WSTĘP
Jean Paul Getty miał osiemdziesiąt trzy lata. Pierwszy lifting twarzy zrobił w wieku lat sześćdziesięciu, potem jeszcze dwukrotnie, ale ostatni, trzeci z kolei lifting nie był udany, i ten ponoć najbogatszy człowiek świata wyglądał bardzo staro. I miał już tylko jedno życzenie. Żeby Penelope czytała mu książki przygodowe dla chłopców G. A. Henty’ego, znanego pisarza z epoki wiktoriańskiej.
Penelope Kitson – nazywał ją Pen – była wysoką i ładną kobietą, od ponad dwudziestu lat najlepszą przyjaciółką Getty’ego i jego kochanką. Bardzo lubił, gdy czytała na głos, ponieważ robiła to jak rasowa Angielka z wyższych sfer, czyli tonem nieznoszącym sprzeciwu. A było co czytać, miał przecież sporo książek tego autora. Może dlatego, że jego lata chłopięce wyglądały całkiem inaczej niż bohaterów tych powieści i zawsze brakowało mu tego dreszczyku, takich przygód i takich emocji.
Samo umieranie budziło w nim lęk, ale wierzył w reinkarnację. Był przekonany, że w poprzednim życiu wcielił się w cesarza rzymskiego Hadriana. Może to i trochę zabawne, że on – było nie było Jean Paul Getty – podlega prawom reinkarnacji jak jakiś kulis ze slumsów Kalkuty. Czyżby dobry Bóg miał aż tak pokręcone poczucie humoru? Owszem, ma, bo Jean Paul żyć będzie dalej, z tym że jeśli chodzi o następne wcielenie, to żywił pewne obawy. W obecnym życiu szczęście mu dopisało, przecież osiągnął tak wiele. Jednak czy kolejne będzie równie łaskawe? No cóż, nie wiadomo.
Jeden z jego synów, najmłodszy spośród żyjących, razem z żoną przyleciał z Kalifornii. Był w Londynie przez kilka dni, usilnie namawiając ojca, by razem z nimi wrócił wynajętym boeingiem „do domu”. Domem tym miała być należąca do Jeana Paula rezydencja w stylu ranczo w Malibu, tuż nad Pacyfikiem. Ale stary człowiek okropnie bał się latania samolotem, a Malibu – jak i całych Stanów Zjednoczonych, swego ojczystego kraju – nie widział już od ponad dwudziestu lat. Trudno więc podróż do Malibu nazwać powrotem do domu.
– Wiesz co, Pen? Chcą mnie stąd zabrać, bo myślą, że już umieram.
Stwierdzając ten fakt, posłużył się akcentem środkowo-zachodnim, czyli zabrzmiało to tak, jakby jednocześnie liczył koszty każdej sylaby. Zabrzmiało też bardzo stanowczo. Sprawa definitywnie zamknięta, tak jak księgowy zamyka konto. Miliarder J. Paul Getty nie ruszy się z Sutton Place na krok.
Nie zamierza również iść teraz do łóżka.
– W łóżku się umiera – powiedział, dobitnie, dając do zrozumienia, że gdyby to od niego zależało, wybrałby inną opcję. Wiadomo – życie. W nieskończoność.
A ostatnio coś już wybrał. Życie w fotelu na kółkach i w szalu zarzuconym na ramiona.
Bogatym o wiele trudniej spojrzeć śmierci w oczy niż zwyczajnym śmiertelnikom. Z bardzo prostej przyczyny. Mają o wiele więcej do stracenia i do przekazania tym, którzy zostają na ziemskim padole, jak na przykład to wielkie domostwo, w którym niemal wszędzie hulają przeciągi. Zbudował je w latach 1521-1530 sir Richard Weston, dworzanin Henryka VIII, a w 1959 kupił Jean Paul Getty od przyciśniętego do muru szkockiego arystokraty, księcia Sutherlanda. Getty posiadał niejeden dom, ale tylko ta rezydencja, mimo wielu niedogodności, stała się dla niego prawdziwym „moim miejscem na ziemi”. Piękna rezydencja z czerwonej cegły zbudowana za czasów Tudorów w malowniczej okolicy w Surrey, leżała zaledwie trzydzieści kilometrów od Londynu, do którego wiodła autostrada. Było tu dwadzieścia siedem pokoi, a także wielka sala wyłożona boazerią i z balkonem dla minstreli, poza tym dom ten miał swojego ducha (oczywiście Anny Boleyn, bo kogóż by innego?).
Na terenie posiadłości była również niewielka farma, a w klatce koło domu rezydował Nero, lew Getty’ego. Stary człowiek kochał tego zwierzaka, to znaczy dawał mu tyle miłości, na ile go było stać. Karmił go osobiście, był więc pewien, że gdy go zabraknie, Nero będzie za nim tęsknił.
Jego kobiety chyba też.
– Jean Paul Getty jest bardzo męski – ostrzegał kiedyś lord Beaverbrook swoją wnuczkę, lady Jean Campbell.
– Co dokładnie masz na myśli, dziadku? – spytała wnuczka.
– To, że on zawsze jest w stanie gotowości.
I tak to się działo już od okresu dojrzewania, kiedy Getty mieszkał w Los Angeles. Kobiety były jedynym luksusem, którego nigdy sobie nie odmawiał. Raczył się młodymi i starymi, grubymi i tymi, co zgodnie z panującą modą ważyły bardzo niewiele. Były wśród nich mażoretki i księżne, gwiazdy filmu, ulicznice i panie z towarzystwa. Jeszcze do niedawna, by zachować potencję, brał mnóstwo witamin i H3 (czyli tak zwany drag seksu). Ale teraz wszystko wyglądało już inaczej, i to nie seks, lecz pogłoski o rychłym odejściu Getty’ego sprowadziły byłe kochanki do Sutton Place.
Co wcale nie znaczyło, że będzie wobec nich hojny. A już na pewno nie bardziej niż wobec siebie. Może dlatego, że chociaż zawsze był wobec kobiet szarmancki, uczucia było w nim niewiele i rzadko angażował się na dłużej.
Czy pieniądze dały mu szczęście? Cóż…. Z tym był mały problem, ale mógł pocieszyć się myślą, że podobno jest to regułą. Ludzie bardzo bogaci zwykle mają niewiele radości ze swego bogactwa. On sam przynajmniej pod jednym względem mógłby być tego dowodem. Bo ta jego mina. Ćwiczył twarz, by w starciu ze światem była kamienna, a wyszła zbolała, i w rezultacie znany był z tego, że zazwyczaj wygląda jak męczennik. Claus von Bülow, jego osobisty asystent, a przy tym obdarzony swoistym poczuciem humoru, wyraził to inaczej. Jego zdaniem Getty miał zawsze taką minę, jakby był na własnym pogrzebie. Zaraz jednak potem skwapliwie dodał, że była to tylko smętna maska, bo szef tak naprawdę zawsze cieszył się życiem. A całe jego życie była to swego rodzaju komedia.
