Fern była w sypialni na piętrze, gdy usłyszała nadjeżdżający samochód. Widziała, jak gwałtownie hamuje, Nick szybko wysiada, zatrzaskuje drzwiczki i patrzy w górę.

Automatycznie odsunęła się od okna i w tej samej chwili przystanęła, dostrzegając swoje odbicie w lustrze nad toaletką. Zmęczona twarz, puste i martwe oczy. Czy tak samo puste i martwe jak jej małżeństwo z Nickiem?

Odwróciła się od lustra i pospieszyła na dół.

To oczywiście jej wina, że Nick jest w złym humorze. Nie powinna mu była wczoraj mówić, że zbyt długo pracuje. Nie cierpiał tego mieszania się w jego życie, jak to nazywał. Nie znosił żadnych ograniczeń, nawet najłagodniejszej krytyki. Wczoraj koniecznie chciał wiedzieć, co jej się stało. Pytał, czy nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie ma szczęście. Czy nie wie, ile kobiet chętnie zamieniłoby się z nią na jej los?

- Jesteś moją żoną - perorował po raz któryś z rzędu. - Nic tego nie zmieni.

Obietnica czy groźba?

Walczyła z poczuciem winy, starając się wyciszyć swoje buntownicze myśli. Trudno odmówić mu racji. Naprawdę ma szczęście, że jest jego żoną, zwłaszcza że...

Teraz spotkali się w kuchni. Gdy go ujrzała, poczuła, jak tężeje z napięcia, i automatycznie odwróciła głowę. Nick był bardzo przystojny, a jednak ostatnio zdarzało się, że nie mogła na niego patrzeć.

- Kocham cię... Musimy być razem... Nigdy nie pozwolę ci odejść - powiedział tego dnia, kiedy poprosił ją o rękę, ona zaś, zauroczona jego słowami, oszołomiona i zarazem zamroczona szybkością, z jaką zapanował nad jej życiem, nie potrafiła mu się oprzeć. No ale wtedy czuła się mile połechtana, przepełniona radością z powodu jego oświadczyn.

A potem...

Teraz jednak, mimo że stała w drugim końcu kuchni, poczuła, że Nick wraca od kobiety. Instynktownie postąpiła krok do tyłu. Czy on ma znowu jakiś romans? Wczoraj, gdy o to spytała, zaprzeczył. Ale czyż nie pragnęła takiej odpowiedzi, skoro tyle zainwestowała w to małżeństwo, tyle poświęciła? Może za wiele?

Dlaczego dalej z nim mieszka, skoro on ma inną kobietę? Ale czy może odejść? Małżeństwo to zaangażowanie na całe życie, lecz jeśli rodzą się w nim problemy, trzeba je rozwiązywać. A może lepiej je ignorować? Ze ściśniętym sercem zastanawiała się, czy nie jest przypadkiem tchórzliwa.

- Co ci jest? - spytał Nick kwaśno. - Chyba już się nie dąsasz?

Fern sięgnęła po czajnik i opuściła głowę. Pasmo włosów zasłoniło jej twarz.

- Mam dla ciebie wiadomość - dodał Nick.

Teraz przemówił innym tonem. Pobrzmiewała w nim chyba nuta triumfu, jakby rozkoszował się myślą o tym, co jej za chwilę obwieści. Fern zesztywniała ze strachu, lecz starała się tego nie okazać. Poczuła w sercu dojmujący ból: więc do tego już doszło, że ukrywa przed nim swoje reakcje, chowa twarz...

- Wydaje mi się, że mój przybrany, świątobliwy braciszek ma zamiar kupić dom Broughtonów.

Fern zacisnęła palce na rączce czajnika. Dobrze, że stała odwrócona do Nicka tyłem.

- Ciekaw jestem, po co mu taki duży dom. Z tyloma sypialniami... Przecież to domiszcze dla całej rodziny! - Teraz w jego głosie już wyraźnie zabrzmiała wstrętna nuta triumfu. - Szkoda, że nie ma rodziny, prawda? A może ma zamiar ją założyć... Co ci jest, Fern? Czy powiedziałem coś, co mogłoby cię zdenerwować? Och, przepraszam, zapomniałem... Tobie się ten dom zawsze podobał. Często tam kiedyś bywałaś... Nie chciałem...

