Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Kolor samotności
Autor Rhiannon Navine
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 17-10-2018
Ilość stron 336
Oprawa Miękka
ISBN 9788327637253
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
10-12-2018

D-O-S-K-O-N-A-Ł-A

piękna, mądra, napisana z wielką wrażliwością książka

Ocena 
09-12-2018

Wzruszająca

Kolor samotności doprowadził mnie do łez. Myślę, że jest to jeden z ważniejszych tytułów tego roku i dziwi mnie to, że o tej książce jest u nas tak cicho.


Zach ma sześć lat i chodzi do szkoły razem ze swoim starszym bratem. Pewnego dnia do szkoły wpada napastnik i zabija kilkanaście osób, w tym brata Zacha. Zrozpaczeni rodzice zapominają o swoim młodszym synie, wręcz odpychając go, uznając, że dziecko niewiele rozumie. Jednak Zach doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się stało i próbuje swoimi słowami opisywać co czuje i widzi.

Książka pewnie byłaby jedną z wielu, które poruszają taką tematykę, ale ta jest napisana językiem dziecka i chyba właśnie to tak naprawdę mnie w niej urzekło. Powieść pokazuje jak dziecko radzi sobie w samotności z trudnym tematem śmierci brata - od strachu przez nienawiść po radość. Niesamowita gama uczuć i emocji, które próbuje samemu zrozumieć.

Polecam Wam lekturę tej historii na zimowe wieczory - myślę, że taka refleksyjna powieść jest idealna, kiedy za oknem jest szaro, buro i ponuro. Czasami nie wiemy jak rozmawiać z dziećmi o śmierci, ponieważ wydaje nam się, że one niewiele z tego rozumieją. Wręcz przeciwnie rozumieją bardzo dużo, tylko nie potrafią tego wyrazić.

Ocena 
06-12-2018

Najlepsza!

Świetna książka i chociaż trudna, warta przeczytania. By móc spojrzeć na życie dziecięcym okiem, by zobaczyć, w jaki sposób z dziećmi, w obliczu tragedii, żałoby, NIE rozmawiać. Porusza te najgłębiej skrywane emocje. Jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku.

Ocena 
03-12-2018

Wulkan emocji

Od momentu, kiedy przeczytałam pierwsze zdanie opisu tej książki byłam pewna, że odłożę na rzecz tej pozycji wszystkie inne, choć zalegający na parapecie stosik już dawno skradł bo całkowicie. Parapet, rzecz jasna.

A mimo to bałam się tej książki, głównie z jednego powodu - narracji dziecka, którą łatwiej niż jakąkolwiek inną popsuć choćby jednym, nietrafionym elementem.

Zach to wrażliwie, pozostawione samo sobie dziecko, które po rodzinnej tragedii stara się poradzić ze swoimi demonami na swój sposób. Niekoniecznie trafiony, ale czego spodziewać się po sześciolatku. Co prawda niejednokrotnie odniosłam wrażenie, że jak na dziecko w tym wieku jest mocno samodzielny, trzeźwo myślący i dojrzalszy niżeli powinien być taki chłopiec. Ale może to kwestia tego, że kiedy rodzice sami nie radzą sobie ze sobą, dziecko w pewnym sensie musi dojrzeć, by zadecydować o sobie, choćby na niewielkiej płaszczyźnie.

Całość recenzji na www.mellod.pl

Ocena 
03-12-2018

Kolor samotności

Strata. Czym tak właściwie jest?
Według słownika języka polskiego PWN - "to, co się przestało posiadać; też: fakt, że się przestało coś posiadać". Co jednak, gdy strata ta niekoniecznie dotyczy rzeczy materialnej, a kogoś, kogo kochało się całym sercem? Jak wówczas ją zdefiniować? Jak przekazać ogrom wiążącego się z nią cierpienia? Jak się z nią pogodzić i nauczyć z nią żyć?
I jak to zrobić, gdy ma się raptem sześć lat...?





Pewnego na pozór zwyczajnego dnia sześcioletni Zach wybrał się wraz ze swoim bratem, Andy'm do szkoły.
Do domu wrócił już tylko Zach.


Chłopiec próbuje poradzić sobie ze śmiercią brata i stratą matki, która choć fizycznie wciąż jest obecna, to myślami odeszła wraz ze starszym synem. Osamotnionego Zacha dręczą koszmary, a medialny szum wokół śmierci Andy'ego tylko utrudnia przeżywanie żałoby.
Nie mogąc znaleźć pocieszenia w rodzinie, Zach wpada na pewien
pomysł...