Może i tak to wyglądało, jednak nigdy się nie dowiemy, czy Getty faktycznie rozkoszował się życiem, kiedy w Surrey, w nocnej ciszy – a był nocnym markiem – ślęczał nad zestawieniem bilansowym.
Jego majątek osiągnął wymiary wręcz surrealistyczne. Znaczna jego część została ostrożnie zainwestowana, pomnażając pieniądze, i w rezultacie nawet sam Jean Paul Getty nie potrafił dokładnie określić, jak wielki jest jego majątek. Wystarczy powiedzieć, że był niemal równy ówczesnemu budżetowi Irlandii Północnej, ziemi jego przodków. Gdyby każdemu obywatelowi Stanów Zjednoczonych, każdemu mężczyźnie, kobiecie i dziecku dał banknot dziesięciodolarowy, i tak pozostałby bogaczem. Z tym że było mało prawdopodobne, by taka sytuacja kiedykolwiek zaistniała, ponieważ Getty – w przeciwieństwie do Johna D. Rockefellera, który każdemu napotkanemu dziecku zawsze dawał świeżo wybitą dziesięciocentówkę – nie był taki hojny. Niemniej jednak w obwołaniu go sztandarowym skąpcem było wiele przesady. Ludzie mówili, że jak sknera, to bogaty. A nie mieli racji. Sama chciwość nie wystarczy, by zdobyć taką górę pieniędzy. Owszem, może skąpstwo Getty’ego w jakimś stopniu przyczyniło się do tego, ale tak naprawdę przyczyny należy szukać gdzie indziej. Chodzi o to, że Jean Paul Getty był człowiekiem z pasją, który całkowicie skupił się na zdobyciu wielkiej fortuny, wkładając w to tyle serca, co na przykład wielki kompozytor w skomponowanie symfonii. Jego prawdziwą miłością nie były kobiety – to tylko dłuższe lub krótsze epizody – lecz pieniądze. Kochał je gorąco i w trwającym przez całe swe życie romansie z bogactwem okazał się partnerem wiernym, sumiennym i troskliwym, który bogactwo pracowicie pomnażał i strzegł jak oka w głowie przez ponad sześćdziesiąt lat.
A jeśli nawet i był trochę skąpy, można to zrozumieć, bo w tym przypadku to po prostu jeden z przejawów miłości. Oczywiście! Przecież z tym, co kochasz, nie chcesz się rozstawać, a jeszcze bardziej nie chcesz, gdy obiekt twej miłości jest aż tak szczególny, że daje ci wielką nadzieję na nieśmiertelność.
Getty, otulony przeogromnym bogactwem jak deszczową chmurą, prawie bóg, mógł czynić to, co nie dane było zwyczajnym śmiertelnikom, nawet jeśli mieli jakieś tam pieniądze. On, Getty, miał ich tyle, że mógł pociągać za sznurki na całym globie. Od ochroniarzy i ich owczarków alzackich przemykających w ciemnościach wokół jego domu począwszy, a skończywszy na rafineriach ropy pracujących przez całą dobę na okrągło, na prujących wody dalekich oceanów zbiornikowcach, na platformach wiertniczych pompujących bogactwo z dna morza i szybach naftowych w najodleglejszych zakątkach pustyń.
Niestety nawet ta niemal boska siła, którą obdarza śmiertelnego człowieka jego bogactwo, nie mogła uchronić przepotężnego miliardera przed tym, co kiedyś dotknie każdego.
Był samotnikiem, człowiekiem cichym, spokojnym. I tak też umarł 6 czerwca 1976 roku: cicho, spokojnie, pod wieczór, w samotności siedząc w ulubionym fotelu.
Śmierć bardzo pomniejsza człowieka. Niebywale bogaty, najbogatszy człowiek Ameryki, wyglądał bardzo niepozornie w trumnie, którą zgodnie z jego życzeniem wystawiono w wielkiej sali w Sutton Place. Tak jak to uczyniono z trumną pierwszego właściciela Sutton Place, owego dworzanina Tudora. Bo Getty – zgodnie z tym, co kiedyś wyjawiła któraś z jego kochanek – lubił sobie wyobrażać, że jest jednym z byłych właścicieli Sutton Place, księciem Johnem. O czym mógł sobie tylko pomarzyć, ponieważ tytułu książęcego nie można kupić nawet za wielkie pieniądze. Księciem nie był, a przy jego trumnie czuwali tylko ochroniarze, pilnując, by nikt nie ukradł nieboszczyka.
Potem, również zgodnie z jego życzeniem, została odprawiona msza żałobna w anglikańskim kościele św. Marka przy North Audley Street w Mayfair. Msza jednak nietypowa. Mowę wygłosił książę Bedford, zgromadzeni żałobnicy ubrani byli zgodnie z nakazami najnowszej mody, a w żadnym oku nie zakręciła się łza. Na mszę przybył tylko jeden syn Getty’ego, ten wyniszczony alkoholem i narkotykami, a wikariusz za posługę nie dostał ani pensa. Jeana Paula nie mógł za to winić, ponieważ rzeczony Jean Paul nie dość, że martwy i zapakowany w trumnę, był również nieobecny, bo po podróży środkiem lokomocji, którego bał się jak ognia, czyli samolotem – w tym przypadku boeingiem towarowym –przebywał już w Kalifornii w salonie pogrzebowym na cmentarzu Forest Lawn w Hollywood, podczas gdy jego rodzina i władze miasta Los Angeles toczyli zażartą dyskusję na temat, gdzie go pochować.
Niemniej jednak istniała pewna niewielka sfera, na polu której siły witalne tego zagadkowego człowieka wciąż jeszcze były wyczuwalne. Chodzi o testament opublikowany przez londyńskich prawników Getty’ego. I był to dokument bez żadnej przesady fascynujący. Po pierwsze, fascynujące było to, co komu zapisano, a komu nie. Po drugie, testament był fascynującym świadectwem dziwnych i skomplikowanych relacji między zmarłym, jego ogromną fortuną i członkami rodziny rozproszonymi po świecie.
Dzięki testamentowi, jak wiadomo, człowiek ma możność przekazać swoim bliskim ostatnią wolę wtedy, gdy nie będzie go już wśród żywych. Jean Paul doceniał tę możliwość, tym bardziej że sam żył w cieniu testamentu swego ojca sporządzonego przed pięćdziesięcioma laty. I podobnie jak papa, możliwość tę wykorzystał w pełni.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat za każdym razem, gdy pojawiał się u niego jego prawnik z Los Angeles, energiczny i siwowłosy Lansing Hays, Getty chciał coś zmienić w tym dokumencie, który tak naprawdę trochę go przerażał. Kazał kogoś do listy sukcesorów dodać, albo też, zły jak diabli, kogoś z niej usunąć. Był człowiekiem stawiającym na precyzję i swoje życzenia przekazywał właśnie tak. Bardzo precyzyjnie.
