uśmiech. Po śmierci żony Lucas całkowicie odciął się od świata. Eva będzie próbować to zmienić. Czy się uda?
„Cud na Piątej Alei” to książka przy której można się odprężyć. Autorka stworzyła bohaterów, którzy czytelnikom kradną serca. A historia o współczesnym kopciuszku wciąga od samego początku. Kibicujemy Evie podczas dokonywania zmian w Lukasie i wkurzamy się na pisarza za gburowatość i brak serca.
Ta powieść jest magiczna, a to pewnie za sprawą świątecznej atmosfery i miłości, która niespodziewanie spada na bohaterów. Polecam!!!

Ocena 
15-03-2018

"Cud na Piątej Alei"

Romantyczna i pełna optymizmu Eva wciąż nie potrafi się pogodzić ze stratą ukochanej babci, która zmarła nieco ponad rok temu. Mimo wsparcia najbliższych przyjaciółek, jest jej ciężko, zwłaszcza w okresie Świąt Bożego Narodzenia, dlatego rzuca się w wir pracy i przyjmuje zlecenie od swojej ulubionej klientki, która prosi ją o udekorowanie mieszkania jej wnuka i przygotowanie dla niego posiłków pod jego rzekomą nieobecność. Ponury i zamknięty w sobie Lucas Blade jest znanym i odnoszącym sukcesy autorem thrillerów, który trzy lata temu stracił żonę w tragicznym wypadku i od tamtej pory nie jest w stanie się pozbierać. Próbując uciec od wtrącających się we wszystko członków rodziny i swojego agenta, udaje że wybiera się do Vermont, gdy tak naprawdę zamyka się w swoim apartamencie, starając się przezwyciężyć blokadę twórczą i stworzyć bestseller. Mężczyzna nie jest zadowolony z intruza, jednak niespodziewana śnieżyca sprawia, że są zmuszeni przeczekać ją w jego mieszkaniu…

„Cud na Piątej Alei” to trzecia i ostatnia część serii „Pozdrowienia z Nowego Yorku”, która opowiada o perypetiach miłosnych trzech przyjaciółek – Paige, Frankie i Eve. Nie miałam okazji zapoznać się z pierwszą częścią, jednak te pozycje można spokojnie czytać bez znajomości poprzednich. Drugi tom bardzo przypadł mi do gustu, dlatego byłam ciekawa jaką historię autorka przygotowała dla Eve i postanowiłam po nią sięgnąć. Sarah Morgan po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyła, tworząc niezwykle klimatyczną i ciepłą opowieść w duchu Świąt Bożego Narodzenia, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością. Pisarka nie zawiodła też jeżeli chodzi o kreacje bohaterów – Lucas i Eve to dwa przeciwieństwa; ona jest pozytywną i wierzącą w szczęśliwe zakończenia romantyczką, on zaś stroniącym od uczuć i zaangażowania mężczyzną, którego serce zostało już raz złamane. Ich interakcje były pełne wzajemnego przyciągania, ale i humoru, a rodzące się między nimi uczucie jak najbardziej przekonujące. Sarah Morgan posługuje się lekkim i plastycznym stylem, który bardzo przypadł mi do gustu i sprawił, że książkę pochłonęłam w błyskawicznym tempie. „Cud na Piątej Alei” to jeden z lepszych romansów, z jakimi miałam okazję zapoznać się w ostatnim czasie. Mimo iż nie jest łatwo uniknąć schematów, zwłaszcza w tym gatunku, to autorce udało się napisać niebanalną i pełną błyskotliwych dialogów historię, która zaskakuje, bawi i wzbudza ciepłe i pozytywne uczucia. Jest to wzruszająca, romantyczna i napawająca optymizmem opowieść o szukaniu miłości, stracie, strachu przed zaangażowaniem i oczywiście przyjaźni, w której nie brakuje zabawnych momentów, jak również działających na wyobraźnię zmysłowych i pełnych iskier scen. Serdecznie polecam tę pozycję entuzjastkom romansów oraz fanom twórczości Sarah Morgan. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie! ;)

Ocena 
22-02-2018

Cud na Piątej Alei

Do tej książki przyciągnął mnie przede wszystkim opis (ale ta okładka raczej niezbyt pasuje do zimowych śnieżyc w Nowym Jorku). Nieuleczalna romantyczka kontra sadystyczny twórca kryminałów? Byłam zaciekawiona. I musiałam natychmiast sprawdzić, czy rzeczywiście jest taka dobra, na jaką się zapowiada.

To typowy romans. Lekka i zabawna opowieść o ludziach, którzy na nowo uczą się miłości, czy też dopiero ją odnajdują w najmniej spodziewanych miejscach. Nie mogło zabraknąć humoru. Muszę przyznać, że podczas lektury nie raz zdarzyło mi się wybuchnąć śmiechem. Urzekła mnie bezpośredniość postaci. Ich ostre wymiany zdań dostarczyły mi mnóstwo rozrywki.

Bohaterowie zostali wykreowani na zasadzie kontrastu. Sympatyczna i niezwykle pozytywna Eva od razu zyskała moją sympatię. Była najbardziej optymistyczną osobą w książce, a przy tym niewinną jak nikt inny. Chodzące dobro. Za to Lucas był dosyć skomplikowany. Cyniczny, odpędzający się od bliskości kogokolwiek, wieczny pesymista o chorym umyśle, idealnie pasującym do kryminałów, które pisał. Nieco stereotypowe ukazanie postaci, ale całkiem ciekawie to wyszło.

Wątek romantyczny był ważnym elementem fabuły. Z zainteresowaniem obserwowałam wzloty i upadki bohaterów, którzy byli przez jakiś czas na siebie skazani i stopniowo się w sobie zakochiwali, chociaż żadne z nich nie chciało dopuścić takiej możliwości do myśli. Jednocześnie zmagali się zw swoimi własnymi tragediami, co ich w pewnym sensie do siebie zbliżyło. Przeszłość w dalszym ciągu raniła i nie było sposobu, aby o niej zapomnieć. To jedna z niewielu rzeczy, jaka ich łączyła, ale mimo wszystko... jakieś nieznane wzajemne przyciąganie było silniejsze.

Podsumowując, Cud na Piątej Alei to lekka i zabawna historia miłosna dwójki ludzi, którzy byli dla siebie jak ogień i woda. To też opowieść o szukaniu szczęścia i godzeniu się z przeszłością. Całkiem przyjemnie mi się ją czytało. Muszę przyznać, że nie raz wywołała uśmiech na mojej twarzy. Może nie jest to nic nadzwyczajnego. Może to typowy romans z nieco schematycznymi postaciami. Ale spodobało mi się i czytałam z zaciekawieniem aż do ostatniej strony. To taka niewymagająca historia na jeden wieczór.

Ocena 
20-02-2018

Klimatyczna kontynuacja serii

Wzięłam się na kolejną powieść Sary Morgan nie bez przyczyny. Czytałam już dwa jej poprzednie tytuły z tej serii i byłam nimi zachwycona. Lekkie, pozytywne historie pełne emocji. Odpowiada mi styl autorki, jej postrzeganie relacji damsko-męskich i podejścia do miłości, które odbija się w każdej napisanej przez nią książce.

Eva jest cudna. Lubię ją w zasadzie od początku choćby za jej optymizm, romantyczne podejście do życia i przekonanie, że miłość może góry przenosić! W trakcie lektury tej części wiele razy odnosiłam wrażenie, że ta dziewczyna jest po części moim książkowym odpowiednikiem, choć ja wiem, że istnieją nieudane związki i nie jest to dla mnie powód do utraty romantyzmu. Eva takie załamanie w swej naiwności przeżywa. Dlaczego? Nie wiem do dziś i uznaję to za lekkie nieporozumienie w powieści, którym nie należy się przejmować.

Lucas to gbur, jakich mało. Nie jest złym człowiekiem, tylko stara się schować we własnym pancerzu i postawić przy nim tabliczkę „uwaga, wściekły pisarz”. Sama nie wiem czy kocha swoich fanów, czy po prostu toleruje, lecz zbliżam się ku tej drugiej opcji. Kocha swoja babcię, ale najlepiej na odległość. Zdecydowanie nie chce pozwolić, by ktoś mu w jego na pozór poukładanym życiu namieszał. Niestety dla mnie nie jest pociągający i choć czułam chemię między bohaterami tak jak w romansach należy, to ja bym na tego gościa nie poleciała.

W tle oczywiście spotkamy znów Paige i Frankie oraz męską część ich paczki. Działają dyskretnie jako tło, nie wychodzą na pierwszy plan, oddając całą scenę Evie, wspierając ją w przyjaźni. Bardzo mi się to podoba, bo w ten sposób książka jest indywidualna, zazębiając się tylko odrobinę z poprzednimi częściami.

Nie ma róży bez kolców, czyli teraz ponarzekam.
Przede wszystkim na obrzydliwe wstawki z rozmyślań pisarza kryminałów. Niestety szukanie w każdej sytuacji motywów zbrodni czy sposobów jej wykonania nie jest dla mnie najlepszym pomysłem. Gdybym chciała kryminału, sięgnęłabym po prostu po książkę z takiego gatunku… Gdy już Lucas znalazł swój pomysł na fabułę i poukładał co nieco w tej głowie, autorka też pozwoliła mi odetchnąć.

Zdarzały się momenty, gdy chciałam przewinąć dwie kartki dalej, bo niestety akcja zwolniła do tego stopnia, że gdyby to był film, poszłabym zrobić sobie w tym czasie herbatę. Nie było ich na szczęście wiele, ale choćby początek, gdy Eva zdaje sobie sprawę, że mieszkanie nie jest puste, a do Lukasa dociera obecność nieproszonego gościa, jest nawet dla mnie zbyt przeciągany.

Okładka zupełnie nie oddaje ZIMOWEGO klimatu, jaki panuje w powieści. Dlaczego nie mogła być bardziej podobna do oryginalnej? I niestety zupełnie odbiega stylem od poprzednich części, które szły typowo w rysunek miasta bez żadnych ludzi, a tu mamy fotografię z udziałem odwróconej kobiety. Czyli w zasadzie wszystko na odwrót. Ktoś tu chciał zmian, niestety według mnie, lepiej było zostać przy kontynuacji pomysłu z Bezsenności na Manhattanie i Zachodu Słońca w Central Parku.

Trzy książki, trzy przyjaciółki. Poznałyśmy je na Manhattanie, minąwszy Central Park, żegnamy na Piątej Alei. Z pewnością seria ta pozwoliła mi poznać autorkę książek romantycznych, która wybitnie wpasowuje się w mój gust. Nie lubi „krwi i flaków”, do swych powieści wplata optymizm, którego tak bardzo czasem mi brak.

Jej książki są kobiece- delikatne, wzruszające i słodkie. Pozwalają uwierzyć, że życie może być piękne, że wszystko się dobrze ułoży, że szklanka jest do połowy pełna. A nawet jeśli jest pusta, to dobrze, bo jest lżejsza i wygodniej się ją niesie.

http://www.piorkonabiurko.pl/recenzje-sniezynki/powiesci/cud-na-piatej-alei-sarah-morgan/

Ocena 
20-02-2018

Cud na Piątej Alei

Eva jest nieuleczalną romantyczką. Patrzy na ludzi i świat przez różowe okulary. Wierzy także w szczęśliwe zakończenia, pomimo, że sama takiego jeszcze nie doznała. Od śmierci babki jest jej bardzo ciężko. Kochała babunię najbardziej na świecie i teraz dotkliwie odczuwa jej stratę. Stara się robić tak, by jej nie zawieść, by babcia mogła być z niej dumna. Eva jest bardzo samotna. Nie ma już rodziny i ciągle nie może znaleźć drugiej połówki. Do tego nadchodzi Boże Narodzenie, a wtedy nikt nie powinien być sam... W liście do Świętego Mikołaja prosi o romans. Nie wie jeszcze jaką niespodziankę przygotował dla niej los...

Przed świętami, zaprzyjaźniona staruszka prosi ją o usługę. Ma udekorować na święta mieszkanie jej wnuka i zapełnić lodówkę, który obecnie przebywa w rodzinnej posiadłości. To praca idealna dla dziewczyny. Eve uwielbia święta i dekoracje, a także gotować. Do tego sprawi radość staruszce, która przypomina jej ukochaną babunię. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Mężczyzna okłamał rodzinę. Wcale nie pojechał wyjechał. Wciąż znajduje się w swoim mieszkaniu. W zamian za milczenie, zgadza się, by Eve wykonała swoje zadanie. Zbieg okoliczności sprawia, że dziewczyna musi pozostać w mieszkaniu na dłużej, bowiem nad Nowym Jorkiem panuje potworna śnieżyca.

Zamknięta w jednym mieszkaniu z cynicznym i przepełnionym pesymizmem autorem kryminałów, których Eva nie cierpi, staje się dla Lucasa natchnienie. To dzięki jej ciągłej paplaninie mężczyzna może pisać. Eve gotuje dla niego pyszne posiłki. Zaczynają spędzać ze sobą więcej czasu. Eve pragnie miłości i szczęśliwego zakończenia. Lucas, obdarty ze złudzeń, wciąż rozpamiętujący swą zmarłą żonę i utraconą miłość, zamyka się w sobie i nie pozwala dopuścić do siebie tego optymizmu. Eve jednak coraz częściej zajmuje jego myśli...