Czytałam już mnóstwo powieści o tym, jak poradzić sobie ze śmiercią bliskiej osoby (z "Kiedy odszedłeś" i "Listami do utraconej" na czele), ale jeszcze nigdy nie znalazłam takiej, w której narratorem byłoby - małe, dodam - dziecko. Myślę, że narracja ta nie każdemu przypadnie do gustu; część z Was uzna ją za infantylną, część za po prostu dziwną, co nie zmienia faktu, że Navin należą się za nią brawa - przedstawiła rozterki i bolączki małego chłopca w niesamowicie realistyczny sposób, do tego genialnie pokazała nam żałobę widzianą oczami dziecka; żałobę przeżywaną na kilka różnie skrajnych sposobów. Powieść zachwyca prostotą przekazu, a jednocześnie ogromem zawartych w niej emocji (dobra rada? Miejcie w zapasie choć jedną paczkę chusteczek ;) ). Jest bolesna, jest trudna i nie daje gotowej recepty na szczęście. Choć pisana z perspektywy dziecka, zaskakuje olbrzymią ilością niesamowicie mądrych i chwytających za serce przemyśleń (nie martwcie się, absolutnie nie są to przemyślenia rodem wydarte z prozy Coelho :D); pokazuje też jak wielka siła drzemie w rodzinie i jak straszna jest samotność - zwłaszcza w obliczu tragedii.
To książka, która naprawdę zasługuje na uwagę i głęboko wierzę w to, że dacie jej szansę.
Bo naprawdę, naprawdę warto ;)




Zastanawiałeś się kiedyś, jaki kolor ma samotność?
Zastanawiałeś się, jak bardzo niszczące jest to uczucie?
Jeśli kiwasz potakująco głową, mam dla Ciebie wyczerpującą odpowiedź - "Kolor samotności" Rhiannon Navin. Kolejną już fenomenalną obyczajówkę spod szyldu Harper Collins, która pokaże Ci, że smutek ma wiele twarzy i że z kochającymi osobami u boku przetrwać można prawie wszystko.

Ocena 
28-11-2018

Kolor samotności

„Kolor samotności” to pięknie napisana, wzruszająca relacja tragicznej historii, widziana oczyma małego dziecka. Mamy tu też całą gamę uczuć, spośród których na pierwszy plan wysuwa się tytułowa samotność. Nie jest to z pewnością łatwa lektura, która wszystkim przypadnie do gustu, jednak dla miłośników nieco ambitniejszej literatury zdecydowanie warta uwagi. Polecam tym, którzy lubią się wzruszać i nie boją się trudniejszych tematów, a także dobrze Wam radzę - pamiętajcie o chusteczkach, bo te z pewnością będą Wam potrzebne...

Więcej na: http://www.bookparadise.pl/2018/11/kolor-samotnosci-rhiannon-navin.html

Ocena 
27-11-2018

Jaki kolor ma samotność?

„A jaki jest kolor samotności?
(…) samotność musi być przezroczysta, czyli w ogóle bez żadnego koloru, bo kiedy jest się samotnym, to jakby się było niewidzialnym dla innych ludzi. Nie w dobry, jak superbohater, tylko w smutny sposób.”*
Zach Taylor od dłuższego czasu czuje się przezroczysty. Ta niewidzialność pojawiła się w TYM DNIU, kiedy do szkoły, gdzie uczył się Zach , wpadł uzbrojony nastolatek. Napastnik zabił dziewiętnaście osób, a jedną z jego ofiar był Andy, starszy brat Zacha. Odtąd już nic nie było takie, jak kiedyś. Najbliżsi chłopca pogrążeni we własnym bólu zdają się nie zauważać swojego drugiego dziecka. Zach, choć sam nie radzi sobie z tragedią jaka spotkała jego rodzinę, zrobi wszystko by ich życie znów było normalne.
Losy rodziny Taylorów poznajemy z perspektywy głównego bohatera- sześcioletniego Zacha. I muszę przyznać, że zaintrygował mnie ten portret rodzinny sklejony z dziecięcych obserwacji, lęków i nadziei. Dzięki chłopcu możemy dostrzec drobiazgi, które często nam, dorosłym umykają albo po prostu my uważamy je za coś nieistotnego.
Dorastając bardzo często tracimy zdolność spoglądania na świat oczami dziecka, dlatego uważam, że tworzenie historii, gdzie narratorem jest kilkuletni chłopiec to spore wyzwanie. Autorka, w moim odczuciu, sprostała temu wyzwaniu tworząc szczerą i przejmującą historię. Opowieść Zacha, mimo ważkiego tematu, jest lekka i nie przytłacza czytelnika. Dodam, że Zach rozczulał mnie swoją dziecięcą naiwnością, a jednocześnie zaskakiwał dojrzałością, którą niejednokrotnie wykazywał się w trudnych sytuacjach. I tutaj może ta dojrzałość momentami nie była dla mnie zbyt wiarygodna, ale to detal, który, w mojej ocenie, nie odbiera historii autentyczności.
„Kolor samotności” to opowieść o stracie bliskiej osoby i próbie poradzenia sobie z tym traumatycznym doświadczeniem. W rodzinie Taylorów każdy próbuje na swój sposób oswoić cierpienie, nie zwracając uwagi na to jaką krzywdę swoim zachowaniem wyrządza innym. Dla ojca Zacha azylem staje się praca, matka głównego bohatera pragnie znaleźć kogoś, kogo mogłaby obarczyć winą za to, co stało się w szkole, z kolei Zach, znajduje ukojenie czytając ulubione książki w pokoju zmarłego brata. Mnie mama chłopca bardzo irytowała swoim zachowaniem, z drugiej zaś strony, mając na uwadze wstrząsające wydarzenia w jakich uczestniczyła, jestem w stanie nieco usprawiedliwić jej postępowanie.
Rhiannon Navin nie pisze tylko o stracie. Pisze także o trudnościach z jakimi spotykają się dzieci z zaburzeniami opozycyjno-buntowniczymi oraz osoby z ich otoczenia. Na to zaburzenie cierpi Andy, starszy brat głównego bohatera, któremu napady agresji utrudniają codzienne funkcjonowanie. Autorka pisze także o dostępie do broni. Ten temat nieustannie wraca w kontekście strzelanin w szkołach i generuje szereg dyskusji, jednak autorka ogranicza się tylko do zasygnalizowania negatywnych następstw dostępu do broni, skupiając się na rodzinie Taylorów i ich osobistej tragedii.
„Kolor samotności” to poruszająca książka o odejściu bliskiej osobie i cierpieniu, na który każdy musi odnaleźć swoje własne antidotum.