Nigdy specjalnie się nie przejmował zwyczajnymi, przeciętnymi ludźmi, a ci spośród nich, którzy zaistnieli w jego życiu, dostali tylko okruchy z najbogatszego stołu Ameryki. Léonowi Turrou, zaufanemu doradcy do spraw bezpieczeństwa, oraz Tomowi Smithowi, pół-Indianinowi i świetnemu masażyście, który w ostatnich latach życia łagodził starcze bóle, Getty obiecał solennie, że będzie o nich pamiętał. A jednak zapomniał i o jednym, i o drugim, czym byli bardzo rozgoryczeni. Ogrodnikom z Sutton Place zapisał równowartość trzech miesięcznych pensji, a równowartość sześciu Bullimore’owi, kamerdynerowi o twarzy pokerzysty. Nawet jego zaufana sekretarka, Barbara Wallace, która czuwała nad nim jak kokoszka nad pisklętami przez prawie dwadzieścia lat, musiała obyć się pięcioma tysiącami dolarów.
Ale kiedy go wspomina, jest wobec niego bardziej wspaniałomyślna niż on wobec niej.
– Taki po prostu był, a ja go kochałam. Dla mnie pieniądze nie są najważniejsze, lecz wspomnienia o pracy z człowiekiem o nadzwyczajnym charakterze. Poza nim nikogo takiego nigdy nie spotkałam.
Nie wszystkie jednak panie, które przewinęły się przez jego życie, były tak wyrozumiałe. Cnotliwej pannie Lund, która była jego radcą prawnym, zapisał zaledwie dwieście dolarów miesięcznie. Czy chciał w ten sposób przekazać, co myśli o niewinności? Może tak, może nie, bo wcale nie niewinnej i pochodzącej z Nikaragui pani Rosabelli Burch zapisał trochę więcej.
Tylko jedną ze swoich przyjaciółek naprawdę obdarował, a mianowicie panią Kitson. Zapisał jej akcje Getty Oil o wartości prawie ośmiuset pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Kiedy na początku lat osiemdziesiątych akcje te stały się dwa razy droższe, pani Kitson, chyba jedyna na świecie, została milionerką tylko dlatego, że kiedyś komuś czytała książki G. A. Henty’ego.
Powściągliwość w obdarowywaniu była zgodna z jego charakterem, więc tak naprawdę nie powinna nikogo dziwić, natomiast jeden, ale za to największy zapis w tym głęboko przemyślanym dokumencie, miał prawo wszystkich zaskoczyć. Ten naprawdę wielki gest ze strony Getty’ego był absolutnie nie w jego stylu. Chodzi o decyzję o spożytkowaniu osobistego majątku testatora w całości, bezwarunkowo i bez żadnych zastrzeżeń na jeden cel. Getty zawsze lubił zaskakiwać i postarał się, aby absolutnie nikt – naturalnie oprócz prawnika Lansinga Haysa – nie podejrzewał, że swoim zapisem testamentowym otworzy śluzę, którą pieniądze bardzo szeroką strugą popłyną do niewielkiej instytucji kulturalnej powstającej w jego posiadłości w Malibu. Tą instytucją jest Muzeum J. Paula Getty’ego, którego on sam na oczy nie widział, bo jakoś zabrakło mu odwagi.
Na to muzeum przeznaczył w swoim testamencie ogromne pieniądze, a mianowicie aktywa osobiste, które w chwili jego śmierci miały wartość prawie miliarda dolarów. Biorąc pod uwagę inflację, dziś byłyby to dwa miliardy. Dzięki tym pieniądzom to w sumie dość dziwne muzeum, bo usytuowane w pieczołowicie zrekonstruowanej starożytnej rzymskiej willi na brzegu Pacyfiku, w ciągu jednej nocy stało się najhojniej dofinansowaną tego typu instytucją w czasach współczesnych. Zdaniem osobistego asystenta Getty’ego, Norrisa Bramletta, jego szef w ten sposób pragnął zapewnić sobie nieśmiertelność. Chciał, by jego nazwisko było znane, dopóki istnieje cywilizacja.
Była to również, o czym Getty przecież wiedział doskonale, decyzja bardzo korzystna pod względem podatkowym. W Kalifornii muzeum jest uważane za placówkę dobroczynną i dlatego zezwala się dyrekcji muzeum co roku wydać cztery procenty kapitału na zakupy, które zwolnione są od podatku. Getty zawsze był przeciwny płaceniu podatków i w przeciwieństwie do wielu zwyczajnych obywateli, którzy myślą podobnie, ale płacą regularnie, on robił to nadzwyczaj rzadko.
Niemniej jednak, mimo powyższych faktów, w testamencie ani słowem nie wspomniano, dlaczego jego pieniądze mają być wykorzystane na ten właśnie cel, nie ma w nim też żadnych wskazówek, na co dokładnie mają być wydawane przez dyrekcję muzeum. Kiedy rywal Getty’ego, Armand Hammer, otworzył swoje i o wiele mniejsze muzeum w Los Angeles, wszystko dopiął na ostatni guzik, ustalając każdy szczegół. Clay Frick z kolei, magnat stali, postarał się, by usunięcie choćby jednej aspidistry z atrium w jego galerii było w świetle prawa właściwe niemożliwe – a co dopiero jeśli chodzi o obrazy! A gdyby dyrekcji Muzeum J. Paula Getty’ego przyszło raptem do głowy sprzedać całą kolekcję obrazów i zmienić muzeum sztuki w muzeum rowerów, mogliby śmiało zrealizować swój pomysł.
W sumie więc tak do końca nie wiadomo, czym kierował się stary człowiek, gdy czynił takie, a nie inne zapisy. Intrygujący był również fakt, że w testamencie prawie nie ma słowa na temat członków jego rodziny, czyli, jak lubił to określić, dynastii Gettych – a więc jego dzieci i wnuków, czyli owoców trzech spośród pięciu małżeństw, z których żadne nie było udane. Czy zapomniał o nich, czy też wszystkich bez wyjątku wydziedziczył?
Otóż nie. Miał po prostu inny pomysł. Kiedy archeolodzy rozkopywali groby najbogatszych faraonów, czasami natrafiali za komorą grobową na jeszcze jedną komorę wypełnioną wszystkim, co najlepsze, w której miał rezydować po wsze czasy duch zmarłego. Coś podobnego stało się z pieniędzmi pozostawionymi przez Jeana Paula Getty’ego, który, jako człowiek skryty, oprócz osobistego majątku, który zapisał swemu muzeum, powoli i systematycznie budował również drugą i jeszcze większą fortunę. Był to niewymieniony w testamencie i całkowicie odłączony od osobistego majątku fundusz powierniczy, który rósł w potęgę dzięki wygranym w potajemnej grze, w którą Getty grał ze światem przez ponad czterdzieści lat. I tam właśnie, w tym funduszu, odkładał olbrzymie kwoty, które zgodnie z zasadami tej gry odziedziczą jego zstępni. Z tym że nie wszyscy.