- Czasami odwiedzałam panią Broughton, to wszystko - odparła spokojnie.

Dlaczego on jej to mówi? Wie równie dobrze jak ona, że nie ma w tym wszystkim sensu. Wie, jak gorzko tego żałowała.

- Spałaś z nim, Fern? - spytał kiedyś. - Powiedz.

W odpowiedzi po policzkach spłynęły jej łzy. Gardło ścisnął nieznośny ból.

- On ciebie nie chce, wiesz o tym, prawda? - powiedział jej wtedy łagodnie i tak jakoś kojąco, mimo że nie miał najmniejszego powodu być wówczas dla niej dobry.

Gdyby kiedyś wcześniej okazał jej tyle ciepła, tyleż samo współczucia, czy to cokolwiek by między nimi zmieniło? Ilu mężczyzn po czymś takim chciałoby utrzymać związek? Niewielu. Niewierność mężczyzny to jedno, niewierność natomiast kobiety...

- Jesteś moją żoną - tłumaczył jej wówczas, gdy się załamała i spytała, dlaczego nie chce rozwodu. - Fern, małżeństwo zawiera się na całe życie. Przecież rodzice zawsze ci to mówili.

Jest jego żoną. Chciał utrzymania tego małżeństwa; twierdził, że potrzebuje jej - skąd więc nagle ta pustka między nimi, ten rozdźwięk, niesmak, który podkopał jej poczucie dumy i szacunek dla siebie?

- Idę wziąć prysznic - odezwał się teraz.

Zmyć z siebie zapach kobiety? Czyż nie wie, że już na to za późno? Czajnik zagwizdał i wyłączył się. A więc Adam chce kupić dom Broughtonów i... ożenić się. Mimo że była na to przygotowana, ból był tak dojmujący, że zachłysnęła się powietrzem. Adam to tylko mój szwagier, powtórzyła w myślach po raz nie wiadomo który. To tylko mój szwagier. Nic mnie z nim nie łączy. Nic mnie nigdy z nim nie połączy...

Eleanor zobaczyła to ogłoszenie w poczekalni u dentysty, kiedy przerzucała najnowszy numer F2Country LifeF1.

Najpierw przykuło jej uwagę zdjęcie: dom, ustawiony frontem na południe, został sfotografowany w słoneczny dzień, toteż jego kamienne mury przybrały odcień starego złota, a w mansardowych szybkach pobłyskiwały bursztynowe refleksy światła. Ten dom wyglądał na zasiedziały, solidny, wieczny, bezpieczny i spokojny. W nim na pewno można znaleźć schronienie przed burzliwymi wydarzeniami życia.

Wpatrywała się w zdjęcie tak długo, że nie usłyszała pielęgniarki zapraszającej ją do gabinetu.

Później, gdy już dotarła do domu i zorientowała się, że niechcący wsunęła magazyn do torby, stłumiła poczucie winy i położyła go na biurku, myśląc, że trzeba go wyrzucić. Z jakiegoś jednak powodu nie uczyniła tego... Również z jakiegoś powodu, później tego samego dnia, kiedy zrobiła sobie przerwę na herbatę po wyjątkowo trudnym tłumaczeniu z hiszpańskiego jakichś dokumentów dla jednego ze swych klientów, więc później, popijając tę herbatę, znowu zaczęła przerzucać magazyn i ponownie zainteresowała się tym samym zdjęciem. Tym razem przebiegła wzrokiem informacje zamieszczone pod fotografią, choć cała jej uwaga była skupiona na domu, z którego promieniowało dziwne ciepło, jakby z sanktuarium...

Sanktuarium? To słowo podziałało na nią niczym wyrzut sumienia i poczuła ostre ukłucie w sercu. Po co jej sanktuarium? Czuła się szczęśliwa w swoim drugim związku małżeńskim, miała znakomitą pracę, dwóch dobrze rozumiejących się synów. Była jedną z najszczęśliwszych kobiet, jakie znała. Wszyscy tak mówili...

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Na dobre i na złe
Autor Penny Jordan
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 15-03-2017
Ilość stron 496
Oprawa Miękka
ISBN 9788327628398
Tłumaczenie Ewa Ćwirko-Godycka
Projekt okładki Robert Dąbrowski

Napisz recenzję