12 stycznia 1920 r.

Florence Shore dotarła na dworzec Victoria o czternastej czterdzieści pięć. Kurs taksówką aż z Hammersmith zakrawał na rozrzutność, ale czuła, że zasłużyła sobie na taki zbytek. Zajechała w stylu stosownym do jej nowego futra – prezentu, który sprawiła sobie na urodziny i po raz pierwszy włożyła zaledwie poprzedniego dnia, żeby zaimponować ciotce. Baronowa Farina podjęła ją herbatą i kruchymi ciasteczkami imbirowymi, przepraszając, że nie ma ciasta.
Dwadzieścia godzin wcześniej Florence również była na tym dworcu, wracając z jednodniowej wizyty u krewnych w Tonbridge, a teraz udawała się niemal w to samo miejsce, do St Leonards-on-Sea, gdzie jej serdeczna przyjaciółka Rosa Peal miała mieszkanko nad własną herbaciarnią. Urodziny i futro same w sobie stanowiły dostateczny pretekst, by nie telepać się przez całe miasto autobusami z przesiadką, tylko wziąć taksówkę, ale dzisiaj i tak była skazana na drogi środek transportu, a to za sprawą pokaźnego bagażu: kuferka na dokumenty, opasłej walizy, neseseru na kosmetyki, parasolki oraz torebki. I wreszcie – skoro już mowa o szastaniu pieniędzmi – mogła sobie pozwolić na deczko luksusu, ponieważ dopiero dwa miesiące temu zwolniono ją ze służby wojskowej, nie miała więc jak dotąd zbyt wielu okazji do przepuszczania spadku po siostrze odziedziczonego przed pięciu laty. Nie wspominając o tym, że dysponowała własnymi oszczędnościami. To przesądziło sprawę. Przywołała bagażowego z mocnym postanowieniem, że jeśli nie będzie marudził, wręczy mu suty napiwek.
– Poproszę na peron dziewiąty – poinstruowała. – Wagony z przedziałami trzeciej klasy.
Florence lubiła sobie dogadzać, ale co za dużo, to niezdrowo.
Pozbywszy się bagażu, poprawiła na głowie zgrabną futrzaną czapę i wygładziła długą spódnicę. Przedwojenna moda korzystniej podkreślała jej figurę, więc chociaż czasami korciło ją, żeby się rozstać z gorsetem, to jednak nie potrafiła z niego zrezygnować. Kiedyś wprawdzie odważyła się wyjść na dwór bez fiszbinów, ale poczuła się, jakby paradowała ulicami całkiem naga. Zgodnie ze swoim zwyczajem poklepała torebkę i posługując się parasolką niczym laską, dziarsko ruszyła do kas biletowych. Nie miała czasu do stracenia.
Przyszło jej na myśl, że skoro na dworcu jest okienko pocztowe, może powinna wysłać list do dozorczyni domu, w którym mieszkała, i zawiadomić o swoim wyjeździe, ostatecznie jednak zrezygnowała z tego pomysłu. Mogła przecież napisać do niej z St Leonards. Szła więc dalej ku kasom biletowym, z ulgą stwierdzając, że nie ma długich kolejek. Stanęła do okienka szóstego za młodą kobietą o bardzo miłej powierzchowności. Z podziwem patrzyła na jej smukłą figurę i błyszczące, zaczesane do góry włosy, ukryte pod olbrzymim kapeluszem wykończonym granatowym atłasem. Moda na zbieranie włosów w kok nie opanowała jeszcze stolicy w takim stopniu, w jakim widziała to w Paryżu, podejrzewała jednak, że i tutaj dotrze już niedługo. Kobieta szybko kupiła bilet, obdarzyła Florence przelotnym uśmiechem, po czym ruszyła w swoją stronę.
Na widok brodacza w czapce, który urzędował za szybą kasy, Florence w pierwszej chwili zdziwiła się, że dyrekcja kolei pozwala pracownikom nosić brody, ale uświadomiła sobie, że pewnie mężczyzna stara się ukryć pod zarostem oszpecenia, których nabawił się podczas wojny. Wiedziała, że jest to popularna metoda.
– Słucham panią? – ponaglił. – Dokąd?
– Poproszę na Warrior Square w St Leonards, trzeciej klasy. I powrotny na pociąg za tydzień.
Zobaczyła, że zerknął na jej medal za udział w wojnie, a potem spojrzał na nią tak, jakby chciał powiedzieć: „Jesteś jedną z nas”. Nie wyraził jednak tego na głos.
– Peron dziewiąty – poinformował tylko. – Zdąży pani na pośpieszny o trzeciej dwadzieścia. W Lewes skład się rozdziela, wagony z przodu jadą do Brighton, a te na końcu do Hastings. Pani powinna wsiąść do któregoś z tyłu składu.
– Tak, wiem – odparła. – Dziękuję.
– Sześć szylingów.
Zawczasu postawiła torebkę na blacie, szybko więc wyjęła z portmonetki odliczoną należność. Nie przeszkadzało jej, że nosi rękawiczki. Wprawnie podała drobne, wzięła od kasjera sztywne prostokątne kartoniki, starannie schowała do torebki bilet na powrót, drugi zatrzymała w dłoni, po czym zamknęła torebkę na zatrzask.
Odwróciwszy się od kasy, spojrzała w górę na zegar ścienny – dopiero dochodziła trzecia. Korciło ją, żeby wpaść na filiżankę herbaty do przytulnej dworcowej herbaciarni, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Wiedziała, że bagażowy z pewnością marznie, pilnując na peronie jej walizek. Ogrom świecącej pustkami hali sprawiał, że czuła się jak w hangarze lotniczym, a nie na dworcu kolejowym. Przygnębiający styczniowy ziąb już dawno zabił miłe wspomnienia ubiegłych świąt Bożego Narodzenia, a tym bardziej radość z wkroczenia w nową dekadę. Od tak dawna ludzie wyczekiwali powojennej rzeczywistości, teraz zaś przekonali się, że nic już nie będzie takie jak kiedyś. Zbyt wiele się zmieniło, za dużo było smutku i rozpaczy.
Na szczęście Florence miała przed sobą niedługą podróż, a na miejscu Rosa od razu uraczy ją obfitą kolacją – pajdami chleba grubo posmarowanymi masłem, plastrami pieczonej w miodzie szynki i szklanką piwa, na deser zaś znajdzie się może kawałek niesprzedanego ciasta z herbaciarni, okraszonego domowej roboty kremem. Po każdej jedno- bądź dwutygodniowej wizycie u Rosy zawsze musiała luzować gorset o kilka centymetrów. O dziwo, myśl o zbliżającej się uczcie – po licznych wizytach u przyjaciółki wspomnienia kolacji powitalnej na trwałe wryły jej się w pamięć – nie pobudziła jej apetytu. W tej chwili miała ochotę jedynie na gorącą, słodką herbatę, ale to żaden problem. Zbyt często musiała się obywać bez ważniejszych rzeczy.
Nadal szła do pociągu. Peron dziewiąty, krótszy od pozostałych, biegł skrajem dworca po prawej, i żeby się tam dostać, musiała przejść peronem ósmym. Sunąc majestatycznie przed siebie niczym Lusitania wypływająca z Liverpoolu, kątem oka dostrzegła postać, która wydała jej się znajoma. Aż się wzdrygnęła. Czyżby się dowiedział, że zastanie ją na dworcu Victoria? W porównaniu z nią ten drobnej budowy, kościsty i sterany życiem mężczyzna wyglądał niczym drewniana szalupa przy transatlantyku. Ponieważ stał na wpół odwrócony od niej z nasuniętym na oczy kapeluszem, nie była pewna, czy ją zauważył. Tak czy siak, serce zabiło jej mocniej i przyśpieszyła kroku. Uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy w oddali ujrzała bagażowego pilnującego cierpliwie jej dobytku. Musiała jedynie wsiąść do pociągu, a za dwadzieścia minut będzie już w drodze.
Podchwyciła spojrzenie bagażowego i podchodząc, patrzyła mu prosto w oczy, co wyraźnie wytrącało go z równowagi. Jednakże już sam jego widok napawał ją poczuciem bezpieczeństwa, mimo że był to ledwie wyrostek. Drapał się po brodzie i nerwowo miętosił czapkę. Podenerwowanie chłopaka trąciło jakąś strunę w jej pamięci. Już miała przejść nad tym do porządku dziennego, gdy nagle po prawej ręce bagażowego pojawił się ktoś jeszcze. Była to Mabel.
Chłopak chrząkał i sapał.
– Ja bardzo przepraszam, psze pani, ta dama chciała wziąć pani bagaże, ale nie byłem pewny, czy... – Urwał w pół zdania.
Mabel zrobiła krok w przód i oznajmiła:
– Florence, kochanie! On nie chciał przyjąć ode mnie napiwku!
Florence nie odpowiedziała jej, tylko zwróciła się do bagażowego:
– Dobrze zrobiłeś. Jesteś już wolny. Dziękuję. – Stanowczym gestem wręczyła mu szylinga i dopiero kiedy odszedł, z ulgą widoczną na twarzy zajęła się Mabel: – Co ty tu robisz? – spytała ostro.
– To tak się wita starą przyjaciółkę? Nieładnie – odparła Mabel z uśmiechem. – Pomyślałam, że ci pomogę. Wiem, jak grymasisz, szukając wygodnego przedziału. Zresztą z tak wielkim bagażem sama nie dałabyś sobie rady.
– Jak widzisz, wzięłam bagażowego. Doskonale radzę sobie sama.
– Wiem, ale moja pomoc nie zaszkodzi. Poczekaj tutaj, a ja sprawdzę przedziały.
Akurat podstawiono pociąg. Florence z braku wyboru została na peronie z torbami, skoro odprawiła bagażowego, Mabel zaś otworzyła drzwi do pierwszego przedziału trzeciej klasy, a potem do następnego. Wkrótce wróciła.
– Wsiądź do tego – poradziła. – Jest cały pusty, możesz sobie wybrać dowolne miejsce. W drugim siedzi jakaś kobieta przodem do kierunku jazdy i za nic nie chce się przesiąść.
Florence milczała z nieprzeniknioną twarzą. Jej mina była jak napisy na starożytnych nagrobkach przez wieki smaganych wiatrem i deszczem: niczego nie dało się z niej wyczytać. Mabel wzięła wielgachną walizę i kuferek na dokumenty z ciemnoczerwonej skóry, wyblakły na rogach i podniszczony po latach towarzyszenia właścicielce w podróżach po całej Francji. Florence trzymała już neseserek na kosmetyki, niewielki, granatowy, zamykany na kluczyk, który miała w torebce. Dostała tę kosmetyczkę w prezencie. Ciotka kupiła ją siostrzenicy u Aspreya na Bond Street w czasach, kiedy na tronie zasiadała jeszcze królowa Wiktoria.
W przedziale wybranym przez Mabel rzeczywiście nie było żywego ducha, a co więcej, wysprzątano go po ostatnim kursie, usuwając śmieci zostawione przez pasażerów. W środku znajdowały się dwie zwrócone frontem do siebie ławki, a naprzeciwko wejścia były drugie drzwi. Ale kiedy pociąg ruszy ze stacji, nikt już nie będzie mógł wejść do przedziału. Mabel wsunęła walizkę pod pierwsze siedzenie po prawej skierowane przodem do lokomotywy. Kuferek na dokumenty umieściła przy miejscu dla Florence. Ta zaś zdjęła kapelusz i położyła go na kuferku obok siebie.
– Masz coś do czytania? – spytała Mabel. Nachyliła się, by sięgnąć do torebki przyjaciółki, ale Florence szybkim ruchem odtrąciła jej rękę. – Usiądź, niedługo będziesz na miejscu.
Florence nadal się nie odzywała. Usiadła na miejscu, które wybrała jej Mabel, czyli w samym rogu, z dala od peronu, więc dla kogoś zaglądającego przez okno byłaby w zasadzie niewidoczna. Zmierzch jeszcze nie zapadł, ale już się ściemniało, niebo przybrało barwę brudnego marmuru, taką samą jak kolor posadzki w hali dworcowej. Na szczęście przewody parowe wkrótce ogrzeją wagony. Przedziały wyposażono w lampy gazowe, jednak zapalano je dopiero w Lewes. W tak marnym świetle od biedy dałoby się jeszcze czytać, ale dla kobiety w jej wieku – wszak poprzedniego dnia skończyła pięćdziesiąt pięć lat – byłoby to męczące. Skoro postanowiłam z końcem wojny przejść na emeryturę, nie mam do roboty nic lepszego, niż dbać o to, by dożyć późnej starości, pomyślała.
Mabel wyprostowała się. Wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, lecz tylko podskoczyła nerwowo, słysząc za plecami jakiś dźwięk. Otworzyły się drzwi i do przedziału wszedł młody człowiek w wieku dwudziestu ośmiu, trzydziestu lat. Miał na sobie jasnobrązowy tweedowy garnitur i kapelusz. Florence zdziwiła się, że był bez płaszcza – stroju niezbędnego dla kogoś, kto udaje się na wybrzeże w środku stycznia – ale może przerzucił okrycie przez ramię i go nie zauważyła. Nie miał też żadnego bagażu, parasola ani nawet laski. Usiadł po lewej, przy oknie, na skos od Florence, twarzą w kierunku jazdy.
Usłyszeli gwizdek kolejarza, znak, że do odjazdu pociągu zostało pięć minut.
Mabel ruszyła do drzwi, na co młody człowiek zerwał się z miejsca.
– Pani pozwoli – powiedział.
– Nie, dziękuję – odparła. – Poradzę sobie.
Pociągnęła za skórzany pasek opuszczający szybę, wychyliła się na zewnątrz i przekręciwszy klamkę, otworzyła drzwi. Florence nie wstała na jej pożegnanie, a towarzysza podróży też potraktowała jak powietrze. Siedziała nieruchomo z gazetą na kolanach i w okularach do czytania na nosie. Mabel zeszła na peron, zatrzasnęła drzwi i czekała. Wkrótce konduktor zagwizdał na odjazd. Pociąg ruszył wolniutko, ale z każdą chwilą przyśpieszał, a przed wjazdem do pierwszego tunelu pędził już pełną parą.
Od tej pory nikt już nie widział Florence Nightingale Shore żywej.

Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Morderstwo w pociągu
Autor Jessica Fellowes
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 18.04.2018
Ilość stron 416
Oprawa Miękka
ISBN 9788327635105
Tłumaczenie Robert Ginalski
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
24-06-2018

Kiedy fikcja spotka fakt

Nie zdawałam sobie sprawy,że "Morderstwo w pociągu" oparte jest na prawdziwych wydarzeniach. Dopiero gdy doszłam do końca książki, gdzie znajduje się notka edytorska (polecam przeczytać), dowiedziałam się z niej, że Florence Nightingale Shore była postacią prawdziwą i rzeczywiście padła ofiarą ataku w Brighton w 1920. Kilka dni później zmarła z powodu zadanych obrażeń. Morderca nigdy nie został wykryty. Postanowiłam podzielić się z wami tym faktem już na początku książki, gdyż wierzę, że ta informacja będzie miała znaczący wpływ na jej odbiór."Morderstwo w pociągu" to znakomite połączenie faktów z fikcją literacką. Śmiało mogę przyznać, że autorka wykonała kawał dobrej epoki. Ja osobiście poczułam się przeniesiona w czasie.

Anglia, lata 20 XX wieku. Podobnie jak tysiące innych ludzi w powojennym Londynie, Laura żyje na skraju nędzy. Pewnego dnia szczęście się do niej uśmiecha, i za sprawą przyjaciółki, dostaje pracę guwernantki w posiadłości małżeństwa Mitfordów. Szybko zostaje najbliższą przyjaciółką ich najstarszej córki - uwielbiającej tajemnice i sekrety Nancy. Kiedy młode kobiety dowiadują się o śmierci Florence Nightingale Shore na własną rękę starają się znaleźć odpowiedź na pytanie co było przyczyną napadu na dziewczynę. Czy był to napad rabunkowy? Czy może zemsta? Laura wraz z Nancy na własną rękę przesłuchują świadków. Lecz im więcej mają materiału dowodowego tym bardziej zdesperowany robi się czyhający w pobliżu morderca.