Fundusz ten, służący Getty’emu jako swego rodzaju wolna od opodatkowania monstrualna skarbonka, stworzony został w latach trzydziestych z inicjatywy jego matki Sarah w celu zabezpieczenia potomnych. I stąd też nazwa: Fundusz Sarah C. Getty. Był to fundusz powierniczy z klauzulą zabezpieczającą przed roztrwonieniem przez lekkomyślnego członka rodziny. Właśnie taki, by Sarah, która w swoim synu dostrzegała skłonność do rozrzutności, mogła spać spokojnie.
Trochę dziwne wydaje się posądzenie o rozrzutność człowieka okrzykniętego potem najbogatszym skąpcem stulecia. A jeszcze dziwniejsze, że Getty miał na punkcie funduszu niemal obsesję i dokładając nieprzerwanie, usypał wielką górę nieopodatkowanego kapitału. W końcu 1986 roku, kiedy fundusz ostatecznie został podzielony między beneficjentów, jego wartość szacowano na ponad cztery miliardy dolarów, a potem wielkość tego kapitału wzrosła jeszcze dwukrotnie.
Można by pomyśleć – a prawdopodobnie tak właśnie myślała Sarah – że fundusz zagwarantuje jej zstępnym wszystko, co może dać bogactwo człowiekowi, który podąża wyboistą drogą życia. Poczucie bezpieczeństwa, dostatek, a także, co bardzo ważne, oddanych przyjaciół.
I… Czy ktoś odważy się to wyszeptać?
Och, po prostu chodzi o szczęście.
Zastanów się nad tym, czytelniku!
Wielką i dotąd nierozwikłaną tajemnicą fortuny Getty’ego jest porażający fakt, że tak wielu swoich beneficjentów zniszczyła, że okazała się nie tylko największą, lecz prawdopodobnie także najbardziej destrukcyjną fortuną wszechczasów. Kiedy miliony ludzi marzą o milionach, kiedy niezliczone miliony gotowe są harować jak wół, spiskować, mordować, dać się ujarzmić już nawet nie za miliony, a za żałosną garść monet. A w przypadku Gettych coś tak pożądanego, tak przyjemnego jak pieniądze sprowadziło na nich tyle nieszczęść.
Jeszcze za życia starego Getty’ego niejeden z jego potomnych stał się wrakiem człowieka. Na trzy lata przed jego śmiercią jeden z jego synów popełnił samobójstwo, potem drugi syn, uzależniony od alkoholu i narkotyków, wyraźnie miał ochotę zrobić to samo. Trzeci syn, wydziedziczony już jako dziecko, z biegiem lat coraz bardziej był tym rozgoryczony. Tylko czwarty, najmłodszy syn żył normalnie, prowadząc szczęśliwe, spełnione życie – ale kosztem czegoś. Całkowitego odcięcia się od Getty Oil i pozostałych biznesów ojca.
Jeszcze zanim umarł stary Getty, zaraza zaczęła szerzyć się i w następnym pokoleniu. Najstarszy wnuk Getty’ego został porwany przez włoską mafię, tracąc przy tym ucho, a w konsekwencji do końca życia pozostał uzależniony od narkotyków, alkoholu i rozpusty, co wyniszczało go całkowicie. Natomiast jego siostra zaraziła się AIDS.
W rezultacie w tych ostatnich latach życia Jeana Paula Getty’ego często było tak, jakby cała rodzina sama chciała ulec autodestrukcji. Kiedy w sądzie brat walczył z bratem o ten ogromny, zatruty spadek. Jeden z dziennikarzy kiedyś wręcz stwierdził, że do końca lat siedemdziesiątych rodzina Gettych stała się po prostu synonimem terminu „rodzina dysfunkcyjna”.
Wielkie fortuny mogą niewątpliwie mieć katastrofalne skutki dla spadkobierców. Zwykle dlatego, że w zbyt młodym wieku uzyskują oni dostęp do zbyt wielkich pieniędzy. Ale w przypadku rodziny Getty’ego to nie pieniądz leżał u podstaw ich nieszczęścia. Żaden z synów Getty’ego nie chował się w luksusie, nawet jeśli w perspektywie było odziedziczenie wielkiego bogactwa. Z wnukami było podobnie.
Balzac, zafascynowany wielkimi fortunami i spustoszeniem, jakich dokonują w rodzinach nuworyszy w czasach II Cesarstwa Francuskiego, napisał kiedyś, że za każdą wielką fortuną kryje się wielka zbrodnia.
Ale tego również absolutnie nie można było odnieść do Gettych. Bo nawet jeśli podczas gromadzenia majątku przez Getty’ego ktoś tam kiedyś może i wykonał odrobinę brudnej roboty lub okazał się dwulicowy, nigdy nie miała miejsca żadna zbrodnia, którą można by wskazać palcem. A już na pewno żadna „wielka zbrodnia”.
W tym wszystkim jednak było coś bardzo intrygującego, co na pewno zafascynowałoby Balzaka. Charakter Jeana Paula Getty’ego. Na pewno skomplikowany. Historia jego fortuny to przecież historia jego życia, a sprzeczności i obsesje tego wyjątkowo ekscentrycznego Kalifornijczyka zawsze odgrywały zasadniczą rolę w jego działaniach, a więc i w sprawie jego problematycznego spadku. Tu odegrały rolę tak wielką, że śmiało można stwierdzić, że to, co stało się z jego dziećmi i dziećmi jego dzieci, jest również spuścizną po Jeanie Paulu, która jednych zniszczyła, a inni, choć z bliznami, dali sobie jakoś radę. A wśród młodszego pokolenia nie brakuje takich, którzy są świadomi tego zagrożenia i starają się nie dopuścić, by historia się powtórzyła.
Wszystko, co się wtedy wydarzyło, razem tworzy niezwykłą kronikę skutków oddziaływania ogromnych pieniędzy na ludzi w istocie bardzo bezbronnych. Aby to zrozumieć, należy zacząć od tego, jak powstała owa fortuna – na pewno w sposób nietuzinkowy – oraz od prześwietlenia charakteru pewnego purytanina, kobieciarza, ale i człowieka samotnego podatnego na lęki, który zrobił z siebie najbogatszego człowieka w Ameryce.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Wszystkie pieniądze świata
Autor John Pearson
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 24-01-2018
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635419
Tłumaczenie Hanna Hessenmuller
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
29-03-2018