Cud na Piątej Alei to niezwykle klimatyczna i urzekająca książka. Podobnie jak przez Zachód w Central Parku, straciłam przez nią noc. Zaczęłam czytać ją wieczorem, skończyłam w nocy. Oczywiście nie żałuję. Obudziłam się rano i na nowo zaczęłam czytać zaznaczone fragmenty. Bardzo polubiłam bohaterów. Początkowo Lucas nie przypadł mi do gustu i zastanawiałam się czy ma szansę się to zmienić. Bałam się, że zepsuje mi to ogólne wrażenie książki. Szybko jednak przekonałam się do niego, a on sam podbił moje serce. Eve oczywiście zyskała moją sympatię od razu, a właściwie to nawet już w poprzednim tomie. Sama jestem nieuleczalną romantyczką i czułam się jakby ona była moją siostrą bliźniaczką, trochę bardziej optymistyczną ode mnie.

Ocena 
19-02-2018

Cud na Piątej Alei

Myślę, że duża część z was doskonale kojarzy autorkę jaką jest Sarah Morgan, a to wszystko za sprawą jej świetnego cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku. Dotychczas w serii ukazały się tytuły: "Bezsenność na Manhattanie", "Zachód słońca w Central Parku" i niedawna premiera, czyli "Cud na Piątej Alei". Oczywiście wszystkie tomy można czytać w dowolnej kolejności, co muszę przyznać było dla mnie dużym ułatwieniem, ponieważ jak dotąd nie miałam jeszcze styczności z twórczością tej pisarki, ale bardzo chciałam ją poznać. Myślę, że decyzja, aby zacząć od "Cudu na Piątej Alei" była strzałem w dziesiątkę i naprawdę cieszę się, że miałam okazję to zrobić. Zacznijmy jednak od początku i przekonajmy się co sprawiło, że historia stworzona przez tę autorkę skradła moje serce. Zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią recenzji, z której z pewnością się tego dowiecie.

Eva to przede wszystkim ogromna optymistka i romantyczka, która zawsze wierzy w szczęśliwe zakończenia. Jednak zdarzają się w jej życiu takie momenty kiedy nie potrafi pohamować łez. Po śmierci babci niełatwo jest jej wrócić do normalności tym bardziej, że jak dotąd nie odnalazła jeszcze swojej drugiej połówki. Zbliża się Boże Narodzenie, a jest to niewątpliwie trudny okres dla ludzi samotnych. Eva w liście do Świętego Mikołaja prosi o romans, ale nie spodziewa się jakie będą tego skutki. Zbieg okoliczności sprawia, że na jej drodze pojawia się cyniczny i przepełniony pesymizmem autor kryminałów, których dziewczyna nie cierpi. Co wyniknie z tego spotkania? Czy tak dwie różne osobowości mają szansę odnaleźć wspólny język?

Fabuła książki być może jest dosyć mało oryginalna, ale nie mogę zaprzeczyć, że ma w sobie coś takiego, co nie pozwala jej odłożyć na półkę. Z jednej strony wydaje się, że historia Evy jest mocno infantylna, ale z drugiej w ogóle mi to nie przeszkadzało. Co więcej, każda kolejna strona była dla mnie czymś cudownym i poznawałam ją z ogromną przyjemnością. Z niecierpliwością śledziłam losy głównych bohaterów i czekałam na dalszy rozwój wypadków. Choć podejrzewałam jak zakończy się cała historia, nie potrafiłam oprzeć się lekturze. Byłam zaskoczona, że tak schematyczna książka skradła całe moje serce. Autorka w magiczny sposób opisuje kolejne wydarzenia i pozwala czytelnikowi odzyskać wiarę w dobrych i porządnych ludzi. "Cud na Piątej Alei" to pozycja, która wywołuje mnóstwo uśmiechu, a także bawi oraz wzrusza.

Bohaterowie są bardzo poprawnie wykreowani i wzbudzają w nas mnóstwo sympatii, choć często ich zachowanie może nas odrobinę irytować. Sarah Morgan stworzyła postacie trochę przerysowane, ale zrobiła to w taki sposób, że w ogóle mi to nie przeszkadzało, a wręcz pokochałam ich całym sercem. Szczególnie Eva jest mocno wyidealizowana - to taka bohaterka, która zawsze jest dla każdego miła i kochana, patrzy na świat przez różowe okulary i wierzy w miłość do grobowej deski. Lucas z kolei jest jej zupełnym przeciwieństwem i choć początkowo wydawało mi się, że tak zróżnicowane charaktery nie mogą stanowić zgranego duetu, okazało się, że postacie w tej książce idealnie się uzupełniają.

Język, którym posługuje się autorka jest prosty i łatwy w odbiorze, dlatego jestem pewna, że absolutnie nikt nie będzie miał większych problemów ze zrozumieniem fabuły. Sarah Morgan pisze z ogromną lekkością, co sprawia, że powieść czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Cieszę się, że zdecydowałam się na spotkanie z twórczością tej autorki i mam nadzieję, że wkrótce pojawi się okazja, aby po raz kolejny sięgnąć po którąś z jej historii.

Podsumowując - jestem absolutnie oczarowana twórczością tej autorki i z niecierpliwością czekam na jej kolejną książkę. Zabierając się za czytanie "Cudu na Piątej Aleii" byłam pewna, że będzie to raczej przeciętna powieść, która nie zagości na długo w moim sercu. Całe szczęście stało się zupełnie inaczej, a losy Evy i Lucasa na pewno jeszcze nie raz powrócą do moich rąk. Jeśli gustujecie w lekkich, niezobowiązujących lekturach, cykl Pozdrowienia z Nowego Jorku jest skierowany właśnie do was!

Ocena 
19-02-2018

Cud na Piątej Alei

Pewnie już nie raz pisałam, że bardzo lubię twórczość Sarah Morgan, ale co mi tam napiszę to jeszcze raz. BARDZO LUBIĘ TWÓRCZOŚĆ SARAH MORGAN ;) „Cud na Piątej Alei” to trzeci tom cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku. Poprzednie tomy przypadły mi do gustu, a jak było tym razem? Zapraszam na recenzję.

Eve to nieuleczalna romantyczka i wieczna optymistka, która patrzy na życie przez różowe okulary. Gdy umiera jej babcia, kobieta zdaje sobie sprawę, że nie ma już żadnej bliskiej rodziny i czuje się samotna. Eve chce znaleźć prawdziwą miłość tak jak jej przyjaciółki, które są szczęśliwie zakochane. Na domiar złego nadchodzi Boże Narodzenie, które jest trudnym czasem dla osób samotnych. Eve postanawia napisać list do Świętego Mikołaja, w którym prosi go o romans. Kobieta przekonuje się, że czasami trzeba uważać, o co się prosi… Zbieg okoliczności sprawia, że śnieżyca nad Nowym Jorkiem więzi ją w mieszkaniu z cynicznym autorem kryminałów, których nie cierpi. Co może wyniknąć ze spotkania dwóch tak różnych osobowości? O tym przekonajcie się sami.

Sarah Morgan kolejny raz mnie nie zawiodła, choć przyznam szczerze, że początek książki był dla mnie mało ciekawy. Na całe szczęście im dalej tym było lepiej, więc ogólnie jestem bardzo usatysfakcjonowana. Jak to zwykle w takich książkach bywa, fabuła nie jest zbyt skomplikowana ani odkrywcza, ale została napisana tak, by zaciekawić czytelnika. Lubię, gdy w książkach pojawia się motyw, w którym bohaterowie są razem gdzieś uwięzieni i tutaj dostałam tego namiastkę.

Najciekawszą postacią był dla mnie Lucas, pisarz kryminałów cierpiący na stały brak weny, dopiero spotkanie z Eve ją w nim obudziło. Oczywiście kobieta stała się dla niego kimś więcej i bardzo fajnie obserwowało mi się o rodzące się pomiędzy nimi uczucie. Jeżeli chodzi o Eve to momentami mnie irytowała, była zbyt ufna i płaczliwa. Sama taka nie jestem i nawet w życiu realnym takie cechy denerwują mnie u ludzi. Mimo tych wad i irytacji, w które mnie wpędzała i tak ją polubiłam i kibicowałam jej w drodze do szczęścia.

„Cud na Piątej Alei” to bardzo fajna komedia romantyczna, przy której miło można spędzić czas. Mogłabym nawet napisać, że to taka współczesna opowieść o Kopciuszku, który nagle trafił na swojego księcia. Oczywiście na zabraknie w niej bohaterów z poprzednich części, bo dziewczyny to takie przyjaciółki aż do śmierci. Ja mimo małych zgrzytów świetnie spędziłam przy niej czas, więc mogę ją Wam tylko polecić. Mam nadzieję, że i Wam spodoba się historia romantycznej Eve i cynicznego Lucasa.

Na sam koniec przyczepię się do jednej rzeczy, mianowicie do okładki, która w ogóle nie współgra z treścią. Święta, zamieć śnieżna, a na okładce wiosna. Strasznie mnie to uwierało podczas czytania i do tej pory mi nie przeszło.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

Ocena 
19-02-2018

Sarah Morgan powraca

Dzisiaj opowiem wam kilka słów o nowej książce z serii „Pozdrowienia z Nowego Jorku „. To, co trzeba podkreślić na samym początku to oprawa graficzna, która w ogóle nie pasuje do poprzednich z serii. Po zobaczeniu okładki możemy powiedzieć, że jest to książka typowo dla młodzieży. Jednak, gdy wiemy o czym, pisze Sarah Morgan, to wiemy, że jej książki są raczej skierowane do starszych czytelników. Jednak nie możemy oceniać książki po okładce, gdyż treść tej książki idealnie do mnie trafiła.

Książka jest w klimatach świątecznych, jednak mi to w żaden sposób nie przeszkadzało w czytaniu. Eva to młoda kobieta, która prowadzi razem ze swoją przyjaciółkę firmę eventową. Gdy dostaje zlecenie od babci Lukasa na udekorowanie jego mieszkania, wszystko się komplikuje, gdyż obecność właściciela mieszkania nie pozwala dziewczynie wykonywać swojej pracy. Lucas to pisarz, który lubuje się w kryminałach. Jednak nie umie obojętnie przejść obok ładnych kobiet. Jednak gdy w święta przychodzi śnieżyca kobieta, utknęła na dobre w mieszkaniu mężczyzny, nie jest zadowolona. Eva nie umie dojść do siebie i w głębi duszy cieszy się, że może spędzić z kimś święta. Rok temu zmarła jej ukochana babcia, która wnosiła cudowną świąteczną atmosferę w tym roku. Lucas natomiast chciałby spędzić święta sam, gdyż trzy lata temu stracił swoją ukochaną żonę. Jednak czy ta dwójka spędzi udane święta ?

Książka ma cudowny klimat i jest napisana w bardzo ciekawy sposób. Wprowadza czytelnika w świąteczny nastrój. Ja jestem osobą, która uwielbia klimat przedświąteczny i wszystko, co ze świętami związane. Uwielbiam takie książki i dlatego bardzo chętnie po nie sięgam. Jeśli znacie tę autorkę, to nie muszę wam mówić, że to książki się po prostu połyka w całości na jednym posiedzeniu. Ja przeczytałam wszystkie książki tej autorki i czekam na więcej. Jeśli nie znacie Sarah Morgan, to jak najbardziej zachęcam do zapoznania się z jej książkami.

Ocena 
19-02-2018

Przeciwieństwa się przyciągają...

Od czego zaczęła się moja przygoda z książką?
Kiedy dostałam propozycję różnych powieści do przeczytania, właśnie "Cud na Piątej Alei" od razu rzucił mi się w oczy. Ponadto, przyznaję, bardzo spodobała mi się okładka. Zerknęłam na opis i już wiedziałam, że będzie to bardzo dobra odskocznia i świetny sposób na relaks zwłaszcza, że wówczas wisiała nade mną sesja, a w takich przypadkach odstresowywanie się jest wręcz obowiązkowe. Nie było na co czekać. Kiedy tylko książka pojawiła się w moich rękach, od razu ją pochłonęłam. W zasadzie na poczekaniu.

O kim? O czym?
Zbliża się Boże Narodzenie. Eva, wielka romantyczka, prosi Świętego Mikołaja o... romans. Ma już dość swojego samotnego życia i głęboko wierzy w spotkanie wymarzonej miłości. Okoliczności sprawiają, że zostaje uwięziona w apartamencie z wyjątkowo cynicznym i mało sympatycznym pisarzem, który właśnie przeżywa twórczy kryzys. Widocznie los ma wobec nich ciekawe zamiary...