Uwielbiam książki, które inspirowane są prawdziwymi wydarzeniami. Choć w tym wypadku nasze
główne bohaterki są postaciami fikcyjnymi to ich wszystkie działania związane są ze zdarzeniem z przeszłości, zagadką która nigdy nie została rozwiązana. I choć autorka jedynie snuje domysły to czas i wysiłek, który włożyła w znalezienie potrzebnych informacji sprawił że książka nabrała pozorów realności. W tekst wplecione są wycinki z ówczesnych gazet i zeznań świadków, które autorka wykorzystała do odtworzenia tragicznego zdarzenia. Również wywiady z członkami rodziny i najbliższymi przyjaciółmi, które znajdziemy w książce miały swoje korzenie w rzeczywistości jednak większość z nich została przekształcona na potrzeby powieści.
Jessica Fellowes nie tylko zgłębiła sprawę śmierci Florence, zadała sobie również wiele trudu by w miarę bezbolesny i wiarygodny sposób przenieść czytelnika sto lat wstecz. Muszę przyznać, że opisy były wręcz fotograficzne. Przed oczami stawały mi powojenne fotografie zniszczonego wojną Londynu. Lata 20 XX wieku to czas kiedy brakowało wszystkiego. Pracy, jedzenia a nawet wiary. Wielu mężczyzn nie wróciło z frontu a część z tych, którym się udało cierpiała, na Zespół Szoku Pourazowego. Jedyne co jest nadal widoczne i znajome to brytyjski system klasowy. Ubóstwo jest sposobem na życie klas niższych gdzie czasem jedynym sposobem na przetrwanie jest przemoc czy zastraszanie. Co prawda niektóre części powieści cechuje zbytnie upodobanie do szczegółów i szczególików, jednak to właśnie w nich zawiera się jedyna prawda : autorce udało się poznać ducha epoki. Nad fabułą naszej książki wisi cień wojny i choć duża część akcji rozgrywa się w zamożnej posiadłości to nadal czujemy skryty za rogiem mrok. Więc zamiast narzekać na zdarzające się zbyt długie opisy czy zbyt rozciągniętą w czasie fabułę, doceńcie włożony w książkę trud by stała się jak najbardziej wiarygodna. Na mnie to podziałało.

Z pewnością "Morderstwo w pociągu" jest dobrym retro kryminałem, którego fabuła wciągnie niejednego czytelnika. Trzeba przyznać, że autorka słynie na świecie ze znakomitego stylu a jej, nie wydane dotąd w Polsce powieści, doczekały się nawet telewizyjnej ekranizacji. Co prawda książka ta nie jest wolna od powtórzeń i chwilowych dłużyzn, a po przeczytaniu stu stron czytelnik łatwo może się domyślić dokąd to wszystko zmierza jednak te mankamenty niweluje lekki styl i angielski humor, który nam towarzyszy podczas czytania. Ciężko jest nie porównywać tej książki do bestsellerów Agathy Christie, podobny jest klimat, podobne realia nawet fakt, że autorka bardziej skupia się na zagadnieniu "jak doszło do zbrodni" niż "kto jest mordercą"zbliża tę powieść do książek brytyjskiej autorki.

Nancy i jej siostra były znanymi ze swojego skandalicznego zachowania kobietami (fikcja literacka) a czytanie o ich życiu i wybrykach ciągle podtrzymywało moje zainteresowanie. Jestem ciekawa co Jessica Fellowes nam zaproponuje w kolejnym tomie. Już się nie mogę doczekać i ciekawa jestem czy wydawnictwo podejmie się przetłumaczenia poprzednich powieści autorki. Chętnie bym się dowiedziała jaki los spotkał rodzeństwo Mitford z Downton Abbey.

Ocena 
24-05-2018

Mogło być lepiej

Ciekawym zabiegiem, który ostatnio stosują autorzy, to fabularyzowanie różnych historii bądź dopisywanie do nich alternatywnych zakończeń. Jessica Fellowes, która większości kojarzy się z Downtown Abbey, napisała książkę, która była materiałem na dobrą historię.

Londyn w okresie tuż po pierwszej wojnie światowej żyje historią niezwykle brutalnego morderstwa, które miało miejsce w pociągu. Tym bardziej, że ofiarą jest niezwykle szanowana Florence Nightingale Shore. Louise, biedna pomoc domowa, pracuje w Asthall Manor, gdzie zaprzyjaźnia się z najstarszą córką - Nancy. Czy obu kobietom uda się rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci?

Cała historia zapowiadała się całkiem nieźle i zainteresowała mnie. Jednak z wykonaniem było kiepsko. Książka wieje nudą i naprawdę znalezienie jakiś mocnych stron historii jest niezwykle trudne. Choć powieść czyta się bardzo szybko, to jednak nie zapada ona w pamięć na długo. Po autorce spodziewałam się jednak czegoś lepszego.

Jeśli szukacie książki do podróży to ta nada się idealnie, ale nie oczekujcie od niej czegoś naprawdę WOW, bo nie znajdziecie, a szkoda.

Ocena 
23-05-2018

Morderstwo w pociągu

"Morderstwo w pociągu", którego autorem jest Jessica Fellowes, to pierwszy kryminał retro oparty na faktach, który przeczytałam. Lektura wciągnęła mnie na tyle, że nie mogłam się od niej oderwać do póki nie dobrnęłam do końca.

Powojenny Londyn. Ostatni przedział pociągu na trasie Brighton - St Leonards. Na stacji Bexhill odkryto ciężko ranną kobietę. To Florence Nightingale Shore - pięćdziesięcioletnia pielęgniarka, która zajmowała się rannymi żołnierzami podczas pierwszej wojny światowej. Kobieta w wyniku zadanych ran, po kilku dniach, umiera. Niestety nigdy nie udało się rozwiązać tej zbrodni. Posłużyła ona jednak Jessice Fellows do stworzenia własnej historii, którą przedstawiła właśnie w swojej książce "Morderstwo w pociągu".

Historię morderstwa dyplomowanej pielęgniarki, która już zakończyła służbę wojskową próbuje rozwikłać trójka ludzi. Jedną z nich jest funkcjonariusz policji Guy Sullivan, kolejną osiemnastoletnia niania pracująca w bogatej, arystokratycznej rodzinie oraz Nancy Mitford, młoda, rezolutna, rządna przygód panna z dobrego domu. Śledztwo jest bardzo trudne i żmudne, ponieważ brak jakichkolwiek dowodów, świadków, motywu czy narzędzia zbrodni. Z biegiem czasu odkrywane są jednak kolejne tajemnice, pojawiają się zagadkowe wątki. Czy uda się zatem rozwikłać zagadkę śmierci starszej kobiety? Dobrze napisany kryminał, przemyślany, przyjemny w czytaniu, podsycany dodatkowo klimatem powojennego, tajemniczego, osnutego mgłą Londynu. Książka mocno wciąga w układanie detektywistycznych puzzli od pierwszej do ostatniej strony. Sporo w niej też zaskakujących momentów. Bardzo przyjemnie spędziłam z nią czas. Polecam!

Ocena 
23-05-2018

Dobra książka, polecam.

Dobrze napisany, przyjemny w czytaniu, z doskonałą otoczką społeczno-historyczną kryminał angielski, którego akcja rozgrywa się w Anglii w 1919 roku.
Sama zagadka kryminalna, czyli kwestia zabójstwa pielęgniarki, nie jest najmocniejsza stroną książki. Jednak zagadka i prowadzone w związku z nią dochodzenie nie są też złe. Obie sprawy są ot po prostu odrobinę powyżej przeciętnych.
Tym co szczególnie zasługuje na uwagę są dobrze i ciekawie nakreślone sylwetki bohaterów oraz doskonale oddany klimat Londynu z 2. dekady XX wieku.
Razem z główną bohaterką wędrujemy od luksusowych, kapiących przepychem kamienic, pałaców, cudownie położonych arystokratycznych posiadłości, poprzez domy i ulice klasy średniej, aż po miejsca, gdzie przysłowiowa bieda aż piszczy, a ludzie dla zdobycia kromki chleba gotowi są na wszystko.
Bez wątpienia klimaty rodem z Downton Abbey i innych tego typu filmów, uszczęśliwią niejednego ich wielbiciela. W trakcie lektury opisów, mnóstwa drobnych szczegółów ma się wręcz wrażenie przebywania w świecie arystokracji z lat 20. XX wieku, świecie, który dla nas czytelniczek jest obcy, ale bardzo ciekawy, wręcz fascynujący.
Książkę za sprawą klimatu oraz lekkiego pióra autorki czyta się szybko i bardzo dobrze. Jednak od razu ostrzegam, nie oczekujcie mrożącego krew w żyłach, kapiącego krwią i okrucieństwem kryminału. To nie taki typ książki.
Morderstwo w pociągu to dobra, przyjemna lektura, która umili kilka wieczornych godzin, ale nie przyprawi o szybsze bicie serca...no chyba, że z zazdrości, gdy się rozmarzymy, jak to cudownie było w arystokratycznych posiadłościach.

