– Ratunku! Przestań! – Dziecko zawodziło jak obdzierane ze skóry.
Frank najpierw ładnie poprosił. Kiedy to nie poskutkowało, zaczął wyrywać lalkę z rąk dziewczynki. Kiedy marzył o karierze w policji, nigdy nie przypuszczał, że częścią jego pracy będzie zabieranie dzieciom zabawek.
– Ona jest moja! – wrzasnęła Laura, gdy Frank w końcu pociągnął na tyle skutecznie, że wyrwał lalkę z jej żelaznego uścisku.
Posłała mu spojrzenie bardziej wściekłe niż rozżalone i kopnęła go w piszczel.
– Lauro! – krzyknęła Rose, gdy mała popędziła do sypialni i z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi.
Frank potarł piszczel. Laura trafiła go prosto w kość. Ból był dotkliwy i pulsujący.
– Przepraszam. – Rose taksowała go uważnym wzrokiem.
Frank przestał pocierać nogę i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Nic się nie stało – powiedział. Powinien się spodziewać, że siostra Rose właśnie tak się zachowa. Śliczna dziewczynka była prawdziwą wojowniczką. Kiedy dorośnie, złamie niejedno serce. Tego był pewien.
Widział w oczach Rose troskę i obawę, co bardzo mu się podobało. Nigdy przedtem nie patrzyła na niego, jakby miał jej coś do zaoferowania, jakby mógł ją ochronić. Matka Bena Rileya i podpalacz wydawali się teraz odlegli o tysiące kilometrów.
– Co o tym sądzisz? – zapytała.
– O czym? – zapytał Baz.
Frank stłumił przekleństwo cisnące mu się na usta. Jego partner zachowywał się czasem jak skończony idiota.
Dotknął ręką miękkiego ramieniu Rose. Tak bardzo pragnął przesunąć dłoń po jej ciepłej nieskazitelnej skórze. Zastanawiał się, czy całe jej ciało ma kolor jasnego miodu, czy może w tych miejscach, gdzie jest chronione przed słońcem, zachowało kremową barwę.
– Myślę, że nie ma powodu do niepokoju – powiedział, odsuwając się od niej w obawie, że sytuacja wymknie się spod kontroli. W końcu przyjechał tu służbowo.
– Wczoraj na posterunku mówiłeś coś innego – wtrącił Baz.
– Zamknij się, Baz – mruknął Frank półgębkiem. Posłał Rose przepraszający uśmiech. – Powiedziałaś o tym mamie, tak?
– Tak, ale dzisiaj ma podwójną zmianę.
– Damy znać, jeśli dowiemy się czegoś nowego, ale jeśli coś cię zaniepokoi, dzwoń do mnie o każdej porze, natychmiast przyjadę.


– Co mówiliśmy o nieujawnianiu policyjnych informacji? – Frank zwrócił się do Baza, gdy wracali do radiowozu. Niebo było zachmurzone, ale upał i wilgoć nie zelżały. Pod pachami miał półkoliste plamy potu.
– Przepraszam – wymamrotał Baz.
Zwykle na tym by się skończyło, ale nie dzisiaj rano.
– Pilnuj się. Nie jesteś policjantem od wczoraj, a zachowujesz się jak żółtodziób.
Baz był wyższy i mocniej zbudowany, ale Frank nigdy nie czuł zagrożenia z jego strony. W tej chwili przygarbiony Baz patrzył na niego urażonym wzrokiem jak dziecko przyłapane na podkradaniu ciasteczek. Frank zmierzył go przeciągłym pogardliwym spojrzeniem. Baz wydął wargi i z nadąsaną miną wsiadł do wozu. I dobrze. Powinien się przejąć tą reprymendą i zastanowić, co oznacza noszenie policyjnej odznaki.
Frank odwrócił się, żeby ostatni raz rzucić okiem na mały biały dom. Trawnik nie był koszony od dawna. Z boku domu rachityczne krzaki porastały stare meble i psią budę.
Dla innych ten widok byłby pewnie przykry, ale nie dla Franka. To był dom Rose, a on został do niego wpuszczony. Wszędzie czuł jej zapach. Myślał, że ta wyrazista korzenna woń jest charakterystyczna tylko dla niej, ale najwidoczniej używała detergentu o takim zapachu, ponieważ pachniał tak cały dom. Dla Franka to był niebiański aromat. Teraz już mógł sobie wyobrażać jej życia poza pracą w barze. Wszystko w tym domu, nawet toster, emanowało erotyzmem. Żałował tylko, że nie mógł zajrzeć do jej sypialni.
W tej chwili miał ochotę się napić. Musiał się uspokoić. Dzień dopiero się zaczynał, a już było mu trudno. Tęsknił za wyrazem oczu Rose, za jej spojrzeniem, które sugerowało, by chronił ją przed brudem tego świata. Dzięki niemu poczuł się wyższy i silniejszy. Mógłby tego dokonać, o ile naprawdę mu na to pozwoli. Ochroniłby ją przed wszystkim. Nigdy więcej nie musiałaby nalewać nikomu piwa.
Chociaż ślina już mu pociekła na myśl o piwie, zwalczył w sobie tę chęć i wyjął z bagażnika torebkę na dowody. Trzepnął nią w powietrzu, żeby się otworzyła, wyjął spod pachy lalkę i wsunął ją do torebki. Przyprawiała go o dreszcz. Nie rozumiał, dlaczego mała Laura tak zajadle o nią walczyła. Był dorosłym mężczyzną, a na widok tej zabawki dostał gęsiej skórki. Lalka miała szeroko otwarte szkliste oczy i dziwnie miękkie włosy. Miał nadzieję, że nie okażą się prawdziwe. Przywykł do damskich bokserów, ćpunów i agresywnych prymitywów, jednak te lalki były czymś zupełnie innym. Czymś dziwacznym i niepokojącym. Po pierwsze nie miał pojęcia, kim może być ten zboczeniec. Po drugie zupełnie nie rozumiał motywów jego działania. W tej chwili wolałby zająć się poszukiwaniem podpalacza. To przynajmniej była standardowa policyjna robota. Nie przeszedł szkolenia, jak się zachować w takiej sytuacji. Co zrobić, gdy ktoś podrzuca małym dziewczynkom prezenty?
Wcisnął lalkę głębiej do torebki. Plastik naciągnął się wokół jej twarzy. Otwarte usta sprawiały wrażenie, że lalka próbuje złapać oddech. Frank odsunął od siebie myśl, że wygląda jak uduszone dziecko. Wzdrygnął się mimowolnie i zatrzasnął bagażnik.


