Reardon wręczył mi ostateczną listę graczy, których miałam zaprosić. Widniało na niej dziewięć nazwisk, w większości tych samych co ostatnio. Postanowiłam dowiedzieć się o nich jak najwięcej.

1. Bob Safai, magnat na rynku nieruchomości. Był pewny siebie i w zależności od tego, jak mu szła gra, potrafił być czarujący albo strasznie niesympatyczny. W zeszłym tygodniu widziałam, jak ubliżał krupierom i różnym rywalom. Dla mnie był bardzo miły, ale coś mi mówiło, że lepiej mu nie podpaść.
2. Todd Phillips, scenarzysta i reżyser, którego najnowszy film Kac Vegas stał się już ikonąszczeniackiego humoru.
3. Phillip Whitford, przystojny i dobrze ułożony arystokrata, który opływał w obrzydliwe wręcz bogactwa i był chyba najlepszym graczem przy stole. To on mi podszepnął, żeby nie zagadywać aktywnych graczy, oraz dodawał mi otuchy przyjaznym uśmiechem. Czułam, że mam w nim sprzymierzeńca.
4. Tobey Maguire był mężem Jen Meyer, córki szefa wytwórni Universal. Pomimo drobnej postury, był wielką gwiazdą filmową, i jeśli wierzyć chłopakom, drugim najlepszym pokerzystą.
5. Leonardo DiCaprio, chyba najbardziej rozpoznawalny aktor na świecie. Był nie tylko nieziemsko przystojny, ale też niesamowicie utalentowany. Miał jednak dość dziwny styl gry, zupełnie jakby nie obchodziło go to, czy wygra, czy przegra. Pasował większość rąk i słuchał muzyki na wielkich słuchawkach.
6. Houston Curtis jako jedyny odstawał od reszty towarzystwa. Nie dorastał ani w bogatej, ani w uprzywilejowanej rodzinie. Był producentem trywialnych programów z gatunku reality, prezentujących na przykład amatorskie nagrania walk domorosłych zapaśników. Osławił się tym, że jako dziecko nauczył się grać w karty i przyjechał do Hollywood bez centa przy duszy. Wyglądało na to, że przyjaźnił się z Tobeyem.
7. Bruce Parker był już po pięćdziesiątce. Słyszałam, jak mówi, że zaczynał od handlu trawką. Wreszcie wykorzystał swoje doświadczenie w prowadzeniu biznesu i wspiął się w hierarchii zarządzania na sam szczyt jednej z najstarszych i największych firm z branży golfowej. Podobno zarobił na sprzedaży miliardy dolarów i pomógł wprowadzić spółkę na giełdę.
8. Reardon, o którym wiedziałam więcej, niż chciałam.
9. Mark Wideman, którego jeszcze nie poznałam, był przyjacielem Phillipa i w tym tygodniu miał zasiąść po raz pierwszy przy pokerowym stole.

Tym razem napisanie wiadomości do graczy przyszło mi znacznie łatwiej. Wiedziałam już, kim byli i czego się można po nich spodziewać. Kliknęłam „Wyślij” i tak jak poprzednio, natychmiast posypały się odpowiedzi o treści:
Wchodzę w to.
Kto gra?
Nie mogłam się już doczekać wtorku.

***

W weekend pojechałam moim zdezelowanym dżipem grand cherokee do domu towarowego Barneys. Z pewnym zakłopotaniem oddałam kluczyki parkingowemu, nieprzyjemnie świadoma, że moje auto nie pasowało do otaczających je lśniących i eleganckich mercedesów, beemek, ferrari oraz bentleyów.
Gdy weszłam do środka, przestałam się krępować i ruszyłam prosto do działu z obuwiem. Rozejrzałam się po nieskazitelnych ekspozycjach. Po raz pierwszy w życiu było mnie stać na to, co tylko chciałam. Czułam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami.
– Czy mogę w czymś pomóc? – spytał nienagannie ubrany sprzedawca, patrząc krzywo na moje znoszone klapki.
– Tylko się rozglądam – odpowiedziałam, ignorując jego snobizm.
– Może coś zaproponuję? – nalegał.
– Czemu nie! – przytaknęłam radośnie.
Przymierzywszy dziesięć par butów, zdecydowałam się na klasyczne czarne czółenka od Louboutina.
– Czy równie dobrze dobiera pan sukienki? – zapytałam sprzedawcę.
– Proszę za mną – odparł z uśmiechem, widząc, jak kładę na ladę tysiąc w gotówce za buty. Gdy potrząsnęłam kiesą, stał się dla mnie milszy. – Przedstawię pani moją koleżankę z czwartego piętra – oświadczył.
Nazywała się Caroline. Idąc u jej boku, czułam się tak, jak zapewne czuł się mój wóz zaparkowany wśród tych wszystkich szykownych aut. Dobrze wiedziałam, że prezentowałam się dość niechlujnie. W Barneys roiło się od idealnie wystylizowanych kobiet, które chyba nigdy w życiu nie miały kiepskiej fryzury. Ja byłam ubrana w dżinsy, japonki i bluzę. Włosy miałam związane w niedbały kucyk i schowane pod czapką z daszkiem z logo Denver Broncos. Z tego wszystkiego najgorsza była rażąca w oczy podróbka torebki Prady, którą kupiłam od ulicznego sprzedawcy gdzieś w centrum Los Angeles.
– W czym mogę pomóc? – zapytała.
– Szukam sukienki, w której nie będę przypominać siebie – stwierdziłam ze śmiechem
Też się roześmiała, po czym spytała:
– Ma być do pracy? Na randkę? Na przesłuchanie?
– Przy tych cenach mam nadzieję, że na każdą z tych okazji.
– Coś wybiorę, a tymczasem proszę się rozgościć. – Skinęła w stronę dużej, tonącej w pluszu przymierzalni. – Zanim wrócę, proponuję zdjąć czapkę, związać włosy w kok i włożyć nowe buty.
Tak zrobiłam.
Po chwili wróciła z kilkoma cudownymi sukienkami.
– Proszę przymierzyć wszystkie – poleciła.
Wcisnęłam się w czarną strukturalną sukienkę z kolekcji Dolce & Gabbana, która uniosła mi biust, wyszczupliła talię i podkreśliła tyłek. Istne czary!
– Skąd się wzięło to ciało? – zachwyciła się Caroline, gdy wyszłam z przebieralni, i zaprowadziła mnie do trzyczęściowego lustra. W tej kreacji wyglądałam nie tylko elegancko, ale też seksownie.
Jak mogłam jej nie kupić, nawet za taką cenę? Ta sukienka odmieniła mnie tak samo jak makijaż od Valerie.
– Czyli seksowną mamy z głowy. Znajdziemy jeszcze coś klasycznego i będziesz mogła się pożegnać z dawną sobą – oświadczyła mniej oficjalnym tonem.
Uśmiechnęłam się wesoło.
Przymierzyłam obcisłą, granatową kreację od Valentino, która uwydatniła wszystkie moje atuty, przy czym nie była zbyt wyzywająca.
Stylizację dopełnił sznur pereł Chanel.
– Jesteś naprawdę dobra w swoim fachu – stwierdziłam z uznaniem.
Caroline uśmiechnęła się.
– W takim razie poproszę o kartę kredytową i nie będę już potrzebna.
– Och – stropiłam się, wyjmując zwitek setek. – Mam tylko gotówkę.
Na twarzy Caroline pojawiło się rozczarowanie. Zrobiło mi się przykro. Wiedziałam, że wzięła mnie za call girl.
– Zaraz wrócę z rachunkiem. – Ton jej głosu nadal był przyjazny, tylko trochę chłodniejszy. Zaczęłam przebierać się w stare ciuchy, gdy znów pojawiła się w przymierzalni.
– Nie powinnam tego robić, mogę przez to stracić pracę. Ale polubiłam cię i widziałam już, jak to miasto niszczy młode dziewczyny.
– Caroline, uwierz mi, nie jestem dziewczyną na telefon ani nikim w tym stylu. Po prostu poszczęściło mi się w pokera. Nie kłamię.
Uśmiechnęła się.
– To świetnie. Obawiałam się innej odpowiedzi.
– Proszę, to moja wizytówka. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebowała – odparłam, odwzajemniając uśmiech. – Dzięki, że tak uczciwie podeszłaś do sprawy, choć mogłaś mieć przez to kłopoty.
Wyszłam z Barneys z naręczem nowych strojów i uśmiechem od ucha do ucha.

Wreszcie nadszedł wtorek i tym razem Reardon pozwolił mi wyjść z pracy o rozsądnej porze, miałam zatem czas, żeby przebrać się w nową sukienkę.
W drodze do domu zadzwonił szef jednego z nocnych klubów, w których pracowałam. Gdy tylko mogłam, nadal dorabiałam po godzinach.
– Cześć, T.J. Co słychać?
– Potrzebuję cię na wieczorną zmianę. – W jego głosie słychać było zniecierpliwienie. Każdy, kto pracuje w tym biznesie, za dnia jest strasznie zrzędliwy.
– Nie mogę. – Po raz pierwszy mu odmówiłam.
– Więc chyba nie zależy ci na pracy – stwierdził ostrym tonem. – W tym mieście są miliony dziewczyn gotowych za nią zabić.
Pomyślałam o tym, ile zgarnęłam w zeszłym tygodniu za pokera. W jeden wieczór zarobiłam więcej pieniędzy niż przez miesiąc pracy w klubie. Nabrałam zatem głęboko powietrza i oświadczyłam:
– W takim razie zadzwoń po jedną z nich, bo ja odchodzę.
Z szoku odebrało mu mowę. Podziękowałam mu grzecznie za daną mi szansę i rozłączyłam się.
Wiedziałam, że postąpiłam lekkomyślnie. Nie miałam gwarancji, że moja przygoda z pokerem to stabilne zajęcie, przecież mogła szybko się skończyć, ale zamierzałam ciągnąć to tak długo, jak się da. Poza tym poczułam się cholernie dobrze, rzucając tę niewdzięczną, poniżającą pracę kelnerki.

