– Ratunku! Przestań! – Dziecko zawodziło jak obdzierane ze skóry.
Frank najpierw ładnie poprosił. Kiedy to nie poskutkowało, zaczął wyrywać lalkę z rąk dziewczynki. Kiedy marzył o karierze w policji, nigdy nie przypuszczał, że częścią jego pracy będzie zabieranie dzieciom zabawek.
– Ona jest moja! – wrzasnęła Laura, gdy Frank w końcu pociągnął na tyle skutecznie, że wyrwał lalkę z jej żelaznego uścisku.
Posłała mu spojrzenie bardziej wściekłe niż rozżalone i kopnęła go w piszczel.
– Lauro! – krzyknęła Rose, gdy mała popędziła do sypialni i z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi.
Frank potarł piszczel. Laura trafiła go prosto w kość. Ból był dotkliwy i pulsujący.
– Przepraszam. – Rose taksowała go uważnym wzrokiem.
Frank przestał pocierać nogę i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Nic się nie stało – powiedział. Powinien się spodziewać, że siostra Rose właśnie tak się zachowa. Śliczna dziewczynka była prawdziwą wojowniczką. Kiedy dorośnie, złamie niejedno serce. Tego był pewien.
Widział w oczach Rose troskę i obawę, co bardzo mu się podobało. Nigdy przedtem nie patrzyła na niego, jakby miał jej coś do zaoferowania, jakby mógł ją ochronić. Matka Bena Rileya i podpalacz wydawali się teraz odlegli o tysiące kilometrów.
– Co o tym sądzisz? – zapytała.
– O czym? – zapytał Baz.
Frank stłumił przekleństwo cisnące mu się na usta. Jego partner zachowywał się czasem jak skończony idiota.
Dotknął ręką miękkiego ramieniu Rose. Tak bardzo pragnął przesunąć dłoń po jej ciepłej nieskazitelnej skórze. Zastanawiał się, czy całe jej ciało ma kolor jasnego miodu, czy może w tych miejscach, gdzie jest chronione przed słońcem, zachowało kremową barwę.
– Myślę, że nie ma powodu do niepokoju – powiedział, odsuwając się od niej w obawie, że sytuacja wymknie się spod kontroli. W końcu przyjechał tu służbowo.
– Wczoraj na posterunku mówiłeś coś innego – wtrącił Baz.
– Zamknij się, Baz – mruknął Frank półgębkiem. Posłał Rose przepraszający uśmiech. – Powiedziałaś o tym mamie, tak?
– Tak, ale dzisiaj ma podwójną zmianę.
– Damy znać, jeśli dowiemy się czegoś nowego, ale jeśli coś cię zaniepokoi, dzwoń do mnie o każdej porze, natychmiast przyjadę.


– Co mówiliśmy o nieujawnianiu policyjnych informacji? – Frank zwrócił się do Baza, gdy wracali do radiowozu. Niebo było zachmurzone, ale upał i wilgoć nie zelżały. Pod pachami miał półkoliste plamy potu.
– Przepraszam – wymamrotał Baz.
Zwykle na tym by się skończyło, ale nie dzisiaj rano.
– Pilnuj się. Nie jesteś policjantem od wczoraj, a zachowujesz się jak żółtodziób.
Baz był wyższy i mocniej zbudowany, ale Frank nigdy nie czuł zagrożenia z jego strony. W tej chwili przygarbiony Baz patrzył na niego urażonym wzrokiem jak dziecko przyłapane na podkradaniu ciasteczek. Frank zmierzył go przeciągłym pogardliwym spojrzeniem. Baz wydął wargi i z nadąsaną miną wsiadł do wozu. I dobrze. Powinien się przejąć tą reprymendą i zastanowić, co oznacza noszenie policyjnej odznaki.
Frank odwrócił się, żeby ostatni raz rzucić okiem na mały biały dom. Trawnik nie był koszony od dawna. Z boku domu rachityczne krzaki porastały stare meble i psią budę.
Dla innych ten widok byłby pewnie przykry, ale nie dla Franka. To był dom Rose, a on został do niego wpuszczony. Wszędzie czuł jej zapach. Myślał, że ta wyrazista korzenna woń jest charakterystyczna tylko dla niej, ale najwidoczniej używała detergentu o takim zapachu, ponieważ pachniał tak cały dom. Dla Franka to był niebiański aromat. Teraz już mógł sobie wyobrażać jej życia poza pracą w barze. Wszystko w tym domu, nawet toster, emanowało erotyzmem. Żałował tylko, że nie mógł zajrzeć do jej sypialni.
W tej chwili miał ochotę się napić. Musiał się uspokoić. Dzień dopiero się zaczynał, a już było mu trudno. Tęsknił za wyrazem oczu Rose, za jej spojrzeniem, które sugerowało, by chronił ją przed brudem tego świata. Dzięki niemu poczuł się wyższy i silniejszy. Mógłby tego dokonać, o ile naprawdę mu na to pozwoli. Ochroniłby ją przed wszystkim. Nigdy więcej nie musiałaby nalewać nikomu piwa.
Chociaż ślina już mu pociekła na myśl o piwie, zwalczył w sobie tę chęć i wyjął z bagażnika torebkę na dowody. Trzepnął nią w powietrzu, żeby się otworzyła, wyjął spod pachy lalkę i wsunął ją do torebki. Przyprawiała go o dreszcz. Nie rozumiał, dlaczego mała Laura tak zajadle o nią walczyła. Był dorosłym mężczyzną, a na widok tej zabawki dostał gęsiej skórki. Lalka miała szeroko otwarte szkliste oczy i dziwnie miękkie włosy. Miał nadzieję, że nie okażą się prawdziwe. Przywykł do damskich bokserów, ćpunów i agresywnych prymitywów, jednak te lalki były czymś zupełnie innym. Czymś dziwacznym i niepokojącym. Po pierwsze nie miał pojęcia, kim może być ten zboczeniec. Po drugie zupełnie nie rozumiał motywów jego działania. W tej chwili wolałby zająć się poszukiwaniem podpalacza. To przynajmniej była standardowa policyjna robota. Nie przeszedł szkolenia, jak się zachować w takiej sytuacji. Co zrobić, gdy ktoś podrzuca małym dziewczynkom prezenty?
Wcisnął lalkę głębiej do torebki. Plastik naciągnął się wokół jej twarzy. Otwarte usta sprawiały wrażenie, że lalka próbuje złapać oddech. Frank odsunął od siebie myśl, że wygląda jak uduszone dziecko. Wzdrygnął się mimowolnie i zatrzasnął bagażnik.


