Kylie i ja nigdy wcześniej nie pełniliśmy służby jako ochrona osobista pani burmistrz Sykes, ale kiedy zgodziła się wystąpić podczas balu charytatywnego Fundacji Silver Bullet, zamówiła nas na ten wieczór.
Dowiedzieliśmy się o tym od naszej szefowej.
– Pani burmistrz chce osobiście zebrać trochę środków – oznajmiła kapitan Cates. – Za trzy i pół roku będzie się starać o reelekcję. Spędzi wieczór w towarzystwie, zacieśniając stosunki z jej największymi donatorami. Chce pokazać, że nie jest tylko obrończynią biedaków, ale że bardzo dba o krezusów. A czy jest lepszy sposób na zademonstrowanie swojej troski o ich dobro, niż zaangażowanie dwojga najbardziej znanych gliniarzy z NYPD Red?
– Dzięki, ale nie – odparła Kylie. – Czy ona nie wie, że już spędzamy sześćdziesiąt godzin w tygodniu, zapewniając superochronę nadmiernie uprzywilejowanym wybrańcom losu? A teraz jeszcze zaprasza nas na jakiś snobistyczny…
– Czy ja użyłam słowa „zaprasza”? – przerwała jej szefowa. – Kiedy ostatni raz czytałam regulamin naszego wydziału, nie znalazłam tam ani jednego zdania na temat „zaproszeń” w hierarchii służbowej. Pani burmistrz zażyczyła sobie, żebym przydzieliła jej do ochrony detektywów Kylie MacDonald i Zacha Jordana. Czujcie się przydzieleni. I nie musicie mi dziękować.
Myślałem, że to będzie najnudniejszy wieczór tego tygodnia. I miałem rację. Do chwili, w której podium wyleciało w powietrze.
To była jedna z tych nagłych i widowiskowych eksplozji. Oślepiający błysk, ogłuszający huk, gęsty dym, smród substancji chemicznej, latające kawałki drewna, szkła, metalu i Dela Fairfaksa.
Bomba wybuchła, gdy burmistrz Sykes zeszła ze sceny i wróciła na miejsce. Mieliśmy ją z Kylie na wyciągnięcie ręki i natychmiast ściągnęliśmy z krzesła, a potem, osłaniając własnymi ciałami, przez chaos torowaliśmy drogę do uprzednio ustalonego wyjścia.
Co najmniej pięćdziesiąt innych zdesperowanych osób wpadło na ten sam pomysł.
Wrzasnąłem do krótkofalówki, przekrzykując hałas:
– Explorer, tu Red One. Vanguard jest bezpieczny. Egress Alfa zablokowane. Kierujemy się w stronę Bravo.
Zrobiliśmy w tył zwrot i pchnęliśmy panią burmistrz w kierunku kuchni. Mieliśmy wolną drogę. Ogromne stalowe centrum operacyjno-kulinarne hotelowego bankietu dla milionerów było niemal puste. Prócz kilku maruderów personel zdołał uciec tylnymi drzwiami przeciwpożarowymi i zejść po schodach do szatni dla pracowników.
Tam wielu z nich uznało, że są już bezpieczni. Co najmniej dwudziestka stała w korytarzu, a niemal każdy z telefonem przy uchu.
– NYPD. Z drogi! Z drogi, do jasnej cholery! – krzyczała Kylie, gdy łokciami torowaliśmy sobie drogę między nimi.
Hotelowy ochroniarz na nasz widok otworzył metalowe drzwi prowadzące na zewnątrz. Poczuwszy chłód powietrza i dźwięki swojego miasta, pani burmistrz przystanęła.
– Jestem na to za stara. Pozwólcie mi złapać oddech – powiedziała.
– Przykro mi, pani burmistrz, ale nie tutaj – odparła stanowczo Kylie. – Jeszcze tylko trzydzieści metrów. Niech pani idzie. Albo zaniesiemy panią z Zachem do auta.
Burmistrz Sykes rzuciła jej nieokreślone spojrzenie, które mogło oznaczać wszystko, od pogardy do wdzięczności.
– Nikt… – wydyszała – nie nosi… Muriel Sykes. Prowadźcie.
Gęsiego weszliśmy w wąską uliczkę i minęliśmy rząd kontenerów na śmieci, a ja wezwałem przez krótkofalówkę ekipę pani burmistrz.
Uliczka wychodziła na Sześćdziesiątą Pierwszą Ulicę między Madison a Piątą Aleją. Kiedy tam dotarliśmy, na chodnik wjechał czarny SUV pani burmistrz. Jej kierowca Charlie wyskoczył z wozu i otworzył szeroko tylne drzwi. Zaoferowałem pani burmistrz pomoc przy wsiadaniu, ale powstrzymała mnie gestem.
– Dalej nie jadę – oznajmiła.
– Proszę pani, nie powinna pani tu być – powiedziała Kylie.
– Jakiś szaleniec właśnie zdetonował bombę w moim mieście, pani detektyw. To moja odpowiedzialność.
– Tak, pani burmistrz, ale szaleńcy mają barbarzyński zwyczaj detonowania kolejnych bomb nakierowanych na ludzi, którzy właśnie uciekli po pierwszym wybuchu – wyjaśniła Kylie. – A my jesteśmy odpowiedzialni za dotarcie z panią w bezpieczne miejsce.
– Pani burmistrz – Charlie włączył się do rozmowy – pani ludzie już organizują sztab dowodzenia w Park Avenue Armory. Dowiozę tam panią w dwie minuty.
Kryzys został zażegnany. Burmistrz Sykes wsiadła do auta, zamknęła drzwi i opuściła okno.
– Dziękuję państwu – powiedziała.
I tyle. Dwa słowa, po których okno samochodu znowu powędrowało w górę.
W ciągu paru sekund ogromny kuloodporny ford explorer ruszył na pełnym gazie z wyciem syren i sygnałami świetlnymi, wioząc Muriel Sykes na najdłuższą noc jej raczkującej administracji.
– Nienawidzę tych nudnych zadań ochroniarskich – stwierdziła Kylie. – Wracajmy do prawdziwej policyjnej roboty.
Puściliśmy się pędem ciasną uliczką z powrotem do hotelu, a tam schodami na górę do wypełnionej dymem sali balowej.
 