Ocena 
25-11-2018

RHIANNON NAVIN • „KOLOR SAMOTNOŚCI”

Jedna chwila może zniszczyć cały porządek dotychczasowego życia. Nie tylko dorośli potrafią zauważyć ogrom tragedii. Również dzieci odczuwają niesamowity ból, choć zdarza się, że umieją lepiej zawalczyć o przyszłość niż ich rodzice...

To miał być kolejny zwyczajny dzień, niewiele różniący się od innych. Sześcioletni Zach Taylor udaje się do szkoły, do której uczęszcza razem ze starszym bratem, Andy'm. Po lekcjach powinni spokojnie wrócić do domu, odrobić zadane ćwiczenia, pobawić. Niestety, pewien mężczyzna sprawia, że wszystkie plany i marzenia odchodzą w daleką niepamięć. Uzbrojony dociera do szkoły i zaczyna strzelać. Mały Zach ukrywa się z nauczycielką oraz kolegami z klasy. Przerażony, słyszy następne strzały. Napastnik zostaje zabity w policyjnej obławie, a chłopiec z rodzicami otrzymuje informację, iż jego brat zginął, wraz z kilkunastoma innymi osobami. Taylorowie stopniowo ulega rozkładowi. Ojciec, Jim, skrywa jakiś sekret, natomiast matka, Melissa, wpada w szał poszukując sprawiedliwości. Za całą sytuację obwinia rodzinę mordercy, zacietrzewiona w zemście kompletnie odsuwając się od pozostałego przy życiu synka. Osamotniony Zach ukojenie znajduje w szafie Andy'ego, gdzie czyta zmarłemu bratu książeczki, próbując zapełnić lukę. Dużo też rysuje, a kolorami nazywa swe uczucia. Chce odkryć sposób na naprawienie tego, co brutalnie zdewastowano. Czy chłopiec zdoła dokonać cudu? Czy zrozpaczeni rodzice sobie o nim przypomną?

Strzelniany w szkołach są czymś, co w Polsce znamy głównie z mediów. Zdarza się, że słyszymy w telewizji o kolejnych ofiarach, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Przyznam, iż to zagadnienie, które od dłuższego czasu mnie ciekawi. Przeczytałam sporo książek, obejrzałam niezliczoną ilość programów, szukając przyczyn i obserwując konsekwencje. Nadal nie mam odpowiedzi, choć pewne tezy wydają mi się być bardziej przekonujące. Zapowiedź powieści autorstwa Rhiannon Navin naprawdę zachęciła mnie do zapoznania z fabułą. Trafna decyzja, gdyż „Kolor samotności” skupia się na niesłychanie ważnym temacie, pozornie obcemu naszemu kręgowi kulturowemu. Historia nie tylko o okrutnym pozbawianiu życia. To też hołd dla tych, którym udało się przeżyć, ciągle zmagających z traumatycznymi wspomnieniami. Z jednej strony, chciałam szybko skończyć lekturę, bo potrafi przygnębić. Z drugiej, miałam ochotę dawkować sobie każdy rozdział, ponieważ Navin umie pisać interesująco i sugestywnie.

Autorkę zainspirowała strzelanina w mieście Newtown, gdzie Adam Lanza zamordował dwadzieścioro dzieci, uczniów szkoły podstawowej Sandy Hook, a następnie popełnił samobójstwo. Tragedia wstrząsnęła amerykańskim społeczeństwem. Pojawiło się mnóstwo pytań, powątpiewań w słuszność liberalnego podejścia do posiadania broni, a niektórzy pokusili się nawet o stworzenie paru teorii spiskowych. Rhiannon Navin również jest matką, jej synek pewnego dnia zaczął bawić się w ukrywanie pod stolikiem, na wypadek bycia zaatakowanym. To skłoniło ją do wielu przemyśleń. Takie sytuacje stały się przyczyną napisania książki. Dlatego rola narratora przypadła Zachowi — autorka chciała oddać głos właśnie dzieciom, pokazać niewinne wnętrze.