***

Rose nie miała czasu na zastanowienie. Musiała wyprawić dzieci do szkoły.
– Wkładaj buty – rzuciła do Laury, mijając otwarte drzwi jej pokoju. Mała siedziała na łóżku w samych skarpetkach, z założonymi rękami. Ciągle była zła, że Frank odebrał jej lalkę.
W kuchni Sophie usiłowała posmarować chleb masłem orzechowym, ale jakimś cudem więcej masła znalazło się na jej dłoniach, policzkach i ławce. Ich matka powierzyła jej ostatnio obowiązek przygotowania lunchu, ale zawsze kończyło się na tym, że Rose musiała ją wyręczać. Teraz biodrem odsunęła Sophie, robiąc sobie miejsce.
Kromka, z której Sophie próbowała zrobić kanapkę, była podziurawiona nożem. Rose złożyła ją na pół i ugryzła wielki kęs. Ułożyła na stole sześć kromek białego chleba. Ciesząc się słoną chrupkością kanapki, starannie smarowała każdą kromkę. Masło orzechowe musiało dochodzić do wszystkich rogów. Wiedziała to od dzieciństwa. Dojadła nieudaną kanapkę Sophie, a potem przekroiła każdą z trzech kanapek na dwa równe trójkąty. Za plecami usłyszała przeraźliwe chichoty.
– Co wy wyprawiacie? – zapytała, odwracając się do bliźniąt. Sophie leżała na ziemi, a Scott kucał nad nią. Przerwali oboje i spojrzeli na Rose. Sophie wytarła mokry policzek.
– Był głodny – powiedziała i oboje wybuchnęli śmiechem.
– Jadłeś masło orzechowe z jej policzka?
– Może – odparł Scott.
– Ohyda! Pośpieszcie się.
Rose szybko zawinęła kanapki w folię i wrzuciła je do tornistrów, które wczoraj po południu bliźniaki zostawiły przy wejściu. Przypomniała sobie, że Baz potknął się o nie, gdy dziś rano zjawił się tu z Frankiem. Skrzywiła się na tę myśl. Była zła, że zobaczyli, jak mieszka. Ich obecność sprawiła, że plamy na wykładzinie i okruchy na ławce wydawały się bardziej widoczne.
Podniosła plecak Laury i weszła do jej pokoju.
– Nie wychodźcie bez niej! – krzyknęła na dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.
– Ale ona strasznie się grzebie.
Rose postawiła tornister na ziemi i uklękła przy łóżku, biorąc do ręki znoszone buciki.
– Podasz mi nogę? – zapytała łagodnie. Po chwili spod łóżka wysunęła się stopa Laury. Rose wsunęła ją w but i delikatnie zapięła sprzączkę. – Jesteś na mnie zła?
Odpowiedzi nie było, ale spod łóżka wysunęła się druga drobna stopa w białej skarpetce. Rose ujęła ją w dłonie.
– W porządku – powiedziała i włożyła siostrze drugi but. Nie było sensu tłumaczyć Laurze, co się stało. Wolała, żeby siostra się złościła, niż zaczęła bać człowieka, który podarował jej ten osobliwy prezent.
Ujęła Laurę za kostki i ostrożnie wyciągnęła spod łóżka. Laura wpatrywała się w sufit z udawaną obojętnością. Miała policzki pokryte czerwonymi plamami i rzęsy mokre od łez.
Rose wzięła ją pod pachy i postawiła na nogi.
– Idź już – powiedziała i pocałowała ją w czubek głowy.
Bliźnięta wypadły z domu w podskokach. Laura truchtała za nimi w milczeniu. Rose często smucił widok rodzeństwa idącego do szkoły. Laura zawsze zostawała z tyłu. Zamknęła drzwi, odcinając się od gorąca i hałasu. W domu zapadła cisza. Słychać było tylko jednostajny szum lodówki.
Rose poszła do sypialni, ale nie weszła do środka. Stanęła w drzwiach. Walizka leżała w rogu. Była otwarta. Leżały w niej starannie złożone jej najlepsze ubrania. Spakowała się, naprawdę to zrobiła. Była taka pewna, że dostanie ten staż. Co za idiotka.
Rozpakowywanie walizki i tak nie miało sensu. Staż czy nie, matka i Rob kazali jej się wynieść przed powrotem Roba z trasy. Miała tydzień. Miała nadzieję, że jeśli opowie matce, co zaszło, i poprosi o więcej czasu, matka zmięknie i ustąpi.
Już dawno przestała uważać to miejsce za swój dom. Musiała poszukać czegoś do wynajęcia, ale na myśl o tym ogarniała ją apatia. Tej nocy źle spała, nie zapadła w głęboki sen odcinający od świadomości. Kiedy wczoraj wieczorem zadzwoniła w panice z auta Mii, Frank obiecał, że przyjedzie z samego rana. Po dotarciu do domu delikatnie wyjęła lalkę z objęć śpiącej Laury i położyła ją na najwyższej półce, z której spoglądała na nią swoimi szklistymi oczami. Dziwaczność tej sytuacji i potrzeba zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi, sprawiły, że mimo fizycznego zmęczenia jej umysł pracował na pełnych obrotach. Słyszała, jak matka wstaje o piątej do pracy. Słyszała jej ciche kroki na korytarzu, lekkie westchnienie dobiegające z ciemnej kuchni. Leżała bez ruchu w lepkiej od potu pościeli, wsłuchując się w odgłos auta matki na podjeździe, oświetlającego reflektorami okna jej sypialni. Kiedy wszystko ucichło, wreszcie zasnęła. Obudziły ją dopiero przeraźliwe krzyki Laury.
Wyskakując z łóżka, zdała sobie sprawę, że w głosie Laury pobrzmiewa złość, nie strach. Laura znalazła lalkę i omal nie zrobiła sobie krzywdy, wspinając się na górę biblioteczki. Nie nacieszyła się zabawą. Piętnaście minut później zjawili się Frank i Baz.
Rose nadal stała w progu swojej sypialni, gdy zadzwonił telefon. Pobiegła do kuchni i podniosła słuchawkę.