Pojawiłam się na miejscu w nowych butach i sukience – wybrałam tę seksowniejszą.
– Fiu, fiu, popatrz no! – wykrzyknął z uznaniem Diego, odbierając ode mnie siatki z alkoholem. – Możesz dziś liczyć na dobre napiwki.
– Przesadziłam? – zapytałam niepewnie.
– Skąd, wyglądasz seksownie. À propos napiwków, to co zamierzasz z tym zrobić?
– Z czym?
– Z napiwkami – powtórzył. – Mnie coś skapuje cały czas w trakcie gry. Widziałem, że tobie dają na koniec gotówkę. Zawsze lepiej się na tym wychodzi, jeśli dostajesz żetony. Jeśli chcesz, możemy się dzielić zyskami. Pół na pół.
Musiałam to dobrze przemyśleć. Widziałam, jak gracze po wygranym rozdaniu rzucali żetony na środek stołu. Logika podpowiadała mi, że dziesięciu kolesiów dających napiwki przez kilka godzin gry przekłada się na sporo forsy. Niemniej jednak Reardon dał jasno do zrozumienia, że moja pieniężna gratyfikacja była jedynym sposobem na otrzymanie ponownego zaproszenia.
– Zobaczymy, jak pójdzie dzisiejszy wieczór, i dogadamy się po wszystkim. – Chciałam się najpierw przekonać, ile faktycznie zarabia.
– Okej – przytaknął z uśmiechem.
W tej samej chwili do pokoju wkroczył Reardon.
– A niech mnie! – rzucił ze śmiechem. – Nawet niezła z ciebie dupa. – W jego ustach był to największy komplement, na jaki mogłam liczyć.
Skarciłam go spojrzeniem.
Reardon popatrzył na bufet.
– Wypas! – stwierdził i wgryzł się w kanapkę. W tłumaczeniu: świetnie się spisałam z wyborem przekąsek. Prawda była taka, że nauczyłam się tego wszystkiego od Reardona, który gustował tylko w najlepszych produktach, na przykład kaca zajadał kawiorem. Od czasu, gdy rzucił we mnie bajglami z Pink Dot, wiele się zmieniło. Przez to ciągłe bieganie po jedzenie i deski serów, które Reardon zamawiał do biura, stałam się bardziej wyczulona na luksusowe towary.
Houston wszedł spokojnym krokiem i mocno mnie uściskał.
Podałam mu dietetyczny snapple o smaku malinowym.
Następny zjawił się Bruce Parker, a tuż za nim wparował Todd Phillips. Obaj byli czymś rozbawieni.
– Z czego się tak śmiejecie, świrusy? – zagadnął ich Reardon, przybijając z nimi pięści. Panicznie bał się zarazków, dlatego ze względów sanitarnych zamiast ściskania dłoni wolał przybijać żółwika. Oczywiście zapominał o swojej fobii, kiedy chodziło o łóżkowe podboje.
– Przed chwilą Parker zaliczył na parkingu ręczną robótkę – wyjaśnił Phillips.
– Była ładna i chciała tylko pięć stów, więc stwierdziłem, że to na szczęście – skwitował ze śmiechem.
– Ostro! – skwitował Reardon i skinął z uznaniem głową.
Dopiero wtedy zauważyli, że stoję obok wciśnięta w kąt.
– Przepraszam, słońce – zafrasował się Todd.
– Molly nie takie rzeczy słyszała. W końcu pracuje dla mnie – zripostował Reardon, bagatelizując sprawę.
Potwierdziłam skinieniem głowy i przywołałam na twarz miły uśmiech.
– Twojemu chłopakowi nie przeszkadza, że nosisz takie sukienki i zadajesz się z takimi draniami jak my? – zapytał Todd.
– Ja nie mam… – zaczęłam, ale przestali się mną interesować, bo właśnie weszli Tobey i Leo. Wszyscy trochę się speszyli i zaczęli dziwnie zachowywać, oczywiście poza Reardonem, który przybił żółwika z Leem i burknął:
– Co tam, cwaniaczku?
Podczas gdy reszta graczy obległa Lea, Tobey podszedł do Diega i wręczył mu shuffle mastera. Shuffle master to warta siedemnaście tysięcy dolarów maszynka, która tasuje, a następnie losowo wybiera talię do następnego rozdania, przyśpieszając grę i gwarantując uczciwy przebieg każdej rozgrywki. W zeszłym tygodniu Tobey oznajmił chłopakom, że bez niej nie siada do stołu.
Później przybył Bob Safai. Tydzień temu otrzymał od Diega to, co inni gracze określili jako „bad beat”. Oznaczało to, że Bob miał znacznie mocniejszy układ niż jego przeciwnik, a mimo to przegrał. Patrzyłam, jak w złości rzuca kartami w Diega.
Diego wyjaśnił mi później, że statystycznie Bob powinien wygrać. To była sytuacja na dwa outy – tylko dwie karty mogły uratować skórę jego rywalowi i dać mu zwycięstwo. Gdy Tobey je trafił, Bob wpadł w furię. Spiorunował Diega wzrokiem i zarzucił mu, że oszukiwał przy tasowaniu. Dlatego byłam wdzięczna za to, że tym razem Tobey przyniósł tasownik i że to nie ja byłam krupierem.
– Witaj, piękna – rzucił Bob, gdy odbierałam od niego kurtkę. Widziałam, jak wodzi wzrokiem po pokoju. Nawet on czuł się lekko oszołomiony w towarzystwie Lea.
Phillip Whitford przyszedł ze swoim kumplem Markiem Widemanem. Mark z kolei przyjaźnił się z tenisistą Pete’em Samprasem, który podobno również grywał w pokera na wysokie stawki. Wideman był dobrym graczem, ale obiecał, że spróbuje ściągnąć Samprasa, co na pewno zwiększyłoby zainteresowanie grą.
Gdy Whitford mnie zobaczył, zagwizdał z uznaniem i ucałował moją dłoń.
Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, ciesząc się każdą chwilą jako jedyna dziewczyna pośród tych wszystkich przystojnych mężczyzn sukcesu.
Nagle ponad szmerem rozmów rozległ się dźwięczny głos Reardona:
– No to gramy!