Początkowo bałam się, że opowieść przedstawiana z punktu widzenia kilkulatka może okazać się przesadnie infantylna. Stylizowana na sztuczny zasób słów, lecz Navin wyszła z tej próby obronną ręką. Sama przyznała, bardzo pomocna stała się obserwacja zachowań swoich maluchów, co sprawiło, iż całość wypada naprawdę autentycznie. Nie czułam zmęczenia, gdy śledziłam otoczenie z perspektywy chłopca. W ten sposób cofnęłam się do własnego dzieciństwa, myśląc o tym, jak dużo uwagi wówczas potrzebujemy. Łatwo zranić jeszcze niewykształtowaną osobowość, co bezapelacyjnie wpływa na przyszłość.

Książka porusza wiele wątków. Dostęp do broni palnej, emocje rodziców i ich potomstwa, ale również fakt, iż musimy głośno mówić o zdrowiu psychicznym, o ogromnym znaczeniu opieki psychologicznej. Choroba nie może być stygmatem. Rodzinę Taylorów tak skonstruowano, aby prostym okazało się zrozumienie ich poczynań. Sporo osób bez problemu da radę się z nimi utożsamić. To ludzie, którzy powinni sięgać głęboko w siebie samych, odszukać miłość będącą fundamentem szczęśliwych więzi. Mimo bólu, mimo straty. Oczywiście, moim ulubieńcem jest Zach — cudownie poprowadzona postać, mocny bohater. Świetnie odwzorowane myśli i zachowania. Ukłon!

„Kolor samotności” to powieść zdecydowanie godna uwagi. Polecam ją szczególnie wszystkim rodzicom, bo ta książka pięknie pokazuje skomplikowane relacje, które często zdarzają się w wielu domach. Rhiannon Navin stworzyła niebanalną fabułę, uderzającą w czułe punkty, pozostawiającą czytelnika wypełnionego sprzecznymi emocjami. Mnóstwo wzruszeń, gniewu, współczucia. Realistyczne dialogi sprawiają, że bardzo łatwo można uronić kilka łez — nie należy się ich wstydzić. Jeszcze raz, podziękowania dla autorki za odwagę, a wiem, iż trudno opowiadać o tak gorzkich tematach. Warto próbować, bo da się osiągnąć świetny efekt.

Ocena 
24-11-2018

Jaki kolor ma samotność?

„- Co to są kartki z uczuciami? – To uczucia, które mam w środku. Na kartkach mogę je porozdzielać i tak jest łatwiej, bo nie są już takie pomieszane” – te słowa doskonale oddają sytuację, w jakiej niekiedy się znajdujemy, kiedy kłębią się w nas sprzeczne niekiedy emocje, kiedy nie potrafimy sobie poradzić z naszymi uczuciami. Każda forma ich wyrażenia, uporządkowania, może nam pomóc zrozumieć je i uporać się z nimi, a to prowadzi do odzyskania spokoju, pozwala cieszyć się każdym dniem…
Trudno się jednak cieszyć, kiedy myśli kłębią się w głowie, a człowiek oscyluje pomiędzy cierpieniem po odejściu, a zadowoleniem, że danej osoby już nie ma. Niejeden dorosły ma problem, żeby sobie z tym poradzić, a co dopiero dziecko. Sześcioletni Zach już nie wie, co jest słuszne, nie wie, co robić, a jedyne czego pragnie, to żeby wszystko było tak, jak dawniej. Niestety nie da się odwrócić biegu zdarzeń, nie da się sprawić, że starszy brat chłopca powróci do życia. Życia, które zostało tak brutalnie przerwane przez młodocianego napastnika, Charlesa Ranaleza Juniora.
Młody mężczyzna wszedł pewnego dnia do szkoły, gdzie jego ojciec był ochroniarzem, i bez skrupułów zamordował piętnaścioro uczniów oraz czworo nauczycieli, zanim sam zginął z rąk policjantów. W czasie, kiedy Andy umierał, Zach był schowany w szatni, bezpieczny pod czujnym okiem nauczycielki. O bracie pomyślał dopiero wówczas, kiedy mama zapytała się o miejsce jego pobytu. Wtedy jeszcze nie wiedział, że ten dzień zakończy pewien etap w jego życiu. Że brat, który wielokrotnie był wobec niego złośliwy i agresywny, przez którego tak często kłócili się rodzice, już nie wróci. Początkowe zadowolenie, że będzie miał mamę i tatę tylko dla siebie, że w domu zapanuje spokój, ustępuje uczuciu pustki, samotności. Zach radzi sobie z tymi uczuciami intuicyjnie, chowając się w kryjówce brata, czytając mu na głos książki i … malując swoje emocje. W obliczu powolnego rozpadu rodziny okazuje się to jednak niewystarczające…
Ta bolesna, niezwykle wzruszająca historia, to najnowsza publikacja Wydawnictwa HarperColllins, pt. „Kolor samotności”. Książka autorstwa Rhiannon Navin to pozycja, jakich mało jest na rynku wydawniczym. Autorka koncentruje się nie na sensacyjnych wydarzeniach, mających miejsce w szkole podstawowej McKinleya w Wake Gardens, ale na żałobie po stracie i na różnych sposobach radzenia sobie z nią. To studium ludzkich zachowań, a przy tym portret przeciętnej rodziny, która już wcześniej borykała się z takimi problemami, jak zdrada czy dotknięte zaburzeniami opozycyjno-buntowniczymi dziecko. Teraz, w obliczu tragedii, rodzina zamiast zjednoczyć się, zostaje poddana procesowi powolnego rozpadu. Najbardziej cierpi w tej sytuacji mały Zach, który nie dość, że nie rozumie jeszcze do końca zjawiska śmierci, to zostaje narażony na agresywne zachowania matki, która wszczyna też kampanię nienawiści wobec rodziców mordercy. Nie może liczyć także na pomoc ojca, który pomimo początkowych starań wycofuje się, owładniętym strachem przed tym, żeby jego romans nie wyszedł na jaw. W tym wszystkim chłopiec zostaje sam, zmuszony do pojęcia tego, czego pojąć nie sposób…
Jak zakończy się ta opowieść? Czy rodzina Zacha rzeczywiście się rozpadnie czy też zrozumieją, że razem są silniejsi, że w takich chwilach powinni czerpać pociechę z siebie? To pytania, które zadajemy sobie w trakcie lektury, w trakcie tej niezwykle emocjonalnej i poruszającej podróży. Książka niesie ze sobą ogromny ładunek wzruszeń i smutku zarazem, a jednak jest lekturą, po którą powinny sięgnąć osoby borykające się ze stratą, a także psychologowie i terapeuci – zarówno po to, by lepiej zrozumieć dramat dziecka, ale i po to, żeby książkę tę proponować swoim pacjentom.