– Rose? – zapytała matka bez tchu. – Właśnie odebrałam twoją wiadomość. W domu była policja? Coś się stało?
– Wszystko w porządku. Przyjechali, bo ktoś zostawił Laurze lalkę.
W słuchawce zapadła cisza. Rose przygotowała się na reakcję.
– Wezwałaś policję z powodu lalki? – W głosie matki nie było już paniki.
– Policjanci się martwili, mamo. Mówią, że różne dzieci dostały lalki i…
– Rose… – zaczęła matka cichym tonem. Rose wyobraziła ją sobie w pomieszczeniu socjalnym w zakładzie drobiarskim, z włosami pod czepkiem, zwróconą tyłem do nadstawiających ucha współpracowników. – Porozmawiamy o tym po moim powrocie do domu – powiedziała i rozłączyła się.
Rose z trzaskiem odłożyła słuchawkę na widełki. Matka już przestała jej słuchać. Zignorowała wysmarowany masłem orzechowym blat, wróciła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Odwróciła się plecami do walizki i zacisnęła powieki. Pościel kleiła jej się do ciała.
Z góry znała przebieg rozmowy z matką po jej powrocie do domu. Wiedziała też, że matka spojrzy na nią jak na kłopotliwy balast, jak na kolejny powód do frustracji na długiej liście problemów. Nie zawsze tak było.
Niecały miesiąc po rozejściu się pogłosek o zamknięciu fabryki samochodów matka zaczęła spotykać się z Robem. Był kierowcą ciężarówek na długich trasach i wyglądał jak trzeba. Reprezentował typ mężczyzny, na którego wcześniej matka Rose nie zwróciłaby uwagi. Kiedy jednak regularna wypłata stała się w miasteczku rzadkością, Rob wydał się dobrą partią. Wtedy Rose to nie przeszkadzało. Nie protestowała, kiedy wprowadził się do nich, ani kiedy mama oznajmiła, że spodziewają się z Robem bliźniąt. Rose miała wtedy siedemnaście lat, kończyła ogólniak i była na tyle głupia, że z ekscytacją patrzyła w przyszłość. Nawet nie przeszło jej przez myśl, że nie dostanie stypendium, a bez oszczędności i finansowego wsparcia nie wyjedzie szybko z Colmstock.
Zasunęła zasłony i włączyła wentylator. Czuła coraz wyraźniejszy zapach własnego potu, co jeszcze pogłębiało jej frustrację. Postąpiła słusznie, dzwoniąc na policję, a teraz mama była na nią zła.
Wróciło do niej wspomnienie ostatniego spotkania z Robem. Wyszła ze swojego pokoju, gdzie spędzała większość czasu. Matka i Rob siedzieli w salonie. Poprosili, żeby usiadła. Kiedy Rob oznajmił, że najwyższy czas, by coś sobie znalazła i zamieszkała osobno, użył wyrażenia „nasz dom”. W tamtej chwili Rose przestała być częścią wspólnoty, chociaż mieszkała w tym domu siedemnaście lat dłużej niż on. Matka się nie odezwała, ale potakiwała. Ani razu nie spojrzała Rose w oczy.
Wentylator furczał, dmuchając chłodnym powietrzem na jej spoconą szyję i targając włosy. Poduszka pod policzkiem była miękka i swojska. Rose delektowała się ciszą i ciemnością. Próbowała się w niej rozpłynąć. Zapomnieć o swoim życiu choćby na moment. Nie mogła. Kiedy tylko umysł zaczynał się oczyszczać, pojawiał się obraz porcelanowej twarzy. Albo miny Willa na jej widok podczas ich pierwszego spotkania. Co najgorsze, umysł podsuwał jej wizję, w której zajmowała działkę w pobliżu obozowiska poszukiwaczy minerałów. Otworzyła oczy. W pokoju zrobiło się za duszno. Wstała i uchyliła okno, żeby wpuścić trochę powietrza. Chrzanić to. Fakt, że jej życie jest przygnębiające, nie powinien jej aż tak dołować. Coś wymyśli. Nie, nie miała wyboru, musiała działać.
Wsunęła stopy w sandały, włożyła do kieszeni telefon i notes. Wyszła z domu, trzaskając siatkowymi drzwiami. Powietrze było ciężkie od wilgoci. Żwawym krokiem ruszyła przed siebie. Zmęczenie minęło jak zły sen. Dobrze było znaleźć się na otwartej przestrzeni. Upał się wzmagał, ale przynajmniej powietrze nie zamarło w bezruchu. Siedzenie w domu, w którym dorastała i w którym nie czuła się już mile widziana, działało deprymująco. Z daleka usłyszała dziecięce piski i śmiechy. Pewnie spóźnialscy albo wagarowicze. Rose i Mia też czasem chodziły na wagary, kiedy w Colmstock był jeszcze ogólniak. Wtedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Aż trudno uwierzyć, że tak się zmieniło. Miały z Mią grupę przyjaciół. Wszyscy oprócz Rose mieli jasno wytyczoną przyszłość. Po ogólniaku czekała ich praca w fabryce samochodów. Całkiem porządna praca z solidną zapłatą. Ogólniak był ich ostatnią szansą na zasmakowanie wolności.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka 48 do domu 8,90 zł 10,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Laleczki
Autor Anna Snoekstra
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 11.04.2018
Ilość stron 336
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635150
Tłumaczenie Dorota Stadnik
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
15-05-2018

"Zagadka porcelanowych lalek spędza sen z powiek mieszkańcom spokojnego miasteczka Colmstock. Oficjalnie potwierdzono, że już cztery rodziny znalazły pod drzwiami swoich domów te przerażające figurki, będące niemal sobowtórami ich ślicznych córeczek."