Goście zajęli miejsca, a pomieszczenie wypełniły spokojne melodie Franka Sinatry, furkot tasownika do kart, dźwięk przerzucanych żetonów i radosne przekomarzanki graczy. Kiedy się rozkręcili, trudno było za nimi nadążyć. Uzupełniali stacki, czyli kwoty posiadane przy stoliku, w błyskawicznym tempie, i wchodzili za wszystkie żetony. Phillip wyjaśnił mi w jednej z nielicznych przerw, że to tak zwane zagranie all-in. Choć poker był dla mnie czymś nowym, patrzyłam jak urzeczona. Gra była nieprzewidywalna i dostarczała wiele emocji. Nie tylko mnie udzieliła się ta energia. Diego rozdawał karty z prędkością światła. Gracze założyli się dodatkowo między sobą o kolor flopa (czyli pierwszych trzech wspólnych kart wyłożonych przez Diega), a nawet zaczęli robić zakłady sportowe.
Siedziałam w rogu i bacznie się przyglądałam. Od czasu do czasu donosiłam jedynie drinki. Ci kolesie byli tak skoncentrowani na grze, że tak naprawdę zapomnieli o moim istnieniu. Wszyscy z wyjątkiem Phillipa, który wciąż przysyłał mi esemesy z pokerowymi ciekawostkami. Pisałam jak szalona na laptopie, skrzętnie dokumentując wszystko, czego się dowiedziałam.
Tymczasem Bob dzielił się ploteczkami z rynku nieruchomości, Wideman opowiadał o Samprasie, Tobey i Houston analizowali ręce pokerowe, Reardon wszystkich obrażał, próbując wytrącić rywali z równowagi, Phillips rzucał dowcipnymi sloganami, a Leo siedział ze słuchawkami na uszach, co pomagało mu się skupić. Bruce nawijał przez chwilę o dziewczynie, która zrobiła mu dobrze ręką za pięćset dolarów, a potem przeszedł do tego, jak się dorobił, zaczynając od handlu trawką w Hollywood.
Gdy nadeszła pora kolacji, zamówiłam jedzenie z restauracji Mr. Chow. Gracze nie byli zachwyceni tym, że musieli przerwać grę na posiłek. Zanotowałam sobie w myśli, żeby na przyszłość dostawić małe stoliki, by mogli jeść przy stole pokerowym. W trakcie kolacji podsłuchałam, jak Bruce pyta Phillipa o restaurację, do której mógłby zaprosić dziewczynę. (Domyśliłam się, że nie taką od ręcznej robótki).
– Znam idealne miejsce – wyrwałam się. – Restauracja Madeo. Bardzo romantyczna, a jedzenie jest wyśmienite.
– Świetny pomysł – stwierdził Bruce.
– Mam ci zarezerwować stolik? – spytałam.
Dzięki tym wszystkim rezerwacjom, które dokonywałam dla Reardona i jego ekipy, znałam kierowników sal we wszystkich topowych lokalach.
– Chętnie – przytaknął z uśmiechem.
– Napisz mi tylko na kiedy i wszystkim się zajmę.
– Dzięki, Molly. Jesteś najlepsza.
Przez ostatni tydzień sporo myślałam o tym, jak zbliżyć się do graczy i zwiększyć swoje szanse na to, że nikt mnie nie zastąpi. Reardon lubił, gdy załatwiałam za niego różne drobne prywatne sprawy, postanowiłam więc wypróbować tę metodę. Jednocześnie wiedziałam, że to musi wyglądać jak najbardziej naturalnie. Moja pomoc nie mogła być wymuszona. Czułam, że z Bruce’em mi się udało. Później w trakcie rozgrywki dostałam esemesa od Houstona, który pytał, czy mogłabym wkręcić jego i jeszcze jedną osobę na imprezę w pewnym hollywoodzkim klubie. Ponieważ znałam tam wszystkich promotorów i bramkarzy, nie miałam z tym żadnego problemu.
Po kolacji gra została wznowiona, i to pełną parą. Siedziałam w rogu i patrzyłam, jak Diego sprawnymi ruchami rąk przesuwa żetony i wykłada kolejne karty. Nie sposób było za nim nadążyć. Nagle hałas ucichł. Mark Wideman wstał i przespacerował się wokół stołu z dłońmi wbitymi w kieszenie.
Na środku stołu piętrzył się gigantyczny stos żetonów. Obiegłam wzrokiem graczy, sprawdzając, kto pozostał w rozdaniu.
Tobey.
Siedział z oczami utkwionymi w Marku, zagryzając wegańską przekąskę, którą przyniósł z domu.
Wszyscy czekali z zapartym tchem, aż Mark wykona ruch. Nie wiedziałam, co się dzieje, ale dało się wyczuć napięcie.
– Sprawdzam! – oświadczył wreszcie.
Tobey spojrzał na niego zszokowany.
– Sprawdzasz? – zapytał z niedowierzaniem.
– Tak – potwierdził Mark. – Mam cię?
Próbowałam zliczyć w myślach te wszystkie żetony, ale były dosłownie wszędzie.
– Masz mnie – przyznał Tobey i przesunął karty w kierunku Diega, poddając rozdanie. – Niezłe karty, stary – uśmiechnął się do Marka i natychmiast przeniósł wzrok na mnie, świdrując mnie spojrzeniem.
Po chwili wysłał mi esemesa:
Kim jest ten koleś?
Szybko odpisałam:
Mark Wideman. Adwokat.
Rozumiem.
Coś mi podpowiadało, że znalazłam się w opałach.
Rozpoczęła się kolejna rozgrywka. Ilekroć Reardon uczestniczył w rozdaniu – i teraz także Tobey – wstrzymywałam oddech. Znałam Reardona wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że jego ekscytacja grą nie potrwa długo, jeśli będzie ciągle przegrywał. Oczywiście zadowolenie Tobeya też było ważne. Pod koniec wieczoru obaj byli do przodu, jednak z każdą trzymającą w napięciu sekundą, która przybliżała ich do ostatniego rozdania, czułam się coraz bardziej wyczerpana emocjonalnie. Mimo to cieszyłam się każdą minutą spotkania, które dobiegło końca o trzeciej w nocy.
Gracze zaczęli kolejno wychodzić. Pomogłam im z kurtkami i biletami parkingowymi, ucałowałam ich symbolicznie i/lub uściskałam na pożegnanie, i od każdego dostałam sowite wynagrodzenie w formie gotówki bądź żetonów. Byłam im niezmiernie wdzięczna. Czułam, że jest tego więcej, niż zasłużyłam. Najhojniejsi okazali się Phillip, Houston i Bruce, którzy sypnęli naprawdę sporymi sumami, ale każdemu z graczy podziękowałam równie serdecznie. O dziwo Tobey, który wygrał najwięcej, zostawił najmniejszy napiwek.
Gdy wszyscy wyszli, Diego i ja usiedliśmy przy stole i podliczyliśmy cały nasz utarg. Piętnaście tysięcy dolarów. Po siedem i pół na głowę.
– Tak jest zawsze? – spytałam zszokowana.
– Nie. – Zachichotał. – Takiej gry jeszcze nie widziałem.
– Diego – wyszeptałam. – Siedem i pół tysiąca dolarów! To jakiś obłęd!
– Dalej noś takie kiecki – zażartował.
Poszłam za bar i nalałam dwa kieliszki szampana.
– Trzeba to oblać – stwierdziłam, wznosząc toast: – Za równy, przyjacielski podział i partnerstwo!
– Tak jest! – zawtórował.
Nawet gdyby nasze napiwki nie zawsze dochodziły do takich kwot, miło było mieć wspólnika.
Dopiliśmy szampana w radosnej ciszy. Diego mieszkał z dala od Beverly Hills i pracował w okrytych złą sławą kasynach, obsługując graczy, których mogła zrujnować jedna pechowa karta. Teraz czuł się jak w raju, tak samo, a nawet bardziej niż ja.
– Mam nadzieję, że to będzie trwało wiecznie – odezwałam się po kilku minutach.
– Nic nie trwa wiecznie, zwłaszcza w hazardzie – stwierdził roztropnie.
Wyparłam te słowa z pamięci. Słyszałam jedynie głos mamy, która każdej nocy, tuląc mnie do snu, powtarzała:
- Skarbie, możesz mieć wszystko, co chcesz, jeśli się bardzo postarasz.
Być może nie tak to sobie wyobrażała, ale właśnie tego chciałam i zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy, by tego nie stracić.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Gra o wszystko
Autor Molly Bloom
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 08-01-2018
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635105
Tłumaczenie Danuta Fryzowska
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
08-03-2018

Gra o wszystko i jeszcze więcej.

To historia, w którą ciężko uwierzyć. Dziewczyna z Kolorado, której życie toczyło się miedzy szkołą, domem i stokiem narciarskim, rozkręciła niezwykle prężną machinę hazardu, o której mówili wszyscy w „branży”. Znalazła sposób, by zarabiać i nie być zobowiązaną do odprowadzania podatków, co, rzecz jasna, nie mogło spodobać się władzom. Zwłaszcza, że jej zarobki można by porównać z budżetem niejednego miasteczka.

Książce można wiele zarzucić. Czytając ją, nie sposób nie zauważyć, że jej autorką nie jest zawodowy pisarz. Brak tu porównań, epitetów, zaskakujących zabiegów stylistycznych – ale nie o to chodzi w tej historii! Książka Molly Bloom jest do bólu prawdziwa! Dlatego na stronach książki czytelnik znajdzie nie zarysowaną akcję, ale opowieść „dobrej znajomej”, która opowiada historię swojego życia. Z całą pewnością opis walki, jaką Molly Bloom stoczyła z Rządem Stanów Zjednoczonych byłby równie ciekawy, jak opis powstawania jej imperium. Być może za jakiś czas stworzy kolejną książkę, w której o tym opowie.

Bohaterka to z całą pewnością niezwykle ambitna kobieta, to perfekcjonistka, która szybko się uczy i bez problemów łączy fakty. Już w dzieciństwie, gdy po operacji kręgosłupa nie tylko wróciła do sportu, ale dostała się do narodowej kadry narciarskiej, pokazała, że dla niej liczy się tylko zwycięstwo – od zawsze „grała o wszystko”. Jestem przekonana, że Molly jeszcze pokaże, na co ją stać i mocno trzymam za nią kciuki.

Ocena 
22-02-2018

Gra o wszystko


Książkę czyta się bardzo szybko i sprawnie. Napisana jest w lekki i przystępny sposób. Jednak jak dla mnie zabrakło tutaj ciut więcej szczegółów, takich smaczków, które by dodały więcej pikanterii całej opowieści. Książkę Molly Bloom z powodzeniem można przeczytać w jeden wieczór. Będzie to mile spędzony czas z lekką opowieścią idealną do czytania przed snem.

http://www.czytajac.pl/2018/02/gra-o-molly-bloom/

Ocena 
21-02-2018

Połączenie "Diabeł ubiera się u Prady" i "Fight Club"

Co powinna zrobić kobieta, która nie ma wrodzonego talentu, a chce osiągnąć sukces?

Molly pogodziła się z tym, że nie zostanie sławną sportsmenką, geniuszem matematycznym, ani wybitną aktorką. Coś z tyłu głowy podpowiada jej jednak, że gdzieś czeka coś jeszcze, a ona sama przeznaczona jest do wielkich rzeczy. Powtarza to sobie cały czas. Kiedy nie śpi po nocach, wykonując marne fuchy, z całych sił wierzy, że będzie warto. Bloom jest bystra i zdeterminowana, żeby zrobić karierę i wieeeelkie pieniądze.

O Molly Bloom usłyszałam, dzięki zapowiedzi filmu. Jak to niezwykle często bywa, okazało się, że film powstał na podstawie powieści, a ja nie byłabym sobą, gdybym w pierwszej kolejności nie sięgnęła po książkę. Film poszedł więc w odstawkę (przynajmniej na razie), a ja spędziłam kilka przyjemnych wieczorów w towarzystwie pokera w wersji książkowej. I wiecie co? Było warto.