Ocena 
19-11-2018

samotność

niesamowita książka, z niezwykłą wnikliwością porusza bardzo trudny i bardzo - zwłaszcza w USA - aktualny temat. Polecam

Ocena 
19-11-2018

trudny temat

książka porusza bardzo trudny temat, każde doniesienie o strzelaninie w amerykańskiej szkole budzi we mnie grozę, że kiedyś może się to przytrafić także w polskiej szkole. Tym ciekawiej było czytać książkę o tym, że nie wystarczy przeżyć , ale jeszcze jeszcze trzeba nauczyć się żyć po strzelaninie. Ta ksiażka w piękny i mądry sposób pokazuje różne sposoby na próbę poradzenie sobie z trudnym tematem. Polecam!

Ocena 
18-11-2018

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Samej nie chce mi się wierzyć w to, co teraz napiszę. Trzy wybrane jakiś czas temu książki postanowiłam przeczytać z rzędu. Każda z nich okazała się mieć ze sobą wiele wspólnego. We wszystkich któryś z bohaterów przeżył jakiś dramat. Stracił kogoś bliskiego. W dwóch z nich przewinął się wątek tragedii w szkole. W tej trzeciej szkoła dała się we znaki głównej bohaterce już po tragedii. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy nie. W końcu tylko na jednej pisało, że o to będzie wątek przewodni. "Kolor samotności" to właśnie ta pozycja, która nie skrywała przede mną tajemnic co znajdę w środku.

Dzień jak każdy inny. Sześcioletni Zach oraz jego starszy dziesięcioletni brat Andy jak zwykle poszli do szkoły. Niestety nic wtedy nie było takie jak zawsze. Do placówki edukacyjnej wpadł uzbrojony napastnik. Strzelając na chybił trafił, zabił 19 osób w tym brata Zacha. Sam zginął podczas policyjnej obławy. Chłopiec jest przerażony, dręczą go koszmary i ma problemy z poukładaniem własnych emocji. Czuje się winny, ale nie ma z kim o tym porozmawiać, gdyż rodzice zajęci przeżywaniem straty odpychają go od siebie, jakby nie zauważali, że nie tylko oni cierpią. Wciąż od nowa zbywają go krótkim i niecierpliwym "nie teraz". Jednak Zach się nie poddaje i sam próbuje wszystko poukładać. Znajduje tajną skrytkę gdzie za pomocą czytania i malowania porządkuje własne emocje i rozmyśla, co zrobić by zadziałało to również u rodziców.

To, co przeraża małego chłopca to zachowanie matki, która stała się wręcz agresywna i zaczęła pałać nienawiścią do mężczyzny, którego do niedawna wszyscy w rodzinie uznawali za przyjaciela. Tylko dlatego, że to jego syn był sprawcą zamachu w szkole.

No właśnie. Tylko dlatego czy właśnie dlatego? Choć po samej książce spodziewałam się czegoś innego, to zdecydowanie to, co najważniejsze otrzymałam. Jestem na świeżo po jej przeczytaniu i na pewno rozmyślać nad nią będę jeszcze jakiś czas. A może nie tyle nad powieścią ile nad tym, jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji. Czy miałabym w sobie złość matki, niepewność ojca czy może dobroć małego Zacha? Czy zapanowałyby nade mną jeszcze inne emocje? Nie wiem, bo rozmyślanie nijak ma się do znalezienia w danej sytuacji. Tyle że czasami mam potrzebę spróbowania jak by to było, być w niecodziennym położeniu i co mogłabym wtedy zrobić.

Zdecydowanie polecam Wam tę pozycję. Napisana z punktu widzenia dziecka jest niezwykle prosta w odbiorze, a zarazem ma ogromny przekaz. Jest pełna emocji, które nawarstwiając się, przygniotły małego chłopca. Tyle że on się nie dał pokonać i do ich poukładania wykorzystał bardzo prosty sposób. Czasami zastanawiam się, czemu my dorośli wolimy wszystko komplikować. Oczywiście nie wszyscy, ale ja na przykład zdecydowanie tak...

