Są na świecie miejsca, w których mróz szczypie tak mocno, że palce drętwieją, a z ust lecą białe obłoki. Ale to nie one są najzimniejsze. Czasami najchłodniej jest w domowym ognisku, wśród członków rodziny.
Leżę w łóżku, które nie należy do mnie. Tego jestem pewna. Zacznijmy od tego, że materac jest twardszy. Brakuje mu miękkości, do której przywykłam. Niepewnie prostuję palce dłoni i słucham cichego szelestu materiału. Tworzywo sztuczne? A na koniec wnioskuję, że to wodoodporny materac.
Czuję ciężar pościeli. I znowu dostrzegam różnicę. Wypełniona włóknem poliestrowym kołdra nie jest tak ciepła i miękka jak w domu. Jest cięższa i twardsza. Chwytam ją między palce. Przywodzi mi na myśl wykrochmaloną wełnę. Ciężkości zapewne dodaje jej położony na wierzchu koc. Założę się, że jest niebieski.
Po chwili wycofuję się z zakładu. Równie dobrze koc może być niebieski albo zielony… a nawet biały. Ostatnio o wszystko się ze sobą zakładam.
Ale na pewno jest tkany.
Celowo nie otwieram oczu. Zza zamkniętych drzwi słyszę niedające się rozpoznać głosy osób chodzących w tę i z powrotem, zbliżających się i oddalających od pokoju niczym fale morskie.
W powietrzu unosi się delikatny zapach środków odkażających. Pachnie słodko i sterylnie, co jedynie potwierdza moje pierwotne przypuszczenia.
Jestem w szpitalu.
Kolejny zapach. Ten znam bardzo dobrze. To woda po goleniu o świeżej, cytrusowej nucie. Kupiłam mu ją rok temu. Świętowaliśmy ósmą rocznicę naszego małżeństwa. Woda była z wyższej półki, ale nie przejmowałam się kosztem. Nigdy nie skąpiłam pieniędzy na Luke’a.
FOREVER – czyli „na zawsze”. Tak się nazywa. I ta nazwa okazała się dosyć ironiczna. W tym roku raczej nie kupię mu prezentu z okazji rocznicy. Ani w następnym.
– Clare, słyszysz mnie? Śpisz? – pyta cicho, a jego twarz jest tuż przy moim uchu.
Nie chcę z nim rozmawiać. Jeszcze nie teraz. Nie czuję się gotowa. Intuicja podpowiada mi, żeby milczeć. Gdy chwyta moją dłoń i wplata w nią palce w lekkim uścisku, ku swemu zaskoczeniu mam ochotę mu się wyrwać, ale nie robię tego, tylko leżę bez ruchu.
Po chwili słyszę cichy świst otwieranych drzwi i skrzypienie szpitalnych chodaków o linoleum.
Ktoś, czyli najpewniej pielęgniarka, mówi:
– Pan Tennison? Na zewnątrz czeka policjant. Chciałby z panem porozmawiać.
– Jak to? Teraz?
– Chciałby porozmawiać także z panią Tennison, ale powiedziałam mu, że na razie jest to niemożliwe.
Mąż puszcza moją dłoń, a ja słyszę skrzypnięcie krzesła o podłogę.
– Dziękuję – odpowiada.
Razem z pielęgniarką wychodzą z pomieszczenia. Luke musiał nie domknąć drzwi, bo doskonale słyszę rozmowę na zewnątrz.
– Detektyw Phillips – przedstawia się policjant. – Przepraszam za to najście, panie Tennison. Chcieliśmy porozmawiać z pańską żoną, ale pielęgniarka powiedziała, że nie odzyskała jeszcze przytomności.
– Nic się nie stało – odpowiada Luke.
Słyszę cień protekcjonalności w jego głosie. Wyobrażam sobie, że stoi prosto, jak zawsze, kiedy próbuje zaznaczyć swoją pozycję. Jak zawsze, kiedy się kłócimy.
– Może pan będzie mógł nam pomóc?
– Spróbuję – odpowiada lekko poirytowany.
Osoby, które go nie znają, nie wychwyciłyby tego. Ale ja tak. Ostatnio słyszę to coraz częściej, więcej niżbym chciała.
– Jak by pan określił usposobienie żony poprzedzające wczorajszy… incydent? – pyta Phillips.
Incydent? Jaki incydent? Próbuję przypomnieć sobie, o czym mówi policjant, ale mam w głowie pustkę.
Z zamyślenia wyrywa mnie mąż, który pyta:
– Usposobienie?
– Jej nastrój. Była wesoła? Smutna? Zestresowana? Zalęknio…
– Wiem, co znaczy to słowo – przerywa mu Luke.
Tym razem irytacja w jego głosie jest już wyraźnie słyszalna. Jestem pewna, że rzucił detektywowi rozzłoszczone spojrzenie pod tytułem: „Masz mnie za idiotę?”.
Próbuję sobie przypomnieć, jak się ostatnio czułam. Smutna, zła, obrażona… To właśnie podpowiada mi podświadomość, ale nie potrafię wskazać powodów.
Luke milczy, zastanawia się przez chwilę. Jestem pewna, że szuka najlepszej odpowiedzi. Jeśli mogę polegać na swojej pamięci, będzie to odpowiedź sprzeczna z tym, co zapamiętałam.
Powoli falami wracają do mnie skrawki wspomnień. Zaczynam odczuwać gniew. Zastanawiam się, czy Luke myśli o tym, że byłam wściekła, lub o tym, że stałam się uparta. Czy tak właśnie mnie nazwał podczas jednej z ostatnich kłótni? Tak, tak, już pamiętam.
– Chyba oszalałaś – powiedział wtedy.
Czy wyjawi to detektywowi? A jeśli tak, to czy doda, co sprawiło, że „chyba oszalałam”?
– Clare miała trudny okres w życiu, wiele spraw do przetrawienia – odpowiada w końcu.
– Co ma pan na myśli? – drąży detektyw.
– Miała trudności z zaadaptowaniem się do zmian, które zaszły w jej życiu osobistym – mówi Luke, chociaż jestem pewna, że myśli: „Nie twój interes”.
O co mu chodzi, kiedy mówi o zmianach w moim życiu osobistym? Co się takiego wydarzyło, że wylądowałam w szpitalu?
Próbuję nadążyć za własnymi myślami. Odpowiedź nie przychodzi od razu, ale zaczynam mieć złe przeczucia. Odczuwam narastający strach, który tuli mnie w swych złowrogich ramionach. Wiem, że stało się coś strasznego. Zrobiłam coś potwornego. Coś, czego mój umysł nie chce przyjąć do wiadomości. Coś, co stoi w sprzeczności z moimi przekonaniami.
Przecież ja, Clare Tennison, jestem dobrym człowiekiem. Kobietą sukcesu, adwokatem i wspólniczką w spółce Carr, Tennison & Eggar Solicitors. Z troską opiekuję się Marion, moją matką, z oddaniem wychowuję córki, Chloe i Hannah. Jestem kochającą i pełną oddania żoną Luke’a. Na Boga, należę przecież do zarządu szkolnego! Clare Tennison nie robi złych rzeczy!
Skąd więc to narastające poczucie winy? Co ja takiego uczyniłam?
Robię wszystko, żeby odwlec moment prawdy. Walczę ze sobą, próbuję odgonić złe myśli. Życie w strachu, jakkolwiek potworne, jest lepsze od świadomości tego, co zrobiłam.
I nagle… Bum!
Jak grom z jasnego nieba uderza mnie to, co się stało. Wspomnienie jest wyraźne, jakbym patrzyła przez świeżo wypolerowaną szybę.
Trzymam kierownicę. Jadę do domu. Wskazówki prędkościomierza i obrotomierza skaczą w górę i w dół, kiedy zmieniam biegi i manewruję na wąskich uliczkach. Żywopłoty przy domach zlewają się w jedno, a drzewa na poboczu spowija mgła jak na romantycznych akwarelach.
Wyrasta jak spod ziemi. Stoi na środku drogi bez ruchu, kiedy prosto na nią pędzi kilkutonowa metalowa puszka! Jak mogłam jej nie zauważyć? Jest środek dnia, widać wszystko doskonale. Nie oślepia mnie słońce, a deszcz nie pogarsza widoczności. Powtarzam, widzę wszystko doskonale.
Pojawia się znikąd. Krzyczę i wciskam hamulec. Słyszę pisk opon, oczami wyobraźni widzę ślady, które zostają na nawierzchni. Skręcam kierownicę w lewo, próbuję ją wyminąć, ale jest za późno.
Na wspomnienie tępego huku ciała o samochód dostaję mdłości. Mam ochotę zwymiotować, ale wydobywa się ze mnie tylko głęboki jęk płynący prosto z serca i trzewi. Wyraz czystej rozpaczy. Zbyt bolesnej, by przerodzić się w łzy.
Podświadomie zwijam się w pozycję embrionalną. Gips uniemożliwia mi poruszanie lewą ręką, ale prawą łapię się za zabandażowaną głowę, jakbym szykowała się do awaryjnego lądowania w spadającym samolocie. Czuję rwanie w ręku, jakbym wyrwała sobie żyłę.
Następne, co pamiętam, to uwijający się wokół mnie personel. Pielęgniarki na początku wydają się delikatne, ale wraz z upływem czasu coraz bardziej stanowczo powtarzają prośby, żebym się uspokoiła. A także bez końca powtarzają, że wszystko będzie w porządku. Trochę później już dosadniej nakazują, żebym przestała się szarpać. Że wyrwałam wenflon i zrobię sobie krzywdę. Po chwili dobiegają mnie łagodne, ale zdecydowane słowa Luke’a.
– Spokojnie, dziecinko – mówi pieszczotliwie. Dawno nie słyszałam, żeby tak mnie nazywał. Tego sformułowania używa tylko w stosunku do dziewczynek, kiedy są złe i smutne. Kiedy Chloe przewraca się na ziemię i rozcina kolano, albo gdy Hannah odkrywa, że Wróżka Zębuszka nie istnieje. – Wszystko będzie dobrze. Przysięgam.
Z całego serca chciałabym, żeby miał rację, ale jak może być dobrze, jeśli jestem odpowiedzialna za tak straszną zbrodnię? Moim ciałem targa kolejna fala płaczu.
Ostatnia rzecz, jaką pamiętam, to chłodny płyn sączący się powoli do moich żył przez kroplówkę. Im dalej w głąb ciała, tym bardziej szczypie. Po chwili czuję, że moje mięśnie rozluźniają się, a wizja staje nieostra. Powoli odpływam do dnia, w którym ten koszmar się zaczął.