"Gra o wszystko" nieco przypomina mi książkę/film "Diabeł ubiera się u Prady". Tutaj zamiast luksusowych torebek mamy karty, jednak schemat jest dość podobny. Molly również wzbudza sympatię, szybko dopasowując się do świata, który do niedawna był jej kompletnie obcy i... świetnie się tam odnajduje. Z drugiej strony to trochę "Fight Club" z nielegalnymi rozgrywkami. Czy może być coś bardziej przekonywującego niż takie połączenie?

Aż trudno uwierzyć, że taka historia mogła wydarzyć się naprawdę. Z ogromną przyjemnością wraz z Molly wkraczałam w świat sławnych i bogatych i poznawałam ich przedziwne zwyczaje. Pojawienie się w książce takich nazwisk jak diCaprio, czy Maguire tylko dodawało jej pikanterii. Z jednej strony można mieć wrażenie, że czytamy biografie, jednak z drugiej - to po prostu bardzo dobra lektura rozrywkowa. Jest napisana lekkim językiem, akcja nie nuży czytelnika (a przecież tak zwykle bywa w biografiach.

Cieszę się, że zdecydowałam w pierwszej kolejności sięgnąć to "Grę o wszystko" w wersji książkowej. Jeszcze bardziej, że już wkrótce będę mogła porównać ją z ekranizacją. Jeśli film w dalszym ciągu jeszcze przed Wami, to polecam zrobić to samo. Na tę chwilę mogę powiedzieć jedno - powieść Molly Bloom jest świetna!

Ocena 
21-02-2018

Gra o wszystko - Molly Bloom

„Gra o wszystko” autorstwa Molly Bloom przedstawia porywającą historię kobiety, która poznała na wylot podziemny świat hazardu. Pomimo wielu potknięć starała się zdobyć upragniony cel, częstokroć wszelkimi dostępnymi środkami. Nastrój niepewności towarzyszy nam przez cały czas trwania lektury, co nie pozwala nam się nudzić choć przez moment. Liczne wątki sprawiają, że trudno odgadnąć któż może być prawdziwym sojusznikiem, a kto wrogiem. Jest to powieść okraszona motywami sensacyjnymi, sprawiająca, że czyta się ją bardzo szybko.

Molly Bloom urodziła się w małym miasteczku w Kolorado. Kobieta niemal od zawsze marzyła o wielkim świecie i pławieniu się w luksusach, a podziemny świat hazardu jej to umożliwił. Molly Bloom dzięki temu miała możliwość poznania wielu sław Hollywood oraz wpływowych milionerów, polityków czy sportowców. Jednak dobra passa nie trwa wiecznie, a im wyżej zajdziemy, tym boleśniejszy staje się upadek...

Książkę przeczytałem bardzo szybko, głównie za sprawą bardzo ciekawej głównej bohaterki. Barwny język i ciekawe wątki fabularne sprawiły, że od lektury wręcz nie mogłem się oderwać. Wsiąknąłem w opowiedzianą przez autorkę historię i świetnie się bawiłem podczas lektury. Molly Bloom potrafi zaskakiwać czytelników, a zakończenie naprawdę potrafi zaskoczyć. Molly Bloom przedstawiła swoją historię w ciekawy sposób i dzięki lekturze niniejszej książki będziemy mogli poznać pobudki, jakimi się kierowała w swoim burzliwym życiu, nie raz igrając z ogniem.

„Gra o wszystko” nie zawiodła mnie i dostałem kawał porządnej lektury. Jest to książka ciekawa, przeznaczona dla osób, które chcą poznać nieco lepiej życiorys Molly Bloom. Podczas czytania nie nudziłem się, a postać niesztampowej hazardzistki jak najbardziej da się lubić i czyta się o jej losach z dużym zaciekawieniem. Spirala zagrożenia nakręca się, a historia głównej bohaterki potrafi miejscami wzbudzić ciarki na całym ciele. Serdecznie polecam.

http://fantasy-bestiarium.blogspot.com/2018/02/gra-o-wszystko-molly-bloom.html

Ocena 
18-02-2018

Stawiam wszystko

Opis fabuły



Molly od dziecka stawiano najwyższe wymagania - w sporcie i w nauce. Pewnego dnia postanawia przerwać studia i wyjechać do Los Angeles. Tam, zrządzeniem losu, dostaje pracę u Reardona - najpierw jako kelnerka w restauracji, a później jako jego osobista asystentka. Musi wtedy troszczyć się o wszystko, aż w końcu pewnego dnia ma zorganizować grę pokera. Tak oto Molly wkracza do świata hazardu i sław. Gry organizowane są coraz częściej, a Molly stara się, by wszystko było na jak najwyższym poziomie. Czy dobra passa się utrzyma? A może to było tylko szczęście początkującego?

Opinia



Mam ostatnio wrażenie, że Gra o wszystko prześladuje mnie dosłownie wszędzie. Gdy wybrałam się do kina na VIII epizod Star Wars wszędzie były ulotki i reklamy tego filmu. Jakiś czas później dowiedziałam się, że jest on nominowany do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany, a wydawnictwo HarperCollins przysłało mi propozycję zrecenzowania pozycji Molly Bloom o tym samym tytule. Wtedy uznałam, że to nie może być przypadek, ale przeznaczenie i postanowiłam zaryzykować.

Historię życia opowiada Molly Bloom - autorka i główna bohaterka książki. Przedstawia swoją drogę na pokerowy szczyt, mimo że już na początku wiemy, jak jej gra się potoczyła. Najważniejszym wątkiem są oczywiście organizowane spotkania, ale, jak to w ludzkim życiu bywa, mamy też miłość, przyjaźń, pasję i namiętność.

Molly sprawia wrażenie dumnej ze swojego dzieła, ze wszystkiego, co osiągnęła. Mówienie o tym chyba nie przychodzi jej z wielkim trudem. Mimo że jej decyzje nie zawsze są racjonalne, da się ją polubić, ale chyba tylko jako bohaterkę książki, nie osobę. Gołym okiem można zauważyć zmiany imion niektórych bohaterów - wydają się trochę nierealne i niespotykane. Każda z postaci sprawia jednak wrażenie prawdziwej, ludzie nie stracili swojego człowieczeństwa i wielowymiarowości przed przeniesienie ich na papier. Żałuję trochę, że wątek Leonardo DiCaprio zakończył się trochę niespodziewanie - z przyjemnością poczytałabym jeszcze trochę o tym Hollywoodzkim przystojniaku.

Autorka opowiada swoją historię w sposób, jakby to wcale nie była autobiografia, ale całkowicie fikcyjna historia. Rzadko spotykam się z takim sposobem przedstawienia własnego życia - zazwyczaj biografie są pełne nudnych faktów i dat. W przypadku Gry o wszystko, historia Molly przypomina powieść. Wszystko w niej jest naturalne i lekkie, książka Bloom wciąga i pochłania bez reszty, a czytelnik wprost nie może się doczekać tego, co będzie dalej. Mimo że w temacie pokera jestem zupełnie zielona, bez trudu orientowałam się w terminologii używanej przez bohaterów. Historia Molly jeszcze bardziej podsyciła moją fascynację pokerem i w wolnej chwili bliżej przyjrzę się tematowi. Dodatkowo, Gra o wszystko pokazuje w jaki sposób hazard uzależnia - nie trzeba tylko grać, by nie móc bez niego żyć i dla kart zrezygnować z rodziny i przyjaciół. Nie miałam również pojęcia, że gry pokerowe urządza się w taki sposób - Molly przedstawia nam hazardowy półświatek od kuchni, z zupełnie nowej perspektywy niż ukazane w filmach.

Język użyty w powieści jest prosty, pozbawiony zbędnej wulgarności. Molly przedstawia swoją wersję wydarzeń, przytacza rozmowy tak, jak je zapamiętała. Zarówno zawodowy pokerzysta, jak i laik zrozumie wszystkie użyte pojęcia, a lektura okaże się czystą przyjemnością.

Mam ogromną słabość do książek posiadających filmową okładkę, która w tym wypadku idealnie oddaje ducha i wydźwięk powieści. Tłumaczenie jest bardzo płynne i przyjemne, nie ma także rażących literówek czy błędów.

Polecam tę książkę każdemu, kto chciałby poznać bezwzględny świat pokera oraz historię niesamowitej, silnej kobiety, pokerowej księżniczki z Miasta Aniołów.

Ocena 
18-02-2018

Kiepska

Jeśli interesujecie się filmem to prawidłowo kojarzycie tytuł. Przewinął się podczas ostatniej Gali Złotych Globów, zgarniając dwie statuetki. Ale również i w tym przypadku najpierw była książka, która jest dość specyficzna.

Gdybym miała ocenić książkę po okładce to obok amerykańskiej wersji przeszłabym obojętnie, sądząc, że jest to poradnik jak uprawiać hazard i do czego on prowadzi. I cóż... Oceniłabym prawidłowo. Nie neguję faktu, że historia nadaje się na film, bo faktycznie da się zrobić tego hollywoodzki cud świata, ale książka niestety mnie nie urzekła.