  • 1 z 1 ludzi uznało tą recenzję za pomocną.
Ocena 
16-11-2018

FENOMENALNY DEBIUT

Zaczynając od okładki muszę przyznać, że zwróciła ona moją uwagę jako pierwsza. Gdy zobaczyłam to czarno zielone tło oraz chłopca, postanowiłam, że muszę szybko przeczytać opis książki. Wtedy już wiedziałam, że ta lektura po prostu musi być przeze mnie przeczytana. I nie liczyło się dla mnie to, czy to jest debiut, czy enta powieść autorki. Po prostu musiałam ją przeczytać ponieważ poczułam, że może mi się spodobać.
Niestety nie posiada skrzydełek, a co za tym idzie nie ma dodatkowej ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi. A szkoda, żeby tak cudowna powieść mogła się na przykład zagiąć w torebce czy plecaku... Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się szybko i dobrze. Marginesy i odstępy między wersami zostały zachowane. Literówek nie znalazłam, ale gdzieś tam wkradł się błąd i jest gdzieś w tekście jedno podkreślenie. A tak, to jest niemal bezbłędna.
Jak dla mnie ta książka to cudo, naprawdę.

Rhiannon Navin zadebiutowała dzisiaj recenzowaną powieścią. Przyznam się szczerze, że ja podczas czytanie przepadłam i debiut ten jest kolejnym moim odkryciem w życiu. Pisarka dowodzi, że pierwsza, napisana przez siebie powieść potrafi oczarować czytelnika i jednocześnie zawiera wszystko, co powinna idealna lektura zawierać.
Jej pióro jest lekkie, przystępne, przyjemne. Podczas czytania nie napotykamy jakichkolwiek barier, blokad. A wręcz przeciwnie. Pochłaniamy każdą kolejną stronę z jeszcze większą dawką ciekawości i z bijącym szybko sercem wahamy się, czy chcemy poznać dalszy ciąg losów małego bohatera, czy też nie.
Jestem pod szczerym podziwem, bo to, co autorka ze mną zrobiła jest niemożliwe. Zaczynając kolejną książkę przed oczami mam tę okładkę. Przed snem myślałam tylko o tym, co wydarzyło się w Kolorze samotności. Całą głowę przepełnioną mam tą książką i nie wiem, kiedy ona z mojej głowy uleci. Jedno jest pewne - nieprędko.
Myślę, że śmiało mogę Wam polecić tę pozycję, ponieważ jest warta uwagi. Już sam styl, jakim się posługuje autorka jest łatwy w odbiorze i wciągający do cna. Nie będziecie żałować, jeśli po nią sięgniecie. Gwarantuje Wam to. ;)
Nasz Mały, Wielki bohater, Zach. Chłopiec niezwykle inteligentny jak na swój wiek. Wybaczcie mi, ale ten chłopiec jest dla mnie chwilowo jak młodszy brat. Po prostu był tak rewelacyjnym dzieciakiem, jakich doprawdy mało. Nawet starsi ludzie nie myślą czasem tak, jak właśnie on. Mały chłopiec, który zmierzył się z tragedią, która rujnowała jego życie rodzinne stanowczo, krok po kroku. Nie zazdroszczę takiej sytuacji i tego, co czuł on ja nie potrafię poczuć w stu procentach, a nawet nie chcę. Nie chcę wyobrazić sobie tego ogromnego bólu, w którym pogrąża się cała rodzina...
Polubiłam Zacha od pierwszej strony i myślę, że i Wy polubicie. Jest to bohater jak na swój wiek naprawdę zbyt inteligentny, rozumie wiele sytuacji... Chociaż niekiedy postępuje jak dziecko, bo przecież nim jest. Pewne zachowania, jakie zostały przedstawione w tej powieści pokazują, że mimo tego co by się nie działo, dziecko i tak pozostaje dzieckiem...
Reasumując uważam, że Pani Navin wykreowała rewelacyjne postacie i dzięki nim książka jest dopracowana pod każdym szczegółem i ma wszystko to, co dobra, idealna powieść powinna zawierać.

Otóż mamy tutaj uczucia. One grały pierwsze skrzypce w tym wszystkim. Niejednokrotnie i mnie przepełniał strach i bezbrzeżny smutek. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak wiele odczuć autorka przekazała je czytelnikom przez kilka nieskomplikowanych bohaterów i sytuacje. Nie każdy to potrafi, a jeśli już znajdujemy emocje w debiucie - to może oznaczać tylko jedno. Że książka jest jak najbardziej warta uwagi i poświęcenia jej swojego czasu.
Moje serce biło jak oszalałe. Szalało również z rozpaczy i niemocy. Nie raz chciałam potrząsnąć rodzicami Zacha, wnet palnąć ich w łeb czymkolwiek twardym, żeby zeszli na ziemie i zauważyli, że mają syna Zacha, który potrzebuje ich uwagi. Ugh, to nie jest lekka powieść. Przez te emocje wydaje się momentami niezwykle trudna i smutna. Ale jest tym samym przepiękna.