***

Rose nie miała czasu na zastanowienie. Musiała wyprawić dzieci do szkoły.
– Wkładaj buty – rzuciła do Laury, mijając otwarte drzwi jej pokoju. Mała siedziała na łóżku w samych skarpetkach, z założonymi rękami. Ciągle była zła, że Frank odebrał jej lalkę.
W kuchni Sophie usiłowała posmarować chleb masłem orzechowym, ale jakimś cudem więcej masła znalazło się na jej dłoniach, policzkach i ławce. Ich matka powierzyła jej ostatnio obowiązek przygotowania lunchu, ale zawsze kończyło się na tym, że Rose musiała ją wyręczać. Teraz biodrem odsunęła Sophie, robiąc sobie miejsce.
Kromka, z której Sophie próbowała zrobić kanapkę, była podziurawiona nożem. Rose złożyła ją na pół i ugryzła wielki kęs. Ułożyła na stole sześć kromek białego chleba. Ciesząc się słoną chrupkością kanapki, starannie smarowała każdą kromkę. Masło orzechowe musiało dochodzić do wszystkich rogów. Wiedziała to od dzieciństwa. Dojadła nieudaną kanapkę Sophie, a potem przekroiła każdą z trzech kanapek na dwa równe trójkąty. Za plecami usłyszała przeraźliwe chichoty.
– Co wy wyprawiacie? – zapytała, odwracając się do bliźniąt. Sophie leżała na ziemi, a Scott kucał nad nią. Przerwali oboje i spojrzeli na Rose. Sophie wytarła mokry policzek.
– Był głodny – powiedziała i oboje wybuchnęli śmiechem.
– Jadłeś masło orzechowe z jej policzka?
– Może – odparł Scott.
– Ohyda! Pośpieszcie się.
Rose szybko zawinęła kanapki w folię i wrzuciła je do tornistrów, które wczoraj po południu bliźniaki zostawiły przy wejściu. Przypomniała sobie, że Baz potknął się o nie, gdy dziś rano zjawił się tu z Frankiem. Skrzywiła się na tę myśl. Była zła, że zobaczyli, jak mieszka. Ich obecność sprawiła, że plamy na wykładzinie i okruchy na ławce wydawały się bardziej widoczne.
Podniosła plecak Laury i weszła do jej pokoju.
– Nie wychodźcie bez niej! – krzyknęła na dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.
– Ale ona strasznie się grzebie.
Rose postawiła tornister na ziemi i uklękła przy łóżku, biorąc do ręki znoszone buciki.
– Podasz mi nogę? – zapytała łagodnie. Po chwili spod łóżka wysunęła się stopa Laury. Rose wsunęła ją w but i delikatnie zapięła sprzączkę. – Jesteś na mnie zła?
Odpowiedzi nie było, ale spod łóżka wysunęła się druga drobna stopa w białej skarpetce. Rose ujęła ją w dłonie.
– W porządku – powiedziała i włożyła siostrze drugi but. Nie było sensu tłumaczyć Laurze, co się stało. Wolała, żeby siostra się złościła, niż zaczęła bać człowieka, który podarował jej ten osobliwy prezent.
Ujęła Laurę za kostki i ostrożnie wyciągnęła spod łóżka. Laura wpatrywała się w sufit z udawaną obojętnością. Miała policzki pokryte czerwonymi plamami i rzęsy mokre od łez.
Rose wzięła ją pod pachy i postawiła na nogi.
– Idź już – powiedziała i pocałowała ją w czubek głowy.
Bliźnięta wypadły z domu w podskokach. Laura truchtała za nimi w milczeniu. Rose często smucił widok rodzeństwa idącego do szkoły. Laura zawsze zostawała z tyłu. Zamknęła drzwi, odcinając się od gorąca i hałasu. W domu zapadła cisza. Słychać było tylko jednostajny szum lodówki.
Rose poszła do sypialni, ale nie weszła do środka. Stanęła w drzwiach. Walizka leżała w rogu. Była otwarta. Leżały w niej starannie złożone jej najlepsze ubrania. Spakowała się, naprawdę to zrobiła. Była taka pewna, że dostanie ten staż. Co za idiotka.
Rozpakowywanie walizki i tak nie miało sensu. Staż czy nie, matka i Rob kazali jej się wynieść przed powrotem Roba z trasy. Miała tydzień. Miała nadzieję, że jeśli opowie matce, co zaszło, i poprosi o więcej czasu, matka zmięknie i ustąpi.
Już dawno przestała uważać to miejsce za swój dom. Musiała poszukać czegoś do wynajęcia, ale na myśl o tym ogarniała ją apatia. Tej nocy źle spała, nie zapadła w głęboki sen odcinający od świadomości. Kiedy wczoraj wieczorem zadzwoniła w panice z auta Mii, Frank obiecał, że przyjedzie z samego rana. Po dotarciu do domu delikatnie wyjęła lalkę z objęć śpiącej Laury i położyła ją na najwyższej półce, z której spoglądała na nią swoimi szklistymi oczami. Dziwaczność tej sytuacji i potrzeba zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi, sprawiły, że mimo fizycznego zmęczenia jej umysł pracował na pełnych obrotach. Słyszała, jak matka wstaje o piątej do pracy. Słyszała jej ciche kroki na korytarzu, lekkie westchnienie dobiegające z ciemnej kuchni. Leżała bez ruchu w lepkiej od potu pościeli, wsłuchując się w odgłos auta matki na podjeździe, oświetlającego reflektorami okna jej sypialni. Kiedy wszystko ucichło, wreszcie zasnęła. Obudziły ją dopiero przeraźliwe krzyki Laury.
Wyskakując z łóżka, zdała sobie sprawę, że w głosie Laury pobrzmiewa złość, nie strach. Laura znalazła lalkę i omal nie zrobiła sobie krzywdy, wspinając się na górę biblioteczki. Nie nacieszyła się zabawą. Piętnaście minut później zjawili się Frank i Baz.
Rose nadal stała w progu swojej sypialni, gdy zadzwonił telefon. Pobiegła do kuchni i podniosła słuchawkę.
– Rose? – zapytała matka bez tchu. – Właśnie odebrałam twoją wiadomość. W domu była policja? Coś się stało?
– Wszystko w porządku. Przyjechali, bo ktoś zostawił Laurze lalkę.
W słuchawce zapadła cisza. Rose przygotowała się na reakcję.
– Wezwałaś policję z powodu lalki? – W głosie matki nie było już paniki.
– Policjanci się martwili, mamo. Mówią, że różne dzieci dostały lalki i…
– Rose… – zaczęła matka cichym tonem. Rose wyobraziła ją sobie w pomieszczeniu socjalnym w zakładzie drobiarskim, z włosami pod czepkiem, zwróconą tyłem do nadstawiających ucha współpracowników. – Porozmawiamy o tym po moim powrocie do domu – powiedziała i rozłączyła się.
Rose z trzaskiem odłożyła słuchawkę na widełki. Matka już przestała jej słuchać. Zignorowała wysmarowany masłem orzechowym blat, wróciła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Odwróciła się plecami do walizki i zacisnęła powieki. Pościel kleiła jej się do ciała.
Z góry znała przebieg rozmowy z matką po jej powrocie do domu. Wiedziała też, że matka spojrzy na nią jak na kłopotliwy balast, jak na kolejny powód do frustracji na długiej liście problemów. Nie zawsze tak było.
Niecały miesiąc po rozejściu się pogłosek o zamknięciu fabryki samochodów matka zaczęła spotykać się z Robem. Był kierowcą ciężarówek na długich trasach i wyglądał jak trzeba. Reprezentował typ mężczyzny, na którego wcześniej matka Rose nie zwróciłaby uwagi. Kiedy jednak regularna wypłata stała się w miasteczku rzadkością, Rob wydał się dobrą partią. Wtedy Rose to nie przeszkadzało. Nie protestowała, kiedy wprowadził się do nich, ani kiedy mama oznajmiła, że spodziewają się z Robem bliźniąt. Rose miała wtedy siedemnaście lat, kończyła ogólniak i była na tyle głupia, że z ekscytacją patrzyła w przyszłość. Nawet nie przeszło jej przez myśl, że nie dostanie stypendium, a bez oszczędności i finansowego wsparcia nie wyjedzie szybko z Colmstock.
Zasunęła zasłony i włączyła wentylator. Czuła coraz wyraźniejszy zapach własnego potu, co jeszcze pogłębiało jej frustrację. Postąpiła słusznie, dzwoniąc na policję, a teraz mama była na nią zła.
Wróciło do niej wspomnienie ostatniego spotkania z Robem. Wyszła ze swojego pokoju, gdzie spędzała większość czasu. Matka i Rob siedzieli w salonie. Poprosili, żeby usiadła. Kiedy Rob oznajmił, że najwyższy czas, by coś sobie znalazła i zamieszkała osobno, użył wyrażenia „nasz dom”. W tamtej chwili Rose przestała być częścią wspólnoty, chociaż mieszkała w tym domu siedemnaście lat dłużej niż on. Matka się nie odezwała, ale potakiwała. Ani razu nie spojrzała Rose w oczy.
Wentylator furczał, dmuchając chłodnym powietrzem na jej spoconą szyję i targając włosy. Poduszka pod policzkiem była miękka i swojska. Rose delektowała się ciszą i ciemnością. Próbowała się w niej rozpłynąć. Zapomnieć o swoim życiu choćby na moment. Nie mogła. Kiedy tylko umysł zaczynał się oczyszczać, pojawiał się obraz porcelanowej twarzy. Albo miny Willa na jej widok podczas ich pierwszego spotkania. Co najgorsze, umysł podsuwał jej wizję, w której zajmowała działkę w pobliżu obozowiska poszukiwaczy minerałów. Otworzyła oczy. W pokoju zrobiło się za duszno. Wstała i uchyliła okno, żeby wpuścić trochę powietrza. Chrzanić to. Fakt, że jej życie jest przygnębiające, nie powinien jej aż tak dołować. Coś wymyśli. Nie, nie miała wyboru, musiała działać.
Wsunęła stopy w sandały, włożyła do kieszeni telefon i notes. Wyszła z domu, trzaskając siatkowymi drzwiami. Powietrze było ciężkie od wilgoci. Żwawym krokiem ruszyła przed siebie. Zmęczenie minęło jak zły sen. Dobrze było znaleźć się na otwartej przestrzeni. Upał się wzmagał, ale przynajmniej powietrze nie zamarło w bezruchu. Siedzenie w domu, w którym dorastała i w którym nie czuła się już mile widziana, działało deprymująco. Z daleka usłyszała dziecięce piski i śmiechy. Pewnie spóźnialscy albo wagarowicze. Rose i Mia też czasem chodziły na wagary, kiedy w Colmstock był jeszcze ogólniak. Wtedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Aż trudno uwierzyć, że tak się zmieniło. Miały z Mią grupę przyjaciół. Wszyscy oprócz Rose mieli jasno wytyczoną przyszłość. Po ogólniaku czekała ich praca w fabryce samochodów. Całkiem porządna praca z solidną zapłatą. Ogólniak był ich ostatnią szansą na zasmakowanie wolności.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 7,90 zł 9,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Laleczki
Autor Anna Snoekstra
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 11.04.2018
Ilość stron 336
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635150
Tłumaczenie Dorota Stadnik
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
24-06-2018

Sporo rozrywki i nutka zadumy

Wprost uwielbiam książki, których akcja toczy się w Australii. Gorący klimat, wielki kontynent-wyspa, którego przeważająca część to spalony słońcem interior nie tknięty ludzką działalnością. Aussie zawsze mnie fascynowała, dlatego wprost nie mogłam sobie darować i nie sięgnąć po książkę Anny Snoekstra. Choć określona mianem thrillera powieść zakwalifikowałabym do gatunku książek obyczajowych, to muszę przyznać, że stworzony przez autorkę mroczny, klaustrofobiczny klimat małego miasteczka podziałał na moją wyobraźnię. Niestety, choć na końcu fabule udało się wybronić, to nie obyło się bez zgrzytów. No a kto lubi czytać, czując piasek między zębami?

Rose, dwudziestoletnia kelnerka z małej australijskiej miejscowości, ma jedno marzenie. Jest nim
wyrwanie się z miejsca swoich narodzin i rozpoczęcie kariery dziennikarskiej w wielkim świecie. Niestety jej prośba o staż zostaje odrzucona.
Pewnego dnia dziewczyna dowiaduje się, że część rodzin znalazła na progu swoich domów laleczki do złudzenia przypominające ich pociechy. W mieście wybucha panika. Rose w tym całym zamieszaniu dostrzega dla siebie szansę. Postanawia napisać artykuł, w którym sugeruje, że zabawki mogą być dziełem pedofila, który w ten sposób oznacza swoje przyszłe ofiary. Wydrukowany przez jedną z plotkarskich gazet artykuł przysparza dziewczynie wrogów, niektórzy uważają, że ze względu
na prowadzone na własną rękę śledztwo, zasłużyła na karę.

Nic nie denerwuje mnie bardziej niż brak konsekwencji autorów powieści i ich edytorów. Nawet jeśli fabuła jest mistrzowska a bohaterowie bardziej realni niż nasza najbliższa rodzina, to jeśli w tekście roi się od zwykłych błędów merytorycznych, których naprawienie zajęłoby dosłownie parę sekund, to otwiera mi się nóż w kieszeni, a czytanie zamiast być rozrywką staje się pogonią w poszukiwaniu kolejnych nieścisłości. Niestety. "Laleczki" są doskonałym przykładem braku jakiejkolwiek pracy edytorskiej. Choć zazwyczaj nie podaję przykładów tym razem zmieniłam zdanie by przyszli czytelnicy zdali sobie sprawę jak mało wysiłku wymagało ich poprawienie. Gdzieś na pierwszych stronach książki autorka opisuje nasze senne miasteczko jako : wystarczająco duże by na ulicach nie wpadać na samych znajomych. Kilkadziesiąt stron później nasza bohaterka przyznaje, że zna tutaj każdego. Ta sama osoba wchodzi do budynku ratusza by skorzystać z jedynego w mieście dobrodziejstwa jakim jest klimatyzacja, fakt ten zostaje podkreślony dwukrotnie. Okazuje się, że generatorów chłodu przybywa z dnia na dzień, klimatyzacja pojawia się również na stacji benzynowej i w restauracji. Policja tłumaczy się z braku postępów w śledztwie brakami kadrowymi, kiedy na praktycznie każdej stronie powieści stróże prawa nie zajmują się niczym innym jak picie piwa w lokalnej spelunie zamiast zajmować się pracą operacyjną. Takich przykładów nieścisłości i luk w fabule można mnożyć w nieskończoność.

Teraz skupmy się na samej fabule. Może was zaskoczę, patrząc na recenzje innych czytelników, ale "Laleczki" napisane zostały z pomysłem i fantazją a samo zakończenie książki było dla mnie zaskakujące i ukazało, że autorce w przekonujący sposób udało się połączyć wszystkie z pozoru do siebie nie pasujące wątki a nawet wykazać się sporą dozą sarkazmu i sprytu w rozwiązaniu zagadki. Część recenzentów zarzuca książce zbytnią obyczajowość, nudę i przewidywalność. Owszem, pierwsza połowa książki stanowi część opisową, w której poznajemy naszych głównych bohaterów, ich wzajemne relacje i miejsce w którym przyszło im żyć, choć bardziej pasuje tutaj słowo egzystować. W tej części autorka powoli buduje suspens i klimat naszej powieści. Dowiadujemy się o tajemniczym pożarze budynku sądu, spojrzymy w oczy pojawiającym się na wycieraczkach laleczkom i wpadniemy na ukrytego za zrobioną z papierowego talerzyka maską, nastolatka. Naszym oczom ukaże się zamknięta społeczność, która powoli staje się ofiarą zbiorowej paranoi. Do tej pory ufający sobie sąsiedzi zamkną się za drzwiami własnych domów, za szczelnie zasłoniętymi żaluzjami. Na jaw zaczną wychodzić głęboko skrywane rodzinne sekrety. Ci którzy wydawali nam się dobrzy, pokażą swoje prawdziwe twarze. I kiedy czytelnik dochodzi do momentu, kiedy jest w pełni skonfundowany autorka wrzuca drugi bieg. Fabuła przyśpiesza, książka obyczajowa zmienia się w rasowy thriller, zwroty akcji są emocjonujące jak naciskanie spustu w rosyjskiej ruletce, a wszystko to zmierza do punktu kulminacyjnego, którego nie byłam w stanie przewidzieć. Jednym słowem : rewelacja.