Thriller psychologiczny "Córeczka" w wykonaniu tej autorki otrzymał ode mnie wysoką notę, spodobało mi się zagęszczenie mrocznych tajemnic, głęboko skrywanych ponurych sekretów, zawiłych kłamstw i perfidnych oszustw, które wychodząc na światło dzienne sprawiają, że ciarki przechodzą po plecach. Tego właśnie oczekuję po literaturze z dreszczykiem. Jednak "Laleczki" to już zupełnie inne wrażenia czytelnicze, jakże kontrastowe do wcześniejszych, nie wciągają, nie budują napięcia i nie przekonują w wielu aspektach.

Powieści zarzucam wyjątkową powierzchowność, brak punktu zaczepienia do zaangażowania, wyzwalanie obojętności wobec losów głównej bohaterki czy drugoplanowych postaci. Nie przyjęłam życzliwie kreacji kluczowej postaci opartej na infantylności i płytkości, owszem był moment, kiedy wydawało mi się, że może powstać ciekawa dychotomia osobowości, ale autorka błyskawicznie się z tego wycofała, a szkoda, bo był tu spory potencjał do stworzenia czegoś frapującego. A tak, pozostało spędzać czas w towarzystwie młodej kobiety o wybujałym ego i podejmującej destrukcyjne decyzje.

Natomiast mroczny i przygnębiający klimat Colmstock, miasta, które po zamknięciu fabryki samochodów straciło poczucie sensu, został odmalowany sugestywnie, czuje się zniechęcenie, beznadzieję i bezsilność, a nade wszystko pragnienie wyrwania się za wszelką cenę, ucieczki w świat stwarzający lepsze możliwości, choćby tylko pozorne i iluzoryczne. Incydenty, do których dochodzi w trakcie przebiegu akcji, miały swoje uzasadnienie w mentalności małomiasteczkowej społeczności, dlatego choć przyjmowałam je z pewnym niedowierzaniem, to jednak mogłam znaleźć dla nich uzasadnienie.

Plusa wystawiłam za dobry pomysł na zakończenie, choć finalna odsłona nie do końca okazała się spójna, to jednak byłam w stanie w nią uwierzyć, lecz z przymrużeniem oka. Przechodzimy zatem od pożaru budynku sądu, w którym ginie lubiany przez mieszkańców nastolatek, poprzez podążanie tropem porcelanowych laleczek łudząco przypominających obdarowane nimi dzieci, oraz podgrzewanie atmosfery nieufności, podejrzeń i strachu wśród lokalnej społeczności, aby na koniec przyjrzeć się efektom złudnego dziennikarskiego śledztwa w wykonaniu głównej bohaterki.

Jak na thriller zabrakło niezbędnej iskry, aby przykuć uwagę czytelnika i pobudzić wyobraźnię. Fabuła zmierzała bardziej w kierunku obyczajowym niż dreszczowca, nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby było ładnie opakowane lub miało choć odrobinę głębi, a nie bolącej przeciętności i dokuczliwego niedosytu. Przygoda czytelnicza zawiodła mnie, ale i niesatysfakcjonujące spotkania z książką wliczone są w pasję zaczytania, nie zawsze zbiegają się ścieżki inwencji autora i odbioru jej przez czytelnika.

bookendorfina.pl

Ocena 
13-05-2018

zksiazkawreku.blogspot.com

„Laleczki” to już druga powieść w dorobku Anny Snoekstra, a także druga tej autorki, po którą miałam okazję sięgnąć. Pierwsza pozycja - „Córeczka” wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dlatego też, gdy w zapowiedziach wydawnictwa HarperCollins ukazała się książka „Laleczki” po prostu musiałam po nią sięgnąć.

Akcja powieści dzieje się w niewielkim miasteczku, gdzie to spłonął budynek sądu. Pożar ten skutkował śmiercią powszechnie lubianego nastolatka. Po krótkim czasie kilka rodzin znajduje na progu porcelanowe lalki, które w ogromnym stopniu przypominają ich dzieci. Wybucha panika. Część mieszkańców uważa, że stoi za tym pedofil, który w taki właśnie sposób oznacza swoje przyszłe ofiary. W miasteczku mnożą się spekulacje i wzajemne oskarżenia. Ludzie przestają sobie nawzajem ufać, zdradzają cudze sekrety, nawet te najbrudniejsze. Policja staje się bezradna, jednak sprawy w swoje ręce bierze młoda i ambitna dziennikarka. Rose zaczyna prowadzić własne śledztwo. Zbyt duża ilość pytań przez nią zadawanych powoduje, że niektórzy uważają, iż dziewczyna zasłużyła na karę.

„Laleczki” to dość dobra książka, aczkolwiek uważam, że autorka zmarnowała jej potencjał. Snoekstra miała znakomity pomysł na fabułę, który krótko mówiąc - zepsuła. Owszem, zakończyła książkę w zaskakujący sposób, jednak po przeczytaniu pozycji czułam, że byłam wodzona za nos i to w negatywny sposób. Największą wadą tej książki jest jednak fakt, że tytułowych laleczek jest w thrillerze bardzo, ale to bardzo mało. To, co miało mrozić krew w żyłach, stało się wątkiem pobocznym. Na pierwszy plan wysuwa się nie problem z podrzucanymi lalkami, ale rozterki głównej bohaterki, która jak najszybciej chce wyrwać się z miasteczka. Kolejną wadą „Laleczek” jest kreacja bohaterów, a raczej jej brak. Autorka nie zagłębiła się w ich psychikę, nie rozbudowała ich charakterów, co sprawiło, że byli nijacy. Oprócz głównej bohaterki, którą Snoesktra wykreowała w taki sposób, że mieliśmy jej współczuć, a mnie zwyczajnie irytowała.