***
 
Dołączyliśmy do tych, którzy ruszyli na pomoc rannym. Początkowo byli to tylko policjanci i strażacy, ale kiedy bomba wybucha w miejscu publicznym, wywołuje w ludziach odruch Pawłowa. Wszystkie organy ochrony porządku publicznego zaczęły się ślinić.
W programach informacyjnych o dziesiątej hotel Pierre był już najbardziej znanym w Stanach miejscem przestępstwa. I wszyscy – federalni, policja stanowa, policja nowojorska, strażacy, a nawet wydział narkotyków – chcieli mieć swój udział w akcji.
Na szczęście pył bitwy o wpływy opadł szybciej, niż szara gryząca chmura w Sali Kotylionowej. Kylie i ja dostaliśmy za partnera Howarda Malleya, speca od materiałów wybuchowych z FBI, na którego już kiedyś wpadliśmy.
Malley jest wszystkowidzącym, nieustępliwym i szczerym do bólu śledczym, który potrafi wkurzyć się jak kobra, gdy ktoś się z nim nie zgadza. Krótko mówiąc, w tym względzie przypominał Kylie. Może dlatego go lubiłem.
Włożyliśmy odpowiedni strój – jednorazowe kombinezony, buty, maski na twarz – i weszliśmy do strefy zero. Tył sali był prawie nietknięty. Kompozycje kwiatowe i kieliszki do wina nadal stały na niektórych stołach i czekały na uprzątnięcie.
Podeszliśmy do miejsca, w którym niecałą godzinę temu stali Del Fairfax, Princeton Wells i burmistrz Sykes, schlebiając bogatym dobroczyńcom. W tej części sali wypadły wszystkie okna, odłamki podziurawiły drewno na ścianach, a podłogę pokryły pozostałości po wybuchu, czyli strzępy kotar, lśniące kawałki kryształowego żyrandola, poprzewracane krzesła, sztućce, buty, torebki... Innymi słowy, tysiące puzzli, które składały się na obrazek idealnego wieczoru, a teraz leżały w nieładzie pokryte grubą warstwą kurzu i zbryzgane krwią.
Pośród tego pobojowiska znajdował się człowiek, który miał odnaleźć sens w tym pozornie bezsensownym akcie. Klęczał w jednym końcu dwunastometrowego osmalonego pasa, który jeszcze niedawno był sceną. Malley, łysy agent FBI z siwą brodą, trzymał w prawej ręce pęsetę i wpatrywał się w nią uważnie przez szkło powiększające. Na odgłos naszych kroków podniósł wzrok.
– No proszę, detektywi Jordan i MacDonald. Jak się mają sprawy w oddziale chroniącym tłuste koty?
– Nigdy nie było lepiej – odparła Kylie z kamienną twarzą. – Znalazłeś tu coś?
– Może. – Malley wstał. – Jeśli uznać ten bałagan za stóg siana zajmujący trzysta siedemdziesiąt metrów kwadratowych, to być może znalazłem w nim igłę. Spójrzcie.
Kylie i ja po kolei przyjrzeliśmy się znalezisku zwisającemu z pęsety Malleya. To był kawałek przewodu. Właściwie trzy kawałki – jeden czerwony, jeden biały, jeden niebieski – splecione razem jak warkocz. Cieniutki jak makaron typu nitka i nie dłuższy niż pięć centymetrów.
– To coś znaczy? – zapytałem.
– Powtórzę: być może. Tych, którzy robią bomby, uważamy za masowych morderców. Oni sami lubią myśleć o sobie jak o artystach. I jak wszyscy artyści, czują potrzebę podpisania swojego dzieła. Takie połączenie czerwonego, białego i niebieskiego widzę pierwszy raz, dlatego przyszło mi do głowy, że to może być podpis twórcy tej bomby.
– Czerwony, biały, niebieski – powiedziała Kylie. – Co to oznacza? Śmierć Ameryce?
– Bomba mówi o śmierci. Kabel mówi o gościu, który ją zbudował.
– Czerwony, biały, niebieski – powtórzyła Kylie. – Sądzisz, że to Amerykanin?
– Może być też Litwinem daltonistą. Dobrze byłoby wiedzieć, co symbolizują te kolory, ale bardziej by nam pomogło, gdyby to był faktycznie jego podpis i gdybyśmy mieli go w naszej bazie danych. Zabiorę to do biura i sprawdzę, dokąd nas zaprowadzi ten trop.
– Jakie masz przypuszczenia? – zapytałem.
Malley schował kawałek przewodu do plastikowej torebki, podpisał ją i włożył do pojemnika na dowody.
– To nie był atak terrorysty – odparł.
– Jesteś pewien?
– Nie. Jestem kiepsko opłacanym pracownikiem administracji rządowej, nie Harrym Potterem. Ale zapytałeś o moje przypuszczenia, więc odwołuję się do swojej wiedzy naukowej po dwudziestu minutach myszkowania. Sąd nie uzna tego za dowód, ale w tej chwili uważam, że jedna ofiara śmiertelna i dwudziestu dwóch rannych nie jest dziełem wyszkolonego w Syrii gotowego na wszystko dżihadysty.
– To nie terrorysta? – zapytała Kylie. – Howardzie, ten człowiek swoją bombą skrzywdził dwadzieścioro troje ludzi.
– Pani detektyw mnie nie słuchała – odparł z przekąsem Malley. – Nie powiedziałem, że facet jest amatorem. To najwyższej klasy specjalista. Ale użył ładunku kumulacyjnego do zabicia jednej osoby. Reszta to przypadkowe ofiary. Niektórzy zostali ranni z powodu odrzutu, ale większość odniosła obrażenia w wyniku paniki. Nie zadaję się z milionerami jak wy, ale według mnie w tym tłumie każdy troszczył się wyłącznie się siebie. Byłoby o wiele mniej złamanych kości, gdyby ludzie nie spanikowali. Temu gościowi chodziło o Fairfaksa. To nie był akt terroryzmu. To sprawa osobista.
– Gdyby rzeczywiście chodziło o coś osobistego, nie łatwiej byłoby zamordować go w łóżku? – zapytała Kylie powątpiewająco.
Malley wzruszył ramionami.
– Przypuszczam, że wolał zrobić z tego sprawę publiczną. Nie mam pojęcia, co chciał przez to powiedzieć. – Puścił do nas oko. – Ale to już nie mój problem.
 