Jednak prawdziwą bohaterką naszej książki jest Rose i jej marzenie : dziennikarska kariera. "Laleczki" to historia ambicji młodej dziewczyny, która nie cofnie się przed niczym by osiągnąć sukces. Rose poniekąd przypomina mnie samą jeszcze kilka lat wstecz, kiedy moje marzenia były świeże i wierzyłam że jestem w stanie je spełnić. Choć nie pochodzę z małej miejscowości a dużego miasta, choć rodzice nie wyrzucili mnie z domu i mi pomagali dzięki czemu miałam ułatwiony start w życiu, to jestem w stanie wejść w buty naszej bohaterki, poczuć klaustrofobiczny klimat małej miejscowości, poczuć rutynę dnia codziennego, widzieć ciągle te same twarze. Będąc Rose zrobiłabym wszystko byle tylko uciec z Colmstock. Zostawić rodzinę i przyjaciół, spakować walizkę i rzucić się na głęboką wodę.
Kolejnym głównym bohaterem jest samo australijskie miasteczko i jego społeczność. Colmstock, po zamknięciu fabryki samochodowej, pogrążyło się w marazmie, a jego mieszkańcy w oparach alkoholu i kryształkach metamfetaminy. Kiedyś porządne rodziny stały się patologiczne, homofobia jest na porządku dziennym a na wszystkich przyjezdnych pada cień podejrzliwości. Jest to miejsce gdzie kwitnie przestępczość, służby cywilne są skorumpowane a wszelkie śledztwa prowadzone
nieumiejętnie.Autorka w obrazowy sposób opisała przemianę ludzkiej psychiki ze względu na zmieniające się warunki otoczenia. W momencie kiedy nie istnieje żadna wizja przyszłości, nie ma pracy, perspektyw i pieniędzy ludzie się degenerują. Rutyna i nuda jest zabójcza dla naszego umysłu, wyzwala zwierzęce instynkty i pcha człowieka na ścieżkę przemocy. Istota ludzka staje się brutalna, szuka tanich podniet i zastrzyku adrenaliny. Żyję w mieście gdzie całe dzielnice zdegenerowanych ludzi egzystują z dnia na dzień będąc wrzodem na wizerunku miasta. Choć wielu taki obraz może się wydać przesadzony ja go kupiłam, wierząc że krach ekonomiczny może doprowadzić do ruiny małe społeczności a ich populację zmienić w krwiożercze zombie.

"Laleczki" to dobrze nie tylko zaskakująca fabuła, to również książka opowiadająca pewną historię, historię która mogłaby stać się udziałem każdego z nas, gdyż krachy ekonomiczne, w dzisiejszych czasach, są na porządku dziennym. Ta napisana prostym, często brutalnym, językiem powieść zabiera nas w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duży ukazując jej zwierzęce oblicze. Z kart książki wyłania się pesymistyczny obraz człowieka jako jednostki kierującej się w życiu popędami, często zmierzającej do celu po trupach. I niestety jest to obraz prawdziwy. Choć nie pozbawiona błędów, powieść dostarczyła mi sporo rozrywki a na koniec przyszedł również czas na zadumę. Polecam.

Ocena 
26-05-2018

Laleczki

Moja recenzja tej książki będzie bardzo krótka, a to dlatego, że nie znalazłam w niej nic, co mogłoby mi się spodobać. Bardzo żałuję, że tak się stało, bo opis zapowiadał naprawdę świetną i trzymającą w napięciu historię. Autorka miała bardzo ciekawy pomysł na fabułę, jednak w moim odczuciu nie wykorzystała go w ogóle. Liczyłam na książkę, która dostarczy mi wielu wrażeń, że będzie to świetny thriller, a dostałam, sama nie wiem co. Czy była to kiepska powieść obyczajowa? Tez raczej nie. Najgorsze, że po przeczytaniu tej książki, po prostu nie wiem nic, autorka zostawiła mnie zdezorientowaną i z ogromnym mętlikiem w głowie. Powieść przeczytałam już dawno temu, ale nie mogłam zebrać się w sobie, by napisać recenzję. Cały czas miałam nadzieję, że może po czasie dojdę do jakichś wniosków i cokolwiek zrozumiem z tej historii. Niestety tak się nie stało! Nienawidzę pisać tak dosadnych złych recenzji, bo zawsze staram się wychwycić z książki jakiekolwiek pozytywy, ale niestety według mnie tutaj nie ma nic, co mogłoby obronić tę powieść. Najgorsze jest to, że wątek o tytułowych laleczkach został przez autorkę wrzucony na drugi tor, a ona sama skupiła się na irytującej głównej bohaterce. Nie wiem, co chciała tym osiągnąć, może miało to być ciekawe, może interesujące? Dla mnie było nijakie i tak prawdę powiedziawszy bez sensu. To chyba tyle, bo nie chcę za bardzo popłynąć, a i tak wydaje mi się, że napisałam to, co najważniejsze. Osobiście książki nie polecam, ale wiem, że każdy z Was ma inny gust, więc może lepiej, jak ocenicie ją sami. Za możliwość przeczytania książko dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska.

Ocena 
24-05-2018

Całkiem dobra

Rose, nasza główna bohaterka. Szczerze pisząc, to nie zyskała mojej sympatii. Jakoś tam z powodu jej charakteru nie mogłam jej polubić. Bo raz udawała biedną i co to ona nie jest pokrzywdzona, a tu na nią spada nieszczęście, a tutaj się mści... No ogólnie jej zachowanie mnie drażniło i częściowo zgadzałam się z opinią innych bohaterów na jej temat.
Inne postacie również jakoś niezbytnio przypadły mi do gustu. Chwilami wydawało mi się, że kogoś polubiłam, jednak zaraz zrobiła ta osoba coś, co skreśliło ziarno sympatii. Nie uważam, że bohaterowie są beznadziejni, bo tacy nie są, ale nie są również idealni. Myślę, że autorka mogłaby tchnąć w nich więcej życia, charakteru, prawdziwości.
Postacie to chyba najsłabszy punkt tej powieści.

Sam pomysł wydał mi się niezmiernie ciekawy i zostałam zaspokojona pod tym względem. Dostałam ciekawą akcje, wydarzenia, liczne niespodzianki, tajemnice, mimo iż było kilka niedociągnięć. Nie wiem czy to kwestia polskiej redakcji, czy redakcji pierwotnej, ponieważ zdarzają się błędy typu Rose chciała ubrać buty siostrze, która siedziała na łóżku, a zaraz czytamy, że Rose pociągnęła za nogi Laurę tym samym wyciągając ją spod łóżka. No chyba coś nie tak, prawda? Ale starałam się nie zwracać na to szczególnej uwagi, bo byłam ciekawa jak pisarka rozwinie całą historię. Uważam, że dobrze poprowadziła i wykorzystała swój pomysł. Może nie do końca, bo samo zakończenie wydawało mi się już takie naciągane, na siłę napisane... Ale ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne i ciesze się, mimo mankamentów, że mogłam poznać tę lekturę.

Emocji jako tako nie było, ale przyznam, że ciekawość wzięła górę i jak już zaczęłam czytać, to było mi się ciężko oderwać. Tak wiem, pisałam już o tym, nieco wyżej. ;) Ale chciałabym bardzo, byście dali tej lekturze szansę. Wiem, że zbiera dość słabe oceny, ale kto wie, może tobie przypadnie do gustu?
Laleczki to po części thriller, trochę kryminał, a jeszcze trochę powieść obyczajowa. Nie sklasyfikowałabym jej do strikte jednego gatunku.
Podobał mi się zamęt, o którym przeczytacie przy końcu książki. Oczywiście wiemy co nieco o nim już niemal na wstępie, ale jednak nie do końca. To, czego się dowiecie, zmrozi Wam krew w żyłach. Ja też się tego nie spodziewałam. Ogólnie policja jest tutaj przedstawiona w niezbyt dobrym świetle. Co by nie zrobili, nie czeka ich kara i to trochę smutne. Kiedy stróże prawa, powinni świecić przykładem, robią coś zgoła innego.

Cała recenzja dostępna na blogu. ;)

Ocena 
23-05-2018

Czegoś mi brakowało

Droga Tachykardio!

Czasem zastanawiam się czym kieruję się przy wyborze książek? Na pewno sympatią do Autora (bo dobrze wiedzieć, co nowego napisał), opisem książki, czasem okładką, a czasem tym, że wcześniejsza ksiażka powaliła mnie na kolana, bądź podobała mi się tak bardzo, że miałam ochotę na inną pozycję tego Autora. Tak właśnie było z książką Anny Snoekstra „Laleczki”. Jej debiut literacki „Córeczka” był świetny. A jak było z tą?
Colmstock to małe miasteczko, gdzie każdy zna każdego. Młodzi ludzie albo uciekają w lepszy świat albo parają się handlem narkotykami. Podczas pożaru, który strawił budynek sądu zginął nastolatek, który był ulubieńcem mieszkańców. Jednak mieszkańcami zawrzało gdy pewnego dnia na progach kilku domów znaleziono porcelanowe laleczki, łudząco podobne do dziewczynek mieszkających w tym miejscu. Ambitna Rose, która chce zostać dziennikarką postanawia sama rozwiązać zagadkę lalek. Chce napisać artykuł, który sprawi, że wyrwie się z tego miasta i zacznie lepsze życie. Czy to się jej uda?
Muszę przyznać, że po zachwycającym debiucie, kolejna powieść Autorki, nie sprostała chyba zadaniu bycia świetną. Owszem historia miała potencjał, jednak coś tu nie zagrało. Było czasem mrocznie, groźnie. Autorka dobrze pokazała ciemną stronę miasteczka, w którym szerzy się bezrobocie, każdy mieszkaniec zna tajemnice innych mieszkańców. Dobrze była wykreowana postać Rose, która ambitnie i prawie po trupach dążyła do wyrwania się z tego miasta. Miasta które swoimi szponami trzymało ją w miejscu. Ale czegoś zabrakło.
Autorka prowadziła kilka wątków jednocześnie, co mogło przyprawić czytelnika o lekki zawrót głowy. Pojawiały się postacie, które w ostatecznym rozrachunku niewiele wniosły do akcji. I zakończenie jest tak jakby zupełnie oderwane od całości.
Książka napisana jest przystępnym językiem, a akcja trzyma momentami w napięciu – co jest jak najbardziej na plus. Można było jednak rozwinąć kilka wątków, wyjaśnić nieścisłości, by czytelnik czuł się w pełni usatysfakcjonowany.
Czy książkę polecam? Tak polecam, bo jestem przekonana, że niektórym może się spodobać. Pewnie powiecie, że wyolbrzymiam. Ale… nie każdy lubi to samo.
Pozdrawiam
Archer

Ocena 
23-05-2018

Laleczki

Ostatnio przeczytałam książkę Anny Snoekstry "Laleczki".