Ocena 
22-05-2018

Morderstwo w pociągu

Londyn, czasy powojenne. W jednym z pociągów zostaje odnalezione ciał Florence Shore, lubianej i szanowanej pielęgniarki. Nie ma żadnych śladów, brak dowodów zbrodni, nie ma żadnych podejrzeń kto mógł zamordować kobietę. Śledztwo zostaje umorzone, ale sprawa nie ulega zapomnieniu. Guy Sullivan policjant kolejowy nie może zapomnieć o tym wydarzeniu, sam zaczyn doszukiwać się śladów zbrodni, ma zamiar rozwikłać sprawę tajemniczego morderstwa. Pomaga mu Lousie, które pracuje jako opiekunka u pewnych arystokratów oraz Nancy dziewczyna która jest jej podopieczną. Ta trójka zaczyna odkrywać coraz to nowsze poszlaki, które mogą doprowadzić ich do mordercy Florence, ale zanim rozwiążą tę sprawę może ich czekać wiele niebezpieczeństw.

„Morderstwo w pociągu” to powieść, która została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, postać Florence Nightingale Shore istniała naprawdę i została zamordowana w 1920 roku, by upamiętnić kobietę i jej pracę, zbudowany został szpital ku jej pamięci.


Autorka Jessica Fellowes bardzo dobrze oddała klimat powojennej Anglii, mamy tutaj realistyczne opisy życia w tamtych czasach, jednak opisy nie są męczące i mimo zastosowania przez autorkę języka właściwego do tamtych lat, powieść czyta się bardzo dobrze. Plusem jest również opis społeczeństwa żyjącego w Anglli, wyraźnie zarysowany podział na arystokracje oraz mieszczan. Fabuła wciąga, akcja jest bardzo dynamiczna, chociaż samo śledztwo przez pewien czas wygląda dość nieporadnie ze względu na dwie młode dziewczyny, które postanowiły rozwikłać tajemniczą sprawę morderstwa. Podczas czytania książki nie sposób nie porównać jej do twórczości Agathy Christie, ponieważ morderstwo w pociągu przypomina jej powieści kryminalne, a nie współczesne historie z tego gatunku.


„Morderstwo w pociągu” to dobrze napisany, przemyślany od początku do końca kryminał, który wciągnie i przeniesie czytelnika do XX wieku. Jeśli tylko ktoś ma ochotę zanurzyć się w klimacie tajemniczego, osnutego mgłą, powojennego Londynu, polecam tę książkę.

Ocena 
20-05-2018

Dobra dla miłośników lekkich historii

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po jakiś kryminał. Ostatnio zatraciłam się w serialu "Zagadki kryminalne Panny Fisher", który serdecznie polecam. Akcja serialu toczy się w latach 20. XX wieku więc pozostając w tamtych czasach, postanowiłam sięgnąć po "Morderstwo w pociągu". Okładka bardzo mi się podoba, ale co z treścią?

Morderstwo w pociągu

Louisa to uboga dziewiętnastoletnia dziewczyna , która mieszka w skromnym mieszkaniu z matką i nikczemnym wujkiem, który popadł w długi. Dziewczyna pomaga swojej mamie, która zarabia jako praczka, lecz marzy jej się lepsze życie. W Wigilię Bożego Narodzenia Lousia włucząz się ulicami miasta spotyka spotyka swoją dawną przyjaciółkę ze szkoły - Jannie. Od niej dowiaduje się, że Mitfordowie poszukują niańki dla swoich dzieci. Długi Stepena rosną i czas je spłacić. Ale za co? Mężczyzna uprowadza Louisę i zmusza ją do prostytucji, aby spłacić jeden z długów. Dziewczynie udaje się uciec a jednocześnie zdobywa list, dzięki któremu może rozpocząć nowe życie. Mimo trudów udaje jej się dostać pracę oraz uciec od biedy i bezwzględnego wuja. W tym samym czasie w dochodzi do morderstwa w pociągu, a do miejsca zbrodni zostaje wezwany Guy i jego partner Harry. Ofiarą jest pielęgniarka służąca na wojnie - Florence Nightingle Shore. Brak świadków i narzędzia zbrodni świadczy tylko o jednym – sprawa zostaje zamknięta, a morderca nie ujęty. Jednak Guy na własną rękę próbuje rozwiązać zagadkową sprawę morderstwa, a pomgać będzie mu Louisa i córka Mitfordów.

Autentyczna zbrodnia

Historia opisana w książce bazuje na prawdziwych wydarzeniach. Florence Nightingle Shore napadnięto w styczniu 1920 roku w pociągu linii Londyn-Brighton. Niestety kobieta parę dni później zmarła. Przesłuchania świadków autorka zaczerpnęła z gazet wydawanych w dni rozpraw u koronera. Nie tylko Florence to autentyczna postać, także Mabel Rogers oraz rodzina Mitfordów. Autorka napisała powieść zgrabnie łącząc ze sobą fikcję literacką z faktami. Autorce udało się wprowadzić mnie w klimat tamtych lat oraz dobrze opisała rozwarstwienie społeczne, pokazując kontrast pomiędzy radosnym, pełnym przepychu i wystawnych balów życiu bogaczy a ubogich ludzi, których ledwie stać na chleb.

Prawdziwa historia to za mało

Bazowanie na prawdziwej historii morderstwa, oraz zaangażowanie w nie dwóch młodych dam z różnych sfer społecznych, brzmi świetnie. Jednak co z resztą? Niestety książka z kryminałem ma niewiele wspólnego. Większość rozdziałów opisuje codzienne życie dziewcząt, które raz na jakiś czas odkryją pewien szczegół w sprawie. Niestety nie odczułam, aby główne bohaterki były „zdeterminowane by dotrzeć do prawdy”. Jedyną osobą, która cały czas próbuje rozwikłać sprawę jest Guy. To dzięki niemu czytelnik otrzymuje informacje na temat postępów w śledztwie. Niestety śledztwo stoi w miejscu, gdyż nie ma świadków ani narzędzia zbrodni. Młody policjant stawia na szali swoją reputację i służbę, aby tylko odnaleźć mordercę. Czy mu się to uda?

Niedociągnięcia

W książce nie brakuje niedociągnięć. Najbardziej w oczy rzucał mi się niedopracowany wątek z Louisą i jej matką. Po tym jak dziewczyna ucieka od wujka od razu trafia do Mitfordów. W historii nie było żadnej wzmianki, aby dziewczyna po tym wydarzeniu kontaktowała się z matką. Dla mnie, jako czytelnika wygląda to jak ucieczka, gdzie matka powinna zamartwiać się ze strachu o córkę. Jednak w późniejszych rozdziałach matka i córka spotykają się, jakby nic się nie wydarzyło.

Podsumowanie

"Morderstwo w pociągu" to lekka historia, której bliżej do obyczajówki niż kryminału z górnej półki. Mimo niedociągnięć i trochę przewidywalnego przebiegu śledztwa, spędziłam z książką miło czas. Wątek kryminalny nie jest mocną stroną tej historii, więc wielbiciele akcji trzymającej w napięciu, zawiłych zagadek i wielu niewiadomych mogą poczuć się zawiedzeni. "Morderstwo w pociągu" to książka dla miłośników lat 20. XX wieku, którzy chcą umilić sobie sobotnie wieczory.

https://www.mowmikate.pl/2018/05/jessica-fellowes-morderstwo-w-pociagu.html

Ocena 
16-05-2018

"Doprowadzeni na skraj rozpaczy jesteśmy zdolni do czynów, o jakie nigdy byśmy się nie podejrzewali."

Lekka, prosta, przystępna, prowadzona w spokojnych rytmach lektura, na wypełnienie wolnego wieczoru, nie wprowadza w ekscytujący dreszczyk, ale też nie naprzykrza się nudną fabułą. Przyjemne zaczytanie w kryminalnych i obyczajowych rytmach. Ciekawie zaplecione wątki, choć wkrada się sporo przewidywalności. Atutem książki jest osadzenie akcji w klimacie retro, rok dziewiętnasty, dwudziesty i dwudziesty pierwszy ubiegłego wieku. Anglia dochodzi do siebie po wojennych zmaganiach, społeczeństwo stara się z nadzieją patrzeć w przyszłość, jednak wciąż pozostaje w klasowych podziałach. Mimo, że książka nie należy do mocno ambitnych, sympatycznie spędza się z nią czas. Dobrze sprawdzi się podczas odciągania myśli od problemów codzienności, tak aby na chwilę przenieść się w fikcyjną przeszłość bazującą na kilku prawdziwych wydarzeniach.