„Laleczki” to pozycja napisana bardzo prostym, przystępnym językiem. Prosta jest również fabuła, aczkolwiek akcja toczy się dość dynamicznie, co sprawiło, że nie nudziłam się ani przez chwilkę. Czyta się ją sprawnie i szybko. Mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby tylko autorka nie zmarnowała potencjału tejże książki. Zauważalne są również pewne nieścisłości i powtórzenia w fabule - np. główna bohaterka dwa razy nalewała piwo do tego samego kufla, z którego nie zostało wypite jeszcze piwo.

Podsumowując, „Laleczki” to książka o ogromnym potencjale i wspaniałym pomysłem na fabułę. Niestety autorka nie wykorzystała go nawet w 50%. Szczerze mówiąc zawiodłam się na tej książce. Liczyłam na mocną książkę, która wywoła gęsią skórkę. Niestety tego nie dostałam.

Ocena 
12-05-2018

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

No i nadszedł czas, gdy po raz drugi w moje ręce trafia twórczość Anny Snoekstry. Muszę przyznać, że pierwsze spotkanie zrobiło na mnie ogromne wrażenie stąd też, gdy ujrzałam kolejną książkę, musiałam ją mieć i przeczytać bez zastanowienia. Zaufałam, że autorka potrafi pisać i to efektownie. Czy zrobiłam dobrze, ufając bezgranicznie w jej umiejętności? Zobaczmy.

Colmstoc to mała mieścina bez perspektyw na przyszłość, jeśli chodzi o jej mieszkańców. Bezrobocie ma tu wyjątkowo wysoki odsetek, a nielegalne interesy są na porządku dziennym. Społeczeństwo jest wyjątkowo hermetyczne i wydaje się, że każdy o każdym wie dosłownie wszystko. Mieszkańcami wstrząsa tragedia, jaką jest pożar sądu oraz śmierć jednego z ulubieńców miasteczka - Bena Rileya. Rose Blakeley jedna z młodych mieszkanek Colmstock marzy o karierze dziennikarki i z niecierpliwością czeka na odpowiedź z gazety "Sage Review" o możliwość odbycia u nich stażu. Niestety e-mail, jaki dostaje, jest negatywny i dziewczyna świadoma jest, że aby ruszyć do przodu musi napisać zdecydowanie dobry tekst. Ponieważ spokój ludności budzą pojawiające się w tym samym czasie pod drzwiami niektórych laleczki iście podobne do ich dzieci. Rose to wykorzystuje, pisząc artykuł o tej sytuacji. Szczególnie że jej siostra dostała taką lalkę, a krążące po okolicy plotki mówią, iż podrzuca je pedofil, znacząc w ten sposób kolejne ofiary. Artykuł dziewczyny ukazuje się w mniejszej gazecie. Problem w tym, że nie każdemu podoba się to, że Rose ujawnia pewne zdarzenia z ich miasteczka. Im więcej ona zadaje pytań, tym bardziej niektórzy uważają, że zasługuje na karę...

Opis zapowiadał książkę równie ekscytującą co "Córeczka". Niestety muszę się skupić na słowie "zapowiadał". To, co dostałam i przeczytałam, a raczej umęczyłam, totalnie mnie zawiodło. Czułam się, jak by napisała to nie Anna, tylko jakiś nieudacznik. Ciężko mi się pisze takie rzeczy, szczególnie, że na prawdę pierwsza jej książka była genialna. Może za wysoko postawiła sobie poprzeczkę, może ja za dużo wymagam, a może trochę tego, trochę tego. Pomysł był genialny, wykonanie zdecydowanie gorsze. I tylko zakończenie zrobiło na mnie w miarę dobre wrażenie, choć czułam, jakby było wymuszone. Anna Snoekstra jest autorką, którą po pierwszej powieści szukałam i oczekiwałam w zapowiedziach. Teraz zastanawiam się, jak będzie z kolejną pozycją, bo aktualnie szkoda by mi było czasu. Żałuję, że autorka tak się opuściła, ale liczę, że było to jednorazowe potknięcie.

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

Ocena 
11-05-2018

Laleczki

Miasteczko, w którym mieszka Rose, główna bohaterka powieści, i jednocześnie jej narratorka, nie ma dla niej żadnych perspektyw. Dziewczyna chce się z niego wyrwać. Tym bardziej, że ludzie zaczynają panikować, gdy na progach ich domów pojawiają się porcelanowe laleczki łudząco podobne do ich dzieci. Rose rozpoczyna swoje śledztwo. Czy uda jej się odkryć, kto stoi za tymi nietypowymi przesyłkami?

Mam ogromny problem z tą książką. Opis wydawcy, którego specjalnie tu nie zacytowałam, sugerował, że to będzie thriller. Moim zdaniem to jest powieść obyczajowa z niewielką domieszką wątków thrillerowych. Dlaczego tak uważam? Chociażby dlatego, że tytułowe laleczki nie grają tutaj pierwszych skrzypiec. Powieść kręci się głównie wokół Rose. Jej śledztwo, o którym wspomniałam, to zaledwie niewielki wycinek całości.

Jeśli podejdziecie do tej książki jak do powieści obyczajowej, nie powinniście czuć się specjalnie rozczarowani. Tylko moim zdaniem większą przyjemność z lektury będą czerpali młodzi ludzie, którzy niedawno wkroczyli w dorosłe życie. Będą w stanie zrozumieć Rose i nawiązać z nią nić porozumienia. Starszych czytelników dziewczyna może nieco denerwować swoim dość wysokim mniemaniem o sobie.

Na plus należy zaliczyć przedstawienie małej społeczności i rządzących nią praw. To autorce wyszło całkiem ciekawie. W wiarygodny sposób pokazała, jak bardzo ludzie są podatni na to, co czytają w gazetach. Samo zakończenie historii też jest całkiem interesujące.

Nie do końca wyszło autorce z budowaniem napięcia. Widać, że nie była pewna, w którą stronę pokieruje historię, próbowała mieszać tropy, ale to tylko rodziło niepotrzebny chaos i nie byłam w stanie do końca uwierzyć w niektóre wątki.