Molly Bloom to dziewczyna z prowincji, która w wielkim mieście, jakim jest LA, szuka swojego szczęścia. Zatrudnia się początkowo jako kelnerka, szybko z pracy wylatuje, bowiem bar, w którym pracuje jest typowym pubem i bynajmniej gwiazdy tam nie zaglądają. W końcu urzekła swoimi zdolnościami właściciela jednego z najlepiej prosperujących klubów hazardowych. Szybko awansuje na jego asystentkę i uczy się jak taki klub powinien funkcjonować. Duże pieniądze, które zarabia nie wydaje na ciuchy, a sama postanawia zainwestować w podobny klub, który dzięki znajomościom staje się sporą konkurencją dla jej byłego pracodawcy. Oprócz wyścigu o splendor, Molly zaczyna nieświadomie mieć poważne problemy z prawem...

Molly Bloom może i jest mistrzynią w prowadzeniu gier hazardowych, ale na pewno nie jest mistrzynią w pisaniu. Niestety książka okazała się dla mnie totalną grafomanią. Rzadko zdarza się mi nie trafić po opisie książki, ale tym razem tak było. Cała historia z pewnością jest interesująca, ale ujęta jest z subiektywnego punktu widzenia Molly, która umówmy się, że nie widzi za wiele złego w spłukiwaniu ludzi z pieniędzy i udzielaniu im niebotycznych pożyczek, których nigdy nie spłacą. Jedynym plusem tej całe historii jest to, że pokazuje, co z człowiekiem potrafi zrobić hazard.

Ocena 
14-02-2018

Gra o wszystko

Molly Bloom to organizatorka gier pokerowych na najwyższe stawki, założycielka najbardziej ekskluzywnego, działającego nielegalnie klubu pokerowego w Stanach Zjednoczonych. Na własne oczy widziała, jak jeden z graczy w ciągu tylko jednej nocy przegrał milion dolarów i zapłacił następnego dnia. W grach, które organizowała w Los Angeles, a później również w Nowym Jorku brali udział najsłynniejsi, najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie z całego świata.
O swoich doświadczeniach opowiada w książce „Gra o wszystko”. 5 stycznia w polskich kinach premierę miał film o tym samym tytule. Oczywiście filmu nie widziałam, ale zaintrygowana historią Molly, postanowiłam przeczytać jej opowieść.
Molly dorastała w cieniu swoich braci w niedużym mieście w Kolorado. Jej rodzice przywiązywali ogromną wagę do aktywności fizycznej swoich pociech oraz kładli duży nacisk na ich wykształcenie. Niestety los chciał, że Molly w wyniku problemów ze zdrowiem nie mogła kontynuować kariery sportowej. Jej marzenia prysły jak bańka mydlana. Po długiej rekonwalescencji przyglądała się braciom, którzy osiągali coraz większy sukces w sporcie. Dziewczyna pragnęła poznać świat, chciała żyć pełnią życia, bez żadnych ograniczeń. Wyjechała do Los Angeles, aby zacząć wszystko od początku. Miasto Aniołów nie było dla niej zbyt przyjazne. Molly nie była ani początkującą aktorką, ani modelką, która stawia pierwsze kroki na wybiegu. Z trudem znalazła pracę i robiła wszystko, aby tylko nie zostać zwolnioną. Szybko została wciągnięta w niebezpieczny podziemny świat pokera, gdzie milionerzy przegrywali niebotyczne sumy w ciągu jednego wieczora, a i jej portfel sporo na tym zyskiwał. I choć nigdy nie zasiadła przy stole jako gracz, wkrótce została okrzyknięta „księżniczką pokera”. Niestety dobra passa nie trwa wiecznie, a panna Bloom wzbudziła zainteresowanie FBI.
„Gra o wszystko” to niesamowity zbiór wspomnień właścicielki elitarnych klubów pokerowych, kobiety, która obracała milionami dolarów. Przy jej stołach zasiadali tacy celebryci, jak Leonardo DiCaprio, Tobey Maguire, Ben Affleck, czy Macaulay Carson Culkin znany z roli Kevina w filmie „Kevin sam w domu”. Niesamowite jest to, jak bez cienia skrupułów Molly Bloom wkręciła się w nielegalny biznes. Choć miewała wątpliwości, co do swojej działalności, jej prawnik zapewniał ją, że choć balansuje na cienkiej linii między przestępstwem, to jednak działa w sposób dozwolony prawem, nie łamiąc go. Te zapewnienia były wystarczające, aby nasza bohaterka poczuła się pewnie i bezpiecznie. Marzenia o życiu pełnym luksusu, możliwości obracania się wokół sław wreszcie się ziściły.

Dalsza część recenzji na: https://tamczytam.blogspot.com/2018/02/gra-o-wszystko.html

Ocena 
14-02-2018

Gra o wszystko

Jak to często w takich sytuacjach bywa, niedawana premiera filmu „Gra o wszystko” okazała się być dobrym pretekstem do ukazania się w naszym kraju również pierwowzoru historii, czyli książki pod tym samym tytułem. Jak możemy przeczytać w wielu materiałach reklamowych, bohaterką jest Molly Bloom, kobieta znana w showbiznesie jako „Księżniczka Pokera”. Jednak zanim do tego doszło wiele rzeczy musiało po sobie nastąpić.
Molly miała szczęście urodzić się w bardzo dobrej rodzinie, gdzie ciężka praca i mocny kręgosłup moralny nikomu nie były obce. Gdy każdy z jej braci odniósł znaczący sukces, czy to sportowy czy naukowy, pochodzenie Molly stało się być jednocześnie jej przekleństwem. Presja jaką odczuwała, nakazała jej opuścić rodzinne gniazdo i szukać własnej drogi na szczyt. Takim sposobem przyszła „księżniczka” trafiła do Los Angeles.
Miasto Aniołów - pewnie nie ma na świecie drugiego miejsca, które jednocześnie dawałoby taką nadzieję, a z drugiej strony było tak bezlitosne. Molly wiedziała, że zasada „win or die” tyczy się również jej i tylko ciężka praca może ją do czegoś doprowadzić. Tym sposobem zaczynając jako kelnerka w ekskluzywnych restauracjach, zdobywała kolejne znajomości i pięła się po szczeblach kariery. Mimo wyczerpania i ciągłego poniżania, zaciskała zęby i parła przed siebie, nie zapominając jednak o zasadach jakie wpoili jej do głowy rodzice. Osobisty urok i pracowitość, sprawiły, że została dopuszczona do współorganizowania ekskluzywnych, zamkniętych spotkań pokerowych.
Uczestnikami tych spotkań były najważniejsze postacie showbiznesu jak Tobey Maguire czy Leonardo DiCaprio. Zadaniem Molly było przede wszystkim maksymalnie udobruchać każdego z graczy. Nikt nie mógł za dużo stracić (dlatego nie zapraszano zawodowców), liczyła się natomiast dyskrecja, prestiż (znane osobistości) i ekskluzywna obsługa (hotele, jedzenie, dziewczyny, szybka wypłata). Okazało się, że Molly do organizowania tego typu imprez oraz poruszania się w świecie sławy, pieniędzy, jak i na granicy prawa, jest po prostu stworzona, a specyficzni klienci mogą stać się źródłem niesamowitych dochodów. Jej życie zaczęło przypominać jedną wielką partię pokera, w której najtrudniejszą decyzją bywa ta o odejściu od stołu.
"Pragnęłam lepszego życia, wielkiej przygody, lecz nikt ot tak by mi tego nie podarował. Nie miałam tyle szczęścia co moi bracia. Czekałam na swoją szansę i coś mi mówiło, że w końcu ją dostanę. Przez myśl przemknęły mi proste, lecz głębokie słowa Alicji z książki Lewisa Carrolla:
„Mogłabym powiedzieć, kim byłam wczoraj, ale od tego czasu musiałam się już zmienić wiele razy”
Wiedziałam, że po dzisiejszym wieczorze już nigdy nie będę tą samą osobą co kiedyś."
Historia pokerowej księżniczki przypomina wiele innych historii z cyklu „od zera do milionera”, ale mimo to wzbudziła we mnie ciekawość. W dużej mierze dlatego, że to właśnie Molly Bloom jest autorką książki oraz głównym narratorem tej powieści. Jak sądzę dzięki temu dużo miejsca w książce poświęcone zostało różnym refleksjom i głębszym przemyśleniom. Dotyczą one podejmowanych przez Molly decyzji, oraz sposobu działania i myślenia gwiazd, które gościła przy swoim stole. Dostrzega ich ułomność, bawi się nią i wykorzystuję. Jednocześnie z perspektywy czasu zauważa, że również ją nie ominęło uzależnienie od gry, mimo że nie uczestniczyła w niej osobiście. Zasady, którymi się kierowała, empatia, gdzieś powoli zanikają, za to pojawiają niepokój i ciągły brak spełnienia. Po raz kolejny możemy się przekonać, że wszystko ma swoją cenę.
Większość książki poświęcona jest kolejnym pokerowym spotkaniom, wyjazdom i imprezom. Poznajemy nowych graczy, nowe miejscówki, doświadczamy kolejnych luksusów, w których główna bohaterka się pławi. Miałem nadzieję na bardziej rozbudowany wątek kryminalno-policyjny, (wszystko przez te trailery do filmu ;) dlatego też trochę się rozczarowałem, że został on potraktowany po macoszemu. Tym bardziej, że w sumie do tej pory nie rozumiem powodów „prawnych”, dla których cała historia skończyła się tak jak się skończyła.
To wszystko jest napisane, może nie w rewelacyjnym i trzymającym w napięciu, ale bardzo przystępnym stylu, tak że nawet laicy pokera powinni połapać się w wszelkiego rodzaju niuansach. Po lekturze nadal mam ochotę na zapoznanie się z wersją kinową i to chyba najlepiej świadczy o tej publikacji.
http://ksiegozbiorczyta.blogspot.com/2018/02/gra-o-wszystko.html

Ocena 
13-02-2018

Oryginalna książka!