***
 
Malley miał rację. Terroryzm to sprawa agentów bezpieczeństwa narodowego, ale zabójstwo – zwłaszcza gdy ofiarą padł ktoś taki jak Del Fairfax – należało do nas.
Chociaż byliśmy świadkami ostatnich chwil jego życia, nic o nim nie wiedzieliśmy. Musieliśmy porozmawiać z kimś, kto go znał. Dotarliśmy do Princetona Wellsa. Z Sali Kotylionowej przemieścił się na trzydzieste dziewiąte piętro hotelu.
– Służę pomocą – powiedział, otworzywszy drzwi do apartamentu z widokiem na Central Park.
Zmienił już formalny strój na parę pogniecionych bojówek khaki i spłowiały szary T-shirt. Był boso.
Pani burmistrz zdążyła przedstawić nas Wellsowi wcześniej. Dał nam swoje wizytówki i zażartował, że ma nadzieję nigdy więcej nas nie spotkać. Kilka godzin później szliśmy za nim do jego salonu.
– Weźcie sobie krzesła – powiedział i skierował się do świetnie zaopatrzonego barku. – Coś do picia? – zapytał.
Odmówiliśmy. Wells wrzucił do szklanki kilka kostek lodu i dolał dziesięć centymetrów francuskiej wódki. Potem odkorkował butelkę wina i wlał do kryształowego kielicha podobną ilość płynu. Pociągnął łyk wódki. Wino postawił na stoliku kawowym przed nami.
– Co już wiadomo? – zapytał.
– Proszę przyjąć nasze kondolencje z powodu straty przyjaciela – powiedziałem – ale fakt, że jest jedyną śmiertelną ofiarą, nasuwa przypuszczenie, że mógł być głównym celem tego ataku.
– To nonsens. Kto chciałby zabić Dela?
– Właśnie o to detektyw MacDonald i ja chcielibyśmy pana zapytać. Jak dobrze go pan znał?
– Przyjaźniliśmy się od czasów liceum. Na studiach mieszkaliśmy w jednym pokoju. Dwadzieścia lat temu założyliśmy Silver Bullet z Arniem Zimmerem i Nathanem Hirschem. Del i ja byliśmy jak bracia.
– Miał wrogów? Czy ktoś mógł pragnąć jego śmierci?
– To kompletnie niedorzeczne – odparł Wells i wychylił zwartość szklanki. – Muszę się jeszcze napić – oznajmił i powędrował z powrotem do barku.
Alkohol był ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili potrzebował Princeton Wells. Powiedziałbym mu to, gdyby był zwykłym obywatelem, a ja zwykłym gliną. Ale on był miliarderem, a ja detektywem pierwszej klasy wyszkolonym do kontaktu z przedstawicielami klasy uprzywilejowanej, nieważne, trzeźwymi czy zalanymi w trupa. Patrzyłem, jak nalewa kolejną porcję wódki, tym razem nie dodając lodu.
– Piękne miejsce – zauważyła Kylie, odwracając na chwilę uwagę od przykrego tematu rozmowy.
– Dzięki – uśmiechnął się Wells. – Mam je od trzech lat. Widok jest oszałamiający, a już zwłaszcza kiedy pada śnieg. Wystarczy wziąć pilota do ręki, otworzyć butelkę wina…
– Czy ktoś tu mówi o winie?
Do pokoju weszła Kenda Whithouse w turbanie z ręcznika na głowie i męskiej koszuli zamiast szlafroka.
– Już nalałem – oznajmił Wells, wskazując napełniony kieliszek.
Kenda Whithouse usiadła na sofie, chowając nogi pod siebie, i napiła się wina.
– Kendo – zaczął Wells – to detektywi z NYPD.
– Miło was poznać – powiedziała. – Złapaliście ich?
– Pracujemy nad tym – odparłem.
– To było straszne. Jak w filmie katastroficznym, tyle że działo się naprawdę. Mam szczęście, że nie zginęłam, ale spadło na mnie to całe fruwające gówno. Wyglądałam jak jedna z tych bezdomnych, dla których Princeton buduje lokale. Trzy razy myłam włosy, żeby pozbyć się smrodu.
Wells usiadł przy niej, wychylił kolejną szklaneczkę i przyjął taką pozycję, jakby szykował się do pojedynku z nami.
– Chcecie znać moje zdanie, państwo detektywi? Według mnie bomba była przeznaczona dla pani burmistrz. Zeszła z podium kilka sekund przed wybuchem. Tylko takie wyjaśnienie ma sens. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma pretensje do polityków. Ale Del Fairfax? Wszyscy go kochali. Kochali całą naszą czwórkę. Zbieramy setki milionów dolarów. Zapewniamy tym ludziom jedzenie, dach nad głową, edukację, ale co ważniejsze, dajemy im cel, nadzieję… – Urwał, spojrzał na szklaneczkę w ręku i odstawił ją na stolik. – Przepraszam. Parę drinków i już wyjeżdżam z gadką o humanitaryzmie. Chodzi mi o to, że nikt nie zabija kury znoszącej złote jajka. Fundacja Silver Bullet nie ma wrogów.
– A życie osobiste Fairfaksa? – zapytała Kylie.
– Del był graczem. Nigdy się nie ożenił. Bo niby po co? Był bogaty, przystojny, laski go uwielbiały.
– Czy któraś z tych lasek miała męża? – zapytała Kylie.
– Boże uchowaj. Del nigdy nie sprzątnąłby żony innemu facetowi. Był kobieciarzem, ale nie lubił tragedii.
Zadzwoniła moja komórka. Zobaczyłem numer szefowej. Wyszedłem na korytarz, żeby odebrać.
– Co wiadomo? – zapytała bez ceregieli.
– Fachowiec od materiałów wybuchowych twierdzi, że to nie był atak terrorystyczny. Ofiarą miał być Del Fairfax. Ale Princeton Wells przedstawia Fairfaksa w takich słowach, jakby mówił o świętym. Wszyscy go kochali, więc bomba musiała być wymierzona w panią burmistrz.
– Wątpię – odparła Cates. – Sykes została dopisana do programu w ostatniej chwili, a ten atak był zaplanowany i dobrze przygotowany, na co trzeba czasu. Ale uczulę ochronę pani burmistrz. Co jeszcze?
– Nic, szefowo. W sali było czterysta osób, z panią włącznie, a nie możemy znaleźć ani jednego świadka, który cokolwiek widział.
– Jak szybko zdołacie z MacDonald urwać się stamtąd?
– W ciągu dwudziestu sekund. Tutaj już niczego się nie dowiemy.
– Więc zabierajcie się i jedźcie na Roosevelt Island. Chuck Dryden ma ciało, któremu macie się przyjrzeć.
– Kolejne zabójstwo? Akurat dla Red?
– Co ci mogę powiedzieć, Jordan? To pechowy wieczór dla sławnych i bogatych.
 