Podczas podróży pociągiem zamordowana zostaje Florence Shore, dyplomowana pielęgniarka, która niedawno skończyła służbę wojskową, a teraz postanowiła odwiedzić przyjaciółkę. Brakuje narzędzia zbrodni, świadków, motywu, śledztwo utyka w martwym punkcie, nikt nie zostaje aresztowany. Skradziono trochę pieniędzy i biżuterii, ale to nie usprawiedliwia tak brutalnego ataku, którego celem była śmierć ofiary. Przyglądamy się dociekaniu prawdy z dwóch perspektyw, jedną reprezentuje Guy Sullivan, funkcjonariusz policji kolejowej, a drugą Louisa Cannon, osiemnastolatka pracująca jako niania w bogatej arystokratycznej rodzinie. Poznajemy też młodziutką Nancy Mitford, rezolutną, dociekliwą i pełną temperamentu osóbkę. W miarę nasilania dociekań, przeprowadzania rozmów, poznawania zawartości listów, pojawia się coraz więcej zagadkowych wątków zapewniających zajmujące układanie detektywistycznych puzzli.

bookendorfina.pl

Ocena 
15-05-2018

Fakty i fikcja w powieści retro.

Historia morderstwa, zawikłana intryga, prowadzone śledztwo policyjne, poszlaki, podejrzenia stały się inspiracją do napisania przez Jessicę Fellowes powieści będącej wynikiem pomieszania faktów i fikcji. Autorka wykorzystała bowiem ówczesne raporty, wywiady ze świadkami i doniesienia prasowe z prowadzonego śledztwa, aby odtworzyć wydarzenia. Nota bene rodzina Mitfordów również jest rzeczywista. David Mitford (1878-1958) był drugim baronem Redesdale, ojcem sześciu córek (Nancy, Pameli, Diany, Unity, Jessica, Deborah) i jednego syna (Thomasa), który po wybuchu I wojny światowej natychmiast dołączył do Northumberland Fusiliers (Fizylierów). Mianowany porucznikiem, służył jako oficer logistyki we Flandrii, gdzie wsławił się odwagą w drugiej bitwie pod Ypres, w której zginął jego starszy brat Klemens. Mając tylko jedno płuco, jako kapitan został zwolniony z czynnej służby w 1916 r. Po śmierci ojca w tymże roku został lordem Redesdale. Posiadłość Asthall Manor została przez niego kupiona i rozbudowana. Niektóre fakty autorka zmieniła na korzyść powieści.
Lubię powieści, w których prawda historyczna odgrywa doniosłą rolę w budowaniu fabuły. W dodatku autorka stworzyła wyraziste postacie. Fellowes doskonale uchwyciła atmosferę wczesnych lat 20., kiedy skończyła się wojna, ale właściwie nic nie wróciło do normy. Brakowało mężczyzn, a wielu żołnierzy, którzy wrócili do domów odniosło rany fizyczne i psychiczne. Nadal widoczny jest brytyjski podział klasowy, w którym głównym sposobem na życie i przetrwanie są metody odnoszące się do przemocy i zastraszania. Książka godna polecenia, która plasuje się w gatunku książek Golden Age Mystery.

http://slowemmalowane.blogspot.com/2018/05/jessica-fellowes-morderstwo-w-pociagu.html

Ocena 
15-05-2018

Polecam!

Louisa Cannon wraz ze swoją matką wiedzie biedne i monotonne życie. Po śmierci ojca, którą obie przeżyły bardzo boleśnie, do ich domu sprowadza się jeden z wujków Louisy, za którym to dziewiętnastolatka nie przepada. Ten tajemniczy i odrażający mężczyzna w szybkim czasie pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Jest krętaczem i hazardzistą. Aby spłacić długi u jednego ze swoich dłużników, wpada na pomysł oddania mu...Louisy, z którą to dłużnik miałby spędzić noc. Kiedy dziewczyna dowiaduje się o zamiarach wujka postanawia uciec z domu. Nawet w najśmielszych snach nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele ta decyzja zmieni w jej życiu...



Jessica Fellowes to dziennikarka i pisarka. Dotychczas współpracowała z takimi tytułami, jak np. Mail on Sunday, Daily Telegraph, czy Sunday Times.



"Morderstwo w pociągu" to powieść idealnie oddająca klimat dwudziestowiecznego Londynu. Mamy tutaj bowiem wszystko : począwszy od biedy, skończywszy na tajemniczych morderstwach i intrygach, jakie im towarzyszyły.



Autorka, spisując losy Louisy wplotła w fabułę zabójstwo, które miało miejsce w rzeczywistości. W tajemniczych okolicznościach zostaje zabita pielęgniarka, niejaka Florence Nightingale Shore. Kobieta została odnaleziona przez konduktorów w pociągu. Sprawa od samego początku była szeroko komentowana i zarazem niezwykle tajemnicza. Każdego dnia przybywało nowych wątków w sprawie, budząc przy tym coraz większą ciekawość wśród społeczeństwa. Jessica Fellowes wręcz po mistrzowsku stworzyła niejako tę historię na nowo, wymyślając swoją wersję wydarzeń.



Jak to w dobrym kryminale bywa nie zabraknie w tej książce intryg, aury tajemniczości, ciągłych zwrotów akcji, czy też wielobarwnych, ciekawych postaci.



Jeśli zatem nie mieliście jeszcze okazji do lektury tej powieści, to koniecznie musicie to nadrobić. Moc wrażeń gwarantowana!

Ocena 
15-05-2018

Klimatyczny kryminał

Powojenny Londyn, dworzec Victoria, ostatni przedział pociągu. To dokładnie w tym miejscu doszło to okrutnej zbrodni - zamordowania powszechnie szanowanej pielęgniarki, Florence Nightingale Shore. Brak jakichkolwiek poszlak czy też dowodów zbrodni sprawiają, że wkrótce śledztwo w sprawie śmierci kobiety zostaje umorzone. Jedynie Guy Sullivan, jeden z członków policji kolejowej postanawia nie dać za wygraną oraz wciąż szukać mających rozwiązać tę sprawę tropów, tym razem jednak na własną rękę. Pomoże mu w tym Lousie, młoda dziewczyna, która właśnie dostała pracę opiekunki w poważanej arystokratycznej rodzinie Mitfordów. Wraz z równie zafascynową tą sprawą Nancy, jej najstarszą i zarazem zbliżoną wiekiem podopieczną, rozpoczną własne dochodzenie, mające na celu ujęcie bezwzględnego sprawcy. Jakie mroczne tajemnice odkryje razem cała trójka? Czy wspólnie uda im się rozwikłać tożsamość mordercy?

"Wszystkich walczących tu żołnierzy paraliżuje szok i strach, nieustający huk ostrzału artyleryjskiego, kolejne nieprzespane noce, zimne i mokre błoto, mimo że jest lato. (...) Nic nie jest normalne, życie codziennie nie niesie tutaj pociechy."

"Morderstwo w pociągu" jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W pozycji tej poprowadzona została narracja w trzeciej osobie, która moim zdaniem w kryminałach sprawdza się najlepiej i szczerze mówiąc, przy tak sporej liczbie bohaterów i wątków nie wyobrażam sobie, by mogłoby być inaczej. Dodatkowo w historii tej pojawiają się również listy Florence z 1919, które, przebywając w Ypres, pielęgniarka pisała do swojej najbliższej przyjaciółki. Dzięki temu zabiegowi nie tylko przenosimy się w sam środek okrutnej wojny, ale również bliżej poznajemy samą ofiarę morderstwa. Myślę, że część z Was może zaintrygować również fakt, iż pozycja ta została zainspirowana prawdziwym zabójstwem z dwunastego stycznia 1920 roku, a ku czci kobiety wybudowano Szpital Pamięci Florence Nightingale Shore.