Gdy tylko zobaczyłam zapowiedzieć tej książki postanowiłam, że muszą ją przeczytać. Zachęcił mnie nie tylko fakt jej ekranizacji, ale przede wszystkim porównanie do „Wilka z Wall Street”. Czy pozycja zasłużyła na miano kobiecej wersji jakże popularnej i bardzo dobrej książki?

Główną bohaterką książki jest Molly Bloom - pochodząca z miasta w Kolorado dziewczyna. Od dziecka marzyła o wielkim świecie, chciała osiągnąć coś niesamowitego, z czego mogliby być dumni jej rodzice. Pragnęła w końcu przestać żyć w cieniu swojego rodzeństwa. Jej życie skierowało się w stronę pokera, dzięki któremu wspięła się wyżej, niż mogła sobie wyobrazić. Zajmowała się organizacją nielegalnych rozgrywek dla największych gwiazd Hollywood. Poznała ludzi z pierwszych stron gazet i zbijała fortunę. Jednak gdy zaczęła żyć w wymarzonym luksusie, na swojej drodze spotkała przeciwnika, z którym walkę nie można uznać za łatwą.

~*~

„Gra o wszystko” to bardzo dobra, wciągająca książka z dość oryginalną fabułą. Ale przede wszystkim jest to pozycja pouczająca i dająca do myślenia. Autorka pokazuje, że życie, tak jak poker, również jest nieprzewidywalną grą. Dobra passa nie trwa wiecznie, a im wyżej się wespniemy, tym bardziej bolesny będzie upadek. Molly Bloom pokazuje również, jak pieniądze potrafią zmienić człowieka, im więcej ich ma, tym chce ich jeszcze więcej. Przypadła mi do gustu również główna bohaterka, która jest kobietą ambitną, dążącą do realizacji zamierzonego celu, ale także pod każdym względem osobą profesjonalną.

Molly Bloom w swojej książce dość skrupulatnie opisuje pokerowy świat. Pomimo tego, iż kompletnie nie znam się na tej grze, nic takiego nie odczułam. Owszem, autorka posługiwała się często branżowym słownictwem, ale za chwilę słowa/zwroty zostały przez nią wytłumaczone w bardzo przystępny sposób. Dzięki temu lektura nie była nudna ani nużąca.

Lektura tej książki okazała się być czystą przyjemnością. Nie nudziłam się ani przez chwilę. Co więcej - z zapartym tchem oraz z wypiekami na twarzy śledziłam losy Molly Bloom. Muszę przyznać, że autorka może pochwalić się bardzo dobrym pomysłem na książkę. Pozycja jest oryginalna, nieszablonowa i niezwykle ciekawa.

Podsumowując, „Gra o wszystko” to bardzo dobra, intrygująca i dająca do myślenia powieść. Jeśli szukacie czegoś nieszablonowego, czegoś wciągającego, to z całego serca polecam Wam powyższą książkę. Nie będziecie żałować. Pomimo tego, iż porównanie do „Wilka z Wall Street” jest, moim zdaniem, zbyt wygórowane, uważam, że pozycja ta jest godna Waszej uwagi.

Ocena 
13-02-2018

Żeby wygrać, trzeba grać!

Jak grać, to tak, żeby wygrać. O złoty medal, o najwyższą stawkę. Wszystko albo nic i to za wszelką cenę. Witaj w świecie wielkich pieniędzy, gdzie na pierwsze rozdanie czeka Leonardo Dicaprio, a po kolacji odpoczywa się w prywatnym basenie. Poznaj rzeczywistość, w której nie ma absolutnie żadnych ograniczeń poza... zasadami pokera. To jak, włączasz się do gry?

Gra o wszystko to książka autobiograficzna opisująca losy Molly Bloom, pokerowej księżniczki. Autorka opowiada nam o swojej karierze, która z Kolorodo poprowadziła ją wprost w ramiona... FBI. Na początku dowiadujemy się sporo na temat jej domu rodzinnego, gdzie się wychowała i jak była traktowana przez rodziców. To dość typowe dla książek, które opisują prawdziwe wydarzenia. Ten skrócony życiorys otrzymujemy w optymalnej objętości. Jest na tyle obszerny, by zaintrygować, a jednocześnie nierozwlekły. Bo przecież nie o dzieciństwo Molly na chodzi, ale o pokera!

Zanim jednak do niego dojdziemy, czeka nas kilka nieporadnych scen z życia początkującej kelnerki. A potem nagle wpadamy w samo centrum hazardy i ze zdziwieniem czytamy o kolejnych osobistościach, które poznała autorka. Aktorzy, reżyserzy, sportowcy, czy miliarderzy. Wszyscy walą drzewami i oknami na dyskretne partyjki. A że dyskrecja ma swoją cenę, Molly dostaje coraz większe napiwki. Bo chociaż wszystko jest legalne, to jednak odrobinę podejrzane, a przez to... niezwykle ekscytujące. Dziewczyna wpada w ten świat, jak śliwka w kompot i musi minąć wiele lat, by dostrzegła pewne mankamenty tego środowiska.

Ale zostawmy ocenę Molly sądowi. Przejdźmy do jej książki. Ta z kolei okazuje się... niezwykle wciągająca. Poczynania naszej bohaterki śledziłam z zapartym tchem i praktycznie bez chwili przerwy. Przeczytałam tę pozycję w dosłownie jeden wieczór, sama do końca nie wiedząc dlaczego. Ale nie byłabym recenzentkom, gdybym nie próbowała tego ustalić!

Po pierwsze, poker. To bardzo chwytliwy temat, od razu nasuwa kilka przyjemnych, popkulturowych skojarzeń, jak np. film „21”. Niby hazard, ale jednak taki „oswojony”, kulturalny, wręcz czysty! I autorka tylko utrzymuje ten wizerunek prezentując partyjki jako spotkanie bogatych panów, którzy wśród emocji tracą majątki. Bo chociaż dochodzi do kilku scen, sama książka nie opowiada o niczym bulwersującym. Jest trochę alkoholu, jakaś mglista wzmianka o prochach, ale z grubsza nic strasznego. Mamy kilka utraconych fortun, kilka wzburzonych głosów, ale... żadnych większych tragedii (nikt się na właśnie/cudze życie nie targa, ani zupełnie nic w tym stylu). Zaś sama autorka stoi z boku, kreując się na kobietę piękną, bystrą, inteligentną i bardzo przedsiębiorczą.

Ciąg dalszy na: http://www.recenzjenawidelcu.pl/2018/02/gra-o-wszystko-czyli-molly-bloom-o.html

Ocena 
12-02-2018

Gra o wszystko

Molly Bloom była dziewczyną z małego miasta w Kolorado. Od dziecka marzyła o wielkim świecie i dużych, łatwych pieniądzach. Udało jej się je zdobyć dzięki pokerowi. Organizowała nielegalne rozgrywki dla gwiazd Hollywood. Szybko jednak zapomniała o tym, że dobra passa nie trwa wiecznie, a ze szczytu można łatwo upaść na dno. Tę historię napisało samo życie. Molly Bloom postanowiła podzielić się nią z innymi ludźmi. Jak jej to wyszło?

O Molly Bloom usłyszałam po raz pierwszy stosunkowo niedawno, gdy oglądałam recenzję filmu, który został zainspirowany tymi wydarzeniami. Wcześniej nie miałam pojęcia o tym, że taka kobieta istnieje.

Molly Bloom była kobietą, której nie można odmówić samozaparcia w dążeniu do celu. Była ambitna, skora do poświęceń, ale mam też wrażenie, że wciąż poszukiwała swojej drogi życiowej. Czasem wydawało mi się, że nie do końca jest przekonana co do swoich decyzji.

Łapałam się za głowę, gdy widziałam, jak łatwo przyszło jej to, by porzucić dotychczasowe wartości i zacząć działać na granicy prawa. Owszem, szybkie i duże pieniądze kuszą, ale mogłoby się wydawać, że Molly uda się im oprzeć. Niestety, pokusa była silniejsza. Kobieta wyrzekła się siebie, byleby tylko pławić się w luksusach. Zapomniała jednak, że taka dobra passa nie będzie trwała wiecznie.

Książkę czyta się szybko, choć powiem, że pewnie wciągnęłaby mnie bardziej, gdybym była mniej zielona w sprawach związanych z pokerem. Nie do końca potrafiłam się wczuć w klimat tych nielegalnych rozgrywek. Nie rozumiałam, co jest w tym fajnego, ale to nie oznacza, że książka jest źle napisana. Nic z tych rzeczy. Molly Bloom dołożyła wszelkich starań, by przedstawić swoją historię w ciekawy sposób. Poznajemy ją na długo przed tym, zanim znalazła się na szczycie. Dzięki temu możemy poznać pobudki, jakie nią kierowały. Chociaż igrała z ogniem, mimo wszystko ją polubiłam i trudno było mi się z nią rozstać. Poza tym Molly dała mi ważną lekcję życia. Mam nadzieję, że będę potrafiła wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski.