To kolejny thriller na mojej liście książek tego gatunku. Tym razem to historia dziewczyny o imieniu Rose, która żyje w małym, upadającym miasteczku Colmstock, gdzie nic się nie dzieje, do momentu wybuchu pożaru w sądzie, w którym ginie ogólnie lubiany nastolatek. Na tym jednak nie koniec, bo sporo rodzin w miasteczku znajduje na progu porcelanowe lalki łudząco podobne do swoich dzieci. Sytuacja zaczyna się zagęszczać, mieszkańcy czują się osaczeni, a policja jest zupełnie bezradna. Lokalna społeczność zaczyna się nawzajem podejrzewać i oskarżać.

Wszystko to wykorzystuje Rose, która usilnie chce się wyrwać z sennego, pełnego marazmu miasteczka i zostać wziętą dziennikarką. Zaczyna więc prowadzić własne śledztwo w sprawie podrzucanych laleczek, pisze artykuły, a następnie wysyła je do gazet, które publikują jej teksty. Czy uda jej się rozwiązać zagadkę i spełnić swoje dziennikarskie marzenie? Tego Wam nie zdradzę, dowiecie się czytając lekturę.
Książka "Laleczki" nie jest typowym thrillerem, to dla mnie raczej powieść obyczajowa. Nie ma tu mnóstwa akcji, gęstej, mrocznej atmosfery, pełnej napięcia. Raczej luźno poprowadzona fabuła. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Idealna na letnie popołudnie.

Ocena 
23-05-2018

Laleczki

Tajemnica małego miasteczka. Sekrety, które nie powinny ujrzeć światła dnia. Zbrodnia, która nie powinna się wydarzyć. Oto propozycja nowej powieści Anny Snoekstra. Czy podjęty przez nią temat sprawdzi się w roli prawdziwego dreszczowca?

Lubię thrillery w każdej formie, nawet te lekkie i przyjemne, których zadaniem jest umilenie czasu i wypełnienie godzin. "Laleczki" to książka utrzymana właśnie w takim klimacie - niekoniecznie skomplikowanej historii, której zadaniem jest poprowadzić czytelnika przez kilka kluczowych zagadek. Czyta się ją dobrze, szybko i bez głębszych emocji, co nie jest wadą samą w sobie, ponieważ historia jest na tyle ciekawa, że chętnie śledzi się losy głównej bohaterki.

Rose, dziennikarka przepełniona wielkimi ambicjami, marzy o rozwijaniu swojej zawodowej kariery. Okazja nadarza się zaskakująco szybko, gdy w małym miasteczku zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Płonie budynek sądu i ginie nastolatek, którego wszyscy dookoła uważali. Ktoś podrzuca na progu rodzinnych domów porcelanowe lalki łudząco podobne do ich dzieci. Powoli rośnie strach i panika w sercach mieszkańców, którzy przeczuwają, że to dopiero początek do prawdziwej tragedii. Czy to możliwe, że w ten sposób potencjalny pedofil oznacza swoje ofiary? Policja bezradnie rozkłada ręce a Rose wkracza do akcji. Niestety - nie wszyscy są z tego zadowoleni.

Motywem przewodnim tej historii jest struktura małego miasteczka. Zawsze intrygują mnie powiązania sąsiedzkie i zmian charakterów w obliczu prawdziwej tragedii dlatego z przyjemnością śledziłam wykreowany przez autorkę obraz zakłamania. Ludzkie relacje zmieniały się na moich oczach, gdy zaczęło wytracać się zaufanie i nagle wszyscy stali się bardziej otwarci - dochodziło niemal do samosądu na podstawie jedynie niejasnych podejrzeń. Tym sposobem w fabule pojawiło się sporo spekulacji, oskarżeń i tajemnic związanych z poszczególnymi bohaterami, których odkrywanie było najciekawszą przygodą związaną z tą lekturą.

Jedyne czego żałuję, to słabo rozwiniętego wątku podjętego w tytule. Autorka skupiając się na całokształcie pominęła bardziej kluczowe wydarzenia jedynie o nich wspominając, ale nie nawiązując do nich ze wszystkimi szczegółami. Kluczem do historii okazała się Rose, ciekawa bohaterka z bagażem życiowych doświadczeń, która skradła całą uwagę i odciągała mnie wiele razy od toczonej za jej plecami akcji. Zamiast śledztwa poznałam prywatne sprawy głównej bohaterki, a problem podrzucania porcelanowych lalek został poruszony w mniejszym niżbym chciała stopniu. Szkoda, ponieważ gdyby nie to, powieść na pewno wskoczyłaby na wyższy poziom przede wszystkim za sprawą klimatu wszechobecnej tajemnicy i ciężkiej aury niepewności w stosunku do dalszych zachowań mieszkańców miasteczka.

"Laleczki" to lekki thriller z kilkoma ślepymi zaułkami i ciekawymi obrotami w akcji, który przypadnie do gustu czytelnikom o słabych nerwach i tym, którzy szukają spokoju i relaksu przy swobodnej historii. Lekkość stylu autorki przemawia na korzyść fabuły, a sama historia jest na tyle wciągająca, że nie żałuję poświęconego jej czasu. To sympatyczna lektura na każdą okazję, z ciekawym tematem i intrygującym rozwiązaniem, przy której można miło spędzić czas i odkryć prawdę o ludziach, którzy w obliczu tragedii zmieniają się nie do poznania.

Ocena 
23-05-2018

Małomiasteczkowa intryga... Czy aby na pewno?

Colmstock to mała mieścina bez perspektyw do życia. Wysokie bezrobocie i niskie zarobki sprzyjają nielegalnym interesom. W miasteczku plotki rozchodzą się lotem błyskawicy. Wszelkie dewiacje tłumione są w zarodku. Mieszkańcy Colmstock tworzą hermetyczne społeczeństwo. Rose Blakeley ma sporę szansę na wygraną w konkursie o staż w redakcji Sage Review. Sprawę komplikuje list odmowny. Rose zostaje na lodzie, ale nie zamierza się tak łatwo poddawać. Miasto paraliżuje tragedia.W wyniku pożaru sądu ginie niepełnosprawny chłopiec.
Lokalną żałobę przerywa seria niecodziennych wydarzeń. Kilka rodzin znajduje na progu porcelanowe lalki łudząco podobne do swoich dzieci. Jedna z zabawek trafia do siostry Rose. Dziewczyna postanawia wyjaśnić zagadkę tajemniczych prezentów a przy okazji stworzyć serię artykułów kryminalnych.
Anna Snoekstra z gracją balansowała na granicy dobrego smaku opisując zmienne nastroje mieszkańców. Niecodzienne wydarzenia obudziły w ludziach od dawna tłumione lęki. Pytanie czego boją się mieszkańcy? Autorka w mistrzowski sposób opisała diametralne zmiany zachodzące w psychice bohaterów pod wpływem kolejnych wydarzeń. Spodobał mi się ten małomiasteczkowy klimat z lekką domieszką lokalnej zawiści i nutką zemsty.
Autorce zabrakło konsekwencji w kreacji głównych postaci. Czarne charaktery nie do końca były czarne, a pozytywne postacie nagle w dziwnych okolicznościach przechodziły na złą drogę. Tylko dlaczego?
W skład książki wchodzi kilka alternatywnych historii, które spaja postać Rose. Poczynania głównej bohaterki trudno nazwać dziennikarskim śledztwem (no może, że w krzywym zwierciadle). Nie wiem dlaczego autorka ograniczyła wątek kryminalny do niezbędnego minimum. W książce zabrakło akcji. Wszelkie fascynujące zrywy były tłumione w zarodku.
Czytając czułam się zagubiona. Fabuła została poprowadzona w sposób chaotyczny. Odniosłam wrażenie, że sama autorka nie wie na czym powinna się skupić. Kolejne wątki były, albo za długie, albo za krótkie. W charakterystyce wprowadzanych postaci również pojawiło się wiele nieścisłości.
Styl autorki uratował książkę. Muszę przyznać, że Snoekstra wprawnie posługuje się słowem pisanym. Laleczki mimo wspominanych mankamentów stanowią przyjemną lekturę. Podsumowując czuję się rozczarowana. Laleczki to dobra powieść obyczajowa, ale thriller mizerny. W najbliższej przyszłości nie sięgnę po kolejne książki Anny Snoekstry.

Ocena 
23-05-2018

Laleczki

Historia, którą stworzyła Anna Snoekstra ma swój początek po pożarze, który wybuchł w budynku sądu. Nieszczęśliwie ginie w nim młody chłopak, Ben. Po jego śmierci, u różnych rodzin, u progu domu, pojawiają się tajemnicze lalki. Każda z nich wzorowana jest na mieszkającą w danym domu dziewczynkę, zgadzają się kolory włosów i oczu. To wszystko sprawia, że w małym miasteczku ludzie zaczynają wpadać w panikę. Główną bohaterką jest Rose, jej siostra również otrzymała lalkę. Dziewczyna ma ambicje, aby zostać dziennikarką, jednak bez skutku próbuje zabłysnąć w świecie prasy swoimi artykułami. Kiedy opisuje co dzieje się w jej mieście, wykorzystując do tego znajomości z policjantami, jej kariera nabiera rozpędu. Myślę, że książka ta miała ogromny potencjał, aczkolwiek nie został on wykorzystany. Motyw lalek i opis, sprawił, że brałam tę książkę w ciemno. Tymczasem to, jak autorka poprowadziła całą akcję nie przypadło mi do gustu. Zbyt wiele wątków zostało rozpoczętych, a nie skończonych, a to sprawiło, że skupiałam się na wszystkim tylko nie na głównej sprawie. Aż do końca nie poznajemy kto jest odpowiedzialny za dostarczanie tajemniczych przesyłek. To akurat uważam za duży plus i zdecydowanie ogromne zaskoczenie pobudek, jakie ta sekretna osoba miała aby dawać dzieciom te specyficzne lalki. Myślę, że ta książka to dobry przykład powieści, w której występuje przerost formy nad treścią. Jakby autorka sama straciła wątki w trakcie jej tworzenia i zastępowała je kilkoma innymi. Niestety. "Córeczka" tej samej autorki wprawiła mnie w osłupienie, byłam nią zachwycona, a to "Laleczkach" tego samego nie mogę powiedzieć, a szkoda, bo ta historia rzeczywiście mogła być całkiem niezłym thrillerem, który na długi czas zostałby w naszej głowie.
Książkę polecam tym, którzy z ciekawości chcą zapoznać się z kolejną powieścią Snoekstry, jednak jeśli liczycie na dużą dawkę emocji, spektakularnej tajemniczy i efektownego zakończenia, to tutaj tego niestety nie otrzymacie.

Ocena 
23-05-2018

Najnowsza książka Anny Snoekstry postawiła mnie przed trudną decyzją.