Sześć tygodni wcześniej…

Przez chwilę wydaje mi się, że nie muszę wstawać do pracy. Cieszę się na ciepłą, leniwą niedzielę. Jest koniec września. W świetle słońca jest jeszcze gorąco, ale muślinowa firanka raz na jakiś czas powiewa na chłodnym wietrze. W takie dni lubię spać przy otwartym oknie. Czuję się wolna.
Po chwili schodzę z powrotem na ziemię i stawiam czoło ponurej rzeczywistości. Daleko mi do prawdziwej wolności, do tego, by być wolną osobą. Szczególnie o tej porze roku, kiedy wielkimi krokami zbliżają się urodziny mojej siostry.
Odwracam się na drugi bok i przytulam do śpiącego Luke’a, szukając pocieszenia w ciepłym dotyku drugiego człowieka. Patrzę na zegarek. Powoli dociera do mnie, że jest poniedziałek. Wyłączam budzik. Nie wiem, po co w ogóle go nastawiłam. Ostatnio i tak budzę się przed nim. Nie mogę powiedzieć, żeby sen mi sprzyjał.
Myślę o mamie i o tym, że we wrześniu zawsze wpatruje się w kalendarz, nerwowo odliczając dni do dwudziestego ósmego. Zostało już tylko czterdzieści osiem godzin. Powinnam się już do tego przyzwyczaić. Minęło dwadzieścia lat. To szmat czasu, a mimo to nigdy nie udało mi się oswoić emocji, które budzi we mnie ten dzień. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym rokiem nieobecność mojej siostry stawała się jeszcze bardziej dojmująca i bolesna, aż po same trzewia. Tak jakbym czuła nie tylko swoje cierpienie, ale też cierpienie mamy.
Przez tyle lat pragnęłam, żeby Alice wróciła. Nie tylko ze względu na mamę, ale też z czystego egoizmu. Chciałam, żeby wiszącą nad nami czarną chmurę wreszcie przepędził wiatr. Nie chciałam być znana jako siostra dziewczynki, której tata uciekł do Ameryki. Ani jako córka kobiety w żałobie. Chciałam być Clare Kennedy. Chciałam mieć normalną rodzinę.
Dalej tego pragnę.
Za pół godziny będę musiała rozpocząć codzienną procedurę „budzenia dziewczynek do szkoły i przedszkola”. Na razie przytulam się do Luke’a. Czasami czuję, jakby chłonął cały smutek i wszystkie lęki, które się we mnie kłębią, dając miejsce innym uczuciom i niosąc ulgę tłumionym emocjom.
Porusza się delikatnie, a ja przytulam go mocniej. Po ośmiu latach małżeństwa i z dwójką dzieci wciąż nie możemy się sobą nacieszyć.
Odwraca się do mnie i daje mi buziaka.
– Dzień dobry, kochanie – mówi, po czym zamyka oczy, przewraca się na drugi bok i dodaje: – Dobranoc, kochanie.
– Hej, koleżko! Tak łatwo mi się nie wywiniesz – szepczę mu do ucha, głaszcząc po klatce piersiowej i odwracam go z powrotem w swoją stronę.
Otwiera jedno oko i spogląda na budzik.
– Chryste, Clare, jest dopiero piąta trzydzieści.
– Nie marudź… – Próbuję stłumić jego protest pocałunkami.
W kącikach jego ust dostrzegam uśmiech. Otwiera drugie oko i pyta rozbawiony:
– Jak śmiesz stosować tak podstępne metody?!
Przytula mnie mocno, a ja zatapiam się w jego objęciach, próbując nie myśleć o nadchodzących wyzwaniach codziennego życia.

– To jak się dzisiaj czujemy? – pyta mama, wchodząc do kuchni.
Jesteśmy z Lukiem w trakcie szykowania śniadania i wydawania kolejnych poleceń dziewczynkom. No dobrze, przyznam, że siedmioletnia Hannah wykazuje się większą kreatywnością i potrzebuje tylko kilku słów zachęty, ale trzyletnia Chloe wymaga dużo bardziej zdecydowanego podejścia.
Mieszkamy z moją mamą, Marion, w domu, w którym się wychowałam. Wprowadziliśmy się tu, kiedy Luke zmagał się z ciężkim losem początkującego malarza, a ja stawiałam pierwsze kroki na rynku pracy po skończeniu uniwersytetu. Dla niektórych mój mąż nadal nosi etykietkę „klepiącego biedę artysty ”. Mówiąc „niektórzy”, mam na myśli mamę. Choć na jej obronę dodam, że tak naprawdę jest bardzo tolerancyjna.
Odkąd pojawiły się dziewczynki, nasza rodzina powiększyła się do pięciu osób. Ale budynek, w którym mieszkamy, czyli staroangielska plebania, jest na tyle duży, że mama mogła wydzielić nam odrębny salon, a Luke ma nawet własną pracownię w dobudówce.
– Ten dom jest za wielki dla mnie samej, a ceny nieruchomości w Brighton są absurdalnie wysokie. Poza tym zawsze lubiłam towarzystwo. Będę mogła obserwować, jak dziewczynki dorastają, a wy nie będziecie musieli zatrudniać opiekunki – stwierdziła.
Miała rację. Z praktycznego punktu widzenia jej argumenty miały sens. Mimo to wszyscy znaliśmy prawdziwy powód, dla którego nie chciałam się wyprowadzić.
Nie mogłam. Nie po tym, co się stało.
Chciałam kupić z mężem własne miejsce, budować tylko nasze wspomnienia, ale nie pozwalało mi na to sumienie. Nie chciałam zostawiać mamy samej.
– Powinnaś uwolnić się od wydarzeń z dzieciństwa – zasugerował Luke. Leżeliśmy wtedy w łóżku, a on po raz ostatni próbował mnie przekonać.
Owszem, miał rację, ale wiedziałam, że tak już zostanie. Mogłoby się to zmienić tylko wtedy, gdyby Alice wróciła do domu.
– Chodź do mnie, Chloe – rzucam, podnosząc córkę z kocyka. – Posadzimy cię przy stole. Dzień dobry, mamo.
Sadzam córeczkę w krzesełku i przysuwam ją do stołu. Luke podaje mi miseczkę płatków śniadaniowych weetabix i pogwizdując, parzy herbatę.
– Ktoś ma dzisiaj dobry nastrój – zauważa mama, nakładając sobie tosta. I choć mówi to z uśmiechem, zdradza ją ton głosu.
Ja i Luke wymieniamy nad stołem porozumiewawcze spojrzenia.
– Jest piękny poranek, świeci słońce, otacza mnie moja ukochana rodzina. Łącznie z tobą – oświadcza radośnie i posyła jej uśmiech numer jeden, próbując ją choć trochę rozweselić.
Mama odwraca wzrok, wpatruje się w kalendarz na ścianie. Jestem pewna, że patrzy na datę odległą od dzisiaj o dwa dni.
– Chciałabym pojechać do miasta. Muszę odebrać coś od jubilera – mówi.
Nie musimy czekać, aż puści parę z ust. Wiemy, że chodzi o prezent urodzinowy dla Alice. Nie było Gwiazdki czy urodzin, na które mama nie kupiłaby jej jakiegoś upominku „na później, kiedy wróci do domu”. Nigdy nie na „jeśli wróci”.
– Podrzucę cię, jeśli chcesz – proponuje Luke. – Możemy zawieźć Chloe do przedszkola i pojechać prosto stamtąd.
– Naprawdę? Dziękuję, to takie miłe. – Tym razem uśmiecha się przyjaźniej.
Cieszę się, że mama i mój mąż się lubią. To bardzo ułatwia mieszkanie pod jednym dachem. Większość rodzin, które znamy, spotyka się przy stole późnym popołudniem, na obiadokolację. Ale najważniejszym posiłkiem u Tennisonów jest śniadanie, bo często zostaję w pracy do późna. To nieodpowiednia pora dla dziewczynek na jedzenie. I chociaż wiem, że nie jest to wymarzone rozwiązanie mojego męża, naprawdę doceniam, jak bardzo się dla nas wszystkich stara.
– Hannah, masz dzisiaj lekcję gry na flecie – rzucam, w pośpiechu pakując w Chloe płatki. – Luke, nie zapomnisz? Książka z nutami chyba leży na pianinie w salonie.
– Wszystko pod kontrolą – oznajmia, a po chwili nachyla się nad Hannah i teatralnym szeptem pyta: – Wiesz, gdzie jest książka z nutami?
Hannah rzuca mi przelotne spojrzenie, po czym również szeptem odpowiada:
– Myślałam, że ty wiesz, tatusiu.
Udaję, że nie zauważam, kiedy Luke przykłada palec do ust i szepcze:
– Zostaw to mnie. Rozwiążę tę zagadkę.
Hannah chichocze, a jej tatuś mruga do mnie porozumiewawczo, po czym ceremonialnie nalewa wszystkim herbatę.
– Chryste, Luke, spójrz, która godzina. Przecież w każdy poniedziałek rano mam odprawę z Tomem i Leonardem. Jedz, kochanie, jedz.
Próbuję wcisnąć w Chloe kolejną łyżkę, ale Luke wyrywa mi ją z rąk.
– Leć. Nie każ szefowi na siebie czekać.
– On już nie jest moim szefem. Nie wiem, czy pamiętasz, ale jesteśmy partnerami – uściślam, po czym popijam z filiżanki herbatę i parzę się w język.
– A mimo to zachowujesz się, jakby Leonard ciągle był twoim szefem. Tom zresztą też. Może niech chociaż raz na ciebie poczekają?
Ignoruję jego słowa i całuję dziewczynki na pożegnanie.
– Miłego dnia, skarby. Hannah, nie zapomnij dać nauczycielce pozwolenia na uczestnictwo w konkursie pływackim. Chloe, nie rozrabiaj w przedszkolu. Mamusia bardzo was kocha, dziewczynki.
– Ja ciebie też kocham – odpowiada Hannah i daje mi całusa, kiedy manewruję wokół stołu.
– Ja czebie tesz ocham – powtarza po siostrze Chloe z pełną buzią.
– Pamiętaj, że masz wrócić dzisiaj do domu z Daisy – przypominam córce, po czym zwracam się do Luke’a, żeby potwierdzić szczegóły: – Pippa odbierze Hannah i weźmie ją do siebie na herbatę. Podrzuci ją do nas później.
Pippa jest jedną z niewielu przyjaciółek, jakie mamy od wyprowadzki na wieś. Gdyby nasze córki nie zaprzyjaźniły się w szkole, prawdopodobnie nigdy byśmy się nie poznały.
– Do zobaczenia, mamo! – mówię, muskając ją lekko w policzek. Na końcu żegnam się z Lukiem, który obejmuje mnie w talii i całuje o parę sekund dłużej, niżby wypadało.
Potem puszcza mnie i oznajmia:
– Idź, kotku, i pokaż im swoje pazury. Tańcz jak motyl, kąsaj jak osa – mówi, boksując się z niewidzialnym wrogiem jak Muhammad Ali.
Czuję ogarniający mnie przypływ miłości. Luke jest moim najlepszym przyjacielem, kochankiem, mężem. Jest dla mnie wszystkim.
Przybijam mu piątkę, ściągam z oparcia krzesła marynarkę i wychodzę z kuchni na korytarz, skąd biorę teczkę i wózek transportowy obładowany dokumentami, które zabrałam do poczytania przez weekend. Już mam wychodzić, ale ostatni raz odwracam się i krzyczę przez ramię:
– Nie zapomnij…
– Fletu! – Luke i Hannah kończą za mnie chórem.