***
– Nigdy nie lekceważ szaleństw ludzi z pieniędzmi – stwierdziła sentencjonalnie Kylie.
– To sentencja z ciasteczka z wróżbą czy początek serii fascynujących spostrzeżeń? – zapytałem.
Byliśmy w drodze na Roosevelt Island.
– Mówię o Princetonie Wellsie – stwierdziła. – Po kiego licha kupił trzypokojowy apartament w hotelu Pierre, skoro ma sześciopiętrową miejską rezydencję w Central Park West o półtora kilometra dalej? To nonsens.
– A po kiego licha Bruce Wayne wkłada pelerynę i maskę i walczy z przestępczością w Gotham City, skoro mógłby usiąść wygodnie w fotelu i wydawać dyspozycje kamerdynerowi Alfredowi w okazałej rezydencji rodziny Wayne’ów? Kylie, bogacze mają własne spektrum szaleństwa.
– Po roku pracy dla Red powinnam to już wiedzieć, ale kiedy zadzwoniliśmy do Wellsa, a on powiedział, że jest na trzydziestym dziewiątym piętrze hotelu, automatycznie założyłam, że wynajął pokój na noc.
– Tacy goście jak Wells nie wynajmują pokoi na noc – powiedziałem.
– Tylko kobiety. – Kylie uśmiechnęła się szeroko. – Musiała trzy razy myć włosy. Biedactwo.
– Domyślam się, że nie podzielasz jego gustu.
– Wręcz przeciwnie. Jest idealna dla faceta, który chce poświęcić energię na pomoc potrzebującym.
Błysk w jej oku zdradzał, że Kylie dopiero się rozgrzewa i zamierza gruntownie obśmiać Kendę Whithouse niczym kabareciarz w telewizyjnym show pastwiący się nad rodziną Kardashianów, ale nie zdążyła, bo rozdzwoniła się jej komórka.
Spojrzała na identyfikator dzwoniącego, uśmiechnęła się i odebrała.
– Cześć, skarbie. Nie sądziłam, że zadzwonisz.
„Skarbie”? Mój policyjny instynkt podpowiedział mi, że to rozmowa osobista. Zerknąłem na zegarek, potem na minę Kylie. Dwudziesta trzecia czterdzieści siedem. Mina bardzo uszczęśliwiona. Telefon bardzo osobisty.
Nie słyszałem głosu rozmówcy Kylie, ale mówił dobrą minutę. W końcu Kylie stwierdziła:
– Coś się zyskuje, coś traci.
Nastąpiła pauza, po której Kylie powiedziała:
– Chciałabym, ale dostaliśmy z partnerem wezwanie do drugiego zabójstwa tego wieczoru. – Zaśmiała się, po czym dodała: – Nie obwiniaj mnie. To ty wpadłeś na pomysł, że randkowanie z policjantką może być zabawne. Pogadamy jutro. – Rozłączyła się, po czym zwróciła się do mnie: – Cholera, Zach, ci truposze milionerzy rujnują mi życie towarzyskie. Właśnie musiałam odrzucić zaproszenie na drinka w Ganzie… no, w Gansevoort PM.
Podpuszczała mnie, żebym zapytał, komu odmówiła.
Czekaj sobie. Nie zapytam.
– Byłam tam w zeszłym tygodniu – ciągnęła. – Muzyka jest beznadziejna, ale ceny za butelkę alkoholu w Sali Platynowej są kosmiczne.
Nie złapałem tej przynęty. Wpatrywałem się intensywnie w drogę i milczałem.
– Byłeś kiedyś w Ganzie? – zapytała.
– Jeszcze nie, ale jeśli znajdzie się tam jakiś trup, pojadę natychmiast.
Ta uwaga zamknęła Kylie usta.
Zazwyczaj policjanci chętnie dzielą się szczegółami swojego życia osobistego z partnerami, ale moja relacja z Kylie odbiegała od normalności. Poznaliśmy się dwanaście lat temu w akademii. Właśnie rzuciła swojego uzależnionego od prochów chłopaka. Okazałem się tym, którego potrzebowała, by wypełnić nagłą pustkę.
Przez dwadzieścia osiem dni nie mogliśmy oderwać od siebie rąk. W tym czasie zakochałem się w niej na zabój. Ale dwudziestego dziewiątego dnia jej były chłopak, Spence Harrington, wrócił z ośrodka odwykowego i ubłagał ją, żeby dała mu drugą szansę. Rok później byli już małżeństwem.
Przez dziesięć następnych lat stanowili idealną parę. Kylie była inteligentną i piękną panią detektyw odznaczoną medalem za odwagę, a Spence został jednym z najbardziej znanych producentów i scenarzystów telewizyjnych.
Aż pewnego dnia znowu zaczął brać i stracił nad tym kontrolę.


Opcja dostawy Płatność online Płatność przy odbiorze Czas dostawy
Paczka w ruchu 4,90 zł     - 2 dni
Paczka 48 do domu 11,90 zł 13,90 zł 2 dni
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej 10,90 zł 12,90 zł 2 dni
Odbiór w paczkomacie InPost 9,90 zł     - 1-2 dni
Mini paczka do domu InPost 7,90 zł     - 1-5 dni
Przesyłka kurierska InPost 13,90 zł 15,90 zł 1 dzień
Kurier DPD 14,90 zł 16,90 zł 1 dzień
Opcje dostawy:
Paczka w ruchu
Płatność online:
4,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Paczka 48 do domu
Płatność online:
11,90 zł
Płatność przy odbiorze:
13,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w punkcie Poczty Polskiej
Płatność online:
10,90 zł
Płatność przy odbiorze:
12,90 zł
Czas dostawy:
2 dni
Opcja dostawy:
Odbiór w paczkomacie InPost
Płatność online:
9,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-2 dni
Opcja dostawy:
Mini paczka do domu InPost
Płatność online:
7,90 zł
Płatność przy odbiorze:
    -
Czas dostawy:
1-5 dni
Opcja dostawy:
Przesyłka kurierska InPost
Płatność online:
13,90 zł
Płatność przy odbiorze:
15,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień
Opcja dostawy:
Kurier DPD
Płatność online:
14,90 zł
Płatność przy odbiorze:
16,90 zł
Czas dostawy:
1 dzień

Czas dostawy deklarowany jest przez dostawcę. Wszystkie zamówienia złożone do godz. 14:00 są wysyłane w tym samym dniu.

Tytuł Czerwony alarm
Autor James Patterson, Marshall Karp
Wydawnictwo HarperCollins
Data premiery 19-09-2018
Ilość stron 336
Oprawa Miękka
ISBN 9788327637239
Tłumaczenie Dorota Stadnik
Projekt okładki Emotion Media
Ocena 
02-11-2018

Wybuchowo, ale bez fajerwerków

Trzy lata temu, również jesienią, miałam okazję zetknąć się z serią NYPD RED, w której autorzy James Patterson oraz Marshall Karp prezentują śledztwa prowadzone przez RED - oddział policji nowojorskiej, chroniący najbogatszych i ustosunkowanych obywateli miasta. Wówczas, czytając pierwszą część serii, poznałam parę literackich bohaterów, czyli detektywów Zacha Jordana i Kylie McDonald. To, co zostało przedstawione w "Scenariuszu mordercy" pozwoliło mi na parę chwil wczuć się w atmosferę amerykańskiego snu. Kolejne powieści napisane przez autorski duet właściwie powtarzały podobny schemat, łatwo było rozszyfrować i przewidzieć niektóre zwroty akcji oraz elementy intrygi. Jednak za każdym razem można było zagłębić się w egoistycznym świecie pięknych i bogatych, którym wiele spraw uchodziło na sucho. Nie inaczej jest w przypadku piątej części cyklu, czyli powieści "Czerwony alarm".