Oczarowana debiutem z wielkim zapałem sięgnęłam po Laleczki, kolejną w dorobku książkę pisarki. Opis zapowiadał nieoczekiwany thriller, który podtrzyma napięcie budowane z perfekcją w Córeczce. Niestety był to banał, moje przypuszczenia nijak się miały do całej treści.

Anna Snoekstra miała ciekawy pomysł, który miał prawdziwy potencjał. Niestety nie wykorzystała go nawet w połowie. Fabuła rozwlekła się na ponad trzysta stron, a po przeczytaniu wychodzę z kompletnym mętlikiem, złością, w dodatku nie uzyskując żadnych informacji. Trudno mi zaliczyć tę książkę do jakiekolwiek kategorii, bo ani nie był to thriller, ani tym bardziej kryminał. Skłoniłabym się bardziej do powieści obyczajowej, choć i w te klocki autorka słabo zagrała.

Powieść jednowątkowa. Tak bym ją nazwała, choć w treści przewija się jeszcze kilka spraw, to jednak tylko jeden wątek został rozbudowany i to na nim skupiła się autorka. Na głównej bohaterce, jej rozterkach i pragnieniach. Na próbie zaistnienia w dziennikarskiej branży, na chęci wyjazdu do dużego miasta. Pal licho, gdyby postać była ciekawa i warta tej uwagi. Niestety, nie dość że irytowała, to jeszcze posiadała paletę wad. Co zabawne – czytelnik nawet nie musi się wysilać, by te wady odnaleźć. Inni bohaterowie sami to przyznają. Taki zabieg mógłby zasugerować, że było to celowe przedstawienie charakteru. Jednak mam wrażenie, że w połowie Anna Snoekstra próbowała na nas wymusić współczucie dla Rose, głównej postaci literackiej, jakby wcześniej nie przedstawiała jej w złym świetle. Jakby wcześniej nie wzbudzała taniej sensacji.

O tytułowych lalkach czytamy niewiele. Jest to tak poboczny wątek, że nawet nie zrobiłoby mi różnicy, gdyby się w ogóle nie pojawił.

Książka podpadła mi najbardziej swoim brakiem konsekwencji. Autorka bardzo szybko zmieniała zdanie, gubiła się, można powiedzieć, że po napisaniu kilku zdań – cofała się w czasie. I zamiast zmienić to co napisała – dopisywała dalszą część, będącą sprzecznością z pozostałymi treściami. Nie dość, że czytelnik był co rusz wprowadzany w błąd, to jeszcze powstały chaos nie sprzyjał całości, która była bez krwi i kości, bez ładu i składu. Poniżej dwa przykłady.

„Wyciągając dłoń z kuflem, naprężył biceps, ale Rose nawet na niego nie spojrzała. Nie odrywając oczu od gazety napełniła dla niego nowy kufel. (…) Zauważył, że ręka Rose lekko zadrżała. Kropla płynu spadła jej na nadgarstek. Wytarła dłoń o szorty i podała mu piwo. – Mniej więcej – powiedziała. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej, zasypać gradem pytań jak przestępców na posterunku, ale Mia popsuła mu szyki. – Zobaczymy – powiedziała. Sięgnęła po jego pusty kufel i w skupieniu przyjrzała się resztce pijany na dnie.” – tym sposobem kufel został napełniony dwa razy, ale ani razu nie wypito z niego piwa.

„-Wkładaj buty – rzuciła do Laury, mijając otwarte drzwi jej pokoju. Mała siedziała na łóżku w samych skarpetkach, z założonymi rękami. (…) Ujęła Laurę za kostki i ostrożnie wyciągnęła spod łóżka.” – szkoda, że Laura nie wchodziła pod łóżko.

Na niekorzyść wpłynęły również liczne powtórzenia. Zdarzyła się sytuacja, która była opisana, po czym chwilę później narrator opowiada nam o niej znowu i to w taki sposób, jakbyśmy nie byli świadkami wcześniejszych wydarzeń.

Uczucia zostały całkowicie spłycone. Albo były sztucznie przedstawiane, nadmuchane albo było ich brak. Nastroje bardzo szybko się zmieniały, wpływ na nie miały krótkie, łzawe historie albo nic nie znaczące sytuacja, a te, które miały jakiekolwiek znaczenie – zostały pominięte.

„Nigdy tak bardzo nie nienawidziła tego miasta jak w tej chwili. Tego siedliska małostkowości i głupoty, gdzie ludzie niczego nie kwestionują i nie poddają w wątpliwości.” (pisownia oryginalna)

Muszę przyznać, że autorce jedno wyszło świetnie. Przedstawienie małej, klaustrofobicznej mieściny, która pogrąża się w swoich dramatach, zamknięta na zewnętrzny świat. W której jest ciche pozwolenie społeczności na brutalność policji, narkotyki i pijaństwo.

„W tym roku liceum zostało zamknięte z powodu niewielu chętnych. Liczebność istniejących klas zmniejszyła się do jednej czwartej stanu sprzed lat. Większość nastolatków pracowała na fermie drobiu albo oddawała się paleniu trawki.”

Podsumowując – uważnemu czytelnikowi, który liczy na coś mocnego lub ciekawego – nie polecam. Chyba że chciałby poczytać o losach bohaterki na kołtuńskiej prowincji, bez zagłębiania się w fabułę.

Ocena 
22-05-2018

Da się przeczytać

Przyznam szczerze, że rzadko zdarza mi się, żebym kierowała się w wyborze lektury okładką. Ale tak właśnie przytrafiło mi się w przypadku Laleczek, których okładka przykuła moje oko swoją prostotą i tajemniczością.

Colmstock, małym miasteczkiem w Australii, wstrząsa tragedia. W nocy spłonął budynek sądu, a co najgorsze to miał w nim zginąć mały chłopiec. Mieszkańcy niezwykle mocno przeżyli śmierć chłopca. Ledwo sprawa zaczyna przycichać, a niektóre rodziny zaczynają otrzymywać małe laleczki, które są łudząco podobne do ich córek. Jedna z nich trafia do małej Laury. Jej siostra, która marzy o karierze dziennikarskiej, próbuje prowadzić własne śledztwo, jednak czyhają na nią liczne niebezpieczeństwa oraz niechęć mieszkańców.

Cała historia nawet przypadła mi do gustu, jednak miałam nieodparte wrażenie, że autorka próbowała oddać grozę właściwą dla Stephena Kinga. Już kiedyś wspominałam, że naśladowanie Kinga, jednak może źle się skończyć. W efekcie miałam wrażenie, że autorka troszeczkę rozminęła się z pierwotną wizją historii, bo zakończenie... cóż pozostawia wiele do życzenia. Być może miała to być furtka do kontynuacji, jednak nie bardzo mi się ten zabieg spodobał.

Polecam Wam książkę na letnie plany czytelnicze. Myślę, że urozmaici Wam pobyt na wakacjach. Z pewnością będzie to ciekawe doświadczenie. :)

Ocena 
22-05-2018

Laleczki

Anna Snoekstra urodziła się w Canberrze w Australii. Studiowała między innymi kreatywną twórczość i kinematografię na Uniwersytecie w Melbourne. Krótkie filmy i teledyski Anny były pokazywane na całym świecie.
„Córeczka” to jej debiutancka powieść, która po raz pierwszy została wydana we wrześniu 2016 roku w Australii. Na polskim rynku wydawniczym całkiem niedawno pojawiła się kolejna książka autorki: „Laleczki”.
Rose to ambitna dziewczyna marząca o karierze dziennikarki. Tylko jak ma się rozwijać w tym kierunku, kiedy wydaje się, że na dobre utknęła w małym miasteczku Colmstock, w którym prawie nic się nie dzieje? Młodzi mieszkańcy tej mieściny nie mają żadnych perspektyw. Bezrobocie lub brudne, nielegalne interesy – tylko to czeka tych, którzy tam pozostaną. Rose Blakeley czeka na e-maila z wydawnictwa „Sage Review”, który może odmienić jej dotychczasowe życie. Staż w tym czasopiśmie byłby spełnieniem jej marzeń. Niestety bohaterka otrzymuje odmowną odpowiedź, co oczywiście sprawia jej ogromny zawód, ale i motywuje do dalszego działa. Dziewczyna nie poddaje się. Wie, że zabłyśnie wtedy, gdy napisze artykuł na szokujący temat. Pewnego razu w Colmstock dochodzi do pożaru. Budynek sądu i pobliski sklepik zamieniają się w ruinę. Szybko okazuje się, że ofiarą tej tragedii jest nastoletni niepełnosprawny syn właścicieli rodzinnego sklepu. Pech chciał, że chłopiec w czasie pożaru przebywał w budynku sądu. Wydarzenie to wstrząsa małą społecznością, miasto przeżywa żałobę, a dzieciom brakuje ich dobrego kolegi – Bena Riley’a. Jeszcze większe poruszenie wśród mieszkańców Calmstock wywołują pojawiające się na progach domów porcelanowe lalki, które są łudząco podobne do mieszkających w nich małych dziewczynek. To sprawia, że temat pożaru schodzi na dalszy tor, a Rose postanawia wykorzystać powstały w miasteczku zamęt i sama podsyca panikę, rozsiewając plotki o rzekomym pedofilu grasującym w pobliżu. Dziewczyna wreszcie ma idealny materiał na artykuł, który ukazuje się w znacznie mniejszej, lokalnej gazecie. To jednak dla Rose zbyt mało, a im bardziej drąży temat wśród mieszkańców Calmstock, tym więcej wrogów sobie zyskuje.
Porwałam się na tę książkę ze względu na autorkę, której poprzednią powieść miałam okazję przeczytać jakiś czas temu i historia wywarła na mnie całkiem dobre wrażenie. Bardzo lubię sięgać po nowości autorów, których twórczość miałam szansę poznać już wcześniej.
Dalsza część recenzji na: http://tamczytam.blogspot.com/2018/05/laleczki.html