www.recenzjeknigoholiczki.blogspot.com

Bywają książki, do których podchodzi się, potocznie mówiąc- "jak pies do jeża". To znaczy- mimo chęci pojawiają się objawy dotyczące lektury. Biografie to ciężki orzech do zgryzienia. W takich pozycjach nie znajdziemy akcji, która pędzi, nagłych zwrotów akcji. Nie znajdziemy bo to nie powieść. Jak więc oceniam dziś recenzowaną pozycję?
Wbrew pozorom i moim obawom- bardzo dobrze. Ktoś powie- biografie są nudne. I ma rację! Nie, właściwie też nie ma racji. Bo bywają takie, które czyta się z zapartym tchem, nie czując gatunku.
O nich też trudno pisać- bo każda z nich jest podobna, opisuje czyjeś życie: czasami skupia się na jednej osobie, często są też mówi się nie tylko o bohaterze, ale też o jego rodzinie.
Tak też było i tutaj. "Wszystkie pieniądze świata" to opowieść o marzeniach, o drodze do nich. Pokazano, że dla wielu ludzi ważne są pieniądze, czasami przesłaniały relacje rodzinne. Historia rodu Gettych pokazuje, że wcale szczęścia nie dają. Ich pokręcone losy pokazują to dosyć wyraźnie.
Na wspomnienie zasługuje fakt, że dziadek posiadający fortunę nie chciał zapłacić okupu (wnuk został porwany. Jak to się zakończy? Czy chłopak zostanie uwolniony?
Potwierdza się, że osoby, którym nie brakuje rzeczy materialnych brakuje uwagi, wsparcia, zwykłej rozmowy.
Do kin wchodzi film "Wszystkie pieniądze świata". Wybierzecie się? Ja raczej nie (fundusze nie pozwalają), jednak z niecierpliwością będę oczekiwać gdy pojawi się w telewizji. Zwykle najpierw czytam książkę, dopiero potem ekranizacja. Trzymam się tej zasady, boję się, że gdybym najpierw zobaczyła film nie miałabym radości z lektury...