Wartości jakie chce nam przekazać pisarka wciąż są na topie. Tematy jakich się podejmuje z reguły są zbywane milczeniem lub kompletnie omijane. Ale takie mamy społeczeństwo w XXI wieku. Nie teraz, później, jutro, nie nudź, nie słucham cię - i tak dalej. A kiedyś? Nie było komputerów, nie było telefonów i Internetu. Rodzina była ważna i czas dla dzieci był zawsze. Wtedy tragedie jak śmierć dziecka zdarzały się częściej, a mimo to ludzie żyli dalej i umieli poświęcać czas pozostałym dzieciom. Nie izolowali się, nie uciekali, nie mówili odejdź, później, nie teraz, nie knuli spisków. Doceniali chwile, małe rzeczy jakie mają teraz, a jutro mogą ich nie mieć.
Kolejna sprawa, to poruszona przez chłopca w bajkach sekrety szczęścia. Cztery, niezmiennie ważne, o których każdy z nas pamiętać powinien. O jednym z nich pisałam dosłownie kilka linijek wyżej. Po resztę musicie sięgnąć do książki, jednak gwarantuje Wam, że nie pożałujecie. Do ust ciśnie mi się tyle pięknych słów, jakie chciałabym o tej książce napisać, ale jest ich zbyt wiele i cześć mi umyka. Mam nadzieję jednak, że mimo mojego masła maślanego w postaci tej recenzji skusicie się i zechcecie poznać to, co przytrafiło się temu chłopcu.

Akcja i fabuła mają sens. Możliwe, że czytając nie raz się wzruszysz - mnie nie wiele brakowało by siedzieć i płakać. To wszystko było tak piękne, smutne i chwilami przerażające, że chciałam też płakać i wyć. Wyć z niezrozumienia dla naszego głównego bohatera.
Po prostu cierpiałam razem z nim.
Nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć Wam na temat tej książki. Bo to, że jest godna waszego czasu, to już wiecie. To, że jest powieścią rewelacyjną i jak na debiut wypadła wyśmienicie - to też wiecie... Aż wstyd mi za to, że po prostu brakło mi słów. :(

Reasumując po stokroć polecam Wam tę książkę. Jest pozbawiona jakichkolwiek wad. Po prostu... musicie poznać tę książkę. Każdy z osobna. Bo zawsze będzie ponadczasowa, co by się nie działo.
POLECAM.

Ocena 
15-11-2018

Polecam!

Zach ma zaledwie 6 lat, gdy uzbrojony napastnik wpada do jego szkoły i zaczyna strzelać do uczniów, zmieniając życie jego i jego rodziny za zawsze. Myślę, że opis z tyłu książki zdradza zbyt wiele z fabuły, więc sama poprzestanę na takim opisie.

Książka Rhiannon Navin pt. "Kolor samotności" pisana jest z punktu widzenia małego dziecka. Mamy tu krótkie, proste zdania, obserwacje i spostrzeżenia chłopca, które od samego początku chwytają czytelnika za serce i nie pozwalają odłożyć książki aż do ostatniej strony. Oglądamy wywrócony do góry nogami świat Zacha. Przyglądamy się jego rodzicom i najbliższym, jak sobie radzą z tragedią, która ich spotkała. Widzimy, jak często chłopiec jest osamotniony, jak dorośli nie dostrzegają jego i jego uczuć. Jak dużo widzi dziecko, jak wiele rozumie, jak próbuje sobie samo radzić. Jakie potrafi być szczere w ocenie przeszłości. Na początku Zach znajduje kryjówkę, później ucieka w świat książek i kolorów. Czy rodzice w końcu dostrzegą jego potrzeby? Jaki kolor ma samotność?

Książkę tę pochłonęłam w dwa dni. Chociaż ze względu na poruszaną problematykę nie należy do lekkich lektur, polecam ją bardzo gorąco, bo daję nadzieję, pokazuję, jak wielka siła tkwi w rodzinie, jak ważna jest wzajemna miłość i współczucie. Powieść ta stanowiła dobrą odskocznię od codzienności.
Zosia, lat 17
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl

Ocena 
12-11-2018

Różna kolory samotności

Kolor samotności stanowi wycinek z przeżyć sześcioletniego chłopca borykającego się ze stratą starszego brata. Uzbrojony mężczyzna wtargnął do lokalnej szkoły podstawowej. Postanowił dać ujście swoim frustracjom strzelając na oślep do niewinnych ofiar. Kilkoro dzieci ginie, inni uczniowie zostają ranni i trafiają do pobliskiego szpitala. Andy niestety nie miał na tyle szczęścia, zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Zach będzie musiał poradzić sobie z podwójną stratą, śmierć brata osłabi rodzinne więzy, a zdesperowani rodzice powoli zapomną o istnieniu młodszego syna skupiając się na własnej tragedii.