Ocena 
20-05-2018

Pętla strachu

„Najstarszą i najsilniejszą emocją ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym” – pisał Howard Phillips Lovecraft amerykański pisarz grozy. Boimy się tego, czego nie rozumiemy, czego nie potrafimy wyjaśnić, zaś wyobraźnia – uzupełniając lukę informacyjną – dodatkowo powiększa ten strach. Co więcej, jest on zaraźliwy, narasta lawinowo, wyzwala też w ludziach najgorsze emocje, w tym agresję.
Czy to zjawisko miało właśnie miejsce w Colmstock, małym robotniczym miasteczku, którego świetność dawno minęła? Mieszkańcy miasta borykają się nie tylko z poczuciem braku sensu, bowiem po zamknięciu fabryki zatrudniającej większość mieszkańców, brak jest innych alternatyw zarobkowania. Rośnie przestępczość, a także ilość osób uzależnionych od narkotyków, które stanowią ucieczkę przed szarością dnia codziennego. W takiej atmosferze, pełnej napięcia i rezygnacji, każdy negatywny bodziec jest odbierany ze zdwojoną siłą. Dlatego też tak bardzo irytująca jest seria drobnych podpaleń, które są ostatnią plagą miasta. Niestety, nawet to zjawisko tu eskaluje, ostatecznie kończąc się tragedią – płonie budynek sądu, zaś w jego murach ginie niepełnosprawny nastolatek, Ben Riley. Miasteczko pogrąża się w żałobie, łącząc się w bólu z jego rodziną szczególnie, że chłopak był ulubieńcem wszystkich.
Niestety to nie koniec tych plag, które spadają na miasto – napięcie z dnia na dzień rośnie, bowiem rodziny z dziećmi zaczynają znajdować na progu swoich domów porcelanowe lalki, podrzucane przez anonimową osobę. Grozę potęguje fakt, iż zabawki te do złudzenia przypominają dziewczynki, dla których są przeznaczone… Policja niewiele może zrobić, bowiem brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia, brak też dalszych działań w stosunku do dzieci. Dlatego też, kiedy wpływa list od tajemniczego nadawcy, określającego się mianem Kolekcjonera Lalek, wszyscy są podekscytowani, a jednocześnie coraz bardziej przerażeni. Każdy zwiększa swoją czujność, dopatrując się nietypowych zachowań i sygnałów świadczących o nieuczciwych zamiarach. Najbardziej prawdopodobna teoria głosi, że w ten sposób pedofil naznacza swoje przyszłe ofiary.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi nie tylko policja, ale i jedna z mieszkanek Colmstock, Rose Blakey. Marząca o wyrwaniu się z miasteczka i o karierze dziennikarskiej kobieta, nie tylko przejmuje się obecnymi wydarzeniami z uwagi na fakt, iż jej siostra jest jedną z adresatek tego niepokojącego prezentu, jakim jest personalizowana lalka. Pragnie napisać na ten temat artykuł, upatrując w tym szansy na karierę w jednej z redakcji w większym mieście. Tworzy zatem tekst, opierając się w dużej mierze na przypuszczeniach i stawiając hipotezy. Nie wszystkim podobają się oskarżenia zawarte w artykule szczególnie, że zostaje on przyjęty do publikacji, zaś redakcja zamawia kolejne jego części. Rose, w obliczu braku szczegółowych informacji miota się, próbując wykorzystać strach mieszkańców jako trampolinę do kariery. Nie wszystkim się to podoba, ale zostaje pokonana swoją bronią dopiero wówczas, kiedy znika jej młodsza siostra, Lucy, a rozpaczliwe poszukiwania nie przynoszą rezultatu.
Jak zakończy się ta historia? Możemy się tego dowiedzieć z lektury psychologicznego thrillera pt. „Laleczki”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa HarperCollins książka, autorstwa Anny Snoekstra, dostarcza nam niesłabnących emocji, choć niestety nie odnoszą się one bezpośrednio do fabuły, a raczej koncentrują się na błędach popełnionych przez autorkę i licznych niedociągnięciach. Snoekstra zupełnie nie wykorzystała tkwiącego w powieści potencjału, tworząc chaotyczną opowieść zbudowaną z wielu wątków, które – bez odpowiedniego ich połączenia – tracą nie tyle sens, ile siłę oddziaływania na czytelnika.
Głowna bohaterka, Rose, prowadząc swoje pseudo-śledztwo odznacza się rażącą niekompetencją, trudno tu nawet mówić o reporterskim zacięciu. Borykająca się z rodzinnymi problemami desperatka jest osobą płytką, małostkową, ciężko jest nawet ubolewać nad jej sytuacją, nie jest bowiem w stanie wzbudzić sympatii czytelników. Również sam opis zachowań mieszkańców Colmstock rozczarowuje, a choć rośnie zarówno presja wywierana na przedstawicielach prawa, jak oraz strach mieszkańców rzucających wzajemne oskarżenia i posuwających się do czynów, których w innych okolicznościach by się nie dopuścili, to trudno jest w pełni wczuć się w klimat, trudno jest przyjąć wydarzenia za prawdopodobne. To wszystko sprawia, że „Laleczki” są lekturą rozczarowującą i przykładem na to, jak łatwo niestety można zniszczyć wspaniały pomysł na książkę.

Ocena 
15-05-2018

"Zagadka porcelanowych lalek spędza sen z powiek mieszkańcom spokojnego miasteczka Colmstock. Oficjalnie potwierdzono, że już cztery rodziny znalazły pod drzwiami swoich domów te przerażające figurki, będące niemal sobowtórami ich ślicznych córeczek."

Thriller psychologiczny "Córeczka" w wykonaniu tej autorki otrzymał ode mnie wysoką notę, spodobało mi się zagęszczenie mrocznych tajemnic, głęboko skrywanych ponurych sekretów, zawiłych kłamstw i perfidnych oszustw, które wychodząc na światło dzienne sprawiają, że ciarki przechodzą po plecach. Tego właśnie oczekuję po literaturze z dreszczykiem. Jednak "Laleczki" to już zupełnie inne wrażenia czytelnicze, jakże kontrastowe do wcześniejszych, nie wciągają, nie budują napięcia i nie przekonują w wielu aspektach.

Powieści zarzucam wyjątkową powierzchowność, brak punktu zaczepienia do zaangażowania, wyzwalanie obojętności wobec losów głównej bohaterki czy drugoplanowych postaci. Nie przyjęłam życzliwie kreacji kluczowej postaci opartej na infantylności i płytkości, owszem był moment, kiedy wydawało mi się, że może powstać ciekawa dychotomia osobowości, ale autorka błyskawicznie się z tego wycofała, a szkoda, bo był tu spory potencjał do stworzenia czegoś frapującego. A tak, pozostało spędzać czas w towarzystwie młodej kobiety o wybujałym ego i podejmującej destrukcyjne decyzje.

Natomiast mroczny i przygnębiający klimat Colmstock, miasta, które po zamknięciu fabryki samochodów straciło poczucie sensu, został odmalowany sugestywnie, czuje się zniechęcenie, beznadzieję i bezsilność, a nade wszystko pragnienie wyrwania się za wszelką cenę, ucieczki w świat stwarzający lepsze możliwości, choćby tylko pozorne i iluzoryczne. Incydenty, do których dochodzi w trakcie przebiegu akcji, miały swoje uzasadnienie w mentalności małomiasteczkowej społeczności, dlatego choć przyjmowałam je z pewnym niedowierzaniem, to jednak mogłam znaleźć dla nich uzasadnienie.

Plusa wystawiłam za dobry pomysł na zakończenie, choć finalna odsłona nie do końca okazała się spójna, to jednak byłam w stanie w nią uwierzyć, lecz z przymrużeniem oka. Przechodzimy zatem od pożaru budynku sądu, w którym ginie lubiany przez mieszkańców nastolatek, poprzez podążanie tropem porcelanowych laleczek łudząco przypominających obdarowane nimi dzieci, oraz podgrzewanie atmosfery nieufności, podejrzeń i strachu wśród lokalnej społeczności, aby na koniec przyjrzeć się efektom złudnego dziennikarskiego śledztwa w wykonaniu głównej bohaterki.

Jak na thriller zabrakło niezbędnej iskry, aby przykuć uwagę czytelnika i pobudzić wyobraźnię. Fabuła zmierzała bardziej w kierunku obyczajowym niż dreszczowca, nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby było ładnie opakowane lub miało choć odrobinę głębi, a nie bolącej przeciętności i dokuczliwego niedosytu. Przygoda czytelnicza zawiodła mnie, ale i niesatysfakcjonujące spotkania z książką wliczone są w pasję zaczytania, nie zawsze zbiegają się ścieżki inwencji autora i odbioru jej przez czytelnika.

bookendorfina.pl

Ocena 
13-05-2018

zksiazkawreku.blogspot.com

„Laleczki” to już druga powieść w dorobku Anny Snoekstra, a także druga tej autorki, po którą miałam okazję sięgnąć. Pierwsza pozycja - „Córeczka” wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dlatego też, gdy w zapowiedziach wydawnictwa HarperCollins ukazała się książka „Laleczki” po prostu musiałam po nią sięgnąć.

Akcja powieści dzieje się w niewielkim miasteczku, gdzie to spłonął budynek sądu. Pożar ten skutkował śmiercią powszechnie lubianego nastolatka. Po krótkim czasie kilka rodzin znajduje na progu porcelanowe lalki, które w ogromnym stopniu przypominają ich dzieci. Wybucha panika. Część mieszkańców uważa, że stoi za tym pedofil, który w taki właśnie sposób oznacza swoje przyszłe ofiary. W miasteczku mnożą się spekulacje i wzajemne oskarżenia. Ludzie przestają sobie nawzajem ufać, zdradzają cudze sekrety, nawet te najbrudniejsze. Policja staje się bezradna, jednak sprawy w swoje ręce bierze młoda i ambitna dziennikarka. Rose zaczyna prowadzić własne śledztwo. Zbyt duża ilość pytań przez nią zadawanych powoduje, że niektórzy uważają, iż dziewczyna zasłużyła na karę.

„Laleczki” to dość dobra książka, aczkolwiek uważam, że autorka zmarnowała jej potencjał. Snoekstra miała znakomity pomysł na fabułę, który krótko mówiąc - zepsuła. Owszem, zakończyła książkę w zaskakujący sposób, jednak po przeczytaniu pozycji czułam, że byłam wodzona za nos i to w negatywny sposób. Największą wadą tej książki jest jednak fakt, że tytułowych laleczek jest w thrillerze bardzo, ale to bardzo mało. To, co miało mrozić krew w żyłach, stało się wątkiem pobocznym. Na pierwszy plan wysuwa się nie problem z podrzucanymi lalkami, ale rozterki głównej bohaterki, która jak najszybciej chce wyrwać się z miasteczka. Kolejną wadą „Laleczek” jest kreacja bohaterów, a raczej jej brak. Autorka nie zagłębiła się w ich psychikę, nie rozbudowała ich charakterów, co sprawiło, że byli nijacy. Oprócz głównej bohaterki, którą Snoesktra wykreowała w taki sposób, że mieliśmy jej współczuć, a mnie zwyczajnie irytowała.

„Laleczki” to pozycja napisana bardzo prostym, przystępnym językiem. Prosta jest również fabuła, aczkolwiek akcja toczy się dość dynamicznie, co sprawiło, że nie nudziłam się ani przez chwilkę. Czyta się ją sprawnie i szybko. Mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby tylko autorka nie zmarnowała potencjału tejże książki. Zauważalne są również pewne nieścisłości i powtórzenia w fabule - np. główna bohaterka dwa razy nalewała piwo do tego samego kufla, z którego nie zostało wypite jeszcze piwo.

Podsumowując, „Laleczki” to książka o ogromnym potencjale i wspaniałym pomysłem na fabułę. Niestety autorka nie wykorzystała go nawet w 50%. Szczerze mówiąc zawiodłam się na tej książce. Liczyłam na mocną książkę, która wywoła gęsią skórkę. Niestety tego nie dostałam.

Ocena 
12-05-2018

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

No i nadszedł czas, gdy po raz drugi w moje ręce trafia twórczość Anny Snoekstry. Muszę przyznać, że pierwsze spotkanie zrobiło na mnie ogromne wrażenie stąd też, gdy ujrzałam kolejną książkę, musiałam ją mieć i przeczytać bez zastanowienia. Zaufałam, że autorka potrafi pisać i to efektownie. Czy zrobiłam dobrze, ufając bezgranicznie w jej umiejętności? Zobaczmy.