Wrażenia po przeczytaniu.
Kiedy sięgałam po tę powieść, miałam ochotę na coś przyjemnego, co nie wymagałoby ode mnie zbyt wiele i właśnie to dostałam podczas czytania "Cudu na Piątej Alei". To bardzo miła w odbiorze książka, która być może nie niesie ze sobą zbyt wiele refleksji i nie wymaga intelektualnego wysiłku, ale jest idealną rozrywką na zimowe wieczory. Nie uważam tego za jej wadę. Myślę, że od czasu do czasu można przeczytać coś lekkiego. I tak, ta historia jest przewidywalna i raczej mało co może nas tutaj zdziwić. To dość typowa historia miłosna, momentami chyba nawet trochę przesadzona patrząc na zachowania bohaterów, ale bardzo dobrze się przy niej bawiłam, a czas, który na nią poświęciłam, nie uznaję za zmarnowany.

Bohaterowie.
Cóż.. co do bohaterów. Eva, jako romantyczka z krwi i kości jest nieco naiwna w swoim postrzeganiu świata. Z jednej strony w dzisiejszych czasach faktycznie zdaje się brakować ludzi o tak optymistycznym odbiorze rzeczywistości i ludzi, natomiast z drugiej, jak można nieustannie widzieć wszystko w różowych barwach, kiedy wokół panoszy się zło, a nawet najbliżsi przyjaciele okazują zawodzić na całej linii? Lucas, cyniczny pisarz, ma zupełnie odwrotne zdanie. I wydawałoby się, że jego podejście jest bardziej racjonalne, ale czy dzięki temu czuje się szczęśliwszy niż Eva? Nie sądzę. Chociaż bohaterowie znacząco różnią się od siebie, jednak coś zaczyna ich łączyć (w końcu przeciwieństwa się przyciągają). Momentami odnosiłam wrażenie, że ich losy toczą się w średnio realny sposób, ale patrząc na całokształt, aż tak bardzo to nie razi.

Co zapamiętam z tej historii?
Trudno mi stwierdzić, czy cokolwiek istotnego i nowego można z tej książki wywnioskować, jednak być może warto czasami pomarzyć i pomyśleć, że taka historia jednak miałaby możliwość się ziścić i przydarzyć właśnie nam. W końcu nie można ciągle zamartwiać się rzeczywistością, samotnością.

Polecić, czy nie?
Jak już wcześniej wspomniałam, nie szukałam powieści idealnej, tylko czegoś przyjemnego do czytania, a że lubię czasami takie romantyczne historie, nie spisuję tej książki na straty. "Cud na Piątej Alei" to love story, po które część z Was na pewno ma ochotę nieraz sięgnąć, dlatego polecam czytelnikom szukającym lekkiej rozrywki na zimowy wieczór, wielbicielom miłosnych opowieści, a także tym, którym przyda się poprawa humoru i odskocznia od codziennych zmagań.

Ocena 
19-02-2018

Cudownie spędzone chwile.

"Eva, niepoprawna romantyczka, patrzy na życie przez różowe okulary i wierzy w szczęśliwe zakończenia". Dosłownie jakbym czytała o sobie. Co prawda nie mieszkam w Nowym Jorku (a chciałabym) ale romantyzmu mi nie brakuje, dlatego też z wielką ochotą sięgnęłam po "Cud na Piątej Alei".


Święta już za nami i pewnie nawet pozostałości po choinkach w postaci najdrobniejszej igiełki nie znajdziemy w żadnym z domów, a ja, na przekór, przychodzę do was z recenzją powieści utrzymanej w bożonarodzeniowym klimacie. No sami powiedzcie czy nie fajnie tak sobie jeszcze powspominać i to w towarzystwie lekkiej i pełnej pozytywnej enegrii książki?

Eva to świetna dziewczyna - mówi to, co myśli i myśli to, co mówi, za co wszyscy ją kochają. Prowadzi wraz z przyjaciółkami firmę zajmującą się obsługą imprez. Dziewczyna oprócz tego prowadzi kanał na Yoy Tube i bloga kulinarnego, gdyż jej prawdziwym hobby jest sztuka kulinarna, która, tak na marginesie w jej wykonaniu jest prawdziwym dziełem. Każdy z przepisów jest jej autorskim przepisem, a wszystkiego nauczyła ją babcia, która niestety zmarła jakiś czas temu, a za którą Eva bardzo tęskni. Oprócz babci, jedyne czego brakuje bohaterce, to bratnia dusza, której jakoś znaleźć nie może, do tego stopnia, że przeterminowała jej się prezerwatywa noszona w torebce ;). Tym razem jednak postanawia odmienić swój los i w liście do Świętego Mikołaja prosi o romans w prezencie...

Lucas to poczytny autor książek słynących z drastycznych i wyszukanych morderstw, wprost ociekających krwią. Jest mężczyzną niesamowicie przystojnym i seksownym, ale w chwili kiedy go poznajemy bardzo sfrustrowanym, gdyż dopadła go przypadłość wielu pisarzy - brak weny, a terminy czekają. Mężczyzna ukrywa się przed światem nie tylko z tego powodu, dodatkowo cierpi po śmierci żony. Na szczęście jego kochająca babcie bierze sprawy w swoje ręce i wysyła do jego apatramentu Evę, aby ta ozdobiła mieszkanie na święta i przygotowała dla wnuka odpowiednie potrawy. Problem w tym, że teoretycznie Lucasa miało nie być, a w praktyce okazuje się, że to rzeczywiście teoria. Lucas jest i nigdzie się nie wybiera. Po niezbyt udanym pierwszym wrażeniu podczas poznania się Evy i Lucasa, każdy robi swoje - Eva szykuje dekoracje, a Lucas dostaje weny (zapewne na widok pięknej kobiety) i pisze. W trakcie kilku dni spędzonych pod jednym dachem coś między nimi się zmienia. Czy to coś wystraczy, żeby odmienić los dwójki samotnych ludzi?

Cóż mogę powiedzieć? Po pierwsze książka jest piękna, chociaż przewidywalna. Autorka w cudowny sposób pokazuje nam zimową aurę (akcja dzieje się podczas wielkiej śnieżycy, która uwięziła ludzi w domu) Nowego Jorku. Pisze tak obrazowo, że czytając, czułam jakbym była tam w środku akcji i z boku podglądała poczynania bohaterów. Nawet tyłek mnie zabolał, kiedy Eva wywróciła się na lodzie. Dialogi również można uznać za ciekawe. W usta bohaterów Sarah Morgan włożyła cięte riposty, poczucie humoru i wiele, wiele różnego rodzaju emocji. Świetnie też stopniowała przemianę głównego bohatera, bo bohaterka od początku była cudowna osobą i zmieniać się nie musiała. Kontrast tej dwójki ukazany jest idealnie. Do tego wszystkiego dochodzi cudowna okładka i szybkie tempo, co daje czytelnikowi chwile pełne wyjątkowej rozrywki.

Podsumowując - takie książki lubię - nieskomplikowane, romantyczne, a zarazem skłaniające do chwili refleksji, no i ukazujące magię Świąt i miłości.

Ocena 
18-02-2018

Rewelacyjna

Jestem ogromną fanką książek romantycznych. Gdzie dwoje osób - które różnią się cechami charakteru, upodobaniami, nawykami - połączy nić miłości. Nie dopuszczają tej myśli, że może ich połączyć uczucie, jednak w głębi czują, że coś nieuchronnego się dzieje i niebawem w ich życiu nastąpi wiele zmian. Czy na dobre? Uwielbiam zatracać się w świecie, gdzie emocje otulają mnie niczym ciepła kołdra, fabuła pobudza wyobraźnię, zabawne wydarzenia wywołują szeroki uśmiech na twarzy, a smutne- dają nadzieję, że po burzy zawsze wstanie słońce.

Evę i Lucasa różni bardzo wiele. Jednak pewnego dnia ich drogi się krzyżują. Śnieżyca więzi ich oboje w pięknym apartamencie. Przez kilka dni będą musieli ze sobą przebywać. Niestety nie będzie to takie łatwe. Ona optymistyczna, patrząca z ufnością na świat i on zamknięty w sobie facet, ponury, zgorzkniały. Co z tego wyjdzie?

Sięgając po książkę Sarah Morgan oczekiwałam pięknej historii, która naładuje mnie pozytywną energią, poruszy serducho, wzruszy i taka właśnie była! Mimo, że opowieść była dość płytka, zakończenie przewidywalne, to z przyjemnością lekturę przeczytałam. Urzekła mnie, zachwyciła swoją prostotą, fabułą, bohaterami i klimatem świątecznym. Powieść pozwoliła mi na moment zapomnieć o otaczającej rzeczywistości, przeniosła mnie w urokliwy, świąteczny klimat, którego w tym roku ciągle mi za mało.

Książkę bardzo szybko się czyta. Jest lekka, przyjemna, nieskomplikowana. Napisana prostym językiem. Bohaterów bardzo polubiłam. Z Evą mogłam się utożsamić, podobnie myślimy, postrzegamy otaczający świat. Jesteśmy ufne i buzia ani na moment nam się nie zamyka. Lucas to natomiast osoba z mroczną duszą, skrywa pewną tajemnicę, którą nie chce wyjawić. A do tego zmaga się z bolesną przeszłością, która odcisnęła piętno w sercu, ucieka przed wszystkim i woli zaszywać się w swojej pracowni niż wyściubiać nos ze swojej samotni. Eva również skrywa w sobie ból z którym nie potrafi sobie nadal poradzić. Ich drogi pewnego dnia się połączą, co z tego wyjdzie musicie przekonać się sami.

Jedynym minusem powieści jest fakt, że nie widać wyraźnego rozgraniczenia opowieści z perspektywy Evy czy Lucasa. Czytając historię odbierało mi to odrobinę przyjemności czytania, bo przeskakiwałam z jednego wątku do drugiego, przeszkadzało mi to, ale nie na tyle, by książkę skreślić. Gdyby została nieco bardziej dopracowana byłaby wspaniała. Co do reszty nie mam zastrzeżeń. To była naprawdę miła lektura, która nie tylko mnie nastroiła pozytywnie, ale pozwoliła odstresować się i zapomnieć o studenckich obowiązkach.

Dużo osób polecało mi książki Sarah Morgan, ale nigdy nie były mi one po drodze. Po przeczytaniu tej historii zapragnęłam zapoznać się ze wszystkimi jej pozycjami. Czasami potrzebuje takich powieści, gdzie jest miłość, uczucie, bohaterzy, którzy zaciekawią swoją osobowością, charakterem i w historiach autorki na pewno te cechy znajdę. Niedawno zakupiłam Bezsenność na Manhattanie i zamierzam w najbliższym czasie zatracić się w opowieści. Gorąco polecam.

Ocena 
17-02-2018

Fajna

To przecież typowy romans. Z góry wiemy, że ta dwójka jakoś się dogada, i że na samym końcu będzie happy end. Powieść ta jest dość przewidywalna. Nie zaskakuje nas jakoś szczególnie. Ale to nie ma być trzymający w napięciu kryminał! Tu własnie o to chodzi. By się odprężyć i zarazić pozytywną energią. By podczas czytania spłynął na nas ten spokój i szczęście. A po jej przeczytaniu, żebyśmy pozytywnie kroczyli przez życie. I jak na moje oko - wszystkie te warunki zostały spełnione. Ta lektura naprawdę wpłynęła na mnie bardzo pozytywnie. Czytałam ją z wielkim uśmiechem na twarzy. I przyznam Wam się szczerze, że z przyjemnością zaczęłabym ją czytać od nowa. Gdyby nie to, że czeka na mnie mały stosik innych lektur, pewnie bym to zrobiła. Na razie jedynie muszę nacieszyć się miłym uczuciem jaki mi po niej został i wspomnieniami. Bo z pewnością ta dwójka bohaterów zadomowiła się w mojej głowie na dobre.

Cud na Piątej Alei to ciepła i piękna historia. To miłość, jaką życzyłabym każdemu. Idealna lektura na walentynki i nie tylko. Polecam!

Ocena 
15-02-2018

Cud na Piątej Alei

Kto z Was chciałby znaleźć się w jednym miejscu z autorem swojego najmniej lubianego gatunku literackiego? Właśnie to zestawienie pokazała w swojej książce Sarah Morgan. Całkowicie dwa inne światy, które w jednym mieszkaniu są zmuszone ze sobą współgrać. Jak potoczyły się losy naszych bohaterów?

Cud na Piątej Alei to zaskakująca książka. Początkowo miałam bardzo mieszane uczucia. Wydawało mi się, że nic mnie w niej nie zaskoczy, że będzie to zwyczajna książeczka obyczajowa, która nic nie wniesie do mojego życia. A jednak się myliłam. Pomimo tego, że książka jest przewidywalna, to czyta się ją bardzo przyjemnie a stworzone przez autorkę postacie wywierają na czytelniku bardzo pozytywne emocje. Eva i Lucas, ona - marzycielka, niepoprawna romantyczka, która dzięki temu, że mówi co myśli nie raz musi tłumaczyć się ze swoich wypowiedzianych słów, czeka na wielką, książkową miłość - oraz on, mężczyzna z krwi i kości, który uwielbia kryminały, morderstwa, zbrodnie. Fascynuje się ludzką psychiką i uważa, że każdy, kogo spotykamy na ulicy, z pozoru może być miły, jednocześnie może mieć bardzo mroczną tajemnicę, którą skrzętnie chowa przed światem. Znajomość tych dwojga ludzi nie będzie porywająca, jednak wszystko toczy się swoim, odpowiednim tempem, które z każdą stroną coraz bardziej się rozkręca i rozjaśnia całą historię. Bardzo lubię, kiedy w książkach jeden z bohaterów jest pisarzem. Nie wiem dlaczego, ale zawsze wtedy cała akcja bardziej mnie ciekawi. Sarah Morgan ma taki przyjemny styl pisania, że jak do tej pory, obie jej książki, wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie. Przedstawia historię prostej, a jednocześnie skomplikowanej miłości, przed którą oboje z postaci się wzbrania. Żadne z nich nie chce dopuścić do siebie uczucia, chociaż wmawiają sobie, że jest inaczej. To życiowa, ciepła historia, która pozwoli oderwać się od rzeczywistości i przeżyć ciekawą przygodę.