Nie musicie grać w pokera, żeby przeczytać tę książkę. Jeśli po prostu chcecie poznać kobietę, która nie bała się postawić wszystkiego na jedną kartę, byleby dojść do celu, polecam tę powieść. Ja póki co będę musiała nadrobić film, jeszcze go nie widziałam, a podobno jest całkiem niezły.

Ocena 
12-02-2018

Gra o wszystko

Najpierw dowiedziałam się, że powstanie film. Następnie ktoś wspomniał mi o książce. Zainteresowana tematyką oraz tym, że historia jest oparta na prawdziwych wydarzeniach, a autorka to ich główna bohaterka, sięgnęłam po "Grę o wszystko". Miałam niemałe obawy co do fabuły, zarysu postaci czy choćby do stylu pisania. Na szczęście nie zawiodłam się, a nawet czuję się bardzo miło zaskoczona.
Moje obawy w większości się nie sprawdziły, co mnie bardzo ucieszyło. Język i styl autorki okazał się być bardzo przystępny. Oczywiście nie powiem, że jest to literackie arcydzieło, bo tak nie jest, ale jak na kogoś, kto wcześniej nie miał żadnej styczności z pisaniem, autorka udźwignęła ten ciężar. Książka jest napisana poprawnie. Myślę, że nie mam żadnych zarzutów poza krótkimi momentami, w których było trochę nudnawo. Nie było ich jednak wiele.
Dobrze napisana fabuła nie zawsze oznacza pędzącą akcję i masę zwrotów akcji. Ten gatunek książek nie charakteryzuje się szalejącym tempem. Mimo, że akcja rozwijała się w większości powoli, jest sporo elementów, które intrygują czytelnika i sprawiają, że ciągle przewraca kolejne strony. Historia przedstawiona w książce jest swoistym spisaniem wspomnień autorki i wcale nie jest to łatwe, by zainteresować czytelnika opowiadać o rzeczywistych sprawach. Pani Bloom udało się zaskarbić sobie ciekawość odbiorców podsycaniem akcji, wrzucając do niej co jakiś czas jakiś mocny element. Jako, że na fabułę składają się wydarzenia z życia autorki, w tę historię naprawdę można uwierzyć. Czasem spisując prawdziwe przeżycia można przedobrzyć lub nie wykorzystać dostępnych środków. Bardzo łatwo w tych wypadkach o potknięcia. W "Grze o wszystko" wszystko skonstruowane jest prawidłowo przy użyciu prostego stylu.
Jak już wspominałam historia jest oparta na faktach. Jest to ogromny plus dla narracji. Główna bohaterka, czyli sama autorka opisała wszystko takim jakie było naprawdę, nie musiała wysilać się i wymyślać jakichś sytuacji czy zdarzeń. Dzięki temu komentarze wplecione w tekst są niesamowicie szczere, przepełnione życiowymi lekcjami oraz przestrogami. Według mnie w pewnym sensie mogą też odgrywać rolę spowiedzi autorki przed ludźmi. W dobitny sposób opowiedziała co skłoniło ją do takich, a nie innych decyzji.
A skoro już trochę zaczęłam o głównej bohaterce - jej postać oczywiście wyróżnia się ponad inne. To ona jest tą, na której skupia się cała akcja, wszystko kręci się wokół niej - główna postać jest wyraźnie postawiona w centrum. Przy opisywaniu samej siebie, autorce pewnie nie było łatwo, ale dla mnie wybrnęła z tego obronną ręką. Nikt, oprócz samej autorki, nie wie, czy zawarte w książce wydarzenia są prawdą, ale po przeczytaniu tej książki i poznaniu tej postaci jestem w stanie uwierzyć, że wszystko to miało miejsce, a ona właśnie tak się zachowywała i tak reagowała. Widać, że autorka włożyła swoje serce w jak najszczersze przelanie samej siebie na postać w książce. Pozostałe postaci, mimo, że czasem były przerysowywane, były wykreowane bardzo wiarygodnie.
Książka zawiera się w spójną, prostą całość z bijącym po oczach przekazem kobiety, która ujawniła swoje całe życie i większość sekretów. Poprawnie spisany życiorys, który pokazuje, że życie jest jak gra - raz jesteśmy na szczycie, raz na dnie.

Ocena 
09-02-2018

"...i już wtedy zdałam sobie sprawę, że zwykłe życie nie jest dl

Najchętniej działam w ten sposób, że zanim obejrzę film, który wydaje się mnie zainteresować, sięgam po jego ewentualne źródło w postaci książki. Tak też jest i tym razem. Ekranizacja jeszcze przede mną, ale przygoda czytelnicza już za. Wspomnienia Molly Bloom napisane we wciągającym stylu, szczere odkrywanie kart z życia organizatorki gier pokerowych za najwyższe stawki. Ekskluzywny klub pokerowy w Los Angeles i Nowym Jorku prowadziła od dwa tysiące piątego do dwa tysiące jedenastego roku, do czasu zatrzymania przez pracowników Federalnego Biura Śledczego.

Ciekawie było poznać, w jaki sposób doszło do wciągnięcia Molly w hazardowy biznes, co spowodowało, że właśnie taki styl życia jej odpowiadał, dlaczego takie wartości stały się dla niej priorytetem. Poznając jej historię miałam wrażenie, że z jednej strony jest to mocna i silna osobowość, gotowa do wyrzeczeń, poświęceń i bezpardonowej walki, a z drugiej tak naprawdę wciąż poszukująca własnej tożsamości, potwierdzenia drzemiącego w niej potencjału, okazji do zaimponowania bliskim i znajomym. Jednak sposób, w jaki zapragnęła zaistnieć, zaspokoić wyśrubowane potrzeby, spełnić szalone ambicje, obsesyjnie osiągnąć sukces, balansował na cienkiej linie prawa i bezprawia, w styczności z wykroczeniem i przestępstwem.

Bloom dokładnie opisuje warunki, jakie ona i jej rodzeństwo mieli stworzone przez rodziców do samorealizacji w dzieciństwie, jednoczesny nacisk na dobre wykształcenie i aktywność sportową, poznanie potęgi marzeń, nieuciekanie przed wyzwaniami, stawianie czoła własnym słabościom. Już wówczas można było przekonać się o jej upartości i konsekwencji we wdrażaniu postanowień, obsesyjnym udowadnianiu swojej wartości, sięganiu z determinacją po wydawałoby się niemożliwe zadania, elastyczne odnajdywanie się w kryzysowych sytuacjach. Dowiadujemy się o jej osiągnięciach w narciarstwie, rozpoczęciu studiów prawniczych, podjęciu pracy w restauracjach i funduszu nieruchomości, gdzie nawiązała przydatne w przyszłości kontakty z zamożnymi, sławnymi i wpływowymi, czerpała garściami ze świata, który tylko czekał, by go odkryć.

Kiedy tylko wsiadła do szalonej i wciąż przyspieszającej pokerowej karuzeli, otoczona blichtrem, bogactwem, markowymi ciuchami, zachwycona wolnym i imprezowym stylem życia, potęgą władzy, za nic już nie chciała z niej zejść. Zadziwiające, jak szybko dobre wzorce i wolontariat w szpitalu odeszły w zapomnienie, a na pierwszym planie pojawiła się fascynacja, ekscytacja, oczarowanie pieniędzmi i tym, co za nie można mieć. Poker jako przepustka do świata finansów i sztuki, ale wszystko kosztem wyrzeczenia się części siebie. Z czasem wielomilionowe wygrane czy przegrane uczestników partii pokerowych nie robią już takiego wrażenia, szybko przywyka się do nowych reguł i standardów. A fortuna kołem się toczy, a u im wyżej się zaszło, tym bardziej bolesny jest upadek.

bookendorfina.pl

Ocena 
08-02-2018

DOBRA PASSA NIE TRWA WIECZNIE

"Gra o wszystko" to całkowicie prawdziwa historia wielkiego wzlotu i jeszcze większego upadku. Znajdziesz tu pełen zepsucia świat bogaczy, pokerowe potyczki i niebotyczne sumy. Książka Molly Bloom to fascynująca, wręcz hipnotyzująca opowieść, obrazująca realia życia nowojorskich wyższych sfer. Jest tu sporo opisów spotkań pokerzystów, garść słynnych nazwisk, które z pewnością kojarzysz i dużo gorzkiej prawdy o życiu.

"Gra o wszystko" to kawał świetnej książki-pamiętnika, napisanej przez dziewczynę, która zaczęła się bawić w niezbyt czystą grę i została wyrolowana. Pokazuje przede wszystkim, jak pieniądze zmieniają ludzi oraz uświadamia, że nic nie trwa wiecznie, zwłaszcza dobra passa.

Molly Bloom jest intrygującą postacią, a co najważniejsze niezłą pisarką. Moim zdaniem książka jest świetnie napisana i genialnie wciąga w niebezpieczny świat hazardu. Fabuła iście filmowa, dlatego ekranizację wpisuję na listę DO OBEJRZENIA.
Rozrywka z morałem - takie historie warto znać!