Ocena 
21-02-2018

Nie wszystko można kupić

Co byś zrobił gdyby twoje fundusze były nieograniczone? Gdybyś mógł kupić sobie jacht każdego popołudnia jak zwykłą zachciankę? Gdybyś mógł na obiad jeść ostrygi z szafranem, a jeśli w sklepie traktowali by Cię źle, to mógłbyś go po prostu wykupić? Podobno mając nieograniczone środki jesteś mniej szczęśliwy, niż dostając za miesiąc pensję za którą jest się w stanie kupić sobie drobne przyjemności, wyjechać raz w roku na wakacje i żyć w spokoju. Chyba coś w tym jest...



Główny bohater tej książki pierwszy milion zarobił w wieku 23 lat. Jest najbogatszym żyjącym Amerykaninem i żywym dowodem na to, że pieniądze to nie wszystko. Jean Paul Getty był pięciokrotnie żonaty, jednak każda jego miłość kończyła się wraz z nadejściem rodzinnej codzienności. Domowe ognisko nie sprawiało, że był szczęśliwy, wręcz przeciwnie. Skłonność do zdrad i imprezowania szybko doprowadza przecież do rozpadu każdego małżeństwa. Nietrudno się domyślić że skoro nie obeszły go dzieci, to wnuki również nie były oczkiem w głowie. Mało który z ludzi nie chciałby jednak zapłacić okupu za porwanie własnego wnuka, szczególnie kiedy wydatek to dla niego kropla w morzu gotówki.


"Wszystkie pieniądze świata", podobnie jak recenzowana niedawno "Gra o wszystko", wpadły w moje ręce głównie za sprawą ekranizacji. Obie powieści postanowiłam przeczytać przed obejrzeniem filmu, także ominęła mnie wizyta w kinie, za to domowa biblioteczka wzbogaciła się o dwa nowe tytuły. Jednak o ile książkę Molly Bloom przeczytałam bardzo szybko, o tyle "Wszystkie pieniądze świata" szły mi dośc opornie.


Sama historia jest naprawdę ciekawa i podejrzewam, że będzie z niej niezły film. Problemem była dla mnie mnogość dat i różnych wydarzeń, które sprawiały, że momentami czułam, jakbym czytała podręcznik do historii. Wszystkie poboczne elementy doprowadziły do tego, że gubiłam główny wątek i skupiałam się na nieistotnych szczegółach. A szkoda, po szczerze mówiąc liczyłam, że autor nieco bardziej skupi się na motywie porwania. W rzeczywistości to zaledwie jeden z elementów złożonej historii rodu.


"Wszystkie pieniądze świata" nie są napisane lekkim językiem i wymagają skupienia, żeby w pełni cieszyć się lekturą. Historia jest ciekawa, jednak sama powieść mogłaby być nieco bardziej wciągająca. Decyzja należy do Was, być może książka przypadnie Wam do gustu bardziej niż mnie...

Ocena 
21-02-2018

Zapis historii rodziny Gettych

Zapewne część z Was słyszała o nowym filmie Ridleya Scotta „Wszystkie pieniądze świata” oraz głośnej sprawie związanej z tą produkcją, czyli zamianie aktorów grających jedną z głównych ról. Tego w historii kina chyba jeszcze nie grali. Tuż po zakończeniu realizacji filmu wybuchł głośny skandal dotyczący Kevina Spacey i wszystkie sceny z jego udziałem zostały nakręcone od nowa jednak tym razem w rolę J. Paula Getty wcielił się Christopher Plummer, którego podobno Scott od samego początku widział w tej roli, ale producenci upierali się przy Spaceym. I tak o to film zamiast pojawić się na srebrnym polskim ekranie w grudniu wszedł do kin pod koniec stycznia, a ja dzięki temu nim go zobaczyłam zdążyłam zapoznać się z książką o tym samym tytule.

„Wszystkie pieniądze świata” Johna Pearsona to zapis historii kilkupokoleniowej rodziny Gettych wielokrotnie znajdujących się w ścisłej czołówce na listach najbogatszych ludzi świata. Wszystko zaczęło się od Georga Franklina Getty, który dał początek fortunie Gettych dzięki zyskom z boomu naftowego. Mimo iż George dorobił się niemałej fortuny to jego syn, J. Paul Getty stał się prawdziwym krezusem. Został okrzyknięty najbogatszym żyjącym Amerykaninem. Jeśli jednak zazdrościcie panu Getty jego miliardów to powiem szczerze nie ma czego. Duże pieniądze pociągnęły za sobą też duże nieszczęścia.

Paul był bardzo oszczędnym człowiekiem, nie lubił niepotrzebnie wydawać pieniędzy.