Podróż do Brighton z miejscowości, w której mieszkamy, przy ładnej pogodzie zajmuje niecałe trzydzieści minut. Włączam radio i podśpiewuję, starając się odepchnąć na bok myśli o Alice. Kiedy kończy się piosenka, spiker zapowiada utwór tygodnia. Rozpoznaję go po pierwszych trzech taktach: Slipping through my fingers. To piosenka zespołu ABBA. W ułamku sekundy oczy zachodzą mi łzami, a w klatce piersiowej czuję tak silny ból, że na kilka sekund tracę ostrość, ledwie widząc drogę przed sobą. Ta piosenka zawsze przypomina mi mamę, Alice i pustkę, która nam po niej została.
Dźwięk klaksonu sprowadza mnie na ziemię. Serce zaczyna tłuc mi się w piersi, ale tym razem z powodu skoku adrenaliny. Przejechałam na czerwonym świetle.
– Cholera! – Z całej siły wciskam hamulec, żeby uniknąć zderzenia z nadjeżdżającym samochodem. Jestem wdzięczna za niezawodny ABS w moim bmw. Może wykona parę żabek, ale na pewno się zatrzyma. Macham ręką do kierowcy w geście przeprosin. Na szczęście on też zahamował.
Nigdy nie uczyłam się czytać z ruchu warg, ale jestem pewna, że użył każdego pejoratywnego określenia ze słownika slangu, które przyszło mu do głowy. Odpowiadam bezgłośnym „przepraszam”, patrzę, jak wrzuca bieg i odjeżdża ze skrzyżowania z piskiem opon, tą ostatnią manifestacją jego złości.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Siostrzyczka
Autor Sue Fortin
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 15-02-2018
Ilość stron 336
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635044
Tłumaczenie Marta Żbikowska
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
04-04-2018

Rewelacyjny thriller!

Zaczynając od okładki muszę przyznać, że to głównie z jej powodu sięgnęłam po tę powieść. Spojrzałam na nią i natychmiast mnie zaintrygowała. Przeczytałam opis i już wiedziałam, że po prostu muszę ją przeczytać. Ciemne tło i dwie dziewczyny na środku okładki. Prawdopodobnie tytułowe siostrzyczki. Z czego jedna mówi prawdę, a druga ma obsesję. Podświadomie szykowałam się na kawał dobrej lektury. Niestety nie posiada skrzydełek. Literówka jakaś gdzieś tam się przyplątała, ale nie raziło to zbytnio podczas czytania. Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się szybko, a marginesy i odstępy między wierszami zostały zachowane.

Jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Z wielkim zainteresowaniem będę śledzić książki tej Pani, jakie pojawiać się będą na polskim rynku wydawniczym. Już od pierwszych stron zostałam zainteresowana i wciągnięta do lektury. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów, czekając na to, co tak naprawdę się wydarzy. Autorka sprytnie lawirowała postaciami, że ciężko było w pewnej chwili zrozumieć, kto tak naprawdę jest dobry, a kto knuje intrygi. Jestem pewna, że jeśli sięgniecie po powieść pisarki na pewno zostaniecie usatysfakcjonowani. Pióro, jakim posługuje się Pani Sue jest tak intrygujące, że nie sposób się oderwać. Czyta się z zapartym tchem i chce jeszcze więcej. Lekkie, przyjemne i wciąga - a to jest najważniejsze. Cieszę się, że miałam okazję poznać tę książkę bowiem dostarczyła mi tego, czego od dawna chciałam dostać od thrillerów, a czytając jedne po drugich - nie dostawałam od nich tego. A więc jak najbardziej polecam ten thriller wszystkim fanom i ciekawskim - jedno jest pewne. Nie pożałujecie.

Przechodząc do bohaterów... Dostałam tutaj niezły misz masz. Ale mimo to postacie są w pełni dopracowane, co widzimy na kolejnych stronicach książki. Genialnie wymyślona kreacja pozwala nam snuć domysły, tracić rezon w tym, kto tu jest dobry, a kto zły? Wielokrotnie będziecie zmieniać zdanie, bo nie będziecie pewni niczego. Podobało mi się to, że autorka sterowała nami jak marionetkami. Brawo dla niej. Polubiłam Clare i bardzo dobrze ją rozumiałam, że stała się... zazdrosna. Ale czy popadała w obłęd każdego dnia, gdy jej siostra zamieszkała w jej domu? Wydaje jej się, że ona kradnie jej męża, dzieci, rodzinę? Nic nie jest pewne i za to polubiłam tę powieść. Spodobało mi się to, że postać Alice, zabranej przed laty córki Marion i siostry Clare dziewczyna przyjeżdża do nich i miesza. Na tyle, że i my nie wiemy komu ufać. Jak dla mnie wielki plus dla bohaterów, nie wiadomo kto kłamie, kto snuje intrygi, kto ma dwie twarze. Jestem przekonana, że kogoś z tej powieści polubicie. Moja sympatia powędrowała do córek Clare: Hannah oraz Chloe, mąż jak i ona również byli w porządku, ale do czasu.

Fabuła jest tu bardzo ciekawie skonstruowana i to jej należą się największe pochwały. Autorka wprowadziła nas powoli w temat zabranej przed laty jednej z dziewczynek przez ojca. Nie ma jej tyle lat, gdy nagle przysyła list i zmienia życie wszystkich do góry nogami. Przynosi ze sobą ziarno zwątpienia, grozy i tajemnicy. Spodobał mi się ten pomysł na książkę i uważam, że został w pełni wykorzystany i dopracowany. Akcja pędzi na łeb, na szyję, co jest kolejnym plusem. Czytelnik nie zbija bąków z nudów, tylko z wielkim zainteresowaniem pochłania stronę za stroną. A nikt nie lubi, gdy akcja pełznie wolno niczym ślimak, prawda? Więc to kolejny plus, a dla Was znak, że warto po nią sięgnąć. Emocje to również ogromna zaleta tej książki. Czytając byłam tak zainteresowana losami postaci, że czułam bijące serce aż w gardle. Byłam tak wkręcona, że nie mogłam odsunąć na bok książki, chciałam od razu poznać prawdę. Kto kłamie? Kto miesza? Kto mówi prawdę? A co się stanie na następnej stronie? Podczas lektury czułam nie tylko przyśpieszone bicie serca. Czułam okropne gorąco na policzkach jakbym biegła w jakimś maratonie. A wiecie, co było najlepsze? To fakt, że poczułam, jak szczęka po raz pierwszy w życiu mi opada. Mięśnie mi puściły i poczułam, jak buźka mi się otwiera. A to jest niebywałe, rzadko kiedy zdarza się takie coś, a ja nie pamiętam, by w ostatnim czasie poczuła aż takie zdziwienie. Dlatego jak dla mnie, ta powieść to istny strzał w dziesiątkę. Chcę więcej!

Reasumując zdecydowanie polecam. Jest to thriller, który zdecydowanie mnie porwał. Sprawił, że czytanie tej lektury stało się najważniejszym punktem dnia i nie mogłam się od niej oderwać. W pełni dopracowane postacie, które potrafią namieszać nam w rozwiązaniu tajemniczych zagadek. Akcja toczy się szybko, dzięki czemu nie zaśniemy nad książką. A pióro autorki to kolejny plus, który powinien Was zachęcić do lektury - czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Tak Was wciągnie, że nim się spostrzeżecie - doczytacie ostatnie zdanie. Jak dla mnie jest to jeden z lepszych thrillerów, jakie miałam okazje przeczytać w tym roku. Polecam z całego serca. Tych emocji nie warto omijać - trzeba je poczuć!

Ocena 
28-03-2018

Siostrzyczka

W ostatnim czasie czytałam bardzo dużo romansów i powieści obyczajowych, a jako że nie lubię zbyt długo siedzieć w jednym gatunku literackim, to musiałam go sobie zmienić. Padło na książkę, którą dostałam od wydawnictwa Harper Collins, czyli thriller psychologiczny „Siostrzyczka” Sue Fortin. Uwielbiam takie książki i mam ich za sobą naprawdę dużo. Czy autorce udało się mnie czymś zaskoczyć? Zapraszam na recenzję.

„DWIE SIOSTRY
JEDNA MÓWI PRAWDĘ
DRUGA MA OBSESJĘ”

Clare ma życie o jakim zawsze marzyła. Kochający mąż i dwie cudowne córeczki, to dla niej cały świat. W jej życiu brakuje tylko jednej osoby – ukochanej siostry, którą przed laty zabrał ojciec i ślad po niej zaginął. Kobieta przez wiele lat razem z matką szukała zaginionej Alice, ale nigdy nie wpadła na żaden trop. Gdy po latach matka Clare dostaje list od zaginionej córki, bardzo szybko namawia ją, by odwiedziła ich wszystkich w Anglii. Po przyjeździe Alice euforia, która towarzyszyła Clare, bardzo szybko opada. Wszyscy wzdychają, jaka to ona jest wspaniała, ale Clare czuje, że dzieje się coś niedobrego. Nikt jej słucha i nie wierzy w jej podejrzenia, a Clare zaczyna zdawać sobie sprawę, że Alice próbuje ukraść jej życie…

„Siostrzyczka” to powieść, którą przeczytałam w jeden wieczór, nie potrafiłam się od niej oderwać i już po przeczytaniu pierwszej strony dałam się wciągnąć jej wartkiej i dynamicznej akcji. Książka robi wrażenie, choć przyznam, że autorka posłużyła się pomysłami, wykorzystanymi przez naprawdę wielu autorów. Przez to książka stała się dla mnie dość przewidywalna i bardzo szybko połapałam się, o co chodzi, ale nie ukrywam, że w pewnym momentach udało się autorce mnie zaskoczyć. W książce pojawia się wiele napięcia, wiele tajemnic, niedomówień i kłamstw i mimo tego, że podejrzewałam, jakie będzie zakończenie, to i tak dałam się porwać wszystkim wydarzeniom z życia Clare i kibicowałam jej w dojściu do prawdy.