Inspiracją do napisania Koloru samotności była strzelanina w szkole podstawowej Sandy Hook w Newtown w stanie Connecticut, w trakcie której zginęło dwadzieścia osiem osób, w tym dwadzieścia dzieci. W książce nie znajdziecie gotowych recept, ale dostaniecie coś na kształt uniwersalnego poradnika. Rhiannon Navin postanowiła podejść do tematu zespołu stresu urazowego z zupełnie innej strony. Główny bohater jest niewinnym dzieckiem, które z dnia na dzień zapomniało co to znaczy normalność. Poznajemy wycinki z życia chłopca i jego rodziny. Widzimy ludzi borykających się ze straszną tragedią, którzy walczą o odzyskanie spokoju po dotkliwej tracie.

Rhiannon Navin pokazuje, że nie ma jednego, takiego uniwersalnego sposobu na przeżywanie żałoby. Narratorem tej historii jest sześcioletni Zach. Dla jednych taka relacja może być infantylna i pozbawiona realizmu i swego rodzaju głębi. Inni z Was mogą uznać ją za cenną, ponieważ rzadko oddaje się głos dziecku w tak trudnych kwestiach. Kolor samotności jest ciekawą alternatywą, względem innych tego typu pozycji, poruszających tematykę straty bliskiej osoby. W książce nie natraficie na dojrzałe, czy wysublimowane spostrzeżenia. Będziecie śledzić kolejne klisze z pełnometrażowego filmu, reżyserowanego przez dziecko. Główny bohater z każdą kolejną stroną będzie wam coraz bliższy i powoli, krok po kroku wciągniecie się w życie chłopca.

Kolor samotności ma w sobie jakąś taką przedziwą mądrość. Przesłanie jest wyraźne- należy żyć tu i teraz, skupiać się na rzeczach ważnych i mimo straty nie zapominać o innych kochających nas osobach. Autorka trochę na siłę upchała kilka innych pobocznych wątków, moim zdaniem całkiem niepotrzebnie. Zamiast skupić się na jednej tragedii wprowadziła zamęt związany ze śmiercią innego chłopca. Przemyślenia Zach'a są zaskakująco trafne, a chłopiec jest bardzo dobrym obserwatorem. Główny bohater mistrzowsko interpretuje kolejne sytuacje, częstokroć dając upust swoim emocjom. Rhiannon Navin postawiła na naturalność w trakcie konstruowania kolejnych postaci. Ich psychika nie odbiega od przyjętych norm. Bohaterowie są na swój sposób swojscy co zdecydowanie dodało fabule realizmu. Poznajemy różne perspektywy parzenia na śmierć. Każda z postaci na swój sposób przeżywa tragedię.

Interakcje między poszczególnymi bohaterami zostały przedstawione bardzo wyraziście. Jeżeli mają coś do powiedzenia, to mówią, a czasem wręcz otwarcie wstrzynają kłótnie. W tym scenariuszu nie ma miejsca na wewnętrzne blokady i ukrywanie uczuć. Poznajemy całą paletę emocji towarzyszących osobom przeżywającym żałobę po stracie bliskiej osoby. Mimo, że są nadal razem, to czują się strasznie samotni. Brak cierpliwości i zrozumienia ze strony otoczenia doprowadza do kumulacji negatywnych emocji. Kolejne stadia żałoby zostają niepotrzebnie zablokowane przez szereg czynników zewnętrznych. W sposób wyrazisty przedstawione zostało osamotnienie kilkuletniego dziecka. Zach nie może liczyć na rodziców, z całą sytuacją musi poradzić sobie sami robi to na swój dziecięcy sposób. Prawd życiowych rozwiązań szuka w książkach, a mądrości fikcyjnych bohaterów będą dla niego swego rodzaju drogowskazem w drodze do szczęścia.

Wzruszająca, częstokroć bardzo barwna historia pewnie przekona wielu z Was. Jak dla mnie dziecięcy infantylizm w połączeniu z dojrzałą oceną sytuacji zabił to, co w tej książce było najlepsze. Doświadczenia małego chłopca momentami przeradzały się w całkiem sensowne przemyślenia dorosłego mężczyzny. Nie przeczę, ta historia ma głębie i ponadczasowy przekaz. Zaprezentowana otoczka mnie jednak nie przekonała. Autorka serwowała bardzo przewidywalne scenariusze bazując na znanych stereotypach. Książka momentami była bardzo trudna w odbiorze, przez co musiałam kilkukrotnie robić dobie przerwy w lekturze. Wiele zachowań głównych bohaterów (głównie matki Zach'a) było dla mnie niezrozumiałych, a wręcz absurdalnych. Kobieta po stracie dziecka cierpi z rozpaczy, a nie ma w głowie polowania na czarownice. Doceniam odwagę i pomysłowość autorki, ale według mnie powinna bardziej zadbać o detale.

Cieszę się, że takie ksiażki powstają. Kolor samotności w wyrazisty sposób ukazuje, że nie ma jednego uniwersalnego sposobu na przeżywanie osobistej tragedii. Książka jest ciekawą alternatywą względem innych pozycji pisanych z perspektywy dorosłych bohaterów. Trudna tematyka została przedstawiona w sposób lekki i zrozumiały. Kolor samotności to przejmująca historia, która porusza do głębi zmuszając do licznych egzystencjalnych refleksji. Polecam!

Napisz recenzję

Napisz recenzję