Elitarny oddział policji wraz z dwojgiem najlepszych detektywów staje przed kolejnymi wyzwaniami. W mieście, które podobno akceptuje wszystko, dochodzi do nowych zbrodni. Podczas prestiżowego, charytatywnego przyjęcia wybucha bomba, jeden z prominentnych architektów ginie na miejscu, a wokół następuje chaos typowy dla ataków terrorystycznych, które znamy z pierwszych stron gazet i medialnych doniesień. Detektywi nie mają zbyt wiele czasu, by móc zagłębić się w śledztwo, bo już dochodzi do nowych morderstw i niebezpiecznych sytuacji. A gdyby tego było mało, znana dokumentalistka zostaje znaleziona martwa w dość dwuznacznej sytuacji. Poza tym wątkiem pojawiają się kolejne oraz nowe powiązania między światem polityków, biznesmenów i mafijnych bossów. Jak zwykle u Pattersona i Karpa akcja toczy się bardzo szybko, dzieje się dużo, wszystko zaś zostaje przedstawione w mało skomplikowany sposób. Można tę książkę przeczytać właściwie niejako przy okazji innych czynności, a i tak nie straci się głównych wątków, co z jednej strony można uznać za pozytyw, ale z drugiej świadczy, że jest to przede wszystkim lektura na wskroś rozrywkowa, niewymagająca i niezapadająca w pamięci na dłużej. Moim zdaniem takie ma zadanie, i nie ma co porównywać jej z kryminałami i powieściami sensacyjnymi, które mają za zadanie skłonić również do wielu refleksji. Choć "Czerwony alarm" porusza kilka ważnych problemów społecznych, nie to jest głównym przesłaniem powieści. Ona ma po prostu dawać rozrywkę, znaną choćby z filmów akcji, może również dać wgląd w świat, którego tak naprawdę nie znamy, ludzi bogatych, którzy zdolni są do każdego szaleństwa jakie im tylko przyjdzie do głowy.
Czy Nowy Jork przedstawiony jako miasto korupcji, skandali, narkotyków i seksu odbiega od prawdy? Zapewne nie, ale takich miejsc na świecie jest wiele. Mamy też możliwość sprawdzić, dokąd sięgają macki zła, które kierują poczynaniami bohaterów powieści. W "Czerwonym alarmie" autorzy zabierają czytelników do Tajlandii (podróż to krótka, ukazująca dość popularne spojrzenie na świat przestępczy umiejscowiony w azjatyckim kraju).
W poprzednich częściach cyklu NYPD RED dowiadywaliśmy się nieco o życiu prywatnym policyjnych detektywów. Nadal jest to możliwe, ale jakoś tym razem ich codzienność nie przyciągnęła mojej uwagi. Postaci zupełnie nie przypominały tych, które poznałam wcześniej, a może zwyczajnie już nie mieli mi wiele do powiedzenia? Albo odczuwam przesyt tym gatunkiem powieści i po prostu szukam w nich czegoś zupełnie innego.
W każdym razie, już podsumowując, "Czerwony alarm" to typowa produkcja literacka na potrzeby niezbyt wymagających czytelników. Jeśli macie ochotę na odrobinę rozrywki w jesienny wieczór, znacie pozostałe tytuły w serii, możecie przeczytać, żeby sprawdzić, jaką drogę przeszli wasi bohaterowie za sprawą ich twórców - Jamesa Pattersona i Marshalla Karpa.

Ocena 
25-10-2018

NYPD RED

"Czerwony alarm" to piąta część z cyklu stworzonego przez duet Patterson & Karp, kiedy tylko widzę, że na rynek wychodzi kolejny tom jestem ucieszona jak dziecko. Widzę jednak, że z każdą nową powieścią coraz mniej widowiskowo się dzieje.
Detektywi Zach Jordan i Kylie MacDonald nie odpoczywają zbyt długo od pracy. W tej części zmagać się będą z bezwzględnym, pragnącym zemsty młodym człowiekiem, który w tajemniczy sposób detonuje specjalistyczne bomby oraz będą zmuszeni do znalezienia zabójcy młodej kobiety, która miała dość specyficzne upodobania seksualne. Dwie równolegle prowadzone sprawy, burmistrz Sykes za plecami, która patrzy policjantom na ręce i czas, który uciekając sprawia, że rozwiązanie jest coraz bliżej. To wszystko w połączeniu z drobnymi wstawkami z życia prywatnego naszych policjantów, ich problemów i radości sprawia, że książka nabiera ciekawego klimatu, który zdecydowanie przyciąga i nie daje nam odłożyć jej na półkę. Jedynym minusem, który znacząco wpłynął na moją ocenę jest to, że zbyt mało się dzieje. Są spektakularne przestępstwa, intrygujące śledztwo, jednak brakowało mi tutaj zdecydowanej dynamiki, która sprawiłaby, że książka ta różniłaby się od innych z tego gatunku. Niestety, ale na tle pierwszych części, "Czerwony alarm" wygląda nieco gorzej, nie wiem co było tego powodem, może wypalenie, może brak inspiracji, jednak to nie zmienia mojego zdania, że Patterson jest moim ulubionym autorem i co by się nie działo będę jego książki polecać każdemu. Jako fanka Pattersona jestem w stanie wiele mu wybaczyć, jednak jak na ten świetnie wykreowany cykl - NYPD RED to tej książce wiele brakuje, ale myślę, że dla osób, które może dopiero poznają się z tym gatunkiem, będzie to czas dobrze wykorzystany.
Jeśli masz ochotę na relaks z lekką książką to ta pozycja jest dla Ciebie. Nie wymaga wielkiej uwagi, a od początku czytelnik nabiera podejrzeń co do sprawców zbrodni. Książka dobra do poczytania w wolnej chwili.

Ocena 
25-10-2018

"13000 ofiar i licznik nadal bije."

Już spotkanie z czwartym tomem ("Śmierć na żywo") nie okazało się aż tak fascynującą przygodą czytelniczą, jak to miało miejsce w przypadku trzech pierwszych odsłon serii ("Scenariusz mordercy", "Zdążę cię zabić", "Piętno Kaina"). Niestety, również "Czerwony alarm" nie wciągnął mnie ani kryminalną intrygą, ani klimatem powieści. Miałam wrażenie, że książka pisana była na kolanie, na pięć minut przed drukiem i nie wystarczyło czasu na rozwinięcie pomysłu scenariusza zdarzeń, nadanie bohaterom ciekawych portretów, zbudowanie frapującego napięcia. Nie było też, charakterystycznych w powieściach Jamesa Pattersona, poruszania społecznych problemów współczesnej Ameryki, stanowiących ciekawą otoczkę fabuły. Wątki obyczajowe poprowadzono mdło i niewyraźnie, a główni detektywi tak naprawdę nie mieli wiele do powiedzenia. Zamiast odgrywania kluczowej roli stali się zakładnikami płaskiej zagadki kryminalnej. Szkoda, że seria przeradza się w miałką przygodę czytelniczą, z której nic nie wynosimy poza nijakim relaksem. Brakuje ostrego pazura, zaskakujących elementów, czegoś chwytliwego, przyciągającego i angażującego.