Wykreowane przez Fellowes postaci są niezwykle charakterystyczne, a liczne wady czynią ich jeszcze bardziej autentycznymi. Louise to młoda, silna kobieta, która niedawno straciła ojca, a problemy z bezwzględnym stryjem sprawiły, że nie czuła się już bezpiecznie we własnym domu. Dlatego też, gdy dzięki poleceniu dawnej przyjaciółki dostaje pracę opiekunki w Asthall Manor, siedzibie rodziny Mitfordów, po raz pierwszy odzyskuje nadzieję na lepsze życie. Tam też poznaje niewiele młodszą Nancy, nieugiętą i lekko rozpuszczoną arystokratkę, z którą wkrótce nawiązuje bliższą więź. W historii pojawia się również Guy Sullivan, członek policji kolejowej, dla którego sprawa zamordowanej Florence staje się priorytetem. To nieśmiały, ale za to niesamowicie moralny i odważny człowiek, którego stać na o wiele więcej, niż wszyscy myślą. Postaci drugoplanowe również budzą sporo emocji, wśród nich znajduje się Roland, były żołnierz, na którym wojna odcisnęła swoje piętno oraz przyjaciółka ofiary Mabel, która wciąż nie może pogodzić się z jej przedwczesną śmiercią.

Styl autorki kupił mnie już od pierwszych stron. Fellowes posługuje się niezwykle przyjemnym w odbiorze, lekkim piórem, który w połączeniu z krótkimi rozdziałami sprawia, że pozycja niemal czyta się sama. Nie można odmówić jej również zdolności do tworzenia niezwykle plastycznych, drobiazgowych opisów, które przenoszą nas wprost do powojennego Londynu, zachwycając tym samym czytelnika niepowtarzalnym klimatem. Akcja niemal od pierwszych stron nabiera sporego tempa, które utrzymuje się aż do samego końca, a wielowątkowa, przeplatająca się fabuła skutecznie buduje narastające napięcie. Jeżeli natomiast chodzi o samego mordercę, mniej więcej w połowie książki obrałam swój typ, i gdy pozycja chyliła się ku końcowi byłam nawet lekko rozczarowana, że udało mi się go rozgryźć. Jednak ostatnie rozdziały sprawiły, że z lekkim niedowierzaniem przewracałam pozostałe kartki, które ostatecznie ułożyły historię w zaskakującą, spójną całość. Dodatkowo autorka w ciekawy sposób zobrazowała rażące różnice pomiędzy poszczególnymi warstwami społecznymi oraz miażdżące skutki przebywania na wojnie, która zakorzenia się głęboko w człowieku, nieodwracalnie go zmieniając.

Podsumowując, "Morderstwo w pociągu" to świetnie skonstruowany, wielowątkowy kryminał, który powala niespodziewanym zakończeniem. Jeżeli macie ochotę przenieść się na chwilę do klimatycznego, powojennego Londynu i spróbować samemu odkryć tożsamość mordercy, to pozycja idealna dla Was!

Ocena 
13-05-2018

Zagadka pewnego morderstwa

W roku 1919, Louise Cannon miała jedno marzenie, pragnęła uciec z Londynu, gdzie, jak wielu innych mieszkańców miasta, klepała biedę. Przede wszystkim jednak chciała zniknąć z oczu wuja, bardzo niebezpiecznego człowieka, który miał wobec niej wyjątkowo niecne plany. Historia młodej dziewczyny, której udało się otrzymać pracę w siedzibie dobrze znanej arystokratycznej rodziny Mitfordów, została zgrabnie wpleciona w opowieść o pielęgniarce Florence Nightingale Shore, która została napadnięta 12 stycznia 1920 roku w pociągu linii Londyn - Brighton, a kilka dni później zmarła w szpitalu. Autorka powieści kryminalnej "Zabójstwo w pociągu" - Jessica Fellowes - zainspirowana prawdziwym zabójstwem z 1920 roku, postanowiła opowiedzieć nam - współczesnym - o ludziach epoki, która wprawdzie minęła, ale wciąż zachwyca nas klimatem i obyczajowością.

Powieść kryminalna autorki znanej z książek towarzyszących powstaniu serialowi "Downton Abbey", czytając "Morderstwo w pociągu", z pewnością poczują się jak w domu. Oto bowiem, kolejny raz będą mieli okazję zajrzeć do arystokratycznej, pięknie położonej, wiejskiej posiadłości. A w niej poznać mieszkańców z ich doskonałymi manierami, strojami, błyszczącymi klejnotami i przywilejami, które pozwalały im zachować ważne miejsce w społeczeństwie pierwszej połowy XX wieku.
"Morderstwo w pociągu" zapowiada serię powieści o prawdziwych siostrach Mitford – Nancy, Pameli, Dianie, Unity, Jessice i Deborah – które dzięki swym niewiarygodnym życiorysom stały się postaciami kultowymi, a ich często skrajne poglądy i pasje doskonale oddawały polityczne i społeczne nieporozumienia okresu międzywojennego. Biorąc pod uwagę historię życia sióstr, wypełnionego po brzegi skandalami, można spodziewać się naprawdę pasjonującej serii powieściowej autorstwa Jessici Fellowes. Moim zdaniem, warto będzie sięgnąć po kolejne tomy. "Morderstwo w pociągu" czyta się świetnie, przede wszystkim za sprawą dobrego, lekkiego stylu pisania autorki, odpowiedniej dozy angielskiego humoru oraz dobrze skrojonym postaciom, zarówno tym prawdziwym, jak i fikcyjnym. Włączenie historii prawdziwego morderstwa, dokonanego na wyjątkowo znanej i cenionej postaci, która stała się bohaterką wojenną, uważam za ciekawy pomysł. Prawdziwe śledztwo nigdy nie przyniosło rozwiązania, nie pozwoliło również poznać tożsamości sprawcy lub sprawców. Natomiast Jessica Fellowes pozwoliła sobie na własną interpretację śledztwa i jego wyników.
W związku z tym ważnymi postaciami w powieści stał się duet a właściwie trójkąt złożony z Nancy Mitford - najstarszej spośród znanych sióstr, następnie Louise Cannon, która stała się powiernicą Nancy oraz Guya Sullivana, policjanta kolejowego, który pomimo skromnego charakteru swoich obowiązków chce zaskarbić sobie szacunek rodziny i znajomych, ponieważ nie mógł walczyć w Wielkiej Wojnie, jak jego bracia.
Troje bohaterów prowadzi śledztwo, łącząc ze sobą kolejne wątki i prowadząc wiele rozmów z mniej lub bardziej podejrzanymi w sprawie morderstwa słynnej Florence. Ich działania prowadzą nas w różne miejsca, nie tylko w Londynie. Przysłuchując się prowadzonym przez bohaterów dialogom, warto przysiąść z nimi na jednej z ławek, skosztować najlepszych frytek w mieście, podziwiać wczesną, londyńską wiosnę, a nawet zajrzeć do kilku balowych sal.

Jessica Fellowes napisała powieść w bardzo dobrym stylu, świetnie oddała klimat epoki, zadbała o wiele szczegółów z życia codziennego, nie tylko ówczesnych arystokratów. Poza tym "Morderstwo w pociągu" to klasyczna powieść kryminalna, nawiązująca do twórczości najbardziej znanej pisarki kryminałów - Agaty Christie.
Powieść, która świetnie łączy klasyczny i współczesny sposób prowadzenia kryminalnego śledztwa, czyta się dobrze. Jeśli macie ochotę przenieść się w czasy emancypacji kobiet, zadać nieco szyku modą retro, i rozwiązać zagadkę kryminalną, przeczytajcie, proszę, "Morderstwo w pociągu".