Colmstoc to mała mieścina bez perspektyw na przyszłość, jeśli chodzi o jej mieszkańców. Bezrobocie ma tu wyjątkowo wysoki odsetek, a nielegalne interesy są na porządku dziennym. Społeczeństwo jest wyjątkowo hermetyczne i wydaje się, że każdy o każdym wie dosłownie wszystko. Mieszkańcami wstrząsa tragedia, jaką jest pożar sądu oraz śmierć jednego z ulubieńców miasteczka - Bena Rileya. Rose Blakeley jedna z młodych mieszkanek Colmstock marzy o karierze dziennikarki i z niecierpliwością czeka na odpowiedź z gazety "Sage Review" o możliwość odbycia u nich stażu. Niestety e-mail, jaki dostaje, jest negatywny i dziewczyna świadoma jest, że aby ruszyć do przodu musi napisać zdecydowanie dobry tekst. Ponieważ spokój ludności budzą pojawiające się w tym samym czasie pod drzwiami niektórych laleczki iście podobne do ich dzieci. Rose to wykorzystuje, pisząc artykuł o tej sytuacji. Szczególnie że jej siostra dostała taką lalkę, a krążące po okolicy plotki mówią, iż podrzuca je pedofil, znacząc w ten sposób kolejne ofiary. Artykuł dziewczyny ukazuje się w mniejszej gazecie. Problem w tym, że nie każdemu podoba się to, że Rose ujawnia pewne zdarzenia z ich miasteczka. Im więcej ona zadaje pytań, tym bardziej niektórzy uważają, że zasługuje na karę...

Opis zapowiadał książkę równie ekscytującą co "Córeczka". Niestety muszę się skupić na słowie "zapowiadał". To, co dostałam i przeczytałam, a raczej umęczyłam, totalnie mnie zawiodło. Czułam się, jak by napisała to nie Anna, tylko jakiś nieudacznik. Ciężko mi się pisze takie rzeczy, szczególnie, że na prawdę pierwsza jej książka była genialna. Może za wysoko postawiła sobie poprzeczkę, może ja za dużo wymagam, a może trochę tego, trochę tego. Pomysł był genialny, wykonanie zdecydowanie gorsze. I tylko zakończenie zrobiło na mnie w miarę dobre wrażenie, choć czułam, jakby było wymuszone. Anna Snoekstra jest autorką, którą po pierwszej powieści szukałam i oczekiwałam w zapowiedziach. Teraz zastanawiam się, jak będzie z kolejną pozycją, bo aktualnie szkoda by mi było czasu. Żałuję, że autorka tak się opuściła, ale liczę, że było to jednorazowe potknięcie.

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Ocena 
11-05-2018

Laleczki

Miasteczko, w którym mieszka Rose, główna bohaterka powieści, i jednocześnie jej narratorka, nie ma dla niej żadnych perspektyw. Dziewczyna chce się z niego wyrwać. Tym bardziej, że ludzie zaczynają panikować, gdy na progach ich domów pojawiają się porcelanowe laleczki łudząco podobne do ich dzieci. Rose rozpoczyna swoje śledztwo. Czy uda jej się odkryć, kto stoi za tymi nietypowymi przesyłkami?

Mam ogromny problem z tą książką. Opis wydawcy, którego specjalnie tu nie zacytowałam, sugerował, że to będzie thriller. Moim zdaniem to jest powieść obyczajowa z niewielką domieszką wątków thrillerowych. Dlaczego tak uważam? Chociażby dlatego, że tytułowe laleczki nie grają tutaj pierwszych skrzypiec. Powieść kręci się głównie wokół Rose. Jej śledztwo, o którym wspomniałam, to zaledwie niewielki wycinek całości.

Jeśli podejdziecie do tej książki jak do powieści obyczajowej, nie powinniście czuć się specjalnie rozczarowani. Tylko moim zdaniem większą przyjemność z lektury będą czerpali młodzi ludzie, którzy niedawno wkroczyli w dorosłe życie. Będą w stanie zrozumieć Rose i nawiązać z nią nić porozumienia. Starszych czytelników dziewczyna może nieco denerwować swoim dość wysokim mniemaniem o sobie.

Na plus należy zaliczyć przedstawienie małej społeczności i rządzących nią praw. To autorce wyszło całkiem ciekawie. W wiarygodny sposób pokazała, jak bardzo ludzie są podatni na to, co czytają w gazetach. Samo zakończenie historii też jest całkiem interesujące.

Nie do końca wyszło autorce z budowaniem napięcia. Widać, że nie była pewna, w którą stronę pokieruje historię, próbowała mieszać tropy, ale to tylko rodziło niepotrzebny chaos i nie byłam w stanie do końca uwierzyć w niektóre wątki.

Moim zdaniem Laleczki są słabsze od Córeczki. Autorka postawiła sobie poprzeczkę dość wysoko i nie umiała jej przeskoczyć. Mam jednak nadzieję, że to chwilowe obniżenie formy i Anna Snoekstra jeszcze czymś mnie zaskoczy.

Ocena 
11-05-2018

Laleczki

Jakiś czas temu czytałam podobną powieść pod tytułem "Mroczne zakamarki". Ten sam duszny klimat, mała, nudna mieścina, silnie związana ze sobą lokalna społeczność, gdzie od lat wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko, dziewczyna, która na własną rękę chce rozwikłać zagadkę. Jeśli czytaliście "Mroczne zakamarki" to "Laleczki" także przypadną Wam do gustu.

Książkę czyta się bardzo szybko, jest ciekawie i zagadkowo. Mimo to po skończonej lekturze uznałam, że jest to dziwna książka. Bardzo gorzka. Nie mam pojęcia co autorka chciała uzyskać i co przekazać czytelnikom. Chyba coś w stylu, że nie zawsze ambicje i ciężka praca są kluczem do sukcesu.

Rozwiązanie okazało się niesamowicie zaskakujące, a jednocześnie banalne w swojej prostocie. Do tej pory czuję się dziwnie skonsternowana z powodu tego zakończenia i mam ochotę krzyczeć "naprawdę!?", "serio!?". Podsumowując, książkę oceniam jako bardzo dobrą, choć pozostawia po sobie gorzki posmak.

Ocena 
11-05-2018

Niekontrolowany chaos

Tekst pochodzi z bloga: https://amandaasays.blogspot.com/2018/05/laleczki-anna-snoekstra.html

O WADACH SŁÓW KILKA
Muszę przyznać, że Laleczki wzbudziły we mnie masę mieszanych uczuć i niestety, ale dominowały te negatywne. Zaczęło się od kreacji głównej bohaterki. Jak ja nienawidzę takich głupich dziewuch! Rose ciągle ma się za lepszą od innych, chociaż tak naprawdę jest pusta, arogancka i bardzo egoistyczna. Ani trochę nie nadaje się też na dziennikarkę, co pokazała wielokrotnie. Niestety, ale jej postać skutecznie odpychała mnie od lektury. Ktoś mógłby zapytać "dlaczego?", przecież nie każdy bohater musi być mądry, robić same dobre rzeczy itd. Śpieszę więc z odpowiedzią. Gdyby moim jedynym zarzutem do książki była główna bohaterka, a reszta mi się podobała, zbyt wiele bym się nie czepiała. Niestety, ale postać Rose to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Cały problem tej książki tkwi moim zdaniem w historii i tym, co z niej wyszło. Czytając, miałam nieodparte wrażenie, że autorka na siłę próbuje wytworzyć jakieś zamieszanie, by czytelnik się pogubił i był bardziej zaskoczony tym, co dzieje się na kolejnych stronach. Nic złego może by w tym nie było, gdyby nie fakt, że robiła to w sposób nieudolny, tworząc jednocześnie okropny chaos, w którym momentami gubiła się chyba sama Anna Snoekstra. Pojawiały się jakieś myśli, wątki, dziwne sceny, które odczytałam jako jakieś luźne pomysły, które mignęły autorce w głowie, ale w końcu nie zdecydowała się ich rozwinąć bądź zwyczajnie o nich zapomniała. Przez to produkt finalny jawił się w moich oczach jako coś bardzo niedopracowanego i nieuporządkowanego.

CO MI SIĘ PODOBAŁO?
Żeby nie było tak gorzko - pojawiło się też kilka elementów, które były na plus. Cały pomysł na rozwiązanie sprawy był ciekawy i gdyby tylko autorka bardziej skupiła się na rozplanowaniu swojej historii i nie robiła niepotrzebnego zamętu, to z pewnością odebrałabym tę książkę zupełnie inaczej.
Interesujące było również ukazanie małej lokalnej społeczności, którą autorka wzięła pod lupę. Policjanci, którzy trochę za bardzo nadużywają swoich przywilejów. Ludzie tak bardzo podatni na wpływy, nawet jeśli źródłem strachu są artykuły z brukowca, któremu nikt wcześniej nie wierzył. Dysfunkcyjne rodziny, którym się nie pomaga, mimo że problemy widać jak na dłoni. I w końcu młodzi ludzie, którzy albo są pogodzeni ze swoim losem, albo ślepo wierzą, że wyjazd do miasta rozwiąże ich wszystkie problemy, otwierając drzwi do wiecznej sielanki. Coś w tym obrazie było bardzo realnego, a jednocześnie przerażającego. I mam wrażenie, że ten portret to jedyna rzecz w tej książce, jaka się w pełni autorce udała.

STRUKTURA
Książka podzielona jest na cztery części, w ramach których mamy podział na numerowane rozdziały. Występuje tu narracja trzecioosobowa, dzięki której podążaliśmy nie tylko za Rose, ale również za Mią czy Frankiem, co było udanym urozmaiceniem całej historii i momentami ukazywało ją w nowym świetle. Jeśli chodzi zaś o styl pisania, to tym razem miałam trochę zgrzytów. Momentami gubiłam się w tym, co kto powiedział itd., bo zbyt często ginęło to w toku wypowiedzi, która niejednokrotnie pozbawiona była dopisków z określeniem autora wypowiedzi, co przy dłuższych dialogach było nieco męczące.
Z przykrością, ale muszę stwierdzić, że poprzednia książka autorki wypada o niebo lepiej. Zarówno pod względem fabuły, spraw technicznych, jak i wykonania.

PODSUMOWUJĄC
Laleczki to historia, która miała w sobie pewien potencjał. Zniszczyła go niestety niepewność autorki, która chyba nie była pewna, w jaką stronę chce podążyć ze swoją opowieścią. Niepotrzebne wątki, denerwująca główna bohaterka i ogólny chaos, jaki panował w książce, złożyły się na niezadowolenie z lektury. Nie uratowało jej nawet ciekawe rozwiązanie całej zagadki oraz realistyczny portret lokalnych społeczności.
Nie stawiam jednak krzyżyka na twórczości Anny Snoekstra. Jej debiut - Córeczka, nadal znajduje się na liście najlepszych książek, jakie przeczytałam w 2017 roku. Mam więc nadzieję, że jeszcze napisze książkę, która jej dorówna. Tutaj niestety się nie udało.

Ocena 
11-05-2018

Polecam!

Książka Anny Snoekstra pt. "Laleczki" to powieść, w której emocje nie opadają. Aby przerwać jej czytanie, trzeba mieć naprawdę ważny powód, nie taki jak sen czy jedzenie.