Moim zdaniem Laleczki są słabsze od Córeczki. Autorka postawiła sobie poprzeczkę dość wysoko i nie umiała jej przeskoczyć. Mam jednak nadzieję, że to chwilowe obniżenie formy i Anna Snoekstra jeszcze czymś mnie zaskoczy.

Ocena 
11-05-2018

Laleczki

Jakiś czas temu czytałam podobną powieść pod tytułem "Mroczne zakamarki". Ten sam duszny klimat, mała, nudna mieścina, silnie związana ze sobą lokalna społeczność, gdzie od lat wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko, dziewczyna, która na własną rękę chce rozwikłać zagadkę. Jeśli czytaliście "Mroczne zakamarki" to "Laleczki" także przypadną Wam do gustu.

Książkę czyta się bardzo szybko, jest ciekawie i zagadkowo. Mimo to po skończonej lekturze uznałam, że jest to dziwna książka. Bardzo gorzka. Nie mam pojęcia co autorka chciała uzyskać i co przekazać czytelnikom. Chyba coś w stylu, że nie zawsze ambicje i ciężka praca są kluczem do sukcesu.

Rozwiązanie okazało się niesamowicie zaskakujące, a jednocześnie banalne w swojej prostocie. Do tej pory czuję się dziwnie skonsternowana z powodu tego zakończenia i mam ochotę krzyczeć "naprawdę!?", "serio!?". Podsumowując, książkę oceniam jako bardzo dobrą, choć pozostawia po sobie gorzki posmak.

Ocena 
11-05-2018

Niekontrolowany chaos

Tekst pochodzi z bloga: https://amandaasays.blogspot.com/2018/05/laleczki-anna-snoekstra.html

O WADACH SŁÓW KILKA
Muszę przyznać, że Laleczki wzbudziły we mnie masę mieszanych uczuć i niestety, ale dominowały te negatywne. Zaczęło się od kreacji głównej bohaterki. Jak ja nienawidzę takich głupich dziewuch! Rose ciągle ma się za lepszą od innych, chociaż tak naprawdę jest pusta, arogancka i bardzo egoistyczna. Ani trochę nie nadaje się też na dziennikarkę, co pokazała wielokrotnie. Niestety, ale jej postać skutecznie odpychała mnie od lektury. Ktoś mógłby zapytać "dlaczego?", przecież nie każdy bohater musi być mądry, robić same dobre rzeczy itd. Śpieszę więc z odpowiedzią. Gdyby moim jedynym zarzutem do książki była główna bohaterka, a reszta mi się podobała, zbyt wiele bym się nie czepiała. Niestety, ale postać Rose to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Cały problem tej książki tkwi moim zdaniem w historii i tym, co z niej wyszło. Czytając, miałam nieodparte wrażenie, że autorka na siłę próbuje wytworzyć jakieś zamieszanie, by czytelnik się pogubił i był bardziej zaskoczony tym, co dzieje się na kolejnych stronach. Nic złego może by w tym nie było, gdyby nie fakt, że robiła to w sposób nieudolny, tworząc jednocześnie okropny chaos, w którym momentami gubiła się chyba sama Anna Snoekstra. Pojawiały się jakieś myśli, wątki, dziwne sceny, które odczytałam jako jakieś luźne pomysły, które mignęły autorce w głowie, ale w końcu nie zdecydowała się ich rozwinąć bądź zwyczajnie o nich zapomniała. Przez to produkt finalny jawił się w moich oczach jako coś bardzo niedopracowanego i nieuporządkowanego.

CO MI SIĘ PODOBAŁO?
Żeby nie było tak gorzko - pojawiło się też kilka elementów, które były na plus. Cały pomysł na rozwiązanie sprawy był ciekawy i gdyby tylko autorka bardziej skupiła się na rozplanowaniu swojej historii i nie robiła niepotrzebnego zamętu, to z pewnością odebrałabym tę książkę zupełnie inaczej.
Interesujące było również ukazanie małej lokalnej społeczności, którą autorka wzięła pod lupę. Policjanci, którzy trochę za bardzo nadużywają swoich przywilejów. Ludzie tak bardzo podatni na wpływy, nawet jeśli źródłem strachu są artykuły z brukowca, któremu nikt wcześniej nie wierzył. Dysfunkcyjne rodziny, którym się nie pomaga, mimo że problemy widać jak na dłoni. I w końcu młodzi ludzie, którzy albo są pogodzeni ze swoim losem, albo ślepo wierzą, że wyjazd do miasta rozwiąże ich wszystkie problemy, otwierając drzwi do wiecznej sielanki. Coś w tym obrazie było bardzo realnego, a jednocześnie przerażającego. I mam wrażenie, że ten portret to jedyna rzecz w tej książce, jaka się w pełni autorce udała.

STRUKTURA
Książka podzielona jest na cztery części, w ramach których mamy podział na numerowane rozdziały. Występuje tu narracja trzecioosobowa, dzięki której podążaliśmy nie tylko za Rose, ale również za Mią czy Frankiem, co było udanym urozmaiceniem całej historii i momentami ukazywało ją w nowym świetle. Jeśli chodzi zaś o styl pisania, to tym razem miałam trochę zgrzytów. Momentami gubiłam się w tym, co kto powiedział itd., bo zbyt często ginęło to w toku wypowiedzi, która niejednokrotnie pozbawiona była dopisków z określeniem autora wypowiedzi, co przy dłuższych dialogach było nieco męczące.
Z przykrością, ale muszę stwierdzić, że poprzednia książka autorki wypada o niebo lepiej. Zarówno pod względem fabuły, spraw technicznych, jak i wykonania.