„Zwykle goście karmieni byli zwyczajnie, na przykład zapiekanką z wołowiną i ziemniakami. Oszczędzano na materiałach biurowych, na przykład koperty, jeśli było to możliwe, wykorzystywano powtórnie, zbierano gumki recepturki, papieru listowego starano się zużywać jak najmniej.”

Był też człowiekiem kochliwym i skupionym na swoim jedynym celu, a mianowicie udowodnieniu swojemu nieżyjącemu już ojcu, że jest coś wart. Kierował się swoim własnym systemem wartości, w którym jego własne dzieci nabrały znaczenia dopiero w chwili, w której były w stanie włączyć się do budowania imperium Gettych lub wysokość okupu za ukochanego wnuka nie mogła przewyższać kwoty wolnej od podatku. Może tak właśnie robi się pieniądze, ale nie tak buduje się szczęśliwe relacje. Wielu członków rodziny Gettych zapłaciła wysoką cenę za przynależność do tego klanu. Oczywiście bycie Gettym miało też swoje uroki. Paul Junior uwielbiał krykieta, a miłością do niego zaraził go nikt inny jak sam Mick Jagger.

„Wszystkie pieniądze świata” to naprawdę dobrze napisana biografia, która wciąga od pierwszej strony, ale jak wiadomo najlepsze scenariusze (i książki też) pisze samo życie. I choć czasem w głowie się nie mieści, że można tak postępować to jednak nie wiadomo jak my byśmy się zachowali dostając 1 milion dywidend co tydzień.

Zaczęłam od filmu to i nim zakończę. Film jest tylko wyrywkiem z książki skupiającym się na jednym z jej rozdziałów dotyczącym porwania 16-letniego Paula III. Wiele rzeczy się „rozjeżdża”, ale jak wiadomo w filmie musi być wszystko bardziej: dramatycznie, emocjonująco, malowniczo i pouczająco o czym z resztą na końcu filmu jesteśmy poinformowani.

Serdecznie zapraszam do czytania i oglądania. Kolejność dowolna choć ja osobiście preferuję #najpierwksiazkapotemfilm ;).

Pozdrawiam
K.

Ocena 
21-02-2018

Wszystkie pieniądze świata - John Pearson

„Wszystkie pieniądze świata” autorstwa Johna Pearsona opowiada historię wzlotów i upadków trzech pokoleń amerykańskiej rodziny potentatów naftowych. Niniejsza historia zainspirowała samego Ridleya Scotta do przeniesienia jej na duży ekran. Autor potrafi zaciekawić czytelnika przemyślaną fabułą oraz barwnymi postaciami z krwi i kości. Losy głównych bohaterów czyta się z wypiekami na twarzy, nie nudząc się ani przez moment trwania lektury.

Przebieg jednego z najbardziej znanych porwań lat 70 relacjonowały telewizje niemal na całym świecie. Jean Paul Getty III został porwany w wieku szesnastu lat przez włoski gang, który oczekiwał wypłaty horrendalnego okupu. Burzliwe negocjacje trwały niezwykle długo, a Jean Paul Getty I, senior rodu, niezwykle długo wstrzymywał się z wypłatą okupu, gdyż obawiał się kolejnych żądań przekazania pieniędzy...

Książka o rodzinie Getty przypadła mi do gustu, a opis porwania został naszkicowany niezwykle realistycznie. John Pearson napisał rasowy kryminał, który czyta się niemal jednym tchem. Napięcie trzyma od pierwszej do ostatniej strony, a liczne spiski i intrygi dodają całości pikanterii. Do ostatniej chwili nie wiadomo co się stanie z porwanym chłopcem, a autor umiejętnie nie zdradza nam tego faktu. Bohaterowie są mocną stroną tej pozycji, a Jean Paul Getty I, senior rodu przyciąga uwagę podczas czytania. Zakończenie potrafi zaskoczyć, sprawiając, że lektura to prawdziwa frajda.

„Wszystkie pieniądze świata” jest ciekawą książką, która powinna przypaść do gustu miłośnikom dramatycznych historii. Losy rodziny Gettych są niezwykle burzliwe i potrafią dać wiele do myślenia, że pieniądze jednak to nie wszystko. Jeżeli potrzebujecie lektury, która jest emocjonująca i daje do myślenia, to jest to pozycja właśnie dla Was. Nie raz można się przestraszyć i złapać za głowę, a szybka akcja i barwni bohaterowie sprawiają, że lektura to istny majstersztyk.

http://fantasy-bestiarium.blogspot.com/2018/02/wszystkie-pieniadze-swiata-john-pearson.html

Ocena 
12-02-2018

Genialna!

Czy pieniądze dają szczęście? To pytanie należałoby skierować do najbogatszych ludzi świata, z których znaczna część mieszka w Stanach Zjednoczonych. Znana w całym świecie klątwa Kennedych okazuje się nie być bowiem osamotnioną.

Rodzina Gettych należała do najbogatszych ludzi na świecie. Wszystkie pieniądze świata to biografia rodu od czasów Jeana Paula Getty'ego I, który dzięki trafnym inwestycjom w ropę naftową na Bliskim Wschodzie zapewnił sobie bogactwo i uznanie. Jednak nie miał zamiaru swoim bogactwem dzielić się ze swoją rodziną. Był to efekt wychowania, które odebrał w domu, w którym nauczono go, że do wszystkiego trzeba samemu dojść. Przełomowym momentem nie jest nawet porwanie w latach 70. XX wieku jego wnuka Jeana Paula III. Dopiero nagonka w mediach, realne zagrożenie nadszarpnięcia na wizerunku zmuszą go do złagodzenia warunków. Nikt wówczas nie zdawał sobie sprawy, że wraz ze śmiercią Jeana Paula Getty'ego I potęga rodu upadnie.