Ocena 
13-05-2018

Morderstwo w pociągu

Anglia, 1920 rok.
Florence Nightingale Shore to emerytowana pielęgniarka, która poznała smak wojny, opiekując się rannymi żołnierzami. Teraz jedyne czego pragnie, to znaleźć własny kąt gdzieś na obrzeżach miasta i tam dożyć spokojnej starości. Niestety nie będzie jej to dane. Podczas podróży pociągiem do swojej przyjaciółki, zostaje zaatakowana. A wskutek odniesionych obrażeń umiera w szpitalu kilka dni później. Policja z braku dowodów bardzo szybko umarza śledztwo, jednak jeden z funkcjonariuszy- Guy Sullivan nie daje za wygraną i postanawia na własną rękę odnaleźć sprawcę.
Nie tylko on prowadzi dochodzenie. Jest ktoś jeszcze. Szesnastoletnia Nancy Mitford, która czuje się wstrząśnięta śmiercią powszechnie szanowanej osoby. Postanawia poszukać świadków, dokumentów, śladów, czegokolwiek, co mogłoby stać się wskazówką, która doprowadzi ją do podejrzanego. W swoje działania wciąga Luisę Cannon, która pracuje w domu Mitfordów jako opiekuna do dzieci. Wkrótce udaje im się trafić na właściwy trop, jednak dotarcie do prawdy okaże się trudniejsze niż myślały, gdyż odpowiedzialna za zbrodnię osoba zrobi wszystko, by jej tajemnica nigdy nie wyszła na jaw.
„Morderstwo w pociągu” to pierwsza powieść kryminalna Jessiki Fellowes, która stworzyła serię „Downton Abbey” bazującą na fabule popularnego serialu. Za inspirację do stworzenia kryminału posłużyło autorce rzeczywiste zabójstwo wspomnianej Florence Nightingale Shore. Zresztą kobieta to nie jedyna autentyczna postać, są nimi także członkowie arystokratycznej rodziny Mitfordów.
Lubię kryminały i lubię powieści, gdzie dobrze zarysowana jest warstwa społeczno - historyczna, zatem byłam przekonana, że w tej powieści znajdę coś dla siebie. I przyznam, że chociaż fabularnie nie wszystko okazało się strzałem w dziesiątkę, to warstwa obyczajowa okazała się interesująca. Autorka sugestywnie nakreśla obraz powojennej Anglii i spustoszenia jakie ta wojna pozostawiła, przede wszystkim w psychice żołnierzy w niej uczestniczących. Ponadto Jessica Fellowes zwraca uwagę na pozycję kobiet w latach 20-tych minionego wieku. Jej powieść to także obraz społeczeństwa podzielonego na klasy oraz relacji rodzinnych, które właściwie podporządkowane są obowiązującym normom (widoczne jest to przede wszystkim w relacji rodziny Mitfordów).
Słabszym elementem okazał się wątek kryminalny. Już sam fakt, że dochodzenie prowadziła szesnastolatka był dla mnie nieco kuriozalny. Owszem pomagał jej Sullivan, jednak mimo wszystko taki obrót sprawy mnie nie przekonywał. Przyznam, że momentami ślady zapędzały mnie (i bohaterów) w ślepą uliczkę, jednak sam finał śledztwa okazał się dla mnie rozczarowujący. Wspomnę tylko, że pomyślne zamknięcie sprawy jest fikcją literacką, gdyż w rzeczywistości sprawcy nigdy nie odnaleziono.
Podsumowując, „Morderstwo w pociągu” dla mnie jest powieścią przede wszystkim obyczajową, gdzie wątek kryminalny jest tylko jedną z jej warstw. Autorka zgrabnie połączyła fakty z fikcją literacką, jednak mnie zabrakło tego czegoś, co sprawia, że historia pochłania mnie bez reszty.

Ocena 
11-05-2018

Niespodzianka w powojennej Anglii

Anglia 1919 - 1921. Louisa Cannon od śmierci ojca mieszka wraz z matką oraz stryjem, który ma wobec niej coraz podlejsze zamiary. Dziewczyna, aby wyrwać się z jego szponów, przyjmuje pracę w Asthall Manor, siedzibie arystokratycznej rodziny Mitfordów, którą dostaje dzięki protekcji przyjaciółki. Louisa ma zajmować się opieką nad szóstką dzieci Lady Redesdale, jednak jej praca koncentruje się głównie na doglądaniu najstarszej córki, uwielbiającej tajemnice Nancy. Obie dziewczyny są zaintrygowane zagadkowym morderstwem znanej i szanowanej pielęgniarki wojennej Florence Nightingale Shore – czy był to napad rabunkowy, czy też zemsta mająca powiązanie z wydarzeniami na froncie? Louisa i Nancy coraz bardziej angażują się w śledztwo, gromadząc fakty i rozmawiając z osobami, które mogły mieć coś wspólnego z zabójstwem. Są zdeterminowane, aby dotrzeć do prawdy, jednak morderca z taką samą determinacją będzie próbował im przeszkodzić.

W czytaniu książek zawsze zachwycało mnie jedno uczucie, powiedziałabym, że lepsze nawet od tego, towarzyszącego nam, gdy skończymy fantastyczną książkę: jest to pełne podziwu zaskoczenie, gdy niepozorna powieść, po której nie spodziewaliście się niczego konkretnego, okazuje się prawdziwie zachwycającą historią. Można powiedzieć, że u mnie to uczucie pojawia się najczęściej przy książkach wydawnictwa Harper Collins, które rzadko wydaje pozycje popularne i powszechnie znane, a raczej koncentruje się na tych, o których mało kto słyszał. Oczywiście nie zdarza się to zawsze, ale kilkukrotnie, sięgając po książki Harper Collins, spotkało mnie już cudowne zaskoczenie, które sprawia, że daną historię zapamiętuję na zawsze. Tak też było z Morderstwem w pociągu.

Historię poznajemy z dwóch punktów widzenia, które występują naprzemiennie w kolejnych rozdziałach: pierwszym jest perspektywa Louisy przebywającej w domu rodziny Mitfordów, powiązanej swoją drogą w pewien sposób z zaistniałą zbrodnią, a drugim perspektywa Guya, policjanta, który – jak można się domyślić – wkrótce zaczyna na własną rękę podejmować próby rozwiązania zagadki morderstwa. Losy Louisy i Guya splatają się ze sobą i po pewnym czasie bohaterowie działają wspólnie, a są oni parą, która współgra razem doskonale.

Powieść Jessiki Fellowes na pierwszy rzut oka może nie różni się od innych kryminałów – przecież istnieje ograniczona ilość motywów morderstwa, możliwości usytuowania akcji, kreacji bohaterów i tak dalej. Jeśli przeczytało się już całkiem sporą ilość książek tego gatunku coraz trudniej jest zostać zaskoczonym czymś nowym. Tymczasem Morderstwo w pociągu odznacza się na tle swoich kryminalnych konkurentów pod wieloma aspektami. Po pierwsze, za każdym razem, gdy otwieramy książkę, przenosimy się do czasów, które opisuje. Nie zawsze tak bywa, prawda? Czasem wprawdzie błądzimy podczas czytania myślami gdzieś w okolicach fabuły, wyobrażając sobie, jak by to było żyć w czasach średniowiecznych, wiktoriańskich czy też wojennych. Jednak niewiele książek sprawia, że momentalnie stajecie się częścią danej epoki, żywo czując panujący w niej klimat. Powojenna Anglia miała bardzo specyficzny charakter i autorka doskonale zdołała go oddać.

Jessica Fellowes specjalizuje się w opisach: czy to miejsc, czy też wydarzeń lub postaci. Są one barwne, zdecydowanie nienudne i pełne życia oraz klimatu, który pojawia się nawet w tych nie-dialogowych partiach. Dodatkowo w książce ukazany jest podział społeczeństwa – zarówno życie ledwie wiążących koniec z końcem mieszczan, jak i bogatych arystokratów mieszkających na przedmieściach. Jestem pewna, że każdy, kto choć w minimalnym stopniu jest zainteresowany historią Anglii, będzie zadowolony, mogąc porównać oba style życia i zachowanie.

Morderstwo w pociągu nieustannie przywodzi mi na myśl powieści Agaty Christie. Książka Jessiki Fellowes nie jest bowiem podobna do tych „nowoczesnych” kryminałów, w stylu chociażby Jo Nesbo lub Roberta Galbraitha, lecz przypomina kryminały z ubiegłego wieku. Można powiedzieć, że jest połączeniem staromodnego gatunku Agaty Christie z nieco bardziej aktualną formą przekazu. Jeśli zastanawiacie się, jak autorce wyszło wykonanie takiej mieszanki, nie musicie się obawiać – zrobiła to ona znakomicie.

Może kryjąca się w książce zbrodnia sama w sobie nie mrozi krwi w żyłach, nie przeraża i nie szokuje, ale dochodzenie do niej jest wystarczająco wciągające i ciekawe. Pewne z moich przypuszczeń co do tożsamości mordercy, które wysnułam na samym początku powieści, okazały się słuszne, więc widać, że nie jest to najbardziej skomplikowana zagadka na świecie. Ale właściwie to nie o nią tu chodzi – znacznie ważniejsza jest atmosfera, jaką roztacza książka i moc, z jaką pochłania czytelnika, wciągając go do swojego świata.