Jest to zdecydowanie książka dla ludzi, którzy chcą się zrelaksować czy odpocząć od stresu dnia codziennego. Wprowadza lekko świąteczny klimat, lecz sprawdzi się również w aktualnym zimowym okresie. Macie chwilę na czytanie? Nie wahajcie się sięgnąć po tę pozycję!

Ocena 
14-02-2018

Pech, szczęście czy zbieg okoliczności?

Sarah Morgan znana jest z pisania romansów - szczególnie dla Harleguina. A, że ja praktycznie takich książek nie czytam to i moja znajomość autorki jest znikoma. Nie zmienia to faktu, że raz miałam okazję po nią sięgną za sprawą zbioru pt. "Brazylia moja miłość" gdzie pisała w towarzystwie dwóch innych pisarek. Dość dobrze pamiętam całą książkę i wiem, że na pewno mi się podobała. Jeśli zaś chodzi o "Cud na..." to sięgnęłam po niego za sprawą przyjaciółki. Jako, że się na niej nie zawiodłam to i teraz pomyślałam, że będzie dobrze.

Eva jest nieuleczalną romantyczką. W ludziach widzi tylko dobre strony, na świat patrzy przez różowe okularki i wierzy tylko w szczęśliwe zakończenie. Dla przyjaciół jest wieczna optymistką. Niestety od śmierci babuni smutek dotyka jej serca coraz częściej. To co dobija ją jeszcze bardziej to fakt, że dwie najbliższe przyjaciółki są w związkach, a ona cały czas jest sama. I choć jej firma zajmuje się organizowaniem przyjęć i bez zarzutu potrafi komuś stworzyć idealny świat to jej własny wciąż jest niekompletny. Brak jej drugiej połówki serca. Nadchodzi Boże Narodzenie, a to dla samotnych najgorszy czas. Szczególnie, że Eva nie ma żadnej rodziny. W liście do Świętego Mikołaja napisała, że chce przeżyć romans. Pech, szczęście, a może zbieg okoliczność sprawia, że nad Nowym Jorkiem pojawia się śnieżyca. Z jej powodu zostaje uwięziona w mieszkaniu wraz z cynicznym autorem poczytnych kryminałów.

Kilka dni, dwóch skrajnie różnych charakterów uwięzionych w jednym choć dużym mieszkaniu może doprowadzić do wszystkiego. Jak wieczna optymistka spróbuje pomóc egoistycznemu wydawało by się pisarzowi? Czy jej troska o niego odniesie jakiekolwiek skutki? Czy Eva w końcu zdejmie różowe okulary by zobaczyć jak zbudowany jest świat na prawdę? A może to Lucas, który nie pamięta już kiedy się uśmiechał skorzysta z takich okularów i zacznie dostrzegać dobro w ludziach? Czy to właśnie Luc będzie dla Evy księciem w lśniącej zbroi i to na białym koniu? Czy optymistyczna, zakręcona gaduła może spowodować, że mężczyzna zakocha się po raz drugi?

Wydawało by się, że ot taki romansik. A jednak nie. Dawno nie miałam okazji czytać czegoś z jednej strony bez myślenia, bo ten gatunek niestety tak mi się czyta, a z drugiej dostałam na prawdę świetnie wykreowane postacie. Jak dodamy do tego, że chcąc nie chcąc skromny, bo skromny, ale dostałam tu dodatek w postaci autora kryminałów oraz kilku wątków jego powieści to musiałam być w efekcie końcowym zadowolona. I tak właśnie było. Dla mnie książka na plus z zaznaczeniem, że maksymalnie kilka godzin czytania. Ubywa jej bardzo szybko.

I jeden, ale ogromny minus. Okładka. Ona nie ma zupełnie nic wspólnego z tym co w środku. Nie wiem jak można być tak inteligentnym by książkę o Bożym Narodzeniu gdzie panuje śnieżyca i na jakiś czas wszystko stoi okrasić późnowiosenną lub wczesnoletnią okładką... To, że my mamy święta za sobą (zimę jednak mamy nadal) nie znaczy, że nie powinno to iść w duecie. Porażka jak dla mnie.

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Ocena 
13-02-2018

"Cud na Piątej Alei"

Nie mogłam się doczekać, kiedy poznam trzeci tom z serii "Pozdrowienia z Nowego Jorku", jednak nareszcie nadeszła ta chwila i w jeden wieczór pochłonęłam "Cud na Piątej Alei" czyli historię o Evie, którą mieliśmy okazję poznać już w pierwszym tomie. Jak zapewne wiecie, uwielbiam pióro Sary Morgan i z niecierpliwością czekam na kolejne jej powieści. Autorka w niesamowity sposób potrafi snuć przepiękne historie, przepełnione miłością jak i dużą dawką humoru. Powieści pani Morgan już od pierwszych stron wprowadzają nas w niezwykły klimat i porywają w wir wydarzeń.

Trzeci tom "Cud na Piątej Alei" został utrzymany w iście zimowym klimacie, gdyż akcja ma miejsce w okresie Świąt Bożego Narodzenia, gdzie w całym Nowym Yorku szaleje istna burza śnieżna. W tej części skupimy się na losach Evy, niepoprawnej romantyczki i mistrzyni kulinarnej. Jak zapewne pamiętacie z poprzednich części, Eva nie miała jeszcze tego szczęścia i nie spotkała miłości swojego życia, ale nie przeszkadza jej to w tym, by być jedną z najradośniejszych osób jakie kroczą po tym świecie.
Dziewczyna wciąż wierzy, że gdzieś tam czeka na nią prawdziwe uczucie i wie, że kiedyś to nastąpi. Eva jest bardzo pracowitą osobą, wykonuje przeróżne zlecenia w Urban Genie i żadne nie jest dla niej straszne. Teraz przyszedł czas na wykonanie nowego i zadaniem Evy jest udekorowanie apartamentu wnuczka jednej z klientek, pod jego nieobecność w domu. Jak możemy się domyślić, Eva uwielbia takie akcje, zatem z przyjemnością przyjmuje zlecenie. Jednak nie spodziewa się tego, że kilka najbliższych dni będzie musiała spędzić w jednym mieszkaniu wraz z niesamowicie skrytym i tajemniczym autorem kryminałów.

Od tej chwili Eva będzie musiała poradzić sobie nie tylko z dekorowaniem apartamentu, ale również z niezadowolonym pisarzem. Miało go nie być w domu, a tymczasem Lucas Blade się ukrywa i to nie tam gdzie powinien. Jaką skrywa tajemnicę? Czy tę dwójkę czeka przyjemnie spędzony czas? Jak myślicie?

Autorka w umiejętny sposób ukazała zupełnie odmienne charaktery bohaterów, co sprawiło że mogliśmy poczuć jakby Eva i Lucas byli naszymi prawdziwymi znajomymi. Od radosnej gaduły do niezadowolonego, zamkniętego w sobie introwertyka. Czy ta dwójka może znaleźć nić porozumienia? Evie nie będzie łatwo nawiązać kontaktu z Lucasem, ale skoro na zewnątrz szaleje istny armagedon będą musieli coś na to zaradzić.

Sarah Morgan kolejny raz udowadnia, że przypadki są możliwe a prawdziwa miłość w każdej chwili może dać o sobie znać.
Mimo nieudanego początku znajomości, żadne z bohaterów nie wie, że tak naprawdę wiele ich łączy, a w szczególności smutek i tęsknota po utracie ukochanej osoby. Eva dla Lucasa stanie się prawdziwym natchnieniem do napisania nowej powieści, a Lucas dla Evy prawdziwą zagadką do rozwiązania. W dodatku akcja powieści od samego początku nie zwalnia nawet na chwilę, a uczucie pomiędzy naszą dwójką intensywnie się rozwija, nawet wtedy gdy nie mają oni o tym pojęcia.

Sarah Morgan pokazała nam, że nawet osoby o zupełnie innych osobowościach mogą znaleźć wspólny język, bo przecież przeciwieństwa się przyciągają, prawda? :)

Lucas będzie musiał zacząć na nowo żyć, pomimo tego, co go spotkało, nie powinien zatracać się w samotności, bo do niczego dobrego to nie prowadzi. Zatem czy Eva okaże się być jego Cudem? Czy sprawi, że mężczyzna ruszy do przodu i zapomni o przeszłości?
Tego koniecznie musicie się dowiedzieć!

"Cud na Piątej Alei" to piękna historia o tym, jak zranione dusze potrafią znaleźć szczęście u boku zupełnie obcej osoby. To powieść przepełniona zabawnymi, ironicznymi i inteligentnymi dialogami, które sprawią, że uśmiech nie raz zagości na twarzy czytelnika.

Jak stawić czoła przeznaczeniu? Czy należy dać szansę miłości, nawet wtedy gdy kompletnie się jej nie spodziewamy?

Kochani, serdecznie Wam polecam tę niezwykle ciepłą i cudowną powieść idealną na jeden wieczór przy kubku gorącego kakao. Możecie być pewni, że Sarah Morgan Was nie zawiedzie, a dostarczy wielu emocji. A stworzone przez nią postaci, tylko czekają na to aby je pokochać.

Jeżeli jeszcze nie znacie tej serii, to gorąco Was zachęcam do zapoznania się z twórczością autorki. ????

@camilleshade
camilleshade-books.blogspot.com

Ocena 
13-02-2018

Czas najwyższy - otwórzcie serca!

Zbliża się magiczny czas świąt Bożego Narodzenia. Nowy York zmienia się w bajkowy świat, w którym wszystko, co najpiękniejsze i radosne, a właśnie w tym szczególnym czasie może się przydarzyć. Nie inaczej sądzi Eva, która z natury jest romantyczką. Niestety, śmierć jej najbliższej i ukochanej osoby, czyli Babci jest bolesnym doświadczeniem, z którym niełatwo jest jej się uporać. Najlepszym, więc lekarstwem na chociaż tymczasowe odsunięcie przykrych wspomnień jest ucieczka w wir pracy. Zleceń jest całkiem dużo, ale okaże się, że to jedno będzie dla niej i nie tylko, wyjątkowe i ważne..

Eva ma nietypowe zadanie do wykonania, ale przecież z tego znana jest jej firma organizacji eventów, którą to założyła z przyjaciółkami. Tym razem Eva na prośbę bliskiej dla niej starszej pani, z którą nawiązała serdeczną relację, ma udekorować mieszkanie oraz zapełnić świecącą pustkami lodówkę jej dorosłego wnuka. Zadanie wydaje się banalne w przygotowaniu do momentu, kiedy kobieta zostaje delikatnie rzecz ujmując, napadnięta w zakamarkach mieszkania przez jego właściciela, czyli Lucasa Blade'a, wnuka jej serdecznej przyjaciółki, będącego właśnie tym znanym autorem kryminałów, po których przeczytaniu niejednemu Czytelnikowi włos się jeży na głowie!

Niestety, początek znajomości nie zwiastuje niczego dobrego. Lucas Blade okazuje się chłodnym, cynicznym i zamkniętym w sobie mężczyzną, który nie ma najmniejszej ochoty na celebrowanie świąt zwłaszcza, kiedy i jego mroczną duszę nawiedzają bolesne wspomnienia związane ze śmiercią bliskiej jemu osobie. Eva jest zupełnym przeciwieństwem zachowawczego i zdystansowanego mężczyzny. Kobieta wielokrotnie próbuje swoją postawą oraz poprzez wypowiedzi wnieść wiele radości i optymizmu w życie pisarza, z którym współpraca niespodziewanie przedłuża się w czasie z racji niefortunnej śnieżycy, która nawiedziła miasto.. Oboje utknęli w wielkim mieszkaniu tuż przed świętami, które są trudnym czasem dla samotnych i zranionych. Lucas staje przed ogromnym wyzwaniem. Pozostaje mu kilka dni do oddania powieści, ale rozdzierający od wewnątrz ból i cierpienie uniemożliwiają mu pozostawienie w edytorze chociażby jednego słowa. Na dodatek obecność Evy jest niezwykle komplikująca i utrudniająca sytuację. Jak można się domyślić, zmienia się to, kiedy zaczynają nieśmiałą, początkowo trudną wymianę zdań, która nie tylko zaowocuje w kolejne inspirujące strony powieści kryminalnej, ale również pozwolą otworzyć zranione serca tych dwojga..