A zapowiadało się frapująco, zaczęło od mocnego uderzenia, morderstwa znanej w nowojorskim środowisku dokumentalistki. W tym czasie metropolią wstrząsa również wybuch bomby podczas prestiżowego przyjęcia śmietanki elit. Na tym nie kończy się cykl tragicznych incydentów, pasmo nieszczęść dotyka zwłaszcza najbardziej bogatych i wpływowych obywateli. Skoro w morderstwa zamieszane są znane osobowości Nowego Jorku, do akcji wkracza para detektywów z policyjnej jednostki RED, Zach Jordan i Kylie MacDonald. Nie da się odmówić narracji lekkości i dynamiki, sporo się dzieje, ale łatwo się w tym połapać. Dobrze wypadło odzwierciedlenie politycznych gierek, fałszywych świadectw poprawności, zamiatania pod dywan niewygodnych spraw. Tak się właśnie zastanawiam, czy ten ostatni element, sparodiowany świat członków władzy, stykający się ze światem przestępczym, mocno odrealniony od życia zwykłych ludzi, nie jest najlepszym aspektem powieści.

bookendorfina.pl

Ocena 
23-10-2018

Czerwony alarm

No i jest, kolejna książka z cyklu NYPD Red. To już piąty tom o najbardziej elitarnej jednostce policyjnej, która zajmu się jedynie śledztwami dotyczącymi wysoko sytuowanych osobistości z Nowego Jorku. Może nie jest to moja najulubieńsza seria, ale do tej pory miałam okazję przeczytać wszystkie części, więc i po t chętnie sięgnęłam. No ale już nie przedłużam i zapraszam Was na moją opinię na temat Czerwonego alarmu.

Charytatywny bal na którym wybucha bomba. Nieczęste zdarzenie, jednak w jego wyniku ginie człowiek o nieposzlakowanej opinii. W odległym zakątku Nowego Jorku pojawia się kolejna ofiara śmiertelna. Tym razem jest to znana twórczyni filmowa. Do akcji wkracza elitarna jednostka policyjna NYPD Red, która została powołana przez burmistrza, aby prowadzić śledztwa w sprawie elity Nowego Jorku. Detektywi Zach Jordan i Kylie MacDonald muszą doprowadzić obie sprawy do końca.

Tak to jest z kontynuacjami, że się ich obawiam, zwłaszcza, gdy jest to tom, który już grubo wykracza poza podstawową trylogię. Bardzo chciałam, żeby i tym razem moje obawy okazały się bezpodstawne. Niestety jednak, nie mogę powiedzieć, że Czerwony alarm trzyma poziom poprzednich części, chociaż i tak było całkiem przyzwoicie.

Po raz kolejny miałam okazję czytać na temat duetu Jordan, MacDonald. Zawsze darzyłam sympatią tę parę detektywów i bardzo lubiłam ich ścierające się charaktery, jednak tym razem, Kylie bardziej niż kiedykolwiek działa mi na nerwy i momentami myślałam sobie, że chyba lepiej by było, jakby autorzy wysłali ją na porządny urlop, tak aby w kolejnej części wszystko wróciło do normy. Pozostali bohaterowie, raczej mnie nie zachwycili, byli po prostu ok, bez jakiegoś szału.

To co najbardziej mi się podobało w tej książce to, to że autorzy odeszli już od utartych schematów, które były zauważalne w poprzednich częściach. Został tutaj obrany zupełnie inny kierunek, dzięki czemu, zakończenie i ogólnie rozwiązanie całej sprawy było dla mnie czymś, czego się nie spodziewałam. Zdecydowanie duży plus za to.

Kolejnym plusem jest styl jakim napisana jest książka. Lekki styl Pattersona, to coś co uwielbiam i nie mogę przejść koło jego książek obojętnie. Czytało mi się przyjemnie, szybko i nim się obejrzałam historia już się kończyła mimo wielu zawiłości. Myślę, że najlepiej jest czytać te książki w kolejności, natomiast na upartego, dało by radę sięgnąć po przypadkowy tom i właśnie od niego zacząć. Ot, tak ciekawostka.

Tym razem do książki zostało wprowadzone tak dużo chaosu i zamieszania, że czasem ciężko było się połapać co i jak, tym bardziej, że były prowadzone dwa śledztwa na raz, a właściwie dwa i pół można by rzec. Za dużo wszystkiego na raz.

Tak w sumie, to na początku nie wiedziałam, czy ta pozycja ma więcej plusów czy minusów. Ostatecznie myślę, że wyszło tak po połowie, więc nie ma najgorzej. Jednak jedno jest pewne, już nie zachwycałam się nią tak bardzo jak poprzedniczkami z serii i mam ogromną nadzieję, że to jednorazowa wpadka autorów i koleje historie będą już lepsze.

Jeśli macie trochę wolnego czasu i szukacie przyjemnej serii do przeczytania, to jak najbardziej polecam Wam NYPD Red. Mam nadzieję, że kolejne tomy, o ile takie powstaną będą lepsze, ale to na pewno będę dawać znać na bieżąco co i jak.

Ocena 
22-10-2018

Jest to książka łatwa do przeczytania...

W moje ręce niedawno trafiła książka amerykańskich autorów Jamesa Pattersona i Marshalla Karpa z serii o policjantach z wyjątkowego oddziału NYRD RED pt. "Czerwony alarm".

RED to specjalny oddział policji stworzony przez burmistrza Nowego Jorku, by prowadzić śledztwa, w które zamieszani są ludzie ze świecznika tzw. elity: politycy, aktorzy, biznesmeni, sportowcy. Para detektywów Kylie MacDonald i Zach Jordan ma tym razem do rozwiązania sprawę zabójstwa Dela Fairfaxa współwłaściciela fundacji dobroczynnej Silver Bullet. Zostaje on zamordowany podczas przyjęcia charytatywnego. Po niedługim czasie ginie drugi wspólnik, a trzeci zostaje znaleziony przykuty do bomby. Czy zdąży zeznać, co takiego ma na sumieniu i dlaczego zginęli jego przyjaciele - ludzie uchodzący do tej pory za obywateli bez skazy?

Jest to łatwa książka do przeczytania. Napisana dość ciekawie i z humorem. Śledzimy nie tylko postępy w śledztwach, ale i życie prywatne głównych bohaterów. Nieznajomość poprzednich części nie wpływa na lekturę. Podczas czytania miałam wrażenie, że oglądam odcinek serialu kryminalnego o parze detektywów między którymi coś iskrzy. Książka dla fanów serii i osób pragnących się na chwilę oderwać od rzeczywistości.
Ika, lat 17
źródło: www.szkolnyklubrecenzenta.pl

Ocena 
21-10-2018

Trzyma w napięciu

O książkach Pattersona dużo już słyszałam i chciałam się sama przekonać, jak ten autor pisze. Powiem szczerze, że podchodziłam do niego zbyt sceptycznie, bowiem miło się zaskoczyłam.


RED to elitarna jednostka nowojorskiej policji. Zach i Kylie uchodzą za zgrany duet policjantów, którzy zawsze potrafią rozwiązać najtrudniejsze zagadki. Tym razem miastem wstrząsają eksplozje, w których giną znani biznesmeni. Kluczem do rozwiązania może być pozostałych przy życiu dwóch przyjaciół, którzy robili z nimi wspólne interesy. Nieoczekiwanie w tle pojawia się jeszcze zabójstwo młodej reżyserki. Ślady prowadzą do polskiej dzielnicy...

Fabuła jest dość prosta i przewidywalna, ale jednak książka ma coś w sobie, co powoduje, że nie jest łatwo się od niej oderwać. Nie miałam też problemów z wdrożeniem się w historię, choć jest to już któryś tom z kolei. Myślę, że sięgnę po pozostałe części historii w niedalekiej przyszłości.