Historia rodu Gettych jest idealnym potwierdzeniem, że pieniądze i szczęśliwa rodzina nie idą razem w parze. Przypływ fortuny powoduje, że chcemy ją jeszcze powiększać i niekoniecznie chcemy się nią dzielić, wychodząc z założenia, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

Książka bardzo mi się podobała i z pewnością obejrzę film. Cała tragedia rodu nieco przypomina mi historię klanu Kennedych, których pieniądze i władza również zgubiły.

Polecam Wam wieczór z tą książką, a weekend w kinie na filmie :)

Ocena 
09-02-2018

www.mybooksharmony.blogspot.com

Wszystkie pieniądze świata to historia amerykańskiej rodziny potentatów naftowych, a przede wszystkim Jeana Paula Getty'ego, który dzięki dobrym inwestycjom oraz dlatego, że jako jeden z pierwszych zdał sobie sprawę jaką żyłą złota są pola naftowe w Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej został najbogatszym żyjącym Amerykaninem.
Autor postarał się jak najdokładniej opisać dzieje rodu Getty'ch, począwszy od historii George'a Getty'ego - ojca Jeana Paula i jego matki, Sarah Getty, która tworząc fundusz powierniczy dała początek potężnemu imperium Getty'ch.
Już na samym początku dowiemy się, że Jean Paul zmarł 6 czerwca 1976 roku w samotności, a trakcie lektury autor wyjaśni nam dlaczego tak się stało. Ja miałam wrażenie, że był to człowiek, którego jedynym celem było gromadzenie bogactwa i nie zważanie przy tym wszystkim na otaczających go ludzi i ich uczucia. Muszę przyznać, że z każdą kolejną stroną Jean Paul Getty zaskakiwał mnie coraz bardziej, nie miałam pojęcia, że człowiek tak bogaty mógł być aż tak skąpy, nie tylko skąpy jeśli chodzi o pieniądze, ale równie skąpy w okazywaniu swoich uczyć.
Historia opisana przez John'a Pearson'a według mnie jest bardzo smutna, jest również potwierdzeniem tego, że pieniądze szczęścia nie dają, a wręcz potrafią to szczęście odebrać. Świadczy o tym chociażby to, że jeden z synów Getty'ego bardzo młodo zmarł, inny uzależnił się od narkotyków, natomiast jego wnuk Jean Paul Getty III został porwany dla okupu. I właśnie historia porwania i przebiegu negocjacji stała się kanwą dla filmu Ridleya Scotta, który 26 stycznia 2018 roku miał swoją premierę w polskich kinach.
Za każdym razem, gdy zaczynam czytać biografię, obawiam się, że będzie to ciężka, składająca się przede wszystkim dat i suchych faktów historia, jednak tym razem czekało mnie pozytywne zaskoczenie. John Pearson historię Paula Getty'ego przestawił w bardzo ciekawy sposób, oczywiście w książce znalazło się wiele dat, nazwisk i nazw spółek prowadzonych przez rodzinę Getty'ch. Jednak cała historia opisana jest w bardzo przystępny sposób, dzięki czemu niesamowicie wciąga, a czytelnik czuje, że znajduje się blisko opisywanych w niej wydarzeń.
Książkę z czystym sumieniem polecam wszystkim osobom chcącym dowiedzieć się czegoś więcej o tej niesamowitej rodzinie ????

Ocena 
07-02-2018

Polecam!

John Person jest autorem biografii rodziny Gettych. Choć jest to opowieść pisana na faktach, czyta się ją jak powieść sensacyjną. Person lekkim piórem pokazuje nam złożone losy najbogatszych ludzi świata.

„Wszystkie pieniądze świata” przedstawiają życie J. Paula Getta kalifornijskiego przedsiębiorcy, kolekcjonera, założyciela Getty Oil Company, i jego potomków. Naftowy potentat, choć był pięciokrotnie żonaty, nie zaznał prawdziwej miłości i szczęścia. Śledząc jego poczynania, mamy wrażenie, że prawdziwie kochał tylko pieniądze, do tego stopnia, że rzadko się nimi dzielił, nawet po śmierci. Nie łatwe życie miały też jego dzieci i wnuki. Uzależnienia, samobójstwa, a nawet porwania dla okupu, to nie rzadkość w tej rodzinie.

Bardzo smutne były losy tej rodziny. Widzimy jak brak zainteresowania, miłości od ojca przekłada się na zmarnowane życie dzieci. Można J. Paula starać się usprawiedliwić, sam bardzo oschle był traktowany przez swoich rodziców, a brak miłości w dzieciństwie przełożył się na dalsze jego postępowanie. Ciężko jednak go tłumaczyć, gdy skąpił pieniędzy przy okupie za własnego wnuka...
Pomnożył rodzinny majątek, jednak czy był szczęśliwy? Sprawdza się w tym wypadku powiedzenie „Pieniądze szczęścia nie dają". Nie wiadomo jak byśmy byli bogaci, nie kupimy wiecznej młodości ani zdrowia, kiedyś trzeba będzie umrzeć. Bardzo się tego lękał J. Paul.

Książkę mogę polecić wszystkim miłośnikom ciekawych biografii. „Wszystkie pieniądze świata” czyta się szybko. Losy rodziny Gettych są bardzo zajmujące i wciągające. Nie długo do kin wchodzi film, o naftowych potentatach myślę, że przed premierą filmową warto zapoznać się z książką.
MJ
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl

Ocena 
04-02-2018

Wszystkie pieniądze świata

Bardzo dobra książka, którą czyta się z wielkim zainteresowaniem. Autor ciekawie i z humorem zaprezentował dzieje rodziny naftowych potentatów z Kalifornii. Polecam:)

Napisz recenzję

Napisz recenzję