Klasyka powieści romantycznej. Dwie zupełnie kontrastujące ze sobą osobowości. Oboje skrzywdzeni przez życie, którzy nie potrafią rozliczyć się z przeszłością i śmiałym krokiem otworzyć nowy rozdział. Wciąż gdzieś błądzą duchem, umartwiają się, odtwarzają wspomnienia, zapominając o tym, że życie toczy się dalej. Delikatny biały puch, magia świąt sprzyjają nostalgicznym refleksjom. Niemożność dosłownego uwolnienia się od towarzystwa drugiej osoby, sprawia, że nawiązuje się dialog, który poprowadzi do wielu chwil zwątpienia, smutku, ale ulotnych momentów radości, żartu, powodów do uśmiechu.

Powieść pisana lekką ręką, tworząc równocześnie dynamiczną i swobodnie przepływającą akcję. Świeżość i wartość akcji możliwa jest dzięki krótko sformułowanym kolejnym rozdziałom, które tylko zachęcają do dalszej wędrówki przez strony. Szybko zatem je chłonęłam. Powieść z gatunku wydaje się banalna, bo jednak Czytelnik oczekuje na szczęśliwe zakończenie, niemniej, gdzieś po drodze, właśnie ten Czytelnik zbiera wiele własnych i jego dotyczących refleksji związanych z relacjami międzyludzkimi oraz poszczególnymi interakcjami, jakie w nich występują. W każdym razie, powieść zachęca do otworzenia się na drugiego człowieka, na empatię, wzajemnie wsłuchiwanie się w drugą osobę, ale również w potrzeby i głos swojego serca. Koniec końców, warto zaufać sobie i pozwolić raz jeszcze, aby miłość zagościła w naszym życiu, bo każda jest inna, niepowtarzalna i wyjątkowa..

Ocena 
12-02-2018

Idealna na Walentynki

Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas. Czas, który spędzamy z najbliższymi, ciesząc się swoją obecnością i wyjątkową, niepowtarzalną rodzinną atmosferą. Jednak niestety nie każdy ma to szczęście. Eva, po śmierci swojej ukochanej babci, a tym samym swojej jedynej krewnej, przed świętami rzuca się w wir pracy, by choć trochę stłumić przygniatające ją poczucie straty i samotności. Podejmując się kolejnego zlecenia od pewnej zaprzyjaźnionej staruszki nie wie jeszcze wówczas, że wkrótce opanowująca Nowy Jork ogromna śnieżyca sprawi, że kobieta utknie na kilka dni w jednym z luksusowych apartamentowców z widokiem na Central Park - w dodatku nie sama. Lucas Blade, wnuczek staruszki, a tym samym pisarz słynący z bestsellerowych kryminałów również nie będzie zachwycony obecnością nieznajomej. Czy świąteczna magia sprawi, że ostatecznie będą w stanie się porozumieć?

"Marzenie jednej osoby jest koszmarem drugiej. Wszystko jest kwestią perspektywy."

Zacznę od tego, że jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Mimo, iż "Cud na Piątej Alei" jest to trzeci tom cyklu "Pozdrowienia z Nowego Jorku", spokojnie mogą po niego sięgnąć również osoby, które nie czytały poprzednich części, gdyż każda z nich przedstawia losy innej bohaterki. W pozycji tej prowadzona jest narracja trzecioosobowa, która moim zdaniem niestety sprawdziła się dosyć średnio. Ponadto historia przedstawiona jest z dwóch różnych perspektyw bez jakiegokolwiek wyraźnie zarysowanego podziału (np. rozdziałami), przez co z początku dosyć ciężko było mi się przyzwyczaić do tego typu rozwiązania.

Główni bohaterowie są jak ogień i woda. Eva to niepoprawna romantyczka, wciąż patrzącą na świat przez różowe okulary, pełna zarażającego otoczenie optymizmu i przede wszystkim wiary w ludzkie dobro. Dla niej szklanka zawsze jest w połowie pełna i w każdym człowieku jest w stanie dojrzeć nawet głęboko skrywane pozytywne oblicze. Z kolei Lucas jest jest całkowitym przeciwieństwem. Uszczypliwy, chłodny, sarkastyczny, skupiający się wyłącznie na własnych celach, w dodatku niezwykle zamknięty w sobie. Przelewający wszystkie negatywne emocje na papier, tworząc dzięki temu mrożące krew w żyłach światowej sławy kryminały, które Eva omija szerokim łukiem. Jednak jacy są naprawdę? Co usilnie starają się ukryć przed światem? Wydawać by się mogło, że tak skrajne charaktery i temperamenty nie będą w stanie się porozumieć. Wkrótce okazuje się jednak, że nie tylko tworzą niesamowitą, momentami wybuchową mieszankę, ale również wyciągają z siebie nawzajem skrywane gdzieś głęboko cechy osobowości. Również postaci drugoplanowe wywarły na mnie pozytywne wrażenie, wśród nich były przyjaciółki Evy, które okazały się niezwykle pogodnymi i nietypowymi kobietami oraz babcia Lucasa, podstępna staruszka z wielkim sercem i świetnym poczuciem humoru.

Styl Morgan jest bardzo lekki, pozbawiony długich i szczegółowych opisów, przystępny. Sama historia również nie należy do ambitnych, co więcej, autorka już na samym początku zdradza, że zakończenie należy do tych szczęśliwych, gdyż ona, podobnie jak główna bohaterka, jest niepoprawną optymistką. I szczerze? Kompletnie mi to nie przeszkadza. Po ten gatunek sięgam, gdy mam ochotę na chwilę się odprężyć, spędzić kilka godzin całkowicie oderwana od rzeczywistości, a ta pozycja z pewnością mi to zapewniła. Nie zabrakło w niej też sporej dawki dobrego humoru, a potyczki słowne między dwójką głównych bohaterów nie jeden raz sprawiały, że uśmiechałam się do kartek papieru, które bardzo szybko przepływały mi przez palce. Ponadto w tę budującą się stopniowo miłosną historię subtelnie wplątany został również wątek straty i ogromnej tęsknoty. Zarówno Eva jak i Lucas zmagają się z własnym bagażem doświadczeń, oboje stracili bliskie im osoby i wciąż do końca nie pogodzili się z ich odejściem.

Podsumowując, "Cud na Piątej Alei" to ciepła, romantyczna historia z zaśnieżonym Nowym Jorkiem w tle, która sprawdzi się idealnie na jeden wieczór przy lampce dobrego wina. Polecam głównie fankom tego gatunku, myślę, że na zbliżające się Walentynki to pozycja obowiązkowa ;)

Ocena 
12-02-2018

Cud na Piątej Alei

Czy święta Bożego Narodzenia zobowiązują do szczęścia i odnalezienia swojego miejsca? Wszechobecna radość zaczyna przytłaczać tych, którzy nie mogą liczyć na kontakt z bliskimi. I chociaż bardzo tego chcemy Święty Mikołaj nie jest cudotwórcą. Prawda?

Główna bohaterka nowej powieści Sarah Morgan na własnej skórze przekonała się, że okres świąt to nie jest łatwa sprawa. Eva - sympatyczna i bardzo pozytywna postać patrzy na świat przez różowe okulary. I przez to nie można jej nie polubić. Jest szczera w tym co robi i nastraja pozytywnie, aż chce się brać przykład z jej osoby i cieszyć drobiazgami. Jednak problem polega na tym, że życie jej niczego nie ułatwia. Chociaż dusza Evy wyrywa się w stronę wszelkiego romantyzmu i miłości świat postanowił pokazać jej, że nie jest łatwo odnaleźć prawdziwą miłość.

Polubiłam główną bohaterkę na tyle, że było mi przykro śledząc jej losy. Patrzyłam jak tęsknym wzrokiem podąża w stronę przyjaciółek w szczęśliwych związkach i chociaż nie poddawała się smutkowi - zaczynała powoli tracić nadzieję. Autorka lekko podeszła do tematu i przedstawiła problem na tle świąt, podczas których miłość nabiera mocniejszego wydźwięku. Opisała problem głównej bohaterki w sposób bardzo przyziemny i realny, przez co utożsamienie się z życiem Evie wielu czytelnikom nie będzie sprawiało problemu. Szczególnie biorąc pod uwagę kłębiące się w tle emocje: o utracie rodzinnego ciepła, gdy umiera ostatni członek rodziny bohaterki, o poczuciu samotności i braku możliwości zrozumienia ze strony najbliższych.

I chociaż wszystko przemawia za tym by była to powieść smutna i przygnębiająca wcale tak nie jest. Właściwie jeśli miałabym być szczera dawno nie czytałam tak pozytywnie nastawiającej do życia lektury. Evie - jak wspomniałam wcześniej - patrzy na świat bardzo pozytywnie i w cale nie ulega skrajnym emocjom. Szuka, bo wie że któregoś dnia szczęścia w końcu się znajdzie. Nie spodziewa się jednak, że los sam za nią wszystko zaplanował, bo pewnego dnia - gdy bohaterka prosi w liście do Świętego Mikołaja o prawdziwy romans - jej życzenia w końcu mają możliwość ujrzenia światła dnia. Zbieg okoliczności przywołuje śnieżycę nad Nowym Jorkiem, która więzi dziewczynę w jednym mieszkaniu z pesymistycznym autorem kryminałów. Których Evie nie znosi. I chociaż wszystko wskazuje na to, że być może to najgorszy dzień w życiu bohaterki - należy pamiętać, że przeciwieństwa się przyciągają. Mimo pesymizmu Lucas wprowadza do powieści urok, pojawiają się humorystyczne dialogi i sam czytelnik uśmiecha się w nadziei, że być może wszystko dobrze się zakończy.

"Cud na Piątej Alei" to lekka jak piórko powieść o tym, że miłość w życiu zawsze gra pierwsze skrzypce. Urocza i zabawna historia pełna subtelnych zwrotów akcji umili Wasz czas i sprawi, że poczujecie przyjemne ciepło w sercu. Bardzo lubię książki Sarah Morgan jednak uważam, że powyższa jest najlepszą i najbardziej udaną w serii - którą swoją drogą możecie czytać bez zachowania chronologii. Polecam - dla dobrego samopoczucia i szczęśliwych chwil.

Ocena 
12-02-2018

Magicznie i romantycznie

Wyobraźcie sobie dwoje zupełnie odmiennych od siebie osób, które zmuszone są spędzić ze sobą kilka dni. Ona – niepoprawna romantyczka, wieczna optymistka, nieco zbyt ufna, w każdym widzi dobre cechy. On – zamknięty w sobie introwertyk, nieco ekscentryczny, popularny twórca kryminałów, który zamyka się w swojej skorupie i nie dopuszcza do niej nikogo. Oboje stracili kogoś bliskiego. Ignorują rosnące między nimi napięcie, które wręcz elektryzuje. Co z tego wyniknie?

Zauroczyła mnie ta powieść. Żałuję, że nie miałam okazji jej czytać w okolicach Bożego Narodzenia, choć śnieżna aura za oknem zarówno u mnie, jak i u bohaterów powieści, jak najbardziej zachęca do zasięgnięcia po nią. Wiem, że zarys fabuły nie jest niczym nowym oraz nadzwyczajnym i że podobnych historii jest wiele, ale czasami człowiek ma ochotę sięgnąć po taką lekką pozycję, która rozgrzeje serce, zrelaksuje i zajmie nam wieczór lub dwa.

Uważam, że bohaterowie zostali bardzo dobrze nakreśleni. Ich odmienne charaktery równoważą się, gdyby oboje byli tacy sami, albo by się pozabijali, albo zanudzili czytelnika. Najbardziej przypadły mi do gustu ich przekomarzanki. Zdarzyło mi się zaśmiać w kilku miejscach, a rzadko która książka doprowadza mnie do takiego stanu. Co prawda Eva w pewnym momencie zaczyna być lekko irytująca, ale przymknęłam na to oko, by nie tracić przyjemności z czytania. Ach… Sama chętnie zamknęłabym się podczas śnieżycy z przystojnym Lucasem.

„Cud na piątej alei” jest trzecim tomem serii „Pozdrowień z Nowego Jorku”. Gdy po niego sięgałam, nie miałam pojęcia, że jest on kontynuacją. Nie stanowi to jednak żadnego problemu, ponieważ każda z książek opowiada losy innej bohaterki. Łączy je to, że są przyjaciółkami. Może w przyszłości sięgnę również po nie, by poznać losy Paige oraz Frankie. Wiem, że autorka napisała kolejną część cyklu, więc koniecznie muszę ją przeczytać.

Na koniec muszę zwrócić uwagę na szatę graficzną. Co prawda okładka jest bardzo ładna, ale kompletnie różni się od pozostałych dwóch. Moja dusza estety cierpi z powodu tej odmienności, nawet gdy patrzę na nie jedynie w Internecie.

„Cud na piątej alei”, to lekka, nieskomplikowana powieść. Nie wymaga od czytelnika głębokiej analizy ani zbytniego skupienia. Jestem pewna, że nie jednej czytelniczce umili czas, zwłaszcza tej, która ma duszę romantyczki. Polecam!