Główna bohaterka Rose to ambitna, młoda dziewczyna, marząca o karierze dziennikarskiej. W mieście którym mieszka - Colmstock, rzadko co się dzieje, ale jeśli już się coś wydarzy, Rose jest w stanie zrobić z tego aferę na miarę popularnego w jej stronach pisma "Sage Review". Rose, kelnerka w niewielkim pubie, za wszelką cenę stara się wybić i na zawsze opuścić rodzinne miasto, aby zacząć lepsze życie oraz prawdziwą karierę w wielkim mieście. Więc gdy tylko nadarzy się okazja, ona zaczyna działać i nie ogląda się na konsekwencje swojego postępowania. W tym mieście nie każdy stoi po jej stronie i popiera słuszność jej decyzji. Bohaterka musi mieć się na baczności!

Książka do samego końca trzyma w napięciu. Napisana jest w zrozumiałym dla każdego czytelnika języku, niezależnie od jego wieku. Zaskakuje tajemniczością i zakończeniem. Serdecznie polecam!
Kaja, lat 16
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl

Ocena 
10-05-2018

Nie tego się spodziewałam

Miały być upiorne laleczki, grasujący w mieście pedofil, historia mrożąca krew w żyłach... A wyszło jak wyszło.

Opis książki daje mylne wyobrażenie o fabule i chyba właśnie dlatego przeżyłam lekki zawód i zniechęcenie, kiedy okazało się, że na mnóstwo akcji nie ma co liczyć. Owszem, w książce coś tam się dzieje, ale historia dotyczy bardziej życia młodej, początkującej dziennikarki, niż sprawy tajemniczych lalek.

Z pewnością warto zwrócić uwagę na postacie wykreowane przez autorkę. Bohaterowie są bowiem dość mocno popaprani i to, co wyprawiają ze swoim życiem skłania do głębszej refleksji. Ich poplątane losy uświadamiają, że często to my sami, na własne życzenie, dokładamy sobie trosk i zmartwień.

"Laleczki" to powieść wciągająca, ale niezbyt trzymająca w napięciu. Po przeczytaniu ostatniego rozdziału nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać... W pewnym sensie książka mnie zaskoczyła i przyznaję, że dałam się zwieść fabule, niczym naiwne dziecko.
Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, czuję się trochę oszukana, ale mimo wszystko polecam. Jeśli nie postawisz jej za wysoko poprzeczki, to zabawa z "Laleczkami" może się okazać ciekawym doświadczeniem...
To co, odważysz się?

Ocena 
09-05-2018

Nietypowy thriller

Colmstock to małe miasteczko, w którym po zamknięciu fabryki samochodów wszystko zaczęło ulegać zniszczeniu. Sama społeczność, choć zżyta ze sobą, powoli poddawała się panującej tam atmosferze. Bezrobocie wzrastało na równi z przestępczością. Perspektywy na polepszenie sytuacji miasta były marne, mimo to wszyscy wiernie trwali w nadziei niczym lokalni patrioci. Spokój mieszkańców zmąca pożar trawiący miejscowy sąd, oraz sklep rodzinny Riley’ów. Szybko odkrywają, że w budynku znajdował się Ben, syn właścicieli sklepu. Całe Colmstock przeżywa żałobę, a dzieci pogrążają się w smutku po stracie przyjaciela. Okazuje się, że to nie koniec niewytłumaczalnych incydentów, gdyż przed drzwiami swoich domów małe dziewczynki odnajdują łudząco do nich podobne  porcelanowe lalki. Potencjał w tym zajściu dostrzega Rose, młoda dziewczyna, która marzy o karierze dziennikarskiej. Ma nadzieję na zdobycie stażu w renomowanej gazecie, przez co mogłaby w końcu pożegnać się z dławiącą atmosferą rodzinnego miasteczka. Tymczasem sprawa wymyka się spod kontroli policji, a mieszkańców zaczyna ogarniać strach przed psychopatycznym doręczycielem lalek.

Po lekturze pierwszych stron książki byłam przekonana, że to coś nowego, intrygującego. Zapowiadała się naprawdę obiecująco. Miasteczko, w którym ludzie funkcjonują niczym jedna wielka rodzina zazwyczaj skrywa dużo tajemnic, a mała społeczność najczęściej żyje według własnych reguł.Takie miejsce bywa dobrym tłem dla intryg. Tragedia jaka miała miejsce w Colmstock i brak szans na poprawę sytuacji ekonomicznej miasta sprawił, że ludzie stali się czujniejsi i bardziej przebiegli. Tym razem znajdujemy tu tajemniczy wątek przestępstwa, funkcjonariusze dostrzegają w tej sprawie motywy wskazujące na to, że mają do czynienia z pedofilem. Autorka za pomocą postaci demonstruje jak strach o własne dzieci wpływa na nasze postępowanie. Uświadamia nam, że chęć ochrony naszych najbliższych wyzwala  w nas bezwzględność i chęć walki, sprawia, że jesteśmy zdolni postąpić niewłaściwe dla właściwych celów.

W książce pojawia się motyw przyjaźni, który został naprawdę ciekawie poprowadzony i dobrze rozbudowany. Relacje jakie łączą Rose i jej przyjaciółke Mię dają wrażenie bezwarunkowej, siostrzanej miłości. Dziewczyny wspólnie snują plany na wyjazd, mimo to wyraźnie widać, której z nich bardziej zależy na wyrwaniu się miasteczka.  Ambicje, którymi się kierują diametralnie się od siebie różnią. Rose pragnie wielkiej kariery, natomiast Mia chce stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa.

Pomimo więzi, która je łączy, coraz bardziej zaczynają się od siebie oddalać. Warto jeszcze wspomnieć o samej głównej bohaterce, która nie do końca była postacią pozytywną. Nietrudno było zauważyć, że dziewczyna pragnie za wszelką cenę dopiąć swego, nieistotne czyim i jakim kosztem.

Autorka zarysowuje nam dość niekorzystny obraz policji. Widać to wyraźnie, gdy przyjrzymy się postaci Franka, który wykazuje silne zainteresowanie napojami wysokoprocentowymi i przejawia tendencje do agresywnych zachowań. W toku wydarzeń wychodzi na jaw do czego zdolni są lokalni funkcjonariusze.

Muszę przyznać, że wiele razy pojawiały się zwroty akcji, ale całość wypadła trochę niespójnie. Tajemnica porcelanowych lalek pozostała nierozwiązana aż do samego końca. Nie podejrzewałam, że właśnie takie motywy kryją się za tą sprawą.

“Był dorosłym mężczyzną, a na widok tej zabawki dostał gęsiej skórki. Lalka miała szeroko otwarte szkliste oczy i dziwnie miękkie włosy. Miał nadzieję, że nie okażą się prawdziwe. Przywykł do damskich bokserów, ćpunów i agresywnych prymitywów, jednak te lalki były czymś zupełnie innym. Czymś dziwacznym i niepokojącym.”

Według mnie konstrukcja samej fabuły wypadła średnio, jednak język jakim posługuje się autorka jest plastyczny, co trochę rekompensuje ten mankament. Relacja w tym przypadku jest prowadzona z perspektywy narratora wszechwiedzącego, dzięki czemu spoglądamy na sprawę z różnych punktów widzenia. Ja w całej tej historii dostrzegłam tylko dwóch pozytywnych bohaterów i tak jak już wcześniej wspomniałam, wśród nich nie znajduje się Rose. Podczas czytania miałam wrażenie, że autorka trochę się pogubiła w kreacji swoich postaci. Bohaterowie miotają się w swoich postępowaniach i refleksjach, jakby stworzone zostały bezpośrednio w procesie twórczym, bez dokładnej analizy.

“Laleczki” to specyficzny thriller, ale myślę, że mimo to nie będziecie się nudzić podczas lektury tej książki. Jestem także ciekawa czy zgadniecie, kim są te dwie osoby, które zyskały moją sympatię

Ocena 
09-05-2018

Laleczki

Colmstock jest małą, smętną mieściną. Tutaj wszyscy wiedzą o sobie wszystko, nie da się nic ukryć przed sąsiadami. Wysoki poziom bezrobocia sprzyja rozwojowi handlu narkotykami i innych nielegalnym biznesów. Nagłe, tragiczne w skutkach, wydarzenia sprawiają, że miasto ogarnia żałoba. Spłonął budynek sądu i zginął powszechnie lubiany, niepełnosprawny nastolatek. Wybucha ogólna panika, gdy kilka rodzin znajduje na progach swoich domów porcelanowe laleczki, które są bardzo podobne do ich dzieci.
Tajemnicę przerażających podarunków chce rozwikłać Rose Blakeley, po tym jak jej siostrzyczka dostaje laleczkę. Dziewczyna ma spore ambicje i marzy o karierze dziennikarki. Startuje w konkursie, którego wygrana zapewnia staż w redakcji Sage Review. Niestety nie udaje jej się to. Sekretne zabawki, podobne do prawdziwych dzieci ,są dobrym tematem na sensacyjny reportaż. Rose chce skorzystać z okazji, żeby się wybić i spełnić swoje pragnienia.

Opis „Laleczki” totalnie mnie zaintrygował. Po jego przeczytaniu już nie mogłam się doczekać momentu, w którym wezmę się za jej lekturę. Niestety, chyba miałam trochę za bardzo wygórowane wymagania, bo książka nie sprostała moim oczekiwaniom. Liczyłam na elektryzujący oraz mroczny thriller i po części tak było.
Anna Snoekstra zadbała o to, żeby akcja była wartka, a napięcie utrzymywała się do samego końca. Sam finał naprawdę mnie zaskoczył. W treści przewijają się niespodziewane zwroty akcji, co w tego typu literaturze jest cenne. Jednak zawiodłam się na fabule, która w dużej mierze opierała się na życiu Rose, a nie intrygujących laleczkach. Brakowało mi też rozwinięcia niektórych, naprawdę ciekawych wątków. Autorka nie postarała się o ich rozbudowanie. Tak samo w kwestii zdań, które były krótkie i sprawiały wrażenie takich szybkich. Co do samej przyjemności z czytania, to czyta się naprawdę lekki i szybko. Anna Snoekstra posługuje się przystępnym piórem, więc lektura nie ciąży. Reasumując jest to jedna z tych książek, które mają ogromne pokłady niewykorzystanego potencjału.

Ocena 
09-05-2018

Zawiść, zemsta i ambitna dziewczyna

Książka katalogowana jest jako thriller/kryminał a tak po prawdzie, tego thrillera w niej jak na lekarstwo. Bardziej jest to książka obyczajowa z nutką zagadki.
Co do samej fabuły. Przede wszystkim poznajemy wszystkie zdarzenia z punktu widzenia głównej bohaterki - Rose. Jej przemyślenia na temat małej mieściny, rodziny, policjantów i całej społeczności. Sam wątek laleczek został potraktowany baaaaaardzo po macoszemu. Z tych prawie 340 stron zajmuje, nie wiem, może z 15? Autorka miała dobry pomysł, ale realizacja siadła.
Z tego co wiem, autorka wydała już książkę, więc nie jest to debiut który można by było bardziej przychylnie potraktować. Ale jak na kolejną książkę... słabo.

Napisz recenzję

Napisz recenzję