Ocena 
07-02-2018

Zjawiskowa dziewczyna, która mimo wielu kłód nie potykała się i

Molly Bloom przyjechała do Los Angeles z małej mieściny, żeby zacząć czerpać z życia i odnaleźć coś w czym się zatraci bez pamięci. Chciała poznać wielki świat i zdecydowanie jej się to udało. Od dziecka nie wiedziała co chce robić - w przeciwieństwie do swoich braci, ale wyjazd do LA pozwolił jej to coś odnaleźć. Początek, jak to zwykle bywa, nie był dla niej łatwy, jej pracodawca się nad nią pastwił, ale Molly nigdy nie była z tych, co mają słomiany zapał. Przeciwnie - robiła wszystko czego od niej oczekiwano i to z nawiązką, co w końcu jej się opłaciło. Dzięki sprytowi zaczęła organizowanie nielegalnych rozgrywek pokera dla gwiazd takich jak Leo DiCaprio, Tobey Maguire czy Todd Phillips. Nie przewidziała jedynie, że życie, tak jak poker, jest niebezpieczną grą i w jednej chwili można stracić wszystko, choć chwilę wcześniej miało się wszystko.

Jestem zachwycona tym, że udało mi się poznać tę książkę jeszcze przed filmem. Była to niesamowita przygoda i mam nadzieję, że film jej dorówna.
Styl autorki jest bardzo przystępny, nawet dla pokerowych laików, takich jak ja. Nawet gdy w grę wchodziły nieznane mi pojęcia momentalnie były one objaśniane, dzięki czemu historia nie nudziła. To bardzo ważne, ponieważ historia pokerowej księżniczki opiera się głównie na pokerze, więc bez prostych objaśnień czytanie by męczyło.

Przed poznaniem tej książki i zwiastunami filmu nie miałam pojęcia o istnieniu Molly Bloom. Z kolei gracze, z którymi stykała się bardzo często znani są na całym świecie. Poznawała ludzi z pierwszych stron gazet, gwiazdy sportowe i filmowe, reżyserów i dziennikarzy, a samej udało jej się zachować w cieniu. Przynajmniej dopóki w grze nie pojawił się nowy gracz - rząd USA.

Z Molly jesteśmy od samego początku - nie tylko, gdy pławi się w luksusach, także nie wtedy gdy zaczyna się nią interesować rząd, ale poznajemy ją od najmłodszych lat. Znamy jej pobudki, wiemy co przeżywa w głębi serca i dzięki temu lepiej to wszystko do nas trafia. Narracja pierwszoosobowa pozwala nam poznać lepiej ją, jak i osoby z jej otoczenia.

Historia Molly jest tak dobra, że ciężko ją było skończyć. Świadomość, że zostało 30, 20, 5 stron wydłużała czas czytania. Zdążyłam polubić bohaterkę i z trudem się z nią rozstawałam. Cała książka zdecydowanie niesie za sobą morał i jest warta poznania. Jeśli zaciekawiła was ta zjawiskowa dziewczyna, która mimo wielu kłód nie potykała się i pięła na sam szczyt, to w wasze ręce oddaję Grę o wszystko.

https://cos-o-ksiazkach.blogspot.com/2018/02/324-gra-o-wszystko.html

Ocena 
06-02-2018

Jak grać to o wszystko

Zrobiłam straszną rzecz – przyznam się do tego już na początku. Najpierw wybrałam się do kina na Grę o wszystko, a dopiero później trafiłam na książkę i zapragnęłam ją przeczytać. Wyznaję zasadę najpierw książka, później film, ale w tym wypadku wyszło inaczej. Jednak nie żałuję, bo gdybym nie obejrzała najpierw historii Molly Bloom, prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na sięgnięcie po książkę. Nie będę oczywiście porównywać różnic między oryginałem a ekranizacją, choć jak w każdym takim przypadku było ich sporo, tylko przejdę do recenzji tego pierwszego.

Molly Bloom, młoda dziewczyna z Kolorado, od dziecka chciała osiągnąć coś wielkiego. Dorastała w rodzinie, w której przyzwyczajono ją do wymagania od siebie jak najwięcej, ale też podążania za marzeniami. A że była uparta i marzyła o wielkim świecie, nie pozwoliła się załamać żadnym przeciwnościom. Gdy w końcu zaczęła żyć tak, jak chciała, a nie jak zostało ustalone, odkryła swoje nowe strony i obrała inny kierunek. Poker był jej szansą na zaistnienie w wielkim świecie, ale mógł też złamać jej serce. Molly jednak była gotowa zaryzykować i musiała w końcu doświadczyć na własnej skórze, że upadek ze szczytu jest naprawdę bolesny.

Przede wszystkim książkę czyta się błyskawicznie. Styl autorki jest bardzo przystępny i chociaż pojawia się wiele określeń, których osoba nieznająca się na pokerze (jak ja) nie zna, znajdują się przy nich wyjaśnienia, dzięki czemu można wszystko bez problemu zrozumieć. Poza tym sama historia Molly Bloom, nazywanej "księżniczką pokera" jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Nie znałam jej wcześniej i szczerze mówiąc, nie powiedziałabym nigdy, że opowieść o organizowaniu wielu partii pokera może być tak porywająca, zwłaszcza że narratorka w ogóle nie jest graczem. Chociaż... przecież nie mówimy tutaj o prostym urządzaniu partyjki gry, bo przecież to było coś o wiele bardziej skomplikowanego. Na stołach przewijały się sumy sześcio- czy siedmiocyfrowe, a to nie taka zwykła przyjacielska rozgrywka, prawda?

W książce pojawia się mnóstwo wielkich nazwisk – począwszy od Leonardo DiCaprio, przez Tobeya Maguire'a aż do Bena Afflecka. Dla osób, które kojarzą aktorów, reżyserów i inne sławy wymieniane w powieści, jest to dodatkowy smaczek i sposób na poszerzenie swojej wiedzy o tych ludziach. Przyznam jednak, że w pewnej chwili zaczęły mnie te listy nużyć i trochę gubiłam się w postaciach, bo Molly prowadziła gry w wielu miejscach i obracała się pośród całej masy sław i graczy.

Gra o wszystko porusza ponadto nie tylko temat pokera – w końcu jest to historia Molly, która opowiada nam o swoim życiu również przed, w trakcie i po rozpoczęciu tych karcianych spotkań. Także dzięki temu możemy łatwiej zrozumieć bohaterkę, to co nią kieruje i możemy ją też polubić. Ja zdecydowanie zapałałam do niej sympatią, bo była inteligentną, szybko uczącą się i w końcu też twardą kobietą, która zasłużyła na swoje miejsce i szacunek, a przede wszystkim nie grała nieczysto, jak wielu jej konkurentów.

Gdybym miała opisać książkę trzema słowami, napisałabym: fascynująca, pouczająca i wciągająca. Historia, którą normalnie uznałabym za zwykłą fikcję literacką, a jednak zdarzyła się naprawdę. Molly Bloom osiągnęła szczyt w środowisku tak dynamicznym, tak wymagającym i nie poddawała się mimo kolejnych kłód rzucanych jej pod nogi. Można powiedzieć, że rosła w siłę przez te wszystkie przeszkody. Jej opowieść naprawdę mnie porwała i żałuję tylko, że w epilogu nie została wyjaśniona jeszcze jedna, ważna kwestia, której chciałabym poznać rozwiązanie. Tak czy inaczej mogę powiedzieć, że jeśli szukacie zaskakującej, niebanalnej i ciekawej historii, która jest jednocześnie oparta na faktach, to nie czekajcie, tylko dowiedzcie się więcej o Molly Bloom i jej Grze o wszystko.

Ocena 
31-01-2018

,,Gra o wszystko" Molly Bloom

,,Gra o wszystko" z pewnością zdominuje najbliższy czas. Oprócz książki w kinach pojawiła się także ekranizacja. Muszę przyznać, że jestem jej bardzo ciekawa!

Właściwie nie wiem, jak to się stało, że przeglądając pierwszy raz zapowiedzi wydawnictwa HarperCollins jakoś pominęłam informację o tym, że prawie równolegle w kinach pojawi się film. ,,Gra o wszystko" to autentyczne losy spisane przez Molly Bloom, od której ojciec wymagał idealizmu od najmłodszych lat. Chcąc się trochę wyrwać spod tej kurateli doskonałości, wpadła w jeszcze większe kłopoty. Ciekawi?

Molly Bloom była zwykłą-niezwykłą dziewczyną wychowaną w Kolorado razem z dwójką braci. W przeciwieństwie do nich jednak nie do końca zdawała sobie sprawę, jaką dziedziną chciałaby się konkretnie zająć. Jej rodzeństwo zaś wiedziało, ba, osiągało w tych kategoriach najwyższe wyniki! Molly postanawia uciec do Los Angeles, gdzie została asystentką Reardona Greena, który, delikatnie mówiąc, nią pomiatał. Pewnego dnia okazało się, że pojawia się szansa, by została ,,królową pokera". Jej życie nieoczekiwanie się zmieniło, tylko, czy była to zmiana na lepsze?

Muszę przyznać, że ,,Gra o wszystko" jest fenomenalna. Została podzielona na kilka rozdziałów, których nazwy wiążą się z terminami gry w pokera. Poznajemy historię dziewczyny, która z każdym rokiem pozornie pnie się ku górze. Jak sama jednak zauważa, im wyższa pozycja, tym upadek staje się boleśniejszy. Ciekawi, jaki los czeka Molly Bloom? A może już widzieliście film? Z chęcią poznam Wasze wrażenia!

Napisz recenzję

Napisz recenzję