Jeśli ktoś szuka literatury górnych lotów, to z pewnością książką się zawiedzie. Jednak jeśli tylko szukacie dobrej sensacji na jesienny wieczór to polecam Wam tę pozycję. Idealna po ciężkim dniu w pracy.

Ocena 
20-10-2018

Sławni i bogaci w opałach

NYPD Red to nowojorski oddział policji stworzony do służenia elicie bogatych i wpływowych obywateli. Burmistrz Muriel Sykes może prosić o wiele nietypowych rzeczy, z którymi nie zwróciłaby się do zwykłych jednostek. Czasami mają większe prawa, ale niestety gromy spadają na nich podwójne. Detektywi Kylie McDonald i Zach Jordan to duet grający w NYPD Red pierwsze skrzypce. Co tym razem przygotowali dla nich przestępcy?

W hotelu Pierre zorganizowano wystawną kolację w ramach kampanii na rzecz potrzebujących zorganizowaną przez Fundację Silver Bullet. Zbierane przez nią fundusze będą przeznaczone na budowę Tremont Gardens - schroniska dla dorosłych. Architekt a zarazem jeden ze wspólników w Fundacji - Del Fairfax - ginie w chwili, gdy zamierza pokazać zgromadzonym slajdy dotyczące schroniska. Drugi ze wspólników - Arnie Zimmer - ginie na budowie. Każdy stracił życie w wyniku wybuchu precyzyjnie skonstruowanej bomby kumulacyjnej, wymierzonej w konkretny cel. Nikt inny nie traci życia... Jaki los czeka pozostałych dwóch wspólników Fundacji? Kto chciałby ich śmierci, skoro starają się ludziom pomagać?

Czterech właścicieli Fundacji
Strach zaglądający w oczy
Przeszłość, którą chcieli ukryć
I los, pragnący pokrzyżować plany na przyszłość
Jaka będzie cena prawdy?

Jednocześnie ze sprawą tajemniczych bomb detektywi próbują rozwiązać zagadkę śmierci dokumentalistki telewizyjnej - Audrey Davenport, która miała dość nietypowe upodobania seksualne. Została zamordowana również nietypowo - było to autoerotyczne uduszenie. Uwielbiała groźnych partnerów, szukała silnych bodźców, tylko czy to był przypadek? Ktoś celowo miałby ją zabić a może sprawa ma drugie dno?

Poprzednia książka z tego cyklu "Śmierć na żywo" bardzo mnie rozczarowała i trochę obawiałam się tego tomu. Niepotrzebnie! Tym razem akcja rozkręca się szybko, wciąż pojawiają się nowe tropy i wątki a tajemnice podnoszą poziom zaintrygowania. Ślady w śledztwie dotyczącym bomb prowadzą w przeszłość i aż jedenaście stref czasowych od Nowego Jorku, zaś w sprawie erotycznej w zadziwiające miejsca i gabinety. Na deser jest również nieoficjalna afera, którą Zach Jordan stara się załatwić sam a dotyczy zniknięcia ogromnej sumy pieniędzy. Kogo podejrzewa? Czy ma rację? Czy sprawa zakończy się sukcesem?

Kilka momentów lektury szczególnie zapadło mi w pamięć i chcę się nimi z Wami podzielić. Pomimo nie do końca jasnych przewinień i walki o sprawiedliwość oraz wolność, Geraldo Segura ujął mnie niezwykłą historią życia. Wyjaśnienie działania bomby kumulacyjnej, iż można zabić nią flecistę a reszta orkiestry nie zostanie nawet draśnięta - wyjątkowo zadziałała mi na wyobraźnię. Wolę jednak pozytywne działanie a takim było opisanie wyjątkowego nowojorskiego parku stworzonego w nieużywanej drodze kolejowej. Oby częściej projektowano takie cuda w pozbawionych piękna czy przyszłości miejscach.


Podsumowując - "Czerwony alarm" to kryminalna historia o przysługach, wdzięczności, szantażach, szczerości i udawaniu. Poznacie świat biznesu, przestępców i tajemnic, które kryją się za fasadą pozornej dyskrecji; świat w którym pieniądze pokonają wszelkie zasady i przeszkody. Przekonacie się kim jest prawdziwy przyjaciel i czy na każdym, z kim mamy wspólne sekrety możemy polegać. Wygrają pieniądze, koneksje, prawda czy mafia? W tej książce sprawy kryminalne przeplatają się z prywatnymi, co daje całkiem niezłą mieszankę i gwarancję dobrze spędzonego czasu.



recenzja pochodzi z mojego bloga: http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/

Ocena 
17-10-2018

Czerwony alarm

Tym razem policjanci z NYPD RED prowadzą więcej niż jedno śledztwo. Doszło do wybuchu, w którym śmierć poniósł Del Fairfax. Oprócz tego odnaleziono ciało dziennikarki, która skrywała przed światem pewną tajemnicę. Ujawnienie jej raczej nie wyszłoby jej na dobre. Czy uda się odnaleźć sprawców tych czynów?

Są cykle, które mają potencjał i kilka części jest świetnych, a każda kolejna ma już tendencję spadkową. Z ogromnym bólem serca muszę powiedzieć, że tak właśnie było w tym przypadku.

Zach i Kylie zachowują się tak, jakby ktoś ich na przestrzeni powieści podmienił. Nie przypominają siebie z poprzednich części i to mi bardzo przeszkadzało. Znaczy się niespecjalnie za Kylie przepadałam, ale Zacha mimo wszystko lubiłam. Teraz ciężko mi się z nimi spędzało czas.

Problemem w tej powieści jest chaos, który się w nią wkradł. Zwłaszcza w drugiej części, bo pierwszą część czyta się całkiem nieźle. Widać zmianę w schemacie powieści i nie uważam, żeby jej to wyszło na dobre. Ja w pewnym momencie nieco się pogubiłam i musiałam jeszcze raz przeczytać poprzednie strony. Nie lubię czegoś takiego.

Tym razem nie umiałam się zaangażować w śledztwa. Chyba trochę za dużo osób się przez nie przewinęło i nie wiedziałam, na czym mam się skupić. Zawiodłam się na tej książce i uważam, że z całego cyklu jest niestety najsłabsza.

Ocena 
16-10-2018

Coś poszło nie tak...

Dla fanów Pattersona ta książka może się okazać rozczarowaniem, ja jakąś wielką jego fanką nie jestem, więc nie rozpaczam zbytnio z tego powodu. Od całej serii nie wymagałam zbyt wiele, traktowałam ją raczej jako lekkie, niewymagające czytadło, co nie oznacza, że mi się książki z cyklu NYPD RED nie podobały, po prostu raczej umieszczałam je wśród moich ocen, na tych na średniej punkcie. Niestety zauważyłam tendencję spadkową. Każda kolejna część wypada gorzej od poprzedniej i robi się niebezpiecznie źle, ponieważ jeśli zostanie wydana szósta powieść, może się ona okazać całkowitą katastrofą.