Ocena 
12-02-2018

Śnieżny NY

Ku mojemu zaskoczeniu (przez niedopatrzenie) „Cud na Piątej Alei” jest trzecią częścią cyklu „Pozdrowienia z Nowego Jorku”. Na szczęście, z tego co udało mi się dowiedzieć, znajomość poprzednich tomów nie jest wymagana, chociaż główni bohaterowie są w nich wspominani. Zdezorientowana byłam również przez kompletne niezgranie okładki z treścią – zdjęcie sugeruje na porę wiosenną, nawet letnią, a ponadto w opisie (powyżej) zaznaczono wyraźnie, że jest to okres przed Bożym Narodzeniem. Dodatkowo po przeczytaniu powieści, mógł się komuś nasunąć pomysł, aby wrzucić gdzieś na okładkę choć trochę śniegu, który odgrywa kluczową rolę w historii.

Była to moja pierwsza przeczytana książka autorstwa Sarah Morgan, więc nie miałam żadnych wygórowanych oczekiwań co do niej. Przez to głównie nie miałam czym się rozczarować, ale muszę dodać, iż historia nie jest ani wybitna, ani nie pozwala odkryć czegoś nowego. Historia Evy i Lucasa po prostu wyzwala w Czytelniku takie emocje, jakie właśnie powinna. Jest pełno (momentami może i za wiele) radości, którą główna bohaterka zaraża wszystkich dookoła pomimo swoich problemów, jednak pojawia się także kontrastowa postać, znakomity pisarz kryminałów, tkwiący w dławiącej go ciemności.

Pomimo tego, iż „Cud na Piątej Alei” ma doklejoną łatkę powieści obyczajowej (i romansu), nie wydaje mi się, by na co dzień działy się takie wydarzenia, które przedstawia autorka. Nie zrozumcie mnie źle, po prostu bohaterowie, jakimi są Eva i Lucas, wpasowują się dość dobrze w pewien schemat, gdzie kobieta przyczynia się do cudownego rozwiązania problemów faceta. Mimo wszystko nie zwracałam na to większej uwagi, ponieważ nie oczekiwałam od tej historii czegoś na wskroś realistycznego. Miałam nadzieję na pochłaniającą lekturę oraz chwilowe oderwanie od rzeczywistości i to dostałam. Czego chcieć więcej? Prosta i przewidywalna fabuła, brak chaosu – przepis na dobrą, niezobowiązującą lekturę.

https://oxu-czytanie.blogspot.com/2018/02/cud-na-piatej-alei-sarah-morgan.html

Ocena 
12-02-2018

http://zapatrzonawksiazki.pl/2018/02/11/cud-na-piatej-alei-sarah

Cud na Piątej Alei wciągnął mnie tak bardzo, że nie odłożyłam książki, póki nie dotarłam do ostatniego zdania o 4 nad ranem. To chyba najlepsza rekomendacja dla tego tytułu, prawda? To ciepła opowieść, która otula jeszcze świąteczną i zimową pierzynką, pod którą skrywają się również historie dwóch cierpiących dusz. Ludzi, którzy na swój sposób radzą sobie z cierpieniem. Śmiałam się i rozczulałam w trakcie czytania tyle razy, że nie sposób zliczyć, ale też razem z nimi przeżywałam ich rozpacz. Będę wracać do tego tytułu, a i poprzednie części mam zamiar nadrobić.

Kopciuszek w Nowym Jorku

Ocena 
11-02-2018

Cud na Piątej Alei

Sarah Morgan to autorka optymistycznych i romantycznych powieści z pozytywnym zakończeniem, z którą po raz pierwszy spotkałam się czytając "Cud na Piątej Alei". Jest to trzeci tom cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku. Książka od razu przyciągnęła mnie swoją okładką. A co z zawartością? Dawno po przeczytaniu książki nie miałam tak mieszanych odczuć.

Uwięzieni

Bohaterowie „Cudu na Piątej Alei” to dwa różne charaktery. Eva to niepoprawna romantyczka, marzycielka i optymistka, dla której szklanka jest zawsze do połowy pełna. Lucas to cyniczny i pesymistyczny pisarz mrocznych historii. W Nowym Jorku, tuż przed Bożym Narodzeniem ich ścieżki krzyżują się i zostają uwięzieni w jednym mieszkaniu, gdy za oknem szaleje śnieżyca. Co łączy tych dwoje? Nic. Co ich dzieli? Wszystko. A jednak jakimś cudem ich historia skończy się szczęśliwie.

Optymistka i pesymista

Uwielbiam czytać historie, w których główny bohater jest pisarzem i pracuje nad własną powieścią, dlatego z przyjemnością przyglądałam się losom Lucasa, który cierpi na blokadę twórczą. To jego postać trzymała mnie przy książce Sarah Morgan. Lucas to przeciwieństwo Evy. Pisze kryminały, jest pesymistą a w ludziach doszukuje się najgorszego. Dlaczego stał się tak zgorzkniały? Lucas stracił żonę i nie potrafi ponownie zaufać swojemu sercu. Do czasu, gdy w jego życiu pojawia się romantyczka Eva.

Główna bohaterka niestety nie przypadła mi do gustu. Eva to kobieta sukcesu. Biznes, który założyła wraz z przyjaciółkami już po pół roku odniósł ogromny sukces. Jakby tego było mało, Eva jest jeszcze wziętą blogerką kulinarną i youtuberką. Na pierwszy rzut oka, Eva to osoba, którą można polubić, a dlaczego ja tego nie zrobiłam? Zastanawiałam się, w jaki sposób główna bohaterka stała się blogerką, skoro otwarcie przyznaje się, że z ogromnym trudem przychodzi jej napisanie 100 słów, a w pracy blogera umiejętność pisania do podstawa. Eva mimo swojego wieku i zawodu zachowuje się niczym nastolatka. Jest bałaganiarą, gadułą, która najpierw mówi a potem myśli a do tego ma problemy z porannym wstawaniem. Myślę, że gdyby nie jej przyjaciółki, biznes, który prowadzi, upadłby już w ciągu pierwszego miesiąca. Jednak czarę goryczy przelała jej wypowiedź na balu w Hatelu Plaza, która brzmiała tak:"Zupełnie jakbyśmy znaleźli się w Narnii. Jakie to śmieszne, że używają sztucznego śniegu, choć tyle prawdziwego leży na dworze.” W tamtym momencie zaczęłam wątpić w inteligencję głównej bohaterki.

Widmo Nowego Jorku

Akcja powieści rozgrywa się w Nowym Jorku, w mieście, które tętni życiem i nigdy nie zasypia. Niestety w żadnym calu nie poczułam tego klimatu. Jedynym elementem sugerującym, że bohaterowie żyją w tym mieście jest wzmianka o Central Parku i Piątej Alei. Niestety w tej książce to miasto nie żyje, a czytelnik nie jest w stanie sobie go wyobrazić. Ale nie tylko Nowy Jork został obdarty ze swojego uroku. Autora także nie raczyła wysilić się w kwestii opisu balu, który ma miejsce w książce, a brzmi on tak: „Hotel Plaza udekorowano jak pałac Królowej Śniegu. Nie brakowało nawet rzeźb lodowych lśniących w migotliwym świetle lampek choinkowych”. Najwidoczniej Sarah Morgan założyła, że każdy wie jak wygląda Nowy Jork, Hotel Plaza oraz pałac Królowej Śniegu, dlatego już nic więcej nie trzeba dodawać.

Podsumowanie

„Cud na Piątej Alei” to książka, która wywołała u mnie mieszane uczucia. Historia Evy i Lucasa nie jest skomplikowana, lecz z ciekawością śledziłam ich losy. Historia Lucasa oraz zmiana jaka w nim zaszła podobały mi się najbardziej. Niestety postać głównej bohaterki przeważnie działała mi na nerwy. Ubogi opis miejsc albo ich zupełny brak jest dla mnie największym rozczarowaniem. Czy ta książka jest dla ciebie? Jeśli szukasz lektury na niedzielne popołudnie o nieskomplikowanej i lekkiej fabule z pozytywnym zakończeniem, to myślę, że "Cud na Piątej Alei" przypadnie Ci do gustu.

http://www.mowmikate.pl/2018/02/recenzja-sarah-morgan-cud-na-piatej-alei.html

Ocena 
11-02-2018

Cud na piątej Alei

Eva to niepoprawna romantyczka. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Jej wymarzony mężczyzna to ideał męskiego piękna, a jak się zakocha to na zabój.

Przed świętami dostaje zlecenie aby udekorować dom poczytnemu pisarzowi, który w tym czasie ma pisać swoją kolejną powieść w domku w górach. Pech chce, że Lucas jest w domu i za nic w świecie jego nastrój nawet trochę nie jest zbliżony do świątecznej euforii Evy. Tych dwoje ma zupełnie różne spojrzenie na świat i inne charaktery. On nienawidzi świąt i jest skryty, ona je uwielbia i to co ma w głowie zaraz opowiada. On jest wycofany ona lgnie do ludzi. Można by tak wymieniać bez końca, ale jest też jedno co ich łączy. Samotność.

"Cud na Piątej Alei" to książka idealna na święta. Ja czytałam ją teraz w styczniu i już nie tak fajnie się czyta o spadających płatkach śniegu i choince. Mimo to fajnie było poczuć atmosferę świąt.
Co do samej fabuły, nie jest ona zbyt angażująca czytelnika, ale czyta się szybko. Gorzej z główną bohaterką, bo ona niesamowicie mnie irytowała. Gdyby nie Lucas, chyba bym nie przetrwała tego jej gadania.

Jeżeli macie ochotę na tego typu książkę, to przeczytajcie i sprawdźcie jaki cud wydarzył się na Piątej Alei.

Ocena 
11-02-2018

Było przyjemnie. nic więcej.

Będąc zupełnie szczerą, kiedy sięgam po książki takich autorek jak Morgan, Dessen czy Moseley nie oczekuje niczego poza lekką, ewentualnie trochę irytującą rozrywką. W przypadku trzech książek ze zdjęć, dostałam dokładnie to na co się nastawiałam. Lekkie, niewymagające myślenia książki, idealne dla zapracowanych kobiet lubujących się w romansach. Taki trochę efekt hiszpańskiej inkwizycji, gdzie niby się nie spodziewaliście, a jednak trochę oczywiste motywy były. Autorka we wszystkich książkach, jakie przeczytałam utrzymuje ten sam poziom lekkiej narracji, całkiem dobrze wykreowanych postaci i oczywistego schematu wydarzeń. Nie narzekam, bo tego się spodziewałam. Było przyjemnie, lekko i tak po prostu. Nie było to nic wybitnego, ale jednocześnie warto złapać zarówno Cud na Piątej Alei, jak i Bezsenność na Manhattanie czy Zachód słońca w Central Parku. To tak poziom wyżej od Harlequina, a jednocześnie nie jest to tak brukowe jak może się wydawać. O ile zrozumiecie co miałam na myśli. Każda książka mogła być lepsza, bardziej dopracowana, ale hej. Ja tu jestem tylko od dzielenia sie swoją opinią, a wy z nią zrobicie co chcecie.

Ocena 
09-02-2018

Recenzja

"(...) Powinniśmy przejść na ty. Jestem Lucas cyniczny autor kryminałów.
- Eva, niepoprawna romantyczka. Miło mi cię poznać".

Eva to niepoprawna romantyczka, która wierzy w miłość oraz w to, że w ludziach tkwi dobro. Zawsze widzi szklankę do połowy pełną, nawet wtedy, kiedy ludzie ją zawodzą.
Lucas to z kolei cynik, który w ludziach widzi zło i haniebne zamiary. Od kilku lat żyje w żałobie, wiedząc, że życie go złamało. Pewna, niewielka intryga sprawia, że ścieżki ich obu się ze sobą splatają. Śnieżyca, która panuje w Nowym Jorku sprawia, że obydwoje zostają odcięci od świata w mieszkaniu autora kryminałów.
Czy wrażliwa Eva i arogancki Lucas wytrzymają ze sobą w tym samym pomieszczeniu?

Bardzo wyczekiwałam historii Evy. Te poprzednie "Zachód słońca w Central Parku" oraz "Bezsenność na Manhattanie" bardzo mi się podobały. Jednak Eva, pomimo tego, że była drugoplanową postacią, najbardziej zaskarbiła sobie moje serce.
Eva i Lucas to woda i ogień, ale łączy ich jedno - strata bliskiej osoby i żałoba po niej.
Przyznam, że dla mnie książka niestety była dosyć nudna. Zabrakło tu jakieś akcji, dramatów, czegoś, co w jakiś sposób wpłynie na dynamiczność fabuły. Również nie wyczuwałam iskier pomiędzy głównymi autorami. Były jakieś, ale słabe. Nie było niczego, co mogłoby sprawić, że ta książka będzie wyjątkowa, a szkoda. No i przyczepię się do jednej rzeczy. Narracja była prowadzona na przemian z perspektywy Lucasa i Evy, ale z racji tego, że nie było to w jakiś sposób podkreślone, czy podpisane u góry imieniem,to podczas czytania książki byłam nagle przerzucona z jednej głowy do góry. Myślę, że to w dużej mierze odbiło się na płynności książki, bo ten zabieg niekiedy wybijał mnie z czytania.