Myślę, że autorka skupiła się najbardziej na całej intrydze dotyczącej odnalezionej siostry, a przez to niestety ucierpieli na tym bohaterowie. Odniosłam wrażenie, że zostali oni przedstawieni bardzo powierzchownie i niestety zabrakło mi w nich realizmu i ich dobrego portretu psychologicznego. Oczywiście główną bohaterką jest Clare i jej autorka poświęciła sporo uwagi, ale naprawdę wokół niej cały czas kręciło się sporo postaci, którzy byli nieodzownym elementem tej historii i myślę, że i im autorka powinna poświęcić choć trochę czasu, by stali się oni wiarygodni i dopełnili swoimi osobami tę pełną napięcia historię.

„Siostrzyczka” to powieść, którą polecam najbardziej osobom, które dopiero wkraczają do świata thrillerów psychologicznych, choć myślę, że i starzy wyjadacze świetnie spędzą przy niej czas, Książka jest pełna napięcia, tajemnicza i momentami mroczna, czyli taka, jakie lubię najbardziej i mimo że jest dość przewidywalna, to i tak zatraciłam się w jej fabule. Na pewno przeczytam jeszcze inne książki autorki, by mieć szerszy obraz jej twórczości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Harper Collins Polska.

Ocena 
23-03-2018

Naprawdę dobra książka!

Thrillery psychologiczne to jeden z tych gatunków literatury, które lubię czytać najbardziej. Książka Sue Fortin z początku wydawała mi się jednak dość oklepana, ale bardzo szybko przekonałam się, że tak nie jest.

Clare i Alice zostały rozdzielone przez ojca jako młode dziewczynki. Clare zamieszkała z mamą, a ojciec wywiózł Alice do Stanów Zjednoczonych. Nagle, po latach Alice odzywa się do Clare i matki, czym u drugiej wzbudza niesamowitą euforię. Jednak Clare jest sceptycznie nastawiona do wiadomości. Zdania nie zmienia również po przyjeździe siostry. W domu bowiem zaczynają dziać się dziwne rzeczy, których racjonalnie nie jest w stanie wytłumaczyć ani matce, ani mężowi. Dopiero splot nieszczęśliwych wydarzeń oraz upór młodej kobiety doprowadzi ją do rozwiązania zagadki.

Thriller porusza bardzo ważny problem rozdzielonych rodzeństw. Choć w znacznej części dotyczy to dzieci, które stały się sierotami, to jednak pozostaje procent dzieci rozdzielonych z winy rozstania rodziców. Mimo upływu czasu ból nie mija, a wręcz przeciwnie: chęć odnalezienia zaginionego rodzeństwa wzrasta. Dzięki postępowi technologii możliwości odnalezienia drugiej osoby zdecydowanie wzrastają, przez co coraz częściej w mediach słyszymy o cudownie odnalezionych rodzeństwie nawet po kilkudziesięciu latach rozłąki.

Książkę polecam na deszczowy weekend wszystkim miłośnikom gatunku. Będzie to dla Was na pewno ciekawa lektura i miło spędzony czas.

Ocena 
23-03-2018

Siostrzyczka - Gwarantuję, że nie będziecie mogli się od niej oderwać.

Sue Fortin w swojej książce opisuje losy pewnej, czteroosobowej rodziny mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Pewnego dnia ojciec rodziny wraz z młodszą z sióstr, imieniem Alice, oznajmia, że wybiera się na wakacje do Stanów Zjednoczonych. Nie ma jednak zamiaru z nich wracać, a z czasem przestaje się nawet z porzuconą rodziną kontaktować. Clare zostaje więc sama z matką. Kobiety za wszelką cenę próbują odnaleźć swoich bliskich, ale wszystkie podjęte przez nie próby kończą się niepowodzeniami. Lata mijają i pewnej jesieni przychodzi list od zaginionej przed laty Alice, który na zawsze już zmieni życie Clare. Kobieta pomimo traumy z dzieciństwa ułożyła sobie życie, zarówno zawodowe, jak i prywatne.

Pojawienie się siostry burzy spokój Clary. Kobieta odczuwa permanentny niepokój, stres, który potęgują dziwne rzeczy dziejące się w domu. Clare obawia się, że siostra chce zająć jej miejsce. Czy na pewno? W tej historii każdy coś ukrywa. Co więc jest prawdą, a co kłamstwem? Kto jest szczery, a kto kłamie? - odpowiedzcie sobie na te pytania sięgając po książkę. To naprawdę dobra książka trzymająca w napięciu do ostatniej strony i do tego z zaskakującym zakończeniem. Mnóstwo tu zwrotów akcji, wszechobecnych tajemnic i niepewności powodujących, że dreszcze nie raz przebiegną Wam po plecach. Losy bohaterów nie będą Wam obojętne, będziecie je śledzić z wypiekami na twarzy... www.alexanderkow.pl

Ocena 
23-03-2018

Po lekturze...

Powieść „Siostrzyczka” przyciągnęła moją uwagę okładką, a jak jeszcze przeczytałam, że jest to thriller psychologiczny, musiałam ją przeczytać. Jak wrażenia?

Sue Fortin to angielska pisarka, matka czwórki dzieci, należy do organizacji Crime Writers' Association.

Pewnego dnia ojciec Clare i Alice postanawia wyjechać z młodszą córką na wakacje i... nigdy z nich nie wracają. Starsza Clare nie może otrząsnąć się po zniknięciu siostry. Nagle po latach przychodzi list od dorosłej już Alice, że chce się spotkać i poznać rodzinę. Co się z nią działo przez te lata? Dlaczego tak długo nie kontaktowała się z Clare i matką? I czy jej intencje są na pewno szczere?

Po lekturze jestem nieco rozczarowana. Na plus jest na pewno styl autorki i opis postaci. Dobrze czytało się o przeżyciach głównej bohaterki, jej emocjach i uczuciach. Jak potrafią wpływać na nas inne osoby i manipulować nami. Jednak jeśli chodzi o akcję, to dla mnie była zbyt przewidywalna. Za szybko domyślałam się co będzie dalej i niczym nie zostałam zaskoczona. Będzie to raczej dobra książka dla osób dopiero zaczynających swoją przygodę z tego typu literaturą niż dla koneserów thrillerów.
Edyta, lat 17
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl

Ocena 
22-03-2018

Siostrzyczka

Po kłótni z żoną, ojciec wraz z małą Alice wychodzi z domu, twierdząc, że wybiera się na wakacje do dawnych znajomych. Clare, siostra dziewczynki ma przeczucie, że już nigdy nie wrócą. Rodzina pogrążona w rozpaczy nie daje za wygraną. Po długich poszukiwaniach odpuszczają, ale nie tracą nadziei. Wciąż wierzą, że ukochana córeczka i siostra wróci do domu. W końcu, po 20 latach oczekiwań dostają list, który zmienia ich życie. Alice, jako dwudziestokilkulatka odnajduje swoją rodzinę, co więcej, koniecznie chce się spotkać. Wszystko dzieje się w zastraszającym tempie, już po krótkim czasie dziewczyna na powrót znajduje się w swoim rodzinnym domu. Matka przyjęła ją ochoczo, Clare jednak ma pewne obawy, co do rzekomej siostrzyczki. Nie jest pewna czy to na pewno ona, czy może zwinna manipulantka. Nie pomaga fakt, że Alice nie ma żadnych wspomnień związanych z rodziną, tłumacząc to wiekiem.

Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Czytając Lokatorkę strasznie spodobały mi się thrillery psychologiczne, już od jakiegoś czasu ciągnęło mnie do zagadkowych historii z nutką tajemnicy. Nie jestem w tej kwestii doświadczona i bałam się, że mogę się zrazić do tego gatunku, ale przyznam szczerze, że nie żałuję. Autorka sprytnie splotła wiele wątków w jedną całość i trzeba przyznać, że udało jej się przytrzymać czytelnika do samego końca, a historia wchłonęła się z niesamowitą prędkością, zostawiając nas z niedosytem i wewnętrznym chaosem. Mimo iż zakończenie wydaje się oczywiste, finał sam w sobie jest nie przewidywalny , dzięki czemu czytelnik może doznać szoku.

Oczywiście plusem jest dreszcz niepewności oraz tajemniczość, jednak historia byłaby niczym bez bohaterów. Alice wywołała spore zamieszanie swoim powrotem, natomiast Clare nie daje spokoju zachowanie siostry i rozpoczyna swoje prywatne śledztwo. Każdy członek rodziny jest zachwycony postawą młodszej z nich i nie wierzy w odkrywane fakty, twierdząc, że to wymysł i paranoja. Jedna zyskuje, idealnie zwodząc wszystkich wokół, druga popada w desperację i obsesję. Która z nich ma rację? Która z nich kłamie, a która mówi prawdę?