PODSUMOWUJĄC
Laleczki to historia, która miała w sobie pewien potencjał. Zniszczyła go niestety niepewność autorki, która chyba nie była pewna, w jaką stronę chce podążyć ze swoją opowieścią. Niepotrzebne wątki, denerwująca główna bohaterka i ogólny chaos, jaki panował w książce, złożyły się na niezadowolenie z lektury. Nie uratowało jej nawet ciekawe rozwiązanie całej zagadki oraz realistyczny portret lokalnych społeczności.
Nie stawiam jednak krzyżyka na twórczości Anny Snoekstra. Jej debiut - Córeczka, nadal znajduje się na liście najlepszych książek, jakie przeczytałam w 2017 roku. Mam więc nadzieję, że jeszcze napisze książkę, która jej dorówna. Tutaj niestety się nie udało.

Ocena 
11-05-2018

Polecam!

Książka Anny Snoekstra pt. "Laleczki" to powieść, w której emocje nie opadają. Aby przerwać jej czytanie, trzeba mieć naprawdę ważny powód, nie taki jak sen czy jedzenie.

Główna bohaterka Rose to ambitna, młoda dziewczyna, marząca o karierze dziennikarskiej. W mieście którym mieszka - Colmstock, rzadko co się dzieje, ale jeśli już się coś wydarzy, Rose jest w stanie zrobić z tego aferę na miarę popularnego w jej stronach pisma "Sage Review". Rose, kelnerka w niewielkim pubie, za wszelką cenę stara się wybić i na zawsze opuścić rodzinne miasto, aby zacząć lepsze życie oraz prawdziwą karierę w wielkim mieście. Więc gdy tylko nadarzy się okazja, ona zaczyna działać i nie ogląda się na konsekwencje swojego postępowania. W tym mieście nie każdy stoi po jej stronie i popiera słuszność jej decyzji. Bohaterka musi mieć się na baczności!

Książka do samego końca trzyma w napięciu. Napisana jest w zrozumiałym dla każdego czytelnika języku, niezależnie od jego wieku. Zaskakuje tajemniczością i zakończeniem. Serdecznie polecam!
Kaja, lat 16
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl

Ocena 
10-05-2018

Nie tego się spodziewałam

Miały być upiorne laleczki, grasujący w mieście pedofil, historia mrożąca krew w żyłach... A wyszło jak wyszło.

Opis książki daje mylne wyobrażenie o fabule i chyba właśnie dlatego przeżyłam lekki zawód i zniechęcenie, kiedy okazało się, że na mnóstwo akcji nie ma co liczyć. Owszem, w książce coś tam się dzieje, ale historia dotyczy bardziej życia młodej, początkującej dziennikarki, niż sprawy tajemniczych lalek.

Z pewnością warto zwrócić uwagę na postacie wykreowane przez autorkę. Bohaterowie są bowiem dość mocno popaprani i to, co wyprawiają ze swoim życiem skłania do głębszej refleksji. Ich poplątane losy uświadamiają, że często to my sami, na własne życzenie, dokładamy sobie trosk i zmartwień.

"Laleczki" to powieść wciągająca, ale niezbyt trzymająca w napięciu. Po przeczytaniu ostatniego rozdziału nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać... W pewnym sensie książka mnie zaskoczyła i przyznaję, że dałam się zwieść fabule, niczym naiwne dziecko.
Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, czuję się trochę oszukana, ale mimo wszystko polecam. Jeśli nie postawisz jej za wysoko poprzeczki, to zabawa z "Laleczkami" może się okazać ciekawym doświadczeniem...
To co, odważysz się?

Ocena 
09-05-2018

Nietypowy thriller

Colmstock to małe miasteczko, w którym po zamknięciu fabryki samochodów wszystko zaczęło ulegać zniszczeniu. Sama społeczność, choć zżyta ze sobą, powoli poddawała się panującej tam atmosferze. Bezrobocie wzrastało na równi z przestępczością. Perspektywy na polepszenie sytuacji miasta były marne, mimo to wszyscy wiernie trwali w nadziei niczym lokalni patrioci. Spokój mieszkańców zmąca pożar trawiący miejscowy sąd, oraz sklep rodzinny Riley’ów. Szybko odkrywają, że w budynku znajdował się Ben, syn właścicieli sklepu. Całe Colmstock przeżywa żałobę, a dzieci pogrążają się w smutku po stracie przyjaciela. Okazuje się, że to nie koniec niewytłumaczalnych incydentów, gdyż przed drzwiami swoich domów małe dziewczynki odnajdują łudząco do nich podobne  porcelanowe lalki. Potencjał w tym zajściu dostrzega Rose, młoda dziewczyna, która marzy o karierze dziennikarskiej. Ma nadzieję na zdobycie stażu w renomowanej gazecie, przez co mogłaby w końcu pożegnać się z dławiącą atmosferą rodzinnego miasteczka. Tymczasem sprawa wymyka się spod kontroli policji, a mieszkańców zaczyna ogarniać strach przed psychopatycznym doręczycielem lalek.

Po lekturze pierwszych stron książki byłam przekonana, że to coś nowego, intrygującego. Zapowiadała się naprawdę obiecująco. Miasteczko, w którym ludzie funkcjonują niczym jedna wielka rodzina zazwyczaj skrywa dużo tajemnic, a mała społeczność najczęściej żyje według własnych reguł.Takie miejsce bywa dobrym tłem dla intryg. Tragedia jaka miała miejsce w Colmstock i brak szans na poprawę sytuacji ekonomicznej miasta sprawił, że ludzie stali się czujniejsi i bardziej przebiegli. Tym razem znajdujemy tu tajemniczy wątek przestępstwa, funkcjonariusze dostrzegają w tej sprawie motywy wskazujące na to, że mają do czynienia z pedofilem. Autorka za pomocą postaci demonstruje jak strach o własne dzieci wpływa na nasze postępowanie. Uświadamia nam, że chęć ochrony naszych najbliższych wyzwala  w nas bezwzględność i chęć walki, sprawia, że jesteśmy zdolni postąpić niewłaściwe dla właściwych celów.

W książce pojawia się motyw przyjaźni, który został naprawdę ciekawie poprowadzony i dobrze rozbudowany. Relacje jakie łączą Rose i jej przyjaciółke Mię dają wrażenie bezwarunkowej, siostrzanej miłości. Dziewczyny wspólnie snują plany na wyjazd, mimo to wyraźnie widać, której z nich bardziej zależy na wyrwaniu się miasteczka.  Ambicje, którymi się kierują diametralnie się od siebie różnią. Rose pragnie wielkiej kariery, natomiast Mia chce stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa.