Jednak "Cud na Piątej Alei" to lekka i przyjemna w czytaniu książka, w sam raz na wieczór. Pomimo wszystko lektura tej książki mnie wciągnęła, bo Eva to taka urocza, energiczna postać, obok której nie można przejść obojętnie. Dialogi są niekiedy zabawne, ironiczne i pełne przekomarzań, a autorka zaserwuje w nich odrobinę życiowych cytatów. Myślę, że ta książka będzie idealna dla osób, które liczą na niezobowiązującą lekturę, albo dla tych, którzy nie mają wielkich oczekiwań. Z pewnością nie znajdziecie tu cukierkowego romansu, bo bohaterowie starają się uciec od tego, co do siebie zaczynają z czasem czuć.

Ocena 
08-02-2018

dobra!

Książka bardzo dobra dla fanów romansów. Pierwszy raz sięgnęłam po Sarah Morgan, choć wcześniej miałam takie możliwości. Nie przykuwałam szczególnej uwagi do jej książek, aż do teraz. W moje ręce wpadł Cud na Piątej Alei. Opis kusił, oj kusił. Najbardziej przyciągnęła mnie wzmianka, że Lucas, główny bohater, jest pisarzem.
Akcja rozgrywa się w Nowym Jorku w czasie zimy – dokładniej świąt. Idealnie, bo można poczuć tę amerykańską magię na kartkach stron. Słuchajcie, niedługo Walentynki, więc to ten moment, gdy możecie sięgnąć po Cud na Piątej Alei, bo wpasowuje się w odpowiedni nastrój.
Eva jest bardzo energiczną i pozytywną postacią, choć denerwowały mnie niektóre jej wyrażenia. Miałam wrażenie, że to jakieś patos... Jestem przeciwniczką robienia na siłę z bohatera kogoś kto używa trudnych słów i określeń, bo to brzmi nienaturalnie i sztucznie. Niestety w paru scenach byłam zdziwiona i myślałam sobie "halo, halo, nikt tak nie mów, wyluzuj".
Jednak Eva zarobiła plusy poczuciem humoru. Przy tej książce nie raz i nie dwa uśmiechnęłam się do siebie, będąc rozbawiona. Połową sukcesu był Lucas, który jest strasznie upartym facetem, umiejącym zripostować gadaninę Evy. Ich chemia podtrzymywała całą akcję, która w zasadzie dzieje się przede wszystkim w apartamencie Lucasa. Podobała mi się ich relacja, z każdym rozdziałem inna, zmieniona.
To jest dobra powieść dla miłośników romansów. Ma wątek łóżkowy, ale pociągnięty delikatnym muśnięciem, bez ciężkich opisów, które zniechęcają lub obrzydzają czytelnika. Ja byłam w pełni zadowolona, czytając o losach Evy i Lucasa. Lucasa pokochałam na samym początku i do końca mu kibicowałam.
Cud na Piątej Alei jest książką, którą czyta się z przyjemnością, ale raczej jest na jeden raz. Robi dobre wrażenie. No własnie, ale gdybyśmy mieli wracać do każdej książki, która nam się podobała, to zabrakłoby nam życia. Dlatego tę powieść zaliczam do udanych, lecz nie takich, które będę chciała czytać raz jeszcze.
Polecam, jasne, że polecam. To była miła i zabawna historia. Cieszę się, że mogłam się trochę pośmiać przy dialogach bohaterów. Lucas czasem był taki słodziutki, że się rozpływałam (choć to autor kryminałów, ale ciii).

Ocena 
06-02-2018

Cud na Piątej Alei

Eva jest nieuleczalną romantyczką, która patrzy na świat przez różowe okulary i roztacza wokół siebie radość i pozytywną energię, gdziekolwiek tylko pójdzie. Wierzy w prawdziwą miłość i szczęśliwe zakończenia. Jednak nawet ona ma gorsze momenty, kiedy odczuwa dotkliwy brak ukochanej babki, która była jej jedyną rodziną, i czuje się samotna wśród przyjaciółek, które dawno odnalazły już swoje drugie połówki. Nadchodzi jednak Boże Narodzenie, a świąteczny czas pełen jest cudów…

Szczęśliwy (lub wręcz przeciwnie) zbieg okoliczności sprawia, że potężna śnieżyca więzi Evę w jednym mieszkaniu z chłodnym i cynicznym światowej sławy pisarzem kryminałów, których tak nie znosi. Ona widzi świat w jasnych barwach i nienawidzi przemocy i strachu, zaś on zręcznie wplata makabryczne zbrodnie i krwawe morderstwa do swoich powieści. Wydaje się, że Eva nie mogła trafić gorzej…

Po książki takie jak Cud na Piątej Alei zawsze sięgam z ogromnym zapasem wątpliwości – nie czytam romansów i powieści tego gatunku prawie zawsze omijam szerokim łukiem. Na hasło „powieść z wątkiem romantycznym” w mojej głowie od razu pojawiają się skojarzenia z płytką, banalną fabułą i bezmózgimi bohaterami, którzy kończą ze sobą w łóżku po 5 minutach znajomości. Nic nie poradzę na to, że nie jestem romantyczką z natury i uprzedzenie do romansów zaszczepiło się we mnie na dobre. A jednak istnieją wyjątki od reguły…

Jak to zwykle w książkach tego typu bywa, fabuła nie jest niczym odkrywczym – kobieta, dzięki niesprzyjającym warunkom atmosferycznym, ląduje uwięziona w jednej przestrzeni z mężczyzną, który na pierwszy rzut oka różni się od niej niemal wszystkim. Jak się szybko okazuje, parę głównych bohaterów łączy szybko rozwijające się uczucie, ale także wspólne doświadczenie utraty kogoś bliskiego. Jest to scenariusz, z którym spotkałam się już co najmniej kilka razy, jednak – ku mojemu zdziwieniu – książka Sarah Morgan nie okazała się kolejną nędzną opowiastką o miłości, którą miałabym ochotę jak najprędzej wyrzucić przez okno. Nie znaczy to jednak, że od dzisiaj zacznę czytać romanse – co to to nie! Ale odkryłam w tej historii kilka prawdziwych zalet, które nie pozwalają mi skreślić jej całkowicie.

Myślę, że każdy książkoholik naturalnie byłby zainteresowany motywem pisarza pojawiającym się w powieści. W Cudzie na Piątej Alei był to jeden z ciekawszych wątków, tym bardziej, że mamy do czynienia z Lucasem – autorem, który cierpi na stały brak weny, a dopiero pojawienie się nieznajomej Evy staje się dla niego inspiracją do stworzenia nowej powieści. Kobieta jest jednak dla niego czymś więcej niż niespodziewanie odkrytym natchnieniem – nieświadomie zmusza go, aby ruszył z życiem do przodu i przerwał kilkuletni stan żałoby, w którym trwał od śmierci żony.

Bohaterowie tej historii są zaskakująco skomplikowani. Ich przeszłość odcisnęła trwały ślad na ich psychice i charakterze, co sprawia, że skrywają znacznie więcej sekretów, niż można by sądzić na pierwszy rzut oka. Lucas był postacią, która najbardziej przypadła mi do gustu – w pewnych aspektach był bardzo podobny do mnie, dlatego potrafiłam go bez przeszkód zrozumieć. To właśnie do tego zamkniętego w sobie mężczyzny było mi bliżej niż do radosnej jak skowronek Evy.

Prawdą jest to, że nie jest to powieść zbyt ambitna i prawdopodobnie za kilka dni nie będę jej już zbyt dobrze pamiętać. Jednak w trakcie lektury łapałam się na tym, że uśmiechałam się jak głupia i wybuchałam śmiechem w odpowiednich momentach, co jest dla mnie niezwykłe, gdyż rzadko kiedy książki tego gatunku wzbudzają we mnie jakiekolwiek emocje poza irytacją. Cud na Piątej Alei był idealną lekturą, aby się odprężyć, pośmiać i pomarzyć o miłości. Na pewno nie jest to książka, po którą sięgnęłabym kolejny raz (jeśli kiedykolwiek to zrobię, wiedzcie, że dzieje się ze mną coś złego!), ale jak na jednorazowe czytanie była całkiem niezła. Dialogi między bohaterami prowadzone były w zabawny, figlarny sposób, a historia była na swój sposób urocza, jednak nie aż tak, żebym miała denerwować się z powodu nadmiaru słodyczy.

Cud na Piątej Alei to powieść, która spodoba się niepoprawnym romantyczkom, nietracącym wiary w wielką i nieustającą miłość. Jest jednak na tyle humorystyczna i wciągająca, że nawet takiemu przeciwnikowi romansów jak ja może przypaść do gustu. Nie będzie to moja ulubiona lektura, jednak jak na swój gatunek była całkiem przyjemna.

booksofsouls.blogspot.com

Ocena 
05-02-2018

świąteczna historia z wiosenną okładką

Zacznę od tego, że okładka nijak ma się do treści. Nie pasuje też do pozostałych okładek z serii Pozdrowienia z Nowego Jorku. Jakby tego było mało, przywodzi na myśl raczej powieść młodzieżową (w każdym razie ja się czegoś takiego spodziewałam), a tymczasem to romantyczna historia o dwóch dorosłych osobach, doprawiona szczyptą pikantnych scen.
Akcja powieści dzieje się w grudniu, przed Bożym Narodzeniem. Szalejąca na zewnątrz śnieżyca sprawia, że główna bohaterka niespodziewanie musi spędzić noc, a nawet kilka nocy, w mieszkaniu nieznajomego, a przy tym diabelnie seksownego pisarza. Eva prowadzi razem z przyjaciółkami firmę eventową i w ramach zlecenia otrzymanego od babci Lucasa ma udekorować jego mieszkanie i zapełnić lodówkę przysmakami. Obecność pana domu komplikuje sprawy, ale dziewczyna chce wywiązać się z zadania – nie tylko dlatego, że taka z niej obowiązkowa osoba. Rok temu odeszła jej babcia i Eva nadal nie doszła do siebie. Boże Narodzenie jest dla niej szczególnym i trudnym okresem, dlatego nie chce być sama.
Lucas z kolei oddałby wiele, żeby spędzić święta w samotności. Trzy lata wcześniej zginęła jego żona i od tamtej pory szczerze nienawidzi świąt. Eva wnosi jednak do jego mieszkania ciepło i rozgardiasz, które rozgrzewają jego zlodowaciałe serce. Popularny pisarz kryminałów nie pozostaje również nieczuły na kobiece kształty ślicznej blondynki. A Eve, skończona romantyczka, mimowolnie wyobraża sobie, jakby to było znaleźć się w silnych ramionach Lucasa…
Na początku książki znajduje się napisany przez autorkę wstęp, w którym deklaruje, że jest optymistką i lubi szczęśliwe zakończenia. Okej, fajnie, ale przez to ta przewidywalna książka robi się jeszcze bardziej przewidywalna. Trudno spodziewać się wielkich zwrotów akcji w romansie, no ale jednak można by wrzucić taką przemowę na koniec.
Eve, podobnie jak autorka, jest optymistką, a przy tym nieuleczalną romantyczką. Choć autorka starała się nadać jej jakiś głębszy rys psychologiczny, moim zdaniem bohaterka wyszła średnio wiarygodna. Burkliwy Lucas przypominał za to pana Darcy’ego (Eve nawet podarowała mu Dumę i uprzedzenie). Zabójczo przystojny, bogaty i cyniczny – takie cechy mu się dostały. W sumie nic ciekawego. W dodatku autorka dużo pisze o napięciu seksualnym między bohaterami, ale zupełnie go nie czuć. Jednak samo pisanie, że między bohaterami iskrzy, to trochę za mało, żeby czytelnik poczuł, że rzeczywiście iskrzy.
Cud na Piątej Alei to jedna z tych książek, na temat których trudno się rozpisać. To typowy romans, który niczym nie zaskoczy. Czyta się to dobrze, autorka ma niewymagający styl, tłumaczka też się spisała. Także jeśli szukacie czegoś niewymagającego i lubicie ten gatunek, możecie sięgnąć, ale nie spodziewajcie się fajerwerków.

Ocena 
05-02-2018

Cud na Piątej Alei

Książka ta niestety zaliczyła olbrzymie spóźnienie, pojawiając się na polskim rynku dopiero w styczniu 2018 roku. Byłaby, natomiast wspaniałą pozycją w trakcie bożonarodzeniowego okresu, na prawdę pozytywnie wyróżniającą się pośród zbioru smutnych świątecznych książek, jakie ukazały się w grudniu.

Bohaterką trzeciej części cyklu "Pozdrowienia z Nowego Jorku" jest Eva - niepoprawna romantyczka, która ciągle czeka na swojego księcia na białym rumaku. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia - dla niej szczególnie ciężki okres, ze względu na wspomnienia o niedawno zmarłej babci, która ją wychowała. Ratunkiem ma się okazać natłok pracy w Urban Gene - firmie, której jest współwłaścicielką. Jednym ze zleceń jakie Eva realizuje jest przygotowanie mieszkania poczytnego autora horrorów do świąt Bożego Narodzenia, w trakcie jego nieobecności.