Ocena 
22-03-2018

Siostrzyczka

Sue Fortin urodziła się w Hertfordshire, ale swoje dzieciństwo spędziła na walizkach, gdyż często przeprowadzała się z rodziną, zanim ostatecznie zamieszkała w West Sussex. Jest mężatką z czworgiem dzieci, a jej bliscy wykazują się ogromną cierpliwością i pozwalają poświęcić autorce czas na pisanie. Kiedy Sue nie zasiada za klawiaturą, lubi spędzać czas z bliskimi, ciesząc się zarówno wybrzeżem, jak i South Downs – pasmem kredowych wzgórz w południowo-wschodniej Anglii, pomiędzy którymi osiadła. Sue to miłośniczka ciasta, ważek i Francji. Nienawidzi kalorii, matematyki i węży. Clare Tennison została rozdzielona ze swoją siostrą dwadzieścia lat temu, gdy jej ojciec niespodziewanie postanowił zabrać młodszą z córek, Alice, na wakacje do Stanów Zjednoczonych. Ani siedmioletnia Clare, ani jej matka nie miały pojęcia o tym, że już nigdy nie zobaczą tej dwójki. Wieloletnie poszukiwania okazały się całkowicie bezowocne. Matka dziewczynek nigdy nie pogodziła się ze zniknięciem swojej młodszej córki. Nigdy też nie straciła nadziei na jej odnalezienie. Pewnego dnia kobieta otrzymuje list, którego nadawcą jest osoba przedstawiająca się jako Alice. Po trwającej dość krótko wymianie korespondencji, dziewczyna zapowiada swój przyjazd do dawno niewidzianej rodziny mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Zaskoczeniem jest jednak to, że ma przybyć nie sama, lecz ze swoją najlepszą przyjaciółką. Matka nie widzi w tym nic niepokojącego, jednak Clare nabiera podejrzeń, a jej radość z odnalezienia zaginionej siostry szybko zastępuje niepokój. Nikt jednak nie podziela wątpliwości kobiety – ani jej matka, która jest przeszczęśliwa z powodu powrotu córki, ani nawet jej mąż, który z czasem wydaje się być coraz bardziej zainteresowany młodszą z sióstr. Alice pojawia się jednak na lotnisku sama. A po przybyciu do rodzinnego domu, wdziera się w życie Clare tak bardzo, jakby chciała zająć jej miejsce i odebrać starszej siostrze wszystko to, na co ta pracowała latami. Nikt nie wie, kim tak naprawdę jest Alice i co nią kieruje. Wszyscy są zapatrzeni w nią jak w obrazek, poza Clare, która przez swoją podejrzliwość uchodzi za zazdrosną dziwaczkę. Kto tak naprawdę ma rację? I jakie tajemnice skrywa Alice, o której przecież tak niewiele wiadomo. Przed Wami powieść niezwykle wciągająca, pełna napięcia i zwrotów akcji, o której z pewnością szybko się nie zapomina. Nie sądziłam, że ta lektura aż tak mnie zafascynuje. Bardzo lubię thrillery oraz kryminały, ostatnio powróciłam do ich czytania, co pewnie wielu z Was zauważyło na moim blogu. Spodziewałam się, że „Siostrzyczka” będzie łudząco podobna do książki „Stracona” Amy Gentry, którą miałam okazję przeczytać kilka miesięcy temu. Byłam w wielkim błędzie, ponieważ obie książki nie mają ze sobą właściwie nic wspólnego. Dalsza część recenzji na: https://tamczytam.blogspot.com/2018/03/siostrzyczka.html

Ocena 
22-03-2018

Siostrzyczka

Jak myślicie? Czy Sue Fortin zaserwowała nam trzymający w napięciu thriller psychologiczny? Muszę przyznać, iż spodziewałam się porywającej lektury już od pierwszych stron a tu niestety akcja dopiero nabrała tempa i mnie zainteresowała po setnej stronie. Jednak to nie zmienia faktu, że autorka napisała ciekawą historię, gdyż na kolejnych stronach jest tylko lepiej i lepiej.

Język autorki przystępny, ale zbyt długie i dokładne opisy momentami mnie nudziły, a ciągłe odwołania do danej czynności - męczyły.

"Siostrzyczki" to historia, która nas zaskoczy, ale i też sprawi, że już od połowy książki będziemy w stanie przewidzieć jej zakończenie.

Naszą główną bohaterką jest Clare młoda matka dwójki dzieci, kochająca żona i kobieta sukcesu. Jednak kiedy była malutka w jej rodzinie miała miejsce tragedia, otóż jej młodsza siostra zaginęła i razem z mamą robiły wszystko co w ich mocy, aby ją odnaleźć, ale niestety bez skutku. Minęło 20 lat, nawet wynajmowani detektywi nie potrafili odnaleźć zagubionej Alice. Clare wraz z mamą ciągle są w rozpaczy i kiedy tylko zbliżają się urodziny młodszej siostry w domu panuje nieprzyjemna atmosfera, gdyż wszystkie wspomnienia wracają a kobiety są załamane tym, iż niczego nie mogą już zrobić. Jednak pewnego dnia otrzymują tajemniczy list...


List, który odmienia ich dotychczasowe życie. Czy to Alice się z nimi skontaktowała? Czy to naprawdę ona?

Właśnie od tego momentu akcja zaczyna pędzić i w końcu z zaciekawieniem pochłaniałam kolejne strony powieści. Kiedy tylko pojawia się zaginiona siostra, życie Clare ulega diametralnej zmianie...i to wcale nie na lepsze jakby się mogło wydawać.

Radość z pojawienia się ukochanej siostry niejako gaśnie, ale dlaczego? Dlaczego Clare już się nie cieszy, ale mama jak i mąż Clare są dziewczyną oczarowani?

Autorka w bardzo umiejętny sposób ukazała podejście rodziny do niejako nowego jej członka, bo tak naprawdę Alice po tylu latach nieobecności jest dla nich zupełnie obca. Mimo to każdy od razu ją pokochał i stała się oczkiem w ich głowie.

Jak myślicie co na to Clare? Czy dziewczyna powinna się czuć zazdrosna? Czy jednak powinna być wniebowzięta bo przecież tak długo próbowała odnaleźć swoją ukochaną siostrę?

Kto mówi prawdę a kto ma obsesję? Czy Alice pragnie zając miejsce Clare? Czy cokolwiek z tego co opowiada ma jakikolwiek sens i jest prawdziwe? Koniecznie musicie się przekonać jak obecność Alice wpłynie na życie Clare i je rodziny. Sue Fortin napisała historię, która z pewnością ma w sobie elementy prawdziwości, ale i również zaskakuje. Jeżeli chcecie poznać finał tej historii, koniecznie musicie po nią sięgnąć.

@camilleshade
camilleshade-books.blogspot.com

Ocena 
19-03-2018

Siostrzyczka

Są wśród Was fani thrillerów psychologicznych? Tak? To wspaniale! Mam dla Was propozycję książki bardzo niepozornej, o której - gdybym jej nie przeczytała - pewnie nie mogłabym powiedzieć wiele dobrego na podstawie samego opisu. Ale Sue Fortin miło mnie zaskoczyła historią, której kompletnie się nie spodziewałam.

Główna bohaterka powieści, Clare znalazła się w niecodziennej sytuacji. Kiedyś miała pełną, szczęśliwą rodzinę. Ale później wydarzyło się coś, co na zawsze to przekreśliło - a przynajmniej tak się wszystkim wydawało. Zaginiona siostra Clare, Alice wraca po latach rozłąki. A matka dziewczyn przyjmuje ją z otwartymi ramionami. Jednak czy słusznie? Nic nie wskazuje na to, by przeszłość odbiła piętno w sercu młodej kobiety, jednak traumatyczne wydarzenia przez wiele lat były problemem dla wszystkich członków rodziny. Czy to możliwe, by wszystko mogło teraz wrócić na normalne tory?

Czytelnik, który lubi mocne klimaty tajemnicy i niepewności poczuje się mile zaskoczony pomysłem na fabułę. To typowa forma thrillera psychologicznego z nastawieniem na tą drugą formę, która mocno miesza w umyśle czytelnika. Wraz z powrotem zaginionej dziewczyny w życiu rodziny zaczynają dziać się rzeczy o których nikt wcześniej nie pomyślał, a demony przeszłości dają o sobie znać z podwójną siłą. Płynna akcja dynamicznie porusza się na przód raz za razem wprowadzając nowe fakty do fabuły i chociaż w pewnym momencie można przewidzieć zakończenie, sam finał nie jest już taki oczywisty.

Plusem dla historii jest dreszcz niepewności i wisząca w powietrzu tajemnica, jednak nie byłoby tego gdyby nie bohaterowie. Alice wzorowo odegrała rolę powracającej córki, a Clare wywołała niezły chaos swoim prywatnym śledztwem. Tym sposobem obie stworzyły duet całkowitego przeciwieństwa i chociaż chciałoby się dostrzec między nimi nić siostrzanego porozumienia - nie tędy droga. Próbując zwieść czytelnika jedna z sióstr popada w obłęd, zakopując się po uszy w otaczającej ją paranoi wiarygodnej jedynie dla niej samej, ponieważ nikt z jej najbliższego otoczenia nie daje wiary w odkrywane raz za razem fakty. Druga natomiast doskonale odgrywa rolę swojego całkowitego przeciwieństwa, idealnie zwodząc wszystkich dookoła. Kto zatem kłamie, a kto mówi prawdę?

"Siostrzyczka" to powieść z potencjałem. Może sam początek niekoniecznie przemawia na korzyść lektury, wydając się mało wciągający, ale wystarczy przeczytać kilka pierwszych stron, by odnaleźć się w historii. Podchodząc do lektury z niewielkimi oczekiwaniami otrzymacie wciągającą lekturę z zaskakującym zakończeniem. Sue Fortin w miarę możliwości wykorzystała potencjał swojej lektury i stworzyła klimat niepewności idealnie łączący się z wszechobecną tajemnicą. To powieść idealna na późny wieczór w połączeniu z kubkiem gorącej herbaty.

Ocena 
19-03-2018

Siostrzyczka

Clare przez całe dorosłe życie próbowała odnaleźć swoją siostrę, która jako mała dziewczynka wyjechała wraz z ojcem do Ameryki. To miały być wakacje. Prawda okazała się jednak inna. Ojciec nie chciał już nigdy wrócić do Wielkiej Brytanii. Chciał rozpocząć wszystko od nowa. Bez żony i starszej córki. Po wielu latach Alice się odnajduje. Postanawia odwiedzić siostrę i matkę. Clare początkowo cieszy się z tego, że Alice się odnalazła. Jednak nie potrafi pozbyć się wrażenia, że coś jest nie w porządku. Kobiecie wydaje się, że siostra próbuje zająć jej miejsce. Czy Alice faktycznie ma taki zamiar?
Kiedy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, od razu poczułam, że muszę ją przeczytać. Siostrzyczkę pochłania się jednym tchem. W historię wprowadza nas Clare, która wraz z mężem i dwiema córeczkami mieszka w domu swojej matki. Dzięki temu, że mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, możemy przekonać się, jak kobieta odbiera to, co dzieje się z nią i jej rodziną po powrocie Alice. Ułatwia to także nawiązanie nici porozumienia z Clare i postawienie się na jej miejscu.