Morderstwo w pociągu to książka, której świetności absolutnie się nie spodziewałam, była więc tym lepsza dzięki elementowi zaskoczenia. Jest to kryminał, który przenosi czytelnika wprost do XX-wiecznej Anglii, oczarowując go klimatycznością przestrzeni. Dodatkowo towarzyszy nam intrygująca zagadka z wojennym motywem w tle. Czegóż chcieć więcej? Gorąco polecam Wam powieść Jessiki Fellowes!

booksofsoula.blogspot.com

Ocena 
11-05-2018

Powieść dla miłośników kryminałów retro opartych na faktach

12 stycznia 1920 roku na stacji Bexhill w jednym z przedziałów pociągu na linii Brighton jadącego z Londynu do St Leonards znaleziono ciężko ranną piędziesięciopięcioletnią Florence Nightingale Shore – pielęgniarkę, która przez lata służyła krajowi, opiekując się rannymi żołnierzami walczącymi podczas I wojny światowej. Po kilku dniach kobieta zmarła w wyniku odniesionych ran. Nigdy niewyjaśnione, bardzo tajemnicze i brutalne zabójstwo odważnej pielęgniarki zainspirowało brytyjską pisarkę Jessicę Fellowes do stworzenia powieści kryminalnej „Morderstwo w pociągu”.

Utwór Fellowes stanowi połączenie powieści obyczajowej i detektywistycznej, w którym trójka pragnących rozwiązać zagadkę tajemniczej zbrodni bohaterów – znudzona i rządna przygód panna z dobrego domu Nancy Mitford, jej opiekunka i przyjaciółka Louisa Cannon oraz funkcjonariusz policji kolejowej Guy Sullivan - będzie starała się na własną rękę odkryć tożsamość mordercy. Śledztwo jest długie i nużące - brak dowodów, świadków i poszlak sprawiają, że bohaterowie muszą naprawdę się wysilić, by odkryć choćby małą wskazówkę przybliżającą ich do prawdy o wydarzeniach, do których doszło w zamkniętym przedziale pociągu. By nie znudzić czytelnika mozolnym śledztwem, pisarka wprowadziła do powieści jeszcze jeden wątek kryminalny związany z postacią Louisy i jej okrutnego wuja, który chce ją wykorzystać do nielegalnych celów.

Jessica Fellowes napisała fajną i przyjemną w odbiorze powieść, która przypomina nieco prozę Jane Austin (warstwa obyczajowa) i Charlesa Dickensa (opis angielskiego społeczeństwa) połączoną z kryminałem w stylu Agaty Christie. Szczególnie polecam ten tytuł miłośnikom literatury stylizowanej na angielską klasykę oraz fanom kryminałów retro.

Ocena 
10-05-2018

Kryminał w klimacie retro

Uwielbiam powieści toczące się w czasach około-wiktoriańskich, ich klimat, tło społeczno-historyczne, konwenanse, staroświeckie podejście bohaterów do życia. Ostatnio mam szczęście do doskonałych kryminałów, których akcja rozgrywa się właśnie na przełomie XIX i XX wieku. Dzisiaj pora na „Morderstwo w pociągu” Jessici Fellowes, gdzie akcja toczy się zaledwie 20 lat po śmierci królowej Wiktorii. Pani Fellowes, o czym warto wspomnieć, jest najbardziej znana z książek na podstawie których powstał popularny serial „Downton Abbey”. „Morderstwo w pociągu” to jej pierwszy kryminał, a po jego przeczytaniu wróżę autorce pełną sukcesów karierę w pisaniu tego typu powieści.

Przejdźmy zatem do fabuły książki.

Początek powieści to ostatnie chwile życia 55-letniej Florence Nightingale Shore – szanowanej pielęgniarki z wieloletnim doświadczeniem, która w czasie dopiero co ukończonej I wojny światowej z wielkim oddaniem pielęgnowała rannych i chorych żołnierzy. Była wykształconą kobietą z klasy średniej, poważnie podchodzącą do życia. 12 stycznia 1920 roku na dworcu Victoria w Londynie wsiadła ona do ostatniego wagonu pociągu jadącego do St. Leonards. Mieszkała tam jej dobra przyjaciółka Rosa, którą często odwiedzała pozostając u niej w gościnie przez tydzień lub dwa. Odprowadziła ją inna przyjaciółka – Mabel Rogers – starannie wybierając Florence miejsce w przedziale. Tuż przed odjazdem pociągu, do wagonu wsiadł młody mężczyzna, bez płaszcza i bagażu.

Kilka godzin później pasażerowie znajdują Florence poważnie ranną w głowę. Ślady wskazują iż została brutalnie napadnięta i otrzymała kilka ciosów w skroń bliżej nie zidentyfikowanym twardym przedmiotem. Kobieta wkrótce umiera nie odzyskawszy przytomności i rozpoczyna się śledztwo by znaleźć jej mordercę. Angażuje się w nie dwóch młodych i bardzo ambitnych funkcjonariuszy policji kolejowej: Guy Sullivan i Harry Conlon. Zwłaszcza ten pierwszy marzy o rozwiązaniu kryminalnej zagadki, co mogłoby mu przynieść awans i przeniesienie do Scotland Yardu.

Akcja książki do pewnego momentu toczy się dwutorowo. Jednocześnie bowiem obserwujemy losy 18-letniej Louise Cannon. Pochodząca z bardzo biednego domu, dramatycznie poszukuje pracy by wyrwać się z nędzy i uciec przed prześladującym ją stryjem, który w brutalny sposób chce ją wykorzystać w swoich nielegalnych interesach. Cudownym zrządzeniem losu, Louise znajduje pracę u arystokratycznej rodziny Mitfordów. Opiekuje się tam gromadką dzieci zżywając się przede wszystkim z najstarszą 16-letnią Nancy. Dziewczęta czytają w gazecie o morderstwie Florence Nightingale Shore i zaczynają snuć domysły na temat motywu zbrodni i osoby mordercy. Za namową bardzo spostrzegawczej i dociekliwej Nancy prowadzą swoje małe śledztwo, którego wyniki okażą się później niezwykle ważne.

Oba wątki – ten policyjno-kryminalny oraz dzieje Louisy bardzo szybko się przecinają. Książkę czyta się z wielką przyjemnością. Jest napisana pięknym stylem i z lekkością przenosi czytelników do epoki długich sukien, balów i karet zaprzężonych w konie. Zagadka kryminalna zaskakuje swoim rozwiązaniem. Jest więc cudowny klimat, napięcie, czające się w mroku niebezpieczeństwo, zaskoczenie, ale też wielka miłość ….

Bardzo polecam!

Ocena 
10-05-2018

SWIETNA

Zapewne na wstępie chcesz wiedzieć, czy warto po nią sięgać. Czy świetna? Tak.
Zaczynając od pierwszych stron, autorka wprowadza nas w scenę morderstwa, która jest kluczowa dla całej fabuły, bo to w okół niej będą kręcić się losy bohaterów. Louisa ucieka z domu przed stryjem, na swojej drodze napotyka policjanta Guya, który pomaga jej trafić do rodziny Mitfordów. Louisa została skierowana tam do pracy jako pomoc dla niani. Od samego początku łapie świetny kontakt z najstarszą córką – Nancy i obie zafascynowane śmiercią Florence Shore, próbując rozgryźć zagadkę.
Na tej samej płaszczyźnie czasowej rozgrywa się także wątek policjanta Guya, który uparcie chce prowadzić śledztwo Florence Shore, chociaż szef kazał mu odpuścić. Na dodatek jego dobry przyjaciel Harry zabawnie stwierdza, że wszystkie drogi prowadzą do Louisy i to od niej Guy dostaje różne wskazówki. Losy Guya i Louisy to wątek poboczny, ale równie ciekawy.
Sami bohaterowie są wspaniali, ich nie da się nie lubić. No chyba, że takiego stryja Stephana... Jego wszyscy nie cierpią. Autorka wprowadziła nas w 1919 rok w Anglii i nadała całej historii odpowiedni klimat. Na dodatek wzbogaciła dialogi o humor i sprawiła, że można się uśmiechnąć przy niektórych rozmowach. Jestem tą książką zachwycona od początku do końca, bo nie był to suchy, standardowy kryminał, ale wartka powieść z pobocznymi wątkami i wspaniałym klimatem lat 20. Nie mogłam się od niej oderwać i naprawdę, naprawdę polecam. Zżyłam się z postaciami i mimo, że Harry występował rzadko, to jego również uwielbiam.
Mam nadzieję, że ta książka nie będzie zapomniana, ale właśnie czytelnicy odważa się sięgnąć po powieść mniej znanej autorki. To taka perełka, która zasługuję na duże grono odbiorców, bo jest świetnie napisana od początku do końca.

Napisz recenzję

Napisz recenzję