Niespodziewanie, gdy dziewczyna przyjeżdża do luksusowego apartamentu, okazuje się, że jego właściciel jest na miejscu i jest bardzo niezadowolony z tego, co Eva ma zamiar zrobić. Jednak w trakcie ich wspólnego popołudnia i wieczoru, Lucas wpada na pomysł uczynienia z Evy pierwowzoru dla bohaterki swojej najnowszej powieści. Dziewczyna jest więc mu koniecznie potrzebna, aby inspirowała go do dalszej pracy.

Lubię książki, gdy bohaterowie zdani są tylko na swoje właśnie towarzystwo, gdy są gdzieś uwięzieni, lub zgubili się w buszu. Tutaj mój ulubiony motyw w pewnym sensie został wykorzystany, choć wcale nie jest tak, że Eva nie mogłaby opuścić mieszkania Lucasa. Z pewnych względów decyduje się jednak zostać. Dzięki czemu możemy obserwować całe spektrum relacji między bohaterami: począwszy od wrogości, poprzez niewinne przekomarzanie się, sympatię, przyjaźń, namiętność, ponownie wrogość, aż po szczęśliwe zakończenie przepełnione miłością.

W książce autorka zastosowała trochę bożonarodzeniowych chwytów- ubieranie choinki, śpiewanie kolęd, pieczenie pierniczków. Jest też zimowy bal charytatywny, jest śnieżyca, jest lepienie bałwana - same fajne motywy, idealnie wpasowujące się w konwencję gatunku, jaki reprezentuje książka. Dzięki temu atmosfera w tym romansie jest bardzo przyjemna, czasem lekka i zabawna, czasem znów wzruszająca.

Bardzo żałuję, że nie przeczytałam tej książki w grudniu. Ale nic straconego. Mogę przecież zrobić sobie z niej powtórkę za jedenaście miesięcy. Zdecydowanie wpisuję ją na moją listę świątecznych romansów.

Ocena 
03-02-2018

Samotni w wielkim mieście.

Cud na piątej Alei to trzecia część w cyklu Pozdrowienia z Nowego Jorku Sarah Morgan. Powieść utrzymana jest w aurze zimowej i świątecznej. Tym razem z trzech przyjaciółek główną bohaterką powieści jest Eve Jordan oraz wspominany we wcześniejszych tomach tajemniczy pisarz Lucas Blade.
Akcja powieść rozpoczyna się kilka tygodni przed świętami Bożego Narodzenia, oczywiście w Nowym Jorku, gdzie Paige, Frankie i Ev z powodzeniem prowadzą firmę Urban Genie. Mimo natłoku zdań Eve postanowiła wykonać zlecenie swej starszej przyjaciółki Mitzi, która zatrudniła ją, aby pod nieobecność wnuka zadbała o świąteczny nastrój w apartamencie i zasoby jedzenia w jego lodówce. Lukas, autor mrocznych thrillerów kryminalnych, miał wówczas być w Vermoncie. Tyle tylko, że Ev zastaje go w jego mieszkaniu. Mimo nieporozumienia, postanawia nawet wbrew życzeniom Lukasa, wykonać powierzone jej zlecenie. Wkrótce Lukas odkrywa, że osobowość Ev staje się dla niego inspiracją i natchnieniem, a jej obecność w mieszkaniu wyzwala go z niemocy twórczej.
Eva, wychowana przez babcię, jest otwarta, ciepła, pełna optymizmu, gadatliwa, szczera do bólu. W jej życiu brakuje jedynie miłości i księcia z bajki, o czym potrafi zresztą rozmawiać. Wierzy w spełnienie marzeń, w dobroć i życzliwość innych ludzi. Jest też znakomitą kucharką i autorką poczytnego bloga. Z kolei Lukas jest samotnikiem, który nie potrafi odnaleźć się od wypadku swojej żony, Sallyanne. Nie znosi śniegu, świąt Bożego Narodzenia, nie wierzy w miłość, w dodatku jest pesymistą i cynikiem. Stanowią więc skrajne przeciwności, a mimo to Lukas decyduje się bardziej poznać Ev, tym bardziej, że zamieć śnieżna szaleje w Nowym Jorku.
Cud na piątej Alei to taka współczesna baśń o Kopciuszku w zimowej scenerii Nowego Jorku. Jest świąteczna magia, wsparcie najbliższych przyjaciół i rodziny oraz romantyczny wątek. Dialogi, jakie stworzyła Sarah Morgan są pełne humoru, przekomarzań i ciekawych rad, które w codziennym życiu należałoby zagubione na powrót odnaleźć. Jest to ciekawa i dobrze napisana romantyczna powieść bożonarodzeniowa.


http://slowemmalowane.blogspot.com/2018/02/sarah-morgan-cud-na-piatej-alei.html

Ocena 
02-02-2018

Odważ się zaufać miłości

Ze wszystkich trzech kobiet tworzących firmę Urban Genie to właśnie Eva jest największą romantyczką i wielką wyznawczynią miłości. A mimo to nadal jest sama, podczas gdy jej przyjaciółki tworzą szczęśliwe związki. Szczególnie trudnym dla niej czasem jest grudzień i przygotowania do Bożego Narodzenia. Odkąd zmarła wychowująca ją babcia, jest to czas dużo bardziej samotny niż reszta roku. Jednak tym razem Eva nie ma czasu na użalanie się nad sobą. Musi zrealizować zlecenie: przystroić świątecznie nowojorski apartament Lucasa Blade’a. Zlecająca jej to zadanie babcia Lucasa zapewniała ją, że właściciel będzie przebywał w tym czasie w Vermoncie. Szybko okazuje się jednak, że Eva nie będzie przez te kilka dni sama, a niespodziewane towarzystwo dla obojga będzie sporym zaskoczeniem.

Całość recenzji dostępna pod adresem: http://zapach-ksiazek.pl/cud-na-piatej-alei/

Ocena 
01-02-2018

Recenzja

Twórczość Sarah Morgan doskonale trafiła w mój gust czytelniczy. Każda część cyklu "Pozdrowienia z Nowego Jorku" rozgrzała moje serce, wywołała łzy wzruszenia oraz uśmiech na twarzy. "Cud na Piątej Alei" nie był wyjątkiem, chociaż spodobał mi się mniej niż jego poprzedniczki. Dlaczego? To naprawdę trudne pytanie!
W "Cudzie na Piątej Alei" poznajemy historię Evy, nieuleczalnej romanytyczki oraz Lucasa, prawdziwego cynika. Są jak ogień i woda. Ona we wszystkich widzi dobro, on każdego podejrzewa o nieczyste zamiary. Dzieli ich wszystko, a łączy? Przypadek, przewrotny los oraz potężna śnieżyca. Zbieg okoliczności sprawia, że zostają zamknięci w jego mieszkaniu na kilka dni. Oderwani od świata, mają tylko siebie. Ale jak pełna optymizmu kobieta ma wytrzymać z pesymistycznym autorem kryminałów? Czy mogła trafić gorzej?
Evę poznałam w poprzednich częściach serii. Jej postać od razu przypadła mi do gustu. Jej niepohamowana wiara w miłość i dobroć jest czymś niezwykłym w dzisiejszym świecie. Dużo łatwiej spotkać cyników, niż optymistów, których radość życia wypełnia otoczenie. Kobieta straciła coś naprawdę cennego, a mimo to z podniesioną głową przyjmowała wszystko, co dawał jej los - za to ją podziwiam. Lucas, natomiast, był dla mnie zagadką. Nie wiedziałam czy go lubić, czy nienawidzić. Irytował mnie, wzbudzał litość, ale czasem również podziw.
Styl Sarah Morgan jest dość charakterystyczny, lekki, a zarazem płynny. Opisy nigdy nie są z długie, a dialogi pełne utarczek słownych (które kocham). Czytając "Cud na Piątej AleI" miałam wrażenie jakby książka wyszła spod pióra innego autora! Nie wiem czy to za sprawą tłumaczenia, czy działania samej autorki, ale styl zatracił swoją lekkością. Nie płynęłam przez historię tak, jak to było przy poprzednich częściach. Ponadto, książka została napisana z dwóch perspektyw: Evy i Lucasa, a zamiany narracji nie były wyszczególnione. Te dwa elementy w dużym stopniu wpłynęły na jakość lektury.
"Cud na Piątej Alei" to niezwykle klimatyczna książką. Zimowa aura doskonale kontrastuje ze wzrastająca, pomiędzy bohaterami, temperaturą. Napięcie rośnie, hormony buzują, a rozum toczy walkę z sercem. Historia Evy i Lucasa nie przypomina bajkowej miłości, ale ma w sobie więcej magii niż niejedna baśń. Jest naprawdę niezwykła i gdyby nie wpadka stylowa na pewno znalazłaby się w moich top!

Ocena 
31-01-2018

Czy cuda się zdarzają?

Sarah Morgan jest znaną pisarką optymistycznych romansów, ale dla mnie jest to pierwsze spotkanie z jej twórczością. Pierwsze ...a powieść jest trzecim tomem cyklu. Na szczęście seria skupia się na różnych historiach i głównych bohaterkach, więc nie odczułam braku dwóch wcześniejszych tomów.

Gafą jest też okładka, którą wydawnictwo chyba nie przemyślało...święta Bożego Narodzenia już za nami, ale powieść utrzymana jest w zimowo - świątecznym klimacie i wielka szkoda, że otoczka powieści nie ma na sobie białej szaty...

Wracając do książki główną bohaterką powieści jest Eva - romantyczka, optymistka i gaduła, która wierzy w dobroć ludzi i miłość a i oczywiście w księcia z bajki. Niestety jest sama i samotna. Babcia umarła a księcia jak nie było tak nie ma. Gdy przed świętami otrzymuje zlecenie udekorowania mieszkania pisarza kryminałów jest podekscytowana...nie spodziewa się jednak, że mieszkanie nie jest puste.
Lucas jest znanym pisarzem, ale dopadł go kryzys twórczy. Okłamał rodzinę i wydawcę, że wyjeżdża pisać, ale faktycznie ukrywał się w swoim mieszkaniu. Gdy do mieszkania wchodzi Eva, Lucas myli ją z włamywaczem...
Po wyjaśnieniu kilku spraw Lucas zaczyna czuć powracającą wenę, pomysły mnożą się jeden za drugim...jednak aby je rozwijać Eva musi być w mieszkaniu.
Z każdym kolejnym dniem pomiędzy bohaterami rodzi się napięcie i uczucie, ale...
Czy Lucas będzie w stanie pokochać po raz drugi? Czy Eva uzna mrocznego Lucasa za swojego księcia z bajki?

Fabuła powieści jest dość ciekawa, romantyczna. Jednak nie wiem czy mam doczepić się do tłumaczenia czy stylu pisarki, ponieważ - szczególnie początek- jest beznadziejny. Z czasem zaczyna się poprawiać i wydarzenia oraz bohaterowie nie sprawiają wyrażenia płytkich, ale ten wstępny niesmak pozostaje.

Płytka - taka początkowo wydała mi się główna bohaterka. W sumie to nie wiem ile lat ma Eva, autorka w tym tomie nie zdradza ile wiosen mają bohaterowie - ale chwilami zachowuje się bardzo dziecinnie. Jej osobowość może nie jest zła, ale jakoś nie jestem fanką tej postaci.Choć po części bohaterka ma wiele cech, które i ja posiadam, aczkolwiek nie zawsze uważam je za plusy - jak gadulstwo. No i ja nie jestem ufna dlatego też nadmiar naiwności bohaterki, jej płaczliwy charakter trochę obniżył moją sympatię względem niej.
Lucas jest dość mrocznym, zamkniętym w sobie osobnikiem. Największą wadą jego osobowości jest tchórzostwo przed ryzykiem, ryzykiem związanym z zakochaniem się. Ogólnie jest dość poważnym mężczyzną i może dlatego go polubiłam. Ma w sobie dwie osobowości i to jest na plus.

Powieść rozgrywa się w bardzo szybkim tempie. Jeśli chodzi o klimatyczną stronę utworu - jak najbardziej jest na plus. Odczuwa się napięcie pomiędzy bohaterami, a nawet zimowo - świąteczny klimat, ale...Powieść jest za krótka, brakuje jej większej ilości dramatów, komplikacji i wielkiego finału...choć taki jak stworzyła autorka nie był zły.
Niestety fabuła jest przewidywalna i już po zapoznaniu się z kilkoma stronicami, można domyśleć się zakończenia.

"Cud na Piątej Alei" nie należy do powieści, o której można się dużo rozpisywać, gdyż fabuła jest bardzo prosta. Utwór napisany jest też stylem niewymagającym uwagi, łatwym w czytaniu. Wydarzenia skupiają się na parze głównych postaci, miejsce wydarzeń to mieszkanie Lucasa w przeważającej mierze. Narratorami na przemian są Eva I Lucas.

"Cud na Piątej Alei" to powieść prosta, szybka w czytaniu, niewymagająca skupienia. Jest to romans na jeden wieczór, który nie wywołuje przyśpieszonego bicia serca, ale dobrze umila czas.

Napisz recenzję

Napisz recenzję