Muszę się przyznać, że jeden wątek w tej powieści był dla mnie aż nadto przewidywalny. Jeśli czytaliście podobne książki albo oglądaliście filmy o takiej tematyce, pewnie będziecie wiedzieli, o co będzie chodzić. Od początku czułam, że coś jest nie tak i autorka mnie nie zaskoczyła, jeśli o tę kwestię chodziło, ale czy jestem z tego powodu rozczarowana? Nie, w żadnym wypadku. To nie jest zła książka. Fakt, historia nie jest oryginalna, ale dzięki wątkom pobocznym nabiera ona rumieńców. Sue Fortin zaserwowała mi kilka niespodzianek. Na pewno nie spodziewałam się takiej finałowej sceny. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że tak się to zakończy. Rozważałam różne scenariusze, ale na ten nie wpadłam.

Czy książka trzyma w napięciu? Moim zdaniem tak. Wiadomo, że coś jest nie tak, ale nie wiadomo co i dlaczego. Nie mogę jednak zdradzić, o co mi chodzi, bo popsuję niespodziankę. Ja w każdym razie w trakcie lektury cały czas czekałam na jakiś zwrot akcji i doczekałam się.

Siostrzyczka mnie zaangażowała. Los bohaterów nie był mi obojętny. Plus za to, że bohaterowie drugoplanowi nie byli tylko tłem, ale mieli coś do zrobienia. Ubolewam tylko nad jedną rzeczą. Żałuję, że Alice nie została dopuszczona do głosu. To byłoby całkiem niezłe zagranie. Wtedy w trakcie lektury pojawiłoby się jeszcze więcej pytań i lektura byłaby jeszcze bardziej intrygująca. Szkoda, że potencjał tej bohaterki nie został wykorzystany. Chętnie lepiej bym ją poznała.

Moim zdaniem to propozycja dla osób, które nie czytały zbyt wiele thrillerów psychologicznych. To będzie dla nich dobre wprowadzenie do gatunku. Czy starzy wyjadacze znajdą tu coś dla siebie? Myślę, że tak. Żywy przykład na to właśnie dzieli się z Wami swoją opinią na temat tej książki.

Ocena 
16-03-2018

"Czasami najciemniej nie jest wcale w mroku bezgwiezdnej nocy, kiedy chmury przesłaniają blask księżyca. Czasami ciemniej jest pod naszymi powiekami, kiedy zamkniemy oczy i widzimy jedynie tańczące na nich iskierki."

Przyznam, że błyskawicznie przeniknęłam przez książkę, dałam się wciągnąć, bo wartka akcja, mocna intryga i nagłe zwroty akcji. Thriller trzyma w napięciu i angażuje, choć nie bazuje na nowych pomysłach fabuły, wiele aspektów można stosunkowo szybko przewidzieć, a portrety bohaterów potraktowane zostały nieco powierzchownie. Jednak zapewnia porywający relaks. Autorka umiejętnie przykuwa uwagę czytelnika, z każdym rozdziałem zwiększa napięcie, pozostawia też frapujące elementy na zakończenie powieści. Dobrze odnajduję się w klimacie, kiedy trzeba dotrzymywać kroku żwawemu tempu scenariusza zdarzeń, wczuwać się w emocje głównej bohaterki, zastanawiać nad siłą ciemnej natury człowieka.

Jedynie zachowanie Luka, męża Clare, nie przekonało mnie, zbyt wyolbrzymione, wpadające z jednej skrajności w drugą, zupełnie jakby nie było szarych odcieni, tylko czarne i białe. Nie znajduję uzasadnienia dla jego słów i czynów, biorąc pod uwagę także jego artystyczną duszę. Zrozumiałam zabieg autorki, lecz gdyby poprowadzić go bardziej przekonująco, powieść zyskałaby. Natomiast Clare stała mi się bliska, wyrazista, niewyidealizowana, mająca słabe i mocne strony, starająca się postępować słusznie i sprawiedliwie, lecz okoliczności i natężenie uczuć odciągają ją od takich zamiarów. Alice, jej siostra, także ma wiele do zaoferowania we wzbogacaniu intrygi, prowokowaniu i manipulowaniu czujności czytelnika. Frapująco ukazany aspekt obsesji, paranoi, dziwactwa, nakręcającej się spirali wątpliwości, podejrzeń i posądzeń.

Dwadzieścia lat przed opisywanymi wydarzeniami, ojciec zabiera czteroletnią córkę na wakacje, niestety po nich nie wraca już do pozostawionej żony i dziewięcioletniej córki. Pomimo usilnych poszukiwań, zaangażowania prywatnych detektywów, nie udaje się dotrzeć do nowego miejsca zamieszkania mężczyzny i dziewczynki. Pewnego dnia do domu z własnej woli niespodziewanie powraca Alice, utwierdzając wszystkich w przekonaniu, że jest tą zaginioną, pragnie nadrobić stracony czas, nawiązać bliskie relacje, poczuć prawdziwe szczęście rodzinne. Clare wbrew nadziejom i oczekiwaniom nie potrafi odnaleźć siostrzanych więzi, odczuć ulgi, spełnienia i szczęścia. Coraz trudniej jest jej ukrywać ponure uczucia i złowieszcze obawy, tym bardziej, że zarówno w jej życiu zawodowym, jak i prywatnym pojawiają się czarne chmury. Niepokojące fakty i domysły nie dają jej spokoju, coraz mniejszej liczbie osób może ufać, zaczyna nawet kwestionować swoje zdrowie psychiczne.

bookendorfina.pl

Ocena 
14-03-2018

Siostrzyczka

Do "Siostrzyczki" podeszłam z naprawdę ogromnym entuzjazmem. Od samego początku spodobała mi się jej tematyka i wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Dodatkowo okładka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i wywołała uczucie niepokoju, dlatego kiedy powieść wpadła w moje ręce, od razu zabrałam się za jej czytanie. Czy moja początkowa ekscytacja tą powieścią była słuszna? Czy twórczość Sue Fortin zostanie w mojej pamięci na dłuższy okres czasu? Zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią recenzji, z której z pewnością się tego dowiecie.

Clare przez całe życie miała jeden cel: odnaleźć swoją młodszą siostrę, która pewnego dnia zniknęła wraz z ojcem. Prywatni detektywi, poszukiwania na własną rękę i pomoc najbliższych - Clare chwytała się każdego sposobu, aby odnaleźć Alice, niestety bez skutku. Pewnego dnia jej marzenie się spełnia. Alice nie tylko odnajduje rodzinę, ale także pragnie spędzić z rodziną trochę czasu. Siostry w końcu mają okazję nadrobić stracony czas i odbudować zerwaną w przeszłości więź. Ale czy na pewno? Matka przyjmuje córkę z otwartymi ramionami, jednak Clare od początku ma pewne podejrzenia względem niedawno odzyskanej siostrzyczki. Czy kłótnie między Alice i Clare to tylko zazdrość czy może coś więcej? Która z sióstr kłamie?

Fabuła książki wciąga czytelnika już od pierwszych stron i nie pozwala odłożyć lektury na później. Autorka stwarza niesamowitą atmosferę i stopniowo buduje jeszcze większe napięcie, nie pozwalając tym samym na monotonię czy nudę. Cała historia zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i całkowicie mnie pochłonęła. Od samego początku czułam, że Alice nie jest tym za kogo się podaje, jednak muszę przyznać, że były momenty kiedy zaczęłam mieć podejrzenia co do drugiej siostry. Wydawało mi się, że Clare może być tak mocno ogarnięta zazdrością o młodszą siostrzyczkę, że powoli zaczyna popadać w obłęd i paranoję. Zakończenie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem i jeszcze długo po zakończeniu lektury nie mogłam uwierzyć w to, że tak bardzo pomyliłam się co do pewnych osób.

Bohaterowie są naprawdę dobrze wykreowani, a autorka pozwala nam poznać uczucia i emocje jakie nimi targają. Nie będę ukrywać, że najbardziej zżyłam się z Clare, która jest narratorką tej powieści. Sue Fortin doskonale ukazuje zmianę jaka zachodzi w głównej bohaterce - od radości, którą czuje gdy nawiązuje kontakt z młodszą siostrą, po początkowe podejrzenia, aż w końcu wątpliwości co do własnego zdrowia psychicznego. Postacie stworzone przez autorkę zdecydowanie zasługują na naszą uwagę i poznanie ich historii.

Autorka pisze w sposób prosty i lekki, co sprawia, że fabuła jest dla każdego doskonale zrozumiała. Poza tym powieść czyta się w błyskawicznym tempie, a akcja nie zwalnia ani na moment. Sięgnięcie po twórczość Sue Fortin okazało się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Autorka od pierwszych stron zachwyciła mnie historią głównej bohaterki i doskonale poradziła sobie z budowaniem napięcia oraz tworzeniem niepokojącej atmosfery, którą uwielbiają miłośnicy thrillerów.

Podsumowując - Sue Fortin zdecydowanie trafia na listę moich ulubionych autorów i z pewnością będę obserwować jej pisarską karierę. Mam nadzieję, że wkrótce wydawnictwo HarperCollins zdecyduje się wydać kolejne książki tej autorki - jeśli tak się stanie, na pewno po nie sięgnę. Jeśli lubicie thrillery, ciekawe tajemnice i oryginalnych bohaterów, "Siostrzyczka" jest pozycją właśnie dla was!

Ocena 
14-03-2018

Odnaleziona po latach

Clare nie jest jedynaczką, choć od 9 roku życia w ich rodzinnym domu mieszka sama z matką. Pewnego dnia ojciec dziewczyny zabrał jej młodszą siostrę, Alice, mówiąc, że jedzie na wakacje. Nigdy więcej nie wrócił, a po pewnym czasie przestał się również kontaktować z porzuconą rodziną. Od tamtego czasu Clare wraz z matką starają się wszelkimi sposobami odnaleźć zaginioną siostrę i córkę. Lata mijają, a po Alice nie ma najmniejszego śladu. Aż do momentu, kiedy pewnej jesieni przychodzi list od zaginionej. Szybko ustalony zostaje termin przyjazdu dziewczyny, wszystkie bardzo pragną się w końcu spotkać. Jednak kiedy Alice jest już z nimi, Clare zaczyna nabierać coraz większych podejrzeń co do zamiarów cudem odnalezionej po latach młodszej siostry. Czy to tylko jej wymysły czy Alice na prawdę próbuje zająć jej miejsce w życiu rodziny?