Oddział NYPD RED powołany przez panią burmistrz do spraw dotyczących osób z pierwszych stron gazet ponownie wkracza do akcji. Każda książka opowiada inną historię, toteż nic złego się nie stanie, jeśli nie będziecie ich czytać w kolejności wydania. Tym razem detektywom Jordanowi i McDonald przyjdzie się zmierzyć z seryjnym mordercą, który wysadził pierwszą ofiarę podczas balu charytatywnego, a drugą, będącą jego wspólnikiem w kampusie Rockefeller Universyty. Ofiary nie są przypadkowe, ładunki zostają stworzone precyzyjnie, tak by nie ucierpiał nikt inny. W tym samym czasie ginie również kobieta, która lubiła się bawić. Czy obie sprawy mają ze sobą coś wspólnego? Komu przeszkadzali obywatele z nieposzlakowaną opinią? Kto będzie następny w grze psychopaty?

Zacznę od tego, że nie podoba mi się, iż duża część fabuły została streszczona w blurbie na tylnej okładce. Nie podoba mi się również chaos, który wkradł się w tę część. Podczas lektury czytelnik musi przyswoić dużo nazwisk, czasami ciężko się połapać, o co w danym momencie chodzi. Moim największym zarzutem jest jednak nuda. Mimo tego, że książkę czyta się szybko, co jest niewątpliwą zasługą rozdziałów, które nie mają więcej niż po pięć stron, to miałam do niej kilka podejść, a końcówkę, to już właściwie nie czytałam, a męczyłam. Wkurzała mnie również nierealność niektórych sytuacji oraz główni bohaterowie: Kylie i Zach. Nawet oni w tej części zachowują się ja „nie oni”.

Naturalnie miałam już okazję czytać gorsze powieści i „Czerwony alarm” można przeczytać właściwie w jeden wieczór, ale nie wymagałabym od tej książki wiele. Często niestety jest tak w przypadku wielotomowych cykli, że kolejne nie dorównują pierwszym. Myślę, że najodpowiedniejszym jest umieć je zakończyć w odpowiednim momencie. Jedynym plusem, jaki tu widzę, jest lekki styl Pattersona.

Podsumowując: jeśli czytaliście poprzednie części, to nie zaszkodzi Wam sięgnąć i po tę, ale jeśli chcecie dopiero zacząć przygodę z autorem, zacznijcie od czegoś innego, a jest w czym wybierać.

Ocena 
11-10-2018

Niebezpieczny pośig

Czerwony alarm stanowi piątą część cyklu NYPD RED autorstwa duetu James Patterson& Marshall Karp. Seria opisująca funkcjonariuszy elitarnej jednostki nowojorskiej policji należy do tych dobrze mi znanych i nie ukrywam, że byłam niezmiernie ciekawa kontynuacji. Na wstępie słów kilka o samym cyklu... Jak łatwo można się domyślić śledząc okładki poszczególnych książek fabuła całej serii skupia się wokół pracy jednostki NYPD RED. Elitarny oddział utworzony został z inicjatywy burmistrza miasta Nowy Jork , a w skład jednostki wchodzą wyselekcjonowani (czytaj: najlepsi z najlepszych) funkcjonariusze. Ten konkretny oddział policji zajmuje się tylko (a może aż?) prowadzeniem śledztw w które zamieszani są najbardziej wpływowi obywatele. Głównymi bohaterami cyklu są detektywi Zach Jordan i Kylie MacDonald.

W tej części policjanci prowadzą równolegle dwa (a może nawet i trzy?) śledztwa. Podczas przyjęcia charytatywnegowyniku wybuchu bomby zamordowany zostaje lokalny filantrop. Niedługo potem funkcjonariusze otrzymują zgłoszenie dotyczące odnalezienia zwłok młodej kobiety. Pierwsza ofiara- Del Fairfax- miał nieposzlakowaną opinię, w oczach najbliższych był człowiekiem bez skazy, co utrudnia funkcjonariuszom typowanie podejrzanych. Druga ofiara- Aubey Davenport- była znaną dziennikarką, skrzętnie ukrywającą przed światem zewnętrznym swoją prawdziwą naturę...

Autorzy tym razem postanowili w fabule namieszać serwując równolegle kilka wątków o diametralnie różnym zabarwieniu. Poszczególne sprawy były z jednej strony lekko intrygujące, a z drugiej niebezpiecznie osobliwe, co mnie osobiście w pewnym momencie bardzo zaniepokoiło. Wcześniejsze tomy były bardzo schematyczne (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu),a co najważniejsze miały jasny przekaz co w powiązaniu z czysto sensacyjnym charakterem zdecydowanie przekonało mnie do śledzenia serii. Czerwony alarm konstrukcją zdecydowanie odbiega od swoich poprzedników. Sposób prowadzenia fabuły okazał się bardzo nieprzewidywalny i chaotyczny. Została zachowana lekkość w prowadzeniu fabuły, ale co z tego jeżeli czytelnik nie może się w poszczególnych elementach połapać? W trakcie lektury trudno było mi wyselekcjonować wątek przewodni, z czym nie miałam problemu w przypadku wcześniejszych tomów. Nie da się ukryć, że w fabule działo się sporo, a momentami wręcz za wiele i za intensywnie.

Wydarzenia opisane w pierwszej części książki były, jak dla mnie zdecydowanie nierealistyczne. Opis policyjnych procedur i sposób prowadzenia wszystkich śledztw (łącznie z niejednokrotnie bardzo osobliwymi zachowaniami funkcjonariuszy) pozostawiał wiele do życzenia. Trochę szkoda, że poszczególne wydarzenia zaserwowane zostały w ekstremalnie krótkich odstępach czasu. Wielokrotnie zdarzało się tak, że jeden wątek jeszcze na dobre się nie skończył, a autorzy wprowadzali już kolejny, siejąc tym samym niepotrzebny chaos. Tak dobrze mi znane z poprzednich tomów elementy związane z życiem osobistym głównych bohaterów zostały w okrutny sposób spłycone. Autorzy wręcz zaniedbali relację między partnerami, na rzecz taniej sensacji o seksualnym zabarwieniu. W książce zabrakło mi dobrych dialogów, lubianego przeze mnie ciętego języka Kylie oraz ogólnej atmosfery, jaka towarzyszyła poprzednim częściom. Zakończenie, które jak mniemam miało być zjawiskowe i zaskakujące, okazało się groteskowe i nieprzewidywalne w swej przewidywalności. Czytając niejednokrotnie miałam wrażenie, jakbym śledziła kreskówkę.

Czasem mniej znaczy więcej, szkoda że autorzy nie uwzględnili tej maksymy w swoim procesie twórczym. Czerwony alarm nie jest złą książką, ale niestety nie mogę uznać go za dobrą kontynuację serii. Piąty tom serii NYPD RED czytało się przyjemnie, ale czasem to nie wystarczy. Żywię nadzieję, że autorzy poprawią wspomniane mankamenty i z chęcią zapoznam się z kolejnym tomem cyklu. Nie polecam, nie odradzam.

Napisz recenzję

Napisz recenzję