Pomimo więzi, która je łączy, coraz bardziej zaczynają się od siebie oddalać. Warto jeszcze wspomnieć o samej głównej bohaterce, która nie do końca była postacią pozytywną. Nietrudno było zauważyć, że dziewczyna pragnie za wszelką cenę dopiąć swego, nieistotne czyim i jakim kosztem.

Autorka zarysowuje nam dość niekorzystny obraz policji. Widać to wyraźnie, gdy przyjrzymy się postaci Franka, który wykazuje silne zainteresowanie napojami wysokoprocentowymi i przejawia tendencje do agresywnych zachowań. W toku wydarzeń wychodzi na jaw do czego zdolni są lokalni funkcjonariusze.

Muszę przyznać, że wiele razy pojawiały się zwroty akcji, ale całość wypadła trochę niespójnie. Tajemnica porcelanowych lalek pozostała nierozwiązana aż do samego końca. Nie podejrzewałam, że właśnie takie motywy kryją się za tą sprawą.

“Był dorosłym mężczyzną, a na widok tej zabawki dostał gęsiej skórki. Lalka miała szeroko otwarte szkliste oczy i dziwnie miękkie włosy. Miał nadzieję, że nie okażą się prawdziwe. Przywykł do damskich bokserów, ćpunów i agresywnych prymitywów, jednak te lalki były czymś zupełnie innym. Czymś dziwacznym i niepokojącym.”

Według mnie konstrukcja samej fabuły wypadła średnio, jednak język jakim posługuje się autorka jest plastyczny, co trochę rekompensuje ten mankament. Relacja w tym przypadku jest prowadzona z perspektywy narratora wszechwiedzącego, dzięki czemu spoglądamy na sprawę z różnych punktów widzenia. Ja w całej tej historii dostrzegłam tylko dwóch pozytywnych bohaterów i tak jak już wcześniej wspomniałam, wśród nich nie znajduje się Rose. Podczas czytania miałam wrażenie, że autorka trochę się pogubiła w kreacji swoich postaci. Bohaterowie miotają się w swoich postępowaniach i refleksjach, jakby stworzone zostały bezpośrednio w procesie twórczym, bez dokładnej analizy.

“Laleczki” to specyficzny thriller, ale myślę, że mimo to nie będziecie się nudzić podczas lektury tej książki. Jestem także ciekawa czy zgadniecie, kim są te dwie osoby, które zyskały moją sympatię

Ocena 
09-05-2018

Laleczki

Colmstock jest małą, smętną mieściną. Tutaj wszyscy wiedzą o sobie wszystko, nie da się nic ukryć przed sąsiadami. Wysoki poziom bezrobocia sprzyja rozwojowi handlu narkotykami i innych nielegalnym biznesów. Nagłe, tragiczne w skutkach, wydarzenia sprawiają, że miasto ogarnia żałoba. Spłonął budynek sądu i zginął powszechnie lubiany, niepełnosprawny nastolatek. Wybucha ogólna panika, gdy kilka rodzin znajduje na progach swoich domów porcelanowe laleczki, które są bardzo podobne do ich dzieci.
Tajemnicę przerażających podarunków chce rozwikłać Rose Blakeley, po tym jak jej siostrzyczka dostaje laleczkę. Dziewczyna ma spore ambicje i marzy o karierze dziennikarki. Startuje w konkursie, którego wygrana zapewnia staż w redakcji Sage Review. Niestety nie udaje jej się to. Sekretne zabawki, podobne do prawdziwych dzieci ,są dobrym tematem na sensacyjny reportaż. Rose chce skorzystać z okazji, żeby się wybić i spełnić swoje pragnienia.

Opis „Laleczki” totalnie mnie zaintrygował. Po jego przeczytaniu już nie mogłam się doczekać momentu, w którym wezmę się za jej lekturę. Niestety, chyba miałam trochę za bardzo wygórowane wymagania, bo książka nie sprostała moim oczekiwaniom. Liczyłam na elektryzujący oraz mroczny thriller i po części tak było.
Anna Snoekstra zadbała o to, żeby akcja była wartka, a napięcie utrzymywała się do samego końca. Sam finał naprawdę mnie zaskoczył. W treści przewijają się niespodziewane zwroty akcji, co w tego typu literaturze jest cenne. Jednak zawiodłam się na fabule, która w dużej mierze opierała się na życiu Rose, a nie intrygujących laleczkach. Brakowało mi też rozwinięcia niektórych, naprawdę ciekawych wątków. Autorka nie postarała się o ich rozbudowanie. Tak samo w kwestii zdań, które były krótkie i sprawiały wrażenie takich szybkich. Co do samej przyjemności z czytania, to czyta się naprawdę lekki i szybko. Anna Snoekstra posługuje się przystępnym piórem, więc lektura nie ciąży. Reasumując jest to jedna z tych książek, które mają ogromne pokłady niewykorzystanego potencjału.

Ocena 
09-05-2018

Zawiść, zemsta i ambitna dziewczyna

Książka katalogowana jest jako thriller/kryminał a tak po prawdzie, tego thrillera w niej jak na lekarstwo. Bardziej jest to książka obyczajowa z nutką zagadki.
Co do samej fabuły. Przede wszystkim poznajemy wszystkie zdarzenia z punktu widzenia głównej bohaterki - Rose. Jej przemyślenia na temat małej mieściny, rodziny, policjantów i całej społeczności. Sam wątek laleczek został potraktowany baaaaaardzo po macoszemu. Z tych prawie 340 stron zajmuje, nie wiem, może z 15? Autorka miała dobry pomysł, ale realizacja siadła.
Z tego co wiem, autorka wydała już książkę, więc nie jest to debiut który można by było bardziej przychylnie potraktować. Ale jak na kolejną książkę... słabo.

Napisz recenzję

Napisz recenzję