Całość recenzji dostępna pod adresem: http://zapach-ksiazek.pl/siostrzyczka-sue-fortin/

Ocena 
13-03-2018

Ciekawa książka

"Siostrzyczka" to przykład thrillera psychologicznego, który może nie do końca wypełnia wszelkie przesłanki klasyfikujące do tego gatunku, jednak ważne jest to, że to powieść, gdzie do końca nie ma się pewności kto kłamie, kto mówi prawdę. Książka przedstawia obraz jak żyć, kiedy wszystko to, w co się do tej pory wierzyło okazuje się nieprawdą. Życie głównej bohaterki Clare od zawsze było naznaczone. Od dnia, kiedy jej ojciec wyjechał do Stanów Zjednoczonych z młodszą siostrą Alice, dziewczyna nie miała z nimi kontaktu. Wszelkie próby odnowienia relacji, odnalezienia małej dziewczynki czy też ojca, kończyły się niepowodzeniem. Clare ułożyła swoje życie, mieszkając z matką, mężem i dwoma córkami próbuje godzić obowiązki domowe z zadaniami służbowymi. Wszystko układa się doskonale, aż do dnia, kiedy odzywa się zaginiona przed laty siostra. Jej pojawienie się w Anglii, już na zawsze zmieni życie Clare i jej rodziny. Książka w intrygujący sposób wciąga czytelnika w akcję, coraz bardziej plątając i manewrując w przeróżne wątki. Postać młodszej siostry początkowo nie wzbudza podejrzeń, jednak później to co zostaje przed nami odkryte zaskakuje niesamowicie. Mam wrażenie, że takie książki nie mogą się znudzić, za każdym razem znajduje w nich element zaskoczenia. Sprawa taka jak w tej powieści jest bardzo wstrząsająca, to jak autorka zrzucała podejrzenia na wszystkich bohaterów, tylko po to aby zmylić czytelnika w odbiorze postaci wpłynęło bardzo pozytywnie na dynamikę akcji. Z ogromną ciekawością przerzucałam kartki tylko po to, aby dowiedzieć się kto jest kim i kto jest odpowiedzialny za całe zamieszanie. Całość zgrywa się w całkiem fajną, klimatyczną powieść dla każdego rodzaju czytelnika. Z pewnością czas z nią spędzony, nie będzie zmarnowany.
Z całą pewnością mogę tę książkę Wam polecić, jeśli tylko lubicie historie w takich klimatach - nie będziecie zawiedzeni!

Ocena 
13-03-2018

Clare vs. Alice

Otrzymaliśmy od wydawnictwa Harper Collins możliwość recenzji książki Siostrzyczka. Byłam bardzo zadowolona gdyż thriller to mój ulubiony gatunek. Szczególnie zaintrygował mnie opis na okładce: Dwie siostry jedna mówi prawdę, druga ma obsesję. Brzmi bardzo intrygująco - nie uważacie?

Całe życie Clare podporządkowane było odnalezieniu swojej młodszej siostry Alice, która pewnego dnia zniknęła wraz z ojcem. Mimo traumatycznych przeżyć związanych z zaginięciem ojca i siostry naszej bohaterce udaje się wieść uporządkowane życie. Można rzec, że jest kobietą sukcesu, twardo stąpającą po ziemi. Życie prywatne również zaliczyć można do pasma sukcesów. Kochający mąż, dwie córki. Tak naprawdę do pełni szczęścia brakuje siostry, której szukała wszystkimi możliwymi sposobami. Choć od chwili zaginięcia mija już dobrych kilka lat zarówno dziewczyna jak i jej matka ciągle rozgrzebują dawne rany. Rocznica to zawsze dzień przygnębiający dla obydwu pań. Po wielu latach matka kobiety otrzymuje list od zaginionej córki. Po krótkiej wymianie korespondencji Alice postanawia odwiedzić siostrę i matkę w Anglii. Jak można było się spodziewać matka Clare jest wniebowzięta spotkaniem i przyjmuje córkę z otwartymi ramionami. Clare, choć z początku szczęśliwa z wiadomości, iż po tulu latach siostra wreszcie się odnalazła czuje dziwny niepokój. Wydaje się, że Clare jest po prostu zazdrosna zainteresowaniem jakie wzbudza Alice. Wszyscy są nią zauroczeni łącznie z dziećmi i mężem naszej bohaterki. Gdy w domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy wszyscy tłumaczą jej, że to przemęczenie i stres. Jednak Clare obawia się, że siostra chce zająć jej miejsce.

Autorka osadziła fabułę we współczesności, przez co książkę czyta się niezwykle szybko i łatwo. Historia jest ciekawa i dla osób, które rzadko sięgają po tego typu literaturę może okazać się naprawdę zaskakująca. Jednak dla mnie niestety okazała się przewidująca. Znałam zakończenie jak i motyw od połowy książki. Liczyłam jednak, że może tak jak u innych autorów zostanę wywiedziona w pole. Tak się jednak nie stało. Niestety nie jest to debiut literacki na karb, którego można by zrzucić winę za przewidywalność fabuły.

Jednak nie chciałabym byście myśleli, że jest to zła książka, bo tak nie jest. Akcja jest dość żwawa, a końcówka niejednego czytelnika (oczywiście tego, który nie domyśla się zakończenia) przyprawić może o wzrost ciśnienia. Sądzę, że choć Siostrzyczka nie będą nominowane w kategorii książka roku to warto się z nimi zapoznać z uwagi na dość dobrze zbudowany wątek.

Ocena 
13-03-2018

Clare vs. Alice

Otrzymaliśmy od wydawnictwa Harper Collins możliwość recenzji książki Siostrzyczka. Byłam bardzo zadowolona gdyż thriller to mój ulubiony gatunek. Szczególnie zaintrygował mnie opis na okładce: Dwie siostry jedna mówi prawdę, druga ma obsesję. Brzmi bardzo intrygująco - nie uważacie?

Całe życie Clare podporządkowane było odnalezieniu swojej młodszej siostry Alice, która pewnego dnia zniknęła wraz z ojcem. Mimo traumatycznych przeżyć związanych z zaginięciem ojca i siostry naszej bohaterce udaje się wieść uporządkowane życie. Można rzec, że jest kobietą sukcesu, twardo stąpającą po ziemi. Życie prywatne również zaliczyć można do pasma sukcesów. Kochający mąż, dwie córki. Tak naprawdę do pełni szczęścia brakuje siostry, której szukała wszystkimi możliwymi sposobami. Choć od chwili zaginięcia mija już dobrych kilka lat zarówno dziewczyna jak i jej matka ciągle rozgrzebują dawne rany. Rocznica to zawsze dzień przygnębiający dla obydwu pań. Po wielu latach matka kobiety otrzymuje list od zaginionej córki. Po krótkiej wymianie korespondencji Alice postanawia odwiedzić siostrę i matkę w Anglii. Jak można było się spodziewać matka Clare jest wniebowzięta spotkaniem i przyjmuje córkę z otwartymi ramionami. Clare, choć z początku szczęśliwa z wiadomości, iż po tulu latach siostra wreszcie się odnalazła czuje dziwny niepokój. Wydaje się, że Clare jest po prostu zazdrosna zainteresowaniem jakie wzbudza Alice. Wszyscy są nią zauroczeni łącznie z dziećmi i mężem naszej bohaterki. Gdy w domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy wszyscy tłumaczą jej, że to przemęczenie i stres. Jednak Clare obawia się, że siostra chce zająć jej miejsce.

Autorka osadziła fabułę we współczesności, przez co książkę czyta się niezwykle szybko i łatwo. Historia jest ciekawa i dla osób, które rzadko sięgają po tego typu literaturę może okazać się naprawdę zaskakująca. Jednak dla mnie niestety okazała się przewidująca. Znałam zakończenie jak i motyw od połowy książki. Liczyłam jednak, że może tak jak u innych autorów zostanę wywiedziona w pole. Tak się jednak nie stało. Niestety nie jest to debiut literacki na karb, którego można by zrzucić winę za przewidywalność fabuły.

Jednak nie chciałabym byście myśleli, że jest to zła książka, bo tak nie jest. Akcja jest dość żwawa, a końcówka niejednego czytelnika (oczywiście tego, który nie domyśla się zakończenia) przyprawić może o wzrost ciśnienia. Sądzę, że choć Siostrzyczka nie będą nominowane w kategorii książka roku to warto się z nimi zapoznać z uwagi na dość dobrze zbudowany wątek.

Ocena 
11-03-2018

Bardzo dobry thriller psychologiczny!

„Siostrzyczka” to naprawdę bardzo dobry thriller psychologiczny, od którego nie mogłam się oderwać. Pomimo tego, że motyw tej książki jest dość popularny, autorce udało się stworzyć dość oryginalną i urzekającą pozycję, która wciąga, trzyma w napięciu i nie pozwala się odłożyć. Dla niektórych thriller ten może wydawać się trochę przewidywalny, dla mnie również taki był, ale pomimo tego jego lektura to czysta przyjemność. Książka ta jest również bardzo dobra pod względem psychologicznym. Autorka bardzo dobrze wgryzła się w umysł głównej bohaterki, która na początku cierpi po zaginięciu siostry a następnie odczuwa niepokój i niechęć do niej. Tak naprawdę do samego końca nie wiemy, czy Alice to naprawdę Alice a Clare popada w paranoję, z którą nie może sobie poradzić, czy też za siostrę podaje się ktoś inny i obawy głównej bohaterki są usprawiedliwione. To właśnie ta zagadka sprawiła, że czytałam książkę z zapartym tchem i nie mogłam się doczekać, kiedy to wszystko się w końcu wyjaśni. Dodatkowym atutem pozycji jest również pędząca akcja, która nie zwalnia ani przez chwilę. Na pochwałę zasługują także poboczni bohaterowie, którym autorka poświęciła wiele uwagi. Im bardziej zapoznajemy się z historią, tym więcej skaz pojawia się na bohaterach. Dowiadujemy się, że każdy z nich nie jest idealny i ma coś do ukrycia.

Podsumowując, „Siostrzyczka” to bardzo dobry thriller psychologiczny, który z całego serca Wam polecam. Choć motyw przewodni wydaje się być oklepany, nie przeszkadza nam to w czerpaniu przyjemności z lektury i pochłonięciu jej w bardzo krótkim czasie.

Ocena 
09-03-2018

Emocjonujący thriller psychologiczny

„Siostrzyczka” autorstwa Sue Fortin reprezentuje bardzo lubiany przez mnie typ thrillera psychologicznego, w którym pisarka - lub pisarz – kreuje atmosferę niepewności opartą na wątku pogłębiającej się psychozy bohatera. Lubię, kiedy autor bawi się ze mną w ciuciubabkę, wyprowadza mnie w pole i zaskakuje. Doceniam powieści, które wywołują we mnie silne emocje i dreszczyk niepokoju. W wypadku „Siostrzyczki” z zaskakiwaniem mnie było różnie – czytałam naprawdę wiele powieści opartych na pomyśle wykorzystanym przez pisarkę i wiele zwrotów akcji nie stanowiło dla mnie wielkiego zaskoczenia – jednak emocje towarzyszące mi podczas lektury były naprawdę silne. Mocno wciągnęłam się w fabułę wykreowaną przez Sue Fortin.

Opowieść przedstawiona na kartach utworu skupia się na historii rodziny prawniczki Clare Tennison i jej uprowadzonej przez ojca siostrze Alice, która niespodziewanie odnajduje się po dwudziestu latach od zaginięcia. Pojawienie się młodej kobiety wywraca uporządkowane życie Clare do góry nogami. Nagle w rodzinie pojawia się nowa osoba, która skupia na sobie całą uwagę matki bohaterki, jej męża i córek. Kobieta zaczyna czuć się odsunięta na boczny tor, w pewnym momencie sytuacja ewidentnie zaczyna ją przerastać. Staje się ona coraz bardziej podejrzliwa w stosunku do Alice, zaczyna kwestionować zachowanie i motywy kierujące siostrą. Robi się coraz bardziej nieciekawie, negatywne emocje buzują, a w czytelniku rodzi się naturalne pytanie o to, która z sióstr jest postacią pozytywną, a która negatywną. Kto jest szczery, a kto kłamie? Co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni?

„Siostrzyczka” okazała się fajnym i wciągającym tytułem, który mnie się spodobał, choć nie zaprzeczę, że był nieco przewidywalny. Na plus należy liczyć ciekawy wątek rodzinny, który skupia się nie tylko na zagadce związanej z nagłym powrotem zaginionej siostry, ale również na przedstawieniu dynamicznie zmieniających się rodzinnych relacji.

Ocena 
09-03-2018

Kto mówi prawdę?

Clare została rozdzielona ze swoją siostrą w bardzo młodym wieku. Gdy miała siedem lat, jej ojciec zabrał młodszą Alice na wakacje, z których nigdy nie wrócił do domu. Wyprowadził się do zupełnie innego kraju, gdzie nikt nie mógł go znaleźć. Przez dwadzieścia lat Clary wraz z matką i swoją rodziną usiłują odnaleźć Alice, jednak jak się okazuje bezskutecznie. Niespodziewanie nadchodzi list, na który wszyscy czekali od lat. List od młodszej siostry. Od tej pory wszystko powinno się ułożyć, a rodzina na powrót stać się jednością. Alice postanawia przyjechać, jednak Clare zamiast radości i wdzięczności czuje niepewność. Od początku coś jej nie pasuje, a sytuacje, które mają miejsce, nie pozwalają jej spać spokojnie. W jej głowie rodzi się coraz więcej podejrzeń, z którymi pozostaje sama. Czy Clare ma się czego obawiać? Czy jej podejrzenia faktycznie są słuszne? Czy razem z młodszą siostrą stworzą rodzinę? Po dwudziestu latach Alice to już nie ta sama Alice.

Na początku powieści czytelnik zostaje wprowadzony w historię rodzinną Clary, dzięki czemu przez dalszą część książki ma szansę snuć swoje podejrzenia i rozwiązywać zagadki. Autorka w bardzo ciekawy sposób wytworzyła klimat, który stale wywołuje niepokój i podejrzliwość wobec niektórych bohaterów. Jest to thriller psychologiczny, a autorce świetnie udało się oddać właśnie ten gatunek. Czytelnik ciągle doszukuje się nieprawidłowości zachowań oraz sytuacji, które zaważają na losach bohaterów, dzięki czemu powieść nie nudzi ani przez chwilę.

"Czasami najciemniej nie jest wcale w mroku bezgwiezdnej nocy, kiedy chmury przesłaniają blask księżyca. Czasami ciemniej jest pod naszymi powiekami, kiedy zamkniemy oczy i widzimy jedynie tańczące na nich iskierki. A najciemniej - kiedy oczy mamy szeroko otwarte i oglądamy drobinki kurzu oświetlone promieniami słońca."

Bohaterowie również zostali wykreowani idealnie do swoich ról, ponieważ z biegiem czasu dowiadujemy się, że nie każdy z nich jest sprawiedliwy i mówi prawdę. Jak się okazuje, każdy ma swoje "za uszami", a rozwiązanie wielu spraw szokuje i zadziwia. Byłam przekonana, że wiem jak skończy się owa historia, a moje przekonania się sprawdzą - jakże się myliłam. Zakończenie zmieniło wszystko i do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, jak nagle akcja się zmieniła i na jaw wyszła prawda, której w życiu bym się nie spodziewała.

W powieści tej nawet najmniejsze aspekty mają ogromne znaczenie, o czym przekonujemy się stopniowo brnąć w kolejne rozdziały. I właśnie to uwielbiam w thrillerach, choć nie każdy daje radę udźwignąć to brzemię. Autorce "Siostrzyczki" się to udało, a powieść okazała się wyjątkowa i niesamowicie wciągająca.

Ocena 
09-03-2018

Lepsza niż Dziewczyna z pociągu

Nieczęsto zdarza mi się natrafić na książki, które „już teraz” muszę doczytać do końca, ponieważ tak bardzo jestem ciekawa zakończenia, że nie jestem w stanie ich odłożyć. Powieść Sue Fortin właśnie tak na mnie zadziała. Już pierwsze strony uświadamiają czytelnikowi, że coś się wydarzy, coś złego, niebezpiecznego, ale co? Tego do końca nie wiemy, lecz autorka szybko przenosi nas w przeszłość i zaczyna tę zagadkę rozplątywać. Początkowo dość niemrawo, był nawet moment, kiedy zaczęłam się wahać, czy ta lektura była trafionym wyborem, z czasem jednak akcja wyraźnie przyspiesza i trzyma w napięciu do niemal samego końca.

Motywy, na których autorka oparła swoją powieść, nie są czymś nowym czy odkrywczym. Były już stosowane i w książkach i w filmach, ale mimo to Sue Fortin udało się stworzyć ciekawy thriller psychologiczny. Być może jest on dość prosty, a w niektórych momentach nawet przewidywalny, ale czyta się naprawdę dobrze. Bez wątpienia jest to zasługą prostego stylu, pierwszoosobowej narracji i niezwykle dynamicznej akcji, która właściwie nie zostawia miejsca na dłuższe opisy czy przemyślenia. Może to być brane w równym stopniu za atuty książki jak i za jej minusy, w zależności od naszych preferencji. Jeśli oczekujecie klimatycznej opowieści, to nie ta książka. Jeśli szukacie niepokojącej historii, w której akcja pędzi do przodu i trzyma w napięciu do końca, będziecie zadowoleni. Osobiście uważam, że Siostrzyczka jest o wiele ciekawsza i lepiej napisana niż topowa Dziewczyna z pociągu, ale to naturalnie moje subiektywne zdanie, oparte na wrażeniach z lektury i emocjom, jakie jej towarzyszyły.

Ocena 
09-03-2018

Siostrzyczka

Clare jest świetną prawniczką, ma przystojnego męża i dwie słodkie córeczki. Do pełni szczęścia brakuje jej jedynie młodszej siostry. Dwadzieścia lat temu ojciec zabrał Alice do Ameryki i słuch po nich zaginął. Razem z matką nieustannie szukały dziewczyny, lecz bezskutecznie. Pewnego dnia przychodzi list, w którym Alice pisze, że ojciec zmarł, a ona bardzo chciałaby wrócić do dawno niewidzianej rodziny. Euforia i szczęście Clare z tego powodu nie trwają jednak długo. O ile reszta rodziny szybko akceptuje i zakochuje się w Alice, to prawniczka ma co do niej liczne podejrzenia. Okazuje się, że młoda kobieta jest manipulantką i kłamczuchą oraz stara się zająć miejsce Clare. Niestety trudno jej udowodnić złe intencje i za każdym razem wychodzi na to, że to starsza siostra ma paranoje i powoli popada w szaleństwo, niszcząc w ten sposób spokój mieszkańców domu. Która z nich mówi prawdę, a która jest zła?
Po przeczytaniu opisu nabrałam ogromnej ochoty na przeczytanie tej powieści. Bardzo rzadko sięgam po kryminały czy dreszczowce, ale cieszę się, że zapoznałam się z "Siostrzyczką". Motyw zaginionego rodzeństwa jest dość popularny w literaturze, ale autorce i tak udało się stworzyć ciekawą historię. Główna bohaterka Clare przypadła mi do gustu. Jest kobietą, która twardo stąpa po ziemi, ze względu na charakter pracy, ale jeśli chodzi o rodzinę, to jest wrażliwa i kochająca. Początkowo ogromnie cieszy się z powrotu siostry, ale kiedy ta zaczyna wtrącać się w każdy aspekt jej życia, zaczyna odczuwać zazdrość. Przywłaszczanie ubrań, te same perfumy, spędzanie czasu z mężem i dziećmi, gdy Clare jest w kancelarii nie jest do końca normalne. Dlatego prawniczka szybko zaczyna mieć podejrzenia i postanawia na własną rękę przeprowadzić śledztwo. Sama fabuła nie jest skomplikowana, kilka razy poczułam zaskoczenie, ale niestety bardzo szybko połączyłam wątki i domyśliłam się prawdy. Chyba oglądam zbyt dużo seriali kryminalnych i mało która sprawa potrafi mnie w pełni zaszokować. Nie mniej jednak psychologiczna otoczka została całkiem sprawnie zbudowana i książkę czytałam jednym tchem. Powieść została osadzona w czasach nam współczesnych i napisana prostym oraz przystępnym językiem.
"Siostrzyczka" raczej nie stanie się arcydziełem tego gatunku, ale i tak spędziłam przy niej miłe chwile. Owszem, posiada pewne mankamenty, ale ma też sporo plusów. Myślę, że jest to historia idealna na długi wieczór, przy której będzie można kilka razy poczuć niepokój czy strach.

Napisz recenzję

Napisz recenzję